Mama2c

Mama2c

środa, 5 listopada 2014

I jak Go nie kochać?!

Tym razem, muszę zacząć od początku. Nie, nie- nie od momentu kiedy się poznaliśmy, bo to było tak prozaiczne wydarzenie, że odebrałoby całą magię historyjce, którą zaraz się z Wami podzielę.

Początek był na materacu*. Leżymy któregoś wieczoru i o dziwo rozmawiamy :) Ajć! Wróć! To się jednak zaczęło dzień wcześniej- kiedy mąż wrócił z pracy. Przybity jakiś taki wtedy był, ale że On ostatnio zazwyczaj wraca z pracy przybity, to nawet bym uwagi nie zwróciła, gdyby nie zaczął wzdychać. Myślę sobie- oho, nauczył się- zagajać rozmowę :) No to pytam: Co jest?! A On mi na to, że spotkał Benia, Edka i kogoś tam jeszcze. Generalnie spotkać jednego dnia, w ciągu godzin pracy, trzech kumpli, których się szmat czasu nie widziało- to trzeba mieć szczęście. Ja też ostatnio tak miałam- włosy, które szampon powinny zobaczyć ze 2dni wcześniej, ubranie na stróża w Boże Ciało- w końcu wyskoczyłam tylko po ziemniaki do Biedronki, więc komu przeszkadzał ten płaszcz na spodnie dresowe... I oczywiście spotkałam Ją- naszą wspólną koleżankę, która po dwóch porodach nadal ma figurę nastolatki, i zawsze jest tak odstawiona, że jestem przekonana, że na salę porodową też wjechała w szpilkach, tipsach i makijażu jak na Sylwestra... No nie ważne... Dodam tylko, że rozmowa zupełnie nam się nie kleiła, bo:
a) Ona nie mogła utrzymać ze mną kontaktu wzrokowego, kiedy co chwilę (wiem to na pewno) zestawiała raz jeszcze mój żółty płaszcz z rozwleczonymi dresami.
b) Moje próby podjęcia merytorycznej i rzeczowej dyskusji ("Widziałaś! Pomidory w oleju są dziś w promocji.") spełzły na niczym, kiedy Ona wciąż pytała, czy u nas w porządku. No a jak ma być? Że ten lumpiarski styl to oznaka kryzysu? Też mi coś...

Wracając do mojego męża i Jego spotkania z kolegami... Kiedyś jak się faceci spotykali, to gadali o seksie, piłce nożnej, no nie wiem- o rybach może też... W każdym razie to były te męskie rozmowy, owiane złą sławą, bo niejeden mąż jak się zagadał, to spóźniał się nie tylko na obiad, ale i na kolację. O ile nie przychodził dopiero następnego dnia po pracy... Zgadnijcie o czym teraz rozmawiają panowie?! Ja nie wiem- no nie rozumiem- że mi się śni Chodakowska, jak wrzuca na fejsa moją metamorfozę i pobijam wszelkie możliwe rekordy lajków pod nią, to jeszcze jest normalne. Nierealne w rzeczywistości, ale normalne- w końcu to nic nowego, że często śnimy o naszych marzeniach :P Jednak, żeby faceci rozmawiali o tym, jak bardzo są fit?! Świat się kończy. Definitywnie. I ten mój biedny mąż, musiał tego wysłuchać całe trzy razy... Pocieszyłam Go jak mogłam, to znaczy tak, jak On lubi najbardziej*- ziemniaczkami z tłuszczykiem, schabowym na pół patelni i kapustką zasmażaną.

A teraz wracamy na materacyk...
Jak już pisałam- leżymy i rozmawiamy. Mąż nadal przeżywa (jak mrówka okres, ale to nieważne) te trzy spotkania. Dwóch kumpli widzę, że jakoś przełknął, bo Oni w końcu są w zbliżonym do nas wieku. Ale Edek? No Edka przeżyć nie może... Bo wiedzieć musicie, że Edek ma lat 60+ i jest bardziej fit niż ja i Księciunio razem wzięci. Do tego biega i gra w tenisa... Je pewnie tylko jarmuż, popija olejem z orzechów laskowych i zagryza jagodami goi...
W takich sytuacjach jesteśmy dla siebie jak najlepsza grupa wsparcia- wspólnie utwierdzamy się w przekonaniu, że nawet jakbyśmy chcieli zacząć coś robić (siłownia, basen, klub fitness, bieganie itp.) to nie ma jak- Lila jeszcze mała, Elizy szkoła, zajęcia pozalekcyjne, komunia... Do tego- wszędzie od nas daleko... Nie. Jeszcze przez dobrych kilka lat nic z tego nie będzie. Oddychamy z ulgą, bo być fit, to my byśmy może i chcieli, ale przecież wiemy z czym to się je, i że to ciężka orka jest :)
Jednak schudnąć to by się przydało- stwierdzamy niemal równocześnie. Ja jestem w tym temacie trochę bardziej wyedukowana (mąż jest specjalistą w każdej innej dziedzinie życia- żeby nie było) więc mówię, że tak naprawdę właściwa dieta to aż 70procent sukcesu, także jest dla nas nadzieja, nawet bez tych głupich ćwiczeń :)

Żeby dodać sobie otuchy, dochodzimy razem do wniosku, że tak naprawdę to nie jest źle. Mamy tylko jeden problem- oboje ten sam: za bardzo lubimy jeść, za duże brzuchy. Bo inne części ciała, to jakoś ujdą. No nic- trzeba działać. W końcu co to dla nas- zgubić brzuch... Na pierwszej randce omal psa nie zgubiliśmy, to co dopiero teraz- po 11latach, takiego brzucha nie zgubimy...

To było ze dwa tygodnie temu. Oczywiście mieliśmy świadomość, że przed nami urodziny Lilki, więc spinać się z restrykcyjną dietą sensu nie było. Tylko po to, żeby potem pochłonąć tort samemu? Bzdura. Wprowadzamy więc na początek ograniczenia- ziemniaki, ryż, pszenne pieczywo, no i słodycze... W moim przypadku dochodzi jeszcze problem podjadania, ale okazuje się, że można przestać jeść cały dzień i żyć. Chociaż przez pierwsze dwa dni wątpiłam w sens istnienia, za każdym razem kiedy otwierałam lodówkę. Przyznać jednak muszę, że ten wstęp do diety, całkiem nieźle nam poszedł. Wiadomo- udzieliliśmy sobie dyspensy na czas urodzin Lilki, ale i tak byłam dumna, z tego, jak nam idzie.

Aż do wczoraj... Kiedy to mój szanowny małżonek wrócił z pracy i postawił na stole to:




...mówiąc: Masz, kupiłem ci coś słodkiego.
Konsternacja! Przecież mieliśmy się odchudzać, do jasnej cholery?!?!
!*&@^^$^@*!*&$%^&!@%
Pierwsza myśl- No pogonię Go w końcu w cholerę, bo przecież przy Nim to nigdy nie schudnę.
Druga- ciekawe czy mąż Ewy Chodakowskiej też robi Jej takie numery. Odpowiedź- oczywiście, że nie. On, wracając ze sklepu, rzuca Jej pewnie na stół sałatę lodową, mówiąc: Ewa, deser przyniosłem.
Dlatego Ona wygląda tak, jak wygląda, a ja nie wyglądam.

Przechodzi mi dopiero, kiedy odkrywam, że te kubeczki, w których znajdują się desery są szklane, a nie plastikowe. Będą idealne na moje własne tiramisu chudy jogurt z musem z truskawek i posypany otrębami.

Ludu! Czy On myślał, że jak kazałam kupić Mu śmietanę kremówkę* w Lidlu, to już po diecie?!
Mars i Wenus to jednak baaaaaaaardzo odległe planety!


* Dlaczego mąż śpi na materacu?
Przyznaję- próbowaliśmy spać w trójkę na jednym łóżku. Jednak jego rozmiary nie przewidują w nocy takich tłumów. To po pierwsze. Po drugie- jako matka karmiąca, to ja musiałam spać koło Lilki- i kiedy trzecią noc z rzędu obudziłam się zlana potem z przeświadczeniem, że Bruce Lee albo zmartwychwstał, albo nigdy nie umarł i właśnie robi sobie ze mnie worek treningowy, powiedziałam: DOŚĆ. I grzecznie poprosiłam męża, żeby poszedł spać gdzie indziej. Wybrał spanie z Elizą, co skwitowaliśmy słowami, że oto podzieliliśmy się dziećmi :) Wytrzymał trochę dłużej, niż ja, zanim Go wywaliłam z dużego pokoju. Okazało się, że salta i przewroty Lilki, to nic, w porównaniu z możliwościami Jej starszej siostry... Próbowałam to jeszcze obracać w żart, że przecież nie będziemy się licytować z którą córką spanie jest bardziej ryzykowne, ale kiedy mąż ostentacyjnie wyciągnął materac i powiedziała: może dożyję chwili, kiedy będziemy jeszcze razem spać; zwątpiłam. No i śpi na tym materacu, a ja czasami Go odwiedzam :)

* Księciunia najlepiej pociesza czynność, która przy dwójce dzieci, o godzinie 16.30 nie wchodzi w grę, także spokojnie- mam tu samca z krwi i kości :)

* Kremówka była przeznaczona do Jego tortu imieninowego, który musi zanieść do pracy, a którego nie zamierzałam nawet spróbować...

48 komentarzy:

  1. Nie jesteście odosobnieni. My ciągle pzymierzamy się do zmian w naszej diecie i na przymiarkach się kończy. Zwłaszcza, że w listopadzie tyle okazji, a przecież to nieładnie odmawiać zjedzenia chociaż kawałka tortu za zdrowie solenizanta. A zaraz święta. Ale dziś powstrzymałam się przed kupieniem frytek. Zamiast tego był mix sałat. I żyjemy, i atmosfera jakaś lżejsza w pokoju, niż po obżarstwie w poprzednich dniach :) Ale fakt faktem jemy/pijemy więcej soków włanoręcznie tzn. przez wyciskarkę wyciskanych. Orzechów goi nie spożywamy, ale za to pestki z moreli gorzkiej tak, zwane przez Męża cyjankiem.
    Ależ lubię Twój styl pisania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak- najgorsze są te okazje, no i Święta w perspektywie też... Dlatego nie nastawiam się na jakieś spektakularne efekty- póki co na małych modyfikacjach żywieniowych poprzestaniemy :)
      Dziękuję Ci bardzo za tak miłe słowa, pozdrawiam!

      Usuń
    2. Ps. Ja miałam zamiar robić nam soki przez całe lato- nawet sokowirówkę ściągnęłam z górnej szafki... Cóż z tego- jak na tym poprzestałam :( Ale wiesz co- może w weekend się zmobilizuję!

      Usuń
  2. No to możemy sobie łapki podac...Ja uwielbiam jeśc... po latach wmawiania sobie, ze się obżeram, że zajadam stres, doznałam olśnienia. przeciez ja kocham jeśc !!! a że jestem osobą, której gdy się coś narzuca miotam się jak ryba w sieci, postanowiłam podejśc do problemu z innej strony.
    Bo niestety oprócz pozytywnych smakowych walorów dogadzania sobie jedzonkiem jest jeden skutek uboczny, a raczej zbyt widoczny, tam gdzieś poniżej cycków..gdybym miała jaja to bym zaryzykowała stwierdzenie, że są takie dni że bym ich nie widziała..a nic tak nie pogarsza samopoczucia jak brak kontaktu "wzrokowego" z innymi częściami ciała..więc postanowiłam, że jeśc będe nadal, ale wprowadzę pewne modyfikacje.
    Zaczęłam notowac co jem.
    I o ile przez pierwszy tydzien lista była całkiem długa (ja naprawdę dużo wpierdzielam) o tyle w drugim tygodniu lista jakby się skróciła i bardziej usystematyzowała.
    Tylko dzięki jednej zasadzie. Robię przerwy między posiłkami. 2-3h. Jem je obfite i syte, aby wytrzymac te dwie godziny bez podjadania. W tym czasie można tylko pic. Zobaczymy.
    A na siłownie tez bym chciała chodzic, ale daje sobie jeszcze trochę czasu bo nasza młoda też nie "wyregulowana" , czasem "wpada" do Nas o czwartej rano na trzeciego i ja naprawdę nie mam siły na jakąkolwiek aktywnośc fizyczną. Mam nadzieję, że po drugich urodzinach (22.11) jej się odmieni (o naiwna Ja :))
    pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na siłownię też chętnie bym poszła, no ale z kimś- jakoś samej siebie tam nie widzę, chyba bym się cały czas nerwowo chichrała, na myśl jak idiotycznie muszę wyglądać :)
      A wiesz, że to jest metoda- zapisywać. Ja przed końcem podjadania, które sobie zarządziłam, miałabym pewnie bardzo długą listę, no i byłyby na niej niezłe kwiatki...

      Gosia, ja doskonale rozumiem pojęcie "dużo wpierdzielam" i nie interpretuję tego jako stękania po jednym kawałku pizzy "Ależ się najadłam" :) bo ja też duuuuuużo wpierdzielam :)

      Usuń
  3. Boże! Co za wspaniały post :) Twoim piórem się zachwycam, kobieto!

    A Edek mnie też zdołował. Nie wiem, ja to fit nie umiem być i koniec. No nie umiem!
    (A czy każdy musi być?)

    Ale Wam życzę powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Malwinka za tak miłe słowa.
      Spokojnie- ja Ci to mówię- normalni ludzie nie są fit :) Kiedyś napiszę o tym post, że bycie fit, jest sprzeczne z naturą człowieka- na razie zbieram materiały i doświadczenia :)

      Usuń
  4. Podziwiam te wszystkie laski - i to w pozytywnym sensie tego słowa- które mają samozaparcia i ćwiczą, zdrowo się odżywiają. Ile razy próbowałam być fit?! Chyba nawet " Moda na sukces" nie ma tylu odcinków. Jakiś koszmar!! Kocham jeść a słodycze?....produkt do życia niezbędny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też podziwiam. I na podziwianiu i zachwycie kończę, bo zazwyczaj to mnie już tak frustruje, że muszę zjeść snickersa, albo chociaż pączka :)

      Usuń
  5. Ta sałata jako deser Chodakowskiej - popłakałam się ze śmiechu :)
    Jeśli idzie o deser to tylko tiramisu mi smakował, ale fakt szklanki się przydają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Dobrze, że Marcin nie wpadł na pomysł, żeby kupić tyle szklaneczek ile mamy pozostałej zastawy- bo ja strasznie nie lubię wyrzucać jedzenia :)

      Usuń
  6. Wiedziałam, że jak wejdę do Ciebie to mi się humor poprawi :)
    Ależ Ty masz męża, toć to skarb chodzący :) Taki smakołyki Ci przynosi :)
    Mój mi ostatnio słonecznik łuskany kupił co go potem podsmażała żeby mi kołkiem w gardle nie stawał.
    Oj i my te wspólne diety przechodziliśmy.
    I sto lat temu udało nam się wspólnie wypracować fajną sylwetkę, ale tylko dlatego że Gada wrzody się odezwały, a ja ze strachu, że mi chłop zemrze karmiłam go jak i siebie samymi fit zdrowymi przekąskami. No i te sto lat temu do wspólnego łóżka było nam po drodze.
    Teraz jedno i drugie jakoś poszło się bujać w odległą przeszłość.
    Tak czy srak dieta by mi się przydała, tylko ja się odchudzać nie umiem.
    Kocham jeść!
    Aaa i co do koleżanki tej odpicowanej w biedronce.
    Ostatnio dzwoni do mnie Mama i mówi, że poszła na rynek tak jak stała w dresach, nieumalowana, nieuczesana po buraki i spotkała wysztafirowaną znajomą sprzed lat...podobnie się zachowywała co ta Twoja :P
    Ja to mam w ogóle szczęście, że jak wyglądam średnio dobrze spotykam znajomych ze szkoły np. i wtedy często słyszę: "Boże, ale ty wyglądasz na bardzo zmęczoną i spracowaną"
    hahahaha, serio! :P
    Całusy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika, ja mam dokładnie tak samo- to jest po prostu regułą, że jak wyglądam jak idź stąd, to na bank spotkam kogoś, kogo wolałabym w takim dniu nie spotkać :) Albo byłego, albo super hiper laskę z klasy...

      Ja też kocham jeść- myślisz, że są już jakieś kluby anonimowych żarłoków?!

      I my też kiedyś byliśmy piękni, młodzi i chudzi- dokładnie wtedy, kiedy byłam po operacji usunięcia woreczka żółciowego- przed zabiegiem nie szkodziły mi tylko gotowane warzywa :) Marcin solidarnie jadł ze mną :) Nie wiem, może teraz On powinien się nabawić kamieni, to znowu bylibyśmy lżejsi?!

      Usuń
  7. Oj usmialam sie :)
    Ja tez lubie jesc a po 40 toz juz prawie dyspenza mi sie nalezy ;)
    Tradycyjnie juz powiem- byle zdrowie bylo to i maly brzuszek nie zaszkodzi :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście- ludzie mają większe zmartwienia niż ten mały brzuszek :) No ale są dni, kiedy żal mi patrzeć na ten mój brzuch, który żyje własnym życiem :)

      Usuń
  8. Ommm.... Ja sie biore za cwiczenia jak do jeza. Moj luby jeszcze gorzej ode mnie. Ale postanoqienie dzis zlozylam 2x w tyg po 30min cwiczyc bede plus wyciąganie małego gagatka z domu. Zeby 3latek z domu niw chcial wychodzi czy to normalne? My tez spimy osobno ja z malym a maz w duzym. Choc nam smutno tak osobno.
    Pozdrawiam rownierz ze Szczecina.
    Mozna do Ciebie maila jakiegos na ktorego w miare szybko odpowiadasz?
    pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, nam też smutno, dlatego pocieszamy się kolejnym deserem :) Albo schabowym.
      Kochana, mnie 3latek, który nie chce wychodzić z domu w ogóle nie dziwi- pamiętam dokładnie jak Eliza była młodsza i był taki okres, że chyba przez tydzień non stop padało. Ja już dostawałam w domu kręćka, modląc się, żeby wreszcie ta pogoda się poprawiła. Kiedy więc wstałyśmy któregoś dnia rano i nie padało, zarządziłam wyjście na dwór, na co moja córka mówi: a musimy? szkoda, że już nie pada.
      Co za pokolenie?!?!
      O fajnie, w końcu ktoś ze Szczecina.
      Mail: mwk815@gmail.com Ten sam jest u góry po prawej stronie w "napisz do mnie"
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  9. Ehhhh z tym fit ...
    Całe zycie się człowiek odchudza , chodzi głodny a i tak brzucha zgubić nie może ... Taka sprawiedliwość !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, nie, nie- takie komentarze to będziemy usuwać. Chcesz mi całą nadzieję i zapał odebrać?! No chcesz?!
      Czyli, że co? Olać dietę, nie?
      Buźka :)

      Usuń
  10. I my ostatnio śpimy oddzielnie i się odwiedzamy. Mąż śpi z córką a ja z synkiem. Inaczej się nie da, bo w przeciwnym razie musielibyśy nie spać praktycznie całą noc. Tomek czasami gada przez sen, czasami coś przeżywa, wstaje pije wodę itp, a przy tym Karina się budzi, więc bywało tak, że o 3 nad ranem siedzieliśmy w salonie z rozbudzonymi dziećmi. Teraz Tomek zaczyna już spokoniej spać, a Karina budzi się tylko raz, wiec jest dużo lepiej. No tylko tyle, że mąż na jednym łóżu,a ja na drugim:(
    Z tym fit, to mimo wszystko trzymam kciuki. Do odchodzania trzeba mieć silną wolę i wsparcie:( Tego Ci życzę:) Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamilko, to minie, musimy być cierpliwe :) Dzieci mają swoje prawa. Jedne śpią jak susły, inne w nocy wędrują.
      No mam nadzieję, że jednak starczy nam silnej woli, i coś zaczniemy robić w kierunku bycia choć trochę fit :)

      Usuń
  11. Wyobraziłam sobie Ciebie w sklepie i odstawioną koleżankę:}} miałam być poważna ale nie mogę. Bawią mnie takie zrobione pindzie które nie potrafią wyluzować i wpuścić do siebie trochę swobody w wyglądzie [ mam nadzieję że nikogo nie obraziłam ] . Kochana daj spokój z odchudzaniem, jedzonko jest pyszne, poprawia humor. Od braku pyszności człowiek zamienia się w zołzę- wyrzuć myśli o diecie do śmietnika :}}}. Ja już sobie cichutko pójdę bo wypierdzielisz mnie sama po moim wpisie :}}}

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, są pindzie i pindzie :) Ja tam też uważam się za pindzie, kiedy na spacer z Lilą zdejmuję dresy, a wkładam legginsy :)
      No dałabym spokój, gdyby nie wizja kupowania sukienki na komunię Elizy- myślę, że będzie mi trochę nieswojo, kiedy w moim ulubionym sklepie odzieżowym "9miesięcy z brzuchem" zapytają, który to miesiąc, a ja się zacznę motać, że żaden :)
      Takie komentarze są absolutnie potrzebne i masz tu stałą kartę wstępu- trzeba kogoś, kto trzeźwo myśli, i wytknie mi absurdalność moich poczynań- i nie rozumiem- każdy się czepia tego karmienia i że mąż śpi osobno, a nikt mi nie napisze, żebym olała dietę. Co za ludzie :)

      Usuń
  12. choć zwykle w takcih "przypadkowych spotkaniach po latach" jestem stroną atrakcyjnieszą to i tak przyołacam to trzydniowym dołem. wysłychując o cudzych sukcesach....że zdał prawko kupuiłsobie mieszkanie dziecko mu ( jej isę urodziło"... uśmiecham isę głupio i kieruję temat na bardziej neuttralne tematy. wolę o pomidorach na promocji i o pogodzie.....bo czym ja mogę się pochwalić. że straciłam pracę..że nie mam tyle kasy ile bym chciała..że nie mogę kupićsobie mieszkania a na kolejne podejście do prawka mnie nie stać.....

    więc zwykle zbywam grzecznie pomstując w myślach że akurat miałam pecha spotkać kogoś po latach....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja kilka lat temu byłam na spotkaniu klasowym. To był dopiero mega dół przez tydzień. I nie dlatego, że ludzie mieli większe osiągi niż ja, choć to też- studia za granicą, wyjazdy itd., itd... Mnie przeraziło to, w czym brałam udział- w jakimś chorym przechwalaniu się, chęci zaimponowania komuś... Ludzie z którymi piłam pierwsze wina, z takimi pozytywnymi wariatami, teraz byli mi zupełnie obcy. I powiedziałam- ostatni raz.

      Ognista, trzymaj się. Wiem, że takie sytuacje dołują i życzę Ci szybkiego powrotu na ścieżkę zawodową- to na pewno poprawi trochę Twoje samopoczucie.

      Usuń
  13. Ja też się zabieram do tego żeby schudnąć i jakoś zabrać się nie mogę. Już ponad miesiąc ćwiczyłam, jednak musiałam przerwać ze względu na problemy z kręgosłupem. Chyba najwyższa pora w końcu wziąć się w garść. Na pewno łatwiej by było gdybym nie musiała tego robić sama. No nic. Koleżanek brak w zasięgu a mąż nie musi się odchudzać. Pożyjemy zobaczymy co z tych chęci wyniknie. ;) Powodzenia w trzymaniu diety! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi brakuje koleżanki do pójścia na siłownię, czy chociaż pobiegania... Łatwiej w domu z mężem nie jeść chleba :)
      Dziękuję, no zobaczymy, czy wytrwamy.

      Usuń
  14. No to powodzenia z tym odchudzaniem!! Ale znajac ciebie- twoja milosc do pieczenia ciast i innych smakolykow, to mozw byc ciezko ;-)

    Ja tez kocham jesc i nie umiem byc na diecie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inesko. Już jest ciężko. Ale jeszcze to ciągnę. I tych deserów nie ruszyłam. Sama w to nie wierzę. :)
      Właśnie, gdyby nie ta miłość do jedzenia, to by nie było tak trudno!

      Usuń
  15. Ja nigdy nie musialam sie odchudzac. Maz jednak ma problem, bo dosyc szybko lapie dodatkowe kg. Dieta I cwiczenia pomagaja mu zrzucic co nieco.

    P.S. nie uwazasz, ze Lilka juz za duza na cycka?
    Wybacz, ze sie wtracam, ale moim skromnym zdaniem wyrzucic z lozka Meza, bo dziecko 2letnie!!! Trzeba cyckiem w nocy nakarmic to troche dziwne...ona juz nie potrzebuje twojego mleka, jest duza I samodzielna dziewczynka. Potem wlasnie rodza sie problemh miedzy malzonkami, bo corka jakoby "zaspokaja" Cie seksualnie... pamietam jak sama karmilam. Nie potrzebowalam tylu czulosci co teraz.
    Jesli Ciebie urazilam to wybacz, ale lubie pisac szczerze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minia, nie uraziłaś mnie. Pewnie, że jest duża i samodzielna. I też nie uważam, żeby karmienie 5latków cyckiem na przerwach, było tym, co rozumiemy pod hasłem "mleko w szkole dla wszystkich uczniów" :)
      Osobiście nie jestem ani zwolenniczką długiego karmienia, ani przeciwniczką- u nas wyszło, tak jak wyszło- nigdy nie zakładałam, że będę karmić tyle i tyle. Nie ukrywam, że byłoby mi łatwiej, gdyby to Lila sama się odstawiła, ale na to się nie zanosi i pewnie będę musiała w niedalekiej przyszłości zająć się tą sprawą.
      Co do naszych relacji małżeńskich to na razie jestem spokojna :) Co prawda jeszcze nie wybaczyłam Mu tych wakacji, ale pracujemy nad tym :)
      A co do tego "zaspokajania" to jednak nie mogę się zgodzić. Wiesz, kiedy dziecko jest malutkie, to chyba wszystkim nam libido spada- hormony, zmęczenie, niedospanie swoje jednak robią. Lubię karmić Lilkę, ale hmmm nigdy nie stanowiło to dla mnie choćby namiastki jakiegokolwiek zaspokojenia fizycznego. Nie oszukujmy się- nawet jeśli chodzi o zwykłe przytulania się- co innego przytulić dziecko, a co innego- przytulić się do męża :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  16. Uważam, że masz cudownego męża. Może to chwilowy kryzys na widok fit 60latka ... fakt faktem w tym co piszesz widać ogromną miłość między wami.. taką jedność, bliskość. Dobrze się rozumiecie, wspieracie swoje poczynania... Ach. Naprawdę miło było to przeczytać :)
    Co do odchudzania - masz rację - trzeba zaangażować w to naprawdę sporo czasu no i niestety pieniędzy - bo czy siłownia, czy tenis czy cokolwiek innego nieco kosztuje. Zawsze można pobiegać w parku, w lesie czy gdziekolwiek indziej (ale ja ku temu też znajdę kilka NIE:P)

    Szkoda tylko, że taki cudowny mąż zmuszony jest do spania na materacu. Widzę, że masz już kilka komentarzy w tym temacie-spróbujcie do tego powrócić :) Nie ma nic cudowniejszego niż zasypiać i budzić się w męża ramionach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że On jest za dobry na spanie na materacu- właśnie przeglądam strony z łóżkami, może Mu coś znajdę w promocji :)

      Mnie korci jazda na rowerze, ale kiedyś nie mogłam tego robić, ze względu na problemy z kolanem, nie wiem, czy teraz dałabym radę. Niestety- wszystko kosztuje i jesteśmy tego oczywiście świadomi. U nas największy problem to organizacja opieki do dzieci.
      Pozdrawiam

      Usuń
  17. no to się uśmiałam:D
    Co do spania z dzieckiem ja po ostatnich dniach z ''ospa'' mam dość i ta noc była już spokojna i z radością wróciłam do normalności czyli Emek w swoim pokoju my u siebie! nie wyobrażam sobie spanie z nim tak na cały czas:/ Chyba bym się bała że go przygniotę.....

    Co do bycia Fittttt to Ty moja drogą biegając za Lilka masz już swój czas na rekreację:P a wiesz ile kalorii się traci na smażenie schabowego ho ho ??? spokojnie może sobie taki deserek zapodać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to Ania, otóż to! A taki ucieranie mikserem? To jest dopiero czynność przy której spala się sporo kalorii :)
      U nas może nie ma problemu przygniatania- to Lilka mnie atakuje jak już, ale ja Jej strasznie kołdrę ściągam :)

      Usuń
    2. no ale wiesz jesli chodzi o mnie to się zawsze śmieją że ja ze swoim biustem jestem mega niebezpieczna na luza:D nie wiem o co im zupełnie chodzi:X hi hi

      Usuń
    3. Ja też. Ludzie to jednak mają dziwne poczucie humoru :)
      Ania, ja myślę, że każdy facet chciałby, żebyś go trochę przydusiła ;)

      Usuń
    4. :D no może nie każdy ale co drugi:D nie wymagajmy żeby każdy lubił duży biust:p

      Usuń
  18. Ja nie umiem być na diecie. Co prawda od większości osób słyszę głosy oburzenia, ze jak ja mogę na figurę narzekać. Ale... Ja cztery lata temu nosiłam rozmiar 34/36. A teraz 38/40...

    Dwoje dzieci jednak troszkę się odcisnęło. Miłość do jedzenia te nie jest bez winy,,,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, i tu jest pies pogrzebany! Ja też często spotykam się z takimi komentarzami, że po co, weź nie przesadzaj itd. I oczywiście racja- nie twierdzę, że jestem otyła, że jeszcze chwila i trzeba mi będzie balonik umieścić w żołądku (chociaż kto wie...), ale... Jak patrzę na rzeczy w rozmiarze S, które 3lata temu były luźne, a teraz albo się w nie nie mieszczę, albo są tak opięte, że wyjść do ludzi w nich to wstyd, to myślę sobie- kurczę, tak z 5kg i będzie ok :)

      Usuń
  19. :) Przypomniało mi się jak kiedyś odchudzaliśmy się z H. Wytrzymaliśmy trzy dni jedząc głównie sałatki. Na czwarty dzień spojrzeliśmy posępnie na siebie i już było wiadomo, że to chwila kapitulacji. Ja też uwielbiam jeść. Ba, uwielbiam pichcić i jeść. Dlatego gdy już muszę się odchudzić, wolę sport w dużych ilościach, byle tylko móc jeść normalnie.

    Płaszcz na dresy mówisz? :) hehhe, ja to przed wyjściem do sklepu nawet rzęsy maluję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam Kasia, podziwiam :) U mnie też byłoby to na pewno wskazane, żeby nie pokazywać się ludziom w naturalnym wydaniu, ale... Czasami muszę przewietrzyć twarz, rzęsy itd :)

      Sport, sport, eh... A jakby tak się dało jeść i nie tyć... Byłoby bosko!

      Usuń
  20. Hahah nie ma jak męska konsekwencja ^^ Btw uważam, że lepiej zjeść pyszne tiramisu, niż tracić czas na fitowanie :P Ale ciii, nie będę w Was gasić zapału... Może się Wam uda to, co ja omijam szerokim łukiem :)
    I materacyk mnie zdziwił. Nie wyobrażam sobie spać bez męża - i nie mam seksu ino na myśli, ale jednak jest to znak bliskości. Dziecko niech śpi na materacu, my musimy razem ;) Z niemowlęciem zdarza mi się sypiać, ale koło takiego dużego szkraba to jakoś tak dziwnie... Chyba że Wasze dziewczyny AŻ tak nie kopią/wierzgają/wędrują po nocy jak nasze chłopaki... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też już właśnie dumam jak tu mnie i Lilkę rozdzielić. Są noce, że w ogóle cycka nie woła i nie budzi się też bez powodu, a są takie jak dzisiejsza, że zaliczyłam ze 4pobudki. Jak bym miała te 4razy się do Niej podnosić, to... No ciężko by było :)

      Ja do Lilki odwracam się tyłkiem, i generalnie mamy teraz taki luz, że jedynie mnie muśnie, jak zaczyna te swoje akrobacje. Eliza bardziej kopie i się wierci.

      Rivulet, ja zdecydowanie też uważam, że tiramisu jest po stokroć lepsze niż ta cała zabawa w bycie fit :)

      Usuń
  21. A ja w pierwszej chwili pomyslalam, ze to takie ozdobne swieczki zapachowe i zastanawialam sie o co cala afera! :)

    To ja Marcinowi wspolczuje kolegow. ;) Moj malzonek za to ma motywacje do chodzenia na silownie, bo NIE chce wygladac jak kumple - w naszym wieku, ale z poteznymi miesniami piwnymi. ;)

    Wy przynajmniej jestescie dla siebie grupa wsparcia... Moj malzonek cwiczy regularnie, za to chetnie podsmiewa sie z mojej oponki i "galaretki" tu i owdzie. Ale glupie siodelko w rowerku przykreca mi juz ze 4 miesiace... :/

    Doszlam do wniosku, ze dla mnie teraz to najgorszy czas na diete (tak jakby kiedys byl odpowiedni! ;p). Do pracy ciagle ludzie przynosza resztki cukierkow z Halloween, zaraz Thanksgiving, wiec znow zniosa resztki ciast i ciasteczek, a potem Boze Narodzenie za pasem. Bez sensu, nic nie zaczynam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest Kochana zdrowe podejście. My też weźmiemy się za dietę, tak na poważnie, dopiero do stycznia. Tyle, że już teraz muszę delikatnie zbastować, bo do stycznia, to mogę jeszcze lepiej wyglądać. W sensie kilogramów na plusie :)
      Siodełko? To pewnie sabotaż- On się boi, że będziesz bardziej fit od Niego :)

      Usuń
  22. Jak Niko wlezie nam do łóżka to ja z niego uciekam, dobrze, że rzadko się to zdarza ;)
    Z tymi dietami tak bywa, mój mąż też jest na diecie dopóki do domu nie wraca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, dzieci mają powera :)
      No co będzie sobie w domu żałował :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!