Mama2c

Mama2c

wtorek, 8 lipca 2014

Wychowujemy dziecko dwujęzyczne, czyli 20miesięcy Lili

Nie, nie... To nie nasza-moja i męża- zasługa, że rośnie nam w domu dziecko dwujęzyczne. To tylko i wyłącznie zasługa starszej siostry! Nasz angielski- no powiedzmy to sobie szczerze- jest w ciut bardziej zaawansowanym stopniu niż ten, którym posługuje się aktualnie Lila.

Już, już... Już wyjaśniam co, jak i dlaczego.
Od jakiegoś czasu, Lila- mniej lub bardziej regularnie próbuje nam wymierzać sprawiedliwość swoją małą rączką... Tak, tak- przemoc w rodzinie. "Ok, ja nie mogę otworzyć tej szuflady, w której jest słonecznik, a że baaaaaardzo chciałabym go rozsypać teraz na podłodze, to jestem zła i pokażę ci jak bardzo"- i tu następuje zamachnięcie rączką, którą my zazwyczaj powstrzymujemy, ale... Ale nie zawsze się udaje- na przykład wtedy, kiedy ręka rączka sprawiedliwości dopada nas, gdy jesteśmy odwróceni tyłem- tak jak ja ostatnio. Już nie pamiętam czego akurat zabroniłam Lilce, ale fakt faktem, byłam do Niej odwrócona i mi się oberwało. Co też głośno skomentowałam, a co z kolei nie uszło uwadze starszej siostry. Ach, co to jest za satysfakcja, kiedy można tego malucha, tego rodzinnego słodziaka złapać na robieniu czegoś ZŁEGO! W związku z tym, Eliza zaczęła przeżywać, jak ta biedna przysłowiowa mrówka okres, i nagle wypaliła: "Ty mały chamie jeden!" Wtedy ja przeżyłam szok- znacznie większy, niż jak mnie ten <mały cham> uderzył, że moja starsza córka, tak określiła młodszą...
Nie, nie... Nie, że my tacy święci jesteśmy. Tyle, że... No to pierwszy raz był, kiedy takie słowa padły :) Eliza chyba się zorientowała, że <mały cham> niekoniecznie mi się podoba, także szybko się poprawiła: "Lilciu, ja do ciebie powiedziałam <szyneczko>, nie chamie bo wiesz <ham> po angielsku to znaczy szynka, a ty jesteś taką naszą małą szyneczką." Lilce tak się to "ham" spodobało, że teraz chodzi po domu, nie dość, że sama sobie utrwala, to jeszcze każe nam powtarzać... No więc sobie codziennie "hamujemy" trochę.

A skoro już o mówieniu... To tak- rozgadało nam się trochę dziecko i mam nadzieję, że podobnie jak Jej siostra, wraz z drugimi urodzinami, zacznie z nami rozmawiać całymi zdaniami. Pięknie by było :) I o ile prościej! Bo choć teraz rozumiemy prawie wszystko, co nam chce przekazać nasze młodsze dziecko, to o polityce jeszcze z Nią nie pogadamy :) Poza angielską szynką, mamy jeszcze "ławę" czyli ławkę, "pam/pan" czyli pan, "pami" czyli pani i... pupa, czyli pupa :) Jak się Lila zaczęła uczyć anatomii człowieka, jednak Wam nie zdradzę, bo skoro nie wypada pisać na blogach o kupie, a jedno z drugim ściśle się w tym przypadku wiążę, także- rozumiecie :)

Jedzenie. Tak, w końcu mogę to napisać- czasami, aż przyjemnie Ją karmić! Je naprawdę ładnie i prawie wszystko. Ziemniaki, makaron, ryż, chleb... Uwierzycie, że Eliza w Jej wieku nie jadła jeszcze nawet kanapek?! Namiętnie pijemy koktajle i jemy musy owocowe- i za to kocham tegoroczne lato, bo aż przyjemnie jest patrzeć, na te brudne od truskawek buzie Dziewczynek. Pierś, która w szpitalu przeżywała swoje chwile chwały, teraz czasami jest w odstawce i pełni jedynie funkcję "usypiacza". I nowość- dziś, tak! właśnie dziś- pierwsza przespana w całości noc, z pobudką przed 7! Czy czekałam na to? Czy ja wiem :) Już tak się przyzwyczaiłam do tej choć jednej pobudki w nocy, że kiedy dziś odkryłam, że jej nie było, to jakoś tak dziwnie mi się zrobiło... Idzie nowe...

Drzemka w ciągu dnia- jedna, za to długa :) Gdzie to dziecko, które spało po pół godziny? Teraz czasami po trzech (tak, tak- TRZECH) godzinach Ją budzimy, żeby wieczorem usnęła o normalnej godzinie. Tyle, że ta "normalna godzina" czasami i 22-gą oznacza. No ale kiedy śpi się w dzień trzy godziny, to nic dziwnego, że o 21-szej ma się energii za trzech.

Na spacerach nadal główną atrakcją są wszystkie czworonogi, a że mieszkamy pod lasem, to ostatnio nawet jeża podziwiałyśmy. Problem pojawił się wtedy, kiedy Lila zapragnęła go pogłaskać... Część spaceru w wózku, część na nóżkach i wtedy to zazwyczaj spacerujemy w miejscu, bo uwierzcie Drogie Mamy, ale nasze trawniki, to są mega, mega interesujące! Trawa? Nie, to na pewno nie jest zwykła trawa, skoro można poświęcić jej i 10minut na dokładne, czasami organoleptyczne badanie. O! Kamienie też uwielbiamy zbierać, tyle, że ta niedobra mama zawsze je zabiera. Hmmm... Szczerze? Jakoś boję się o to, do czego Lila mogłaby ich użyć. I połknięcie ich najmniej mnie tu przeraża... Chociaż, mam oczywiście nadzieję, że taki pomysł Jej do głowy nie przyjdzie.

Ostatnio, ulubioną zabawą Lilki, jest "znajdź różnicę". Zaczęło się od zabawkowego pieska. Lila pokazała na oczy pieska i... wsadziła sobie palec do oka, odnotowując tym samym, że Ona też jest właścicielką oka... Potem były uszy- bolało mniej niż przy palcu w oko, i nosek- tu akurat palec się nie zmieścił, ufff... No a potem był... ogon! Mała złapała się za pupę i wykrzyknęła z przerażeniem: "NIE!" Następnie musiałam potwierdzić, że: mama, tata, baba, Deja (Eliza), Juju (Julia) też nie mają ogona... I teraz na każdym spacerze, widząc psa/kota, powtarzamy: Lila nie ma ogonka, mama nie ma ogonka, tata nie ma ogonka... Ale na tym nie koniec. Kiedy Lilce uda się dopaść jakieś dziecko, które nie zdąży przed Nią zwiać, pokazuje na Nim, co każdy z nas ma, czyli oczko, nosek, ucho... Jeśli "ofiara" do tego czasu nie ucieknie, Lila kolejno przerabia garderobę, porównując ze swoją, na deser zostawiając buty, ze swoim pełnym euforii: "dwie", bo przecież buty są dwa! Aaaaaa, no i pochwalę się- my liczymy już do trzech. Tyle, że w teorii :) Bo Lila póki co, na razie tylko mówi: "jeden, dwie, tii", bo w praktyce jeszcze tego nie "widzi". I tak, o ile doskonale radzi już sobie z pokazaniem i policzeniem do dwóch, tak kiedy ma np. trzy jabłka, to nadal są (dla Niej) dwa :)

I absolutna nowość tego miesiąca- Lila straszy! I to jak! Zaraz po naszym powrocie ze szpitala, Eliza za punkt honoru postawiła sobie, że wystraszy tatę. No, a że tata mało strachliwy, to cały dzień chodziła za Nim, robiąc mu zza drzwi/ściany głośne BUUUUU. Lila była przeszczęśliwa, a już następnego dnia, przejęła pałeczkę po siostrze :) Kiedy pierwszy raz, zrobiła po cichu "buu", nie zorientowaliśmy się nawet, że bawi się w to samo, co Eliza dzień wcześniej. Kiedy w końcu "skumaliśmy", straszenie zaczęło się na dobre :) I tak- poza nami, Lila straszy swoje misie, smoczka, cyca, psy, koty i samochody. A jaka czasami jest przy tym przekonywująca :) Strach się bać!

Żeby trochę przełamać ten słodko-pierdzący opis (:p), dodam tylko, że wcale nie jest (do końca) tak słodko, tak miło... Bywa... okropnie. Naprawdę. Wraz z upływem kolejnych miesięcy Lilka wcale nie staje się mniej absorbująca. Powiedziałabym, że nawet wręcz przeciwnie. Rzadko kiedy bawi się sama, zazwyczaj to ja muszę brać udział, albo przynajmniej być na wyciągnięcie ręki... Pewnie, że to miłe, nawet rozczulające... Tyle, że... Obiad sam się nie zrobi, mieszkanie nie posprząta, pranie też samo się nie rozwiesi... I chociaż chciałabym być tylko dla Niej to niestety- inne obowiązki też mam, dlatego momentami czuję się wykończona, tym, że tak mało mogę zrobić, kiedy jesteśmy w domu we dwie. Do tego, to ciągłe pilnowanie, żeby nie zrobiła sobie krzywdy. I nie- nie wynika to z mojego przewrażliwienia. Lila ma po prostu takie pomysły, że 8letnia Eliza mogłaby się czasami od Niej uczyć...

Do tego, nie wiem, czy zbliża się czas, kiedy widać na horyzoncie bunt dwulatka, ale momentami zachowanie Lilki wprawia mnie w osłupienie. W zasadzie- rzucać przedmiotami, Lila zaczęła w momencie, kiedy upewniła się, że czuje się pewnie i bezpiecznie w pozycji spionizowanej. Trochę czasu nam zajęło, wytłumaczenie Jej, że nie wszystko kula się jak piłka :) Tyle, że teraz rzuca czymś prawie non stop, to znaczy- za każdym razem, jeśli Jej czegoś zabronię. Oczywiście za każdym razem powtarzam Jej, że nie wolno tak robić, nazywam Jej emocje ("Lileczko, wiem, że jesteś zdenerwowana."- choć czasami mam wrażenie, że Lilka jest po prostu wkur... a nie zdenerwowana :)) i każę podnieść to, czym akurat rzuciła... No i tu mamy często prawdziwą próbę sił. Uwierzcie, że wiele razy byłam już gotowa machnąć ręką, sama podnieść to rzucone coś, i pójść po prostu na zaplanowany spacer, ale... Ale nie! Na razie nie ustąpię. Chyba, że karze mi czekać dwie godziny, a mnie język stanie kołkiem od ciągłego powtarzania: "Lila podnieść to, co rzuciłaś."

Lila generalnie jest bardzo pogodnym dzieckiem, śmieje się ze wszystkiego, ale... Są czasami takie dni, kiedy jest zdecydowanie na "nie". Pewnie gdyby Mała była właścicielką konta na fejsie, Jej status widniałby wtedy jako: POIRYTOWANA. A poirytowanym można być, jak same wiecie, z różnych powodów- bo Ona na śniadanie chciała serek, a nie kanapkę, bo chciała żółtą, a nie niebieską gumkę, bo zamiast gumki, to jednak woli opaskę, bo mama nie pozwala założyć (!!!) kozaczków...

A już na działce to Lila poirytowana jest od początku, do końca pobytu. I pomyśleć, że kupiliśmy tą działkę głównie z myślą o dzieciach... Nie przewidziałam tylko, że po pierwsze- Lila będzie chciała się utopić w studni (to, że studnia jest zabezpieczona wcale mnie nie uspokaja), po drugie- będzie miała zupełnie różną ode mnie wizję tego, gdzie jakie kwiaty powinny być posadzone... I w ten oto prosty sposób, na działce, zawsze jedna osoba (a czasami to i tak jeszcze mało) musi być przy Lilce. Być przy Lilce- czyli trzymać Ją za rękę, bo inaczej się nie da. No a to, mili Państwo, irytuje Lilę (i w sumie się nie dziwię) do granic możliwości.
Głęboko wierzę, że rok wystarczy, żeby Lila trochę się ucywilizowała, bo na razie wypady na działkę, to dla nas więcej nerwów, niż przyjemności...

I to na tyle, jeśli chodzi o 20miesięczną Lilę :)
A teraz, obowiązkowa, porcja zdjęć:





 I nasze "trzy grosze" w zabawie, czyli 27/52



 Sesja w karecie :)






32 komentarze:

  1. O, czyżby to była śp. kareta? :D Fajne dziewczę z Lilki :D A Eliza nieźle rozbawiła mnie szyneczką :) Dzieci to jednak są pomysłowe :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet bardzo :)
      Kochana, jakiej świętej pamięci? Kareta ma się bardzo dobrze :) Koło czasami wypada, ale tak-no sama zobacz, jaka bryka :)

      Usuń
  2. i bardzo dobrze
    jezyki obce to podstawa
    ja do dzis zaluje ze jako dziecko nie uczylam sie angielskiego
    niektore dzieci juz w zerowce zaczynaly a ja dopiero w 4 klasie szkoly podstawowej
    przepasc
    i do dzis ten jezyk u mnie kuleje, nawet bardzo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też strasznie żałuję, cały czas mam nadzieję, że jednak kiedyś to nadrobię.

      Usuń
  3. Uwielbiam te dziecięce mądrości :)
    Nasza Zuza przemyca angielskie słówka podsłyszane w tekstach piosenek :)
    Mało tego wczoraj policzyła mi do 10 właśnie po angielsku!! Szok!
    Kochane te Twoje Dziewczyny, ale to wszystko zasługa Rodziców :)
    Ściskam Was :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, niech się dzieciaki uczą, to Im się zawsze przyda!
      My też ściskamy!

      Usuń
  4. Czy to jakaś reguła, że młodsze to jakieś takie bardziej kreatywne, pomysłowe i to nie zawsze w pozytywny sposób? Nasz młodszy też wymiata. Ma 4 lata ale nadal muszę mieć na niego oko, bo nigdy nie wiadomo co mu do głowy wpadnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj chyba niestety tak. Bo cieszę się bardzo, że Ona jest zdrowa i taka żywa, ale są chwile, że mam naprawdę dosyć.
      Nie dobijaj mnie ;) Ja się łudzę, że te Jej wybryki w końcu (niedługo) miną :)

      Usuń
  5. Jeju jaka ona słodka i ten palec w oku bym przebolała, mam go przynajmniej dwa razy dziennie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aj aj aj... A my Was cały czas gonimy :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Hehe padłam po tej szynce :) dzisiaj ostatnie słowa Poli przed zaśnięciem to " daj mi broń". Nie ma to jak starsze siostry co już świata liznęły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, teraz to ja padłam :) Broń? Nie no- rewelacja :) Tylko... Po co ta broń? Chyba nie na tatę :)

      Usuń
  8. hahahaha usmialam sie!!
    Zdjecie Lilki ogrodniczki- super!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj macie zabawnie z Lilką, macie i to bardzo :)
    No i ten - Eliza cwaniura, szybko umie wybrnąć z niezręcznej sytuacji... Wróżę jej karierę polityczną. Tak jednak polityczną ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Starsza z refleksem. Inteligentna po mamusi:)

    OdpowiedzUsuń
  11. a moje dziecko które do tej pory jadło wszystko zaczyna mieć swoje smaki...próbuje, degustuje i nie zawsze zje to, co mama chciałaby żeby jadło. Wczoraj zrobiłam pyszną kaszkę mannę z borówkami, to nie dość, że kaszki zjadł tylko odrobinę, to borówki wybierał i dawał mi do zjedzenia:) gdyby to była czekolada, to pewnie nie byłoby takiego problemu:)

    czy Wy nie używacie smoczka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używamy :) My, bez smoka? A gdzie tam. Tyle, że w ciągu dnia staram się Jej chować i dawać tylko do spania. Lila ma taki sam stosunek do borówek :)

      Usuń
    2. uff- u nas w dzień brak smoczka jest dopuszczalny tylko na podwórku. w domu nie ma takiej opcji.

      Usuń
    3. Spróbuj może w domu odciągnąć Jego uwagę od smoka, bo potem będzie Ci ciężko Go oduczyć. U nas Eliza pozbyła się smoka tylko i wyłącznie dzięki zapaleniu jamy ustnej, taka była od niego uzależniona... Myślę, że z Lilą będzie ciężko, bo Ona do usypiania musi mieć gdzieś pod ręką, i na zmianę- cycu, smoczek i tak w kółko :)

      Usuń
  12. szyneczka to absolutny hit! :D Co jak co, ale elokwencję to Eliza ma wypisz-wymaluj po Mamie ;D

    z tym rzucaniem, to podziwiam Twoje zacięcie. Zosik zaczyna jakby testować możliwości swoich rączek, rzuca wszystkim ile się da, bicie też trenowała, ale nauczyłam ją głaskać, na razie daje radę ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. A dziękuję Ci bardzo :)
    No na razie się trzymam- zobaczymy jak długo.

    OdpowiedzUsuń
  14. Sesja w karecie najlepsza! Ale wtopa! Ja nie wiedziałam, że na blogu o kupach i pupach nie wypada pisać i trochę popisałam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Z tymi palcami w różnych częściach ciała to Jaś ma podobnie. U nas pies jest męczony codziennie. Za co potem Jaś sam daje mu karmę z rączki prosto do pyska. A ostatnio mi wkłada też wszędzie, najchętniej do buzi i uszu. Raz włożył do nosa i tak szarpnął, że mi krew się puściła. To co czuje ten nasz biedny piesek przy tych torturach codziennych??!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Moze i jest z Lili maly nerwusek, ale za to jaki sliczny!!!

    Jedzenia zazdroszcze... Niko jakby mogl, to zywilby sie kakao i jogurtem... Nawet jesli znajde cos co mu posmakuje, to trwa to raptem kilka dni. A pozniej znow odmawia jedzenia...

    Z czesciami ciala, to ostatnio musze az sie przy Niku gryzc w jezyk. Jak wspomne w zdaniu o powiedzmy, wlosach, to zaraz musi sprawdzic swoja glowe, potem moja, a potem oglada wszystkie znane sobie czesci ciala. :)

    Co do liczenia to stwierdzam, ze Lila i tak jest zaawansowana. Bi ma 3 lata, ale pomimo, ze uparcie wszystko z nia przeliczam, nadal na jedna rzecz mowi, ze jest jedna, ale jak jest ich wiecej (nawet dwie), woli powiedziec, ze jest czegos "duzo". :)

    A Eliza bardzo dyplomatycznie wybrnela z tego "chama"! ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Lila mała ogrodniczka; super:) i sesja w karecie:) boska.
    pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!