Mama2c

Mama2c

czwartek, 23 października 2014

Myśli i słowa...

Nas kobiety (podobno) w ogóle ciężko zrozumieć, ale odkąd jestem mamą- zdarza się, że nie rozumiem sama siebie. I tu przykłady mogłabym wymieniać i mnożyć. Dziś o tym najświeższym i tym z najdłuższym stażem, bo w zasadzie- w mniejszym bądź większym natężeniu, kotłują się te myśli od dawna...
Teraz, na chwilę przed urodzinami Lilci, "zjawisko" tylko przybiera na sile...

No bo jak zrozumieć to, że po każdym cięższym dniu, kończę go z myślą, albo życzeniem: niech Ona będzie już starsza/większa/mądrzejsza. Ciężki dzień, to wędlina wrzucana do wszystkich napoi, przechodzenie koło Elizy i ni z tego, ni z owego szarpnięcie Jej za włosy, albo uszczypnięcie (jeśli Lila ma dobry dzień), histerie w związku z powrotem do domu, urządzanie sobie w tymże domu biegów przełajowych w tempie sprinterskim, darcie się o wszystko, co jest nie po Jej myśli, to wciąż uparcie powtarzane, że tylko mama (no to akurat jednocześnie mnie irytuje, ale i rozczula), nieustanne próby wylewania moich kosmetyków (co dzień odkrywam, że Ona sięga coraz dalej i wyżej)... I wiele, wiele innych.

Wtedy uruchamia mi się mechanizm wyobrażania sobie, jak to będzie pięknie ze starszą Lilą- spokojny wypad do kawiarni we czwórkę, cywilizowane składanie zamówienia, bez tego: "uspokój się!", co do którego ludzie z obsługi nigdy nie wiedzą, czy to do nich, czy rzucane tylko do przebiegającej obok nas Lilki, pójście na normalne zakupy, bez pośpiechu i zabawiania Lilki, żeby odwrócić Jej uwagę, od tego, co chciałaby zbroić, jazda autem bez nerwów, wspólna zabawa, gry, które nie znudzą się po 5minutach... Że już o takich perspektywach, jak wyjazd na urlop do dalekiego Zakopanego, czy jakiś spontaniczny wypad we dwoję- nie wspomnę.

Lilka potrafi przeczołgać człowieka- jest mega głośna, mega uparta i w nosie ma wszelkie próby narzucania Jej czegokolwiek. Najchętniej już teraz- jako 2latka, miałaby ostatnie zdanie we wszystkim. Czasami zaczyna mnie przerażać :) Eliza teraz jest nieznośna, ale wcześniej chociaż się maskowała...

Wystarczy jednak jedno spojrzenie na śpiącą po kąpieli Lilę, Jej widok, kiedy wstaje rano- taka rozczochrana i mocno zaspana, i kiedy ziewając mówi: "Dzień. Nie ma noc", wystarczy, że przyniesie dwie książeczki i wręczając jedną mi, powie: "Mam cita, dzidzia cita", wystarczy zobaczyć, jaka jest z siebie dumna, kiedy nauczy się czegoś nowego, wystarczy, żeby rozbawiona biegła w moją stronę z tym Jej: "Mama łap dzidzie", żebym chciała zatrzymać czas. Właśnie teraz- kiedy jest już taka rezolutna, kontaktowa, ale nadal "dzidziusiowo" słodka. Kiedy nie jest już nieporadnym maluchem, ale właścicielką własnego zdania, które wypowiada i manifestuje w sposób, który niezmiennie mnie rozczula. Wiem, że za rok- już jako przedszkolak, będzie inna. Ciężko już będzie dostrzec w Niej tego malucha, którego teraz nadal widzę. Może zacznie się wstydzić, może zacznie się powoli mądrzyć... W końcu ma w domu świetnego nauczyciela :)

Lila to jednak córeczka mamusi- okazuje się być bardzo cierpliwa i wyrozumiała, kiedy na fali około urodzinowych wzruszeń, non stop Ją przytulam, całuję i powtarzam, że jest moim ukochanym dzidziusiem. Ona tego słucha, obejmuje mnie za szyję, i czasem tylko takim specyficznym tonem- ni to pobłażliwym, ni to niedowierzającym, powie: "Tak".

Tak czułam, że się rozkleję przy pisaniu tego posta, także kończę, zanim misternie nakładany makijaż (między moim jogurtem z otrębami, a Lilki naleśnikami) całkiem mi spłynie.

I pomyśleć, że równo dwa lata temu, była jeszcze jedną wielką niewiadomą w moim brzuchu :)









14 komentarzy:

  1. To chyba wszystkie dwulatki dają popalić. Nie mam takich myśli jak Ty, moje ograniczają się do: niech już mąż wróci z pracy, nastanie wieczór i niech synal już zaśnie (tak koło 22 ostatnio), to będę miała chwilę dla siebie.
    Oj ciężkie życie matki, ciężkie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając o Twojej Lileczce mam wrażenie że "oglądam" w tym opisie moją młodszą babeczkę :}. Właśnie przy młodszej nauczyłam się nie wybiegać w czas przyszły jak to będzie fajnie gdy....ponieważ przy gorszym dniu mojego potwora proszę tylko o wieczór, ciszę w domu, a gdzie tu wizja wspólnym wypadów z moimi kiedyś dorosłymi córkami :}. Chociaż widząc moją córcię śpiącą, radzącą sobie świetnie w brutalnym świecie wzruszam się szybko :}}. Powtórzę się któryś raz- PRZEŚLICZNE masz dziewczynki :}

    OdpowiedzUsuń
  3. Codziennie marzę bo Tomek był juz starszy i mądrzejszy i codziennie rozczulam się jego dzidziusiowatą buzią gdy śpi.

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja z innej beczki jak mi się marzą takie czerwone meble w kuchni;;;;;;;;;

    OdpowiedzUsuń
  5. Miny Lilki boskie ;) Niezły z niej łobuziak- widzę, że daje ci popalić.. Skąd ja to znam? Też tak miałam (i mam w sumie nadal) że czekałam i marzyłam, żeby Synek był starszy, mądrzejszy, samodzielniejszy.. Jest już lepiej, ale nadal czekam, bo nadal potrafi marudzić i mnie wyprowadzić z równowagi- ale czy to się kiedyś w ogóle skończy, z wiekiem? Obawiam się, że nie tylko będą różne etapy i z innych powodów będą nerwy i gorsze dni..

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziewuszka ma charakter:-)ach tez mnie ostatnio na wspomnienia bierze.. dwa latka to juz będzie...jeszcze zatesknimy za tymi harcami, halasem i balaganem...:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak fajnie opisujesz Lilke, że ja też się rozczulilam... Dzisiaj moja córcia też dała mi popalić, ale odwracam głowę i spoglądam na nią jak słodko śpi i czuję, że serce zaraz pęknie z miłości :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Łobuziak Uroczy i Kochany jak moja Zuza :)

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas podobnie! Jaś ma ten sam etap tylko jakoś szybciej. Teraz właśnie stoi w łóżeczku i drze się na cały głos: "ma-ma". Ostatnio tak codziennie!Pogoda do bani i już brak długich wyjść na dwór swoje robi.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobrze, że dopisałaś drugą część postu, bo bym zweryfikowała swoje plany. Żartuję oczywiście. Ja to nawet lubię takie żywe dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudna perełka, będzie pociechą na stare lata :)

    OdpowiedzUsuń
  12. mój syn ten jest żywym dzieckiem, wszędzie go pełno. Nie potrafi chodzić tylko biega. Drze się jak tylko coś jest nie po jego myśli, ale próbujemy skutecznie go poskromić. Ostatnio mąż na niego krzyknął, a młody od razu się uspokoił, przestał marudzić i jeszcze na końcu mówi do męża: siasiam (przepraszam), nie chciałem:) i jak tu ich nie kochać....

    OdpowiedzUsuń
  13. Slodka :) na zdjeciach i na zywca pewnie tez?! Tak to juz jest- denerwujemy sie, krzyczymy i walimy glowa w sciane- ale zawsze kochamy te nasze "LOBUZY" :))
    No, przeciez inaczej sie nie da- nie ma innej opcji :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Hehe mam tak samo - niech Kacper będzie już starszy. Niech zacznie siedzieć, czworakować to może się chwilę sobą zajmie. G.... prawda - teraz to ja muszę być bardziej uważna bo ciągnie go do takich kątów, że szkoda pisać

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!