Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 24 listopada 2014

Echa dnia...

W zasadzie, to całą wczorajszą drzemkę Lilki, poświęciłam na pisanie innego posta... Mało tego- o tym samym tytule... Tyle, że kiedy go przeczytałam, w celu korekty błędów, olśniło mnie, że limit smucenia w listopadzie, już chyba wyczerpałam... Cierpliwość Czytelników też w końcu ma swoje granice...

Także dziś- "Echa dnia" na wesoło. Chyba...

W ubiegłym tygodniu, Eliza została wybrana do wręczania kwiatów biskupowi, który w piątek nawiedział odwiedzał naszą parafię. No cóż- powiem tak: Ze względu na urok osobisty naszego starszego dziecka, i na to, że jak mniemam, w szkole nie wychyla się ze swoim prawdziwym obliczem- wcale mnie ten wybór nie dziwi. Oklaski!
Tyle, że... Biorąc pod uwagę nasze "zaangażowanie" w życie parafii, to jednak jestem zaskoczona...

W każdym razie- piątek już za nami. Eliza była przejęta (sądzę po ilość wycieczek do toalety przed wyjściem), ale trzymała fason. Tata relację zdał- wszystko wypadło pięknie. My z Lilą zostałyśmy w domu- raz, że godzina dla dwulatki nie ta, a dwa... No powiedzmy to sobie jasno- dla Elizy jeszcze jest nadzieja. Lila natomiast, tak jak na chrzcinach określiła się co do tego, że Jej się w kościele wcale nie podoba, tak twardo (i głośno) obstaje przy swoim. I uwierzcie- ja tam jestem tolerancyjna- mi tam cudze dzieci, choćby ten kościół demolowały, krzyczały, albo fałszowały- w ogóle nie przeszkadzają. Niestety, w toku parokrotnych obserwacji, kiedy poddawaliśmy Lilkę eksperymentom, że może jednak, że przecież ten kościół nie taki straszny, jak go malują, odkryłam, że jestem jednak najbardziej tolerancyjną osobą w naszej wspólnocie. I może gdybym zawsze miała zrobione włosy, i parę kilo mniej, to jeszcze tak by mnie nie irytowały te spojrzenia... A tak, nie wiem- patrzą na odrosty? Na płaszcz, który lata świetności ma za sobą? Czy na tego rozdarciucha, za którym biegnę przez pół kościoła... Dobrze, że mały ten nasz osiedlowy Dom Boży, bo bym zadyszki dostała najpewniej...

Ale do brzegu... Jeny! Jak mi się podoba ten tekst :) To tak na marginesie...
Sobota, w naszym domu, była dniem emocjonalnej rzezi... Starłyśmy się z Elizą ze trzy razy i to tak porządnie niestety. Nie ma się czym chwalić jednym słowem, bo jako mama i osoba dorosła (napisanie dojrzała byłoby jednak nadużyciem i przypisywaniem sobie cech, których się nie posiada...) w ogóle nie powinnam do tego dopuścić. W każdym razie, kiedy w końcu zapanowała w domu względna cisza, a dziewczyny zaczęły się razem bawić- odetchnęłam. Za chwilę słyszę: "Lilciu, pobawimy się w szkołę?"- to Eliza... I Jej wierny giermek Lila: "Taaa". Nadal ciężko Jej powiedzieć "taK"...

Jedno i drugie rozczochrane... 



Teraz czas na wyznanie wyrodnej matki- zawsze kiedy pada hasło "zabawa w szkołę", cieszę się niemal jak dziecko, ponieważ wiem, że mam jakieś pół godziny dla siebie. Oczywiście zerknąć co jakiś czas muszę, ale póki co- odpukać- Eliza autorytet u Lilki ma większy, niż nie jeden nauczyciel wśród swoich uczniów, i lekcje przebiegają raczej spokojnie. Gorzej, jeśli Eliza zarządzi w-f, ale o tym innym razem...

Siedzę więc sobie w jadalni, piję herbatę z imbirem ( o tej herbacie też kiedyś będzie osobny post...) i nagle słyszę: "Lila! Przygotuj się. Zostałaś wybrana do niesienie darów. Zaraz dostaniesz koszyk"... Oho, myślę sobie- echa piątkowej mszy. Po chwili Lilka dumnie paraduje z koszykiem wielkanocnym po mieszkaniu.Śmiać mi się chcę niesamowicie, ale nie wiem jeszcze, że za moment przeżyję chwile grozy, kiedy Lila postanowi owe dary skonsumować...

I w ten sposób musiałam przerwać tą kapitalną zabawę. Na szczęście Lilka bez większych scen oddała koszyk, "dary" i wróciła do zabawy w szkołę... Po chwili znów słyszę Elizę: "Lila! Zapisz zadanie domowe: Ułożę zdanie z wyrazami: kuria, biskup, dary, chomik". No tu już nie wytrzymałam- tak parsknęłam śmiechem, że Eliza przybiegła sprawdzić, czy wszystko w porządku... Nie wiem co mnie bardziej rozbawiło- czy fakt, że Lila ma ułożyć zdania, czy wyrazy, z jakimi ma te zdania ułożyć, czy to, że ten chomik w ogóle tam nie pasuje :)



Eliza, jeśli faktycznie zostanie nauczycielką, na pewno będzie miała opinię surowej, bo Ona zadań domowych nigdy nie popuszcza. Pyta więc po chwili Lilę, czy już napisała zdania. Lila odpowiada swoje "taaa", na co Eliza prosi, żeby powiedziała jakie to zdania. I wtedy Lila wypala: "Białe".... I to są kolejne echa dnia, bo od dni kilku, Lila czuje silną potrzebę nauczenia się kolorów... Komedia z tego wychodzi niesłychana, ale o tym będzie na pewno osobny wpis.

Żeby nie było, że Lila- jako ta młodsza, nie ma czego przeżywać. Ma. Oczywiście, że ma. W piątek, jak już wspominałam, była u nas moja kuzynka, z małą Basią. To znaczy Basia mała nie jest, bo z miłością do jedzenia wdawała się najwyraźniej w chrzestną... Zaczynam przypuszczać, że wybór mojej osoby do tej roli nie był przypadkowy...
No i właśnie- Basia piersi domaga się często, a Lila- no przecież Lila gorsza nie będzie... I tak, ku mojemu, na przemian- rozbawieniu i zażenowaniu, przyszło mi po dwóch latach karmić niemal publicznie, bo w obecności kuzynki :) To jednak nie wszystko. Lila, jako ta bardziej "kumata", bo jednak sporo starsza, co chwilę przeżywała (i tak jest do dzisiaj, czyli już trzy dni po wizycie): "Basia od swojej mamy pije cyca", "Dzidzia od swojej mamy pije cyca"- to akurat o sobie. Wiadomo- Basia, to Basia, a Lila, to dzidzia...

Śmieszna jest ta moja Lilka, kiedy Basia nas odwiedza. Z jednej strony- jest tak niesamowicie czuła wobec Niej- mówi: "Basiu", "Basiuniu"... Przynosi swoje maskotki, i to nic, że misia, który jest co najmniej raz większy od Basi, rzuca Jej prosto na buzię. Przeżywa każdą kupę Małej, i każde ulanie... Mało tego- mogę brać Basię na ręce, nosić, całować, śpiewać Jej, i... Nic. Zero zazdrości. Przy czym należy wspomnieć, że ta sama Lila, urządza rzeź niewiniątek, kiedy przytulę, albo pocałuję Elizę...
W każdym razie- nie bez powodu, Lila została okrzyknięta najwierniejszą fanką Basi :)

Jednak- kiedy Lila przestaje mieć nadzieję, że Basia w końcu wstanie (ciężko wymagać tego od 4miesięczego niemowlaka :) i zacznie się z Nią bawić- zaczyna się mocno irytować :) I wtedy trzeba mieć już Ją na oku, bo mała rączka robi czasami dziwne rzeczy...

Dziewczyny! Wieczorem zaparzam dzban kawy, biorę z pięć muffinek (echa niedzieli :)) i siadam do maili i komentarzy. 
Miłego popołudnia!



Ps. Uwierzycie, że za tydzień 1grudnia?!
Ps.2 Skoro jesteśmy już przy datach- dziś urodziny mojego bratanka... 9-te! Toć to szok...

31 komentarzy:

  1. :D echa kościelne u Was widzę na tapecie;) Już widzę oczyma wyobraźni te sceny u Twoich dziewczynek w pokoju i aż się dusza raduje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak Ania, to prawda- aż miło popatrzeć.

      Usuń
  2. Uwielbialam sie bawic w szkole. U chlopcow pewnie tej zabawy nie zobacze, a coreczki masz slicznie, ale to juz nie raz mowilam!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mamy donoszą, że chłopcy jednak w szkołę się nie bawią. Ale, ale- ja dementuję. Marcina chrześniak, to nam takie lekce urządzał, że przejdą one chyba do historii :)

      Usuń
  3. Hanka zamiast "tak" mówi "ymh"...śmiesznie to wypada, ale od jakiegoś czasu zaczynam ją poprawiac..no bo końcu jak jej tak zostanie ?? największa skapa, ze to po mamusi. złapałam się parę razy, ze sama tak odpowiadam..ehh..niedaleko pada jabłko od jabłoni :)
    co do starc..to ja już od wczoraj zaczełam w końcu pic melisę... Wymagania zawodowe mojego kierownika, to pikuś w porównaniu z tłumaczeniem mojemu synowi np. matematyki...dostaje białej gorączki... i niestety zbyt często tracę nad sobą panowanie :( .. chyba za bardzo mu odpuściliśmy po urodzeniu Hanki i teraz zbieramy "plony"...
    ps.co do twoich "pytań", hehe, na blogu odnośnie ramek, postaram się napisac emaila..przecież nie będe na forum zdradzac swoich "trcków" :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Melisę? Gosia, proponuję relanium :)
      Ja w niedzielę, nota bede- przed kościołem, wyszłam z siebie ze sto razy, kiedy Eliza miała ułożyć śmieszne zdanie z podanymi w książce wyrazami. Tak się dziewczyna zacięła, że koniec...

      Usuń
  4. Kwiaty powinna wręczać Lila. To by była zabawa, tylko Ty jako matka byś pewnie padła na zawał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madzia, czy Ciebie Bóg opuścił?! A pomyślałaś o biskupie? Ja to ja... Ale On mógłby więcej naszej parafii już nie odwiedzić. Nie wspomnę o tym, że ja muszę od proboszcza zaświadczenia wziąć w celu bycie chrzestną, także rozumiesz... :)

      Usuń
  5. Ja też uwielbiałam zabawę w szkołę :D
    Męczyłam tym moją Siostrę przeokrutnie, bo w tej naszej domowej szkole nauczycielem byłam oczywiście ja! :D
    Ach, miło się to wspomina po latach :)
    Wesoło macie ;) I fajnie, że dziewczyny mimo różnicy wieku chętnie się razem bawią :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, no coraz chętniej, oby Im tak zostało, bo miło na to popatrzeć.

      Usuń
  6. Fakt, chłopcy w szkołę się nie bawią - przynajmniej moi :))))). Za to rozgrywamy fantastyczne mecze piłki nożnej, bo - jak się okazuje - człowiek jest się w stanie nauczyć wszystkiego... ;). Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, no to wychodzi na to, że ja mam i szkołę i mecze...

      Usuń
  7. Cala podstawowke bawilam sie w szkole- ale nie mialam takich fajnych uczniow :) tylko lalki lub wlasna wyobraznie- Moze Eliza "pojdzie w tym kierunku?" Ja wyladowalam w Studium Nauczycielskim ;)
    Swoja droga- Elizka piekna dziewczynka, na zdjeciach naprawde aniolek- nie dziwie sie, ze to wlasnie Ja wybrano- pomysl jakie wraznie na niech to wszystko zrobilo- lobuz ale jaki wrazliwaý z niej lobuz :)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, u nas w rodzinie sporo nauczycieli. Choć nie wiem, czy generalnie chciałabym dla Niej takiego zawodu :) Ale- to Jej życie.

      Oj tak- piękna dziewczynka nam "wyszła". I pewnie, że wrażliwa, ale trzeba Ją jeszcze trochę oszlifować :)

      Usuń
  8. Kościół omijam szerokim łukiem odkąd Niuniek ma swoje zdanie na temat księży, a Niko złości się, że mu nie dają tam am jak wszystkim :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, Niko musi jeszcze trochę poczekać :)

      Usuń
  9. No to mala traktuje kuzynke jak kogos kim trzeba sie zaopiekowac:D
    a do starszej to ja bym nie chciala chodzic na nauki. zgroza a nie nauczyciel hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak- traktuje Basię jak swojego dzidziusia :)
      Oj tam, oj tam- no może i Eliza jest wymagająca, ale czy to nie surowi nauczyciele cieszę się największym szacunkiem, autorytetem i uznaniem :)

      Usuń
  10. Nie chce nawet myslec, ze juz prawie grudzien! Dokad ten czas sie tak spieszy, sie pytam??? ;)

    Usmialam sie z zabaw dziewczyn! Jak wiesz, miedzy mna a siostra byla taka sama roznica wieku jak miedzy Eliza a Lila. I tez uwielbialysmy bawic sie w szkole! Sadzalam siostre przy taborecie, a zadania pisalam na takiej malej tablicy kredowej. Potrafilysmy sie tak bawic przez dluzszy czas, az nie wiem jak moja siostra to znosila. ;)

    Niko mowi "tak", ale strasznie smiesznie to brzmi, bo wypowiada je zawsze jakby na wydechu. :)

    My nasze Potworki zabieramy do kosciola regularnie. Ale u nich to loteria. Czasem siedza grzecznie jak aniolki i ogladaja spiewniki. A czasem czort w nich wstepuje, caly czas gadaja, przekrzykuja sie, wyrywaja sobie modlitewnik, Niko zaczyna biegac, itd. Na szczecie nasza parafia jest malenka i wiekszosc ludzi tylko sie usmiecha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nich to raczej góra pół godziny, i Lila ma dość :) Bo Eliza, myślę, że mogłaby spokojnie dniówkę wyrobić.

      Nasza parafia też jest raczej mała, no ale widzisz- ludzie jacyś dziwni :)

      Usuń
  11. Jezzu, co ta religia robi z dziećmi... Padlabym ze śmiechu, gdyby komukolwiek udało się sklecić coś z takiej kombinacji :D a w szkolę to chyba wszyscy lubilismy się bawić.. Mój tato przynosił mi z pracy do zabawy prawdziwe dzienniki - to dopiero był wypas!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, szczęściara- prawdziwe dzienniki- to musiało być coś!
      E tam Kasia, ja Ci zaraz z 10zdań ułożę na poczekaniu :)

      Usuń
  12. U mnie w domu też zabawa w szkołę na tapecie, tylko z braku odpowiedniego towarzystwa uczniem jestem ja, a nauczycielem ofkors Zuzia ;) I padam ze śmiechu, kiedy ona z wielce poważną miną karci mnie za koślawo, w jej mniemaniu, napisane A ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Temat pracy domowej rozbroił nas oboje, a odpowiedź jeszcze bardziej. Ciągle doszukujemy się związku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochani, nie szukajcie :) Dwulatki podają odpowiedzi bez żadnego związku z tematem :) Chyba, że go jednak odnajdziecie- wtedy od razu Nobel :)

      Usuń
  14. Tez uwielbialam zabawe w szkole i chcialam bardzo zostac nauczycielka ;-)

    Ja cie podziwiam, ze ty nadal karmisz Lile piersia. Ja juz dawno bym wymiekla i nie wyobrazam sobie karmic 2-latka ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eliza ma do tego predyspozycje- wczuwa się na całego :)
      Lila nie daje mi wymięknąć :) Poczekam, aż dojrzeje do tej decyzji, oby to nie było za 3lata :)

      Usuń


  15. Ja się cieszę. Za niecały miesiąc święta, za niecałe dwa miesiące Tymon skończy trzy lata. a do tego w styczniu odchodzi nam jeden kredyt. No jak mam się nie cieszyć.

    A Twój przykład matki piersią karmiącej dodaje mi otuchy, że nie jestem jedyna :) Zwłaszcza, ze Lilka jest starsza od Agnieszki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, ja też się cieszę. I to bardzo. Tym bardziej, że listopad okazał się miesiącem chujowych wieści- zewsząd, także tym bardziej moja radość jest większa. Tyle, że ciężko mi w to uwierzyć, bo dopiero był 1listopada!!!

      Kochana, ja karmię nadal, ale tylko dlatego, że jestem terroryzowana. Nie inaczej. I wszystkim, którzy sugerują mi, że powinnam już tą przygodę zakończyć, mówię: Macie rację. Myślę natomiast: Oho, powiedzcie to Lilce.
      Wiem, że to już duża dziewczynka, je już praktycznie wszystko, pięknie mówi o uczuciach, więc bliskość i miłość okazujemy sobie w inny sposób, no ale... Terror jest ;)
      Jednak nie spodziewaj się mnie na żadnych konferencjach poświęconym długiemu karmieniu piersią, prelekcjach i takich tam innych :)
      Ja normalna jestem.
      Wbrew pozorom, rzecz jasna.

      Usuń
  16. Z tym karmieniem to faktycznie! Ja karmiłam ledwo 3 miesiące i już nie pamiętam jak to jest. A tutaj 2 lata.Takie karmienie na pewno zbliża bardziej dzieci i matki. Ale na dłuższą metę to dla Ciebie pewnie za wesołe nie jest. Ja tam bym się nie dała szantażować.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!