Mama2c

Mama2c

piątek, 5 września 2014

Na szybko...

Wszystkie mamy pracujące- ukłon.
Wszystkie samotne mamy- ukłon.
Wszystkie mamy samotne i pracujące jednocześnie- ukłon, ukłon, ukłon.

Nie wyrabiam na zakrętach. Czułam, że wraz z nadejściem września, życie nabierze tempa, ale że aż tak?!
Nie wiem momentami w co mam ręce włożyć, a mimo to, wciąż mam wrażenie, że nic nie jest zrobione. Czy ktoś też tak ma? Bo zaczynam przypuszczać, że to, co dzieje się u nas w domu, to jakiś swoisty fenomen. Marcin ostatnio dużo pomaga, sam z siebie (szok- taki pozytywny), a mimo to, roboty nie ubywa...

Tak, jak przypuszczaliśmy- na panią Kasię- wychowawczynię Elizy, można liczyć, i od razu zaczęły się zdania domowe "z grubej rury". Nie, nie- ja tam absolutnie nie mam nic przeciwko. Niestety, nasza ośmiolatka, już tak, bo... No jak tu siadać do lekcji, kiedy słońce świeci, za oknem słychać rozbawione koleżanki, a nogi niemal pedałują w miejscu, bo od wczoraj strasznie stęskniły się za jeżdżeniem...

Do tego, pierwsze pobudki "na ósmą" za nami...
Nie no w porządku... Rozumiem, że jedni wstają skoro świt i nie mają z tym problemu, inni zaś mogą spać do południa i jeszcze im mało. Ja to naprawdę wszystko rozumiem. Tyle, że teksty jakich musimy wysłuchiwać na okoliczność wstania skoro świt naszej starszej córki, są już ponad moje siły. Chyba pora wziąć się na sposób i jak znowu będzie tak zawodzić, to Jej po prostu odpuszczę, a potem nie napiszę usprawiedliwienia... Czasami trzeba zmienić taktykę.

Co jeszcze po pierwszym tygodniu szkoły? Zalany piciem plecak... Tak, tak- trzy lata chodzenia do szkoły i moje dziecko nie wiedziało, że picie się wyleje... Trzymajcie mnie! Gdybyśmy Jej tego nie mówili... Czasami zastanawiam się jak to jest- można dziecko nauczyć czytać, pisać, liczyć, ale... Jak nauczyć Je  takiego "życiowego ogarnięcia", kiedy codzienna obserwacja mamy i taty nie pomaga?

I tu przechodzimy do tego, co zaprząta mi głowę od paru dni...
W niedzielę urodziny Elizy...
W tym roku jest jakoś inaczej.
Oprócz podekscytowania i wzruszenia, czuję coś takiego, czego do tej pory, z taką siłą, jeszcze nie czułam...
Zdałam sobie ostatnio sprawę, tak dobitnie, jak przeraźliwie mało wiedziałam o macierzyństwie te osiem lat temu. Jaka byłam naiwna, beztroska, nieświadoma, kiedy osiem lat temu głaskałam się ostatni raz po ciążowym brzuszku...
Wszystko wydawało mi się takie proste- chcieliśmy tego dziecka, kochamy Je, więc... Więc będzie dobrze. Po prostu...
Nikt mi wtedy nie powiedział, jak ciężką orką jest macierzyństwo.
I nie chodzi mi zupełnie o nocne pobudki, zmienianie pieluch, wycieranie zasmarkanego nosa... Dla mnie takie rzeczy nigdy nie stanowiły wyzwania, traktowałam je jakoś tak naturalnie- tak musi być i już. Bardziej chodzi mi o te wszystkie emocje, o odpowiedzialność za to nowe życie, które powołało się na świat... Nie mam też tu  na myśli babybluesa, depresji poporodowej, czy tego, że czasami każda z nas nie ma już siły.

Z całą pewnością kłopoty z Elizą przekładają się na moje samopoczucie, i na to, o czym ostatnio dumam. Jak mądrze wychować dziecko? Jak przekazać wartości, które my- rodzice, uważamy za słuszne? Patrząc i słuchając Elizy, mam czasami wrażenie, że to wszystko co przez te osiem lat Jej mówiliśmy, tłumaczyliśmy, chcieliśmy przekazać, to jak grochem o ścianę.

Ciężko to pisać o własnym dziecku, ale coraz częściej padają w naszym domu takie słowa jak: egoistka, materialistka...
Zawsze byłam zwolenniczką teorii, że żadne dziecko nie rodzi się złe, zepsute. Że to my-rodzice, Je kształtujemy i ponosimy odpowiedzialność za Jego wychowanie, za to, jakie w przyszłości będzie nasze dziecko.
Dziś, zastanawiam się, jak to tak naprawdę z tym wychowaniem jest? Czy faktycznie możemy przypisywać mu decydującą rolę? Czy są w każdym z nas jakieś skłonności, predyspozycje, które biorą górę, nawet w najlepszy, w najwłaściwszym procesie wychowania?

Ani ja, ani Marcin nie jesteśmy materialistami. Powiem więcej- bardzo daleko nam do bycia kimś takim. I dobrze nam z tym. W takim samym duchu, nie przedkładania rzeczy, dóbr, korzyści nad wszystko inne, wychowywaliśmy Elizę. I co? I nic... Na chwilę obecną- nie poszło nam chyba zbyt dobrze.

To by potwierdzało moje przypuszczenia, że owszem- wychowanie jest ważne, ale wychowanie to również nie wszystko.

Tylko... Tylko nasuwa mi się myśl, czy gdybym nie miała poczucia porażki, gdybym widziała w Elizy zachowaniu echo tego, co Jej przekazywaliśmy, czy też bym się zastanawiała nad istotą wychowania? Czy może to, że jestem rozczarowana, sprawia, że zaczynam kwestionować wagę wychowania w procesie kształtowania się osobowości dziecka?

Nie wiem, mętlik mam w głowie totalny. Wiem, że osiem lat, to tak naprawdę nic- proces wychowawczy trwa nadal, może teraz nawet będzie ten decydujący czas na przekazywanie tego, co dla nas ważne, co uważamy za słuszne. Ośmiolatka, to wciąż dziecko... Nadal wszystko przed nami...

Do problemów, z którymi zmagaliśmy się przez całe wakacje, teraz dochodzą jeszcze te, związane ze szkołą... Bo nasza Elizka, to typ ucznia: "zdolny, ale leniwy". I ostatnio, podczas rozmowy o nauce, o ambicji, odkryłam, że albo ja wcale nie znam swojego dziecka, bo nie potrafię Jej zmotywować, albo Ona ma za głupią mamę, na swoją ośmioletnią mądrość. O co chodzi? Ano o to, że Eliza zapytała mnie wprost: A co będzie jak się będę źle uczyła. No i co? I mnie zamurowało. No bo co tak naprawdę będzie? Przecież nadal będziemy Ją kochać, zabezpieczać Jej aktualne, adekwatne do wieku potrzeby. W dalszej części wywodu, moje dziecko oznajmiło, że Jej się nie chce uczyć i tyle. I co ja Jej miałam powiedzieć? Próbowałam uprawiać domową psychologię i skoro mam w domu małą materialistkę, to odwołałam się do Jej umiłowania przedmiotów, zakupów itd., tłumacząc, że jak się nie będzie uczyła, to nie będzie miała dobrej pracy, a jak nie będzie miała dobrej pracy, to nie będzie Jej stać na to wszystko, co lubi itd. Co prawda sama do końca nie byłam przekonana do tego, co mówię, bo pamiętajmy gdzie żyjemy, i tutaj dobre, solidne wykształcenie bardzo często w ogóle nie przekłada się na zarobki, ani na posiadanie dobrej, satysfakcjonującej nas pracy, ale pamiętajmy, że rozmawiałam z ośmiolatką, a to nie jest blog o sytuacji w kraju i na świecie...
Efekt? Eliza nie wyglądała na przekonaną, ale poszła odrabiać lekcje.
Za to na moją dziką radość, że udało mi się Ją wcisnąć na angielski, do pani, do której chciałam, zareagowała wielki żalem, że Ona nie chce...
No i co mam z tym fantem zrobić? Mieć w nosie zdanie ośmiolatki, bo przecież jako rodzic, to ja za Nią odpowiadam, i jak nie będzie chciała zimą założyć kurtki, to Jej wyjść z domu nie pozwolę, i w myśl tego- dodatkowy angielski jest dla Jej dobra, więc ma po prostu na niego chodzić i tyle? Czy może gwałcę Jej prawo do własnego zdania i powinnam się czym prędzej zreflektować?
Oczywiście idealnie byłoby, gdybyśmy porozmawiali z Elizą, wyłuszczyli Jej dlaczego uważamy, że ta dodatkowa godzina angielskiego w tygodniu, to według nas dobry pomysł, Ona chwilę by pomyślała, a potem przyznałaby nam rację i jeszcze podziękowała, że o Niej myślimy... To zdecydowanie za piękny scenariusz, albo po prostu za dużo oczekuję od ośmiolatki i taką wersję tez biorę pod uwagę.

Trochę się rozpisałam, ale takie właśnie oto refleksje i przemyślenia targają mną na dwa dni przed Elizy urodzinami... Zdecydowanie trochę sobie zazdroszczę tamtej beztroski, naiwności, niewiedzy... O ile to przyjemniejsze stany, niż ciągłe rozkminianie czy robię dobrze, czy robię źle i jaki to będzie miało wpływ na życie naszych dzieci...



A co u Lilki? 
A to już historia na zupełnie inny post :)
Lila gada...
Jak szalona :)




14 komentarzy:

  1. Wiesz a ja myślę że to troszkę taki wiek, niby dorosła panna, a jednak jeszcze by się chciała bawić jak dziecko. Moja Wiki w styczniu skończy 10 lat i nadal ma wiele tych zachowań o których ty wspominasz np. poranna niechęć do wstawania i wtedy narzekanie na cały świat, czy brak chęci do odrabiania lekcji i nauki chociaż jest jedną z najlepszych uczennic w klasie, na angielski dodatkowy tez nie chciala, a pozniej okazało się ze pani Ula jest świetna i nie byłoby mowy żeby do niej nie chodzic, przeczekajmy to, może minie, czasem na nią patrzę i myśle, Boże przecież mam śliczną,mądrą i co najważniejsze zdrową córeczkę, czego ja chce i wtedy trochę odpuszczam, często jest ciężko, ale kto powiedział ze będzie łatwo :-) cieszmy się drobiazgami

    OdpowiedzUsuń
  2. Im dalej w las tym trudniej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że każdy kto ma dzieci prędzej czy później będzie zmagał się z takimi sytuacjami. To nic złego, dzieciaki dorastają, uczą się na swoich błędach...Nam jest ciężko, ale one mimo że uważają się za takie "dorosłe" ciągle nas potrzebują...
    Moje dziecko jest małe, to jeszcze zapewne przede mną, ale takie historie nie są mi obce...Zobaczysz Kochana, że z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, będzie już tylko lepiej :)
    Zdjęcia CUDOWNE :)
    Noo i gratulacje dla Lilki :) Teraz to Ona Was zagada ;D
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Pieknie dziewczyny na zdjęciach wyglądają:}}. Ja ogarnęłam dwójkę dzieciaczków szkolno-domowych po miesiącu. W początkowym stadium panował bałagan organizacyjny:}}. Nie wiem czy na pocieszenie Tobie napiszę ale nasza Starsza też jest typem materialistki. Wpajamy jej troszkę inne wartości, póki co jak grochem o ścianę. Nie wiem czy to jest chęć zaimponowania koleżankom, czy po prostu "ona tak ma" . Niby wszystkie nasze tłumaczenia przyswaja ale robi zupełnie co innego. Pozdrawiam i będzie lepiej, wpadniesz w rytm i za moment zapomnisz o początkach:}}.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mam czasu na dluzszy koment teraz.
    Dziewczyny wygladaja uroczo!!!!
    Reszte napisze pozniej.
    Tuttu piekne!

    OdpowiedzUsuń
  6. Śliczne te sukienki macie :) To po pierwsze ;)

    A poza tym? Każdy ma taki etap i co rusz jakiś bunt musi przyjść. Eliza na pewno opiniami nauczycieli też się co nieco zmobilizuje na pewno. Ogarnie i weźmie w garść. Pomyśl jak bardzo Ty jesteś teraz w "szkolnym szoku" a co dopiero ona :) Dacie radę. A materalizm? Z tym się chyba ludzie rodzą, bo u mnie w rodzinie 3 dzieci a każde inne. i też "miejsce" między dziećmi ma swoja rolę. Ja byłam najstarsza, ale nauczona, że "nie ma", więc to przyjmowałam. Moja siostra (środkowa) była za to zawsze obdarowywana przeze mnie i tak jej zostało. Tylko ja ciułam sobie po trochu, a ona... Szkoda gadać. Natomiast najmłodszy braciszek nie skończył studiów, ba! Zawodówkę ledwo skończył i ma pensję wyższą niż Menżu - i? Nic z tego nie ma, bo kasę rozwala :P I wszyscy z jednej Matki, i ojca jednego i pod jednym dachem chowani :)

    OdpowiedzUsuń
  7. To wszystko dopiero przede mna, wiec trudno mi cos radzic w tym temacie. Nie bede sie wymadrzac, bo nie wiem jak to bedzie u nas z Juniorem. Ale to syare powiedzenie jednak jest prawdziwe " male dzieci maly klopot duze dzieci duzy klopot".

    Mam nadzieje, ze wszystko sie ulozy i bedzie dobrze.

    A jesli chodzi o wplyw wychowania na dzieci.. no coz raczej nie jest to niestety decydujacy czynnik, bo gdyby to rodzice mieli glownie wplyw na dziecko- na jego charakter i zachowanie to dlaczego kazde z rodzenstwa jest inne, roznie postepuje w zyciu dokonuje roznych wyborow, uczy sie jedno lepiej drugie gorzej. Inaczej sie zachowuje nawet wobec bliskich?

    OdpowiedzUsuń
  8. Taki to wiek jest niestety, ja też tak tłumaczę, nawet dałam spróbować i jaki wstyd był, zw dostał jedynki, a cała klasa piątki. Teraz jest jakiś inny ambitny, chce mieć same szóstki, tylko ciekawe ile jeszcze razy ja powtórzę jego słowa :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeju, jakie cudne te sukienki dziewczyn! Tez chce taka dla Bi! :)

    Martus, ciezko mi Cie pocieszyc, a juz z rada zupelnie jestem w czarnej doopie bo moje dzieci to maluchy i jeszcze troche wody uplynie nim pojda do szkoly. Napisze Ci tylko, ze to co piszesz o Elizie, przypomina mi troche teksty, ktore moja mama zapisala o mnie samej w pamietniku dziecka. Ze pyskata awanturnica, krnabrna, uczyc sie nie chce... Wyglada wiec na to, ze to taki wiek. Ja tez tak jak Elizka, nie bylam glupia, za to leniwa jak cholera. Na pocieszenie dodam, ze przez podstawowke przebrnelam, do liceum sie dostalam, zdalam mature i skonczylam studia. Nawet podwojne. :) Tylko co robic z takim dzieckiem? Moja matka (za to akurat jej dziekuje) nie odpuscila, pilnowala lekcji, klasowek, zebym sie przygotowywala. Znam siebie i wiem, ze gdyby mnie zostawila samej sobie, to tym bardziej bym sie nie uczyla, bo nigdy nie bylam typem szczegolnie ambitnym... Ty Elizke lepiej znasz, wiec bedziesz wiedziec czy na nia lepiej podziala Twoj "bat" nad jej glowa, czy pozwolenie jej na najedzenie sie wstydu przed cala klasa (na mnie to nie dzialalo, zasmakowalam go nie raz! :P).
    Znowu, nie chce straszyc, ale do mnie dopiero w okolicy II klasy liceum dotarlo w koncu, ze nie ucze sie dla mamy i taty, zeby mi nie zrzedzili. Ze ucze sie sama dla siebie i swojej przyszlosci. Troche pozno, ale w koncu to zrozumialam. Eliza tez w koncu zrozumie, oby szybciej niz ja, bo osiwiejesz! :)
    A co do bycia materialistka - mysle, ze to chec zaimponowania kolezankom. Dzieci w tym wieku uwielbiaja przechwalac sie tym co maja. Wystarczy sobie przypomniec co sie dzieje podczas Komunii Swietych! :)
    I sama mam WIELKA nadzieje, ze te wartosci, ktore przekazujemy naszym dzieciom, nawet jesli przez wiekszosc zycia sie przeciwko nim buntuja, kiedys z nich "wyskocza"...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale fajne sukienki - co to za okazja?

    Mnie też się wydaje, że nie ma co panikować, bo tak naprawdę dopiero teraz Elizka wkracza w taki wiek, w którym wiele rzeczy będzie mogła zrozumieć. Co do szkoły to może wjedź jej trochę na ambicję, może tak jak Agata pisze, najedzenie się wstydu przed klasą by podziałało? Na mnie w każdym razie działało bardzo i to do samego końca edukacji :)

    W praktyce jednak jest dokładnie tak jak piszesz - niestety wciąż zdecydowanie za mało zależy od naszych osiągnięć w szkole. Najlepszym tego przykładem jestem ja i mój mąż. Ja - zawsze pracowita i sumienna uczennica denerwująca się przed każdym sprawdzianem, H. inteligentny obibok zlewający kompletnie szkołę. I co? Poznaliśmy się studiując na tym samym wydziale, oboje skończyliśmy studia, H. jeszcze w ich trakcie zaczął pracować w wyuczonym zawodzie, ma już za sobą doświadczenie w pracy na kierowniczym stanowisku. Czyli tak też można :) Oczywiście nie mów o tym Elizie, przynajmniej dopóki nie skończy licencjatu ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Odnośnie pobudek do szkoły- popieram nową taktykę, bo siostra mojego męża - lat 13 nie potrafi sama wstać, trzeba ją budzić. A jakie teksty słyszę z za ściany: (do ojca) "idź gnoju", "wynossie durniu", "weźcie tego pojeba", (do babci) "idź ty kanciasta mordo"... itp. Masakra! Uszy więdną!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pierdzielę... No to grubo, nie powiem...
      Przerażają mnie takie opowieści, bo nikt nie wie, co go (z dziećmi) czeka...
      Piszesz bloga?
      Pozdrawiam

      Usuń
  12. Mam tak samo z tym wrześniem. Nie wiem co robić i w końcu nic nie idzie mi do przodu, a boję się że przed zimą nie zdążymy, bo to na działce mam rozpoczęte dużo rzeczy, fundamenty trzeba zalać przed mrozami, w polu porobić, poplony posiać, drzewo wyrobić na zimę i pociąć to co jest, poukładać w piwnicy. No ja nie wiem jak my to ogarniemy. No i staw do wykopania. Jeszcze tą altankę chciałam zrobić. Modlę się tylko, że zima nie przyjdzie szybko.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!