Mama2c

Mama2c

czwartek, 11 grudnia 2014

Dynia i pożegnanie...

Z jednodniowym poślizgiem, zziaja, zdyszana, wpadam z zapowiedzianym postem... No cóż- realne życie ma to do siebie, że często upomina się o nas w bardzo wymowny sposób... Jak na przykład wtedy, kiedy otwieram kuchenną szufladę, i prawie odskakuję, widząc efekty jakiegoś tsunami- bo ludzka ręka tego syfu zrobić nie mogła! Albo jak wtedy, gdy otwieram lodówkę i zatykając nos, mówię: "Co to za dziwny zapach?"... Albo kiedy przypominam sobie, że we wtorek jest zebranie u Elizy... I, kiedy okazuje się, że w ten sam wtorek mamy bilans dwulatka, plus szczepienie...

Szuflada sprzątnięta ( a jakie cuuuuuda tam znalazłam- ktoś może mi przypomni, do czego chciałam użyć szafran?!), lodówka również, bilans zaliczony (to wydarzenie zasługuje na osobny wpis), wywiadówka odhaczona.... Można spokojnie pisać dalej :)
Ach, jeszcze o zebraniu... Zawsze chce mi się śmiać, kiedy Księciunio na nie chodzi... Żebyście widziały, jaki klimat grozy wprowadza po powrocie... Boki idzie zrywać. Zazwyczaj podnosi straszne larum, no co najmniej takie, jak gdyby ważyły się dalsze szkolne losy Elizy, a de facto chodzi o jeden brakujący do 100% punkt... Także myślę, że nasze dziecko oddycha z ulgą, kiedy to ja uświetniam swoją obecnością takie wydarzenia :)

W porządku- przejdźmy do konkretów- to już pewnie ostatnia w tym roku odsłona moich dyniowych rewolucji, także czerpcie do woli :) Takich fanatyków jak ja (wątpię, czy to w ogóle tacy są :p), uspokajam jednak- te cztery pękate kule, które leżą w mojej kuchni, świadczą o jednym- to jeszcze nie koniec :)

No to co? Mogę już się chwalić? :)
Taaaaaadam:



Placuszki- ciekawe i smaczne połączenie dyni z serem camembert... Co prawda nie wszyscy się na nim poznali, bo kiedy Marcin chwycił wieczorem za zimnego placka, stwierdził: "Jakiś dziwny, jakby miejscami niedopieczony"- musiałam Mu uświadomić, że te "niedopieczone miejsca", to właśnie ser :) Przepis TU.

Pierożki z dynią... Uwielbiam do nich wracać. Przepisu brak, bo to modyfikacja przepisu na pierogi ruskie, a na nie każda z Was ma pewnie swój patent... I żeby nie było- ja ich nie lepiłam :) Wykorzystałam mamę :)


Muffinki, czyli: stara miłość nie rdzewieje...

...Z powidłami śliwkowymi... Dobre, ale bez szału:


Strzałowski :)

...Z kawałkami czekolady - oj z przykrością to stwierdzam, ale te, to mnie po prostu rozczarowały.  Za dużo tu wszystkiego- i wiórki kokosowe, i pomarańcza, i gałka muszkatołowa... no i ta czekolada jeszcze.



Utylizacja lodówkowych resztek- czyli: "curry po mojemu":



Utylizacja resztek cz.2...
Potrawka po meksykańsku z... dynią



Ulubiony dip... Świetnie sprawdził się w duecie z dynią :)


Szybka przekąska...


 ...i powtórka z placków :)



Jest zima, musi więc być zimno, jak twierdzili niektórzy... A jak jest zimno, to musi być zupa- to wie każda pani domu:

Absolutnie rewelacyjna- z krewetkami i szpinakiem, do wypróbowania o TU.




W międzyczasie nastąpiła utylizacja resztek lodówkowych cz.3... Co począć z dwiema łyżkami dyniowego pure, oraz resztką serka waniliowego?  Można je zmiksować i otrzymaną masą posmarować naleśniki.


Kolejna zupka, i kolejne połączenie dyni i krewetek. Dobre, ale nie tak dobre, jak poprzednie.


I mój absolutny faworyt w tej odsłonie dyniowych potyczek- mini serniczki dyniowe. Reeeewalacja. Przepis o TU.



I na koniec- mocno rozgrzewająca, pachnąca czosnkiem i tymiankiem, zapiekanka z dynią i mięsem mielonym.

Nie wiem co na to reszta rodziny, ale na zbliżające się Święta, mam już kilka pomysłów na to, żeby przemycić Im dynię, tu i ówdzie :) No może nie zaryzykuję połączyć jej z karpiem, ale dyniowe słodkości na świątecznym stole? Czemu nie!

Ja żegnam się z dyniowymi postami (tylko na jakiś czas), a Eliza wczoraj żegnała księdza, który prowadził w naszym kościele tegoroczne rekolekcje. Widać, że dzieciakom spodobała się ta odmiana, bo byli niepocieszeni, że to już koniec Ich spotkań z innym księdzem...




15 komentarzy:

  1. Moja kuchnia przy twojej wydaje się taka uboga ;) Dzięki za inspiracje. Co prawda dyni mam resztki, ale... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Marta, nie myślałaś żeby machnąć jakąś książkę kucharską? Serio pytam :) Niemożliwa jesteś :) Podkradam kilka pomysłów :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No podziwiam ja tyle to przez miesiąc nie gotuje , a tu takie dyniowe frykasy poczytałam o dyniach odmianach itp, ale jakoś na żadną nigdzie nie wpadłam coś mi się wydaje że w tym roku to raczej nic z niej nie upichcę. Twoje dyniowe dania wyglądają rewelacyjnie ja skusiłabym się na zupę wersje pierwsza .Pozdrawiam ewa

    OdpowiedzUsuń
  4. Kobietko ja dziś u Ciebie czuję jak w niezłej knajpce. Nie ważne że najem się tylko ślepiami Wszystkie dania wyglądają zabójczo . Pracowita mróweczka z Ciebie ;}}

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja schowalam dynie do lodowki, do szuflady- gdy najdzie nas ochota- to znowu pojdzie w ruch :)
    A wszystko to- bo mnie dyniowo zaczarowalas :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pierogi bym się skusiła. I serniczek też. Pychotka.
    Jesteś niesamowita.
    A ja idę do lodówki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ile ty godzin dziennie w kuchni siedzisz??

    Podziwiam za pomysłowość!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja tez czekam na mniej dyni...

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakie cudowności! Jestem bardzo ciekawa dyni i z chęcią wypróbowałabym Twoje przepisy... Gdybym tylko miała na to czas... Ale dynia nie zając, nie ucieknie. Dopadnę ją za rok :)

    OdpowiedzUsuń
  10. nie wiedziałam że z dyni można takie wspaniałości wyczarować.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!