Mama2c

Mama2c

wtorek, 30 grudnia 2014

Cuda...

Na czym to ja skończyłam? A, taaaak- pozostało zapakować te cztery ciasta, tyleż samo sałatek, plus dwa rodzaje śledzi i dwoje dzieci- w tym jedno z dobytkiem krótkiego, bo ośmioletniego, życia ("W Wigilię śpię u babci") i ruszyć do rodziców. Powiem tak- moja rola ograniczyła się w tym wypadku do naszykowania tego wszystkiego, a za pakowanie do auta wziął się Tata. W końcu niech każdy robi to, w czym czuje się dobry. I co lubi. Ja pakowania nie lubię. Nie znoszę wręcz. Marcina o to, czy lubi, nigdy nie pytałam (narobić w 2015!), ale jedno jest pewne- Skubany, jest w tym dobry. Jakieś 4lata temu wyjeżdżałam z Elizą i z moją mamą do Zakopanego. Na całe, długie trzy tygodnie. Widzicie tą ilość toreb, które trzeba było upchnąć do auta? Dwie dorosłe kobiety i dziecko w wieku lat czterech. Nasz bagaż to pikuś, ale każdy, kto podróżował z dzieckiem, ten wie, że trzeba zabrać ze sobą wszystko. I jeszcze trochę. A mój małżonek auto zapakował wtedy tak, że zmieściło się wszystko, jeszcze trochę, a miejsca zostało tyle, że i bernardyn by się jeszcze zmieścił. Gdybyśmy go mieli...

Lila, o dziwo, nawet tego dnia współpracowała- bez problemu usnęła, i na szczęście nie rozespała nam się na dobre, jak to Ona potrafi. To nam się naprawdę rzadko zdarza- no dobrze- zdarzyło nam się po raz pierwszy- zadzwoniłam do mamy, informując Ją, że będziemy wcześniej, niż nas początkowo zapowiadałam. 



Jedziemy. Deszcz leje. Już niemal słyszę te komentarze o braku białego puchu na Święta. Powiem więcej- sama mam ochotę zacząć tak narzekać... Na szczęście Lila skutecznie mnie od tego odwodzi. Jako dziecko (prawie) ze wsi, im bliżej miasta, tym zaczyna bardziej przeżywać. Wpada w trans, który brzmi mniej więcej tak: "Ładnie... Pięknie... O! Tramwaj". Także średnio co dwie minuty mówię: "Tak Lilciu, ładnie jest... Jest pięknie Lilciu. O, i tramwaje jeżdżą..." W przerwach, kiedy razem z Lilą zachwycam się "wielkim miastem", myślę o tym, że nikt mi tych Świąt nie zepsuje. Te Święta będą inne... One muszą być inne.

I... I są inne. Tak bardzo różnią się od wszystkich poprzednich, że po powrocie do domu, mam ochotę koczować przy klatce naszych świnek, bo to przecież niemal pewne, że przemówią, skoro i w moim domu rodzinnym cuda się zdarzyły.

Nie, nie padliśmy sobie w ramiona z płaczem... Ale było inaczej. Lepiej. Normalniej. Bez włączonego telewizora. Z radiem, z którego "leciały" kolędy. Ojciec nie w swoim zabytkowym fotelu, do tego- nawet rozmowny. Tak, to już są nasze małe cuda. Gdyby nie bratowa, która schudła jakieś 7kilo, byłoby niemal idealnie... W sumie, to nawet nie mam Jej tego za złe- dzięki Niej straciłam apetyt, i pierwszy raz od dawna, nie kończyłam Świąt z objawami przejedzenia. Szkoda tylko, że w aptece nie chcieli mi przyjąć z powrotem ziółek na trawienie, których zapas zrobiłam już na początku grudnia.

W przeciwieństwie do zeszłego roku- w przypadku Lilki, i do zeszłych lat- mówiąc o Elizie, Dziewczynkom nawet dopisał apetyt. Lila "połaszczyła" się na coś więcej, niż chleb z masłem, a Elizka prosiła o dokładki. Dzień cudów- jak nic.


Eliza, tak jak zapowiedziała, została u dziadków, a my pojechaliśmy do domu, zbierać siły przed chrzcinami Basi... Ale o tym, już pewnie się domyślacie- innym razem :)


Póki co, to zaczyna dopadać mnie około sylwestrowa panika, i co ciekawe, nie mająca nic wspólnego z tym, że NAPRAWDĘ nie mam w co się ubrać. Zaczynam panikować, gdzie położymy młodsze dzieci, tak, żeby te starsze, no i my, mogły posiedzieć trochę dłużej... Do tego, nie możemy się z Marcinem zmobilizować, żeby w końcu gruntowanie posprzątać mieszkanie- tu jesteśmy zdecydowanie zbyt podobni do siebie, bo brakuje osoby, która tupnie nogą, i powie: bierzemy się do roboty. Posprzątaliśmy za to barek- świecił pustkami, także takie porządki to ja mogę robić. Co prawda, po raz kolejny, okazało się, że faceci naprawdę są z Marsa. Jakimś cudem- no dobra- nie jakimś, bo to się wydaje całkiem logiczne- pępkowe i te sprawy... W każdym razie, w barku, znaleźliśmy kwit za fartuch do porodu. Z datą, kwotą i pieczątką szpitala... Rozumiecie moją radość, kiedy go ujrzałam? Toć to jedna z najcenniejszych pamiątek z tego dnia... Zrozumiecie więc także, że omal nie podstawiłam Marcinowi "haka", kiedy On zmiętolił ten kwit i szedł wyrzucić go śmieci... "Co ty robisz"- ryknęłam, nie patrząc na to, że dziecko, którego ten mały skrawek papieru dotyczy, dopiero co usnęło... Eh, mężulek uważał, że skoro zostawiłam zdjęcia, płyty, zapisy ktg, wyniki badań, buteleczkę po glukozie, opaskę z rączki oraz pępuszek, to pamiątek wystarczy... Marsjanin. I żyj z takim.


17 komentarzy:

  1. Mężczyźni- mój reaguje tak samo na wszelkie moje sentymentalne pamiątki!
    ps. też nie mam się w co ubrać na Sylwka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tym ubieraniem się to nie jestes sama!!! Jako mamuska siedząca w domu od 5lat nie kupowałam nic wyjściowego bo w domu przecież wystarczy miec ciuch, który jest wygodny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że Wasze święta były udane i widzę, że Lilka z prezentów zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Heh mam nadzieję, że Sylwester będzie udany :)
    My mieliśmy jechać od znajomych, ale niestety z powodu zasmarkanych dzieci zostajemy w domu. Plusy są takie, że jest gdzie położyć dzieciaki i można wieczór spędzić razem ;)
    Bawcie się dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha, M. tez puka sie w czolo na moje pudeleczka ze "skarbami". Trzymam nawet szpitalne opaski Kokusia z badania bioderek, czy zeszlorocznej wizycie na pogotowiu. To w koncu malenkie kawaleczki jego historii. :) Nie moge przebolec, ze opaska z listopadowego pogotowia gdzies mi sie zawieruszyla... :(

    A jednak cuda sie zdarzaja! Ciesze sie, ze mieliscie takie wspaniale Swieta! U nas tez apetyt dzieciakow mnie zadziwil! A malzonek nawet ubral sie na Wigilie przyzwoicie, co prawda pod moim "lekkim" naciskiem. Ale w 1 Dzien Swiat, po kosciele, paradowal juz w spodniach dresowych i dziurawej koszulce. I tak zrobilismy sobie coroczne, rodzinne zdjecie, ech...

    OdpowiedzUsuń
  6. Z ogromną przyjemnością patrzy się na wasze roześmiane i szczęśliwe buziaki ;}. Dobrze że świąteczny czas pozostawił Tobie miłe wspomnienia. Po jakiś czasie zbiera się to w bardzo radosny pozytywny filmik ;}. Marta ale sprzątnięcie barku to bardzo ważna sprawa na Sylwestra ;}}}.

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja chyba jestem dziwna bo nie mam takiego sentymentalnego pudełka.... ale opaskę na rączkę mam liczy się??
    Zdjęcie z Wasza czwóreczką boskie.....:*
    Ciesze się że było miło a doszła karteczka?? czy poczta zrobiła sobie długiii weeekend ......

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja mam nawet sporych rozmiarów takie sentymentalne pudełko :)
    Gad śmieje się ze mnie, że zbieram takie cuda, a mnie jest z tym dobrze i w dalszym ciągu będę to robiła :) bo to taka niesamowita pamiątka :)
    Cudowne zdjęcia, i miło się patrzy na Wasze uśmiechnięte i zadowolone buzie! :)
    My mamy sylwestra kanapowego, strój iście wyjściowy, dres!
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  9. I ja trzymam wszystkie pamiątki po dzieciach. Czasami zastanawiam się, czy warto, ale trzymam:-) Wasze zdjęcie rodzinne - przepiękne!!!!! Świetnie, że Święta Ci się udały :-) My na Sylwestra w domku i pewnie zejdziemy się z sąsiadami :-) Tymczasem serdecznie pozdrawiam i życzę udanego Nowego Roku 2015!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam tylko...testy ciążowe, jedyne pamiątki :)
    Udanego Sylwestra. najważniejsze, ze leginsy przeprane :DD
    wszystkiego naj Marta dla całej rodzinki..

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja pępuszka nie zostawiłam, nawet o tym nie pomyślałam. Za to mamy fartuch z porodówki. ;)
    Podobnie ja Ty chomikuje masę pamiątek. ;)
    Wszystkiego co najlepsze w nowym roku!

    OdpowiedzUsuń
  12. Hehe no właśnie żyj z takim i tłumacz wszystko... :-) świetnie wygladacie, cieszę się, ze masz takie wspomnienia z ostatnich świat. Pozdrawiam serdecznie :-*

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj te chłopy - praktyczni do bólu, żadnych szałów emocji :))). Jeśli chodzi o pamiątki okołoporodowe - również mam całą masę, trudno się z nimi rozstać, mimo że dzieci coraz większe ;). Wszystkiego dobrego dla Was w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety oni tacy są, moje kuferki z pamiątkami by chętnie wyrzucili a potem jak mnie zabraknie kto będzie o tym pamiętał???

    OdpowiedzUsuń
  15. Ojejku! Aż tyle tych pamiątek! To dużo! Ja nie mam połowy tego co ty. A cuda u Was niezłe. U Nas jakoś Święta minęły znów dziwnie! Nie źle, nie dobrze ale dziwnie!

    OdpowiedzUsuń
  16. No proszę ile cudow w te Święta :) tak się chyba dzieje, gdy nie oczekujemy zbyt wiele. Co do pamiątek to też lubię je chomikowac, ale to H. zatrzymał mnie z pepuszkiem w połowie drogi do kosza :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Patrz, świnie... Mi też nie chcieli ziółek z powrotem przyjąć :/

    Mam swoje pudełko z pamiątkami. Niedługo będę je musiała zamienić w skrzynię :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!