Mama2c

Mama2c

piątek, 7 listopada 2014

Jesienne impresje przed nadchodzącymi Świętami, czyli- facet nigdy się nie zmieni.

Tak, wiem- przydługawy ten tytuł, ale inaczej się nie dało. Zresztą- zaraz same przeczytacie dlaczego.

Słyszałyście już gdzieś "Last Christmas"? Jeszcze nie? Ja też. Jestem jednak przekonana, że to tylko kwestia dni, o ile nie godzin. Wszak mamy JUŻ 7listopad. I nie, nie- to nie będzie drwiąco-ironiczny post o tym, że jeszcze znicze na grobach nie zdążyły się wypalić, a już mi w sklepie bombki wciskają. Może ja dziwna jakaś jestem (tak, ja też nie mam co do tego wątpliwości, ale kokietować nigdy nie zaszkodzi), ale mnie to nawet cieszy ten przedwczesny świąteczny zryw. W końcu te święta muszą mieć swój klimat i oprawę, a jeśli zaczniemy budować je już teraz- to tylko dłużej się nim nacieszymy. No i najważniejsze- jeśli w końcu, po 6latach (przez pierwsze dwie zimy Eliza miała kombinezony po starszym kuzynie, więc nie byłam w temacie), przestało mnie dziwić, że pierwsza zimowa kolekcja ubrań dla dzieci wychodzi pod koniec sierpnia, to na Boga- dziwić mnie będą czekoladowe mikołaje w listopadzie?! Hipokrytką w końcu nie jestem :P

W każdym razie, wracając do tytułu, pojechaliśmy z mężem na kawę. Nie, nie macie czego zazdrościć- nie zaprosił mnie. Bo widzicie- to taka kawa między kupowaniem papieru toaletowego a podkładu do klatki dla świnek. Powiem więcej- zupełnie nie macie mi czego zazdrościć, bo w drodze na tą kawę te zakupy, o mało się nie pokłóciliśmy. A o co? Ano oto, że mężczyźni są jak dzieci- da się im palec, to chcą od razu rękę, nogę i głowę. Pozwolić Im być przy porodzie*, zmieniać pieluszki, kąpać, to potem chce taki, po dwóch latach życia dziecka, decydować w czym Ono pójdzie na chrzest Basi. No, jeszcze tego mi brakowało! Pewnie jesteście ciekawe, co do ubrania dla Lilki, zaproponował mąż. W zasadzie to nic- bojkotował jedynie mój pomysł, żeby kupić kolejną tiulową spódniczkę, argumentami- no wiem, że brzydko, ale inaczej się nie da- Z DUPY! Bo co to jest za argument, że jedną już taką ma?! No ma, i co z tego, skoro ona jest w kolorze morskim, a przyznacie mi na pewno rację- to nie jest odpowiedni kolor na drugi dzień świąt, kiedy to będą chrzciny Basi. Tyle, że ja cenię swój czas i dbam o swoje skołatane nerwy, i z kimś, kto nie widzi różnicy między "morski" a "niebieski", w ogóle nie zamierzam dyskutować. Btw- niebieski na święta też nie pasuje :P I wiem to na pewno, od kiedy w 1998roku Cosmopolitan za kolory świąteczne uznał czerwony, złoty, biały i butelkową zieleń.
Na szczęście 9lat małżeństwa swoje robi, i wystarczyło moje ostrzegawcze: Wydaje mi się, że chcesz się dzisiaj pokłócić; żeby nastał spokój i harmonia, a mąż wydukał: No może ta spódniczka to nie taki zły pomysł. Dużo mogę Mu zarzucić, ale czytać między wierszami, to On jednak potrafi, jak mało kto: Jeśli się nie uspokoisz, to będę Twój materacyk omijać szerokim łukiem- taki właśnie komunikat rozszyfrował mój mąż.
Bingo. Mógłby łamać jakieś kody dla rządu :)

No dobrze, wracając do kawy, zakupów i świąt... Dojechaliśmy do szczecińskiego Galaxy. Miejsce, które do ostatnich tygodni ciąży odwiedzałam średnio raz w tygodniu. Lila, która nigdy tam jeszcze nie była, pewnie będzie się po nim poruszać intuicyjnie, bo ileż ja tam razy "szwendałam" się w dwupaku... Aż łezka się kręci. Nie to co teraz... Bo teraz, zakupy w Galaxy, to dla mnie jak wycieczka klasowa dla 8latki. I wiem co mówię, bo Elizka była wczoraj na takowej wycieczce- nasze podniecenie i ekscytacja były bardzo porównywalne. No może z tą różnicą, że ja nie wzięłam ze sobą kiełbasy i bułek, bo zakupy w centrum miasta, same w sobie były już jak wygrana w totka, ognisko to już by było za dużo szczęścia na raz...

W każdym razie, z wrażenia, że tyle ludzi, tyle świateł, muzyka tak głośno, musiałam ochłonąć i napić się kawy. Usiedliśmy w Columbusie, bo pootwierali je już chyba wszędzie, tylko nie na moim zadupiu. Dla postronnego obserwatora byliśmy pewnie typową parą na kawie. Dla bardziej wnikliwego- sfrustrowanymi rodzicami, którzy przegadali całą kawę o problemach z dzieckiem. Może nawet lepiej, że owa kawa nie nosiła najmniejszych znamion randki, bo telefon do męża, który zadzwonił, kiedy byłam mniej więcej w połowie picia mojego ulubionego napoju, skutecznie by tą atmosferę pogrzebał. No cóż- taka praca. Zawsze mogło być gorzej- mógłby być na przykład inseminatorem na polskie wsi, jak mąż mojej kuzynki... Oni nawet na dłuższe, niż 3-4dni, wakacje nie wyjeżdżają...

Spoglądamy na zegarki komórki- czas nas goni, babcia pół wieczoru z Lilą siedzieć nie będzie... Wchodzimy na "Reala"... Kupujemy to, po co przyjechaliśmy, czyli między innymi- mleczko kokosowe, które jak wiecie, na moim osiedlu, jest towarem nieosiągalnym. I już, już idziemy do kasy, kiedy moim oczom ukazują się one- świąteczne serwetki. Znacie to uczucie- mała rzecz, a cieszy. Mąż o dziwo nie protestuje, nie przewraca oczami, pomaga nawet wybierać, bo wiadomo- dla jednej paczki, to nie ma nawet co się schylać. Myślę sobie: No nie wierzę! Doczekałam takich czasów, że jemu też się udziela klimat świąt. Alleluja.
Upsss, to nie te święta.

Za chwilę miałam się przekonać jak bardzo Księciunio poczuł magię świąt. Idziemy do kasy, a ten wypala: To co, karpia i choinkę też już dzisiaj bierzemy?
Taaaa, kolorów nie rozróżnia, ale złośliwości sobie nigdy nie odmówi :) 
Nie ma opcji- facet, to facet- nigdy się nie zmieni. Nie łudźcie się.

A teraz parę jesiennych zdjęć, zanim zacznę tu wrzucać pierniczki, kutie i lśniące czerwone jabłuszka na choince... No i karpia w wannie :) A nie, przepraszam- karp jest podobno passe. Ok, to łososia...











* Naprawdę daleko mi do złośliwości, ale czy Was też bawi sytuacja, kiedy po porodzie rodzinnym, facet dumnie obwieszcza wszystkim napotkanym, że oto rodził razem z matką dziecka?
R-A-Z-E-M?!
Panowie! Rodzić razem, to będzie, kiedy technika pójdzie na przód i dzięki czujkom, elektrodom i cholera wie czemu tam jeszcze, będzie odczuwać wszystko, tak, jak czują to w danym momencie Wasze żony/partnerki/kochanki... Łącznie z finałem- czyli przejściem dziecka przez kanał rodny. Niech ja tylko pomyślę, gdzie musielibyście mieć wtedy taką czujkę...
Eh, chyba mam zbyt bujną wyobraźnię :)
Piękne to jednak będą czasy!
Tylko...
Czy któraś z Was wyobraża sobie faceta w połogu?
:)




23 komentarze:

  1. Facet to facet :). Miał być przy pierwszym porodzie, ale zrejterował i dobrze, bo pewnie by zasłabł albo insza inszość. Przy drugim ja nie chciałam, bo pewnie by zasłabł, albo inna inszość :D. I masz rację, kąpał, przewijał, usypiał i uważał, że ma ostatnie słowo, naiwny jakiś :P. Mąż mój od kilku lat kupuje choinkę w Wigilię, i sam ją ubiera z dziećmi, chce to ma.
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe tak to z tymi facetami bywa, mój co roku mi psuje humor tuż przed świętami, a w tym roku ręce umywam i niech on się bierze do roboty...ciekawe jak długo wytrzymam :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo wszystko zazdroszcze Wam tej kawy! My od urodzenia Bi, sami wyszlismy tylko ze 2 razy na mega-szybkie spozywcze zakupy. I nie, to nie ja tesknilam za moim maluszkiem. To M. zamartwial sie, jak sobie Bi bez nas radzi! Nawet pomimo, ze zostawil ja ze swoja mamusia. ;)

    Hehe, moj tez tak ma. Niby sie zgadza, ale swoje zlosliwosci i szpile MUSI powbijac. ;)

    A ja chyba mam w sobie cos z faceta. Wydaje mi sie bowiem, ze spodniczka w kolorze morskim pasuje na chrzciny jak znalazl. Nawet jesli odbywaja sie one w II Dzien Swiat. Ale rozumiem, kazda okazja do zakupow dzieciowo-ubraniowych jest dobra! ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeeejku jak Twój facet przypomina mi mojego hahaha. Już mały kroczek do idealnie zakończonych zakupów i nagle trach mężuś się budzi z letargu i wbija szpilę, ale ostatnio uczeń przerósł mistrza i to On musi uważać na moje riposty :}}}. Podobno kto się lubi ten się czubi więc...
    Nie wyobrażam sobie faceta leżącego na porodówce i próbującego wypchnąć małe 3kg :}}. Pierwszą córkę rodziłam z mężem i prawie wszystko między nami było na tip top do momentu kiedy w kulminacyjnym momencie usłyszałam "kochanie źle trzymasz rączki od łóżka to ci nie pomoże ". Teraz tą sytuację wspominam z sentymentem i rozrzewnieniem ale wtedy wrrrr.
    Dobra koniec rozpisywania się Puentując- z tego na ile odkrywasz swoje życie piknie ze swoim chłopem pasujecie do siebie :}}}

    OdpowiedzUsuń
  5. w Dzrzyzdze ostatnio było o symulatorach porodu. skurcze symulowało. ale rozcinania dupska albo cesary nie symulowało;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Chcialabyn to zobaczyc na zywo- facet rodzacy dziecko ;-)

    I co w koncu kupilas ta spodniczke dla Lilki- jaki kolor wybralas??

    OdpowiedzUsuń
  7. I tak dobrze, że pomógł Ci wybrać te serwetki. Mój powiedziałby, że nie było ich na liście. Chociaż w tej chwili podczas zakupów nie jest tak źle, ale parę lat temu... Różnie bywało. Za to nadal iskrzy podczas przygotowań do świąt czy obiadków rodzinnych. Przeważnie kończy się na ostrej wymianie zdań.

    OdpowiedzUsuń
  8. hahahaha
    świetny tekst ,uśmiałam się :))
    z facetami bywa różnie,kwadratowo i podłużnie !

    OdpowiedzUsuń
  9. hej kochana zmienilo sie tu u ciebie. ja dwa miesiace poza swiatem internetu nic nie wiem co sie dzieje :P wlasnie nadrabiam :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Od wczoraj ryczę z przerwami na oddech...
    ...teraz popłakałam się ze śmiechu! :D
    Facet w połogu, to byłaby dopiero sensacja! :D
    Gad też "rodził", Boże i dumny był jak paw!
    A ile musiałam go namawiać, jak go pierwszy raz zapytałam (bo pytałam kilka razy), czy będzie przy porodzie to się zapierał przeszczepami wszystkimi, że nie bo on już dosyć porodów odebrał!
    Yyyy, że co??
    "No tak, wiesz ile ja cielaków odebrałem" - walnął gad prosto z mostu!
    Czujesz? Do zwierzaka mnie porównał osioł jeden :P
    Fakt, na studiach odebrał i to nie tylko cielaka, bo jakiś inny zwierz też się tam przewinął.
    Tak czy srak, jak już w końcu przybył ze mną na porodówkę i "rodził" ze mną 11h, to po wszystkim wrócił do domu i leżał jak długi na panelach w korytarzu taki był umęczony! :D:D:D
    Faceci...:P

    OdpowiedzUsuń
  11. Zaciekawilas mnie bardzo- jaka spodniczke teraz kupisz??
    Ja moze jak Twoj Maz powiedzialabym- ona juz taka ma - sorry ;) i pewnie szukalabym czegos innego, takiego WOW!!!!
    Moj Menzon nie przepada za zakupami- spozywcze to mus a reszta.... najlepiej jakies "duze" przed swietami, badz prezenty. Jesli ON juz powie- to jest fajne, modne, sliczne- do wyboru - to ja MUSZE to kupic- bo to juz "swieto lasu" a wielokrotna powtorka-" ja wybralem- jest na porzedku dziennym" Niech sie Chlopina cieszy ;)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  12. No więc tak jak od początku:
    - mnie wkurzają te świąteczne migawki i reklamy widziałaś reklamę Lidla z tym skaczącym po śniegu kolesiem 2 listopada?? ja tak:/ i to mnie nie przekonuje mógłby skakac od 22 na przykład. Lubie świeta, lubie całą otoczkę ale w odpowiednim czasie po prostu....
    - co do spódniczek i reszty to ja czasem się cieszę ze mam tylko( na razie syna) ja chyba też nie odróżniam morskiego od niebieskiego!!!! wow chyba się pogrążyłam ale to nic jak kiedyś uda nam sie ucelować na córkę to mnie podszkolisz plisss:*
    - poród- temat rzeka mój W. ''też rodził ze mną'' i nawet się trzymał o moich przygodach na porodówce pisałam już nieraz ale pamiętam gdy rozgrywała się cała akcja a on kukał z radością między nogi:D chyba sadysta jednak:D

    OdpowiedzUsuń
  13. Dokładnie! Skąd im się to bierze, że tak szybko przyzwyczajają się do decydowania? Nie dalej jak wczoraj przyłapałam H. jak totalnie skrytykował wybrane przeze mnie nosidełko dla dziecka i już już wciskał mi swoje! No ejjjj! Za chwilę jeszcze będzie decydował w co ją ubrać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, omijanie szerokim łukiem materacyka rozbawiło mnie na maksa :D

      Usuń
  14. no skads to znam. U mnie tez byl porod rodzinny. Innego sobie nie wyobrazalismy. A jak nam powiedzieli ze ogolnie to facetow przy porodzie nie ma to sie zdziwilismy. Teraz jak gada z kolegami w robocie to slyszy ze żaden nie byl przy porodzie bo baba poszla z kumpela albo rodzila z mama albo sama. No kurde. Viesze sie ze jestesvie zgodnym zwiazkiem bo takich malo jest.
    Ps.maila jutro Ci napisze niw mialam czasu jak na razie.
    Buziaki Ewa

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale się uśmiałam! Mój M to na zakupy ze mną już nie jeździ, bo ja się tylko wkurzam. Zdecydowanie wolę Jaśka jako towarzysza. Ten przynajmniej nie marudzi. Dam mu coś do jedzenia i pełne zadowolenie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Omg, facet w pologu:-) natyra to dobrze zaplanowala bo zden fact by tego nie przezyl... tez kocham magie swiat, osttnio bylismy w tesco, ogladalam swiece, serwetkiozdoby, itp, podobalo mi sie ogromnie, a jak wyszlismy stamtad, to maąż westchnal.: uf, w koncu opuscilismy ten dzial..:-\

    OdpowiedzUsuń
  17. Ostatnio Kossakowski w swoim nowym programie dał się podłączyć do aparatury stymulującej bóle porodowe - tu jest fragment z tego programu ;)
    http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/przemek-kossakowski-rodzil-jak-to-mozliwe,141091.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam ten odcinek. Może to głupie, ale uśmiałam się wtedy do łez ;)
      Mimo wszystko podziwiam faceta, mało który zdecydował by się na to.

      Usuń
  18. Dlatego NIGDY nie będzie uprawnienia dopóty, dopóki kobiety będą rodzić dzieci :)))
    My też mamy "randkę" z małżem. we środę... ciekawe czy u ortopedy podają kawę?? hehe..buśka

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja pierwsze stoisko pełne bombek i łańcuchów widziałam w połowie października ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja sobie wyobrażam - maruda straszny, wszystko mu podaj włącznie z dzieckiem na karmienie, posprzątaj, ugotuj, wypierz, bo przecież on jest po ciężkim porodzie.... :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!