Mama2c

Mama2c

piątek, 29 sierpnia 2014

Przemyślenia...

W zasadzie to post zupełnie innej treści powinien się tu dziś znaleźć- w końcu to ostatni weekend tegorocznych wakacji- jakieś podsumowanie by się przydało...

Tyle, że od wczoraj myślę o czymś zupełnie innym...
Łączę się myślami z Agatą, bo podobnie jak Ona, czasowo już nie wyrabiam. Blog blogiem- fajna sprawa, ale życie w realu ma swoje prawa. I kiedy mam już chwilę "dla bloga", to muszę wybierać- albo pisać post, albo odpowiadać na komentarze, albo czytać i komentować u Was... Pięknie byłoby to wszystko pogodzić- tylko, cholera, jak?! Nocami?! Mąż mnie już w ogóle z domu pogoni, nawet bez prawego sierpowego...

Lada moment Eliza zacznie drugą klasę, to już nie żarty... Chociaż patrząc na Nią? Szczęściara, bo kto jak kto, ale Eliza z całą pewnością nie zdaje sobie sprawy, ile nauki Ją teraz czeka.
Ciężko byłoby teraz przestać pisać, jeszcze ciężej- przestać zaglądać na moje ulubione blogi, stracić z Wami kontakt... No nic, na razie piszę, a martwić się będę później.

Kwestia druga- też związana z blogowaniem- zdjęcia dzieci w sieci... Tak, wiem- temat rzeka, poruszany na niejednym blogu. Tyle, że ja nigdy tych dyskusji- argumentów za i przeciw, nie czytałam, bo po co? Kto może do mnie zaglądać poza innymi mamami? No kto? Okazuje się, że jestem bardziej naiwna, niż by się mogło wydawać, a uświadomiła mi to blogowa koleżanka, u której możecie przeczytać ten post. No i kolejna zagwozdka- co robić? Wiem, że temat umieszczania zdjęć dzieci w sieci, można wałkować w wielu różnych aspektach i od każdej strony. Co tu dużo mówić- przeciwnicy mają w tym temacie wiele racji, z którymi nie ma sensu dyskutować, bo jakimi argumentami miałabym się posłużyć?! Tyle, że (teraz będę się tłumaczyć jak 5latka złapana na gorącym uczynku...) w całej swojej naiwności, byłam święcie przekonana, że prowadzę tu sobie taki oto mały elektroniczny pamiętniczek, do którego będę mogła w każdej chwili zajrzeć, popatrzeć jak dziewczynki się zmieniły, przeczytać, co czułam i myślałam np. rok temu o tej samej porze... No i, że tak powiem, wczoraj całe moje wyobrażenie o moim dotychczasowym blogowaniu, pękło jak bańka mydlana...

Nie wiem, no nie wiem co robić. Pewnie, że mogę dalej pisać i zamieszczać jedynie zdjęcia kawy, ciasta i kwiatów na działce... Tyle, że do cholery jasnej, nie lubię być ograniczana, a tym bardziej- zmuszana do czegokolwiek. A wychodzi na to, że wizja jakiś zboków, podniecających się przy zdjęciach moich dzieci,  w końcu zmusi mnie do usunięcia wszystkich zdjęć dziewczyn i nie wstawiania kolejnych. Bo ok- dopóki "jarają" się przy samych zdjęciach, teoretycznie w żaden sposób dzieciom i mnie to nie szkodzi, ale... Ale wystarczy to sobie wyobrazić, żeby człowiekowi chciało się wymiotować.

Myślę intensywnie czy nie zamknąć bloga, rozesłać zaproszenia do stałych czytelniczek... To by było jakieś wyjście w tej sytuacji.

Co za czasy...

No nic- w każdym razie- ku pamięci należy odnotować fakt, że przed nami ostatni weekend wakacji :) Za nami urlop ( w zasadzie to chyba powinnam napisać tak: "urlop") taty, który już dobiegł końca. Zaczął się fatalnie, skończył trochę lepiej... W jakimś sensie stanęliśmy chyba na wysokości zadania i Eliza miała jakieś atrakcje... Lila też, bo poza tym, że tylu zwierząt w tak krótkim czasie jeszcze nigdy nie widziała, to za Nią pierwsze, prawdziwe plażowanie! Radość taka, że trudno ją opisać. Przez pół godziny, od czasu zdjęcia Jej butów i skarpetek, była w nieustającym szoku :) A my razem z Nią, że Ona tak się tym nowym doświadczeniem ekscytuje...

Kasia, z bloga Właśnie teraz, pisała, że najbardziej lubi Bałtyk jesienią... Ja też, ale muszę przyznać, że i pod koniec sierpnia było całkiem przyjemnie, zwłaszcza po południu. Jeszcze ciepło, ale już nie upalnie, ludzie w przyzwoitej ilości, a nie jak śledzie- jeden przy drugim... Tak to można nad morze jeździć :) No z tą jazdą to może jednak nie do końca, bo ostatnie 20minut zanim wysiedliśmy z auta, to przysięgam- miałam ochotę wydostać się nawet oknem i biec za nimi... Co tu dużo mówić- minie jeszcze trochę czasu, zanim Lila stanie się takim kompanem do jazdy, jakim jest Eliza. Nie wspomnę już o sytuacji, kiedy pojechaliśmy coś zjeść... Hmm, bardzo chciałabym wierzyć, że kiedyś takie wyjścia będziemy wspominać ze śmiechem- jedzenie na zmianę, bo któreś z nas musiała pacyfikować absolutnie nie głodną w tym czasie Lilę, wyprowadzanie Jej na zewnątrz, żeby inni nie pozabijali nas wzrokiem, i ze zwykłej przyzwoitości- nie każdy musi kochać dzieci, tak jak my :) Inni mogą po prostu chcieć zjeść w miłej atmosferze obiad... No nic- kiedyś przyjdzie czas, że napiszę tu o mega wypasionej jeździe autem z obiema dziewczynami, o obiedzie zjedzonym poza domem- bez pośpiechu, bez cudowania i kombinowania... Tak- takie dni jeszcze nadejdą :) A wtedy, jak znam nas, zatęsknimy do zaokrąglonego brzuszka, do zapachu noworodka, do maleńkich paluszków, do piersi większych niż głowa dziecka, mleka sikającego po meblach, decybeli podczas jazdy autem takich, że młot pneumatyczny odpada w przedbiegach... I wszystko zacznie się od nowa :)

Mam nadzieję, że mój wielki aseksualny tyłek podziała odstraszająco na wszystkich zboczeńców!








Wracając, zajechaliśmy do Kamienia Pomorskiego... Ok, Kamień nie ma tu nic do rzeczy... Na te pyszne lody zajechaliśmy i tyle :) Ale to już temat na osobny post.



A wakacje?
No cóż...
Krótkie jakieś.
Przeleciały...
Liczę tylko na piękną, słoneczną jesień...
Na takie lepsze przedłużenie wakacji, kiedy w powietrzu unosi się zapach lasu, ciasta ze śliwkami i zupy dyniowej...
Tak, jesień też jest fajna!

35 komentarzy:

  1. Poczytałam ostrzeżenie i aż mi się włos na głowie zjeżył... Uwierz mi ja też z tych naiwnych bab :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha u nas dokładnie tak samo wyglądają rodzinne wypady. Jesteśmy specjalistami w szybkim i wymiennym spożywania posiłku, ale muszę przyznać że ma to swój urok :}}}}
    Marta bądź bardziej czujna ale zostaw swojego bloga, szkoda zamykać na 4 spusty, z wielką przyjemnością czyta się Twoje wpisy:}

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no zamknąć tak w ogóle, że przestanę pisać to nie, ale można go zrobić blogiem zamkniętym- i nad tym się zastanawiam.

      No u nas to jest jedzenie na czas :) Bo Lila zazwyczaj czasu nie ma i Jej na dwór spieszno :)

      Usuń
  3. Tak,bójcie się zboczeńcy aseksualnego tyłka Marty ;)Ty wariatko;)Chyba nie widziałaś wielkiego tyłka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no widziałam większe niż mój :) Ale, Kochana! Zdjęcia tego nie oddadzą- ja jestem niska, krótkie nóżki, no a pupę to mam konkretną...

      Usuń
  4. Aż mi się ciepło zrobiło na sercu jak przeczytałam jak to się tęskni za dzidziusiowym klimatem. Szkada że nie jesteśmy sąsiadkami, bo ja jestem zupełnie nie zrealizowana życiowo w kwestii spacerków z wózkiem z gondolką. Mam jakiegoś fisia źe bardzo bym chciała tak jeszcze dzidziusia powozić. U mnue się nie kroi to na czas Twojjej siesty bym dookoła osiedla ganiała z Twoim :)
    U nas czasy spokojnego jedzenia w knajpach juź nastały i bosko mi z tym, no ale ja mam dwie wiecznie ńienajedzone istoty i to dlatego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda! Robimy podmiankę- oddaj mi choć jednego Twojego żarłoka :) U nas niestety z tym tak kolorowo nie jest, a już Lilka na wszelkich wyjazdach to w ogóle głodówki sobie robi... Chyba za dużo wrażeń ma dziewczyna :)

      Oj tak, powiem Ci, że ja mogłabym o tym elaborat napisać- że każdy etap w życiu dziecka ma swój urok, swoją magię. Ten pierwszy- choć czasem trudny, bo ta nauka siebie, nowa sytuacja itd, też. Ale wiesz co? Jeżdżenia wózkiem z Lilą to aż tak miło nie wspominam- Ona w domu spać nie chciała, tylko na spacerach- deszcz nie deszcz, śnieg nie śnieg- a my jazda :)
      Magda, a może jednak- jeszcze kiedyś? Ja wiem, że to nie jest takie proste- ba- czasami to wcale nie jest proste, ale... Kto wie co tam dla nas w gwiazdach jeszcze zapisane?

      Usuń
    2. Właśnie, kto wie. W kaźdym razie jak będziecie w maxowieckim to zapraszamy do nas!!!!

      Usuń
  5. Mąż wiedział, kiedy mnie wywieźć nad morze. Końcówka sezonu, słoneczko jeszcze przygrzewało, pustki na plaży. Zdecydowanie to ten moment.
    A wszystko co dobre kiedyś się kończy. Ostatnie dni wakacji, ale tak jak piszesz jesień też może być piękna. I będzie. Narobiłaś mi ochoty na zupę dyniową.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o czym piszesz, bo ja też byłam tym zachwycona. Tyle, że my nad morzem spędziliśmy jedynie parę godzin.
      U mnie dynia już czeka :)

      Usuń
  6. Zglasza sie kolejna naiwna baba... :/

    Jakie piekne, wzburzone morze! Moze i nadal jest cieplo, moze slonko swieci dosc mocno, ale morze prawde ci powie - a ono wyglada niestety juz "jesiennie", az mi sie smutno na jego widok zrobilo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko, bo Ty się latem nie nacieszyłaś, a ja wypatruję już takich jesiennych znaków! :)

      Usuń
  7. Można włączyć.ogranicznik zdjęć i wstawiać tylko takie jak wyżej czyli że nie będzie widać twarzy dzieci, zawsze idzie zrobić jakieś szczególne zdjęcie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie- to jest jakieś rozwiązanie.

      Usuń
  8. Osobiście uwielbiam Bałtyk w taką pogodę - wtedy na prawdę widać jego piękno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też- nieruchoma tafla wody jest nudna :)

      Usuń
  9. Jesień jest mega fajna, w szczególności na początku :) I wiesz co, szukam na tych zdjęciach wielkiej aseksualnej dupy, szukam, szukam... i NIC.

    Z tymi zdjęciami to faktycznie trudna sprawa. I to nawet nie tylko zdjęcia dzieci, ale ogólnie wszystkie zdjęcia mogą trafić do jakiś popaprańców. Można się bawić w znaki wodne, itp. ale czy to coś pomoże?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach szkoda gadać Kasiu, no cóż- to też cena, którą płacimy za ten tak zwany postęp...
      Jesień uwielbiam!

      Usuń
  10. +ja zablokowałam mam stałe czytelniczki dodaje foty ale czasem brak mi tego właśnie co jest na otwartym spotykania nowych ludzi, nowego poglądu na świat jakie maja anonimy........

    Morze piekne.....a tyłek wcale nie wielkiP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja Aniu też myślę o tym zablokowaniu, ale... No właśnie- ma to też jakieś swoje minusy, ale na dziś wydaje mi się rozsądnym wyjściem z tej sytuacji.

      Usuń
  11. Ja staram sie nie pokazywac chlopcow twarzyszek za czesto...choc blogujac ponad dwa lata zdjec mam ich nader duzo...
    Kocham morze!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja może nie kocham, ale lubię czasem tam pojechać :)

      Usuń
  12. piękne polskie morze :) zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też się przeraziłam! Matko kochana, co to się dzieje...
    Tęsknie za morzem, cholernie.
    :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiem, moze jestem nienormalna, albo wyjatkowo naiwna, ale tak serio czy to wazne do czego sie ktos onanizuje? Jaki mamy na to wplyw? Ktos moze stac na przeciwko kosciola z wyobrazeniem swietej figury i robic sobie... dobrze.
    I co wtedy?
    Zburzyc kosciol?
    Wiem, przesadzam, ale tez przesadzam swiadomie, bo jakie realne zagrozenie ma dla Twoich (czyichs) dzieci fakt, ze jakis chory czlowiek sie onanizuje na widok ich zdjec?
    Jesli ten chory czlowiek jest do tego pedreasta (wiekszosc onanizujacych sie do zdjec i innych obiektow nie jest) i dodatkowo mieszka w tym samym miescie, to jest zagrozenie. Bo taki pederasta moze po przeczytaniu kilku wpisow jakos tam ustalic gdzie dane dziecko mieszka i szukac okazji do gwaltu.
    Tak to jest realne zagrozenie.... ale...
    Wlasnie czy nieletnie dzieci nie sa narazone na spotkanie z pederasta nawet bez zdjec w sieci?
    Moim zdaniem sa, dlatego rodzice powinni zawsze wiedziec gdzie dziecko jest i z kim jest. Nieletnie dziecko nie powinno byc pod zadnym pozorem pozostawiane bez opieki czy chocby czujnego oka osoby zaufanej i doroslej.
    Oraz powinno sie dzieci uswiadamiac, tak seksualnie od najmlodszych lat.
    Oj wiem, wiem juz slysze te grzmoty z ambon... tyle, ze im wiecej ich slysze tym bardziej mi sie smiac i plakac chce.
    Dziecko musi od najmlodszych lat wiedziec, ze NIKT oprocz mamy i ojca nie ma prawa go dotykac, ogladac w zaden intymny sposob. Tak to tez seksualizm i o tym trzeba mowic, w domach, szkolach, przedszkolach a nie tylko sie BAC.
    Strach jeszcze nikomu nie pomogl ani nie rozwiazal zadnych problemow zyciowych, strach jest objawem slabosci i braku poczucia bezpieczenstwa, a za poczucie bezpieczenstwa dzieci sa odpowiedzialni rodzice. Na co dziecku potrzebny rodzic, ktory sie boi?
    Taki rodzic sam potrzebuje rozsadnego rodzica, a nie dziecka do wychowania.
    Jeszcze jedno, blog mozesz zamknac, nic to nie zmieni, ile zdjec malych dzieci jest na FB? ile blogow jest polecanych na G+? ile blogow ma swoje wlasne strony na FB?
    Tak jak by malo bylo kilka setek obserwatorow jawnych plus tysiac cichych, to trzeba jeszcze wyzej na swiecznik, a potem placz i zgroza.
    Niestety moje drogie mlode matki, trzeba o tym wszystkim myslec.
    Na pocieszenie znow podkreslam, osobiscie mi nie przeszkadza ze ktos sie onanizuje do widoku moich wnukow czy nawet mojego - to drugie to juz musi byc powazna choroba:))
    Dopoki ten ktos robi to bez potrzeby mojej fizycznej obecnosci to mnie to lata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Star- jeśli ktoś będzie się "tylko" onanizował patrząc na Ich zdjęcia, to poza tym, że wydaje mi się to chore, obrzydliwe, wstrętne itd., teoretycznie może mnie nie obchodzić. Pytanie brzmi, czy któregoś bardziej popapranego osobnika, nie skłoni to do szukania nas w realu, ale to są już takie (mam nadzieję) bardziej sciente fiction wizje...
      I oczywiście- zgadzam się w 100procentach- zdjęcia dzieci w sieci to pryszcz, przy tym, kiedy te same dzieci, mogą szaleć po internecie bez żadnych ograniczeń i kontroli ze strony rodzica. Tu dopiero mogą pojawić się poważne problemy. Mówi się, że internet skraca dystans- owszem- pewnie w realu byłoby mało prawdopodobne, żebym tak szybko, znalazła tyle tak bliskich koleżanek, z którymi mogłabym rozmawiać na każdy temat. Niestety- między pedofilem, a potencjalną ofiarom ten sam internet też skraca dystans- i to bardzo! Kiedyś, taki pedofil, musiał się jednak "przełamać"- narażać na stanie pod szkołą, pod placem zabaw, kręceniem się wokół podwórka... Teraz? Teraz- hulaj dusza- po drugiej stronie ekranu nikt go nie widzi, może bajerować, manipulować jak chce. To jest dopiero problem i zagrożenie dla naszych dzieci.
      Głosy z ambony? Ej, chyba nie :) Przynajmniej nie w tym temacie. Myślę, że każdy rozsądny rodzić, a wierzę, że takich jest jednak najwięcej, uświadamia dzieci w tym temacie od najmłodszych lat. My, pierwsze rozmowy na temat intymności, cielesności, przeprowadzaliśmy z Elizą kiedy miała pójść do przedszkola. Wiadomo- rozmawiamy nadal, ale te rozmowy się zmieniają wraz z Jej wiekiem. Tu mi akurat przypomniałaś śmieszną sytuację- bo tak- Eliza była wyedukowana, że tylko mama i tata mogą Ją dotknąć, kiedy Ją myjemy, albo, kiedy trzeba posmarować pupę, i kiedy poszła spać do mojego brata, nie dała się umyć mojej bratowej, bo... Bo nikt nie może Jej TAM dotykać :)

      Mając na myśli usuwanie zdjęć i nie publikowanie od teraz kolejnych, miałam na myśli również Fb, bo G+ nie ogarniam, choć mam i pojęcia nie mam o co w nim chodzi. i chyba mieć nie chcę.
      Natomiast mój blog nie ma i ni będzie miał strony na Fb, bo poza tym- że technicznie ogarnąć tego bym pewnie nie potrafiła, to tak jak pisałam- jest on dla mnie również (bo nie tylko i wyłącznie) takim moim pamiętnikiem. Pewnie- fajnie, że ktoś go czyta, bo chyba mam szczęście, ale żadnych złośliwości i hejterów tu nie doświadczam, a poznałam kilka naprawdę fajnych osób. Ale mnie akurat tyle wystarcza i nie potrzebuję "walczyć" o więcej. Chociaż, czy ja wiem, czy zawsze taka własna strona na Fb, jest zawsze dyktowana chęcią "wyżej na świecznik"? Myślę, że nie... Niektórzy po prostu lubią iść z "czasem, postępem, osiągnięciami", a to, że teraz nasze życie czasem toczy się właśnie na Fb, to poniekąd znak tych czasów. Czy dobry, to już bym polemizowała, ale tak właśnie jest...

      I tak jak kończysz Star swój komentarz- mnie też to w sumie lata, problem mógłby się pojawić wtedy, gdyby ten ktoś zaczął potrzebować naszej bądź dziecka/wnuka obecności. Ale to, jak już pisałam, są już dywagacje wyższych lotów, bo możemy rozprawiać tu o tym ile naszej prywatności możemy zdradzić w sieci, do jakiego momentu jesteśmy bezpieczni itd.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Eh, i wyłapałam "byka" :) Zamiast "ofiarom" powinno być oczywiście "ofiarą", ale pisać od nowa już mi się nie chce...

      Usuń
    3. Marto, ale ja piszac o specjalnych stronach blogow na FB czy polecaniu przez G+ mialam na mysli ogolnie, a nie konkretnie Ciebie. Wszelkie portale socjalne na tym polegaja, ze powieksza sie przez nie krag znajomych i znajomych znajomych, a przeciez my juz tych ludzi nie znamy osobiscie.
      Ja np. jestem na FB, jest tam chyba jedno moje zdjecie i na tym koniec, nigdy nie pisze nic, poza polecaniem petycji politycznych:)) Wiec wiesz, jak by co pozostaje blog, mam tez to szczescie, ze bloga pisze po polsku a mieszkam w Ameryce, co troche zmniejsza zagrozenie, bo oszolom, ktory chcialby mnie namierzyc powinien raczej poslugiwac sie jezykiem polskim. Tlumacza google sie nie boje, bo on tak tlumaczy, ze ja znajac oba jezyki nic nie rozumiem:)))

      Usuń
    4. Star, ja tego absolutnie nie odebrałam osobiście, i dokładnie wiem, o czym piszesz. I mimo, że mam obojętny stosunek do tego czy jakiś blog ma ten tak zwany fun page, to zapewne większość z tych, które ma, ma w ten sposób wabić większą liczbę czytających. To, z czego to wynika to już temat na osobny post, albo rozprawkę socjologiczną. Może wychodzą z nas w ten sposób kompleksy, może nasze życie w realu jest tak nudne, że szybujące w górę statystyki są jedyną rozrywką i motorem napędowym? Nie wiem... Myślę, że to całe blogowanie, to poza czystą przyjemnością (dla niektórych) jest na pewno interesującym zjawiskiem socjologiczno- psychologicznym i pewnie doczekamy się nie jednej publikacji na ten temat.

      A to całe G+, tak jak i inne nowinki techniczne nie jest mi do szczęścia potrzebne, co więcej- wkurza mnie, bo przez te telefony dotykowe, czasami bezwiednie zrobię coś, co potem trzeba odkręcać- i to czym?! Na przykład uchem, albo policzkiem. Takie ze mnie "dziecko XXIwieku" :)

      Usuń
  15. Kocham morze! Mi tez szkida lata i takze licze na piekna,ciepla jesien.
    Marta gdzie ty masz ten wielki tylek?? Przesadzasz dziewczyno, jestes super laska i nic ci nie brakuje.
    A jesli o zdj w sieci chodzi- to ja nie zamieszczam ani na blogu ani na fb zdjec Juniora twarzy tylko tylem czy tak, zeby nie bylo go wyraznie widac. Z prostej przyczyny- nie wiem czy by sobie zyczyl i za kilka lat sie nie obrazil na mnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maz rację Inesko- może wielki nie jest, ale po pierwsze- to był taki manifest przeciwko tym wszystkim zboczeńcom, którzy interesują się małymi dziećmi, a po drugie- niestety pupa to mój kompleks. Niestety- w ogóle mi się nie podoba, bo co tu dużo mówić- no jest sporych rozmiarów i kształt też do poprawki. Albo do ćwiczeń- po prostu :)

      Eliza nie ma nic przeciwko publikowaniu Jej zdjęć, ale... Na ile można brać tu na serio zdanie 8latki? Ona nie widzi zagrożeń, nie jest ich po prostu świadoma, więc uważa, że to coś fajnego.

      Usuń
  16. Oj temat umieszczania zdjęć dzieci w sieci... Bardzo chciałabym wrzucać na bloga zdjęcia mojej córki i moje również, ale zwyczajnie się boję. Moja dobra koleżanka miała kilka lat temu przykrą sytuację; ktoś ściągnąć z jej bloga zdjęcia jej dzieci i potem umieszczał na jakimś forum jako swoje własne, prosząc przy tym o pomoc finansową. Nie piszę tego absolutnie po to, aby kogoś nastraszyć czy skrytykować, po prostu warto mieć na uwadze, że na świecie żyją ludzie i ludziska...
    ps.Gdybyś kiedyś zamykała bloga, to poproszę o namiary:) Regularnie czytam i lubię:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!