Mama2c

Mama2c

wtorek, 16 grudnia 2014

Bilans dwulatka (po naszemu)

Dokładnie tydzień temu mieliśmy wyznaczony termin bilansu. Tak- tydzień temu... W ten oto sposób, przez tak prozaiczną rzecz, jak brak czasu, wiele wydarzeń, które chciałabym ocalić od zapomnienia, po prostu mi umyka. No ale- relacja z bilansu umknąć mi nie może, także piszę- póki pamiętam :)

Zostaliśmy zapisani na 8.40, co początkowo wywołało u mnie głośne: "Ałaaaa". Bynajmniej nie dlatego, że o tej godzinie jeszcze śpimy :p Lila budzi się koło 7, ale jak wiadomo- z naszej wioski dojazd do centrum, trochę zajmuje. Kalkulując- musieliśmy wyjechać przed 8, a to dla Lilki zdecydowanie za wcześnie, żeby się rozbudzić, zjeść śniadanie itd... Trudno- jak mus to mus, więc z zaspaną, i nie do końca najedzoną Lilą, ruszyliśmy w drogę. W całej swej naiwności (oj głupia ja, głupia!) pomyślała, że skoro to tak wczesna godzina, to opóźnienia w przychodni być nie powinno, i raz dwa- wrócimy do domu na drugie śniadanie.

Po dotarciu na miejsce, nic jeszcze nie zwiastowało katastrofy- przed nami jeden maluszek w gabinecie i jeden w poczekalni. Ok- nie jest źle- myślałam... Lila była wszystkiego ciekawa, więc mimo zabranego ze sobą Pana Pingwina, zwiedzaliśmy okolice poczekalni. I wtedy przyszli Oni- rodzice, który zburzyli mój idylliczny obraz tego, jak to zaraz, no dosłownie za chwilę, wrócimy do domu. Co się okazało? Ano to, że teraz dzieci umawiane są co 10minut... Tak, tak- co 10minut. Po pierwsze- znam naszą panią doktor, i wiem jaka jest dokładna. Wiem także, ile czasu poświęcała Lilce, kiedy była w wieku tego Bąbla, który był przed nami... No to już wiedziałam, że czeka nas długie, bardzo długie oczekiwanie na swoją kolej.

Lila, jak nie trudno się domyślić, szybko zaczęła się nudzić. Kartka i długopis tylko na chwilę rozwiązały problem. Trochę pogwiazdorzyła- rozumiecie- na parapecie zabawki, a nasza Lila woli pisać... Jeszcze chwila, a powiedziałaby: "Poczytaj mi tato o meningokokach"... W końcu jednak i pisanie przestało Ją interesować, i stało się to, czego się obawiałam- zainteresowała się innymi dziećmi. Tak- wcale mnie to nie ucieszyło. Tak, jestem normalna. Chyba. Nie oszukujmy się- dzieci są kochane i w ogóle, ale w pewnym wieku są też nie obliczalne. I umówmy się- Lila jest właśnie w takim wieku. Po chwili nie wystarczyło Jej już spoglądanie na Maleństwo w nosidełku, usilnie starała się Je dotknąć. Na co oczywiście Jej nie pozwalałam. Wiem, że takie dzieci jak Lila, nie mają świadomie złych intencji, ale po pierwsze- nigdy nie wiadomo co Im przyjdzie do głowy, i z głaskania, może w mgnieniu oka przejść do klepnięcia, po drugie- sama raczej nie byłam szczęśliwa kiedy obcy ludzie/dzieci chcieli dotykać Elizy i Lilki, kiedy były małe, także sama teraz tego pilnuję w drugą stronę. Lilce to się oczywiście nie podobało, że czegoś Jej nie wolno, więc swoje frustracje postanowiła wyładować na chłopczyku, który miał być po nas- nic Jej się nie pasowało- ani to, że usiadł przy stoliku, ani to, że robił "bam, bam" w krzesło... Foch i koniec.

O sam bilans byłam spokojna- przynajmniej o rozwój mowy :p Po wejściu do gabinetu (w końcu, w końcu, z GODZINNYM opóźnieniem) okazało się jednak, że tradycyjnie- na dzieci liczyć nie można, i choć Lila całą drogę do przychodni deklarowała, że będzie mówiła (rozmawiała) z panią doktor, że: "pokazie jej ziemby", to kiedy przyszło co do czego- zaniemówiła. I tak, ja wiem, że ludzie (w tym dzieci) różnie reagują na widok białego fartucha. Jedni cudownie zdrowieją (to ja), inni dostają wysokiego ciśnienia (to moja mama), a jeszcze inni- poza dolegliwościami, z którymi przyszli, przypominają sobie o 15 innych- to mój ojciec. Lilę natomiast... wryło w podłogę. Dosłownie. Dziecko, po którym spodziewaliśmy się, że nie tylko wymieni wszystkie części ciała po łacinie, ale także dorzuci do tego typowe choroby wieku dziecięcego z ich przebiegiem, możliwymi powikłaniami oraz konwencjonalnymi i niekonwencjonalnymi metodami leczenia kiedyś i dziś, wyłożyło się na "Pokaż pani gdzie masz nosek/uszko/oczko"... Ale siara :p

Tu z pomocą przyszedł Pan Pingwin, bo matkę olśniło, i zaproponowała, żeby Lila pokazała na nim to, o co pyta pani doktor. Punkt dla mamy :) W końcu nie mogłam pozwolić na to, żeby Lilce drzwi Mensy zamknęły się przed nosem, tylko dlatego, że się zestresowała. No i dalej jakoś już poszło... Rozgadać się rozgadała, ale dotknąć? Zbadać? Mowy nie ma... Pingiwnka, to i owszem- niech sobie pani doktor bada, osłuchuje, niech mu pani świeci po oczach tą latareczką, wpycha szpatułkę w orange (tak, Lila kolory wymienia głównie po angielsku) dziób, ale od Lilki- trzymać się proszę z daleka. No i cóż, na te pytania, na które mogłam, to odpowiedziałam (czy je łyżeczką, czy sygnalizuje potrzeby itp), ale zbadać się za Nią nie mogłam, także było trochę Lilkowego płaczu i buntu- "Mamusia, nie lubię", "Mamusia, nie chcę"... Przy próbie zmierzenia ciśnienia pani doktor już odpuściła, i stwierdziła, że dalej Lili męczyć nie będziemy. I słusznie.

Z danych godnych odnotowania, to mamy 13,5kg żywej Lilki oraz 90cm wzrostu małego, wielkiego człowieka. Pani doktor stwierdziła, że Lila jest wysoka, ale czy ja wiem? Raz, że nie ma po kim taka być, a dwa- nie mam porównania do dzieci w Jej wieku. Eliza na pewno była od Niej niższa, bo Lila dużo szybciej nosi Jej ubranka na danych wiek, niż nosiła je Elizka...

Przy szczepieniu na pneumokoki był, tak jak przypuszczałam, wielki żal, ale wizja tego, że już wychodzimy, podziałała uspokajająco...

Reasumując- wszystko w porządku, tylko... Tylko to umawianie pacjentów co 10minut nie daje mi spokoju. No kto to wymyśla?! 10minut na bilans? Gdzie trzeba dziecko rozebrać, zbadać (pół biedy, kiedy współpracuje), zważyć, zmierzyć, odpytać rodziców, powpisywać dane do systemu i do książeczki, ubrać dziecko... Chore i nierealne, to jedyne określenia, które przychodzą mi do głowy. My, odpukać, nigdy nie mieliśmy z Lilą żadnych problemów zdrowotnych, które musielibyśmy omawiać z panią doktor. Jednak, kiedy jeździliśmy na szczepienia z Elizą, zawsze wynikało coś w bonusie... A wtedy wywiad, propozycje co można, albo co trzeba zrobić, omówienie, kiedy powinna być poprawa, i co, jeśli jej nie będzie... 10minut? Taaaak, jasne.

A to nasza Gwiazda w dniu szczepienia:


No i bohater drugiego planu- Pan Pingwin i jego orange dziób :)



21 komentarzy:

  1. Mój mały będzie miał bilans za jakieś 2 miesiące ( luty ), ale już teraz się tym stresuję...jak będzie się zachowywał i czy będzie czas na jakieś " dyskusje " z młodym .:-) Lilka poradziła sobie bardzo dobrze...mimo wszystko. Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ehh, u nas też rejestracja co 10 minut... Ale to i tak lepiej niż w Rawie. W Rawie była kolejka. Kto pierwszy ten rządzi. O ósmej stawała kolejka i 15 osób próbowało wydrapać sobie oczy. Albo 30 ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. u nas na szczęście idzie to dość płynnie i bez problemu rejestrują i nie maja opóźnienia wiadomo czasem się zdarzy. Za to mój W. chodzi do innej pani doktor rodzinnej w tej samej przychodni tak od małego był więc się nie przepisał i tam rejestrują np jak rano się budzisz z gorączką i chcesz iść do nich do na drugi lub trzeci dzień no chore!!!!
    Dobrze że Przemo nie ma obawy przed białym fartuchem i z ochota tam chodzi i to od małego nie mam pojęcia co tak na niego tam działa...
    Zuch dziewczynka z Lilki i taka kochana w tym sweterku :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Wysoka jest, wysoka..moj Wczesniak na dwa lata mial 92 cm I 15, 5 kg zywej wagi I Pani doktor powiedziala, ze kkippilka minut temu miala chlopca na bilansie 3-latka z takim wzrostem ;)
    Moj Mlody tez slowa nie pisnal, ale wszystko ladnie pokazywal, ze az puchlam z dumy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczepienie na pneumokoki teraz? To byla pierwsza dawka? Pytam bo my tez po bilansie juz,ake bez szczepien, pneumokoki jakos na poczatku roku doszczepialismy systmem 3+1.
    Ale Wasza Lilka super mowi! I wszedie jej pelno, ta mała zdobedzie świat:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sliczne zdjecia- sweterek z sowa :)))
    No przeciez wiemy, ze z Lilka wszystko ok :) dobrze, ze lekarka jej wiecej nie meczyla !

    OdpowiedzUsuń
  7. Lilka to mała mądra gadułka. :)
    Z przebojami, ale już jesteście po. ;) Mas czeka bilans na roczek czeka w ciągu kilku dni.

    OdpowiedzUsuń
  8. U nas Antonek przy pierwszym podejściu do bilansu się położył na podłodze i rozpłakał:) Nie dało się absolutnie nic z nim zrobić, więc musieliśmy odbyć podejście drugie- tu już bez problemów:) Antonek ma 86 cm więc od Lilki mniejszy- i chudszy, bo coś ponad 11 kg;)
    Ale Ci zazdroszczę, że ona już tak pięknie mówi, Antosiek jeszcze nie wyszedł poza pojedyncze wyrazy, ale ostatnio nauczył się mówić mamusiu- przesłodkie to <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Z Lilci gwiazdka jak sie patrzy!!! :)

    Znam to uczucie, kiedy chce sie cos zapisac, nie ma sie czasu, a jak sie go w koncu znajdzie, to zostaje tylko to wkurzajace poczucie, ze o czyms mialo sie pisac i nie pamieta sie o czym... :/

    U nas w przychodni w poczekalni sie zbyt dlugo nie czeka. A szkoda, bo jest duza, przestronna, mnostwo krzesel do wspinania, okien do wygladania, itd. Niestety, po kilku-kilkunastu minutach pielegniarka wzywa do pokoju, hmm... zabiegowego? A tam juz loteria. Czasem kilka minut i lekarka przychodzi. Innym razem, jak ostatnio - bite pol godziny! Te pokoiki maja jakies 2x2m i moje Potwory w nich doslownie kota dostaja... Na bilansie z Nikiem tydzien temu, syn moj pare razy wymownie podchodzil do drzwi i oznajmial "Dziemy!". ;)

    Hehe, Nik tak jak Lila, przed (i po) przyjsciem pediatry gadal jak najety, pokazywal kazde zwierzatko na tapecie, a jak lekarka weszla nie odezwal sie ani sloweczkiem! :) Dobrze, ze nie musial nic pokazywac, bo nie jestem pewna jaka wiedza by sie popisal! ;)

    Czy 90cm to duzo, to nie wiem. Nik ma niby 91, wiec podobnie, ale ja tez nie mam za bardzo porownania z innymi dwulatkami. U opiekunki jest chlopczyk w jego wieku i jest nizszy, ale o raptem 2-3 cm. Wiem za to ze Bi byla w wieku Nika tego samego wzrostu, a zazwyczaj "goruje" nad rowiesnikami. Mi sie zawsze wydawalo, ze te amerykanskie dzieci sa po prostu takie drobne, ale moze rzeczywiscie 90-91 cm na dwulatka to sporo? W kazdym razie, jak pielegniarka zmierzyla Nika, to wyjakala "wooow...". ;)))

    U nas na szczescie na bilansie dwulatka (3-latka tez) nie ma szczepien, chyba ze ma sie jakies zalegle. Za to czeka nas pobranie krwi... :/

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas w przychodni wizyty sa co 20 minuta a jak bilans to zamawiana była podwójna, ale to w prywatnej więc inne realia. Jak zapisują co 10 minut to pewnie liczą, że połowa pacjentow albo bedzie zbyt chora żeby przyjśc albo cudownie ozdrowieje :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że jest wysoka. Mój Kuba ma 87 cm wzrostu a przecież są w tym samym wieku. 3 cm to już duża różnica na malutkich dzieciach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko, napisz mi adres swojego bloga, bo po profilu nie mogę się dostać :( Nie wiem w ogóle co u Was. Pytałam kiedyś u Megi, o adres bloga, ale chyba tam nie zajrzałaś drugi raz. Pozdrawiam

      Ps. Może i faktycznie jest wysoka :)

      Usuń
  12. Dobrze, że Pan Pingwin był z Wami :)
    Jaki świetny sweterek. Sama bym taki nałożyła.

    OdpowiedzUsuń
  13. Heh nas taki spektakularny bilans ominął, po prostu raz na jakiś czas i tak się widzimy z lekarzem i w razie wątpliwości o coś pytam :P A porównywania wagi/wzrostu staram się unikać, bo wiadomo - każde dziecko inne. Zresztą widać, że się dzieciaki dobrze rozwijają i są zadowolone. Wasze też ;) Mała jest super łobuziara :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Jest sporą dziewczynką w porównaniu do Niko, ale w normie do starszych chłopców, a co do rozwoju dziewczynek nic.nie mogę powiedzieć bo ich nie mam :/

    OdpowiedzUsuń
  15. Mój ma 3lata i waży 14kg.... Najważniejsze, że wszystko ok i Lila rozwija się prawidłowo :)

    Ale z tym czekaniem tyle w kolejce to gruba przesada, współczuję.

    OdpowiedzUsuń
  16. U nas też się tyle sterczy w przychodni.Jak mamy wizytę,to biorę:picie,jakąś przekąskę,kolorowankę ,kredki,ciastolinę i co tam aktualnie sobie Lenka wymyśli.Tak więc dodatkowy bagaż musi być.PS. Lila wygląda PRZESŁODKO na tych zdjęciach!

    OdpowiedzUsuń
  17. Żadne pocieszenie, ale te 10minutówki to norma w przychodniach. Oni nie patrzą na sens takiego umawiania. Chodzi o kasę z NFZ..im więcej pacjentów tym więcej kasy...kurde czujesz taki luksus, że wchodzisz o swojej godzinie??? nieeee....to by było zbyt piękne...
    ja nawet prywatnie idąc czekam czasem godzinę...to już jest norma z tą służbą zdrowia...

    OdpowiedzUsuń
  18. Ale ona na pierwszym zdjęciu wygląda poważnie :)
    I wysoka jest i w ogóle fajna :)
    Marta napisz do mnie na maila i podaj mi adres domowy - proszę :)
    magdalenakoper@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  19. U nas bilans dwulatka to była wielka porażka, Piotrek stał przy drzwiach i krzyczał, że chce wyjść.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mój syn do dzisiaj reaguje histerią na widok lekarza, a ma prawie trzy lata. Zbadanie go graniczy z cudem. U nas także na dziecko przysługiwało 10 minut ale zostały wydłużone do kwadransu.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!