Mama2c

Mama2c

sobota, 9 sierpnia 2014

Lila "baju"...

...czyli 21miesięcy naszej młodszej Gwiazdy!

Ostatnio trochę więcej narzekałam na moją małą rozrabiarę i w końcu uświadomiłam sobie, z czego to moje "biadolenie" wynika :) Bo przecież kiedy piszę, że jestem zmęczona Jej wybrykami, ciągłym pilnowaniem Jej, przewidywaniem kolejnego kroku ( a czasami i skoku-dosłownie), to nie mogę zapominać ile radości daje mi podglądanie tego małego odkrywcy, jak się zachwycam, kiedy coś sobie sprytnie "wykombinuje", albo jaka jest uparta, kiedy chce coś osiągnąć. Tyle, że tak strasznie się o Nią boję. Boję się, żeby nie zrobiła sobie krzywdy- takiej na poważnie, bo oczywiście wiem, że siniaków, zadrapań i otarć nie unikniemy. Chyba właśnie tak to jest, że te moje wszystkie narzekania i frustrację są podszyte tym wielkim lękiem o Nią. W końcu to mój Skarb :)

21miesięcy- zwane też "oczkiem" (pojęcia nie mam dlaczego, ale przypuszczam, że może mieć to swoje korzenie w jakiś grach karcianych, w które nigdy nie grałam, bo nie lubię i już) za nami.
Z jednej strony- patrząc tak ogólnie- to przez ostatni miesiąc niewiele się zmieniło, ale patrząc cząstkowo- na każdy mijający dzień- to fakt- Lila zaskakuje codziennie. Czasami mega pozytywnie, a czasami- same wiecie :) Lot w kosmos i te sprawy!

Nie wiem, czy już to pisałam, chyba tak, przerabiamy aktualnie klasyczny bunt dwulatka. I tak sobie myślę- jakby tak nagrać Lilkę w tych kulminacyjnych momentach, to mogłaby służyć za modelowy przykład tego buntu. A filmy z Jej udziałem, dla wielu par mogłyby służyć jako naturalna metoda antykoncepcji... W związku z tym, że Eliza w ogóle nie zdradzała nawet najmniejszych przejawów owego buntu, to co wyrabia teraz Lilka, przyprawia mnie na zmianę o zawał serca, torsje, białą gorączkę, a także o niepohamowane ataki śmiechu- ale to niestety rzadziej.

Natomiast, mogę śmiało napisać, że obie moje córki, są aktualnie w identycznym momencie swojego życia- są idealne, najcudowniejsze i w ogóle do rany przyłóż... dopóki wszystko idzie po Ich myśli. I o ile jeśli chodzi o Elizę, to najczęściej my- ci niedobrzy rodzice wyzwalamy w Niej cały wachlarz negatywnych emocji, o tyle Lila tak samo wkurza się na nas, na siebie, na ścianę, która stoi tam, gdzie nie powinna... Chętnie nagrałabym taki filmik, ale niestety- muszę asekurować Lilę, jak gryzie panele/kafelki i próbuje walić głową w ścianę... Spokojnie, spokojnie- tak mi powiedział lekarz- to niby "normalne". Ekhm... No cóż... Że tak powiem "normalne", to ostatnie słowo, które przychodzi mi do głowy, kiedy patrzę na Lilę w akcji.

Klasycznym przykładem tego, jak te wszystkie emocje buzują w takim małym człowieku, niech będzie sytuacja kiedy czegoś Lilce muszę zabronić- najpierw wrzask (czasami dziki ryk), potem rzut na panele, próba ich ugryzienia (tu czasami jest nawet zabawnie), w końcu Lila doznaje olśnienia kto jest wszystkiemu winien- podchodzi do mnie, uderza mnie ręką (jeśli w porę Jej nie złapię za tą małą rączkę) i mówi "be mama". Wtedy ja patrzę Jej głęboko w oczy i albo zdążę coś powiedzieć, albo nie, i Lila przytula się mocno, poprawiając się słowami: "Cacy, cacy mama".

Wczoraj na przykład urwała na balkonie kwiatka, mimo, że Marcin widząc, że się na niego czai, kilka razy powtarzał Jej, że ma tego nie robić. No i dostała za to ostrą reprymendę. Ojojoj, co myśmy się tu potem mieli. Chyba rośnie nam kolejna księżniczka tatusia, bo płacz był tak żałosny- no zupełnie inny, niż jak ja krzyknę, albo czegoś zabraniam. Do tego podchodziła kilka razy do tego kwiatka i na cały głos krzyczała: "nie"... No tak- głupi kwiatek, po co Ją prowokował!

Jak większość dzieci- kiedy Ją "trafi" absolutnie nie chce się przytulić, ani dać się jakoś spacyfikować. Trzeba cierpliwie czekać, aż Jej przejdzie. No a wtedy są całusy, zarzucanie rączek na szyję, przytulanie...

No właśnie- przytulanie, czyli tytułowe: "baju"...
Mieszkamy niedaleko lotniska. No może nie tak całkiem niedaleko, ale nad naszym osiedlem często przelatują samoloty, helikoptery, bo wokół same lasy... Jednym słowem- wielka atrakcja dla dzieci. Przez "nasz" las biegną też tory kolejowe- atrakcja kolejna. Dawid- chrześniak mojego męża, specjalnie tu do nas na to oglądanie pociągów przyjeżdżał, a jak nie mógł w weekend przyjechać, to ja- super ciocia, robiłam Mu z Elizą zdjęcia i wysyłałyśmy bratu na telefon.

Lilę- te latające i jeżdżące po torach maszyny, tyle samo fascynują, co przerażają jednocześnie. W zasadzie to chodzi o sam dźwięk jaki z siebie wydają. I wtedy, kiedy go usłyszy, biegnie do pierwszej osoby, którą ma w zasięgu wzroku ze słowami: "Daja baju". Już tłumaczę- Lila się boi :)

I jest to jedyna sytuacja, w której Lila mówi na siebie "Lila", bo od jakiś 2-3tygodni, kiedy mówi coś o sobie, używa określenia: "dzidzia". Nie mam pojęcia dlaczego, my mówimy do Niej po imieniu, a Ona uparła się na tą "dzidzię." No nic- w końcu jest moją słodką, ukochaną dzidzią :)

Lilcia odkrywcą- czyli być świadomą swojego ciała :)
Ostatnio Mała nie chciała się ubierać, latała w samej pieluszce, a mnie się trochę spieszyło, bo chciałam powiesić pranie. Powiedziałam Jej, że albo się ubiera, albo wsadzam Ją do łóżeczka. No oczywiście, że olała mnie totalnie, także złapałam stworka, włożyłam do łóżeczka i poszłam do łazienki. Wracam z praniem- Lila siedzi, trzyma się za klatkę piersiową i z najpiękniejszym zalotnym uśmiechem na ustach oznajmia: Mam cyce. Dwie.
No jasne, że dwie Córcia, a ile Ty byś chciała :) W końcu kotem nie jesteś :)

Co ciekawe, na moje piersi mówi: "amy" i może dobrze, bo podczas spacerów często woła: "Mama, ama", więc jakby tak wołała: "Mama cyca"... :)

O tym, jak to jest karmić takie duże dziecko, napiszę kiedyś osobny post. Spokojnie- to będzie ujęcie tematu na wesoło :)

O czymś zapomniałam?
Hmm, tyle tego jest...

Lilka, jak każde dziecko uwielbia paprać się w wodzie. Dlatego tak lubi chodzić z nami na działkę, czego oboje unikamy jak ognia, bo niestety- straty są duże większe, niż korzyści wynikające z takiej wizyty. No ale zazwyczaj musimy Czorta wziąć ze sobą. Co Lila najbardziej lubi robić? Podlewać kwiaty- a jakże. Oczywiście- nigdy nie trafia tam gdzie trzeba, ale pół biedy, jeśli podlewa trawę obok, albo kawałek suchej ziemi. Ostatnio natomiast, z wielkim przejęciem, Lilka podlewała sobie sandała... Jak dotąd nie urósł o numer większy...

Mamy za sobą pierwsze zjedzone lody i tu też była masa śmiechu. Kiedy szłyśmy z Elizą na lody, dość długo brałam Lilce samego wafelka. Lila bardzo lubiła ten nasz rytuał. No i kiedyś, nadgorliwa mama, nabrała Jej wafelkiem, trochę loda od Elizy... Jakie było Lilki oburzenie- no to trzeba by było zobaczyć... Najpierw pokazywała mi, że ma brudny wafelek. Jak już spróbowała, to pluła dalej niż widziała, a na koniec z wrzaskiem wyrzuciła wafelka na ziemię. Hm, tak to jest, jak się uszczęśliwia dziecko na siłę :)

My się jednak tak szybko nie zrażamy i choć "pierwsze śliwki robaczywki", za drugim podejściem był już pełen sukces- czytaj: brudna buzia, brudna bluzka i niezłomne, wielokrotnie powtarzane, odpowiednio intonowane, tak żeby osiągnąć tryb rozkazujący: "Mama daj".

No i cóż- na koniec tylko dodam, że Lila, w przeciwieństwie do mamy, długo nie chowa urazy, bo mimo, że kukurydza zrobiła Jej straszne "ała" na paluszku, to dalej ją uwielbia, a zupy w których jest, zjada tak, że aż miło patrzeć. Trochę gorzej potem przewijać, ale co to dla mamy :) No i tak się zastanawiam- gdzie tą kukurydzę można jeszcze dodać :)




Od czasów podglądania siostry na jeździe konnej, ulubiona zabawa Lilki- ujeżdżanie słonia w kasku od Elizy roweru :)



Agata dobrze pamiętała- dokładnie za tydzień wyjeżdżamy na urlop...
Nie wiem, naprawdę nie wiem, czy to mój mądry organizm , uznawszy, że za dużo mam ostatnio stresów, chociaż nowych mi odejmie, czy to ja sama się "zablokowałam, ale w ogóle nie myślę o tym urlopie. W sensie, że się nie stresuje. Co jak wiadomo- w moim przypadku jest co najmniej dziwne, a tak szczerze? To jest po prostu NIENORMALNE! Nie myślę jak Lila zniesie drogę, czy Eliza będzie wymiotować, a której najlepiej wyjechać, gdzie się zatrzymamy, żeby Dziewczyny coś zjadły. Nie myślę, co Lila będzie jadła na miejscu (mamy wykupione posiłki), że drzemki pewnie będą przypadały w wózku... Nie myślałam jeszcze jakie ubrania zabrać itd... I teraz pytanie- dobrze to, czy źle? Bo teraz nie stresuję się zupełnie, ale jak mnie weźmie z nawiązką w piątkowy wieczór, to może się to skończyć wyjazdem, ale na kardiologię :) Ewentualnie na gastrologię- jak dostanę "sraczki". No i tym, powiedzmy, humorystycznym akcentem już się z Wami naprawdę żegnam.
Buziaki!

Ach! No i jeszcze wisienka na torcie- z okazji Lilki 21miesięcy- fajerwerki :) Specjalnie dla Was:





15 komentarzy:

  1. Ooo a gdzie jedziecie? Lila jest absolutnie cudowna i im więcej o niej czytam tym. Mam coraz więjsze wrażenie że z Polą to dwa klony, kropka w kropkę te same charaktery i zachowania a wychowywanie ich to sinusoida o treści: nie mogę bez ciebie żyć i wpędzisz mnie do grobu.
    Jacie za trzy miesiące Lileczka skończy dwa latka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale urocze te Twoje Dziewczyny :)
    I jakie do siebie podobne :)
    Jedź na ten urlop Kobieto i odetchnij-należy Ci się jak nikomu innemu.
    Pochwal się gdzie jedziesz :)
    Moja Zuzka za tydzień kończy 3 latka, a w poniedziałek idzie pierwszy raz do przedszkola. Mam stresa z tego powodu.
    Całusy ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Lila wyglada jak przyslowiowy Aniolek, zreszta Eliza tez ;-)
    Moj syn tez przerabial bunty poczawszy od 2 latka w gore heh
    Mam nadzieje, ze urlop bedzie udany i bez zadnych niespodzianek. Wroc z naladowanymi akumulatorami i zrelaksowana na ile to mozliwe :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajerwerki przepiekne-uwielbiam!

    Dobrze, ze urlop sie zbliza, odpoczniesz, naladujesz akumulatory, oderwiesz sie od domowych obowiazkow:-)

    A Lila niezmiennie mnie zadziwia- maly kadkader z nich. Moj Junior az takiego buntu nie przechodzil- nie bylo rzucania sie na podloge i gryzienia paneli ;-) A ponoc dziewczynki sa grzeczniejsze, delikatniejsze, spokojniejsze.. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaskader z niej mialo byc ;-) Buzka!

      Usuń
  5. Jeju jeju, to mój synal ani trochę nie jest taką gaduła :/
    Lila i Eliza to śliczne dziewczynki, po mamie :)
    Miłego urlopu!

    OdpowiedzUsuń
  6. Martuś, proszę, proszę, sfilmuj jak Lila gryzie panele - strasznie mnie to zaintrygowało ;))) Lilcia jest rewelacyjna i to pod każdym względem :) A urlopem się nie schizuj, daj spokój, będzie dobrze :) Ogarnij tylko za wczasu pranie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niezły ananasek z Twojej Lilki, w bardzo zabawny sposób o jej wyczynach piszesz ale wiem że czasami człowiek ma ochotę krzyczeć- moja młodsza to kopia Twojej córci:}}.
    Śliczne masz dziewczynki
    Śmigaj sobie na wakacje, nie przejmuj się pakowaniem walizki, masz odpocząć i naładować akumulatorki do walki z następnymi buntami:}}}}
    Niesamowite są te fajerwerki, no ale jak z takiej ważnej okazji nie mogą być inne:}

    OdpowiedzUsuń
  8. Słodka i rośnie w oczach, Niko nauczył się wymuszac dosłownie cyrk na kółkach z tymi dziećmi

    OdpowiedzUsuń
  9. hmmm mama cyca :P moj ostatnio prawie sam wyciagnal mi cycka w parku jak go na kolanach trzymalam bo mu sie przeciez wlasnie zachcialo :D Akochana bunt dwulatka znam , poczekaj na bunt 3 latka (hahahah) jest jeszcze gorszy, wtedy nie gryzie paneli tylko Ciebie!!!a gdzie na urlop?? do nas??????

    OdpowiedzUsuń
  10. u nas też bunt:) pocieszam się, że u Ciebie to samo, bo myślałam, że tylko mój syn jest takim strasznym złośnikiem...mam nadzieję, że szybko oboje z tego wyrosną

    OdpowiedzUsuń
  11. Masz rację kochana 21 zwane z oczkiem, pochodzi z gry karcianej o tej samej nazwie, gdzie trzeba zebrać karty dające nam razem liczbę 21 :) Dziadek uczył mnie w to grac gdy byłam mała.

    A dla Lilki - wszystkiego naj i kolejnych odkrywczych miesięcy ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajerwerki piękne :) Lila to sama słodycz - ciekawskie stworzenie, super się o niej czyta :) U nas początki buntu - Milena jeszcze mnie nie bije, ale szczypie i podgryzuje, ech.. U Ciebie zawsze jest tak wesoło :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Najwazniejsze, ze przewazaja pozytywy! ;)

    Tak samo mysle o Niku - niby trudno teraz zauwazyc w nim zmiany, ale one caly czas sa, mlody ciagle idzie naprzod...

    U nas bunt jest nadal glownie jesli Niko sobie cos upatrzy, a potem dostanie co innego. Nawet jesli to "inne" jest dokladnie takie same jak siostry... :/

    A co do odkrywania ciala, to wczoraj podczas przewijania, kiedy ja wycieralam Nikowi tylek, kremowalam i wyciagalam czysta pieluche, on zdazyl sobie tak ponaciagac "dyndusia", ze mu hmm... stanal. :) I co ja mam zrobic z malym mezczyzna, ktory juz w tak mlodym wieku wie co lubi??? ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, my z bratem podobno mieliśmy tak samo- musieliśmy mieć identyczne rzeczy i mama kupowała po 2 egzemplarze (nawet książki) bo inaczej (podobno) byśmy się pozabijali :)

      Haha, ale mnie rozbawiłaś, od zdziczałabym gdybym miała teraz synka :) Obsługa małego faceta jest mi zupełnie obca :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!