Mama2c

Mama2c

piątek, 1 sierpnia 2014

Tata to nie mama

Lubicie marzyć?
Pewnie tak, bo każdy normalny człowiek ma jakieś marzenia!
Ja normalna nie jestem, także marzeń nie mam. Prędzej plany. I tu znowu wychodzi ta moja pesymistyczno-realistyczna natura. No bo takie marzenia? Samo słowo zobowiązuje, żeby to było coś wielkiego, takiego naprawdę WOW. Ile takich marzeń się spełnia? Pewnie trochę na pewno. Tyle, że ja zdecydowanie wolę plany. Może wychodzi tu ze mnie ta zakompleksiona dziewczynka, której wydaje się, że jak coś zaplanuje i będzie dążyła do realizacji swojego planu, to ma na coś wpływ...

W każdym razie, żeby nie było, że już jestem tak szurnięta do reszty- mam jedno marzenie. Jak na wariatkę przystało- trochę dziwne, ale mam. To marzenie wraca do mnie średnio 2-3 razy w roku.
Jak już naprawdę mam wszystkiego dosyć, a najbardziej tego niezrozumienia ze strony męża, zamykam oczy i wyobrażam sobie taką sytuację: Kiedy wszyscy zasną pakuję do walizki parę najpotrzebniejszych rzeczy (czyli jakieś pół szafy), ustawiam budzik i kładę się spać. Wstaję skoro świt, myję zęby, piękna jestem w środku, także makijaż sobie daruję (przynajmniej mam gwarancję, że nikt nie będzie chciał mi dotrzymać towarzystwa), daję buziaka dziewczynkom i z tą moją walizeczką wychodzę. Docieram na dworzec Szczecin- Dąbie, kupuję bilet i wsiadam do pociągu, który zawiezie mnie do Warszawy. Dlaczego akurat tam? Nie, nie- to nie odzywa się we mnie ta mała dziewczynka, która słuchała w nieskończoność: konduktorze łaskawy... W Warszawie mam po prostu kuzynkę :) Bilet kupiłam w jedną stronę, dając sobie swobodę w podjęciu decyzji, kiedy wrócę. A wrócę wtedy, kiedy dostanę od męża sms. O, na przykład takiej treści: Wracaj, przyznaję, można w tym domu zwariować.

Bo tak naprawdę wcale nie chcę uciec od dzieci. Dokładnie wiem, że wszystkie przechodzimy to samo. I nie proszę (męża) o dużo- tylko o zrozumienie. Bo jak ktoś się mnie pyta: "Ale czym ty się tak zdenerwowałaś?" to mam ochotę bić, krzyczeć, płakać i tłuc garami jednocześnie.

Tyle, że... Tata to nie mama.
I taka mnie zawsze refleksja w związku z tym moim marzeniem dopada- co by taki wyjazd dał? Czy taki facet, ojciec, jest w stanie poczuć to, co czuje mama?

No weźmy choćby czas ciąży. My umieramy ze strachu od momentu kiedy zobaczymy te dwie kreski na teście, a przyszły tata? On co najwyżej boi się, że życie seksualne zaniknie. No tu mojemu małżonkowi zwracam honor, bo o ile w ciąży z Elizą potrafił obrazić się, kiedy nie miałam ochoty na seks (a generalnie seks mógł dla mnie nie istnieć całe 9miesięcy), tak, kiedy pod serce nosiłam Lilcię, był naprawdę w tej wstrzemięźliwości dzielny. Chyba, że mnie zdradzał :) Nie, nie- wcale mi nie do śmiechu, bo zdrada nigdy temat do żartów być nie powinna.

O, albo ruchy dziecka! Mnie w tym temacie przeczołgała i Eliza i Lila.
Eliza, to był po prostu leń patentowany, a Lila, przez swoje ułożenie pośladkowe ruszała się zupełnie inaczej niż siostra, czym też mnie bardzo stresowała. Ulubiony tekst taty i każdego faceta? Oj tam, na pewno śpi teraz.

No i idźmy dalej- wyobrażamy sobie, że taki tata zostaje już sam w domu z dzieckiem, i co wtedy?
Sytuacja pierwsza- maluch nie chce jeść. Ty, z pomocą internetu, gorącej linii z trzema lekarzami i całym tabunem koleżanek, które są mamami, diagnozujesz dziecku co najmniej pięć chorób, które ma na pewno (oczywiście, że jednocześnie- a co to w ogóle za pytanie!), trzy, których nie wykluczasz i jedną, której na bank nie ma, ale nazwę będziesz pamiętała do końca życia. Tata? Co? Mała nie chce jeść? No to nie jest głodna, zje później.

Sytuacja druga- maluch zjada pół porcji. Ty- będziesz się tak długo gapiła w tą butelkę/talerz/miskę aż... patrz sytuacja pierwsza. Tata? Zjadł pół porcji? No to git, idziemy na dwór!

Sytuacja trzecia- choroba. Tobie wystarczy jedno spojrzenie na dziecko, żeby wiedzieć, że coś jest nie tak. Tata uwierzy dopiero, kiedy termometr pokaże 40stopni. A i tak Jego zamiłowanie do majsterkowania, każe Mu najpierw sprawdzić, czy termometr nie jest popsuty.

Sytuacja czwarta- histerie. Ty- wertujesz internet, książki, męczysz znajomego psychologa i nieznajomego psychiatrę, żeby skonsultować Wasz przypadek. Nawet jeśli dostaniesz potwierdzenie, że to: "zupełnie normalne", i tak zadzwonisz jeszcze ze trzy razy, dopytać, czy aby na pewno. Tata? W najlepszy wypadku histerię przeczeka grając w jakąś idiotyczną grę na telefonie, a zazwyczaj odwołuje się do argumentu siły: "Albo się zaraz uspokoisz, albo zdejmę pasa". Swoją drogą- jaki niejasny komunikat! Czy pokolenie naszych dzieci w ogóle rozumie, co kryje się za słowami: "zdejmę pasa"? Oni co najwyżej znają karnego jeżyka...

I tak mogłabym pisać, pisać, i pisać... A W y mogłybyście tak dorzucać od siebie i dorzucać. No bo przecież tata, to nie mama. I... I bardzo dobrze. Bo dziecko potrzebuje tych dwóch, tak czasami skrajnych wzorców, żeby prawidłowo funkcjonować. Chociaż... Czy to do końca prawda? Znam wspaniałego faceta, wychowanego przez same kobiety i znam emocjonalnych popaprańców z tzw. normalnych rodzin. Chciałoby się napisać- nie ma chyba reguły.

Wracając do mojego marzenia...
Celu, który miałby wynikać z jego spełnienia, pewnie bym nie osiągnęła, ale... Na pewno by mi źle taki wyjazd nie zrobił. Kto wie, może jak Lilka trochę podrośnie...
Eh, jak znam siebie, to wtedy właśnie, pewnie spakuję siebie i dziewczynki :) Bo jak się ten czort mały w końcu ucywilizuje, to pewnie będzie z Niej bombowa córcia :)

A teraz słów parę o robieniu sobie na złość.
Mój mąż jest pogniewany. Na mnie rzecz jasna. Przez ten mój podły nastrój, sprowokowałam Go do wybuchu. Zła żona, zła...
Mało tego! Co za niewdzięcznica. Przecież On tyle w domu pomaga. No, to On jej teraz pokaże!

Pan mąż ma dziś wolne. Wczoraj wrócił z pracy o 2-giej w nocy służbowym autem. Dziś, wyszedł z domu przed 8, z tekstem: "Jadę po auto, nie wiem o której wrócę."
Hm, znam mojego męża już bardzo dobrze ( w przeciwieństwie do Niego) i wiem dokładnie z czym mam właśnie do czynienia. Teraz, w Jego przekonaniu- robi mi na złość, bo mając dzień wolny, nie pomoże nic w domu, ani przy dziewczynkach. Żebym zobaczyła...

Taka sytuacja- Eliza wie, że tata ma dziś wolne, więc od rana słyszę: Mamuś, a kiedy tatuś wróci, bo ja bym tak chciała pojechać na plażę...
Zgadnijcie, komu tata zrobił na złość?!
Słabe tatusiu, bardzo słabe!

Ps. Obiecuję, że to już mój ostatni pesymistyczny post. Następny będzie o... kosmitach :) Serio!

14 komentarzy:

  1. Wiem, że to w sumie nie miało być śmieszne, ale i tak się uśmiałam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No faktycznie słabe to zagranie...
    Szkoda tylko, że pewnie o tym już nie pomyśli.
    Mnie H. też tak czasem doprowadza do szału kompletnym zlewactwem wszystkiego, ale wiesz, od czasu do czasu przejęcie ich metody okazuje się niezłym pomysłem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Echh facety, echh facety!!
    Posiedzi sam, zatęskni do Was i wróci
    No przecież Was kocha. Tylko złapał focha. ;)
    Po każdej burzy przychodzi słońce. Mi się widzi że wychodzi z Was stres, zmęczenie. Wszak za Wami wcale nie łatwy czas, choroba Lili.
    :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie martw się kobietko tymi fochami swojego chłopa, pierwszy się zmęczy tymi humorami - u mnie to działa, milczę udaje że nie widze tych śmiesznych demonstracji i proszę bardzo dzień, dwa i mogę spokojnie pogadać.
    Szkoda że nie możesz spełnić swojego marzenia:}}

    OdpowiedzUsuń
  5. No w cholerę łaskę robi, źe własnymi dziećmi się zajmie? A Ty to kto? Samotna matka?? Oj słabe to, słabe.
    Ja mojemu męźowi od zawsze (bezskutecznie) tłumaczę, źe co z tego, że wraca zmęczony z pracy. On zmienia środowisko, odpoczywa osychicznie od wszystkiego w autobusie. A ja co? Siedzę od rana do nocy w tym samym sosie i jeszcze może mam podskakiwać z radości, że zmęczony mąż do domu wraca.
    Ech, źycie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny pomyśl z tym marzeniem. Cos na wzór "komedia małżeńska" z Ewą Kasprzyk w roli glównej. Myślę ze to super sposób na "utarcie nosa" facetom. Uwielbiam ten film .Koniecznie musisz marzenie zrealizować. Ja mam zamiar aby od wrzesnia mój mąż odbierał po pracy dzieci, robił z nimi zakupy, ogarniał je, przygotował sobie i im jedzenie. Ja będę godzinę po nim w domu, Ciekawe jak sobie poradzi......

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach te nasze chłopy...
    Mnie też marzy się taki wyjazd, i wiesz? Chyba wkrótce go zrealizuje :)
    Weekend we Wrocławiu z Przyjaciółką :)
    I wcale nie żebym chciała Gadowi utrzec nosa, potrzebują po prostu odetchnąc...
    Życzę Ci Kochana takiego właśnie oddechu, myślę że Mąż zrozumie :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój mąż to trochę odmienny typ, właściwie zadziwia mnie non stop, bardzo bał się o ciążę i o mnie, po tych naszych przeżyciach to zrozumiałe i zawsze budził malucha w brzuchu muzyką albo łaskotkami, bo on przecież musi znać tatę. Gdy byłam w szpitalu doskonale sobie poradził choć sądzę, że była dyscyplina wojskowa lub siedzieli na grach ciągle, ale fochać się nie umi za to ja tak :).. Wyjazd dobra sprawa na weekend wpaść do kuzynki niech mąż poczuje trochę rodzicielskiej "wolności"

    OdpowiedzUsuń
  9. Obrazalski ten twoj maz. Ale coz faceci to duze dzieci taka jest prawda. Przejdzie mu szybko- sama wiesz. Bedzie dobrze.

    Ale taki wyjazd na pewno ci sie nalezy i jest ci mysle bardzo potrzebny. Sprobuj w jakis weekend albo jak maz bedzie mial urlop. Spakuj sie i powiedz, ze musza sobie 2-3 dni poradzic, a ty naladowac akumulatory ;-) Zatesknisz to wrocisz, a Im nic nie bedzie. Niech maz sie wykaze i przekona jak to jest siedziec w domu z dziecmi 24h/dobe.

    OdpowiedzUsuń
  10. o kosmitach???? wow ???
    a wiesz co Marta u nas to chyba jest na dowrót ja bardziej na luza biorę sprawy a W. mój świruje np gorączkę mierzy po 24 razy jak by w ciągu pieciu minut mogła sie zmienic.....
    a co do marzenia pakuj sie do mnie co ta,m warszawa u nas jest lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja wyjazd z domu, aby odpocząc od dzieci, domu, w życiu nie uznałabym za przejaw egoizmu. Uważam że jest to normalne, ba, wręcz wymagana dla równowagi psychicznej. Tym samym pomogłaś mi podjąc decyzję, bo chciałam na przyszły weekend wyjechac gdzieś z rodzinką ( a swoją drogą, Ja uwielbiam zwiedzac różne miejsca, a trafił mi się małż - kanapowiec - no dobra sama go wybrałam, ale wiecznie są przy tym kłótnie) więc tym razem skorzystam z zaproszenia przyjaciółki do Poznania)..Agata - przybywam :)))

    OdpowiedzUsuń
  12. W porywach zlosci mowie , ze w nastepnym zyciu to chce byf facetem ;)
    Silna kobieta wezmie wszystko na swe barki, zna sie na wszystkim i o wszystko dba... ale czasami z ochota oddam ta swoja wladze i sile i daje pole do popisu Menzonowi...i wiesz jesli przymkne jedno oko i mam dobry humor to nawet jestem zadowolona z efektow... ;)
    Sciskam!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja zauważyłam, że wszystko jest dobrze, dopóki mąż nie przyjedzie na weekend. Wtedy wszystko runie i cały plan dnia, wieczoru lega w gruzach. Mała nie idzie spać, bo raz w tygodniu ":przecież nie musi iść z kurami" a przez to w tyg jak go nie ma, ona nie chce spać normalnie. I wiele innych. :/

    OdpowiedzUsuń
  14. Tutaj akurat M. jest nie-mezczyzna. :) W ciazy naprawde sie o mnie troszczyl, wypytywal czy czuje ruchy, jak z Bi brzuch nie rosl mi tak jak powinien (wg tutejszych durnych pomiarow), albo jak lekarz podejrzewal zatrucie ciazowe tez sie zamartwial... Co prawda nawet zmartwiony, nie uznal za konieczne urwanie sie z pracy zeby jechac ze mna na badania, sama musialam sie stresowac... :/ Jakos tez wytrzymal bez seksu, a przyznaje ze podczas obu ciaz kochalismy sie moze ze trzy razy. ;)
    A potem siedzial z dzieciakami w dzien, wiec zmagal sie z typowymi problemami matki: ze maluch nie chce jesc, ze nie chce zasnac, ze drzemka trwa tylko pol godziny, ze jakies niewyrazne jest i trzeba zmierzyc goraczke, itp.
    Tyle, ze stwierdzam, ze naprawde szybko zapomnial wszystkie te uczucia... :/ Teraz jak dwoje sie i troje, zeby Nik zjadl sniadanie, slysze: a niech nie je, pewnie nie jest glodny(a). Nie mowiac juz o tym, ze jak dzieci nie chca jesc obiadu to chipsy lub paczek beda swietnym zastepstwem... Jak maly obudzi sie po 40 min drzemki i wyje bo jest niedospany, mowi, ze no trudno widocznie juz ma dosc spania... :( Jak przychodzi 20 wieczorem, tatus zaczyna najdziksze zabawy zeby rozbawic synka, ktory zaczyna juz marudzic ze zmeczenia. Niewazne, ze Niko potem nie ma najmniejszej ochoty klasc sie spac. No to niech sie nie kladzie, pojdzie spac o 21!
    Czasem rece opadaja...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!