Mama2c

Mama2c

środa, 12 listopada 2014

Było sobie wolne...

Wolne to my lubimy. I to bardzo.


Chociaż, jak ostatnio usłyszałam, ja takim wolnym dniem, w ogóle nie powinnam się ekscytować, bo sama mam przecież wolne od 8lat... No cóż- najpierw miałam ochotę bardzo stanowczo zaprotestować, jednak w porę mnie olśniło. Jeśli ktoś ma tak ubogą wyobraźnię, i pokusił się o takie stwierdzenie- w życiu nie przekonam Go, że "siedzenie" w domu z dzieckiem to czasami mega orka jest. I odpuściłam. A resztę rozmowy spędziłyśmy (bo taką nieogarniętą mam koleżankę) na ubolewaniu nad zbędnymi kilogramami i plotkując o Ewie Ch. I nie- nie ja zaczęłam. Koleżanka napomknęła, że próbowała ćwiczyć siekierę. Tfu! Skalpel. Tyle, że nie podołała. Oczywiście podniosłam Ją na duchu, bo to, że ktoś mi wbija nóż w plecy, twierdząc, że od  8lat się lenie, nie oznacza, że muszę iść tym samym torem. A w końcu kto jak kto, ale ja rozumiem każdego, komu zabrakło motywacji/silnej woli/wytrwałości/ kto zbłądził przy lodówce/stole/szafce ze słodyczami...

W każdym razie, podzieliłam się z koleżanką nowinkami, że Ewa obecnie ćwiczy z Japończykami. Na co Ona stwierdziła: "I pewnie nawet sushi nie zje, tylko same wodorosty powyjada." Dżizas, ale te kobiety potrafią być złośliwe! "Nie no...- może zje... W końcu sama kiedyś widziałam w jej przepisie 3łyżki ryżu. A ryby są przecież zdrowe..."- dodałam od siebie. A potem powspominałyśmy już tylko stare dobre czasy, kiedy cały okres studiów minął nam na sobotnich tańcach, piciu piwa i kończeniu takiej imprezy na najlepszym kebabie w Szczecinie. I to wszystko w rozmiarze S...

Dla mnie wczorajsze wolne, to taka spóźniona niedziela, którą musiałyśmy spędzić prawie w całości bez taty... Imprezy imieninowej nie robiliśmy- celowo. Mój brat też ma na imię Marcin, i jak nietrudno się domyślić- nie dostaliśmy nawet zaproszenia na kawę... Co roku imieniny były u nas, ewentualnie u mojej mamy- jakiś uroczysty obiad. W tym roku mama też poszła po rozum do głowy- i zamiast stać przy garach- poszła z koleżanką na kawę i do kina.

Wiem, że Oni ani tej, ani żadnej innej aluzji nie zrozumieją. Co najwyżej, stwierdzą "filozoficznie", że strzeliliśmy focha. I szczerze mówiąc- mam to w poważaniu. Żal mi tylko Elizy, bo przyzwyczajona do takich imprez, wczoraj drążyła temat- dlaczego nikt nie przyjechał, i czy Święta zrobimy u nas...

Naszą "spóźnioną niedzielę" spędziliśmy w powiększonym- o Julkę- składzie. I sama muszę chyba siebie przystopować, bo kiedy dziewczynki miały się już rozstać (tata Julki musiał odwieźć Ją do mamy), a Jula tak prosiła, żeby mogła jeszcze zostać, było mi okropnie ciężko :( Na szczęście już niedługo piątek- dziewczynki już się wstępnie umówiły, także zobaczymy...

Zastanawiałyście się kiedyś, jak bardzo różni się jedno i to samo miejsce, w zależności od pory roku?






Pora tchnąć trochę życia (i kolorów) w ten wyludniony i smętny krajobraz :)






Ciasto imieninowe też było- a jakże. No cóż, ubolewam nad tym mocno, bo aspiracje są, ale talentu za grosz- dekorowanie ciast, to zdecydowanie nie moja bajka. Dlatego tort wygląda tak, jak wygląda. Na szczęście smakuje całkiem, całkiem, choć nie zachwycił mnie tak bardzo, jak w zeszłoroczne święta. Tym bardziej cieszę się, że zrobiłam go teraz- będzie czas, żeby poszukać kolejnego przepisu z kategorii: WOW :)

 



Dziś wieczorem siadam do pracy domowej, i odpowiadam na Wasze komentarze, bo ta strona pisania bloga, mocno ostatnio u mnie kuluje... Buźka!

40 komentarzy:

  1. Jak mnie denerwują te uwagi, że przecież siedzę w domu, to czym mam się zmęczyć? Często słyszę, że nie powinnam narzekać, bo skoro pracuję w domu przed komputerem, to tak jakbym nie pracowała... no witki opadają do ziemi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie zawsze wyskoczą z jakąś błyskotliwą uwagą... Szkoda zdrowia i czasu na dyskusje z takimi typami.

      Usuń
  2. ja nie lubię wolnych dni - tulko się wtedy denerwuje że mąż śpi do południa a potem leży przed tv i wszystko jak zwykle muszę robić sama :/
    skalpel próbowałam - z przerwami doszłam do końca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kochana,współczuję !
      nie patrz jak mąz śpi do południa i leży przed Tv !
      działaj ,rób coś ,bo zycie mija !

      Usuń
    2. To gratuluję, ja bym pewnie padła trupem. A męża może spytaj, kiedy Ty będziesz miała dzień wolny na spanie i leżenie przed tv. Może da Mu to do myślenia.

      Usuń
    3. wiesz... to typowy facet co to myśli że jak ja nie pracuję tzn że nic nie robię, bo przecież obiad się sam gotuje, a dzieci się same sobą zajmują... ehhh

      Usuń
  3. No to ja zacznę od części przyjemniejszej :)
    Mianowicie od tortu, który pożarłabym w całości :D ale jestem na diecie kurka wodna :P
    Skalpel zrobiłam, ale jak skończyłam lało się ze mnie jak z fontanny:/
    Przy reszcie wymiękłam...
    A te uwagi na temat siedzenia w domu znam na pamięć:/
    Słyszę notorycznie:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak z fontanny? Ok, nawet nie spróbuję. Nie lubię się pocić :)
      Taaa, te uwagi są bezcenne, nie sądzisz?! :)

      Usuń
  4. My też częściej widujemy i imprezujemy z naszym sąsiadem niż moim bratem.A szkoda,bo fajny z niego chłop,tylko strasznie zalatany;)No i różnice w naszych finansach też są spore.Czasami nas po prostu nie stać na pewne rzeczy np. wakacje w Gruzji,ferie w Alpach,beztroski wypad na weekend do SPA...ech...marzenia...Na szczęście w święta spotykamy się zawsze przy barszczu z uszkami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anka, no coś Ty?! Nie stać Cię na wakacje w Gruzji i ferie w Alpach? To naprawdę kiepsko... Żartuję, oczywiście. Nas nie było w tym roku stać na urlop w Polsce, także ekhmmmm- rozumiem, rozumie. My też się pewnie spotkamy, bo przykro to pisać, ale poza tym, że mój brat i bratowa są średnio ogarnięci, to są bardzo wygodni.

      Usuń
  5. Ja to bym posiedziała w domu te 8 lat .Ale nie z powodu,ze się nic nie robi...wiadomo,jak prace domowe potrafią zmęczyć i jak potrafią być monotonne.Ale jest coś ,czego nie mam teraz-święty spokój,żadna małpa i ździra nie wyżywa się na Tobie,nikt Cię nie stresuje :) W pracy zawsze jest ktoś nad Tobą ,kto ma popieprz...y charakter i manię wielkości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Nawet jeśli człowiekowi uszami wychodzą te same czynności, to nie musi się użerać z kimś, kogo nie zmieni, a kto skutecznie potrafi zatruwać życie. Może za długo zawodowo się nie udzielałam, ale problem, o którym piszesz znam doskonale :(
      Także współczuję i łączę się w bólu.

      Usuń
    2. Ps. Każdy kto ma manię wielkości, nie może być całkiem normalny!

      Usuń
  6. I mnie takie głupie gadanie denerwuje, gdy ktoś mi niby dogaduje, że Siedzę w domu i się urlopuje. Niestety nie umiem się powstrzymać od jakiegoś komentarza na podobnym poziomie. Najgorsze dla mnie jest to, że społeczeństwo oczekuje, że będziemy kurami domowymi, które cicho siedziałem, nic nie komentują i się głupio uśmiechają. A już w ogóle nie rozumiem, gdy takie komentarze wypowiaja kobiety.... Straszne historie:-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamila, ja ileś tam lat temu też się bardzo irytowałam i zazwyczaj wdawałam się w mało konstruktywną rozmowę. Teraz- szkoda mi na to i czasu i energii. Ludzie zawsze wiedzą lepiej i zawsze z czymś wyskoczą.
      A to, że kobieta kobiecie najbardziej potrafi dopiec, to niestety prawda. I wstyd mi za naszą płeć :(

      Usuń
  7. Marzy mi się spacer nad morzem. Fajnie macie.
    Co do rodzeństwa. Mamy podobnie. W niedzielę chłopak mojej siostry miał urodziny. Była jego rodzina (rodzice, siostra z mężem), moi rodzice. A my? Siostra nie chciała nam robić problemu. Przecież 50 km, to prawie jak na księzyc. Nie dziwię się.
    Ja właśnie poszukuję przepisu na swój własny tort urodzinowy. Sam się przecież nie zrobi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te zdjęcia to znad jeziora, które jest blisko nas. A na spacer nad morzem też mam wielką ochotę, boję się jednak, że dla dzieci, jest tam teraz zbyt wietrznie.
      No tak- taka odległość to jeśli nie księżyc, to na pewni drugi koniec Polski... Nie wiem- ludzie czasami wydają się zupełnie nie myśleć.
      A o jakim torcie myślisz, może polecę Ci jakiegoś bloga.

      Usuń
    2. Mam sporo orzechów włoskich, może coś w tą stronę.

      Usuń
    3. http://www.mojewypieki.com/przepis/tort-pszczelarza

      http://www.mojewypieki.com/przepis/tort-orzechowo---kawowy

      http://www.mojewypieki.com/przepis/ciasto-toffi

      http://www.mojewypieki.com/przepis/ciasto-orzechowo---budyniowe

      Kilka propozycji :)
      O ile dobrze pamiętam na Durszlaku są co jakiś czas różne akcje właśnie z orzechami- na przykład orzechowy weekend, albo orzechowy tydzień- tam też warto zerknąć. Pozdrawiam i owocnego poszukiwania idealnego tortu!

      Usuń
  8. Niestety, chyba każda z matek, kiedyś spotkała się z uwagami tego typu: Czym Ty jesteś zmęczona, przecież tylko siedzisz w domu z dzieckiem?
    Takie pytania zadają osoby, które nie spędziły choćby dnia sam na sam z dzieckiem. Szkoda słów i czasu na tłumaczenie, taki osobnik i tak nie zrozumie.
    Ja Chodakowskiej jeszcze nie próbowałam. Być może kiedyś spróbuję. Kto wie.
    Nawet o tej porze miejsca z Twoich fotografii są piękne.
    Początki zawsze są trudne. Każdy kolejny tort będzie lepszy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten brak zrozumienia jest irytujący, bo ja akurat rozumiem, że ktoś może nie chcieć siedzieć w domu z dzieckiem- i ok, jego sprawa, jego wybór. Wkurza mnie, kiedy ludziom się wydaje, że mogą sobie przy mnie komentować mój wybór, a już do szału doprowadza mnie, kiedy sami wiedzą co byłoby dla mnie najlepsze.

      Usuń
  9. Co do imprezy to tez bym tak zrobiła u nas tez jest tak że W. tata ma na imię tak samo jak on i robimy imieniny raz u nas raz u niego. ale ostatnio było to męczące bo teść ma więcej gości zawsze więc olałam system i zaprosiłam gości do nas na niedziele a teść na sobotę i nie musiałam robić za gospodynie!
    Piękne widoki tam macie na prawdę wiem że się powtarzam ale dla mnie bajka.
    Fajnie że Eliza ma taka koleżankę od serca wiadomo na rozwodzie rodziców cierpią najbardziej dzieci:/ A powiedz mi mała u Was nocuje? bo zabrzmiało to tak że tatuś bierze dziecko na weekend i zostawia Wam??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety- czasami same musimy zatroszczyć się o własne interesy, bo nikt nie wpadnie na to sam, że coś jest "nie halo"...
      Ania, jak tylko się ogarniemy z jakimś małym remontem i miejscem do spania, to od razu Was zaproszę. Myślę, że najlepiej bliżej lata, bo wtedy byśmy nad morze też pojechali- pokąpalibyście się!

      Nie, nie- absolutnie tak nie jest. Dziewczynki śpią u siebie praktycznie na zmianę. Jula została wyrwana stąd, gdzie miała szkołę, koleżanki, Elizę... To bardzo trudna sytuacja dla Niej i dla Jej taty. Ale raczej nie na bloga.

      Usuń
    2. oj tak trzeba koniecznie:)
      Co do zaproszenie skarbie ja nie po to tak piszę żeby się wpraszać o nie :D Jak się uda to wypijemy jakaś kawkę wspólnie w wakacje jak się uda może nawiedzić morze:) ale wiesz u nas miejsca dojść a i myślę nasi panowie by się dogadali tak że urlop i w góry:)

      Co do małej mogę sobie wyobrazić jak jej ciężko i fajnie że ma w Was wsparcie i pomoc.:* wiesz że jesteś niesamowita???? I wcale tu nie cukruje hi hi

      Usuń
  10. Ciasto wyglada bardzo apetycznie. U mnie jest rownouprawnienie. Jedyme do czego moze przyczepic sie Malzonek to fakt, ze on pracuje na caly etat, a na na 3/4, wiec biedak ma ciezej I gorzej...ech, ach ci Faceci !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Ciasto dobre, ale szału nie ma. Trzeba szukać dalej ideału :)

      Usuń
  11. Najważniejsze, że dzien wolny naprawdę dobrze spędzony:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak- dzień był super.

      Usuń
    2. I oby więcej takich było :) Rzadko jest tak, że można dzień zaplanować od deski do deski, spędzić go tak żeby go w pełni wykorzystać - przynajmniej u nas tak jest (jak wpadają gości :P)

      Usuń
  12. Jak ja ci zazdroszcze tego morza blisko!! Kocham uwielbiam nasze morskie plaże!

    Tort całkiem całkiem masz talent dziewczyno :-)

    Przykra sprawa z bratem i bratową. Ale nic nie poradzisz- nic na siłę.

    Fenomenu Chodakowskiej nie rozumiem i nie ogarniam. Nawet nie probuję ;-)

    Fajna ta przyjaź dziewczynek, oby przetrwała! Przyjaźń to piekna i ważna rzecz w życiu.

    A koleżanka bezczelna. Ale wiesz jak to jest: zawsze puknt widzenia zależy od punktu siedzenia ;-) I tyle w tym temacie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Aha a na komentarze u siebie tez nie odp, bo nie mam na to czasu. Wolę napisac nową notke niż odpisywac na kolejne koment.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jeśli mam wybierać, to zawsze wybiorę notkę, bo potem umyka mi to, o czym chciałam napisać, co chciałam zapamiętać...
      Dokładnie- nic na siłę i pora, żebym to sobie uzmysłowiła. Chociaż nie powiem- przykre to bardzo.
      Mnie ten fenomen też zdumiewa. Ale chyba naprawdę "to" działa, bo kiedy patrzę na te metamorfozy, no to szok czasami... Chociaż moja rozmówczyni, która kiedyś z fitnessem miała więcej wspólnego niż ja, uważa, że Chodakowska wszystko "zerżnęła" od jakiejś innej babeczki, która była pierwszą tego typu trenerką w Polsce.

      Usuń
  14. Tak sobie Martuś myślę , że Ciebie to strasznie musi tyłek bolec od tego siedzenia . Ciągłego siedzenia ! Ale wiesz - ostatnio kupowałam na Allegro " maść na ból dupy " - wysłać Ci jedną tubkę ???

    Ej - kiedy zostałaś MamąTrzechCórek ?
    Fajnych córek :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Skłądam protest w imieniu wszystkich mamusiek siedzących w domu z dziećmi. Przepraszam o siedzeniu można sobie pomarzyć. Człowiek dostaje rano torpedę w dupkę i zasuwa do wieczora .
    Bardzo dobrze że utarłaś bratu nochal , może kiedyś coś zrozumie.
    Zdjęcia wszystkie prześliczne ale najbardziej podobają mi się dziewczyny w tym ceglanym "okienku", jest w nim to cos

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak ja dobrze znam te uwagi... Jak wiesz, pracuję w domu - w pracy tłumacza oprócz komputera i internetu tak właściwie nic więcej nie jest ppotrzebne i notorycznie mówi się o mnie jak o bezrobotnej...
    Co do brata.. Chyba zawsze znajdzie się taka osoba w rodzinie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja się gorączkuję, gdy słyszę, że jak kobieta siedzi w domu z dzieckiem, to właśnie siedzeniem się głównie zajmuje. Odpoczywaniem. ALe zgadzam się z Tobą zupełnie - tym, którzy tak myślą nie przegadasz. Żadne argumenty nie przegadają, a jedyny skuteczny argument to przekonać się na własnej skórze.

    Co do Ewy. Ch. - też się nad tym zastanawiałam, co tam jadła biedaczka...

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj standard z tym siedzeniem w domu...jakbyś poszła do pracy to byś się zneczyła porządnie - zabić to mało...

    OdpowiedzUsuń
  19. Odwazna ta kolezanka! ;) Powiedziec cos takiego drugiej kobiecie to ryzyko, ze mozna i z torebki zarobic i stracic przyjaciolke! A ona w ogole dzieciata jest? Bo to by wyjasnialo dlaczego wydaje jej sie, ze "siedzenie" z dzieckiem w domu to permanentny urlop. :)

    Skoro do brata i bratowej nie docieraja aluzje, moze trzeba z nimi bezposrednio? Tyle, ze lepiej jakos tak w styczniu, co by sobie nie psuc swiatecznej atmosfery... ;)

    Ciacho wyglada pysznie!

    OdpowiedzUsuń
  20. Wrr ale mnie takie głupie uwagi o siedzeniu w domu denerwują... Na szczęście coraz rzadziej je słychać, do większości ludzi dociera, że bycie w domu z dziećmi to nie sielanka. Posiedziałaby ta koleżanka tak 8 lat i zobaczyłaby, jakie to "wolne". Ech :)
    Super fotki, jak nie z tej ziemi ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!