Mama2c

Mama2c

piątek, 28 listopada 2014

Słońca...

Słońca mi dziś trzeba... Nie tylko tego za oknem, ale i w głowie, i w sercu...
Ogłaszam listopad miesiącem złych wieści...
Parszywa kumulacja.
Niby nic, co bezpośrednio nas dotyczy... I to cieszy. Bardzo, bardzo cieszy.
Mimo to- zacięłam się...
W domu cały czas dzieje się coś śmiesznego- nie może być inaczej, przy naszych dwóch Łobuzach, a ja? Ja mam problem, żeby usiąść i jak kiedyś, ubrać to w słowa, coś przerysować, coś przemilczeć...


Jeśli podobnie czują się ludzie, którzy żyją z pisania- to im współczuję... Ja, mam ten komfort, że mogę przeczekać. A potem wrócić, lub nie...

Swoją drogą- dziwne to uczucie. Nigdy nie miałam problemów z pisaniem, i nie mam tu na myśli tylko bloga.. Jeszcze w szkole, na studiach, nawet przy początkowo zupełnie niepodchodzącym mi temacie, potrafiłam sklecić coś bardzo sensownego, co zwyczajnie się podobało, zyskiwało uznanie... A teraz... Teraz życie samo podtyka mi pod nos tematy, a tu... klops.I dupa blada.



Kiepski ze mnie kronikarz, bo Lila z Elizą codziennie mówią/robią coś takiego, co należałoby czym prędzej zapisać... Nawet Księciunio "sypie" ostatnio tekstami, które muszą się tu koniecznie znaleźć...

No nic, pozostaje mi czekać na przypływ weny, zastrzyk pozytywnej energii, odblokowanie...

Na razie polegam jeszcze ma mojej pamięci, robię w głowie karteczki z hasłami, tematami, staram się zapamiętywać wszystko, co ważne...

Pisemnie ożywiłam się ostatnio u Star, bo... o dyni było :)
No właśnie- jedzenie... Zabije mnie kiedyś. Od czasu, kiedy Marcin podczas trwania naszej, powiedzmy- diety, kupił w Lidlu te słynne desery, popłynęliśmy oboje... Ja pewnie bardziej, bo On chociaż w pracy tyle nie je- nie ma na to czasu. Natomiast ja- w domu też niby na nic nie mam czasu, ale w to "na nic", nie wchodzi otworzenie lodówki i "wyczyszczenie" jej w bardzo krótkim czasie...
I wiecie co? Nawet już zła na siebie nie jestem... Osiągnęłam chyba właśnie stan, w którym jest mi siebie po prostu żal... Tak, żal... Bo znam te wszystkie dietetyczne regułki, wytyczne... Znam pewnie kilka całkiem sensownych, skutecznych diet... I co? I chuj- mówiąc szczerze, choć może nie do końca kulturalnie...

Jeśli jest tu ktoś, kto mi naprawdę dobrze życzy, to proszę teraz o falę pozytywnych wieści, bo jak tak dalej pójdzie, to zajadanie stresów i smutków wszelakich, skończy się dla mnie w rozmiarze 42 albo i lepiej... A jeśli macie ochotę zaprotestować, że 42 to jeszcze nie koniec świata i tak dalej- to tylko przypomnę, że ja niska jestem... Nawet bardzo.

A na dowód, że wcale Was nie kokietuję (a nie- zdjęcia nie będzie :p), moja dzisiejsza rozmowa z Marcinem:

- Czuję, że robię się duża.
- No.
- Ale że tak już widać?
- No już lepiej wyglądałaś jakiś czas temu.
- ...
Nie, nie strzeliłam focha! Cóż jednak miałam powiedzieć- przecież z faktami się nie dyskutuje...

- Tylko się nie obrażaj, przecież i tak cię kocham.

Powiedział to z wyraźnym naciskiem na: "i tak"...
Co o tym sądzić? Bo waham się między- cieszyć się, że i tak mnie kocha, czy żreć samą sałatę do odwołania... A może napisać list do Świętego Mikołaja z prośbą o treningi osobiste z Ewą Ch.?

W każdym razie- fakty są takie, że w ostatnich dniach sama jedna pochłonęłam zapotrzebowanie kaloryczne naszej całej rodziny przez jakieś dwa tygodnie. Powiedzmy to sobie jasno- nie jadłam tylko w nocy, a w ciągu dnia praktycznie nie robiłam przerw między posiłkami... Jak to wyglądałoby okiem dietetyka? Jedno, wielkie, niekończące się śniadanie?!

Kolejny fakt- trzeba coś z tym w końcu zrobić... Problem polega na tym, że już mam przygotowane pure na sernik dyniowy i kupiony imbir na czekoladowe ciasteczka... No i cóż- serce mam naprawdę wielkie, dzielić też się lubię, ale... Oddać komuś cały sernik? I tak mam na osiedlu opinię niezrównoważonej, nie będę się pogrążać... A sernik upiec muszę, bo znalazłam taki przepis, że nie ma mowy, żebym go nie wypróbowała... Podobnie z ciasteczkami... Z drugiej strony- za dobrze siebie znam, żeby mieć jeszcze nadzieję, że "zjem tylko mały kawałeczek sernika i jedno ciastko"...

No nic, pomyślę o tym jutro... A tymczasem... Chyba blokada puściła.

Z pozdrowieniami dla Gosi, za info, że takie cuda- prawie darmo, w Netto dają... :)


Ps. Gdybyście szukały pomysłu na sernik- niekoniecznie świąteczny- po prostu- dobry i sprawdzony, to polecam szukać TUTAJ. Jak wiadomo- niecały miesiąc przed Świętami, to nie jest dobry moment, żeby przechodzić na dietę (btw- żaden nie jest...), także zanosi się, że grudzień, będzie w mojej kuchni, miesiącem serników... Mam już kilka na oku, które wjadą do piekarnika zaraz po dyniowym...





44 komentarze:

  1. Ojej Marto walczysz okropnie ze sobą i jedzeniem. Bardzo współczuję, bo skąd inąd też to dobrze znam. Mam ogromne tendencje do tycia, więc od kiedy pamiętam zawsze byłam na jakiejś diecie i zawsze czegoś sobie odmawiałam. Obecnie jest już lepiej, bo nie mam non stop ochoty na jedzenie a na slodycze czasami i to w małych ilościach. Za ciastami tez juz nie przepadam, wiec całkowicie z nich zrezygnowaliśmy. Skąd to się wzięło? Otóż podczas ciąży miałam restrykcyjną dietę i częściowo mi to już zostało. Jak wiesz organizm przyzwyczaja się do wielu rzeczy i mój też się przyzwyczaił. Jem nie dużo i co trzy godziny, a ostatni posiłek do 19, a najchętniej do 18. To bardzo dużo znaczy. Na pewno i u Ciebie nadejdzie taki moment, gdy wszystko się jakoś ureguluje i tego właśnie Ci życzę z całego serca:-) Gorąco pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Kamilko, a wiesz- ja też jestem jakoś pozytywnie nastawiona do tego chudnięcia :) I wierzę, że kiedyś się jeszcze opamiętam- kilogramy same polecą w dół :) Będzie pięknie :)

      Cóż- dla mnie kiedyś słodycze mogły w ogóle nie istnieć. A teraz? No nie mogę sobie odmówić :(

      Usuń
  2. No wiesz z tym rozmiarem vos na rzeczy. Chyba taki okres bo ja dzis pod prysznicem patrze na siebie a raczej bemben i stwierdzam ze grubo jakos i wpaflam na genialny pomysl jestem w ciazy tak to jest wytlumaczenie, tylko ze wczoraj okres mi sie skonczyl:|
    Pytam mojego kochanie ja mam wielki brzuch, moze w ciazy jestem? To uslyszalam : nie kochanie to tylko starosc.
    nie wiedzialam czy mam sie smiac czy plakac.
    3 maj sie bo zimno u nas juz jest.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zimno? Toć to przedsmak Syberii jest... Jutro zamierzam obdzwonić banki, w celu uzyskania korzystnego kredytu na dłuuuuugie wakacje w ciepłych krajach :)

      Hehe, a wiesz, że mój mówi tak samo? Tylko starością tłumaczy wszystkie moje dolegliwości- kiedy mówię, że mnie kręgosłup boli, albo kolano... I tak myślę- jak będę mieć 80lat i powiem, że mnie coś boli, to co On mi wtedy powie? Słyszysz to sędziwe: "Maaaaaaartooooo, to ty jeszcze żyjesz?" :)

      Usuń
    2. Myslalam ze tylko moj takie komplementy mi strzela.
      Od wcOraj ograniczylam zarelko, minimum bo minimum al juz cos. Cwicze 30min co drugi dzien , pije ponad 2litry dziennie. Czekam na efekty.
      Ciekawe czy pokonam staaarosc :D

      Usuń
  3. To zdecydowanie przesilenie, bardzo się ochłodziło i instynktownie sięgamy po jedzenie żeby wytworzyć więcej energii na ogrzanie ciała. Ja przybywa kilogramów to trzeba przyjać uniwersalną maksymę "lepiej mieć niż nie mieć".
    Uszy do góry i pisz co u Waszej gromadki - od Elizy do króliczkowej klatki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę Madzia... Ja tak czułam, że to globalne ocieplenie i ten nieszczęsny freon, mają coś z tym wspólnego... Bo teraz lato, to czasami takie zimne... Bo ja właściwie to tak sobie od wakacji folguję :)

      Usuń
  4. Eee tam, Martuś, takie już jest życie. Teraz sobie przytyjesz, a na wiosne zrzucisz. Przynajmniej będzie Ci cieplej zimą :) a tak na poważnie - życie jest tylko jedno więc należy czerpać z niego jak nnajwięcej radości. Skoro wiadomo już, że nie będziesz modelką z rozmiarem 34 to bądź super mamą, której kuchnia w zimie pachnie korzennymi ciasteczkami. Nie odmawiaj sobie, bo nawet jeśli się zepniesz i schudniesz, za chwilę będą Święta i cały Twój wysiłek pójdzie na marne. To po prostu zły moment na odchudzanie. Nawet Ewa Ch. to zrozumie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, kurna, u mnie to tak nie działa- zimą tyję, wiosną chudnę :( I widzisz mnie ta maksyma, żeby korzystać z życia, to kiedyś wykończy :) Bo jako, że u mnie ostatnio "korzystać z życia" to znaczy jeść do woli, i nic poza tym, to prosta droga do giga nadwagi :)
      Ewa Ch... ja nawet nie chcę myśleć, co Ona myśli o takich leniwcach jak ja :)

      Usuń
  5. Znam to cierpienie i ból odchudzania wszystkie diety regułki i powiem to co ty ch** z dietami i też w niedługim czasie skończę w 42 rozmiarze. Mam ostatnio bardzo rozpaczliwa taktykę kupowania niezbędnego minimum spożywczego żeby niepotrzebnie sama siebie nie kusić,trochę to pomaga .Druga strona medalu taka ze maż zadaje uporczywie to samo pytanie dlaczego w lodówce niem nic do jedzenia,ja mówię że nie kupuje żeby mnie nie kusiło on na to że nikt mnie do jedzenia przecież nie zmusza.A nieprawda coś we mnie siedzi i mnie zmusza. Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaa, faceci i te Ich błyskotliwe uwagi :) Gdyby Ich życie kręciło się wokół faz księżyca, hormonów itd, to by od razu zaczęli inaczej śpiewać :)

      A wiesz, że ja mam to samo? Też mi się wydaje, że słyszę taki cichy szept: "Marta, nie jadłaś już nic 10minut, poziom cukru ci spada, idź, idź do tej lodówki..." Myślisz, że my normalne jesteśmy?
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Ja tez musze schudnac, ale jak tu zaczynac diete miesiac przed świetami, sylwestrem itd?? Bedzie ciężko.. Łącze sie z toba w bólu..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inesko, ja- weteranka diet odchudzających, zapewniam Cię, że teraz to jest kiepski moment. Po Sylwestrze, zdecydowanie :)

      Usuń
  7. Ja mam dla Ciebie pocieszenie ;}}. Ja w zeszłym roku nosiłam rozmiar 44. Duży, namiotowy, wygodny. Odrzuciłam słodkie chociaż moje kubki smakowe bardzo cierpiały... Mam nadzieję że poczułaś się ciuteczek lepiej ;}}}. Wiesz co kiedy nadchodzi zima większość sięga po bardziej treściwe jedzenie. Nie przechodź na dietę przed świętami bo rodzinka Cię znienawidzi za brak przyjemności ;}}.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy poczułam się lepiej? Na myśl o Twoich cierpiących kubkach smakowych?! No way, cierpię razem z nimi!
      Nie no gdzie tam... Dieta przed świętami? Gdzie tu sens i logika :)

      Usuń
  8. Witam, już jakiś czas temu przeczytałam wszystkie twoje wpisy i wreszcie postanowiłam się odezwać:) pozwól że się rozgoszczę;)

    Bardzo dobrze cię rozumiem:( jestem trzy miesiące po porodzie a kg zamiast spadać poszły do góry:/ też uwielbiam jedzenie niestety. Słodycze to moja zmora ale póki co mam zakaz bo syn jest alergikiem i to mnie ratuje bo jakbym jeszcze zaczęła objadać słodyczami to już całkiem byłaby katastrofa wagowa:P
    Wierzę że kiedyś cudowni naukowcy opracują magiczną tabletke na odchudzanie bez wyrzeczeń:P
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Justyno, przede wszystkim miło mi niezmiernie, że jest Ktoś, Komu chciało się przeczytać te moje wypociny :)

      Hm, no co ja mam Ci napisać... Wiesz, trzy miesiące po porodzie, to ja niesiona na fali endofiryn nie zauważałam, że powoli wracać do wagi z dnia porodu :) A kiedy Mała miała jakieś 5miesięcy Marcina koleżanka z pracy zasugerowała, że hmmm jestem znowu w ciąży, także wyobraź sobie jak wyglądałam :)

      W każdym razie z doświadczenia napiszę Ci, że naprawdę dużo łatwiej jest schudnąć z maleńkim dzieckiem, które możesz zapakować do wózka i ruszać się, niż z takim jak moja Lila, która na spacerach drepcze w miejscu, a ja z Nią :)
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. Ps. Jak tylko usłyszysz o takiej tabletce, to daj znać. Jestem pewna, że nawet za lat 10, temat ten w moim przypadku, będzie nadal aktualny :)

      Usuń
  9. Wiesz, ze co jakis czas mnie tez "napada"? i wtedy mysle, ze koniecznie musze cos z soba zrobic ;) To chyba normalne.... mysle, ze nasze matki, babki mialy w tym kontekscie latwiej- kobieta byla i miala byc kobieca a my teraz przegladajac gazety, internet czy ogladajac "gwiazdy" TV czesto same sobie nakrecamy spirale :( Wiem, ze brzmi to moze sloganowo ale zdrowie jest najwazniejsze!!
    Przed swietami ciezko sie ograniczyc... ja postanowilam wiecej pic- tzn wody ;) i trzymac sie przerw miedzy posilkami- u mnie zgubne jest to podjadanie.....
    Moze uda mi sie zatrzymac lawine wagowa?
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, nasze mamy i babki, to wiesz- inna bajka :) Chociaż, podobno kuzynka mojego dziadka, piła ocet, żeby schudnąć (!!!) no i się kobita przekręciła... Więc to dążenie do jakiegoś ideału, było w nas jednak już dawno...

      Wiesz, te moje wszystkie posty o odchudzaniu "narzekająco-marudzące" naprawdę należy traktować z duuuuużym przymrużeniem oka. Bo o ile kilogramy są oczywiście (NIESTETY) prawdziwe, to mój stosunek do tego- taki jak należy, czyli... zdrowy :) Wiem, co jest w życiu ważne, wiem, gdzie jest granica za którą, to będzie już dla mnie niezdrowe, a tymczasem... Wdech wydech :)

      Wody piję bardzo dużo, u mnie to nie działa :)

      Usuń
  10. Ja zastępuje jedzenie owocami jak mnie stres zjada albo gumą do żucia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Guma to sensowna opcja, owoce mają jednak sporo cukru :)

      Usuń
  11. No dobra...to wpadaj do mnie...pośmiac sie z mojego debiutu za "kamerą" :)))
    jak znalazł na jesienną chandrę.. :D

    ps. też jestem duża..niż ostatnio i dietę huj bombki strzelił...ale co tam...mnie ewidentnie brakuje ruchu i raczej zmierzam w tym kierunku aby się wyrwac z domu 2 razy w tygodniu choc po 2h na basen lub siłkę... bo ruch to najlepszy sposób na przypływ endorfin. tylko odpuściłam sobie trenera personalnego - nie moja bajka - nie na mój budżet domowy..poradzę sobie sama..chyba żadna sztuka jeźdźic na rowerku czy chodzic na steperze? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, wygrane zawsze cieszą, a przynajmniej wiadomo, że wybory nie zostały sfałszowane :)

      Brak ruchu to również moja bolączka. Jednak wiesz, jak wygląda spacer z dwulatką bez wózka... A że Lila wózka niet, to ja mam ruchu zero. Bo mała ostatnio kredą rysuje na dworze :)

      Trener... Pomijając budżet, bo ja również z tych "szczęśliwców", których nie stać, to kurczę- przełamać bym się musiała. No weź to sobie Gocha wyobraź stoi taka super laska, w szortach, że Jej pół tyłka widać, i ja- z moimi 10kg (jak nie lepiej) na plusie i po 3minutach mówię, że już nie mam siły :)

      Usuń
  12. Wiem co masz na myśli, bo ja niestety też mam takie zawiechy, z tym że żyję z pisania i muszę pisać, nawet jak nie mam na to siły... Dla mnie listopad też jest jakiś taki... dziwny. Jak nigdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze to ujęłaś- zwiecha :) I tylko jak tu się odwiesić :)

      Usuń
  13. Prawdziwa siła drzemie w nas, trzeba ją tylko obudzić :). Wierzę, że Ci się uda, to tylko taki chwilowy "zimowy sen". Pozdrawiam ciepło :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby, oby, bo inaczej marnie to widzę :)

      Usuń
  14. Jeszcze tylko dwa dni i będzie grudzień. Oby przyniósł same dobre wieści.
    Co do kilogramów... Skąd ja to znam. Zresztą nieraz już o tym pisałam. Ale jutro kończymy ciasta urodzinowe (dziękuję za namiary na przepisy, właśnie skonsumowałam toffi) i do Świąt koniec. No może kawałeczek na urodziny szefowej i na imprezę w pracy :) I bądź tu mądry :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no cóż, gdyby nie te wszystkie okazje po drodze, to może nawet łatwiej byłoby wytrwać... Ale u mnie to też nic pewnego :)
      Proszę bardzo, fajnie, że mogłam pomóc.

      Usuń
  15. wiem co czujesz
    ja walczę
    4 kg udało mi się zrzucić ale to nadal kropla w morzu, a jest coraz ciężej

    OdpowiedzUsuń
  16. Gdybys byla w moim wieku napisalala bym, ze to SKS:))) Ale nie jestes, na Twoje szczescie:P No to napisze, ze to normalne, jesien, zima sie zbliza czlowieka ciagnie do zarelka, bo wiadomo organizm sie domaga wiecej tluszczyku, ktory chroni przed zimnem i to chyba normalne.
    Mniej tez ruchu, bo dni krotkie i nie wszystkie sprzyjajace spacerom.
    Sama widze, ze juz nie chodze jak chodzilam, a nawet jak sie wybiore na spacer to juz nie jest taki dlugi, bo i ciezej sie chodzi majac na sobie wiecej szmat niz latem.
    Ot minie zima, zacznie sie przedwiosnie to i apetyty nam sie zmniejsza, a jak nie?
    No coz, moj tez mnie kocha bez wzgledu na nadmiar kilogramow, ale przeciez na tym polega milosc, prawda?
    Gdyby tak mieli kochac tylko wtedy kiedy jestesmy sliczne i zgrabne, szczuplutkie i wymalowane to malzenstwa nie trwaly by dlugo. Psom buty uszyc z takiego kochania jak mawial Zagloba:)))
    Ksiezunio pewnie tez juz nie jest jak w dniu slubu i co?
    Nic kochasz dalej bo kochasz to co jest pod powloka ciala, a nie cialo tylko, a to duzo wiecej.
    Cialo przemija, te niewidoczne wartosci zostaja i to jest najwazniejsze:)))
    Swoja droga dynia jest niskokaloryczna... gdyby nie te dodatki mozna by tylko dyniami zyc:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Star, zacznę od końca.
      Otóż to- i wiesz, ja nawet jak zajadam dyniowe tiramisu, to staram się myśleć o niskiej kaloryczności dyni, a nie o tym jak tłusty jest serek mascarpone :)
      Księciunio- pewnie, że nie tak jak w dniu ślubu- On po stokroć przystojniejszy jest teraz. Ciałka nabrał, to jak facet w końcu wygląda :) My, jak wiesz, mamy na szczęście dystans do tych naszych wałeczków, więc to bardziej przekomarzanie w naszym wypadku, niż prawdziwa czarna rozpacz :)

      A z chodzeniem i ze spacerami to mam ból teraz niesamowity. Mała do wózka zapakować się już nie da, bo przecież wszystko siama, a wiesz jak wygląda spacer z dwulatką? Noooo, to tyle sobie pochodzę :) Jak Marcin wraca z pracy, to się trochę jednak boję, tu las wszędzie...

      Usuń
  17. Eee tam... ja jedynie co moge dodac to po prostu sprobuj ograniczyc slodkosci j jedz 4-5 posilkow w mniejszych ilosciach. Rozmiar 42 to nie tragedia.
    Nawet cwiczenia z Pania Ch. nie pomoga,jesli sama nie bedziesz chciala zmienic trybu zycia I tego, co jesz.....a sernik nie zmarnieje - mozesz wyslac go do Nas ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minia, ja to wszystko wiem, tylko rozumiesz- nie ma się tej silnej woli ci kiedyś :) A sernik? Chętnie wyślę :)

      Usuń
  18. Nie ma chyba kobiety, która by nie chciała schudnąć albo nie przytyć. Wieczne plany ćwiczeń i kolejne przepisy z nowych skutecznych diet. ;)
    Wrzuć na luz. Będzie dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, powtarzam to sobie jak mantrę. Na razie- nie działa.

      Usuń
  19. Oj tam,oj tam, to wszystko przez ten listopad, to ona tak źle do wszystkiego nastraja, ale niedługo Święta to humor się poprawi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne :) Za to po świętach, jak stanę na wadzę, to znowu poleci na łeb na szyję :)

      Usuń
  20. Ja Ci coś powiem...jestem na diecie 3tydzień.
    Szlag jaśnisty mnie trafia, bo słodkie kocham, a jeść nie mogę.
    Normalnie jakbym na odwyku była!
    Już ostatnio mówiłam, że dieta mnie zabija, bo ja kocham jeść!
    I jak muszę się ograniczać i wszystkiego dobrego sobie odmawiać to jest mi zwyczajnie smutno! Serio!
    Ale kurde w dupę jak przyszło mi kupić bluzkę w rozmiarze L to było mi przykro podwójnie!
    Dlatego nie żre słodkiego! Mało tego ostatnie tygodnie to były tylko przedbiegi, ale od poniedziałku adwent i szlaban na gary do świąt!
    Ale sernik bym wrąbała! :P
    A ćwiczenia z szanowną Ewą Ch. to sobie już dawno odpuściłam, bo nie dość że lało się ze mnie jak z fontanny tooo mało się nie przekręciłam! O! W dupie mam takie odchudzanie! :P
    A listopad i dla mnie był okrutnym miesiącem, więc niech już spada :P
    Aaaaa co do słów Twojego Męża, nie bałabym zbytnio tego do siebie.
    Faceci się nie znają! :)
    Uściski! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, wiesz, że mi też zawsze przykro, jak biorę bluzkę/spodnie, ba! Nawet gacie, w rozmiarze, któryś kiedy mnie nie dotyczył... No ale. Równie mocno jest mi przykro, kiedy muszę przejść obojętnie koło ciasta. babeczki, schabowego... :)

      Usuń
  21. U mnie cała ta JESIEŃ do bani!

    OdpowiedzUsuń
  22. To :i tak" jest bardzo w stylu mojego męża. A potem zdziwienie, że foch i omijanie jego kanapy ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!