Mama2c

Mama2c

sobota, 2 sierpnia 2014

Chrzestni...

Dzisiaj, do mojej mamy, przyjechała ze Skierniewic Jej kuzynka, a moja chrzestna. Ciocia zabrała ze sobą swoją wnuczkę Julię, także Eliza w siódmym niebie, bo od tygodnia czekała na Ich przyjazd. Co prawda Julii w ogóle nie pamiętała, bo widziały się ostatni raz 5lat temu, kiedy Eliza miała 3latka, ale z moich opowieści i dokumentacji w postaci zdjęć- wiedziała, że wtedy świetnie się dogadywały. A jakże mogło być inaczej, kiedy dwóm dziewczynkom pozwoli się taplać w misce z wodą :) Uwielbiam ten beztroski wiek u dzieci, kiedy do szczęścia naprawdę trzeba Im niewiele. Szkoda, wielka szkoda, że w obecnych czasach, ta granica wieku, kiedy dzieciakom potrzeba wciąż nowych i nowych bodźców, żeby było fajnie, tak dramatycznie się obniża... Ale o tym może kiedy indziej.

Tak jak wspomniałam, ciocia mieszka w Skierniewicach, w związku z czym kontakt zawsze miałyśmy raczej rzadki- w najlepszym wypadku widziałyśmy się raz w roku. Zdarzały się także i trzy lata, kiedy ani my nie odwiedziliśmy Ich, ani Oni nas. Pamiętam doskonale, jak bardzo zazdrościłam mojej przyjaciółce Oli, która miała chrzestną w naszym mieści, i często Ją razem odwiedzałyśmy. Miałam już wtedy lat naście, i chyba trochę poukładane w głowie (albo już wtedy wiedziałam, że pójdę na socjologię i będą mnie interesowały stosunki międzyludzkie :)) bo zapamiętałam dokładnie, że Ola miała super kontakt ze swoją matką chrzestną. Bywałyśmy u tej pani dość regularnie i Ona zawsze była "na bieżąco" z tym co u Oli, pamiętała o Jej ewentualnych problemach, miłościach, konkursach w których brała udział. Jak dla mnie ideał relacji matka chrzestna- chrześnica. I tak strasznie ubolewałam, że ja tą moją chrzestną mam tak daleko. Bo choć dziś Skierniewice już tak odległe mi się nie wydają, to na tamte czasy- były prawie jak koniec świata.

Chrzestnego w ogóle nie znam, bo rodzice w tej roli obsadzili męża kuzynki mojego ojca, który tuż po moich chrzcinach odszedł od cioci Maryli i wszelki słuch po Nim zaginął. Nie wiemy nawet czy jeszcze żyje.

Pamiętam doskonale, że trochę dziwna sytuacja wyszła w związku z moją komunią, bo już wtedy z chrzestnym nie było żadnego kontaktu, a rodzice uważali za stosowne zaprosić w związku z tym ciocię. Jej reakcja wprawiła Ich w osłupienie i tak jak rzadko byli zgodni w jakichkolwiek sprawach, tak wtedy- razem byli oburzeni. Ciocia, powiedziała, że owszem- przyjedzie na tą komunię, ale żebyśmy się żadnego prezentu nie spodziewali, bo skoro takiego chrzestnego wybraliście, to teraz macie. Prawda, że można było zdębieć? Pisałam już tutaj kilkakrotnie, że małżeństwo moich rodziców to pomyłka, ale był czas, że coś Ich łączyło- mianowicie stosunek do pieniędzy. Był taki, hmm... Nazwałabym go "zdrowym"... W związku z tym, że to post nie na ten temat, wspomnę tylko, że na to zdrowe podejście, składało się między innymi założenie na temat roli chrzestnych w życiu dziecka. Moi rodzice nigdy nie oczekiwali od naszych (moich i brata) chrzestnych jakiś wielkich prezentów, albo pieniędzy. Tym bardziej, reakcja cioci musiała Ich zszokować. Szczerze mówiąc to nie pamiętam, czy coś wtedy od Niej dostałam, czy nie. Chyba (na pewno) podejście rodziców do pieniędzy przełożyło się na mnie, bo jeśli chodzi o komunię to zupełnie nie pamiętam co i od kogo dostałam, a przypomniało mi się to, przy okazji rozmowy z koleżanką o przyszłej komunii naszych dzieci. I ta właśnie koleżanka do dzisiaj pamięta ile dostała na komunię pieniędzy :) To trzeba mieć pamięć! Ja natomiast pamiętam, że rok później, kiedy komunię miał mój brat, Jego chrzestna- jako jedyna, pamiętała też o mnie i dostałam od niej sporego pluszaka- fioletowo- żółtego słonia. Był tak śliczny, że strasznie długo bałam się, że go pobrudzę i że już nie będzie taki ładny.

Brak chrzestnych najbardziej doskwierał mi w latach szkoły podstawowej, bo kiedy poszłam do liceum, jakoś przestało mnie to zupełnie ruszać. Wiadomo- taki wiek.

Temat chrzestnych wrócił w momencie, kiedy dowiedziałam się, że będę mamą. Wiedziałam, że chrzestni Elizy muszą spełniać dwa kryteria- być ze Szczecina i mieć z nami regularny, dobry kontakt. Wtedy, wydawało mi się to gwarancją sukcesu. Teraz, z perspektywy czasu, widzę dopiero, jakie to było, hmmm- naiwne? Śmieszne? Nieprzemyślane? Przecież to, że w momencie wyboru chrzestnych, ktoś, kogo braliśmy pod uwagę mieszkał w Szczecinie, nie oznaczało, że będzie też tu mieszkać za lat 5. Podobnie z kontaktem z nami- wszystko się zmienia, my się zmieniamy, kontakty (niestety) się rozluźniają.

I choć Elizy chrzestni (obydwoje to ludzie spoza rodziny) nadal mieszkają w Szczecinie, to kontakt mamy sporadyczny. Ubolewam nad tym, bo o ile chrzestną Eliza widuje jeszcze 2-3 razy w roku, tak chrzestnego tylko raz- w dniu urodzin.

I nie- nie mam do nikogo pretensji, bo my także moglibyśmy zadbać o to, żeby widywać się częściej.
Ostatnio męczy mnie natomiast świadomość, że ja, nie jestem taką chrzestną, jaką chciałam i planowałam być. Na szczęście nie jest jeszcze za późno na to, aby to zmienić i to takie moje małe postanowienie :) Także trzymajcie kciuki.

A Wy? Co uważacie w tym temacie? Jesteście zadowolone ze swoich wyborów? Jak traktujecie swoją rolę bycia mamą chrzestną?

A teraz "parę" archiwalnych zdjęć :)

Roczny Wiktor- mój chrześniak





A to Weronika- chrześnica mojego męża, dzisiaj- 14latka




Oprócz tej dwójki jest jeszcze Dawid i Alan- chrześniacy męża.

A na deser- mała Eliza :)


  

Ps. Agata! Wiem co napiszesz- ja to tylko fryzury zmieniam :) I coś w tym jest :)

34 komentarze:

  1. My jakoś dziwnie trafiliśmy z chrzestnym i wszyscy są z rodziny, Dasiek ma obydwoje mieszkających w naszym mieście i rzadko się z nimi widzimy choć chrzestny to brat od męża, Niuniek ma chrzestnym z mojej strony ale spod Warszawy widzimy się rzadko, ale jak już są to poświęcają się całkowicie synowi, najlepiej trafił Niko ma mojego brata i szwagierkę młodzi ludzie którzy rozpieszczają całą moją gromadkę, a do następnego maluszka będzie moja siostra i...nie mamy więcej rodziny.
    Mi rodzice wybrali koleżankę, bo nikt oprócz brata mamy nie chciał się zgodzić aby mnie nieść do chrztu. Chrzestny zawsze był dla mnie wsparciem a do chrzestnym zbliżyłam się jak urodziłam chłopców, jeżdżę do niej na wieś na wakacje czasem...Nawet mając najlepsze intencje nie wybierzemy idealnych chrzestnych bo ludzie się zmieniają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednym słowem- Niko farciarz, ale korzystają wszyscy :)

      Usuń
  2. Ja tam wolę Chrzestnych z rodziny, bo sama mam takich spoza i to jakaś mordęga była :P A rzeczywiście zawsze się ułoży tak, że raz jest lepiej, raz gorzej z kontaktami :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chrzestnymi naszego syna są moja siostra i męża brat i szczerze mówiąc wybór chrzestnego to była pomyłka. Był u nas tylko raz, na chrzcinach, aktualnie od kwietnia nie mamy ze sobą żadnego kontaktu. W lipcu syn miał drugie urodziny - olali je całkowicie. Dla porównania mąż jest chrzestnym jego młodszej córki, pamiętamy o niej i o jej siostrze a oni o naszym synu nie, kontaktu nie szukają, chyba że czegoś potrzebują i szczerze mówiąc nasi znajomi są bardziej zainteresowani niż "rodzina". Dla mnie temat chrzestnych a zwłaszcza chrzestnego jest raczej przykrym tematem.

      Usuń
    2. Niestety, tu właśnie reguły nie ma. Czasami jest i tak, że ludzie, którzy chrzestnymi dziecka nie są, bardziej interesują się, niż Ci, przez nas wybrani.

      Usuń
  3. Ja uważam, że instytuacja chrzestnych jest z zasady bez sensu i należy ją zlikwidować. Po co oni są? Chyba tylko po to, żeby dawać prezenty. Przecież jak umrę to nie podziełą na pół moich dzieci, żeby się nimi opiekować. Jeśli już by mieli być to logicznym dla mnie jest aby to było małżeństwo. Ja dla dzieci wybrałam najbliższych czyli rodzenstwo i ich małżonków ale to i tak nie gwarantuje, że będą blisko dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tej gwarancji nigdy właśnie nie mamy i w razie czego, to nikt nie wie jak to będzie.

      Usuń
  4. Czytam z przyjemnością Twoje wpisy i ujmuje mnie w nich wiele - dziś szczególnie to, jak wiele myśli poświęcasz analizie roli, jakie pełnimy. Bierzesz pod lupę siebie jako żonę, siebie jako mamę, siebie jako chrzestną i okiem badacza patrzysz na siebie z różnych stron. Myślisz także o innych osobach i starasz się wyobrazić sobie ich perspektywę, ich myśli na swój temat, na to, jak wypełniasz różne role. Gdybyśmy wszyscy się sobie tak uważnie przyglądali i tak wnikliwie analizowali jak inni mogą nas postrzegać żylibyśmy w świecie dynamicznych empatycznych dopasowań :) Byłby to całkiem inny świat. Masz wspaniałą cechę, którą nazwałabym biegłością i płynnością w zmienianiu perspektyw. Rzadkość, wydaje się. Pozwalająca przyjrzeć się tematowi z wielu stron. Zmiany perspektyw to jednak potencjalnie trudne doświadczenie bo pociągające za sobą mnogość ocen. Potrzeba nie raz prawdziwego hartu, by temu sprostać. Inna rzecz - nie ma lepszej drogi do zahartowania się, jak stawianie czoła wyzwaniom ;)

    Ps. odnalazłam Twoje komentarze u siebie na starych stronicach, dziękuję za nie :)
    O kwiatach jednak nie mogę powiedzieć zbyt wiele, żaden ze mnie fachowiec: w kwietniu sadzę słoneczniki, o których pisałaś, także rudbekie, gladiole, kosmosy i maciejkę. Pozdrawiam serdecznie, M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M., bardzo dziękuję za Twój komentarz- sprawił mi wiele przyjemności. To, jak to nazwałaś "umiejętność przyglądania się tematowi z wielu stron" nie zawsze jest niestety zaletą. Bo mam taką dziwną skłonność, do usprawiedliwiania każdego- zwyczajnie zawsze doszukam się właśnie tej strony, przez którą dany człowiek jest taki, a nie inny, i robi to, a nie coś innego. A, choć to może brutalne, niektórzy po prostu nie zasługują, na takie usprawiedliwianie. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za wskazówki w sprawie kwiatów. Mnie Wasz ogród i Wasze przyjęcia oczarowały!

      Usuń
  5. Wybierając chrzestnych dla moich dzieci brałam pod uwagę to czy będą w stanie zająć się moimi dziećmi gdyby tfu tfu coś nam się stało ale niestety dokonałam złego wyboru.
    Mam 2 dzieci i i obie maja pecha ponieważ chrzestni zapomnieli o ich istnieniu dzień po chrzcinach. Nie chodzi mi o prezenty ale o zwykłą pamięć z okazji urodzin czy świąt. Czasami jestem złośliwą babą i ogłaszam na blogu że moje dziecko ma urodziny:}}}, reakcja jest natychmiastowa, zainteresowani budzą się ale tak na serio przecież nie o to chodzi żeby takimi drobnymi złośliwostkami przypominać im o chrześniakach. Fajnych chrześniaków macie z mężem:}

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.
      No właśnie- byłoby miło, gdyby sami pamiętali!

      Usuń
  6. Według mnie rola chrzestnych jest w Polsce mocno przesadzona i ostatecznie faktycznie sprowadza się tylko do prezentów. Przecież w sytuacji gdy coś złego dzieje się rodzicom i tak to najczęściej nie oni zajmują się dziećmi. Często nie są w ogóle brani w takim momencie pod uwagę. Dlatego chyba nie ma co się przejmować. Moim chrzestnym był brat mamy, który zmarł kiedy jeszcze byłam małym dzieckiem a jego żona od zawsze była rodzinną outsiderką, więc nie poczuwała się do przejęcia roli. Chrzestna z kolei to niby bliska koleżanka mojej mamy, która jednak w pewnym momencie obraziła się śmiertelnie na moich rodziców, do dziś nikt nie zna powodu, i to do tego stopnia, że przestała mi odpowiadać 'dzień dobry' na ulicy. Początkowo było mi trochę przykro, ale nie przeżywałam tego nie wiadomo jak. My naszych dzieci w ogóle chrzcić nie zamierzamy, więc problem jakby sam się rozwiązał :)

    A na koniec nie mogę przemilczeć Twoich fryzur - tym razem nie o kolorze (choć w tym rudawym jest Ci wybitnie do twarzy :)), a o lokach. Rany, kobieto! Wracaj do loków, po prostu odjazdowo w nich wyglądasz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kasia, no jak patrzę na te fotki, to aż się sama sobie podobam, a to uwierz- zdarza się raz na 10lat :) I jak tylko moje włosy dojdą do dawnej formy (czyli za jakieś 10lat) to wraca, wracam do loków i do rudości :)

      A podejście z chrzestnymi spoko- i masz jeden problem mniej.
      Uwielbiam takie "obrazy majestatu", kiedy nikt nic nie wie... :(

      Usuń
  7. no nie ale Eliza podobna do Lilki na tych fotkach a Ty w lokach bomobowo wyglądasz :)
    Co do chrzestnych to ja ze swoimi mam taki jakis zmietolony kontakt:D a jeśli chodzi o chrzestnych Przemka to ma brata W. i moją koleżenkę jak już Ci kiedys pisałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ania! Jak przywrócę włosom dawną świetność, to może faktycznie wrócę do loków :)

      Pisałaś Kochana, pisałaś :)

      Usuń
  8. W przypadku syna wybraliśmy chrzestnych bo ..wypadało..moją siostrę i brata męża. Za to przy wyborze dla córki, kryterium był dobry kontakt i duża doza sympatii dla rodziców chrzestnych Hani:)
    A moja chrześniaczka ma już skończoną 20stkę, wybrano mnie na chrzestną zaraz po bierzmowaniu. Oprócz tego mam chrześniaka 5letniego. I było mi miło bo kuzyn, którego syna jestem matką chrzestną chciał w ten sposób zaciesnic kontakty, bo nasze spotkania były bardzo rzadkie..a tak jest "pretekst" aby spotkac się choc kilka razy do roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to naprawdę miły ukłon w Twoją stronę, bo jeśli kuzyn chciał zacieśnienia kontaktów, to znaczy, że fajna babka z Ciebie. Nie żebym w to wątpiła!

      Usuń
  9. ja jeszcze nie jestem chrzestną :( a co do chrzestnych Mileny to jest to siostra męża i mój brat. o ile szwagierka jest spoko i mamy z nią fajny kontakt, to z bratem (młodszym od nas o 9 lat) kontakt jest sporadyczny i podejrzewam, że w roli chrzestnego nie spełni moich oczekiwań. wybrałam go jednak, bo nie było kogo. teraz będziemy mieć problem z chrzestnymi dla drugiego dzidziusia, bo pojęcia nie mam kogo poprosić.... P.S. Eliza tu bardzo do Lili jest podobna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak wybrałam chrzestną dla Lilki- bo nie miałam kogo, i to nie był dobry wybór. Już teraz to widzę, że jest "zlewka" totalna, ale nie wiem, czy to dlatego, że Lila to nasze drugie dziecko, czy ja jestem już starsza i mądrzejsza- nie przeżywam już tak tego. Nic nie zmienię i tyle.

      Usuń
  10. Na tym ostatnim zdjęciu Eliza identyko jak Lila.
    Ja przez wiele lat mojej chrześnicy robiłam prezenty na każdą nawet najmniejszą okazję. To było pierwsze dziecko w mojej rodzinie, córka mojego jedynego brata. On teraz jest chrzestnym Szymka i nawet nie zadzwonił na dzień dziecka czy imieniny. Ja nie oczekuje prezentów dla Młodego, zresztą On i tak jeszcze nie rozumie tego. Ale chodzi o to, żeby wykazać choć troszkę zainteresowania.
    Jeśli chodzi o moich chrzestnych, to chrzestnego uwielbiam i choć przyjeżdżał do mnie raz w roku to nigdy mi to nie przeszkadzało. Chrzestną ostatni raz widziałam, gdy zapraszałam Ją na komunię. Moja mama próbuje Ją przede mną tłumaczyć, że w tamtym okresie urodziła bardzo chore dziecko itd. Na ślub wysłałam zaproszenie pocztą, bo i tak wiedziałam, że nie przyjdzie.
    Wydaje mi się, że to nie zależy od nas-rodziców jakimi chrzestnymi będą ci, których wybierzemy. Ale my jako chrzestni możemy dużo, tylko trzeba chcieć. I wcale nie chodzi tu o jakieś prezenty czy pieniądze, szkoda, że niektórzy myślą, że to jest najważniejsze i na tym się kończy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja od chrzestnego oczekuję jedynie większego zainteresowania, wystarczy pamięć a u nas nawet tego nie ma... tym bardziej, że były wielkie deklaracje z jego strony - nikt ich nie oczekiwał ani nie wymagał, ale okazało się, że jest tylko "mocny w gębie". Nie spisał się kompletnie i teraz sama nie wiem jak my się mamy zachować za trochę ponad miesiąc kiedy urodziny będzie miała jego córka a chrześnica męża skoro urodziny naszego dziecka zostały olane. Cały czas bardzo się staraliśmy, żeby mieć kontakt z rodziną (chociaż oni od początku na to nie zasługiwali, bo na każdym kroku dawali plamę od lat), interesowaliśmy się dziećmi, wysyłaliśmy prezenty sugerując się tym co lubią, oni nigdy nie zapytali a od jakiegoś czasu nie mamy ze sobą żadnego kontaktu, bo oni go zerwali. Co zrobiłyście w takiej sytuacji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie- zainteresowanie- to jest dokładnie to, co moim zdaniem charakteryzuje dobrego i fajnego chrzestnego.
      Wiesz, takie sprzężenia zwrotne z byciem chrzestnym jak ja to nazywam, że On u Was, a Twój mąż u Niego, są o tyle kłopotliwe, kiedy jedna ze stron nawala. Bo właśnie- co wtedy zrobić. Wiadomo, że nas boli, jak traktuje się nasze dziecko. Z drugiej strony, jeśli postąpimy tak samo, to w pewnym sensie ukarzemy inne dziecko, za zachowanie Jego rodzica. Teoretycznie tak być nie powinno, ale z drugiej strony jak pokazać chrzestnemu naszego dziecka jak to jest, kiedy się olewa, zapomina?

      Ciężko mi coś radzić, bo nie znam sytuacji. Nie wiem na ile Wam zależy, żeby mieć z Nimi kontakt, na ile można z Nimi szczerze porozmawiać i powiedzieć co Was boli? Jeśli to typ ludzi, którzy przemyślą to co macie do powiedzenia, i uda się nawiązać jakiś dialog, to ok- może warto podjąć choć jedną taką próbę. Ale jeśli ktoś po prostu zrywa pewnego pięknego dnia kontakt, to sama nie wiem...
      Życzę jednak, żeby wszystko się ułożyło, bo szkoda dzieci.

      Usuń
  12. Ja mialam fajnych chrzestnych- najmlodsza siostra mamy i brat ojca * niestety chrzestnu umarl, gdy mialam 19lat, wiec nie byl na moim slubie) A Junior ma za chrzestnych moja jedyna siostre i jedynego brata meza. Sa ok i pamietaja zawsze w swieta i na urodziny o Mlodym :-) Ja nie uznaje brania na chrzestnych kogos spoza rodziny- kolezanek czy dalsza rodzine jak np maz kuzynki, bo to jak zycie pokazuje nie jest dobry pomysl. Kolezanki dzis sa jutro ich nie ma przy tobie, a rodzina(bliska) to rodzina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam inne zdanie, właśnie życie pokazało kto jest nam bliski, z rodziną męża nie mamy kontaktu, nie interesują się, znajomi są przy nas, dopytują się i pamiętają...

      Usuń
    2. Kiedy zostałam chrzestną Wiktora, ksiądz (wujek Jego taty) tak samo skomentował decyzję rodziców małego, o wzięciu kogoś spoza rodziny. Hm, no dziwnie, dziwnie się wtedy poczułam :)
      Moje zdanie jest takie, że owszem- istnieje większe prawdopodobieństwo, że koleżanka dziś będzie a jutro nie, ale co do rodziny też absolutnej gwarancji jak to wszystko dalej będzie mieć nie możemy. I choć może rzadziej, to też się niestety zdarzają przypadki zrywania kontaktów między rodzeństwem- sama znam takie dwa w mojej i męża rodzinie. Także- ten wybór chrzestnych, to w pewnym sensie jednak loteria. A chrzestna mojej przyjaciółki, o której pisałam w tym poście, to była właśnie koleżanka Jej mamy :)

      Usuń
  13. Uch, chrzestni, o nich to ksiazke mozna by napisac...
    Ja chrzestna mam calkiem fajna, to kuzynka mojego taty. W dziecinstwie mialysmy naprwde bliski kontakt, chociaz z racji odleglosci widywalysmy sie tylko kilka razy w roku. Kiedy wyjechalam praktycznie stracilysmy kontakt, ale dwa lata temu przyjechala do Zakopanego na moj slub, co nie powiem, bardzo mnie wzruszylo... Chrzestny za to - porazka. Nalogowy alkoholik, widzialam go raptem kilka razy w zyciu i zawsze lezal w lozku dogorywajac po poprzednich kilku tygodniach chlania...

    O chrzestnych moich dzieci chyba kilka razy pisalam u siebie, bo mam o to zal do rodziny. Ja potrafilam przyleciec do Polski zeby zostac chrzestna siostrzenicy, ale ani moja siostra ani brat meza nie potrafili tego zrobic dla naszych maluchow. Nawet pomimo, ze mowilismy, ze dostosujemy date do ich mozliwosci przylotu, ze poczekamy (mimo, ze M. chcial ochrzcic dzieci jak najszybciej...). Na chrzestna Bi wybralismy wiec kuzynke meza, ktora nagle kompletnie sie od nas odciela jak Mala miala jakies 9 miesiecy i od tamtego czasu nawet telefonu nie odbiera... Chrzestnym jej zas zostal facet ciotki M. To porzadny czlowiek, ale wiemy, ze jak kiedys sie z ciotka rozstana, to on tez raczej zniknie z naszego zycia. A na chrzestna Nika wybralismy wlasnie ciotke M., bo nie mielismy innej opcji. Nie mamy tu znajomych na tyle bliskich zeby poprosic o pelnienie tej funkcji. Ciotka M. zas planuje zostac w Stanach jeszcze przez kilka lat, odlozyc troche kasy, ale potem wraca do Polski, cudem bedzie jesli zalapie sie chociaz na Komunie Nika... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No faktycznie- też byłoby mi przykro, a nawet myślę, że byłabym po prostu wściekła.
      Wiesz co do ciotki M., to jest nadzieja, że albo będzie jeszcze w Stanach, albo po prostu przyleci bo może dla kogoś, kto tam mieszkał, nie będzie to problemem. No i tego Wam życzę. A co do tej kuzynki, która się tak odcięła... Ludzie jednak nie przestają zadziwiać, prawda? I weź Ich zrozum! Ja się staram 33lata i nic z tego nie wychodzi :)

      Usuń
    2. Ta kuzynke poniekad rozumiem, bo kiedy zaszlam w ciaze z Bi, ona miala juz za soba jedno nieudane podejscie do in vitro. Nawet troche glupio bylo mi ja prosic na chrzestna, ale po prostu nie mielismy wyjscia po tym jak moja siorka sie na nas "wypiela"... Wiem, ze potem miala przynajmniej jedno kolejne podejscie - i znow fiasko... Z tego co udalo nam sie dowiedziec z rodzinnej poczty pantoflowej, dopadly ich z mezem problemy malzenskie i nie wiemy nawet czy nie sa juz po rozwodzie. Ech, zycie... Po prostu mi przykro ze wzgledu na Bi... :(
      Zapomnialam dodac w poprzednim komentarzu, ze rzeczywiscie, jak dla mnie to Ty sie ani troszke nie zmieniasz. ;) Ale oprocz tego uderzylo mnie ponownie podobienstwo miedzy Twoimi dziewczynami! Lila ma troszke pyzatszego buziolka, ale maja identyczne oczy i po prostu widac od razu, ze to siostry! ;)

      Usuń
    3. Jako mamę- doskonale Cię rozumiem, ale jako kobieta- rozumiem też kuzynkę. Pamiętam, że my się jeszcze nie staraliśmy o dziecko, kiedy mojemu bratu urodził się syn. Miałam powody, żeby obawiać się o to, czy zajdę w ciążę bez problemu i powiem Ci, że oczywiście ucieszyłam się z narodzin małego, ale poczułam taką zazdrość i paniczny strach, że my może nigdy, i co wtedy? Jak zniosę te wszystkie imprezy, gdzie Oni będą z małym...

      A ja już pisałam- no ślepa baba ze mnie, ale ja tego podobieństwa w ogóle nie widzę :)

      Usuń
  14. Dla mnie chrzestni są tym, czym z założenia mieli być, ale po drodze ludziom jakoś to umknęło :P A mianowicie ludźmi, którzy przekażą (razem z nami, rodzicami) naszym dzieciom wiarę. Nie są z rodziny, nie wybieramy "bo tak wypada". To ludzie, którzy naprawdę żyją na co dzień z Bogiem, a nie tylko w niedzielę chodzą do kościoła ("bo taka jest tradycja"). Nie oczekuję od nich prezentów, raczej pamięci i troski o dzieci, wspólnej modlitwy, dawania świadectwa swoim życiem. O to chodzi w byciu chrzestnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ja teorię na temat roli chrzestnych w życiu dziecka znam, tyle, że... Tak, jakoś się to wszystko pozmieniało, że tera chyba większość z nas stawia chrzestnym inne wymaganie/kryteria, które muszą spełnić.

      Usuń
  15. Marta - ślicznie Ci w kręconych włosach i w ogóle, jak się uśmiechasz!!! Mój mąż stwierdził, że jesteś nie złą "Laska":)

    CO do Chrzestnych to my raczej bierzemy z rodziny i raczej młodszych, by dłużej pożyli, tzn. razem z dzieckiem, choć jakoś nie przykłądamy dużej wagi do tego, by kontakty z nimi były częste. Nie lubimy kogś zmuszać do pamiętania o tym, że są Chrzestnymi. Jak sami będą pamiętać to ok:) Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Wam Kamilko za komplementy, ale te zdjęcia były robione wieki temu :) Zresztą sama zobacz- jaka Elizka jeszcze tam jest mała, chyba nawet w wieku Waszego Tomka właśnie! Chciałabym wrócić do takich włosów, al niestety- moje włosy są teraz w takim stanie, że mogę na razie pomarzyć.

      A wiesz, że mam dokładnie takie samo zdanie- o tym, że nie można nikogo zmuszać? To znaczy niby można, ale wtedy my wiemy, że to wynika z Ich zainteresowania dzieckiem i pamięci o Nim.
      Ściskam serdecznie.

      Usuń
  16. Ja do dziś zastanawiam się, co kierowało moimi rodzicami przy wyborze chrzestnych. Mimo, że rodzice mają rodzeństwo rodzone, na chrzestnych wybrali cioteczne. Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale przez wiele lat miałam wbite do głowy, że jedno z chrzestnych powinno być ze strony mamy, drugie z taty. Tyczasem moi oboje, są ze strony taty. Co do chrzestnego, to po prostu był. Chyba póki nie miał swoich dzieci, pojawiał się częściej w moim życiu. Ale wiem to raczej ze zdjęć, żadnych wspomnień nie ma. Później to tylko komunia, 18-stka (i to po aferze, bo podobno nie zaprosiłam go w odpowiedni sposób) i ślub. Za to chrzestną miałam tzn. mam wspaniałą. Może nie byłyśmy bardzo blisko, ale w jakiś sposób była obecna w moim życiu, była dla mnie wzorem, miała wpływ na moje decyzje życiowe. Może brzmi to gurnolotnie, ale tak było. Jestem wdzięczna swoim rodzicom za ten wybór. Żadnej z sióstr moich rodziców nie wyobrażam sobie w roli mojej chrzestnej. Tak mi się wydaje, że ważne jest, żeby był to ktoś z rodziny. Mój Mąż ma chrzestnych z grona znajomych rodziców i to się nie sprawdziło. Co do nas jako chrzestnych. Mąż chrzcił swoją pierwszą córcię chrzestną, jak był bardzo młody i nie bardzo chyba odnalazł się w roli. Ma już za sobą 18-stkę. Za to w swojej drugiej chrześniaczce zakochał się jak jeszcze nie wiedział, że przypadnie mu rola crzestnego. Moja chrześnica ma już 12 lat. Jak była młodsza relacje były bliższe. Teraz trochę się poluzowały, ale to moja wina, bo widzimy się praktycznie raz w roku, mimo że jesteśmy bliską rodziną i ieszkamy blisko siebie. Ale tak na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie bez wpływu są tu też relacje rodzinne. A niedługo przyjdzie nam wybierać chrzestnych dla naszego dziecka. Nie będzie to łatwe. Bo naturalne dla wszystkich w mojej rodzinie jest wybranie jedynej siostry na chrzestną dziecka. Tymczasem dla mnie nie jest to tak oczywiste. Dla mnie ważne jest, żeby chrzestny/a był/a przykładem dla mojego dziecka, żeby wyznawała podobne wartości do nas. A tu się trochę rozmijamy. Będę miała niełatwy orzech do zgryzienia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!