Mama2c

Mama2c

środa, 13 sierpnia 2014

Mistrz "pijaru" kontra głupia baba

Podtytuł: Jak prać brudy, to wszystkie.

Tytułem wstępu- mała dygresja: Czasy mamy takie, że być dobrym (własnym) "pijarowcem", to dar niemal bezcenny. Można nic nie umieć, nic nie być wart, ale jak się umiesz odpowiednio zareklamować i wykreować- 80%sukcesu za Tobą.

W tej opowieści głupia baba to ja (OFKORS!!!), mistrz "pijaru" to On- mój małżonek. I nie, nie- nie dlatego, że gówno umie, albo nic nie znaczy- wręcz przeciwnie. Jednak tak kreować się na gruncie rodzinno- towarzyskim, jak On- to nikt nie potrafi.

A nasza wczorajsza, popołudniowa "rozmowa" przypomniała mi tylko, jak dobry jest w tym, co mnie niezmiennie wk... od 9lat.

Zanim jednak przejdę do dnia wczorajszego- kilka przykładów, żebym nie była przypadkiem gołosłowna.

Dobrych parę lat temu, kiedy kryzys małżeński kwitł u nas w najlepsze, a jak co roku zaogniał się w okolicach świąt, powiedziałam, że właśnie w związku z nadchodzącymi świętami, palcem nie kiwnę. Mój mąż postanowił święta "ratować". Jak? Poszedł do szefa i powiedział, że potrzebuje dwa dni wolnego, bo.... Ok- zgadujcie- bo co? Bo musi pomyć okna :) Kochany chłopina, co? Powiedzieć, że mamy kryzys, że wszystko się sypie i nie wiadomo co będzie dalej, że być może się rozstaniemy? A gdzie tam... Zresztą, nawet gdyby tak się stało, to co zapamiętałby szef i koledzy z pracy? Że ten biedny, poczciwy Marcin, okna mył przed świętami, a ta niedobra, niewdzięczna Marta tak Go urządziła...

Sytuacja kolejna- początek małżeństwa to był na pewno, bo mężuś wtedy jeszcze jeździł się żalić mamusi, jaki jest biedny i nieszczęśliwy. Tak się czasami zapędzał w tych gorzkich żalach, że Mu się prawda z fikcją mieszały, i czasami trochę zdarzało Mu się koloryzować. Niestety- teściowa to nie kolega, że będzie trzymać język za zębami, więc jak się pewnego pięknego słonecznego dnia dowiedziałam, że obiady gotuję tylko wtedy, kiedy przyjeżdżają koleżanki, to omal nie padłam- dosłownie. Rzadko mi się to zdarza, bo zazwyczaj jak mnie tak coś zamuruje, to zapominam języka w gębie, ale wtedy szybko oprzytomniałam, i zapytałam, które to koleżanki tak nas odwiedzają, bo o ile pamiętam, to od kiedy urodziła się Eliza, a alkohol przestał się lać strumieniami na licznie urządzanych przez nas imprezach, to wszystkim się strasznie daleko do nas zrobiło.  Przypomniałam także sytuację, kiedy faktycznie- odwiedziła nas moja przyjaciółka, a zbiegło się to z wizytą (jak zawsze na początku- niezapowiedzianą) teściowej i o zgrozo- wtedy w ogóle nie miałam obiadu, bo rano byliśmy z Elizą u lekarza :) No ale nie powiem- zabolało, oj zabolało. Zresztą, mój małżonek dość szybko miał się przekonać, że te Jego drobne kłamstewka przyniosły więcej złego, niż dobrego, bo "mamusia", która nigdy mnie za bardzo mnie nie lubiła, wtedy przestała się już nawet z tym kryć... I z drugiej strony co się dziwić- jak się kobiecina nasłuchała takich rewelacji, jaki Jej synek jest biedny? Sama pewnie bym się wściekła...

No a co poza tym? Ano wiele sytuacji, kiedy ja nie potrafiłam ukryć złości, irytacji itp., a mój mąż, który także mógł nie mieć humoru, mógł się do mnie nie odzywać, to w momencie kiedy kogoś spotykaliśmy- raptem przypominał sobie, że ma w buzi język, tryskał humorem i opowiadał jak to lubi z Elizą spędzać czas, o zaangażowaniu w rolę taty i tak dalej, i tak dalej. Najczęściej zbiegało się to w czasie, kiedy wywijał mi jakiś numer na złość, co odbijało się na Elizie... No cóż- wiele razy nóż mi się wtedy w kieszeni otwierał, i aż dziw, że nigdy się nie otworzył.

Za to wczoraj... Wczorajszego dnia, to się chyba opisać nie da.
Jakieś kilka dni temu, kiedy była jeszcze ciocia, mąż poinformował mnie jaką kwotą na dzień, będziemy dysponować na urlopie. No cóż- wziąwszy pod uwagę, to gdzie chcieliśmy pojechać, co zobaczyć, stwierdziłam, że to może być mało. Zwłaszcza, że mieliśmy tam wykupione posiłki, no ale jadąc na cały dzień do Wrocławia, czy Szklarskiej Poręby musielibyśmy coś jednak zjeść. A jeśli nie my- to dziewczyny tak. No ale wtedy jaśnie hrabia nic już więcej nie powiedział. No a potem nadszedł pamiętny poniedziałek, kiedy z zoo wyszły nici (czyli jakby nie było-200zł zaoszczędzone), mnie szlag trafił i nie kryłam się z tym, że na wyjeździe mi nie zależy. I co zrobił mój mąż? Ten sam, który jeszcze parę tygodni temu opowiadał jak to potrzebuje urlopu? Ten sam, z którym snułam plany, że może uda nam się wejść na Śnieżkę i Szrenicę? Odwołał wyjazd zwalając wszystko na mnie :)

Oklaski!

Bo przecież: sama mówiłaś, że jest mało kasy.

Brawo, brawo, brawo.

Szkoda tylko, że kiedy mówiłam, że wydaje mi się, że może być mało pieniędzy na jeden dzień na cztery osoby, to nie zapadła decyzja, że nie jedziemy. Albo, że skracamy (i tak krótki) urlop o jeden dzień.Szkoda, że 200zł, które mieliśmy przeznaczone na zoo, nie jest już zupełnie brane pod uwagę. Szkoda, że jeszcze w niedzielę wieczorem, kiedy wychodziłam z Lilką z działki, mieliśmy kasę na wyjazd...

I nagle mnie olśniło! On po prostu się przeliczył i tak bardzo na rękę był mu mój "foch". Po raz kolejny wykorzystał sytuację tak, żeby wyjść z twarzą tam, gdzie sam nawalił.

Szkoda. Szkoda, że się robi ze mnie głupią. Zastanawiam się tylko, kiedy na to pozwoliłam? Kiedy pozwoliłam na to, żeby mąż myślał, że "łyknę" wszystko jak świeże bułeczki.
Bo owszem- ma taką pracę, że nigdy nic mu nie udowodnię, bo nawet ostatnio, kiedy "złapałam" Go, że co innego mówił, a co innego się okazało, stwierdził po prostu: "Plany się zmieniły". No i te plany często się zmieniają... I tak się mój mąż przyzwyczaił do gotowych odpowiedzi na wszystko, że ani nie wiem gdzie jeździ, ani nie wiem, jak wygląda nasza sytuacja finansowa... Okazuje się, że nic nie wiem.

Szkoda. Nie dlatego, że w gruncie rzeczy chciałam jechać. Szkoda mi Elizy. Poza urlopem z babcią, spędzi całe wakacje w mieście.
Szkoda, że tak łatwo przyszło mężowi podjęcie tej decyzji.

Przez te 9lat kilka razy zawiódł mnie tak, że już myślałam, że nic dalej z tego nie będzie. Ale to było dawno. A teraz- teraz czuję dokładnie to samo. Nie mam nawet słów, żeby opisać to, co czuję.
Pustka.
Wściekłość.
Bezsilność.
I to uczucie, że jest obcy jak nigdy.

Pora żeby przyznać, że poza kryzysem finansowym jak się okazuje, mamy też poważny kryzys małżeński.

A tak na marginesie- małżonek od dziś ma urlop. I wiecie co? Nie wyobrażam sobie tych dwóch tygodni. I to jest straszne. Bo jeszcze rok temu skakałabym pewnie pod sufit.




21 komentarzy:

  1. Czyli nie tylko ja mam tak wspaniałego męża, który potrafi znaleźć wymówkę, żeby nigdzie nie jechać. Mój małżonek najpierw stwierdził że nad może to za daleko, bo auto ... ustaliliśmy więc góry i co... po tygodniu stwierdził że nas nie stać na wyjazd. Też szkoda mi tylko naszego dziecka. Wiem doskonale co czujesz

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże...
    Tak wyglądała sytuacja w moim rodzinnym domu...identycznie.
    Ręce opadły mi do samej ziemi...
    Nie wiem co napisac...
    Przydałby się Twojemu mężowi kubeł zimnej wody na głowę, może by oprzytomniał i zobaczył, że to co robi rujnuje Wasze małżeństwo i ma ogromny wpływ na Waszą rodzinę!
    Ściskam :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeeeeejku dokładny opis mojego męża. Matko kochana oni się gdzieś specjalnie szkolą.Trudno ćoś napisać bo masz trudny orzech do zgryzienia..
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspólczuję. Beznadziejnie, że sam podjął tak ważną decyzję. Wsciekłabym sie na maksa. Kazałabym mu teraz wytłumaczyc dziecku czemu nie pojedzie nigdzie we wakacje, niech kurna poczuję się choć trochę winny. Swoją drogą, chyba zaczęłabym szukać jakiejś pracy choćby na weekendy kiedy mężuś w domu, niech zajmuje się dziećmi. Ty kochana wyrwalabys się z domu i odżyła bo dzieci z tatusiem bezpieczne:) a i grosz jakis byś miala. Najgorsze chyba w tym wszystkim jest fakt, że on doskonale wie że jestes od niego zależna finansowo i nie "odwalisz" jakiegoś numeru. Zaczęłabym zatem kombinować z pracą , gadac mu ,coby "utrzeć mu nosa" i pokazać że tez jesteś KIMŚ a nie tylko kurą domową, gospochą i głupia babą. Głowa do góry, przeszłabym do ataku...

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo, bardzo Ci współczuję, dobrze znam to uczucie, że zbliża się urlop męża a człowiek miałby ochotę gdzieś uciec i nie może bo dzieci......

    OdpowiedzUsuń
  6. Matko czytasz moje myśli bo dzisiaj rano dotarło do mnie to samo! Jak ja zniosę w domu mojego męża przez dwa tygodnie??? Nie wiem!!! Widok rozwalonego go przed komputerem doprowadza mnie do szału a do 1 września to to pewnie oszaleję. No i rok temu teź się cieszyłam na wspolne wakacje - nawet te w domu. Będziemy się wspierać w tym trudnym czasie!!! :) :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nic,tylko tych naszych facetow w kosmos wystrzelic;) zycze by mimo wszystko te dwa tygodnie urlopu byly udane i mile dla Waszej rodzinki, dla dziewczynek a w szczegolnosci dla Ciebie. Pozdrawiam! Malgosia

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo to przykre, ze Maz tak sobie zadecydowal, ze nje jedziecie. Coreczka pewnke byla zawiedziona. U Nas jak bylam mala nigdy pieniedzy nie bylo. Czasami podrozowalismy z kanapkami z pasztetem I ogorkiem, ale jezdzilismy... nawet gdzies niedaleko miasta... oby te dwa tygodnie jakos milo Wam minely...

    OdpowiedzUsuń
  9. Przypadek beznadziejny... :/ wkurzyło mnie że decyzję podjął sam ale jeszcze dodatkowo zwalił winę na Ciebie... W ogóle takie koloryzowanie i obracanie kota ogonem to jest masakra jakaś. Trzymaj się Marta i nie daj się jeszcze bardziej zdołować! Ściskam mocno :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Przykro mi, z tym odwołaniem wyjazdu chamówa n a maksa.... wyobrażam sobie co czujesz... dobrze sie wygadac, ja czasem nie mam odwagi, a tez mnie slubny wkurzyc potrafi oj! za klimaty z mamuśką to możemy sobie Martuś piątkę przybić....

    OdpowiedzUsuń
  11. Boze Ci faceci! Oni wszyscy sa identyczni! Ile razy sama mialam wrazenie, ze M. specjalnie sie czepia zeby sprowokowac klotnie, bo moja obraza jest mu na reke... Przeciez wtedy mozna sie nie odzywac, a wiec jest wymowka zeby za plecami zony zrobic na co tak naprawde ma sie ochote... Mamy ciche dni, wiec moge ci nie mowic co robie, kiedy, z kim i o ktorej wroce do domu... Meska logika... Ale odwolania wspolnego urlopu, bez konsultacji ze mna, nawet w czasie kryzysu malzenskiego, to nie wiem czy bym mu wybaczyla!

    Martus, mam nadzieje, ze moze nie wszystko jednak stracone. Ze jednak sie pogodzicie i wyjedziecie. Bo 2 tygodnie razem w takiej atmosferze naprawde groza rozwodem!

    A moze spakuj dziewczyny oraz siebie i ucieknij, chociaz na pare dni, do tej kuzynki z Warszawy, albo innej krewnej???

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiem co ci napisac jestem w szoku, ze tak postapil. Bo ten wyjazd to byla by szansa na odbudowanie wiezi, na oderwanie sie od domu i problemow, ma wspolny odpoczynek. Myslalam, ze pojedziecie i wrocicie pogodzeni zadowoleni wypoczeci, szczesliwi.. Przykro mi bardzo :-(

    OdpowiedzUsuń
  13. Egoistyczne bardzo posunięcie ze strony Twojego męża.Nie pomyślał ani przez chwilę o Tobie i dzieciach.To bardzo przykre ;( ;( Kochana,daj mu trochę popalić.Podpisuję się pod wpisem Moni,jakaś praca choćby w weekendy i Twoja niezależność finansowa może trochę dałaby mu do myślenia? Trzymam za Was kciuki,;*

    OdpowiedzUsuń
  14. Brak mi slow! Przykro mi i zal Was, Ciebie i dziewczynek:/
    Faceci to takie matoly, bezmozgi wlasciwie:(

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj Kochana! Trzymam za Was kciuki. Skop tyłek Mężowi i jedźcie gdzieś choć na 4 dni... Przecież i wtedy możecie trochę odpocząć od codzienności? No nie będę się mądrzyć, ale życzę Wam radości i stabilizacji...

    OdpowiedzUsuń
  16. Ta inteligencja mężczyzn mnie czasem powala...

    OdpowiedzUsuń
  17. Faceci :/ Nie daj się tam... Wiem, że Ci ciężko, ale trzymam kciuki za Was. I za to, żeby się coś ożywiło między Wami. Bo dziewczynkom bez wyjazdu się nic nie stanie, bardziej ucierpią widząc żrących się rodziców. Ściski i mam nadzieję, że gdzieś jednak wyskoczycie razem, odpoczniecie i wyjaśnicie sobie wszystko :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Czy Ty wiesz, że ja się też na tym przyłapałam ostatnio, że lepiej mi jak M idzie do pracy. Przynajmniej wiem co będę robić, mogę sobie rozplanować dzień według siebie i Jaśka. A jak jest niedziela to od rana się wkurwiam, bo po 1. on nie chce wyleźć z wyra, żebym je pościeliła, nie chce jechać z nami do kościoła, potem jak wstanie to sam sobie śniadanie je, bo my jemy wcześniej. To jest dopiero rodzinka!
    A co do wydatków też nic nie wiem. Ostatnio okazało się, że wziął od jednego faceta 2 tysiące i wydał. Niby na nawóz. Ale ja jakoś go nie widziałam. I powiedział mi jak już miał wydane. A ja za prąd nie zapłaciłam żeby na jedzenie było.
    Co do wypłaty też mnie oszukuje. Da mi raptem 300 zł i twierdzi, że to dużo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Acha i uważam, że jakby nie teściowe to łatwiej by nam było. Mówię sobie:"Nie przejmuje się- teściowa to nie rodzina"!

      Usuń
  19. Przeczytałam Twoje notki ,żal mi ogromnie Ciebie i Twoich córek choć jedna z nich nie do końca świadoma decyzji ojca..Jestem dużo starsza od Ciebie , tez byłam młoda i bardzo impulsywna i uwierz mi nic bardziej nie działa na facetów niż obojętność np. jedziemy tu ok jak chcesz jedziemy ,a może jutro byśmy sie wybrali tu i tu odpowiedź jeśli tak chcesz nie ma problemu.Ciężko jest znaleźć złoty środek na problemy ,może powinny wkroczyć mamy do akcji pt.zabieramy dzieci na dwa dni jedzcie gdzieś sami ....mogę tylko dać dobrą radę nie walcz to nic nie da,a wręcz przyniesie odwrotny skutek.Tylko rozmowa ale to też bez dzieci bo to chce teraz jeść,albo wyjść itp. Proponuje wyjazd na dzień,ale sami żeby móc spokojnie porozmawiać.Sorry za długi wywód.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj,
      W porównaniu do długości moich niektórych postów, to wcale nie taki długi ten wywód :) No i rady bardziej doświadczonej kobiety- zawsze w cenie.

      To fakt- już teraz widzę ile przegrywam na byciu impulsywną, i jeśli to prawda, że nigdy nie jest za późno, żeby próbować coś zmienić, to pora nad tym popracować.

      A, że żal? Wiesz, im dłużej nad tym wszystkim myślę, to dochodzę do wniosku, że sama jestem sobie winna. Mąż mnie przecież w domu nie zamknął, nie kazał odseparować się od znajomych, nie zabronił rozwijać/pracować/mieć pasji... Część takich decyzji podjęłam sama, część wyszła sama z siebie, bo tak akurat układało się życie... W większości sytuacji płacę cenę za swoje decyzje- niestety bywa ona wysoka, jak pewnie się doczytałaś.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!