Mama2c

Mama2c

piątek, 10 października 2014

Raport piątkowy

Kolejny tydzień za nami. Tydzień dzielony na szkołę, kościół, zajęcia dodatkowe. Eliza, poza aktywnością na zajęciach karate, postanowiła wrócić na tańce. No zobaczymy ile wytrwa tym razem... Bo poprzednim razem zrezygnowała na miesiąc przed końcem roku, także... Hmm, bardzo mądrze :) No ale jak to sama określiła: Nie czuła już pasji :p

Tydzień, który generalnie obfitował w długie spacery, bo i pogoda im sprzyjała. No może poza wczorajszym dniem, kiedy prawie cały czas padało. Lilka jak na złość zrobiła powtórkę z rozrywki- i nie zasnęła na drzemkę. Na szczęście po 17 Marcin wziął Ją na długi spacer, także przewietrzyła "łepetynkę", ja trochę od Niej odpoczęłam- czyli wszyscy zadowoleni :)

Może i zadupie, ale dla takich widoków podczas codziennych spacerów, warto być poza centrum wielkiego świata.








W środę zrobiliśmy Elizie odlew Jej szczęki i już w czwartek odbieramy aparat. No nie powiem- ciekawa jestem jak to będzie z jego noszeniem. Przypuszczam, że czas, zanim Eliza się do niego przyzwyczai, może być trudny.

Kupy jak nie było, tak nie ma, i przypuszczam, że się już nie znajdzie... Buty oczywiście sprawdziłam- wszystkie czyste, żadne ptactwo latające też nas nie odwiedziło, tym bardziej bakłażany :) Malwinka- myślałam, że się posikam, kiedy czytałam Twoją przygodę :) A, no i jeszcze tylko dodam (mam nadzieję, że Lilka mi kiedyś wybaczy tą prywatę), że moja młodsza córcia, robi kupy o takiej konsystencji, że żadne "wyleciało bokiem" bez pozostawiania śladów- nie wchodzi w grę :p Przyznam, że różne mam teorie na ten temat. Łącznie z tą, która mam nadzieję, jest mało realna, a traktuje o tym, że może jakiś szczur (sama nie wierzę, że to piszę!) albo inny gryzoń (nasze świnki nie opuszczają klatki) wszedł do mieszkania. Czego jak czego- ale szczurów boję się panicznie. Mam od czasu do czasu takie schizy, że mieszkając na parterze, jesteśmy bardziej narażeni na to, że jakimś cudem, te cholerstwa mogłyby się dostać do domu...

Mimo wszystko, nadal, najbardziej podejrzewamy tę oto pannę...


 ... w myśl zasady, że dzieci potrafią...

Przed nami weekend... Mam nadzieję, że udany, bo ostatnio jakoś dziwnie jest między nami. Nie chce mi się nawet nad tym rozwodzić, bo i czasu brakuje na elaboraty. Proza życia- po prostu. Niestety oboje się jej poddajemy. Coraz mniej wspólnych tematów, poza tymi, które dotyczą domu i dzieci. Czasu, który spędzamy tylko we dwoje, teoretycznie już nie ma. Czasami mam wrażenie, że utknęliśmy w jakimś martwym punkcie i ciężko nam się z niego wydostać. Samo nic się oczywiście nie zmieni, ale... Żadne z nas nie kwapi się, żeby coś zrobić/zmienić... I tak mijają kolejne dni, tygodnie...

No nic- koniec smucenia.
Jeśli zastanawiacie się, co ugotować/upiec w weekend- kupcie sobie dynię :) Serio! Jutro post o tym, co mnie, w ostatnich dniach, udało się z dyni wyczarować. Trochę się tego nazbierało, także i wybierać z czego będzie :)

Ps. Uprzejmie prosi się Iwonkę o podanie maila, i Abby o wysłanie mi zaproszenia- awaria laptopa i jej nieszczęsne konsekwencje.


18 komentarzy:

  1. Ja ciągle myślę o tej Waszej kupie i pojęcia zielonego nie mam gdzie Młoda Dama-właścicielka mogła ją ukryć :D Boki zrywać :D
    Ja tam lubię takie widoki i takie zadupie :) Serio, kojąco na mnie działają :)
    Karate, tańce, kurczę blaszka zdolną macie pociechę :)
    Moja szaleje z tym angielskim i tańcami z rytmiką :D Osikać się idzie :)
    I korekcyjne-dla dziecka samo zdrowie, a pan rehabilitant....fiu fiu :P Nawet matka oko nacieszy :P :P

    U nas mimo wszelkich starań generalnie wynikających z mojej strony, udanym związkiem chwalić się nie mogę...jaka kurna szkoda.
    Dynia króluje dziś u mnie :D :D
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Widoki obłędne. To tak samo jak na naszym zadupiu. Ciekawa jestem jak Eliza zareaguje na aparat. Tomka też będzie czekał w przyszłości, bo ząbki rosną mu krzywo.

    OdpowiedzUsuń
  3. A proszę bardzo:) iwa_se@wp.pl
    ztelefonu piszę, no masakra to jest, czwarty raz, bo jak kasuje to wszysstko. A z tą kupą to bardzo podejrzane jest :D
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
  4. A może to świnka miała jakąś rewolucję żołądkową, jeśli biegają po domu to ja bym podejrzewała je bardziej, niż to urocze dziecię :). One robią takie bobki przecież, a przy rozwolnieniu kleksy by były, świnka, jak nic.
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Z tą kupą u was to niezłe jaja ;))))

    Widoki cudne, u nas "na zadupiu" też podobnie i kolorowo teraz ;)

    Przykro mi, że z mężem znowu niefajnie..

    Ty to jesteś maniaczka jeśli o dynie chodzi ;) Ja niestety nie przepadam..

    Miłego weekendu życze!

    OdpowiedzUsuń
  7. Piekne te zdjęcia :)
    Oby jej starczyło sił na te wszystkie zainteresowania :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sliczne te widoki!!!! Lubie takie miejscowki... ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. pięknie tam macie:) ja też dziś byłam na takim spacerze fajnie tak dotlenić się przed snem:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie się podoba takie zadupie.
    Co do aparatów... To trzeba się pilnować. Mieliśmy z Mężęm czas, że grubo po dwudziestce oboje nosililśmy biżuterię (taką na kilka godzin w dzień i na całą noc). Mało to romantyczne. Ale nie pilnowaliśmy się i aparaty leżą gdzieś głęboko w szafce. Życzę Elizie wytrwałości

    OdpowiedzUsuń
  11. Widoki cudne. Mam to szczęście, że mam podobne. ;)
    Co do relacji damsko-męskich, to chyba w większości małżeństw z małymi dziećmi tak jest przez dłuższą lub krótszą chwilę.

    OdpowiedzUsuń
  12. :D hehhe, no cóż, takie u nas bakłażany....mrugające oczkami.

    Ciekawa jestem Twoich dyniowych wariacji, bo sezon dyniowy w pełni i mam nadzieję męża czymś zaskoczyć. Może mnie zainspirujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Piekne zdjecia- a modelka "tak dorosle" na nich wyglada :)))

    OdpowiedzUsuń
  14. ehh, nie zgodzę się z tym parterem - mi na czwarte piętro mysz wlazła i za lodówka zdechła, jak mieszkaliśmy w Rawie. Do tej pory pamiętam ten smród. Fuj.

    Dynię przyrządzam na kilka sposobów od dobrego miesiąca. I mam nadzieję, ze ten sezon szybko się nie skończy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Widoki są przepiękne. Fajnie że Twoja Elizka jest hmmm ruchliwa i ma ochotę na różne zajęcia. Chciałabym żeby moja starsza ciutek bardziej dupeczkę ruszyła ponieważ zrobiła się stacjonarna :}}. Zobaczysz że wszystko się ułoży z Twoim mężusiem. Są takie momenty że człowiek wpada w codzienny kołowrót i rutynę i z jednej strony widzi że coś jest nie halo ale nie ma siły zmienić tego. Będzie dobrze zobaczysz :}}

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja kocham swoje zadupie :)
    Kocham święty spokój :)

    OdpowiedzUsuń
  17. My tu mama podobne widoki. Mój M gdy skończył 2 lata to zrezygnowaliśmy z drzemki. Może Twoja Lila także już nie potrzebuje spać w dzień.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ehhh, jak ja tęsknię za takimi widokami... Jak Elizie idzie karate? Przez te Twoje wpisy o dyni strasznie się na nią napaliłam, a produktu głównego u nas na bazarkach wciąż brak.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!