Mama2c

Mama2c

czwartek, 18 września 2014

(Czy) W tym szaleństwie jest metoda?





Pytam o to siebie każdego dnia... Marcin, przyzwyczajony do takiego tempa, tylko uśmiecha się pod nosem, kiedy każdego dnia rozklejam się nad tym, że "mam już dosyć", "jestem zmęczona", "nie mam już siły", "jaki jest dzisiaj dzień tygodnia?", "kiedy ten weekend?"...


Jeśli mój blog umrze kiedyś śmiercią naturalną, to będzie to właśnie teraz, czyli:

WITAJCIE W DRUGIEJ KLASIE :)

Mam nadzieję, ba! ja żyję tą myślą, że jednak od poniedziałku będzie trochę spokojniej. I wolniej. Ten tydzień to prawdziwa kumulacja- zebrań w szkole, kościele, organizacji kółek zainteresowań (i zakupów książek na nie...) i zajęć poza lekcyjnych.

I tak, jak w pierwszej klasie, Eliza poza kółkiem plastycznym i sporadycznym wypadem na konia, nie chciała robić nic więcej, tak w tym roku- bierze chyba wszystko o czym usłyszy :) Fakt, że i my Jej trochę "dołożyliśmy do pieca", bo uparliśmy się na ten dodatkowy angielski, mimo Jej początkowych sprzeciwów. Nie wiem, czy już teraz jest Jej on potrzebny- być może nie, bo w pierwszej klasie radziła sobie super, kończąc rok z oceną celującą- jak 90% klasy :) Tyle, że na tym etapie, to my- wspólnymi siłami, jeszcze Jej pomożemy. Niestety, niedługo zacznie się już gramatyka w stopniu, którego nawet wspólnymi siłami, my nie ogarniemy. Także od tego roku, do momentu, kiedy (oby takiej sytuacji nie było) nie będzie już nas na to stać, Eliza będzie się tego angielskiego uczyła, czy Jej się to podoba, czy nie :) Na szczęście, mimo początkowego stawania okoniem, przekonała się do naszego pomysłu od pierwszych zajęć, także uffff- kamień z serca.

A co jeszcze wymyśliliśmy?
Ano wymyśliliśmy... karate :) Tak, tak- KARATE.
I nie, nie- absolutnie nie po to, żeby nasze dziecko umiało się bić. Zresztą, każdy kto ma choć blade pojęcie o karate,  ten wie, że to cała filozofia, w której nie ma miejsca na bicie się ot tak- sobie. Oczywiście, świadomość, że nasze dziecko, za lat kilka, będzie umiało się obronić, działa pokrzepiająco na moje rozterki dotyczące bezpieczeństwa dzieci we współczesnym świecie. Świecie, gdzie mama i tata nie prowadzą już za rączkę do szkoły, nie siadają obok w kinie...

W zasadzie, za tą myśl z karate, jestem wdzięczna mamie chłopca, z którym Eliza chodzi do klasy. Szłyśmy razem w poniedziałek do szkoły i rozmawiałyśmy- o wszystkim i o niczym, bo żadnej większej zażyłości między nami nie ma. To "wszystko i nic" dotyczyło oczywiście dzieci (bo jakże by inaczej) i tak od słowa do słowa Agnieszka o tym karate, że Alek chodzi... I dlaczego chodzi. No i tu mi opada szczęka na chodnik, bo jakbym słyszała o naszej Elizie- nie słucha się, nie dajemy sobie z nim rady, nie mamy już chyba autorytetu... Matko, jak ja Jej byłam wtedy wdzięczna, że nie wstydzi się o tym mówić głośno! Pewnie, że nie poprawia to mojego samopoczucia, że nie tylko my mamy aktualnie takie problemy z dzieckiem. W takich sytuacjach, zawsze myślę jednak o rodzicach, którzy ich nie mają...

No dobrze- ale co ma wspólnego karate z tym, że my- rodzice nie dajemy sobie rady z dziećmi. Ano to, że karate uczy- posłuszeństwa, dyscypliny itd, itd... Oczywiście- wiem, wiem- dwie godziny karate tygodniowo, nie zrobią tego, co jest moim i taty dwóch córek, obowiązkiem- nie wychowają i nie wyprostują nam dziecka. Jesteśmy tego świadomi. Tyle, że jeśli Eliza wciągnęłaby się na całego, to myślę, że ta nowa pasja ma szansę stać się "przyjemnym z pożytecznym"...

Zaraz zapytałam Agnieszkę o szczegóły i okazało się, że trening jest dzisiaj- czyli w miniony poniedziałek. Pozostało przekonać Marcina, ale z tym nie było problemu. Pojechaliśmy wszyscy- nawet Lilka. Na szkolny korytarz, punkt 18.15, wyszedł młody chłopak, przez chwilę zastanawiałam się nawet, czy On w ogóle jest pełnoletni... Wystarczyło jednak, że zaczął mówić i... kupił mnie od razu. Krótko, zwięźle, bardzo konkretnie, i tak, że prawie się popłakałam, uświadomiwszy sobie, w czym już szukamy ratunku... Na szczęście rozbawiła mnie Lilka, która widząc, że dzieci są na boso, też zdjęła buty- pech chciał, że miała akurat rajstopy...

Patryk ma 20lat i jest dowodem na to, ile w życiu człowieka znaczy pasja, tym bardziej jeśli tą pasją jest sport. Gdybym miała syna, to chciałabym, żeby w wieku 20lat był tak poukładany, jak ten chłopak.

No nic, jestem dobrej myśli, bo za nami już dwa treningi- Elizie się podoba, także będziemy jeździć.

Co poza tym?
Zebranie w szkole... Wyjątkowo ciśnienie mi się w ogóle nie podniosło. No może poza kwestią ksero... Nie wiem, czy tylko mnie to dziwi- podręczniki są tak drogie, a co roku ich materiał nie wystarcza dzieciom do nauki i trzeba kserować dodatkowe zadania, teksty i takie tam inne. W tym roku opłata za ksero za półrocze wynosi 15zł. Oczywiście, niby nie dużo... Tylko tak się zastanawiam, na jakiej zasadzie wybierany jest ten podręcznik? Wszystkie są takie wybrakowane, że trzeba wspomagać się ksero z innych książek?

A czy są tu może mamy pierwszoklasistów? Bo my, rodzice drugoklasistów zostaliśmy poproszeni i podpisanie płyt do informatyki i przekazanie ich pierwszakom, z racji tego, że DARMOWY podręcznik nie zawiera nic dodatkowego. I ok- jasne, że oddamy płytę Elizy, tylko... Co tu właściwie pisać- to Polska przecież.

Wczorajsze zebranie w kościele... No cóż- to jest blog o kupkach, zupkach, mojej macierzyńskiej nerwicy, więc zagłębianie się w tematy wiary, kościoła itd., nie ma tu sensu... Nadmienię tylko, że proboszcza mamy hmmm... Najdelikatniej rzecz ujmując- specyficznego. Do tego, jest tu panem na włościach, bo urzęduje w naszej parafii sam... Także, kiedy pierwsze zebranie w sprawie komunii przebiegło spokojnie, ja już wiem, że to cisza przed burzą i "najlepsze" dopiero się zacznie. Niestety. No nic- postaramy się to przeżyć i nie zwariować...

A tu: "przypominajki" z chrzcin Lilki, które też okupione były "lekkim" wariactwem...




I "Łobuza" aktualnie:




Heh, trochę się zmieniła, prawda? :)

A reasumując- nie mam ostatnio czasu pierdnąć. Nie mam czasu na nic- latamy między szkołą, jednym kółkiem a drugim, siedzimy nad odrabianiem lekcji, a potem padamy- wszyscy. Nie mam czasu pisać na blogu, nie mam czasu czytać i komentować u Was, i kurczę- nie sądziłam, że tak mi będzie tego wszystkiego brakować... Może więc taki naturalny detoks jednak jest wskazany :) Dziewczyny- ale ja wrócę, obiecuję :)

Aaaaa, no i jeszcze mój angielski- tak, tak- pierwsza lekcja za mną :) No cóż- tragedii, a może inaczej- komedii, nie było, bo z początków nauki, to coś tam jeszcze pamiętam... Zobaczymy dalej. No i uwaga, uwaga- mam zadanie domowe. Świat się kończy- nie ma co :)

No i pogoda pogodą, słońce słońcem, temperatury temperaturami ale u mnie na balkonie jesień już czuć (i widać :)) Oto i ona:
 






A gdyby ktoś był ciekawy jak nasze maluszki... Mają się świetnie :) I pozdrawiają!









19 komentarzy:

  1. Kochana nie wie od czego zacząć :)
    Może od świnek, które po prostu nie rozczuliły, urzekły i z miejsca się w nich zakochałam :D UROCZE "prosiaczki" :)
    Angielski-BRAWO Mamo! Trzymam kciuki i mocno, mocno Ci kibicuję! Jakby co wal na korki do mojej teściowej:P
    My też zaczęliśmy angola, ale na etapie przedszkolnym, jaja jak berety :)
    Ale kiedy Zuza ma sprzątać zabawki słyszę: "oł noł mami" Obłęd! :)
    Kółka zainteresowań...ach to jest temat rzeka :)
    Zawsze marzyło mi się karate :) Ale rodzice stanowczo mówili nie :( hmm, może za moich czasów kobity nie uprawiały tego sportu? :P
    Tak czy siak super sprawa i oby się Elizce podobało :)
    A Mała Lilka urocza w tym koszyczku :)
    Prawdziwy aniołek :) wersja na Łobuza też super :D
    Uściski dla Was zapracowana Rodzinko :*
    Powodzenia i buziaki :*:)
    Nooo i oby do weekendu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zeżarłam "m" w niektórych miejscach :P

      Usuń
  2. No popatrz a ja myślałam, że jestem zabiegana. Kiedy przyjdzie szkoła chyba się powieszę :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to macie młynek :)
    U nas się pewnie też zacznie, jak dzieciaki pójdą do szkoły.
    Masz śliczny balkonik :) I na świnki się nie mogę napatrzeć :D
    A Lila aniołek i Lila teraz - oj tam, nie taka straszna różnica... Skrzydełka i aureolę dalej widać, trzeba się tylko dobrze przyjrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przy trzecim dziecku będziesz miała wiecej czasu - a przy czwartym to starsze będą już pomagac :)))
    Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj dzieje się u Ciebie:}. Super że Elizka zdecydowała się na angielski, dzieci to super gąbeczki które szybko przyswajają język. U na był krótka przygoda z karate. Moje dziecko poszło na pierwsze zajęcia i wróciła naburmuszona z tekstem " jejku ile tam trzeba się ruszać!":}}. Odbębniła jeszcze dwa spotkania i się poddała.
    Twoja Lilka prześlicznie wygląda na sukienkowych zdjęciach- reklama aniołka a na tych teraźniejszych widać że nie da sobie w kaszę dmuchać.
    U mnie na spotkaniach przed-komunijnych najbardziej grymasiły mamuśki- kwiaty nie takie, alby nie lepiej sukienki, fotograf do duszy Masakra. Marta życzę Tobie troszkę spokoju i ogarnięcia poligonu w chałupce:}}

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobne chryzantemy sobie przed dom trzasnęłam i teraz jeszcze do tego zniczyk i mamy klimat :)
    Mój mąż pół życia chodził na tai chi i bardzo mu to ułożyło w głowie oraz zabrało czas który mógłby na głupotach z koleżkami szkolnymi spędzać.
    Ja moje dziewczyny jak będą w szkole to też na jakiś dodatkowy sport zapiszę.
    Pozdrawiamy!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudne te świnki, wariatkowo się dopiero zacznie w czwartej klasie, ja to myślałam że padne po pierwszych trzech, ale w czwartej to mnie dobili...

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj aktywnie u Was, aktywnie :)
    Warto sprobowac- duzo zajec i zorganizowanie czasu pomaga - a sport zdecydowanie polecam.
    Aniolek i Lobuz- super :))) w kazdej odslonie slodziak!
    A co do angielskiego- gratuluje i podziwiam, wladam dosyc biegle rosyjskim, angielskiego sie uczylam ale... wiecej rozumie niz mowie, dobrze, ze ten niemiecki jest- zawsze to latwiej w swiecie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Maluchy jak pozują! Jak czytam twoje posty to odechciewa mi się drugiego dziecka kiedykolwiek

    OdpowiedzUsuń
  10. trafiłam do Was jakiś czas temu chyba od Mamy Zochulka...zaglądam czasami :) ...moja Córa też jest w II klasie, z tym, że 7-latka - nie wiem z jakich podręczników korzystacie - u nas zestaw "Nasza Klasa" do nauczania zintegrowanego wydawnictwa MAC - i problemu z xero nie ma...wyjątkowo sporadycznie dostają dodatkowe materiały - głównie matematyczne - od Pani, która korzysta ze szkolnych zasobów xero - z tym, że u nas jest comiesięczna składak na Radę Rodziców - 20 pln/ mies - z czego pokrywane są przeróżne wydatki, głównie woda w dystrybutorach dla dzieciaków, środki higieniczne, imprezy, nagrody, itd, i chyba tonery do drukarek też...także coś tam dopłacamy, ale zdecydowanie i mniej i w zintegrowanej składce, także się tego nie odczuwa...a co informatyki nic nie musieliśmy oddawać - ale pewnie co szkoła - to obyczaj ;)
    też powoli dopinamy zajęcia dodatkowe - z tym, że nasza Juli to eteryczne i delikatne dziewczę jest - żadne sporty jej nie pociągają - niestety :( -ani karate, ani judo, ani taekwondo (na które najbardziej chciałabym Ją zapisać) - ale nie to nie - to ma być przyjemność, także by ruch zapewnić - jest zumba i taniec nowoczesny :) , do tego ma obowiązkowo w ramach w-f zajęcia na basenie - powinno wystarczyć...na szczęście Dziewczyna zainteresowana poznawaniem języków - i sama z siebie, bez namawiania, chce - w zeszłym roku był angielski i chiński - oczywiście forma bardzo lekka - dużo zabawy :) , w tym roku angielski - już tak nieco bardziej poważnie i jak się zbierze grupa - to hiszpański...oby tylko zapał (na razie spory) nie gasł wraz z rokiem szkolnym...
    inna sprawa to dogranie wszystkiego, zwłaszcza jak jest młodsze rodzeństwo - u nas akurat 3-letni Rebel-Boy - od września przedszkolak, także dzień się kręci wokół odprowadzania, przyprowadzania...zupełnie rozumiem Twoje "nie-mam-siły" ;)

    pozdrowienia,
    iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, pocieszyłaś mnie trochę, bo już się zastanawiałam, czy ja aby na pewno za bardzo się ze sobą nie cackam :) Tyle, że nasza Lila za rok idzie dopiero do przedszkola, a ja (mam nadzieję) do pracy, więc wtedy, to już nie wiem co będę mówiła- pewnie nic, bo nie będę miała siły mówić :)

      My mamy zestaw Tropiciele. A na Radę Rodziców też płacimy- 40zł :)

      Super- języki ważna rzecz i jaka przydatna w życiu.
      Wiesz, każdy jest inny, i tak jak piszesz- to ma być przyjemność. A zumba- fajna sprawa!
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  11. Martus, ja sie zmeczylam od samego czytania! ;) Te wszystkie kolka, zebrania, odprowadzanie, przyprowadzanie... Mam nadzieje, ze moje dzieci tez wykaza jakies zainteresowanie zajeciami pozalekcyjnymi, ale jak sobie wyobrazilam taka zonglerke czasem, to zrobilo mi sie goraco. :) Juz teraz szukam dla Bi jakis zajec muzyczno/ tanecznych dla 3-4 latkow, ale jak sobie pomysle, ze musialabym do tego dostosowac nasze wieczory/ weekendy to mi sie odechciewa. :)
    Zdjecia Lilci z chrztu w stylizacji aniolka, przy kontrascie "na urwisa", swietne, pekalam ze smiechu! :)
    A prosiaczki widze sie pomalu oswajaja?

    OdpowiedzUsuń
  12. Angieski dobra rzecz. Za mna chodzi niemiecki, ale jakos w liceum nie moglam sie do niego przemoc. Chociaz gramatycznie jest podobny, wiec moze nie bylo by az tak trudno... z tymi ksero to jakas paranoja ... rozumiem , gdyby to jeszcze gimnazjum bylo....
    A swinki urocze....

    OdpowiedzUsuń
  13. Zobaczycie co bedzie w czwartej klasie. Masakra. Pozdrawiam . Gosia

    OdpowiedzUsuń
  14. Pamietam wpis z Chrztu Lilki z tym zdjęciem. Córcia podrosła, że hej!
    Eliza przechodzi taki okres teraz. To inteligentna dziewczynka i rozpiera ją energia. Jak dwulatek próbuje się z Wami, ale jesteś mądrą i dobrą mamą.
    Kiedyś mialam chodzić na boks ale bali się, że chłopaków pozabijam :) karate dobry pomysl :)
    Pozdrawiam Cię Złośliwa Bestyjko ;) :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Ojej, jaki aniołek na kocyku <3
    SUPER pomysły z tym karate! Chce zdjęcie młodej we wdzianku! :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Podziwiam... My póki, co we dwoje, a ja czasem nie ogarniam. Zrezygnowaliśmy w tym roku z lektoratów, bo bywało tak, że nie mieliśmy czasu albo siły na przygotowywanie się do zajęć. Zakładam, że jak obowiązków jest dużo, to człowiek jest bardziej zorganizowany. I tego się będę trzymać :)
    Lila jest bardzo fotogeniczna. Wersja na łobuza - super, choć aniołek słodki. Fajnie, że Eliza przekonała się do dodatkowego angielskiego. I świetny pomysł z karate.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!