Mama2c

Mama2c

sobota, 13 września 2014

Rozszerzanie diety...

...czyli świńskich klimatów tematów ciąg dalszy :)

Mówi się, że faceci to duże dzieci... Albo mam w sobie za dużo testosteronu, albo powtarzane jak mantrę przez każdy poradnik jak być szczęśliwym: obudź w sobie wewnętrzne dziecko, w końcu poskutkowało, ale tak- zachowuję się jak dziecko. I dobrze mi z tym :p

Każdą wolną chwilę spędzam przy klatce prosiaczków. Na zmianę z siedzeniem przed laptopem... i wertowaniem stron o świnkach morskich :) Mąż na szkoleniu więc mogę sobie na to pozwolić :) I na wlewanie wody mineralnej do poidełka :)

Mam to szczęście, że Lila, która nie musi budzić w sobie wewnętrznego dziecka, bo po prostu nim jest, póki co, spędza czas podobnie do mnie. To z kolei poskutkowało tym, że już nie mówi o Strzale: "Butata dwie". Teraz nazywa go... Strzałą, ale w swoim własnym języku- niestety, wybaczcie, tego jak to brzmi, za pomocą polskich znaków i liter zapisać się nie da.

Pamiętam, że świnki morskie lubiłam od zawsze- choć w swoim życiu miałam tylko jedną, i to u babci, bo szanowny pan tata nie chciał się zgodzić, żeby Trusia zamieszkała z nami. Teraz, po latach, odkryłam skąd moja sympatia do nich. Łączy nas miłość do... jedzenia :) Właściwie łączy nas coś jeszcze- i ja i one jemy praktycznie przez cały dzień :) I o ile każdy jeden dietetyk pewnie rozpłakałby się nad moim dziennym jadłospisem, o tyle o to, żeby chłopcy jedli zbilansowane posiłki (tak, tak- ZBILANSOWANE! :)) dbam bardzo. Z racji tego, że to jeszcze maluszki, nowości wprowadzam im stopniowo- póki co poza marchewką, jabłkiem, ogórkiem świeżym i natką pietruszki dostali jeszcze kukurydzę w kolbie. Dziś wieczorem wprowadziłam kolejną nowość- paprykę :) Miałam zamiar powycinać im serduszka z ogórka, ale tak kwiczeli, że nie zdążyłam :) Niestety, widać nie wszyscy rozumieją, że taka świnka ma też swoje potrzeby żywieniowe i tak jak my- coś lubi, albo nie. Agata napisała, że Jej wiek Fafik lubił cykorię, czytałam też o niej na forum dla miłośników świnek (tak, zarejestrowałam się chyba na pięciu, tam się przynajmniej nikt nie pyta, czy karmię piersią :)), więc czym prędzej postanowiłam wyżej wspominaną sprowadzić do mojej lodówki. No i zonk. Nie przewidziałam, że na moim zadupiu, w trzech sklepach zasugerują, że chyba pomyliłam słowa, i że chodzi o cyrkonie, ale to w jubilerskim (serio?!), a w jednym poinformują mnie, że postarają się sprowadzić. Taaaa jasne, tak samo jak mi kiedyś pół roku sprowadzali mleczko kokosowe. I tak sobie myślę, że może to i dobrze, że się nie rozwinęłam przed tą ladą, chcąc ich wziąć na litość, że to dla świnek, że one takie malutkie, i że może polubią- kto by tu to zrozumiał, skoro nawet własna mama wyraziła niemą, bo niemą, ale dezaprobatę, dla poszukiwania cykorii, wzdychając: "To marchewka i jabłko nie wystarczą?"... Ignoranci. No nic- na kolejnych zakupach spożywczych w "na mieście" cykoria wyląduje w naszym koszyku. Mam tylko nadzieję, że Marcin nie będzie dopytywał co mam zamiar zrobić z tej cykorii, bo będzie taka sama konsternacja, jak w Koglu moglu, kiedy okazało się, że cielęcina jest dla psa...

Bąble z dnia na dzień są coraz fajniejsze. Choć muszę przyznać, że pięć lat studiów socjologicznych, to pryszcz do obserwowania takich świnek... W toku wnikliwej obserwacji nasunęło się podejrzenie, że mamy świnkę-pedała, geja- przepraszam. I nie, żebym ja coś miała do innych orientacji seksualnych. Absolutnie. Tyle, że... No Błyskawica wydaje się być zażenowany zachowaniem kolegi. W zasadzie to nie wiem do końca jak interpretować zachowanie Strzały względem Błyskawicy, ale same powiedzcie czy to normalnie- parę razy w ciągu dnia Strzała zaczyna kręcić kuprem tak, że Monica Bellucci, mogłaby się od niego uczyć, i zmierza w stronę Błyskawicy. Jeśli ten nie zwieje (bo już się uczy i zazwyczaj jak tylko widzi Strzałę w TAKIM nastroju, to udaje się w drugi kąt klatki), zaczyna się o niego ocierać, próbuje wchodzić na niego, ale w okolicach szyi... Oboje z Błyskawicą jesteśmy trochę zdezorientowani, choć mi zdecydowanie łatwiej, bo jestem po tej drugiej stronie klatki... No nic, będziemy obserwować, co z tego wyniknie... Przez chwilę miałam już taki przebłysk, że może Błyskawica jest dziewczynką, ale to raczej niemożliwe.

A co u Dziewczyn? Na razie wszystkie trzy jesteśmy na jednakowym etapie fascynacji maluchami. Elizę trzeba przywoływać do porządku, bo kiedy przychodzi pora odrabiania lekcji, to albo przypomina sobie, że musi posprzątać wokół klatki (wszędzie mamy teraz sianko...), albo czuje nieodpartą potrzebę oswajania maluchów... Lila do znudzenia powtarza na zmianę : świnia albo świnie. I wiecie co? Ludzie to jednak niedomyślni są jacyś... Stoimy ostatnio z Lilką w sklepie (po świeżą natką pietruszki- a jakże), a moją córcię zaczyna zagadywać jakaś pani... Co prawda nie dosłyszałam co konkretnie mówiła, za to bardzo dobrze usłyszałam, jak i inni klienci również, co mówi Lila... Ryknęła na cały głos: świnia. Pani się chyba zdenerwowała, bo wyszła trącając mnie ramieniem, a ja- ciemna masa, dopiero po kilku innych przeszywających spojrzeniach, zorientowałam się, co sobie ci wszyscy ludzie mogli pomyśleć... No nic- najwyraźniej trzeba jeszcze popracować nad popularnością, bo widać, że z mojego osiedla, to chyba nikt mnie nie czyta! :)
Ja na przykład, jak moja bratowa, kiedyś wypaliła przy mnie: "małpa", to od razu wiedziałam, że przypomniała sobie wycieczkę klasową do warszawskiego zoo w 1995 roku...

Z bardziej przyziemnych rzeczy- Eliza jest w trakcie czytania swojej pierwszej szkolnej lektury. Padło na "Brzydkie kaczątko"... I wiecie co? Przypomniałam sobie jak mama czytała je mi i bratu, a ja płakałam, że brzydkie kaczątko takie niechciane przez wszystkich... I doskonale pamiętam, że rzekomy happy end w ogóle mnie nie pocieszył, i cały dzień przeżywałam, co ten biedny maluch przeszedł. Za to kiedy przepytywałam Elizę, po tym jak przeczytała pierwsze dwie strony, to aż musiałam sama wziąć książkę do ręki, bo miałam wrażenie, że albo mówimy o zupełnie innej lekturze, albo ktoś napisał współczesną wersję "Brzydkiego kaczątka"...

Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy z bólem serca stwierdzam, że Eliza orłem z języka polskiego raczej nie będzie... Same zobaczcie dlaczego- opowieść mojej córki z wczoraj:
-Mamo, a wiesz co? Babcia Kuby zwinia na nas nas, że nauczyliśmy go przeklinać.
-Co robi babcia Kuby?!?!?!
-No mamo- ja też się wkurzyłam, ale tak- zwinia na nas...
-Eliza! Co robi babcia Kuby?!
-No... No mówi, że nauczyliśmy go przeklinać.
-Dziecko, nie ma takiego słowa jak "zwinia"! Można powiedzieć "obwinia", ale nie "zwinia"...
-
-
-
-Eliza!
-Co?
-A nauczyliście go przeklinać?
-Nie, no coś ty...

Tak, na pewno...


W siodle...



 Zapatrzona...


Mała zazdrośnica- robiłam zdjęcia świnkom, to kazała zrobić też swojej zabawce :)


Kurna, wysoko jednak...

18 komentarzy:

  1. ;) świnia gej...a to dobre.Ciekawe co z tego wyniknie.?Albo będą bójki albo zostaną kochankami ;) Life...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki life? Ania! Nie pod moim dachem :)

      Usuń
    2. a może to jednak parka??? ja tez miałam psa co miał być psem a był suczką sie okazało i nie pytaj kto sprawdzał:D

      Usuń
  2. Apowiedz tak szczerze, te Twoje świnki nie śmierdzą? A... Poczekam aż dojrzeją, bo ja miałam koszatnice - swoją drogą świetne, ale ruchliwe i sikały w kółku się kręcąc :P

    Eliza jak zwykle bezbłędna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co Werka- na razie nie. W poniedziałek mija tydzień odkąd wysypaliśmy im podłoże- żwirek drewniany i jeszcze nie śmierdzi. Ale jutro rano zmieniamy, bo pełno kup mają :)

      Oj tak- bezbłędna...

      Usuń
  3. Kurcze te chlopaki to maja zycie- takie luxusowe zarelko :)
    Choc gdy przeczytalam tytul to myslalam, ze Lila dostala cos nowego do jedzenia :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lila, Lila... A kto to jest Lila? :)
      A co im będę żałować :) Niech sobie pojedzą :)

      Usuń
  4. Czytałam i płakałam ze śmiechu :D Obłędne są te Wasze świnki :)
    Ano właśnie, nie śmierdzą? Moja śmierdziała jak jasna cholera:/
    Mało tego klatkę mieliśmy w kuchni, i zawsze kiedy słyszała że schodzimy po schodach, albo zbliżamy się do kuchni piszczała jak głupia!
    A żarta była niesłychanie :)
    Świnka gej :D O ludzie :D Ale wiesz w dobie gender wszystko jest możliwe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie chłopaki nie "walą" :) Zobaczymy z czasem :)
      Nasze póki co są w miarę cywilizowane jeśli chodzi o nawoływanie o żarcie, ale to się może zmienić :)

      Usuń
  5. Robię już 2 podejście że by spokojnie przeczytać Twojego posta i za każdym razem moja Młodsza ma jakąś pilną potrzebę wrrrr, ale teraz cisza chwila spokoju huuura:}}}
    Przyjemnie się czyta że cała rodzinka jest zaangażowana w zwierzaki :}.
    Ja miałam jamniczka i on , bestia kochana chyba miała większy pociąg do facetów więc nie doczekałam się małych potomków od niego.
    Bardzo się ekscytowałam kiedy moja starsza zaczęła pierwsze lektury, niestety tylko ja byłam zadowolona moje dziecko niespecjalnie...
    Udało mi się napisać komentarz w spokoju , jaki luksus :}}}

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ się uśmiałam. Nawet Mąz się zainteresował. Świnki mają szczęście, że trafiły do Waszego domu. Zostały porządnie zaopiekowane, jak to przed wielu laty powiedziała pewna dzienikarka na wizji. To tak w temacie polszczyzny. I co ciekawe, od tamtej pory coraz częściej słyszę to słowo. Weszło do języka polskiego. Także głowa do góry, może i zwinia będzie w powszechnym użyciu. Miłej niedzieli

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozszerzanie diety świnii - Martuś, za te Twoje fenomenalne wpisy, dzięki którym regularnie zwijam się ze śmiechu i rechoczę tak, że H. zaczyna na mnie wrzeszczeć, że zrobię krzywdę dziecku, postawię Ci chyba ołtarzyk i będę bić pokłony.

    Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja tez pamietam 'Brzydkie Kaczatko' . Najbardziej bylo mi przykro z faktu,ze nikt go nie chcial I kazdy sie go wypieral.
    No coz, z Elizy polonistki nie bedzie,ale moze jakas sportsmenka? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja to ze strachu, że mi się rozmnażą po spotkaniach ze Stefanem zakazałam wizyt, pomyśleć ile by mogło ich na raz się urodzić ;)
    Szkoda, że moi chłopcy nie chcą jeździć konno :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Widać, ze fascynacja nie mija, fajnie :-) super te zdjęcia na konikach

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie mogę się doczekać kiedy pójdziemy na swoje i kupimy sobie jakieś zwierzątko. Najlepiej psa.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak marzylo ci sie kolejne dziecko to teraz masz dwojke naraz ;-) Jestes niemozliwa z tym karmieniem i dogadzaniem swinkom ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kochana, widzę, że ta odmiana, którą wprowadziliście do Waszego domu, pozytywnie na Ciebie wpływa. Wróciło moje ulubione szydercze poczucie humoru :D Jupi!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!