Mama2c

Mama2c

wtorek, 5 sierpnia 2014

(NIE)Spokojny czas

Okres letni, wakacje to dla wielu czas wytchnienia... Zwalniają, choć żyją intensywnie, bo każdy chce wziąć jak najwięcej z tego, ile możliwości daje ten wyjątkowy czas. Ładują akumulatory, łapiąc promienie słońca, uśmiech kogoś bliskiego, błysk w oku dziecka...

A ja? Ja mam wrażenie, że odkąd zaczęły się wakacje (czytaj: mam w domu dwójkę dzieci non stop) moje życie wpadło na jakieś dzikie tory i gna sobie na łeb, na szyję, mając w głębokim poważaniu to, czego ja chcę, czego aktualnie potrzebuję...

Kiedy byłam młodsza lubiłam kiedy cały czas coś się działo. Nie musiały to być jakieś wielkie wydarzenia. Po prostu- byleby był pretekst, żeby wyjść z domu. Kino, pub, spacer, jakiś krótki wyjazd... No tak- to też wiele o mnie mówi- co tu ukrywać- dom, to nie było miejsce, w którym lubiłam być. Byłam, kiedy musiałam. Nuda mnie zabijała, śmiałam się, że "święty spokój", to ja będę miała na emeryturze... Oj naiwna! Patrząc na współczesnego emeryta w naszym kraju, można powiedzieć o Nim wiele- ale nie to, że ma święty spokój...

I teraz, powiedzmy trochę więcej jak 10lat później, nie marzę o niczym innym, jak o chwili wytchnienia. O tym, żeby wstać z łóżka i bez pośpiechu robić to, co teraz robię z prędkością światła. Marzę, żeby usiąść i zjeść śniadanie, a nie stać i je połykać, bo przecież Lila właśnie coś tam znowu wymyśliła. Marzę, żeby móc na spokojnie zastanowić się, co zjemy dziś na obiad, a nie przegrzewać sobie neurony, analizując co było na obiad wczoraj i przed wczoraj... Marzę, żeby iść na spacer i chodzić, a nie biec, bo nawet jeśli idę, to moje myśli biegną i są jakiś kilometr przede mną- na przykład w Biedronce na zakupach, ewentualnie z Elizą u ortodonty...

Potrzebuję porządnego resetu. Nie wiem... może jakiś wagarów od codzienności? Chciałabym zwolnić. Chciałabym robić wszystko to, co teraz robię, tylko bez tego pośpiechu, bez tego spinania się, bo pora na zupkę, bo przecież zaraz drzemka, bo już trzeba kończyć spacer, żeby kąpiel była o tej samej porze co zawsze... I nie, no oczywiście, że pół godziny w tą, czy w tamtą, nam się zdarza. Ale i tak, jest to "życie z zegarkiem w ręku." Coraz bardziej mnie to męczy. I to nie tylko psychicznie. Widzę po sobie, że fizycznie, zaczynam się również przeciwko tej gonitwie buntować. Jak? Ano tak, że wyraźnie spadła mi "wydajność".  Często w ciągu dnia, myślę o tym, co jeszcze zrobię wieczorem. Ostatnimi czasy- chcę napisać wiadomość do Doroty i do Kamili, sprawdzić coś, związanego z działką... I kiedy przychodzi wieczór, siadam do laptopa i... siedzę. Ciężko mi ubrać myśli w słowa, ciężko napisać, to co czuję, ciężko mi się po prostu skoncentrować. I tak siedzę, patrzę, klikam coś bez większego namysłu... Czasami coś nawet uda mi się znaleźć, jak ostatnio- nazwę kwiatów, które chciałabym mieć na działce, a nie miałam pojęcia jak się nazywają...

Chciałabym się budzić rano i czuć moc :) Czuć energię, która nie wyparuje w ciągu dnia, wraz z próbami zapanowania nad pomysłami Lilki i rozgardiaszem w domu... Poczuć taki przypływ energii, że kiedy dziewczynki odpłyną w ramionach Morfeusza, ona nadal będzie mnie rozpierać...

Pisałam w poprzednim poście, że mamy gości. To znaczy- gości ma moja mama, ale codziennie teraz u Niej jesteśmy. Ostatnio rzadko ruszaliśmy się z domu, bo raz, że między nami było, tak jak było, dwa- upały nie sprzyjały bliższym i dalszym wojażom... Goście w jakimś sensie mobilizują, i bardzo dobrze, bo dzięki temu, od soboty widzę coś więcej, niż tylko nasze osiedle.

W sobotę wybraliśmy się wszyscy na nasze szczecińskie Wały Chrobrego. Miło, naprawdę miło było zobaczyć, że w sobotni wieczór nasze miasto tętni życiem. Ludzie spotykają się, piją wino w knajpkach, rozmawiają śmiejąc się głośno... Właśnie tego tak bardzo mi czasem brakuje. Tej beztroski, takiej chwili, kiedy mogę usiąść i po prostu być. Nie musieć nic, poza tym, żeby czuć się dobrze i cieszyć chwilą... Nam przy Lilce jak zwykle nie było dane usiąść nawet na chwilę, nawet kawę piliśmy "na wynos", ale i tak uważam wyjście za bardzo udane. Fajnie było popatrzeć na Elizkę, jak odkrywają się z kuzynką na nowo, na Lilę, która chłonęła ten cały wielki świat centrum miasta- ryk motorów, odgłos krążącej gdzieś w pobliżu karetki, światła, autobusy, tramwaje...

Goście gośćmi, a życie codzienne, życiem codziennym i... Eliza nam zachorowała. Dziś, po 18 będzie lekarz, także nie wiem na razie co Jej jest. Już dwa wieczory z rzędu miała temperaturę (38,3 i 38,7), która znika na cały dzień i wraca wieczorem. Nie ma u nas już upałów, także nie zwalam tego na przegrzanie... Martwię się, nawet bardzo, bo już po doświadczeniach z Lilą wiem, że taka temperatura, która raz jest, raz jej nie ma, nie wróży niczego dobrego. Mam tylko cichą nadzieję, że to może jakiś wirus tylko, bo poza tą dziwną temperaturą, Eliza często chodzi do toalety... Eh, cały czas coś :(

Nadrabiam jeszcze zaległości w zabawie, i uciekam, bo przecież obiad sam się nie zrobi, a mieszkanie samo nie sprzątnie... A fajnie by było, prawda? :)

30/52

Moje amazonki :)



A na tym słoniku, Lila staje nóżkami, trzymając się jedną ręką słoniowego ucha, bo przecież siedzieć i się bujać? To zajęcie dla mięczaków!
I powiedzcie- jak z Nią nie osiwieć :)


31/52




A to, specjalnie dla Magdy- mamy Patrycji i Poli, moje blade girki :) Kochana! Nie jesteś sama :)






19 komentarzy:

  1. Hehe od razu mi lepiej :) ja przeleżałam na pełnym słońcu 1,5 godzyny w niedzielę i nie mam nawet śladu cienia czy jakichkolwiek oznak opalenizny, chrzanię to i opalac się więcej nie zamierzam.
    Eliż juź chyba sobie już super na koniu radzi? Bo że Lila teź, to widać :) :) lasso nawet jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja nie wiem, co jest z tymi moimi "girami", ale generalnie na ciele zawsze opalam się normalnie, tzn- kiedyś, jak się opalałam, a nogi zawsze dużo, dużo bledsze niż reszta.

      Elizka, tak, śmiga, ku mojemu zawałowi serca, oczywiście.
      No a Lila- co będzie gorsza!

      Usuń
  2. Kolejny post żywcem opisujący sytuację w mojej głowie i w moim domu;). Moje dziewczyny ( prawie 2 latka i 8 lat) też dokładnie w taki sposób dają popalić: Hania ciągle w biegu, Paula ciągle marudzi o wszystko;). Też mam dość, marzę o tej chwili spokoju i tak jak piszesz, żeby robić wszystko bez tego wiecznego pośpiechu. Czas szybko leci, może i my niedługo wypijemy w spokoju kawkę z koleżanką, bez rozbieganych oczu za naszymi pociechami;).Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby, oby- bo to tempo, ten pośpiech, czasami mnie wykańczają, co ostatnio widać w moich postach :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Niech ktoś powie że kobieta zajmująca się domem tylko leży i pachnie w najgorszym wypadku zbija bąki-to udusze:}
    U mnie kiedy czułam się dokładnie tak jak Ty prowokowałam kłótnie, nie wiem po co może ze zmęczenia. Teraz nauczyłam się rozmawiać i mówić co jest nie halo. Kiedy muszę na chwilę odsapnąć od domowego kieratu robię sobie wychodne. Takie wyjście działa rewelacyjnie :}, wałęsam się 2, 3 godz po mieście bez specjalnego celu i odpoczywam.
    Po buziakach Twoich córek widać jak różnią się temperamentem. Może Elizka ma stan zapalny układu moczowego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zawsze "rozwala" to określenie: "siedzisz z dzieckiem w domu"... Acha :) Siedzę!

      Jestem aktualnie na etapie, że nawet mi się gadać nie chce.

      O tak, dziewczyny są bardzo różne. Lekarz zalecił badanie moczu, ale na 90procent, to jelitówka. No i oby tylko jelitówka.

      Usuń
  4. Spokoju! Napisz do mnie w wolnym czasie. Poodpoczywamy trochę :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Marta, zorganizuj sobie wyjazd - chociażby na jeden dzień. Niech Marcin przejmie pałeczkę i przez jeden dzień zrobi to, co Ty robisz codziennie. Nie musisz nigdzie daleko jechać. Możesz chociażby zaplanować sobie dzień dla siebie w Szczecinie - zakupy, spotkanie z koleżanką, kawka na mieście. Dziewczynki na pewno to przeżyją, a Tobie dobrze zrobi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że chyba o tym pomyślę. Bo już sama czuję, że zaczynam smucić :)

      Usuń
  6. I wlasnie dlatego (zeby sie tak nie czuc-umeczona) nie zdecyduje sie nigdy na drugie dziecko. Ja dziekuje za takie "atrakcje" raz mi wystarczy i nie chcialabym przerabiac tego wszystkiego jeszcze raz od nowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, to ja zdecydowanie jestem jednak masochistką, bo mimo tego zmęczenia i braku czasu, chyba jeszcze (kiedyś!!!) zdecydowałabym się na trzecie. Bo to, co teraz czuję i to co aktualnie się dzieje, to raz, że mija, a dwa- nijak się ma do tej całej radości, którą czuję, kiedy Lila nauczy się nowego słowa, albo się przytula.

      Usuń
  7. Hehe, blade girki, welcome to the club :)
    A ja w stresie bo postanowiłam sobie w urlop zafundowac szczepienia dzieciaków. Młoda miała zaległe na 16-18 mcy, a młody zaległe MMR II. Już jestem posrana żeby nie było poszczepiennych reakcji i staram się aby byli przed, na maksa zdrowi...ale wiadomo nie uchronię ich przed wszystkim :(, a szczepienia są obowiązkowe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam- ale stopy mam opalone :)

      Kurczę, dobrze, że mi przypomniałaś, bo my z Lilą mamy pneumokoki zalecone. Eh- rozumiem Twoje nerwy- zawsze mam tak samo.

      Usuń
  8. Gdy to wszystko minie z ochota poczytasz te wspomnienia :) i stwierdzisz- hmm jak ja dawalam rade?? Kochana, wiem, ze mowie jak stara baba ale z doswiadczenia wiem, ze ....wszystko minie i spokoj nastanie- obiecuje ;)
    u nas bylo bardzo podobnie- do tego moje prace dorywcze, to rano to wiedczorem, Maz, ktory zajmowal sie dziecmi do chwili gdy tylko mijalam prog domu... ach ..ksiazke mozna by napisac... a teraz... ?
    Sciskam Cie mocno!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana, pisz koniecznie co z Elizką.
    Mia pocieszona, a ja dodam, że nie jesteście sami, bo ciocia Małej Mi też tak ma, a ja świadkiem, że każdą wolną minutę spędza w pełnym słońcu.
    Martuś, oszukistka z Ciebie! Czy nie zapowiadałaś na początku projektu 52, że będziesz wstawiać też swoje zdjęcia z każdego tygodnia? ;P
    ...nie przejmuj się męczącymi wakacjami- przyjemniej będzie Ci zacząć rok szkolny, a to przecież już za chwilkę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Biale girki??? Phi, ja CALA jestem biala! ;) Bo przeciez udalo mi sie w tym roku "az" dwa razy skoczyc na plaze, a tam smarowalam sie 50-tka dzieci! :)

    Kochana, ale juz niewiele zostalo do Waszego urlopu, prawda? Tam napewno odpoczniesz! Wiem, ze przy dzieciach wyjazdy to nigdy nie jest kompletny relaks, ale zawsze to zmiana otoczenia, no i odpada sprzatanie, gotowanie i million innych czynnosci ktore dziennie wykonuje sie w domu nawet o tym nie myslac. :)

    Zanim dorobilam sie "przychowku" mialam tak samo. Potrafilismy z mezem cale wieczory i weekendy sie "szwendac", a do domu wpadalismy tylko sie przespac. Ale powiem Ci, ze nasze ostatnie wycieczki tez obudzily we mnie uspionego "Wloczykija" i chce jeszcze i jeszcze! Pewnie, ze to nie to samo co kiedys. Rodzinne wyprawy sa znacznie krotsze, bo pory posilkow, bo drzemki Nika, itd. ale lapie sie, ze nawet podczas tych krociutkich wypadow nie mysle o domu, pracy, codziennosci, za to czuje takie przyjemne mrowienie i podekscytowanie. Po takich weekendach wracam do pracy niesamowicie psychicznie wypoczeta. Inna sprawa, ze pracowac mi sie potem nie chce i spedzam czas wyszukujac w internecie innych potencjalnych atrakcji... ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!