Mama2c

Mama2c

sobota, 22 listopada 2014

Wyrwane z kontekstu, czyli... Filozofka

Siedzimy wczoraj z kuzynką, mamą mojej przyszłej chrześnicy... Rozmawiamy o zakupach na Piątej Alei  jak zwykle o dzieciach. Na szczęście rozmowa ma charakter "szczerzej już się nie da", bez ściemniania, koloryzowania itd...

W toku tej rozmowy wychodzi temat, pod koniec którego, kuzynka reaguje entuzjastycznym: A znasz 11 zasad Billa Gatesa?
Nie znam.
Wstyd.
Znam za to wszystkie tematy poruszone w ostatnim "Twoim Dziecku". I przedostatnim też... Podobnie jak przed, przedostatnim...

Mamy czasy, których mój ukochany Dziadek, w najśmielszych snach by sobie nie wyśnił, także chwilę później, patrząc w ekran swojego telefonu, kuzynka zaczyna czytać:

"Zasada 1: Życie nie jest fair- przyzwyczaj się do tego!"

Czyta kolejne, a ja kiwam ze zrozumieniem głową. Kończy słowami, że kiedy Jej dzieci pójdą do szkoły, wydrukuje to, i powiesi w Ich pokoju...

...

Dziś zastanawiam się, czy kolejność w jakiej owe zasady zostały spisane, ma znaczenie? 
Czy to nie przypadek, że to właśnie ta, a nie inna, (jakże bolesna) prawda, jest na pierwszym miejscu.

Życie nie jest fair- wiemy to wszyscy. Jedni doświadczają tego boleśnie każdego dnia, inni okazjonalnie, a jeszcze inni (szczęśliwcy) wiedzą to z opowieści innych... Zazwyczaj właśnie tych boleśnie, regularnie doświadczanych...

Przyzwyczaj się- radzi nam dobry wujek Bill. No tak... Tak byłoby najrozsądniej. Boksować się z oczywistą prawdą? Trochę bez sensu... 
Tylko, czy można się do tego przyzwyczaić?
Czy można oduczyć się zaciskania pięści na znak złości i totalnej bezsilności? 

...

Kiedyś, chyba u Gosi, zastanawiałyśmy się, jak to jest, z tym byciem kowalem własnego losu. Czy naprawdę zawsze i do końca nimi jesteśmy? Czy są zdarzenia, okoliczności, sytuacje, kiedy przestajemy mieć monopol na kierowanie własnym losem/życiem? 
Zawsze stałam na stanowisku, że są sytuacje, kiedy nie ma dobrych rozwiązań- jest tylko wybór mniejszego zła... 
Dziś, tym bardziej bronię swoich poglądów...

...

Chyba pierwszy raz, tak bardzo boli mnie niemoc. 
Tak bardzo uwiera fakt, że mogę tylko wysłuchać, trzymać kciuki i dobrze życzyć. 
Pierwszy raz czuję, że to za mało...



40 komentarzy:

  1. Sporo prawdy w tych zasadach... szczegolnie ostatnia:-) a tak powaznie, to sa rzeczy na ktore nie mamy wplywu chocbysmy sie nie wiem jak starali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak. Tylko potem, jak słyszysz od kogoś, że każdy jest kowalem własnego losu, to robi się trochę słabo ;)

      Usuń
  2. Jest tyle okoliczności, które nas ograniczają, oczywiście warto z nimi walczyć, ale nie zawsze się da je pokonać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Te zasady powinien choć raz w życiu przeczytać każdy człowiek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm gdybym miała coś wydrukować i powiesić dzieciom nad łóżkiem, na pewno byłoby to coś bardziej... optymistycznego i motywującego. Zwłaszcza że mimo niesprawiedliwości życie jest cholernie piękne :) Dlatego zamiast wtłaczać dzieciom, jakie to życie jest niesprawiedliwe (hmmm właśnie do mnie dotarło, że mam awersję do tego typu rad, bo udzielała mi ich moja mama i nie tylko nie pomogły, ale niepotrzebnie mnie dołowały), wolałabym im pokazać, że są wspaniałe takie, jakie są, że dadzą sobie w życiu radę itd. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, i tu się może rozwinąć ciekawa dyskusja, bo nie sposób się z Tobą nie zgodzić- te zasady mogą wydawać się dość przygnębiające. Jednak moim zdaniem- wspierać dzieci, akceptować, dodawać Im skrzydeł można, i to zupełnie nie koliduje z tym, o czym mówi Bill w swoich zasadach.

      Dużo też zależy od tego, jak przekazalibyśmy takie rady swoim dzieciom- bo przecież nie chodzi o to, żeby je wydrukować, powiesić i codziennie mówić jakie życie jest niesprawiedliwe. Owszem, jest piękne, i ja to piękno staram się moim dziewczynom codziennie pokazywać, ale możesz z ręką na sercu powiedzieć, że życie jest sprawiedliwe? Ja nie. Za dużo tej niesprawiedliwości już widziałam. Mało tego- moja 8letnia córka też już Jej doświadczyła.

      Mnie natomiast intryguje fakt, kto był w zamyśle Billa adresatem tych zasad. Może się mylę, ale moim zdaniem to właśnie współczesne dzieciaki- wychowywane często na zapatrzonych siebie snobów, i dupków- po prostu. Do dzieciaków/młodzieży, którym wydaje się, że wystarczy dorosnąć i będzie się właśnie jeździło super autem, nawijało przez wypasioną komórkę i przez 8godzin pracy, piło kawę zmieniając tylko lokale. Wiesz, czytałam kilka razy te zasady i w moim odczuciu, co ciekawe, one są jednak motywujące- do ciężkiej pracy. Bo w życiu dla większości zwykłych ludzi, nie ma nic za darmo. A czy to jest fair, czy nie fair, no to już trzeba by było osobno podyskutować :) Pozdrawiam również!

      Usuń
    2. Marta nie pisz ze trzeba ciężko pracowac.
      Zauwazylam jedna kwestie w zyciu chyba najwazniejsza. Jezeli robimy to co lubimy to w czym wrecz idealnie sie czujemy to nie jest to ciezkie.
      u mojego syna widze pociąg do samochodow niby kazdy chlopak to ma. Ale koniec koncow wiem ze bede to w nim pielegnowac. Bo moze cos tego wyjdzie mu w przyszlosci.
      Ja od dziecka glowa w chmurach pisalam wierszw w mlodoaci itp.poszlam na studia nauk ścisłych(nie istotne)a powinnam robic cos kompletnie innego. Na studiach meczylam sie i pochoroealam przez to. Teraz pisze i o wiele lepiej mi z tym.
      Dlatego nie mow dzieciom ze beda miec ciezko. Maja robic to co lubia. Nie mowie ze nie beda mialy przeszkod na tej drodze ale wewnwtrznie (podswiadomie) bedzie je do tego ciagnelo. Nieapelnienie zyviowe jest najgorsza katorga i wtedy jest nam ciezko.
      To moje zdanie.

      Usuń
    3. Eh, odnoszę wrażenie, że powinnam napisać teraz drugi post pod tytułem: "Co autor miał na myśli w poście..." :)
      Ewa poruszasz bardzo istotne tematy, ale chyba nie do końca nawiązują one dziś do tego, o czym pisałam ja, i o co mi de facto chodziło...

      Ale ok- piszesz, żebym nie pisała, że w życiu trzeba ciężko pracować- serio? Myślę, że nawet ludzie obdarzeni jakimś tam talentem w danej dziedzinie, w której chcą się spełniać, muszą ciężko pracować na swój sukces, pozycję, osiągnięcia... Tyle, że jeśli coś lubisz, to nawet ta ciężka praca nie jest katorgą. Weźmy na przykład piłkarza- jakąś wielką gwiazdę. Ma chłopak./facet talent, ale... Co robi? Trenuje- codziennie. Pracuje nad szybkością, techniką, celnością. Jednak kocha to, co robi, więc mimo zmęczenia, to jest to dla Niego też przyjemność, satysfakcja. A teraz każmy na przykład bankierowi, który nie znosi piłki nożnej/aktywności fizycznej trenować codziennie... Nieporozumienie, prawda?
      Zgodzę się z Tobą, że większość ludzi cierpi, jeśli musi robić w życiu coś, czego nie lubi. Tyle, że tu też można by z powodzeniem rozwinąć temat, bo ilu z nas, zaraz po maturze, wie dokładnie, co chciałoby robić w życiu? Ja na przykład nie wiedziałam.

      Kiedyś też mi się wydawało, że nie ma nic gorszego, jak wybierać dziecku studia niezgodne z jego pasją, zainteresowaniami itd... Dziś mam już w tym temacie bardzo mieszane uczucia. Czasy są takie, jakie są. Sama wolałabym mieć dziś pewny zawód, w którym dostanę pracę nie tylko tu, ale również za granicą. A pasje? Hobby? Zainteresowania? To przecież można robić i oddawać się temu w wolnym czasie.

      Ps. Nigdzie nie napisałam, że zamierzam mówić dzieciom, że będą miały ciężko :) Raczej zamierzam Je wspierać, dawać dowody na to, że zawsze będą mogły na nas liczyć, ale nie będę również koloryzowała świata i rzeczywistości wokół Nich. A to chyba jednak różnica :)
      Pozdrawiam i dzięki za przepis- w weekend zrobię do niego podejście.

      Usuń
    4. Chyba pisanie komentarzy mi nie sluzy o poznych porach bo czytam jakos tak hm. Nie dokladnie? No ale mam nadzieje ze wybaczysz.:D
      W ogolnym rozrachunku mamy podobne zdanie co do zycia. Troszke sie moze roznia ale pijemy do tego samego a to mnie cieszy:]
      nie drazmy tematu bo u gory jest fajniejszy juz:-D

      Usuń
    5. Wychodzi na to, że po prostu się nie zrozumiałyśmy :) A przecież nawet gdybyśmy miały inne zdanie- to nic złego, najważniejsze to umieć różnić się pięknie- to chyba z jakiejś piosenki :)

      Myślę, że nasze poglądy na dany temat w dużej mierze wynikają też z naszych doświadczeń, przeżyć... Weźmy właśnie nawet te studia- nie wiem czy sama swoje wybrałaś, kierując się rozsądkiem, czy ktoś naciskał, żebyś poszła akurat tam. Ja z kolei niby poszłam na takie, jakie chciałam... Już tyle lat temu było wiadomo, że nie jest to przyszłościowy kierunek, no ale... Nikt mi ich nie odradzał, nie tłumaczył, nie próbował inaczej nakierować. Z jednej strony fajnie- miałam wolną rękę, mogłam decydować... Tyle, że teraz "siedzę" w domu i wiem, że nigdy nie będę pracować w zawodzie, bo nie ma na to szans... Pomijając fakt, czy w ogóle bym chciała- a w gwoli ścisłości- nie chciałabym :)

      I naprawdę zgadzam się z Tobą, że najważniejsze, albo- bardzo ważne jest to, żeby robić w życiu co się lubi, co daje spełnienie, satysfakcję. Niestety, jeśli chodzi o karierę zawodową, mam wrażenie, że w naszym kraju często jest tak, że nie możemy robić/pracować tam, gdzie byśmy chcieli, bo albo z tego nie da się żyć, albo nie ma dla nas pracy w tym zawodzie. Wybieramy więc posiadanie pracy w ogóle, albo pracę lepiej płatną, która pozwoli nam godnie żyć, a temu co lubimy oddajemy się w wolnym czasie- jeśli mamy takie możliwości.
      Pozdrawiam

      Usuń
    6. Z praca w PL masz racje jest ciezko jesli chodzi o realizacje. Ja np musze czekac na efekty pisania a do cierpliwych nie naleze. Studia niby sama wybieralam bo byly modne w tym czasie.
      teraz widze ze do wyboru szkoły studiów trzeba wiedziec co nieco o sobie wiecej i sie siebie sluchac. A najwazniejsze to wsparcie rodzicow pod tym wzgledem.
      dobrze ze sie dogadalysmy:D

      Usuń
  5. Nie raz wydaje mi sie ze musimy cos przezyc aby zdobyc po cos doswiadczenie na przyszlosc. Dowiadujemy sie dopiero po fakcie albo w czasie jego trwania.
    Zalezy od nas czy odpowiednio wykorzystamy to co przezylismy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Ewa- w końcu nie na darmo mówią, że człowiek uczy się na błędach- a przynajmniej powinien ;)

      Usuń
  6. Moment, w którym zaczęłam akceptować nieuchronność, jest jednocześnie momentem, w którym zyskałam spokój... Owszem. Dalej boli. Ale mniej. Łatwiej się podnieść i pójść dalej, inną drogą. W końcu jak nie drzwiami, to oknem...

    OdpowiedzUsuń
  7. W końcu miałam chwilę, żeby zajrzec do Ciebie :D A u Ciebie tak filozoficznie :) A rady sprawdzę - synowi pokażę.

    Całuję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, to wyjątkowo tak :) Ja już przeczytałam Elizie, ale chyba jednak jeszcze jest za mała :)

      Usuń
  8. Smutne i przykre te rady bardzo- takie dołujace, ale sporo racji w nich jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym powiedziała, że one takie życiowe jednak są, mimo, że faktycznie- mogą trochę przygnębić. Myślę, że te zasady to odpowiedź na współczesne pokolenie młodych ludzi- wychowywanych na pęki świata, którymi świat ma się zachwycać, bo po prostu są, którzy swój obraz o życiu budują na bazie oglądanych seriali itd...

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Te rady to chyba do rozpieszczonych bachorów z XXI wieku. A nie wszystkie dzieci są bachorami. I moim zdaniem dużo się zgadza, ale lepiej żeby nasze dzieci się o tym nie przekonywały na własnej skórze. A jeśli kiedyś to nastąpi.... Nie ma sensu wieszać czegoś takiego, żeby ich nie dołować

      Usuń
  9. "kiedy przestajemy mieć monopol na kierowanie swoim losem..."... cóż, ręce opadają...Wierzyłaś naprawdę, ze masz taki monopol? Mama trójeczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamo trójeczki... Rozumiem, że te opadające ręce to z troski o moje rozczarowania i bolesne kopy od życia, wynikające z mylnego światopoglądu? Nie no- dziękuję, jestem...hmm, wzruszona... Tyle, że odnoszę wrażenie, że jednak nie do końca zrozumiałaś, co miałam na myśli. Wiesz, to było takie nawiązanie do tego, czy rzeczywiście jesteśmy kowalami własnego losu itd...
      Pozdrawiam, mama dwójeczki :)

      Usuń
  10. Niestety takie jest życie, gdybyśmy wiedzieli że mamy upaść wcześniej byśmy usiedli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby racja, tyle, że czasami wiemy, że upadniemy, a i tak usiąść nie możemy.

      Usuń
  11. Trudny temat poruszyłaś. Myślę że nie ma odpowiedzi na te przemyślenia. Mnie w takim życiowym "czymś" nie fair bardziej wzmacnia i daje chwilowego kopa do działania i walki z przeciwnościami.Nie zawsze jest szansa na powodzenie, zależy to wszystko jakie nieszczęście człowieka dopada ale próbuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie- nie ze wszystkim da się walczyć, nie zawsze ma się siły... I nie zawsze jest chyba sens...

      Usuń
  12. Ten przepis na drozdzowke gdzie Ci napisac? Tu czy na maila?
    Wyszla mniamusna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, to nie jest w porządku tak szczuć mnie tutaj publicznie :) Zwłaszcza, że wszystko co drożdżowe, to ja generalnie bardzo lubię. Dawaj tutaj- może ktoś jeszcze skorzysta. :)

      Usuń
    2. Oj tam od razu takie brzydkie slowa piszesz:D
      No wiec tak:
      drozdze instant ,2lyzeczki cukru i1 lyzeczke oleju (tak wiem olej sie nie rozpuszcza)rozpuszczamy w pol szklanki cieplego mleka. Odstawiamy na 5min az zobaczymy piane na powierzchni. Do miski wsypujemy 3szklanki maki(najlepiej typ 500) szczypte soli pol szklanki cukru, 1cale jajo ,1zoltko ,1/4 kostki margaryny(rozpuszonej) pol szklanki mleka i miksture (drozdze,olej,cukier,mleko)co robilysmy na samym poczatku. Wszystko mieszamy do polaczenia. Ciasto bedzie ciapowate wiec bez obaw. Przykrywamy sciereczka odstawiamy na godzine(mozna dluzej ja zostawilam na godzine i 15min). Przygotowujemy sobie blache smarujemy margaryna opruszamy maka, wyrosniete ciasto wylewamy na blache ukladamy owoce, mozna dodac kruszonke-ja nie robilam akurat. Wkladamy do nagrzanego piekarnika 180stopni na 45minut. Piekarnik musi byc nagrzany !
      Wyciagamy potem i jemy:D
      Oby smakowalo bo jak nie to bede zla.
      Buziaki

      Usuń
  13. Przekonałam się na własnej skórze że życie nie jest fair. Nigdy się z tym nie pogodzę, ale biorąc pod uwagę że gorzej być nie może, może być tylko lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I niech będzie lepiej- nam wszystkim! :)

      Usuń
  14. Ja najbardziej boję się rzeczy na które nie mam wpływu.
    To jest jednak silniejsze ode mnie mimo chodzenia na terapię, uczenia się nowych zasad postępowania.
    A po filmie "Bogowie" tym bardziej się w tym utwierdziłam, że czasem o naszym życiu decyduje czyjaś decyzja, czy przypadek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w każdym z nas jest ten lęk o to wszystko, na co do końca wpływu nie mamy- to chyba normalne. Najważniejsze, to nie dać tym lękom zawładnąć nami. Ja na co dzień staram się jednak nad tym panować, ale nie powiem- jak mnie "najdzie", to ze trzy dni trzyma...
      Po "Bogowie" miałam ze dwa dni wyjęte z życia- daje do myślenia, w ogóle- dobry film...

      Usuń
  15. Tak, dokładnie... pierwsza zasada jest niestety trudna do zaakceptowania hihi.
    Moja koleżanka nazywa to trochę inaczej: życie... czas przywyknąć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, i to by się zgadzało! :)
      Pozdrawiam

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!