Mama2c

Mama2c

wtorek, 12 sierpnia 2014

Każdy ma jakiegoś bzika...

Cóż, mogłabym Wam dziś napisać, jak bardzo mój mąż przejął się sytuacją między nami (zaprosił kumpla na mecz i piwo), jaki był potem zmęczony (godzina 21 i pomaszerował do łóżeczka), ale po co? Po co się denerwować... Szkoda zdrowia.

Napiszę tylko, że jeśli on- mąż, mnie nie wykończy, to z całą pewnością zrobi to nasza starsza córka. Nie wiem jak wytrzymam do tego września, kiedy to zamierzam pójść z Nią do psychologa, ale jeśli jednak nie wytrzymam- to przynajmniej wiecie dlaczego pewnego pięknego dnia mogę nagle przestać pisać...

W niedzielę, po pamiętnym paleniu gałęzi na działce (wycinka starych drzew) Eliza wróciła z tatusiem dobrze po 23, mimo, że kilka razy dzwoniłam do Nich, no ale widać- dobrze się bawili. Kiedy wrócili, zwróciłam Elizie uwagę, że jest późno, że powinna już spać itd. Co usłyszałam od mojego dziecka? "Dobra mamo, nie marudź."

"Nie marudź"- ośmiolatka do mamy! Czy tylko mi się to w głowie nie mieści? Od dłuższego czasu zasypiam i budzę się z jednym pytaniem w głowie- czy ja Ją przez te 8lat wychowywałam, czy mi się tylko zdawało?

Wczoraj natomiast, kiedy powiedziałam Jej na dworze, że zaraz idziemy do domu myć głowę, oznajmiła mi, że Ona nigdzie nie idzie, i że- UWAGA, UWAGA- Ona sama sobie umyje. Każda z Was wie, jakie Eliza ma włosy. To nie jest "jeżyk", którego Ona da radę umyć... Ja, dorosła, po nałożenie Jej odżywki, często i tak nie mogę rozczesać tych włosów, a co dopiero Ona. Ale w porządku- skoro wiedząc jakie ma włosy, nic sobie nie robiła z moich uwag, że nie da rady, to ok- może jak Ją tatuś będzie musiał zawieźć do fryzjera, żeby włosy obciąć, to będzie miała nauczkę. Dosyć mam szarpania się z Nią o wszystko.

No a teraz mój "bzik":






 





No to się Wam pochwaliłam moją balkonową hodowlą :)
Absolutnego świra mam na punkcie niecierpków- co zresztą widać. Odkryłam je rok temu, kiedy szukałam kwiatów, którym nie straszny brak słońca. No i proszę- przepadłam bez reszty :)
A jakie mam ambitne plany na przyszłą wiosnę, fiu, fiu...

Na działce jeszcze nie bardzo jest się czym chwalić, a jak mężowi dalej robota będzie się tak paliła w rękach, to może na emeryturze Wam pokażę mój "raj na ziemi"... Na razie inwestuję w balkon, bo tam więcej rzeczy mogę zrobić sama.

Chociaż nie powiem- wieczorami ślęczę w necie, sprawdzam, co by można było na tej działce posadzić itd... No ale zanim zacznę wrzucać do świnki-skarbonki na krzaki, kwiaty, kłącza i bulwy, chyba najpierw muszę odłożyć na jakąś męską siłę roboczą, która mi tą działkę przekopie, tam gdzie mają te wyżej wymienione rosnąć. Bo mąż, jak Mu się powie ze trzy razy, to zrobi, ale najpierw porżnie trochę filozofa... Tak, że mi się zdąży już odechcieć. Zresztą, nie wiem- może ja naprawdę za dużo od Niego wymagam, co? Tyle, że kiedy idziemy na działkę, to na większości z Nich urzęduje nie kto inny, a właśnie mężczyźni. I ok- spoko, nie wymagam, żeby małżonek "jarał się" sadzeniem marchewki. Nie musi. Ale skoro ustaliliśmy, że drzewa na działce są stare i trzeba je wyciąć, to czy ja za każdym razem muszę dawać sygnał, że już można kolejne ścinać?

Dla mnie to niepojęte... Jakaś dziwna filozofia życiowa. Chyba "za prosto" podchodzę do pewnych spraw, bo wychodzę z założenia, że skoro jeść musimy, to ja muszę ugotować, skoro mamy dzieci- to trzeba ruszyć cztery litery, nawet jak się nie chce, jest działka- to trzeba na niej robić. Czy to naprawdę jest takie skomplikowane?

Tak, wiem- powinnam pewnie zmienić taktykę. Powiedzieć mężowi, że jest taki zajebisty, silny i męski, kiedy napierdziela tą siekierą... Powinnam rozłożyć ręce i słodkim głosem rozwodzić się nad tym, co ja bym bez Niego zrobiła... Że gdyby nie On... Bla, bla, bla... Może to i działa. Może i w ten sposób można więcej ugrać. Nie oceniam, nie potępiam- ja tak po prostu nie potrafię.

I dlatego jeszcze długo nie pokażą nas w "Mai w ogrodzie" :)

30 komentarzy:

  1. Moja córka ma 9 lat i odkąd poszła do szkoły, od 2 lat, obserwuje dziwne odzywki i zachowanie. Czasem mam ochotę solidnie przemówic jej do rozumu. Tłumaczę , rozmawiam i tępię. Nie pozwalam sie do nas brzydko odzywać, staram się gasic w zarodku, żeby nie miala mozliwości rozkręcić się. Karzę również. Widzę, że jak teraz jest ze mną 2 miesiące to jest zdecydowanie lepiej....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mozesz powiedziec w jaki sposob karzesz bo to moze byc dobra rada? Moj syn jest niemal 9 latkiem i przechodze to samo :(

      Usuń
    2. Odmawiam przyjemności, które lubi- telefon, komputer, tygodniówka....

      Usuń
    3. podsunelas mi pomysl z tygodniowka, bo reszta nie dziala na mego babla :-P

      Usuń
    4. No właśnie- a co kiedy kary nie działają? Moje dziecko, jak Jej daję karę, czyli np. tydzień szlabanu na gry to jeszcze oczywiście powie co o tym myśli, czyli: "No i co z tego", i ma w nosie. Czy tu się w ogóle da coś jeszcze zrobić? Bo mam wrażenie, że już po ptakach.

      Usuń
    5. Tępić, tępić kategorycznie mówic że nie życzę sobie żebys tak do mnie mówiła bo ja do Ciebie tez tak nie mówię. Zdecydowanie, podniesionym - surowym głosem , z poważną miną to mówię. Za kazdym razem, konsekwentnie reaguję w ten sposób. Mąż również od razu u nas reaguje i nie pozwalamy się rozkręcić. Ja doszlam przyczyny, tego zachowania w kolezance, z którą moja córka chodzi do szkoły i sie przyjaźni, bo dostałam rownież sygnal od Pani. Zagrozilam że skończę kontakty z koleżanką, jeśli zachowanie się nie zmieni- chyba dziala bo na kolezance jej zależy. Mama kolezanki również ma rękę na pulsie.... Prócz tego rozmawialam z Panią wychowawczynią i postraszyłam małą że jeśli uslyszę od Pani jakąś skarge lub uwagę to będę myślala nad przeniesieniem do innej klasy, to chyba tez u nas działa. Poza tym jak wspomnialam widze, że siedząc w domu, we wakacje jest lepiej.U nas nie są to brzydkie odzywki, rzadko się zdarzają ,a podniesiony głos, czasem krzyk i lekceważacy ton.

      Usuń
  2. A ja tak sobie pomyślałam, czy pies nie jest pogrzebany gdzie indziej.
    Może Eliza widzi jakie panują relacje między Tobą, a Mężem i reaguje w taki, anie inny sposób? Taka broń dziecka.
    Albo podsłyszała jakaś Waszą kłótnie, i w ten sposób atakuje Ciebie?
    Cięży okres Was dopadł :( Oby minął szybko.
    Przytulam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to byłaby odpowiedź, ale Ona już tak od dawna sobie pozwala, na długo zanim między nami porobiło się tak, jak jest teraz. A mój mąż, poza tym, że czule nazywa mnie psychiczną i w ramach troski o moje zdrowie, wysyła do lekarza, to nie mówi do mnie: nie marudź, więc gdzie indziej musiała to usłyszeć. Szokiem dla mnie jest to, że Jej takie słowa w ogóle przechodzą przez gardło do mnie. Ma mnie za nic i tyle.

      Usuń
    2. Uwierz, że czytam i ryczę :(
      Marne ze mnie wsparcie...
      Wbrew pozorom jest jeszcze mała, wkrótce zrozumie jak Cię to boli, doceni co dla Niej robisz i jak kochasz.
      Dzieciaki są teraz jakieś takie buntownicze...
      Dojrzewają w zastraszającym tempie...
      Nie tłumaczę Jej, tylko sama tak się zastanawiam skąd takie zachowania się biorą.
      Przykro mi Martuś i mam nadzieję, że Eliza zrozumie w końcu jak rani Cię takimi słowami.
      Jest starszą siostrą, Malutka będzie brała z niej za chwilę przykład...
      Przytulam :*

      Usuń
    3. Dzięki Monika, nie- nie marne. Po prostu- co tu napisać. Ja już staram się za dużo nie myśleć, bo muszę jakoś przetrwać do tego września i iść z Nią do tego psychologa- może on nam pomoże znowu się do Niej zbliżyć. Pewnie popełniliśmy jakieś błędy- nie twierdzę, że nie. Tylko w życiu bym nie przypuszczała, że dziecko, dla którego wszystko poświęciłam, będzie miało mnie w głębokim poważaniu już w wieku 8lat. Nie jest to wszystko budujące, a najgorsza jest ta niewiedza- dlaczego tak jest.

      Usuń
  3. Lacze sie w bolu co do zachowania ELizy, bo moj maly mezczyzna tez potrafi cos w jej stylu powiedziec, albo wrecz westchnac tak, ze nie wiadomo smiac sie czy plakac. Tez sie zastanawiam gdzie przez te lata moj trud wlozony w wychowanie bo czasem czuje wielki zawod widzac jak zachowuje sie moje dziecko. Swoja droga mysle, ze to taki wstep w ich oddalony okres dojrzewania, jedynie ja nie wyobrazam sobie aby mogloby byc gorzej.
    Kwiaty sa sliczne, ja nawet balkonu nie mam, wiec o kwiatach moge pomarzyc. Jak ostatnio posadzilam u mamy kolo domu, to tylko jedne wzeszly hihi:-P reki do roslin zdaje sie ja nie mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czuję zawód, rozgoryczenie, rozczarowanie. Niby człowiek nie powinien oczekiwać wdzięczności za to co robi dla dzieci, bo przecież to jego wybór, jego decyzje, ale... Mi po prostu jest czasami tak bardzo przykro, bo naprawdę kupę zdrowia straciłam przez te Elizy choroby, poświeciłam kilka dobrych lat swojego życia, które mogłabym przepracować i być chociażby właśnie niezależna finansowo, a dziś słyszę- przestań marudzić... No boli, nie powiem.

      Kochana, ja też nie mam ręki, ale jakoś rosną :)

      Usuń
    2. Na pocieszenie moge powiedziec, ze mam to samo na codzien i niedlugo oszaleje!!!

      Usuń
  4. Eliza Ci stanowczo za szybko dorasta :/ Czy ja już mam się bać?
    A tak serio to mała czarna może mieć rację, że to jakiś typ "ataku/obrony" dziecka, które widzi, że coś jest nie tak.

    Siły :*

    PS
    A Lila też do tej balkonowej hodowli się dopisuje? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, tak Aguś, i jest chętna żeby Ją podlewać i nawozić :)

      Usuń
  5. Rozumiem, ze ten "bzik" to Lilunia siedzaca wsrod kwiatkow? ;)

    Eliza rzeczywiscie daje popalic... Teksty wali jak prawdziwa nastolatka... Nie zazdroszcze, bo chociaz przyznaje, ze mi - obcej osobie, patrzacej z boku, wydaje mi sie to nawet smieszne, to zdaje sobie sprawe, ze takie potyczki slowne na codzien sa bardzo meczace i czlowiek oczekuje od dzieci czegos innego, a juz chociaz minimum szacunku po kilku latach trudu wlozonego w wychowanie... Miejmy nadzieje, ze rozmowa z psychologiem cos wyjasni i pomoze, chociaz podejrzewam, ze to niestety taki wiek... Juz wspominalam, ze moj kolega z pracy opowiadal o identycznym zachowaniu jego corki, a teraz tez przypominam sobie syna znajomych, ktory teraz ma 12 lat. Pamietam kilka jego odzywek do rodzicow kilka lat temu - wypisz wymaluj Eliza! Wyglada to wiec na klasyczny (i powszechny jak widac) bunt przed-nastoletni. jakby malo tych buntow bylo... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, uwierz mi na słowo (bo obyś nie musiała się nigdy przekonać), że to już dawno śmieszne być przestało, i coraz częściej mam po prostu ochotę pasem Jej wytłumaczyć, kto jest rodzicem, kto dzieckiem i jak to dziecko ma się odzywać i zachowywać. Oby to był ten bunt, jak piszesz, bo już nie mam siły po prostu.

      Usuń
  6. Balkon- Twoj raj na ziemi :) Niecierpki sa sliczne i w tyluuuu kolorach!! A ten najslodszy kwiatuszek to Twoja coreczka :))
    Jesli chodzi o duza corcie- ja tego typu zachowania nie tolerowalam - moze jestem czasami ostra ale - sorry krotka pilka i reprymenda ... bo "co bedzie pozniej"
    Usciski!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy czas, jeszcze Was w tej Mai zobaczymy :) moźe mąż to perfekcjonista i robi wolno ale dobrze :) :) :)
      Najlepszy to ten Bizk w progu balkonu!
      Niecierpki kupiłam w poniedziałek, bo były cudnie białe w moim ogrodniczym a pani do mniie: Uwaga ale one są w cień! No i przypadkiem odkryłam cudne kwiaty w których też juz jestem zakochana na moje zacoenione miejsce przed wejsocem, gdze nic nie chciało rosnąć.
      Co do Elizy to wiadomo, że wymądrzać się nie mogę bo to twoje dziecko i pewnie ma kolejny ze sławnych byntów iluśtamlatków, ale ręce opadają na takie teksty.
      Ściskamy Cię Martucha!!!

      Usuń
    2. Madziu, niecierpki są cudowne. I nie wiem, ile będą Ci kwitły, bo to właściwie już koniec lata i wyraźnie widzę po moich, że już nie mają nowych, kolejnych pąków, ale od maja do teraz kwitły jak szalone :) Niby czytałam, że nie wymagają dużo wody, ale moje były w znacznie lepszej formie, kiedy podlewałam je codziennie.

      Perfekcjonista? Czy to jest inna nazwa lenia? To tak- jest perfekcjonistą :)

      Kochana, wymądrzaj się- jak najbardziej. Widzisz, że ja nie podołałam wychowaniu dziecka, więc może ktoś spojrzy z boku i powie mi co robić zanim zwariuje, albo zrobię Jej w końcu krzywdę.
      Dzięki Kochana!


      Lux, ja też nie toleruję. W żadnym wypadku. Od razu sprowadziłam Ją na ziemię, tylko co z tego? I tak za jakiś czas wyskoczy z czymś podobnym. No nie ma na Nią siły ostatnio. Ani prośbą, ani groźbą, ani karą, ani niczym. Jestem w wychowawczej czarnej dupie jednym słowem, stąd ten psycholog.

      Usuń
  7. Co do męża, to ja też nie umiem tak słodzić facetowi. Mój mi nie słodzi. Więc ja jemu też nie zamierzam. A przyznam się, że kiedyś próbowałam uskuteczniać takie podejście, ale on jakby nie widział różnicy. Chyba im wszystko jedno czy na nich krzyczymy, czy słodzimy. Jak im się nie chce, to i tak się nie ruszą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, a to ciekawe- bo podobno na facetów to działa. Nie wiem- nie sprawdzałam i nie zamierzam. No właśnie- czy mi ktoś słodzi?!

      Usuń
  8. chciała bym ci tyle napisac ale dziś nie mam weny ..... wiedz że czytam i wspieram duchowo:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Aniu, rozumiem. Eh, co tu Kochana pisać. Ja sama nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać, a już mam kolejne "rewelacje" do zapisania, i to takie "z grubej rury" :((
      Ściskam

      Usuń
  9. Eliza szaleje widzę.. A kwiaty masz piękne Marta! Wyobrażam sobie jak będzie wyglądała tw. działka za parę lat :))
    Pytałaś mnie o działkę na moim blogu ostatnio. Ja wcale żadnym ekspertem nie jestem i absolutnie jestem daleka od radzenia komuś czegokolwiek w tych sprawach.. My mamy działkę dopiero od zeszłego roku (od kwietnia 2013) i dlatego też jeszcze długa droga przed nami.. Działka była zaniedbana, altanka wymagała remontu, było kilka drzew i krzaczków, kilka posadziliśmy dopiero w tym roku wiosną. Podobnie jak Wy też uczymy się na błędach pomału, korzystamy z dobrych rad doświadczonych działkowców lub teściowej, która ma piękny ogród już wiele lat, a w nim mnóstwo warzyw, owoców, trochę kwiatów. Marzy mi się jeszcze wiele rzeczy np. ogrodowa huśtawka, nowe wielkie leżaki składane, ale to w przyszłym roku. Nie wszystko naraz ;) Warzywniak też będziemy powiększać przyszłą wiosną i zasadzimy kolejne krzewy i drzewka. Jeszcze dużo planów i pracy przed nami. A jaka duża jest Wasza działka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że pojęcia nie mam ile to metrów? Mąż pewnie wie, no ale Go nie spytam teraz. Wydaje się być taka standardowa, jak większość. U nas wszystkie drzewa owocowe są do wycięcia, bo to staruszki, także wiosną też mam zamiar posadzić młodą jabłoń, gruszę i czereśnię. No i marzą mi się krzewy kwitnące- kalina, jaśminowiec, hortensja, azalia, forsycje już mamy... Ja największy problem mam z terminami sadzenia- bo i ile jeśli chodzi o cebulki, to nie ma problemu, bo tu już mam praktykę, o tyle inne rośliny, to pojęcia nie mam- czy lepiej na jesieni, czy wiosną, wszystkiego muszę szukać w necie, bo radzić się nie ma kogo. U nas do takich "luksusów" jak leżaki i huśtawki to jeszcze szmat czasu, ale też mi się po cichu marzą :) Wchodziłaś na tego bloga, do którego Ci zostawiłam link? Tam to jest dopiero ogród!
      U nas nawet altanki nie ma, bo stoi tam taka szopa na narzędzia, także masa pracy przed nami, a większość niestety prac wiąże się z dużym nakładem finansowym, także muszę się uzbroić w cierpliwość. I buszować w sieci w poszukiwaniu roślinek :) Marzą mi się takie kremowe funkie, nie wiem czy kojarzysz je?

      Usuń
  10. Te odzywki to mój chleb powszedni takie pokolenie rośnie, czasem też się zastanawiam czy aby na pewno ich wychowuje czy aby nie chowają się same...piękny ten bzik :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak słucham Elizy, to momentami wierzyć mi się nie chce...

      Usuń
  11. Śliczny ten Twój bzik kochana :*
    A Eliza...już nie wiem co Ci radzić... Może faktycznie jakiś ktoś wyszkolony, który pomoże Ci utemperować trochę charakter młodej? Nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie ukrywam, że ja sama na wiosnę kopałam. Teraz mam brzucha, to na jesień się wymigam ;) Ale zajmuję się tym sama. Menzu tylko kosi trawę. A co do Elizy. Podobnie było z moją siostrą. Dzieciaki szybko zauważają nieporozumienia między rodzicami i bardzo cwanie to wykorzystują. Pora pogadać z małżonkiem.

    A ja? Nie mogę się doczekać, jak to będzie, jak będę się mogła kwiatkami przejmować :D

    PS. jak coś, to wsiadaj w pociąg i na wakacje do nas z dziewczynami przyjeżdżaj :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!