Mama2c

Mama2c

wtorek, 2 września 2014

Nowości...

Ta- dam! No i mamy wrzesień, mamy nowy rok szkolny... Mamy także kalendarzowe lato (jeszcze), ale ręka do góry, u kogo faktycznie ono jest?

Za nami ostatni wakacyjny weekend, który spędziliśmy... Tak, tak- w domu. Pogoda dała nam pstryczka w nos, bo jak zaczęło padać w sobotę w południe, tak przestało w nocy z niedzieli na poniedziałek. I moich milion ambitnych pomysłów jak i gdzie moglibyśmy te ostatnie dni wakacji spędzić, spełzło na niczym... Chociaż nie powiem- jako mama byłam mocno niepocieszona, ale moje serce działkowca się radowało :) Po całych tygodniach bez deszczu, takie równe, miarowe, gęste "kap, kap" mimowolnie wywoływało uśmiech na mojej twarzy.

Za nami również rozpoczęcie roku szkolnego- trzecie w historii naszego rodzicielstwa. Za to pierwsze z aktywnie uczestniczącą Lilą, bo w zeszłym roku, ze względu na pogodę, zostałam z Nią w domu. I na pewno, dzięki obecności małego (AKTYWNEGO) człowieka zupełnie inne, bo już nie mogłam popatrzeć sobie na moją "małą" córeczkę, oddać się zadumie, jaki to będzie dla Niej rok, tradycyjnie- jak ten czas leci, tylko musiałam nadążyć i dotrzymać kroku młodszej latorośli. A Lila jak to Lila, podczas uroczystego rozpoczęcia roku szkolnego, postanowiła skorzystać z okazji i zwiedzić całą szkołę :) Także zadumie i refleksjom oddawałam się biegając za Nią po schodach i korytarzach.




Lubię patrzeć na dzieci w tym dniu, lubię atmosferę, jaka wtedy panuje- podniosła, odświętna, trochę tajemnicza, bo przecież nikt nie wie, jak to będzie w kolejnej klasie, nauczyciele cyklicznie, co jakiś czas, stają przed grupą zupełnie nowych dzieci (i rodziców- a to czasami dużo trudniejsze wyzwanie, niż nauka Ich dzieci :)), inni po raz pierwszy mierzą się z tym, czego uczyli się przez kilka lat studiów...
Tak, ten dzień ma coś w sobie.





Na chwilę obecną jestem dobrej myśli. I nie boję się tego napisać- ja, pesymistka z krwi i kości, czuję silny powiem optymizmu :) Prawdopodobnie, dziś wieczorem uda mi się domknąć sprawę z dodatkowym angielskim dla Elizy i dla... siebie :) Tak, tak- skoro człowiek był głupi ileś tam lat temu, to pora naprawić teraz swoje błędy. Może faktycznie 33lata, to jeszcze nie wiek, kiedy wszystko już za nami. Nie, nie- jasne, że na serio tak nie myślę, ale... Często jest tak, że kiedy na świecie pojawiają się dzieci, to to, co dotyczy nas samych, schodzi na dalszy plan. To One- Ich potrzeby, rozwój stają się najważniejsze... My chowamy swoje ambicje, marzenia, plany do kieszeni i czekamy, czy kiedyś będzie ku nim okazja. Oczywiście- z tym, czy tak powinno być, i czy to jest dobre/właściwe/słuszne, można by polemizować, a psychologia zdrowego egoizmu ukłoniłaby mi się w tym momencie nader nisko, ale dzisiaj nie o tym.
Na chwilę obecną zamierzam w końcu opanować angielski na tyle, żeby poza najprostszą odpowiedzią, na jedno z bardziej kultowych pytań: "How are you?", odpowiedzieć coś więcej niż: "I'm fine". O, może tak pokrótce streścić moje zmagania z depresją po angielsku? Brzmi nieźle, prawda?
A tak poważnie- to kiedyś koleżanka opowiadała mi, że w Tamizie jest strasznie brudna woda. Trochę Jej nie wierzę i za jakiś czas sama zamierzam to sprawdzić :)

Nowy rok szkolny rozpoczęliśmy bardzo smacznie- a jakże. W planach był grill na działce, ale że deszcz nadal nie odpuszczał, plany trzeba było zmienić, i tak oto grillowaliśmy w domu:



A, że moja Bratowa ma dziś urodziny, już wczoraj, podczas naszej domowej inauguracji roku szkolnego, postanowiliśmy je uczcić. No cóż, nie wiem, czy K. wie jakie ma szczęście, że to właśnie ja jestem Jej bratową, ale... Ale torcik upiekłam Jej niczego sobie :)




















Także nie, to jeszcze nie ten poniedziałek, od którego zacznę się odchudzać :)
Nie, no- oczywiście wiem, że nie wyglądam źle i część z Was pomyśli: Nie przesadzaj. I ja też mam świadomość, że źle nie jest, ale... Te wszystkie ubrania w szafie, za czasów figury w rozmiarze S, a czasem XS, które zerkają na mnie przy każdych porządkach... Nie da się wtedy nie zauważyć tych prawie 10kilogramów na plusie... A nie powiem- fajne te ubrania niektóre. No nic- niech czekają. Co jakiś czas tylko wymieniam im specyfiki przeciwko molom i cierpliwie czekam... aż schudnę.

Za nami pierwsze odprowadzenie Elizy do szkoły. Nie było tak źle, zważywszy na fakt, że wyszykować miały się trzy kobiety, w tym jedna upierająca się, że nie zmieni mokrej pieluchy, a założy na nią majtki... starszej siostry. W szkole natomiast, Lila zupełnie zapomniała rytuały sprzed wakacji, i kiedy Eliza poszła pod klasę, a my miałyśmy iść w stronę wyjścia... No tu już się zaczęły schody... I absolutnie nie przekonywało Jej, że Eliza będzie teraz pisała, rysowała i czytała książeczki... Odpuściła dopiero, kiedy powiedziałam Jej, że Eliza musi iść na obiad (bo przed wakacjami głównie w porze obiadowej zostawiałyśmy Elizę w szkole), a te de facto zaczną się pewnie dopiero do października.

No cóż, to chyba tyle z nowości. Mam nadzieję, że mój optymizm nie pryśnie już w czwartek, kiedy przyjdzie mi budzić rano Elizę- bo przecież po wakacjach, 7rano to środek nocy :) A tak na marginesie- zawsze śmiejemy się, przy tych nieszczęsnych pobudkach, że chyba nam Elizę w szpitalu podmienili, bo żadne z nas nigdy problemów z rannym wstawaniem nie miało... A nasze starsze dziecko od małego lubiło sobie pospać...

No właśnie- już w niedzielę 8urodziny Elizy... Ó-S-M-E!!! Kiedy, kiedy... to zleciało :)

Ps. Dziewczyny moje kochane! Na Wasze komentarze odpowiem wieczorem, bo teraz już bardzo wyraźnie woła mnie obiad :) I z całą pewnością to nie parujący na stole talerz tak woła :)

20 komentarzy:

  1. Eh ten początek roku szkolnego, ja jestem pesymistyczne nastawiona szczególnie gdy lista wydatków się wydłuża...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ uśmiechnięte buziaki :)
    Oby cały rok był taki optymistyczny :)
    Kochana! Życzę Wam cierpliwości, spokoju i wytrwałości :)
    Elizce samych radosnych chwil w szkole :)
    Mam nadzieje, że Malutka tęsknic za Siostrą nie będzie :)
    A Tobie Kochana powodzenia na lekcjach angola ;)
    Na naukę nigdy nie jest za późno! W razie co pamiętaj o korkach u mojej teściowej :P "Wridnol" i te sprawy :D
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ósme urodziny... Wow. Wszystkiego NAJ dla Elizki!
    Ja tam szkoły nie lubię, września też nie... Ale mam nadzieję, że moje dzieci będą lubić :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz cudowne coreczki! Wszystkiego dobrego dla Elizy !
    Ja uwielbialam poczatdk roku..nowe, pachnace ksiazki, piekny piornik z swiezo naostrzonymi kredkami, zeszyty z ladnymi okladkami...ach... fajne byly te czasy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powodzenia dla Elizy w nowym roku szkolnym!

    Marta a jak tam miedzy wami sie uklada? Wszystko wrocilo do normy juz? Odpuscilas i wybaczylas mezowi? Jest ok?

    OdpowiedzUsuń
  6. ej, może byś mi kiedyś przywiozła takiego torta, co? bym nie pogardziła :P a dziewczynki Twoje przeurocze :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie jest za późno na rozwój :) Trzymam za Was kciuki.

    P.S. Sukienka Lili mnie urzekła. Idę szukać materiału na taką dla Agnieszki ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Martuś takie posty aż chce się czytać!!! Oby jak najwięcej optymizmu w Tobie!
    Eliza to już mała panienka, Lila ją goni, a to jest najlepszy czas na rozwój dla Ciebie - odetchniesz, będziesz miała odskocznię od codziennej rutyny i wszyscy na tym skorzystają.
    Buziole

    OdpowiedzUsuń
  9. Super pomysł z angielskim! Zawsze warto w siebie inwestować, nieważne czy w wieku lat 33, 45 czy 80. Elizka wygląda na przejętą. Pamiętam ten dreszczyk podniecenia z pierwszego dnia roku szkolnego :)

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie jest lato! Takie prawdziwe, z palacym sloncem i duchota! Mamy lepsze lato na poczatku wrzesnia niz mielismy przez wiekszosc sierpnia! :)

    Ech, dla mnie 7 rano to idealna pora na wstanie, w porownaniu z codzienna 5:45...

    Kurcze, torcik wyglada rewelacyjnie, szkoda ze nie jestes MOJA bratowa!!! A tak w ogole, to dzieki za przepis na owocowe ciacho! Zupelnie zapomnialam, ze o niego prosilam, a tu prosze, Ty zapamietalas! :*

    Zawsze lubilam poczatki roku szkolnego. Podniosly apel, nowy plan lekcji (ktory w ciagu pierwszego tygodnia potrafil sie 3-krotnie zmienic...), nowi nauczyciele, czasem nowi uczniowie... Sama jestem ciekawa jak odbywa sie to tutaj i jakie beda moje odczucia jako mamy. Napewno bede rownie zestresowana jak Bi przed pierwszym dniem... Na szczescie to najwczesniej za rok, a moze i za dwa... ;)

    Kochana, rzeka Hudson w Nowym Jorku podobno tez jest strasznie zasyfiona! Jak kiedys bedziesz sie chciala przekonac na wlasne oczy, to do mnie stamtad jest juz tylko 3 godziny jazdy! :)))

    OdpowiedzUsuń
  11. My też w tym roku przeżyliśmy trzecie rozpoczęcie roku. Moja Zu jest rok młodsza od Elizy, ale wcześniej była jeszcze zerówka i przedszkole ;) Popłakałam się jak bóbr, jak zobaczyłam to moje maleństwo podążające za panią wychowawczynią do klasy ;) Im starsza, tym bardziej "miętka" się robię ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pięknie wyglądałyście, wszystkie trzy. Nie wiem o której wstałyście, żeby się wyszykować.
    Powodzenia dla Elizy w nowym roku szkolnym!

    OdpowiedzUsuń
  13. Pięknie! No widzę bierzesz się do działania! Tak trzymaj. Może wezmę z Ciebie przykład i zepnę dupkę?

    OdpowiedzUsuń
  14. Gratulacje dla Ciebie a pro po języka angielskiego. Na pocieszenie napiszę Ci, że ja mam już po 40stce a i tak planuję, że się jeszcze poduczę;) I mam zamiar to zrobić także tej jesieni. No cóż, oby nam się udało. Będę trzymać za Ciebie bardzo mocno kciuki:)))) A zdjęcia przecudne! Córeczki pięknie ubrane:) Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  15. U nas trzeci dzień w zerówce - nie jest źle, syn sobie radzi.
    Muszę wziąć z ciebie przykład - również wypadało by podszkolić angielski

    OdpowiedzUsuń
  16. Tort wygląda świetnie :-) a czas biegnie nie ubłagalnie, ani się nie obejrzymy a będziemy się szykować na kolejne rozpoczęcie roku :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. tyle nowości:-) trzy wspaniałe kobiety i każda w ważnym dla nich momencie:-) Trzymam kciuki za angielski:-) na nic nie ma za późno, wiesz ilu rzeczy, jak się uczę???:-) ściskam:-)

    OdpowiedzUsuń
  18. U nas aktualnie poprawa pogody. Córy przesłodkie. Zdjęcia cudne. Ja rozmiaru XS nie uważam za atrakcyjny. Wg mnie kobieta ma być kobieca, ale rozumiem Cię. Ja tez przytylam po drugiej ciąży i właśnie próbuje zgubić zbędne kilogramy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też ostatnie dni były piękne- tylko cicho sza, żeby nie zapeszyć :)
      Nie no z tym XS to oczywiście racja. Chociaż są kobiety tak naturalnie chude, że trudno Im wyjść poza ten XS a są piękne i seksowne. Moje XS to było ciężko "wywalczone" dietą i pięknie popsute efektem jo-jo :)
      Teraz wystarczy mi S, albo małe M i naprawdę będzie ok.
      Pozdrawiam!

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!