Mama2c

Mama2c

wtorek, 4 listopada 2014

Zaduszki, czyli wszystko ma swój czas...

W tym roku na cmentarz wybraliśmy się 2listopada. I w sumie nie pamiętam, czy kiedykolwiek wcześniej byłam na cmentarzu w Zaduszki. Jakoś tak się w naszej rodzinie utarło, że na groby zawsze jeździliśmy 1-go. Odkąd panienka Lilka postanowiła tego dnia przyjść na świat, musieliśmy zweryfikować dotychczasową tradycję.

W ogóle to mam trochę mieszane uczucia w związku z tymi dniami. Z jednej strony- nie wyobrażam sobie nie pojechać na groby dziadków, a z drugiej- często gęsto bardziej przeżywam takie odwiedziny w zwykłym dniu, kiedy poczuję potrzebę, żeby do Nich jechać, niż ten pierwszolistopadowy spęd .

Tak czy siak- pojechaliśmy. Pogoda- marzenie. Gdyby nie typowo jesienne kolory i powietrze pachnące listopadem, to śmiało można by sądzić, że oto mamy początek wiosny :) Krajobraz mówił jednak co innego:




I dobrze, bo taką jesień to ja kocham!

Zabraliśmy ze sobą najlepszą przyjaciółkę Elizy- Julkę. Dziewczynki, odkąd została rozdzielone, przez siłę wyższą (czyt. rozwód rodziców Julki) nie mogą nacieszyć się sobą podczas każdego spotkania:



Lila jak to Lila- towarzystwa nie potrzebowała, bo była nad wyraz zajęta:


Co mnie zaskoczyło, najwięcej wspomnień powróciło w związku z osobą dziadka, od strony ojca. Dziwne o tyle, że w ogóle nie byłam z nim związana emocjonalnie, mimo, że mieszkał z 10minut drogi od nas. Dziadek miał swój (pijacki) światek i przypominał sobie o nas raz kiedyś. Zazwyczaj po pijaku, bełkocząc jak bardzo nas kocha... O sytuacjach, kiedy się go po prostu wstydziłam, nawet żal wspominać. I nie dlatego, że pił, tylko dlatego, że był (niestety) prostym chamem. Czasami aż do bólu... Niejednokrotnie jechałam z nim jednym autobusem, stojąc w przeciwległym końcu i odwracając głowę, kiedy albo na trzeźwo, albo i nie, ubliżał młodzieży- siedzącej, stojącej, z kolczykiem w pępku, w spodniach wiszących do kolan... Świat mojego dziadka zatrzymał się ze sto lat temu, na wiosce, której się urodził, i mimo, że całe dorosłe życie mieszkał w Szczecinie- żadnego postępu na przód nigdy nie zrobił. Mam wręcz wrażenie, że tylko się cofał, ale zważywszy na to, ile pił, to w zasadzie nic dziwnego. 
W sumie jednak- nie o tym chciałam. Kiedy poszliśmy na grób jego i babci, przypomniały mi się wszystkie te Święta Zmarłych, kiedy dziadek żył- od rana pełnił wartę przy grobie babci (zmarła, kiedy mój ojciec miał 18lat), zamiatając co rusz jakieś pojedyncze listki, podmieniając gasnące znicze, poprawiając kwiaty... Wzruszające? Nic bardziej mylnego. Myślę, że babcia, byłaby najszczęśliwszą kobietą pod słońcem, gdyby dziadziuś choć w połowie dbał o Nią za życia, tak jak dbał o grób po Jej śmierci. W rzeczywistości regularnie Ją bił i wykańczał psychicznie, a od jego ulubionych powiedzonek: "Jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije" i "Baba to takie zwierzę, które ze względu na kształt dupy, wziął chłop do chałupy" niejednokrotnie chciało mi się rzygać. I nie, nie- po śmierci babci nie targały nim wyrzuty sumienia- to nie ta mentalność. Po porostu- żona za życia na swój los nie miała prawa się poskarżyć, nawet kiedy z trójką dzieci uciekała do pobliskiej kotłowni. Za to po Jej śmierci wygląd grobu świadczył już tylko o dziadku. A o dobrą opinię trzeba przecież dbać... Się wie.
I jedyne co mogę powiedzieć o nim dobrego (o ile w ogóle można tu takiego określenia użyć) to to, że dbanie o grób babci nie ograniczało się tylko do pierwszolistopadowego zrywu... No ale co z tego, babci to raczej samopoczucia po tamtej stronie nie poprawiało.

I co jeszcze? Aha... Starsze dziecko omal nam z głodu nie umarło na cmentarzu, dlatego w pierwowzorze tytuł miał brzmieć tak: Jeśli umrzeć, to tylko na cmentarzu...
No cóż- tak to jest, kiedy zamiast porządnego śniadania, wybiera się zabawę z przyjaciółką. W każdym razie, moje starsze dziecko jest niezmordowane- ile to myśmy się nie nasłuchali, że Ją zagłodziliśmy (Serio? Ale siłę kłapać jadaczką przez pół cmentarza miała :)), że Ona już nie da rady dalej iść, że "wracamy i to już!"... Utwierdźcie mnie w przekonaniu, że to normalne (???) i że Ona na pewno z tego wyrośnie... Tym razem nawet Julka przyglądała się Jej histerii z lekką konsternacją. 

A poza tym? Całkiem miły to był dzień... Obiad został z urodzin, gotować nie musiałam :) I tortu trochę zostało, co nawet cieszyło bardziej niż ten obiad...


 

  

Tak myślę, że dawno się Wam tu nie pokazywałam... Ostatnio mój kolega, na fejsie, wyraził opinię, że bardzo nie lubi tego słowa "selfie"- ja też :) Więc za Arkiem- proszę bardzo- oto moja osobista "samojebka" dla Was :)

Była też wersja nad grobem, ale wchodząc 1-go na blogi, odkryłam, że ta opcja raczej nie spotkała się z ciepłym przyjęciem, więc wybrałam dla Was wariant drugi: na liściach...


Dziś wieczorem siadam do zaległych komentarzy, a tymczasem uciekam podgrzewać obiad. Na dzisiejsze (tylko) 10stopni i brak słońca, gołąbki będą idealne, nieprawdaż? Star ostatnio kusiła bigosem, to i jak pokuszę. A co :)

15 komentarzy:

  1. Gołąbka to ja bym zjadła, nie ma to tamto :)
    Szczerze to ja też wolę odwiedzić groby Bliskich w powszedni dzień, niż od wielkiego święta. Ludzie maja fioła, a ich zachowanie woła o pomstę do nieba. Bo jakbym chciała oglądać rewię mody, czy sesje zdjęciowe to bym sobie coś w TV włączyła, tu taki ful serwis 1listopada właśnie na cmentarzu. Od wyboru do koloru. Górują jednak ploty przy grobach, kto ile przytył, komu się rodzina powiększyła, kto nie przyjechał, a co będzie na obiad, a czy długo jeszcze...
    Kiedyś to wyglądało zupełnie inaczej. Ludzie zapominają, że jest to czas zadumy, wyciszenia i modlitwy...
    A już najlepszy cyrk zrobiła moja teściowa. Pozbierała w niedziele wszystkie znicze, umyła i stwierdziła, że będą na kolejne święta!!!!!
    Zamurowało nie tylko mnie!

    Piękne zdjęcia, i piękna pogoda :)
    U nas tak cudownie nie było.
    Ciepło, ale szaro, buro i ponuro.
    Co do głodu Elizy :) Jako dziecko zaraz po wyjściu z domu dopadał mnie wilczy głód :P więc jestem w stanie to zrozumieć :)

    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nas w ogóle nie było. Dzieci od ponad tygodnia chorują...

    Co do dziadka, boleśnie się to czyta, Mój tata staczał się przez jakiś czas w alkoholizm, ale wyszedł z tego. Mama mu pomogła. Tyle, że on nigdy jej nie uderzył.

    OdpowiedzUsuń
  3. Boziu z ktorego badz nieba, u mnie dzis 22 stopnie. Wybralam sie na przechadzke w cieniutkim sweterku, rekawek do lokcia i o malo co nie zdjelam go publicznie.
    Wrocilam spocona jak mysz koscielna.

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja zagłodziłam moich starszych synów, bo spóźniłam się z obiadem pół godziny i nie mogli już tyle zjeść ile by wcześniej zjedli bo byli zbyt głodni i im się żołądek skurczył bo jadł sam siebie - chcesz więcej?

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsze zdjęcie jak z jakiegoś albumu!
    Haha, jak umrzeć to tylko na cmentarzu? :) Wyobrażam sobie, że histeria Elizy mogła być irytująca, ale czytając nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. mawia że że o zmarłych tylko dobrze powinno się mówić ale czasem isę nie da.

    fajna ta twoja samojebka. na rto bym nie wpadła by tak się sfogotrafować a łądnie by było;)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale cudowna pogoda I jakie piekne zdjecia !!!!! U nas zimno,oj zimno...za zimno... :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Odwaznie napisalas o dziadku.. mi czasem tego brak,chce napisac szczerze,ale krepuje sie, czy wstydze... jednak lubi takie szczere mocne posty. Moj diadek tez nie byl zbyt dobrym mezem, byl apodyktyczny, rzadzil rodzina, babcia... chybatakie pokolenie.. groby chyba sklaniaja do refleksji..

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem sama co tu napisac na temat Twojego dziadka... Chyba lepiej pomilcze i wspomne, ze moze to i dobrze, ze jednego mojego dziadziunia nie znalam w ogole, a drugi zmarl jak mialam 8 lat i wlasciwie go nie pamietam?

    My tez na groby pojechalismy dopiero w niedziele, ale tylko dlatego, ze w sobote caly dzionek lalo. :) W niedziele za to wialo jak na Pomorzu podczas sztormow. Ja tam w sumie zahartowana w takiej "trojmiejskiej" pogodzie, ale u moich nieprzyzwyczajonych dzieci modle sie, zeby nie wyszlo jakies milutkie zapalonko po tej wyprawie... :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Szczery, fajny zapis. Alkoholizm zdarza się we wszystkich rodzinach, dobrze, jeśli nie dotyczy bezpośrednio nas i naszych dzieci. Pozdrawiam ciepło (i zapraszam "do siebie")

    OdpowiedzUsuń
  11. My bylismy i 1-go i 2-go na cmentarzu.

    Historia o twoim dziadku przypomniala mi historie mojej babci i dziadka (oboje juz nie zyja) Ale babcia przezyla swojego meza o prawie 20lat, wiec skonczylo sie bardziej optymistycznie..

    Ale jestes pięlna na tym zdj. ostatnim prawdziwa Pani Jesień ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Od jakiegoś czasu 1 listopada kojarzy mi się z parciem na największe znicze, kwiaty, nówki nierdzewki ciuchy , a gdzie w tym wszystkim Ci dla których chodzimy na cmentarz. Smutne są takie wspomnienia jakie Tobie zostały. Kochana To dopiero pierwszy krok do całej burzy hormonalnej u Twojej córci :}}}. Ja już tak od 2 lat mam nadzieję że humorów będzie mnie ale pudło :}}.Pikne zdjęcie

    OdpowiedzUsuń
  13. hmm chciała bym napisać dużo na temat Twojego dziadka niestety alkoholizm- uzależnienie samo w sobie bo nie tylko o wódzie tu mowa to jedyna choroba na którą ot tak nie ma lekarstwa,(tabletki) niestety....

    Zdjęcia piękne i Elizy teksty jak zawsze rozbrajające;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękna pogoda u nas dalej się utrzymuje. Jak dla mnie może tak trwać.
    Niestety dzień zaduszny gubi swój sens. Najważniejsze staje się to, co zewnętrzne, jakby to coś znaczyło dla zmarłych. Zaduma, modlitwa to się powinno liczyć.
    Alkoholizm to straszna choroba, bo niszczy nie tylko pijącego, ale i jego bliskich. Mój dziadek też pił, ostro. Ale dla mnie był njalepszym dziadkiem na świecie. Może to dziwne, ale mam jak najlepsze wspomnienia. Za to drugi dziadek był jak to się mówi "porządnym katolikiem", ale za dużo ciepłych wspomnień nie mam. Nie było między nami więzi.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Okropna historia z dziadkiem. TYlko prawda jest taka, że kiedyś większość kobiet tak miała i ku mojemu przerażeniu, nasze babcie siedziały cicho z różnych religijnych i mentalnościowych i nie powodów. Nie ma nic do pozazdroszczenia. Teraz teoretycznie żyjemy w innych czasach... A pogoda przepięna... i cudne zdjęcia przez to... Serdecznie pozdrawiam:))))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!