Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

A życie toczy się dalej...

Co u nas?
Bez zmian.
Niektórzy są na urlopie, i w związku z tym śpią dłużej, niż kiedy chodzą do pracy (nie wypominam- stwierdzam), wieczorami albo idą na mecz do kumpla, albo oglądają mecze w domu (zazdroszczę- też bym obejrzała mecz z kolegą...), jadą odwieźć moją mamę do pracy albo piłę koledze i nie ma Ich dłużej, niż by się mogło wydawać wziąwszy pod uwagę odległości (nie wnikam- odnotowuję jako fakt)...
Inni urlopu nie mają i robią to co zawsze.
Ci, co urlopu nie mają, znajdują trochę czasu na myślenie, choćby podczas mycia podłóg... I może to nie do końca dobrze, bo odkrywają fakty, które na pewno nie ułatwiają funkcjonowania  w obecnej sytuacji. Moje najnowsze spostrzeżenie?
"Jestę idiotką!"
Tak, serio.
Wiem, wiem- inni wiedzieli to przede mną.
Przez ostatni tydzień ubolewałam nad tym, że Marcin zadecydował za nas wszystkich, że nam wszystkim zrobił świństwo itd., itd.
A gówno prawda.
Świństwo to zrobił, ale mnie.
Bo mój mąż, moje Drogie, wyjeżdża na urlop- a i owszem.
Urlop co się zowie "egzaminami sędziowskimi".
Co to są te całe egzaminy?
Najkrócej?
Jedna wielka ściema i pic na wodę, fotomontaż.
A teraz trochę faktów: Sędzia siatkówki zdaje takie egzamin co roku, zanim zacznie się sezon. Sam egzamin trwa może z pół godziny, ale, ale... Ale jest to impreza wyjazdowa na trzy dni.
Trzy dni poza domem, trzy dni z ludźmi których się zna i lubi, trzy dni, kiedy za kołnierz się nie wylewa, trzy dni, kiedy można zwiedzać (o choćby kopalnię soli w Wieliczce) i zrelaksować się- był czas, że mój mąż z wielkim podnieceniem pokazywał mi ośrodki wypoczynkowe, w których odbywać się miały Ich egzaminy... Średnim moim zainteresowaniem cieszyło się jednak to, co mówił i pokazywał, bo albo zmieniając Lilce pieluchę musiałam skupić się na sprawach ważniejszych, albo myślami byłam już przy rozpoczęciu roku szkolnego Elizy, bo zazwyczaj te całe "egzaminy" były właśnie na przełomie sierpnia i września.

A to, że towarzystwo bawi się tam doskonale, to wiem na pewno, bo jeszcze we wcześniejszych latach małżonek na głos zastanawiał się co i ile musi na taki wyjazd kupić. No a jak Go zobaczyłam po egzaminach w 2012roku, kiedy byłam z Lilą w ciąży... Szczerze? Wyglądał po prostu jak menel. Zarośnięty, zachrypnięty i na maksa przepity. Zdecydowanie "ciężki kawałek chleba" te egzaminy...

No i same powiedzcie, czy źle myślę- no jak nie nazwać tego urlopem? W dodatku bez martwienia się czy będzie gdzie przewinąć "zasrany" tyłek Lilki, albo czy dzieci mają apetyt, czy nie... Żyć nie umierać, prawda? Zwłaszcza, że małżonek naszym autem nie jedzie, więc jak sądzę, impreza zacznie się zaraz po tym, jak wsiądzie do auta- w tym przypadku poza kierowcą, wszyscy bawią się super.

Czytam Wasze komentarza i nad każdym zastanawiam się dłużej. Wiem, że patrząc z boku, nie znając nas, nie obserwując na co dzień, łatwiej spojrzeć z innej perspektywy, zobaczyć to, czego my już może nie widzimy...

Rozmowa- złoty środek na wszystko, bo przecież dorośli ludzie powinni umieć rozmawiać. Może i tak. Może i tak właśnie powinno być.

Tylko co zrobić, kiedy nie ma już o czym rozmawiać?
Oczywiście jeśli chodzi o dzieci, staramy się oboje być ponad to, choć...

Taka sytuacja- małżonek wychodzi w sobotę na mecz do kumpla (oczywiście przed kąpielą i kolacją dzieci, ale to tak tylko na marginesie) i rzuca: "Zastanów się gdzie jutro jedziemy". W pierwszej chwili łapię się na tym, że puszczam w głowie film, gdzie może być "tanio i fajnie". Za chwilę jednak, sama wylewam sobie na tą głowę mentalne wiadro lodowatej wody i myślę: "Idiotko! Kim on do cholery jest- szoferem, czy ojcem waszych wspólnych dzieci?!" Ja mam się zastanowić? Ja?! Skoro nie byłam brana pod uwagę w kwestii decydowania o urlopie, to co? Awansowałam?

W każdym razie, w temacie dzieci, jeszcze jestem w stanie się przemóc i coś powiedzieć. Podobnie jeśli chodzi o działkę, bo skoro ona już jest, i jest czas, który dzięki decyzji męża mamy, to zrobić też coś trzeba, a to z kolei trzeba ustalić razem. W każdym innym temacie słowa nie przechodzą mi przez gardło, chociaż tak- mam ochotę krzyczeć, wrzeszczeć i jeszcze tłuc talerzami. Tak, może powinnam wyrzucić to wszystko z siebie, tylko po co? Żeby przez chwilę było mi lżej?
W miniony poniedziałek, kiedy gdzieś między kuchnią a dużym pokojem rzucaliśmy sobie czułościami, co każde z nas myśli, mąż- na moje stwierdzenie, że mnie zawiódł- odpowiedział krótko: "Trudno, nie pierwszy raz." Co więc miałabym dodać dzisiaj, jutro, za tydzień? Że zawiódł mnie bardzo? Że do tej pory mam problem, żeby nazwać to wszystko odpowiednimi słowami? Że jeszcze teraz ciężko mi w to uwierzyć? Jeśli na drugiej osobie nie robi to już wrażenia, jaki jest sens podnosić sobie ciśnienie? Jaki jest sens, rozmawiać z kimś, komu generalnie "wisi"? Może jestem krótkowzroczna, ale ja tego sensu nijak nie widzę.

Jest źle i nie wiadomo jak będzie dalej...

Są też małe radości w tych ostatnich dniach- szczęście i radość Elizy z nowego roweru- wcześniejszego prezentu urodzinowego od babci. Gdyby mogła, to chyba by z nim spała :) No i odpukać- nie wiem, czy to zbieg okoliczności z  moim nastrojem, ale trochę się starsze dziecko ostatnio uspokoiło...
A Lila? Lila jest absolutnie bezkonkurencyjna. Może nie rozumie jeszcze słowa depresja, a słowo "pustka" kojarzy się Jej tylko z pustym opakowaniem po biszkoptach, ale jest moim najlepszym antydepresantem pod słońcem. Kiedy się do mnie uśmiecha i woła: "mama", to wiem, że jest ktoś, dla kogo naprawdę jestem najważniejsza. I chyba tylko dzięki temu małemu, wielkiemu człowiekowi widzę sens, żeby co rano podnieść się z łózka i dać (Jej) sto procent z siebie.













51 komentarzy:

  1. Czytam i się łączę z Tobą Martuś, te chłopy to chyba wszystkie mniej lub bardziej ale takie same.
    Mój takiego numeru jak Twój co prawda nie wyciął, ale wyjazdy typu szkolenia i my przerabialiśmy, zjazdy firmowe absolutnie konieczne, no i przecież jeszcze co najmniej raz w roku łódki (teraz mam spokój, bo głównemu kumplowi też urodziło się dziecko, a jak się wcześniej nie zgadzałam, bo niby dlaczego on ma mieć wolne i relaks, a ja podwójny zapieprz - za przeproszeniem - to byłam najgorsza. Odpowiedź była: ależ przecież możesz jechać sobie i ty! Zostaw dzieci, ja zawiozę je do mojej mamy (nie pytaj, czy ustalał z Mamą). Takie proste, tylko że ja może zbyt skrzywiona jestem, że nie chcę zostawić ot tak zwłaszcza najmłodszego dziecka, które jest ode mnie co tu gadać, uzależnione. Ja bym chciała jechać wszyscy razem, z nim, ale... tak bez innego towarzystwa? E, nudne!
    Przykłady można by mnożyć... Też usłyszałam w sobotę łaskawe: to wymyśl, gdzie pojedziemy.
    I też się niekiedy czuję przyłapana z laptopem;)

    Dzieci też są takimi promykami w trudnych chwilach, jak dla Ciebie teraz kochająca Lila. Ach jak dobrze, że są!
    Tak sobie myślę, że w codzienności można się naprawdę rozminąć i zagubić... u nas nie ma cichych dni, raczej ciche minuty, a potem zwykle ja nie zdzierżam, kłócimy się aż wióry lecą... ale później jednak godzimy. Rozmawiamy, co kto czuje, jak co widzi... "Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce" - to cytat z Biblii chyba specjalnie dla nas.

    Ściskam Cię.
    Z tą nadzieją, że jeszcze zaświeci Wam słońce.
    Z przekonaniem, że coś się musi zmienić, a Mąż musi dać coś od siebie, nie tylko Ty...
    Powodzenia w tych trudnych dniach. Wiary i nadziei - na lepsze jutro. I miłości - mimo wszystko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Wiesz, to też nie jest tak, że On nic nie daje od siebie. Tu byłabym niesprawiedliwa gdybym tak napisała, no ale w takich sytuacjach to On może wyjść sobie w sobotę, albo pojechać i się zagadać- ja nie, bo ja mam dzieci, bo ja mam obiad dla tych dzieci zrobić itd., itd... Po prostu- w niektórych sytuacjach łatwiej jest być mężczyzną. O, jak choćby jeśli chodzi o te łódki. Bo o ile rozumiem, że wyjazdy z pracy to pewien rodzaj musu (powiedzmy, że często całkiem przyjemnego), to już takie przyjemności typowo hobbistyczno- pasjonackie łatwiej przychodzą panom niż mamom... I ta męsko logika, że dzieci zawsze można podrzucić babciom- och, jak ja to lubię :(
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Czytając Twoje posty o tym co złego u Ciebie mam wrażenie że jesteście w momencie pustki Dziad Twój zaciął się na amen i nie przyzna się do tego że nawalił Słysząc tekst "nie pierwszy raz" wiem z autopsji że za cholerę nie powie - nawaliłem, przepraszam. Takie durne zacięcie facetów. Nie można Tobie nic radzić bo to jest tak delikatna sprawa między wami że tylko wasza dwójka może dojść do ładu z tą sytuacją.
    Super że córcię dają Tobie pozytywnego powera i trzymają w pionie. Bardzo trzymam za was kciuki i ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kochana, trzymaj trzymaj, bo na pewno się przydadzą. No faceci- jak Ich zrozumieć!

      Usuń
  3. Czytając takie wpisy, mogę napisać, że czasem czuję dokładnie to samo. W takich chwilach stwierdzam, że faceci są na prawdę z innej planety, i bez nas- kobiet, ludzkość by wyginęła (nie chodzi mi o sam fakt rodzenia dzieci, tylko opiekowania się nimi!).
    Trzymaj się i nie poddawaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak- zdecydowanie. Mój mąż generalnie na pewno dałby sobie radę z dziećmi, ale Jego podejście jest tak odmienne od mojego, zresztą już kiedyś o tm pisałam, że tata to nie mama...
      Pozdrawiam no i staram się jakoś trzymać.

      Usuń
  4. Zla passa dlugo nie moze trwac. Czasem musi byc gorzej aby bylo lepiej. Kurde z ciezkim sercem czytam Twoje ostatnie wpisy i tak mi smutno sie robi.Fajnie byloby miec jakas zlota rade na to wszystko, ale takich nie ma. Kazdy z nas postrzega sytuacje inaczej, kazdy postapil by inaczej badz wrecz podobnie. Nie wiem czy maz Twoj sie opamieta i kiedy, ale to co robi to jak trzymanie bomby tykajacej w reku i czekanie aby tylko pociagnac za spust.
    Ciesze sie, ze Eliza jest tak zadowolona z roweru. Nie wiem czy macie mozliwosc by na takie przejazdzki rowerowe jezdzic wszyscy, Lilke do siedzonka i w pojechac gdzies, dotlenic sie i ogarnac mysli. Nawet gdybyscie mialy jechac tylko we trzy :) Ja z moim malym na rowerach smigamy pare razy w tygodniu i jest to swietne zajecie na spedzanie czasu z dzieckiem.
    Przytulam !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O takich przejażdżkach z Elizą to marzę od jakiegoś czasu, niestety nie posiadam roweru. No i nie wiem czy jest sens, żeby go dla mnie kupować, bo mam problemy z kolanem, i kiedyś, kiedyś skutecznie uniemożliwiało mi to przejażdżki. Ale Wam fajnie- zawsze to aktywna forma spędzania czasu z synkiem!

      Usuń
  5. Co ja mam Ci napisac jak dopiero od niedawna Ciebie czytam I wiem tyle z tego,co piszesz.
    Chcialo by sie wierzyc,ze ten zwiazek ma sens,bo tyle lat,bo dzieci...
    Ale powiem Ci jak u mnie w rodzinie bylo :

    Mama zaszla w ciaze z Tata w 3 miesiacu spotykania. Pojawila sie siotra, po kilku latach ja I potem moj Brat.

    Wiadomo,ze pierwsze dziecko bylo wpadka. Rodzice zyli miedzy soba roznie. Mama starala sie jak mogla zebysmy byli szczesliwi I tworzyli 'rodzine'. Ja jednak z dziecinstwa pamietam tylko moj smutek I placz 'dlaczego?'.

    Moze czasami latwiej jest byc samemu ,niz z mezczyzna,ktory zabiera, a nic nie daje, ktory jest,ale go nie ma,ktory mysli o sobie,a nie o rodzinie...

    Tylko potem znowu nachodzi pytanie :'Gdzie sie pojawimy? gdzie bedziemy mieszkac? kto zaplaci za rachunki?'
    I kolo sie zamyka...

    Ciezki orzech...

    Ale mam nadzieje,ze to tylko chwile klopoty,ze odnajdziecie siebie na nowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam bardzo podobne wspomnienia z dzieciństwa i wiele zbieżnych punktów się pojawia.
      Mój mąż ma oczywiście swoje zagrania- ale z drugiej strony- kto ich nie ma. Poza tym, może ciężko w to uwierzyć, po tym numerze, ale na pewno w ogólnym rozrachunku jest dobrym mężem i ojcem. Dlatego mam nadzieję, że jednak wyjdziemy na prostą.

      Usuń
  6. Oj Martuś, trzymam kciuki i mam nadzieję, że w końcu się podniesiecie... Że się uda w końcu pogadać jak z człowiekiem i zadecydować.

    I dobrze, że masz dziewczynki - piękne i cudowne i rozweselające, choć czasem irytujące, ale one Cię będę kochać zawsze ponad wszystko ;) - dopóki swoich dzieci mieć nie będą, później będziesz na którymś miejscu z kolei ;)

    Może dobrze Wam zrobi taka 3 dniowa przerwa, a potem? Kochana, zrób sobie sama wyjazd Ty! Czemu nie? Kurcze, jeśli tylko zechcesz, przyjeżdżaj do mnie. Z pociągu Cię odbiorę. Dwa dni pobądź bez dzieci. Pokaż chłopu, że masz swoje potrzeby!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wercia, dziękuję Ci Kochana!
      No nie zostawię tej mojej małej Kluski, bo bym się bez Niej zapłakała, a starszaka też by żal było zostawić.

      Usuń
    2. To bierz i je. Moja siostra jeździ z córą od jej roczku pociągiem z Szamotuł do Krakowa i mówi, że lepiej niż autem :D

      Zoo zrobimy, już takie bardziej przygotowane - fotelik dla Lilki mam ;)

      Usuń
  7. Ach Marta tak bardzo chciała bym ci napisać ze bedzię dobrze i że sie wszytko ułoży.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama mam taką nadzieję, zła jestem na Niego okropnie, ale nie na tyle, żeby chcieć to wszystko skończyć.

      Usuń
  8. Ja tez radze ci wyjechac. Skoro maz ma urlop to jest okazja niech zostanie z dziecmi i sie wykaze jako tata ;-) Niech zobaczy jak to jest. Relaks z dala od domu ci sie nalezy. Taki mini-urlop. Musisz wyrwac sie na troche, bo oszalejesz..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony racja, ale niestety- to nie jest takie proste. Jak to zazwyczaj bywa w życiu :)

      Usuń
  9. Moim zdaniem też powinnaś wyjechać. Zostaw mu dzieci. Niech zobaczy i może zatęskni. Zaraz po tym jego powrocie z niby szkolenia. Poza tym uważam, że kobieta powinna mieć swoje sprawy, koleżanki, nawet bloga. Co mu do tego. Ja mojemu mówię, że mam bloga. Czasem jak marudzi mi, to mówię, jo bo ja nic nie robię, tylko dupą cały dzień do góry. Wtedy wymieniam mu co zrobiłam. Bo nie widzi, że zmyłam podłogę, że obiad gotowy, że ciasto upieczone, że pranie zrobione, powieszone, wysuszone i poukładane. Raz mnie wkurzył z tym praniem bo powiedział, że pralka pierze. Ja mu na to a co z pralki od razu do szafki wskakuje, żebyś ty świeże i ładne wyjął? Bo to niby nic.

    Poza tym kochana ty mi lepiej napisz swój adres. Ja Ci już naszykowałam kwiatków. Jutro jeszcze resztę przygotuję, bo w środę będę w mieście to wyślę Ci żeby szybko doszły i żebyś zasadziła sobie. Mój nr. 785330810. Napisz mi sms. Bo nie wiem czy jutro będę miała neta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, widzisz Ewa- poruszasz bardzo ważne kwestie. My kobiety często sama rezygnujemy ze swojego życia (ja jestem tego najlepszym przykładem) a potem mamy pretensje do nie wiadomo kogo. Ja tak mocno obsadziłam się w roli mamy, żony, kury domowej, że wcale się mężowi nie dziwię, że się do tego przyzwyczaił. No i kolejna sprawa- praca w domu jest bardzo niewdzięczna, bo w zasadzie nikt jej nie dostrzega- umyte naczynia, podłogi, okna, pranie- segregowanie, rozwieszanie, składanie, wyszorowanie kibelka, wanny. Dla kogoś kto tego nie robi, to są rzeczy niezauważalne, a niestety- ktoś je robić musi, i to nie jest kwestia 5minut...

      Usuń
    2. Ja odpuściłam na ostatnie kilka tygodni i Menżu nawet zauważył umyty kibelek :P (na szczęście wcześniej nie mówił, że zauważył, że jest brudny, bo by był dym :P)

      Może to jest myśl - odpuść na chwilę, a potem lepiej wszystko zauważy :P

      Usuń
  10. Chyba jeszcze nie komentowałam ale czytam regularnie. Tak smutno jak się ciebie czyta ale ja też uważam że Twojemu mężowi jest potrzebna terapia wstrząsowa. Wyjedź. Niech sobie radzi sam. Może zrozumie bo żadne słowa nic nie dadzą. Naprawdę myślisz że dziewczynka coś się stanie jak Cię nie będzie 2-3 dni? Myślę że wszystkim wyszło by to na dobre. Skorzystaj z okazji że mąż ma urlop. Następna taka szansa za rok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tych wakacjach, to nawet myśleć mi się nie chce o przyszłym urlopie :(
      Wiesz, wyjazd pewnie ni jest głupim pomysłem, ale to też są koszta, a dwa- Lilki nie zostawię, bo choć wiem, że gdyby musiała, to oczywiście przeżyłaby beze mnie, ale ja bez Niej... Hm, hm... :) Elizka jest starsza, Ona to co innego, ale ten mały brzdąc, który nigdy nie usypiał z nikim innym niż ze mną...
      Też mam niestety czasami wrażenie, że mówić do Nich, to jak do ściany.
      Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny.

      Usuń
  11. Zgadzam się z tą terapią wstrząsową!! a może wyjedź z dziećmi na kilka dni - nie mówiąc nic mężowi po prostu spakuj walizkę i zniknij.
    Wiem, co czujesz w takich chwilach. Mój mąż na naszym ostatnim wyjeździe (w sumie to na każdej imprezie wyjazdowej tak jest) też mnie wkurzył. Rozsiadł się w najlepsze za stołem, uradowany, że częstują go z każdej strony czymś - jak nie kiełbaską z grill, a to piwem albo czymś mocniejszym. A ja co?? co chwilę na górze sprawdzałam czy na pewno dziecko śpi. Jak usnęłam razem z młodym, to nawet nie przyszedł, nie zapytał czy może ja bym coś zjadła...zapytany dlaczego nie przyszedł - "no przecież babcia do was zaglądała i za każdym razem pytałem czy śpicie"... dobrze, że moja mama przyszła i mnie zmieniła przy Kubie, bo chyba bym cały dzień chodziła głodna.
    Najlepsza wymówka - no przecież on cały czas woła tylko mama, i mama to co ja mam zrobić:) heheheh. jakoś wszystkie ciocie potrafią go zająć i o mamie nie wspomni. Tylko przy tatusiu..

    szkoda gadać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas było podobnie- Lila non stop uwieszona na mojej nodze, za wszystkim przychodząca do mnie- nawet obiadu nie mogłam zjeść bez Jej asysty. Ty wiesz, że jak w końcu "ryknęłam" do męża, że może by się Nią CHWILĘ zajął, to On był szczerze zdziwiony, bo "no ona chce do ciebie"... Ja pierdziu- te chłopy to naprawdę są nienormalne!

      Usuń
  12. Czytam, współczuję...Jednak zawsze mnie dziwi, gdy ludzie nie rozumieją, że ktoś nie chce miec dzieci...no właśnie dlatego...rada Anety jest bez sensu_ wyjechać z dziećmi? żeby eis jeszcze bardziej umęczyć?A facet, który naprawdę marzy o dziecku i wie, co to znaczy to ewenement. Sytuacja bez wyjścia ,jeśli nie masz zawodu, który pozwoli Ci spokojnie sie utrzymać po odejściu od męża.Bo na wysokie alimenty, jak sądzę nie miałabyś co liczyc.A, no i co z mieszkaniem? Ludzie, sto razy pomyślcie, zanim Wam się zachce dzieci...żadna słodycz.Mąż zapewne zdaje sobie sprawę z Twego połozenia, więc moze byc w pełni bezkarny! Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz znam takie osoby, które bardzo chciały mieć dzieci, nie wyobrażały sobie życia bez nich, ale jak już przyszły na świat, to robią wszystko, żeby tylko się nimi nie zajmować. O tym jak będzie mając dzieci przekonujemy się dopiero jak one są na świecie..niestety.. Opowieści innych ludzi są często przekoloryzowane w obie strony.
      Widzę, że Ty właśnie z tego grona o którym pisałam w pierwszym zdaniu...

      Usuń
    2. Kasiu, jak akurat należę do ludzi, którzy naprawdę doskonale rozumieją, że można nie chcieć mieć dzieci i że jest to świadomy, jak najbardziej przemyślany wybór. I uważam również, że to o wiele bardziej dojrzała decyzja, niż uleganie presji, bo babcia, mama, teściowa by chciały/pytają, to tak dla świętego spokoju zrobimy to dziecko...
      Sama akurat nie znam takich ludzi, ale nie widzę w tym nic dziwnego, że kogoś może nie ciągnąć do macierzyństwa.
      Fakt- wyjazdy z dziećmi, zwłaszcza kiedy One są małe mają mało wspólnego z sielanką i marzeniami o błogim odpoczynku i nic nie robieniu :) Ale po starszej córce wiem, że dzieci szybko rosną i potem jest już naprawdę o niebo lepiej :) No i te pierwsze wyjazdy, które bywają katorgą wspomina się ze śmiechem- jak nasz pierwszy wyjazd z Elizą w góry.
      Co do mojej sytuacji- mam ją na własne życzenie niestety i mogę mieć pretensje tylko do siebie. Zawodu takiego, który pozwoliłby mi się utrzymać razem z dziećmi oczywiście nie mam, a sytuacja z alimentami wiem jak u nas wygląda, bo kilka moich koleżanek zdecydowało się na ten krok. Tyle, że mam nadzieję, że my jakoś ten kryzys przetrwamy, bo mimo wściekłości i wielu pretensji do męża, nadal chcę z Nim być. Niestety tak jak piszesz- to bardzo częste, że mężczyźni wiedząc, że kobieta nie ma dokąd pójść, albo, że nie poradzi sobie finansowo bazują na tym. Ale tak jak pisałam- to często my kobiety jesteśmy takie naiwne i pozwalamy na to wszystko. Tylko, że to temat i problem o wiele bardziej złożony, żeby wypowiedzieć się w komentarzu, bo zawsze są dwie strony medalu. Sama z perspektywy czasu na pewno trochę inne decyzje bym jednak podjęła w związku z życiem zawodowym. Pozdrawiam

      Usuń
  13. Dostałam Twojego sms-a więc jutro wysyłam paczuszkę. Mam nadzieję, że choć to poprawi Ci humor! W kwiatach będą nazwy ich więc możesz sobie sprawdzić w necie jak sadzić, jakie stanowisko lubią jak wysoko i szeroko rosną. Ja posadziłam moje kwiaty jak popadło i okazało się, że jedne się męczą, bo nie lubią np. takiego stanowiska gdzie jest słońce. A z chłopem się nie przejmuj. Może on ma jakiś kryzys też. Wyjedź, idź do kosmetyczki, do fryzjera. Skoro nie jechaliście to chyba na to masz kasę. A takie dowartościowanie bardzo pomaga! Sama właśnie jutro idę do fryzjera. Ale to dlatego bo mam odrosty a w sobotę wesele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa bardzo, bardzo Ci dziękuję raz jeszcze. No pewnie, że mi to poprawi humor! Wiesz, ta działka w ostatnich dniach to poza dziećmi była jedyną moją odskocznią od myślenia o tej całej popieprzonej sytuacji.
      O, super- pobawicie się trochę! Ja już całe wieki na weselu nie byłam. Mieliśmy iść w lipcu, no ale... ze względów finansowych nie poszliśmy. A wiesz, że nic mi tak humoru nie poprawia jak wizyta u fryzjera i zakupy? :) Typowa "baba" ze mnie :)

      Usuń
    2. Dodałam Ci jeszcze nasiona: jedne to nagietek lekarski a drugie to nasturcja ogrodowa. W jednych kwiatach też są nasiona niezapominajki leśnej tylko one są takie malutkie, że nie ma ich widać. Więc jak będziesz sadzić to wytrzepuj każdą jednorazówkę to też się zasieją.

      Usuń
  14. Marta domyslam się,że zostawić dzieci i wyjechać to dla Ciebie nie takie proste... ja sama bym miała problem by wyjechać i zostawić moją Lilę tylko z tatą. I to nie dlatego, że tata by nie dał rady się nią zająć, ale dlatego,że zwyczajnie bym tęskniła za nią, a ona za mną. jeśli mogę Ci coś doradzić to może zapisz się na siłownię albo fitness czy zumbę? ja tak zrobiłam i powiem Ci szczerze, że nie mogłam zrobić nic lepszego! u nas też nie jest lekko z kasą i też mieliśmy za sobą niełatwy czas.. jednak jakoś te 130zł znalazłam i wychodzę kilka razy w tygodniu z koleżanką wieczorem na 3 godzinki się spocić i zmęczyć. zawsze to jakaś odskocznia, nie myślisz o garach, dzieciach tylko o tym żeby nie paść na ryjek z wysiłku :) do tego jesteś między DOROSŁYMI ludźmi, którzy mówią pełnymi zdaniami i nie chcą co chwilę czegoś od Ciebie. powiem Ci,że mi to pomaga, a i między nami jest teraz lepiej. mąż się przyzwyczaił do tego,że kiedy mnie nie ma (wychodzę o 18 i wracam po 21) musi dać Lili kolację, wykąpać ją i położyć spać i jakoś sobie radzi :) w końcu jest takim samym rodzicem jak ja...
    tulę Cię mocno i mam nadzieję,że jakoś to się wszystko poukłada. całusy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kasia- no mam bardzo podobnie, też wiem, że Marcin dałby radę, bo mimo numerów, które zdarza Mu się odstawić super zajmuje się dziećmi i nie ma problemu, żeby z Nimi został. Co prawda istnieje ryzyko, że Lila rozbiłaby głowę, kiedy On akurat "wyjątkowo" zerkałby na telefon służbowy, ale to tylko potencjalna sytuacja...
      Nawet nie wiesz, jak Ci zazdroszczę tych wyjść- to świetna sprawa. Tyle, że mi właśnie brakuje tej osoby do towarzystwa, ale od dawna o tym marzę- raz, że wyszłabym z domu, a dwa, że zrobiłabym coś z tym sflaczałym ciałem :)
      Całuski dla Was Dziewczyny!

      Usuń
    2. O to też jest pomysł! Ja jak chodziłam do pracy to byłam na basenie 2 razy w tygodniu a teraz olałam. Bo niby nie ma kasy. Ale kurde ta stówa to nie miliard. Ja bym chciała też ale co z Jaśkiem. Mojej siostry nie ma. Mama się nie chce zajmować, bo sama z sobą sobie nie radzi, a M też ma zawsze coś ważniejszego. Ale jak siostra wróci to ja też wracam na basen.I nie ważne czy pójdę żeby zarobić na siebie. On też może mi dać coś od siebie za moją pracę nad dzieckiem. Widzę po Tobie i nie mogę dać się stłamsić.

      Usuń
  15. Martuś, przeczytałam wszystkie Twoje ostatnie posty i powiem Ci szczerze, że szlag mnie trafia na Twojego męża :) Przydałby mu się kubeł zimnej wody... Nie chcę Ci nic radzić, bo to sprawa między Wami i tylko Wy sami możecie ją rozwiązać, ale popieram moją poprzedniczkę w pomyśle na wyjazd. Skoro ma urlop, to jest to idealny moment. Nie musisz wyjeżdżać nigdzie daleko. Po prostu zniknij z domu na dzień-dwa. Niech się facet trochę opamięta, że jest też mężem i ojcem, a nie tylko lokatorem w Waszym mieszkaniu.

    A oprócz tego przytulam Cię mocno wirtualnie, wyobrażam sobie jak zawiedziona musisz się czuć... :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Kasia, dzięki. Teraz jest już chyba odrobinę lepiej, ale ten pierwszy tydzień i dzień,w którym mieliśmy wyjechać, to tragedia po prostu...

      Usuń
  16. Wiesz co ja bym zrobiła? Wywiozła dzieci do babci, a potem wykrzyczała cały swój żal, potłukła przy tym połowę talerzy w domu, wywaliłabym z siebie wszystko co leży na wątrobie. A potem, pewnie po kilku dniach co najmniej, usiadłabym z delikwentem i zapytała: co dalej? chcesz ze mną być? jeśli tak, to zmieńmy coś do cholery!
    Pozdrawiam i ściskam, mam nadzieję że się poukłada:*
    http://annpisze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, zważywszy na to, że marzy mi się zmiana zastawy przed Elizy komunią, to nie jest to głupi pomysł. Tyle, że jestem tak wku..., że na połowie pewnie bym nie skończyła, a do maja daleko- trzeba by było jeść na plastikowych :)
      Ja też mam taką nadzieję, ściskam również.

      Usuń
  17. Mężczyźni... chyba wszyscy tacy sami. trzy-m.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. Chociaż Oni pewnie myślą podobnie o nas...

      Usuń
  18. Martus... Coraz gorzej u Was widze... :(

    Nie poradze Ci, zebys zostawila Marcina z dziewczynami i wyjechala, bo wiem, ze i tak tego nie zrobisz. Doskonale Cie rozumiem bo ja tez bym nie wyjechala. Pomijajac moja wlasna tesknote, jak mialabym wytlumaczyc malym dzieciom co sie wlasciwie stalo? Nawet Eliza raczej nie bylaby w stanie tego zrozumiec. A Lilunia jest przeciez nadal karmiona piersia, to jak mialabys ja zostawic na kilka dni???

    Zgadzam sie za to z Ann. Moze dobrze by bylo odwiezc dziewczynki na chociaz kilka godzin do babci, a potem wrocic do domu, stanac naprzeciw Marcina i wyrzucic z siebie te wszystkie negatywne emocje! Nawet jesli mialabys stluc cala zastawe obiadowa, a patelnia mialaby wyladowac na glowie malzonka! Coz, nalezy mu sie! Nawet jesli mialabys poczuc tylko chwilowa ulge, to jednak bedzie to ULGA, a moze przy okazji nauczka dla Marcina...

    A z wyjazdem sedziowskim - to jest cios ponizej pasa! Mysle, ze skoro Marcin podjal decyzje odnosnie urlopu za Was wszystkich, to teraz powinnas podjac decyzje za niego i oznajmic, ze na ten wyjazd tez nie ma kasy, o! ;)

    Tekst: "To gdzie jedziemy w weekend?" to ulubieniec mojego meza. A potem oczywiscie nie chce mu sie tylka ruszyc, zeby zabrac dzieci chociaz na glupi plac zabaw...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz absolutną rację- nie wyjadę. Pomijając fakt, że są dni, kiedy mam ochotę to zrobić, ale to chodzi o inne sytuacje. Tutaj wyjazd nic nie zmieni, nie rozwiąże naszych problemów, a uciekać nie ma sensu, bo i tak potem trzeba wrócić i stawić czoła rzeczywistości...

      Z tym wyjazdem sędziowskim to mi słów po prostu brakuje, bo Kochana, jednym z argumentów dlaczego nie jedziemy, był tekst, że małżonkowi na te właśnie egzaminy nie starczy kasy... Sama widzisz, że to tasiemiec wenezuelski by z tego wyszedł, jakbym chciała to wszystko dokładnie opisać...

      Ja generalnie zawsze lubiłam planować i wymyślać nam atrakcje, ale... Ale widzę, że Marcin tak się przyzwyczaił, że tak jest, że sam od siebie już nic nie zaproponuje...

      Usuń
  19. Kochana na poczatku myslalam ze wina lezy moze po ou stronach, bo znam z doswiadczenia do tanga trzeba dwojga... Myslalam tez ze moze Eliza jakos odczuwa wasza napieta sytuacje i dlatego tak sie zachowuje - moje dzieci (3 i 10 miesiecy) jak my mamy zle dni sa straszne!!!ALE serio teraz to przegial!!! Nigdy nie staram sie tlumaczyc jednej ze stron, zawsze analizuje rozmyslam itd, ale w tym przypadku nawet moj chlop powiedzial ze przegial...ehhhhh nie wiem ja przy naszych duzych klotniach pakuje walizki i wyjezdzam, znaczy zaczynam pakowac i do wyjazdu nie dochodzi bo moj maz zaczyna rozmawiac i potem juz jakos leci.. nie wiem co poradzic a co czjesz w sercu?? chcesz wyjechac?? chcesz tak siedziec 2 tyg?? czy istnieje mozliwosc wyjazdu Twojego z dziecmi?? byle gdzie chocby na dwa dni?? nie wiem... ale prosze zrob cos co czujesz w sroku, bo siedzenie Cie zabije!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pati, z całą odpowiedzialnością mogę napisać, że w każdej naszej kłótni wina zawsze leżała po obu stronach, ale w tej cholernej sytuacji z urlopem nie czuję się ani trochę winna i może to potęguje mój żal i złość.
      Wiesz, wyjechać nie wyjadę z kilku bardzo prozaicznych powodów- przede wszystkim brak własnych pieniędzy, no nie oszukujmy się- taki wyjazd kosztuje, a dwa- bez Lilki nie wyjadę, bo nadal Ją karmię. Coś co czuję się w środku? Wiesz co- nadal nie wiem co tak naprawdę czuję. Chyba niedowierzanie, że On naprawdę wywinął mi taki numer.
      Odezwę się Kochana na maila, a Ty napisz co z tą sukienką? Doszła, czy babka ściemnia dalej?

      Usuń
  20. Cieszę się, że masz dzieci, bo widzę, że depresja wisi nad Tobą, a one jakoś ją przeganiają. Ściskam Cię bardzo mocno, wierz mi, jest mi bardzo smutno z Waszego powodu! To straszne, kiedy związek tak obojętnieje... Może jednak spróbujesz rad dziewczyn - wywieźć dziewczynki i nawrzucać mężowi - to chyba najlepsza z nich. I jeszcze rada o wyjściu z domu na siłownię, fitness lub cokolwiek innego (polecam bieganie - mało kosztuje) - to daje wycisk, ale dzięki temu masz szansę wyrzucić z siebie negatywne emocje i odkryć nowe pokłady energii. Być może dzięki nowej pasji odkryjesz, że możesz góry przenosić bez faceta. Bardzo bym chciała takiej odmiany dla Ciebie, bo facet to nie wszystko, a mam wrażenie, że Twój za bardzo Tobą rządzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tak jest Aniu, to jest to tylko i wyłącznie moja wina. Chociaż wiesz- tak ciężko jest opisać wszystko na blogu, żeby nie wałkować całego życia, a oddać, to co najważniejsze i zachować w tym wszystkim obiektywizm. Bo teraz owszem- jestem zła na męża (ba! wściekła po prostu) i opisałam tu kilka ostatnich Jego numerów, ale to nie zmienia faktu, że ogólnie jest dobrym mężem i ojcem. Ma po prostu swoje zagrania, które czasem (jak teraz) powalają...
      Wysiłek fizyczny na pewno by mi się przydał.

      Usuń
    2. No i zgadzam się- nie ma chyba nic gorszego niż obojętność między dwojgiem ludzi.

      Usuń
  21. Hmm mąż wyjeżdża, ja bym wzięła dzieci i tez wyjechała a niech zobaczy że nie jesteś uwiązana i że sama dasz sobie ze wszystkim radę, a tak poza tym jak tata ma urlop zostaw mu kartkę rzeczy do załatwienia i wyjdź z domu sama, dobrze to robi na nerwy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mam nadzieję, że mój mąż mimo wszystko zdaje sobie sprawę z tego, że bez Niego również sobie poradzę.

      Usuń
  22. Trudne to, chciałabym Ci jakoś pomóc.. Na takie dołki z facetami to najlepszy jest skok z psiapsiółą na miasto i wyżalenie się za wszystkie czasy :) A potem z nowymi siłami można tłumokowi próbować od nowa tłumaczyć, że nie jest pępkiem świata, że w domu z dziećmi być ciężko i że potrzebujesz jego wsparcia. Postaraj się teraz dbać o siebie, coby Cię jakaś deprecha na amen nie dopadła. I powodzenia, walczcie o siebie - dla siebie i Waszych dzieci. Takie kryzysy są czasem dobre i można się po nich zejść i rozumieć bardziej niż przed, czego Wam życzę. Buźka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kochana! Nie wiem jak to dalej z nami będzie, jedyne co przychodzi mi do głowy, to to, że czas pokaże...

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!