Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 8 grudnia 2014

NOMINACJA DOBRYCH MYŚLI

Do zabawy pod takim hasłem, zostałam zaproszona przez Monikę, znaną Wam bardziej jako mała czarna :*
Ja tam generalnie wszystkie te blogowe zabawy lubię, a jeśli w którejś nie biorę udziału, to albo przez braku czasu, albo przez zapominalstwo.

Nominacja dobrych myśli to swego rodzaju akcja, która szczególnie mi się podoba, ze względu na swój optymistyczno-pozytywny kontekst, oraz ze względu na fakt, że to ja wybieram, o czym napiszę. Rozumiecie- ja tam jestem jak najbardziej wyrozumiała dla braku weny, ale odpowiadać dziesiąty raz na pytanie: morze czy góry, kawa czy herbata... :)

A teraz, w kilku słowach, na czym ta zabawa polega- powtórzone za Moniką:

Nominacja dobrych myśli została wymyślona przez naszego blogowego Promyczka-Asię. Jeśli jesteście ciekawi jak do tego doszło odsyłam Was właśnie do Niej. Nominacja dobrych myśli ma na celu przypomnienie sobie ważnych dla nas chwil. Takich, które malują uśmiech na naszych twarzach i powodują, że nawet pochmurny dzień staje się piękny. Kiedy już wrócicie pamięcią do tamtych momentów, łapiecie za wirtualne pióro i przekazujecie je dalej. 
Na koniec nie pozostaje nic innego, jak zaprosić do zabawy innych. Prawda, że proste? 

No cóż- banalnie proste, pomyślałam zaraz po tym, kiedy przeczytałam "dobre myśli" Moniki... A po chwili przyszła refleksja: Kurczę, no ok- pewnie, że z moją rodziną wiążą się te najważniejsze, najmilsze wspomnienia, ale... Ale gdybym do teraz była bezdzietną singielką, to co? Nie miałabym żadnych dobrych wspomnień? Nic, co wywoływałoby szeroki uśmiech od ucha do ucha?! Niemożliwe!!! 

Bo tak, moje Kochane, tu się odezwał mój odwieczny, wewnętrzny konflikt. Z jednej strony- bardzo z tym walczę, i mocno się temu przeciwstawiam, żebyśmy my- kobiety, określały się tylko przez pryzmat tego, czy jesteśmy czyjąś żoną i mamą. Część z nas nigdy nie będzie pełniła tych ról, i co? Ich życie na ma sensu? Celu? Jest ubogie we wszystko co piękne? Nie, nie, nie! Z drugiej zaś strony, z ręką na sercu przyznaję, że Dziewczynki i Marcin to cały mój świat... I oto cała ja- wymagam od Innych żeby mnie rozumieli, kiedy sama siebie nie rozumiem :) Być kobietą, być kobietą...

W każdym razie, powiedziałam sobie: Marta, rusz głową (Monika, to bez żadnego przytyku do Ciebie- pamiętaj!) i postaw sobie poprzeczkę trochę wyżej. I tym sposobem, słuchając swojego wewnętrznego, rozjechanego emocjonalnie JA, postanowiłam przywołać pozytywne wspomnienia, które dotyczą mnie i mojego życia przed mężem i dziećmi :) Gotowe? Lojalnie uprzedzam, że będzie pewnie przydługo i z mnóstwem dygresji...

No i tak- od czego by tu teraz zacząć, żeby choć pozory chronologii zachować??? 

Myśl 1: BABCIA
Babcię od zawsze miałam tylko jedną. Za to absolutnie wyjątkową. Pod każdym jednym względem. Była tak różna od babć moich koleżanek, a przy tym, typowo "babciowa"- żadne tam glany, czy irokezy :) Tak, jak inne babcie, smażyła powidła ze śliwek, robiła mi na drutach skarpetki i leczyła domowymi sposobami, jak choćby słynnym syropem z cebuli. Miała natomiast swoje zdanie na temat kościoła, i nigdy się z nim nie kryła, a nie było ono zbyt hmm, dobre, i raczej w kontekście tego, jak zazwyczaj postrzegamy babcię- raczej mało popularne... Zresztą, moja Babcia na każdy temat miała swoje zdanie, i zawsze je wyrażała, żadne tam: "przemilczę, bo nie wypada". Mając męża marynarza, była tak zwaną "babą z jajami", bo ze wszystkim zawsze i tak była sama. To Ją na pewno mocno zahartowało. Bezgranicznie mnie uwielbiała, i nie wiem, czy z punktu widzenia psychologii to dobrze, czy źle ale była zapatrzona we mnie jak w obrazek. Nigdy tego nie wykorzystywałam- nie musiałam. Czułam Jej miłość i akceptację, bez względu na to, co zrobiłam. Nigdy nie zapomnę Jej reakcji na mój tatuaż- była nim zachwycona. W przeciwieństwie do mamy, która może i się nie sprzeciwiała, ale szczęśliwa jednak nie była :) 

Nigdy Jej o to nie spytałam, ale przypuszczam, że uważała, że do uprawiania seksu nie jest potrzebny ślub, a prezerwatywy. Wnioskuję po tym, że nigdy nie zadręczała mojego Brata pytaniami o ślub, nawet wtedy, kiedy urodził się Im synek. Co nie zmienia faktu, że kiedy ja i Księciunio zrobiliśmy wszystko we właściwej kolejności była niesamowicie szczęśliwa i wzruszona...

Jak każda Babcia odeszła zbyt wcześnie, bo mieć obok kogoś, kto kocha Cię bezgranicznie, to rzecz bezcenna...
Myśl 2: WAKACJE
Gdzie jeździło się na najlepsze, najbardziej wypasione all inclusive w latach '80 i '90? Oczywiście do rodziny. A jeśli ta rodzina mieszkała na wsi, albo w małym mieście, to już był w ogóle "szał-pał". Ja miałam to szczęście, że rodzinę, do której jeździliśmy, miałam i tu i tu. I gdybym czegoś w związku z wyjazdami życzyła moim córkom, to właśnie przeżycia choć jednych takich wakacji, które od lat niezmiennie rozgrzewają moje serce najfajniejszymi letnimi wspomnieniami. Posiadanie "bandy" kuzynostwa w wieku zbliżonym do naszego (mojego i brata) na pewno nie pozostaje tu bez znaczenia. 
Tutaj mocno się w tych wspomnieniach ograniczę, bo przypuszczam, że gdybym sama siebie nie przystopowała, to i ze trzy albo cztery posty by mi z tych wakacji wyszły. 
Napiszę tylko, że jako dzieci z miasta, mieliśmy z moim bratem naprawdę dużo szczęścia- kiedy inni biegali z gwoździem w stopie, albo wkładali rękę do betoniarki (pracującej!!!), my z bratem przyprawialiśmy mamę TYLKO o bezsenne noce, bo albo najedliśmy się za dużo groszku, albo niedojrzałe jabłka popiliśmy wodą ze studni... Rozumiecie? Te delikatne wielkomiejskie żołądki... 
Ach, no i nigdy nie zapomnę śpiewanego na całe Skierniewice Dozwolone od lat 18-tu, choć takie kajtki z nas wtedy były, że nic a nic, z tego co śpiewamy, nie rozumieliśmy...

Myśl 3: NAUCZYCIELE
Skoro było o wakacjach, to będzie i o powrotach do szkoły- dla wielu wręcz dramatyczny czas, ale nie dla mnie. Nie tylko uwielbiałam się uczyć, ale miałam to szczęście, że uczyli mnie od zawsze fantastyczni nauczyciele. I może żaden z Nich nie pełnił w moim życiu roli jakiegoś autorytetu, ale zapisali się w mojej pamięci w sposób szczególny. No, poza wychowawczynią z liceum, ale Jej niedociągnięcia wynagradzała wspaniała polonistka, historyczka, i pani od biologii. 
Natomiast wychowawczyni z podstawówki- niezapomniana kobieta. Jest fenomenalnym człowiekiem, a ja wspominam Ją tym cieplej, że dzięki Niej, pierwszy raz pojechałam w góry. I przepadłam bez reszty.
Do dziś wspominam nasze godziny wychowawcze. Ile Ona z nami rozmów przeprowadziła... Nie dlatego, że byliśmy jacyś wyjątkowo niesforni. Nikt chyba w tamtych czasach nie traktował nas tak poważnie, jak Pani Ewa. A dziś- po prostu Ewa... Nasza Ewa. 

Myśl 4: Góry
Miłość absolutna. Każde wspomnienie stamtąd jest dla mnie wyjątkowe, niepowtarzalne. Nawet te kiedy, schodząc z Sarniej Skały wokół szalała burza, lało, a ja praktycznie nic nie widziałam. I bałam się wtedy okrutnie, bo byliśmy przecież z Elizą. Poza tym- no piękna śmierć w górach, nie powiem, ale ja do cholery chciałam tam jeszcze kiedyś wrócić...

Uwielbiam te wspomnienia. Często do nich wracam- zwłaszcza, kiedy mi źle. I tęsknię bardzo. Tak bardzo, że aż mnie samą, starą babę, to dziwi... Lubię te chwile, kiedy z Marcinem coś sobie przypominamy, i jest wtedy: "A pamiętasz jak..." Nie mogę się doczekać dnia, kiedy wrócimy w te nasze góry... Trzy lata przerwy chyba wystarczy...

Myśl 5: PARTNERZY
Nie, nie Kochane- zwierzeń i skandalu nie będzie :) Jednak tak- moi "byli", to na pewno jedne z moich lepszych wspomnień. I tu, znowu odwołam się do mądrych psychologicznych książek, według których, córki wybierają sobie partnerów podobnych do ich ojców... No cóż- albo pieprzą w tych książkach bzdury, albo jestem jednym z wielu wyjątków od tej reguły. Gdyby bowiem tak było, to dziś byłabym żoną despoty, chama, prostaka, niezrównoważonego psychicznie gbura, ze skłonnościami do ciągów alkoholowych. I z pewnością moi byli partnerzy, też reprezentowali by któryś z wyżej wymienionych typów. Tymczasem, naprawdę świetni z Nich faceci byli. To dzięki Nim odkryłam, że kobietę można też szanować, i w jaki sposób się tego dokonuje. Nie chcę, żeby zabrzmiało to jakoś patetycznie, albo co najmniej sztywno, ale w na pewno, w jakimś sensie ukształtowali mnie jako kobietę. Dzięki Nim nauczyłam się NORMALNYCH relacji damsko- męskich, takich, jakich nigdy nie zaobserwowałam między mamą a ojcem. Wiem, że komuś, kto miał normalną rodzinę, ciężko zrozumieć fakt, że dla mnie wiele zachowań między kobietą a mężczyzną, było czystą abstrakcją. I nie mam tu na myśli sytuacji intymnych, ale choćby tak banalne wyjście do kina, na kawę... Chociaż okazywanie sobie uczuć, oczywiście też.
Trochę mnie też moi byli panowie "rozpuścili", a teraz mój mąż się dziwi, że mam naleciałości księżniczki... Nie do mnie te pretensje :) 

A tak serio, to jestem wdzięczna losowi za Nich. Nie żałuję, że docelowo nam nie wyszło, bo najwyraźniej tak właśnie miało być. Dziś jest w moim życiu Księciunio, a Ten to już w ogóle uosobieniem wszelkich cnót jest, więc musieli zwolnić dla Niego miejsce u mego boku :) 

Myśl 6: PIERWSZA PRACA
A raczej- pierwsze dwie prace. Nie wiem jak teraz reguluje to prawo, ale jako 16latka mogłam zatrudnić się w okresie ferii, czy wakacji w sklepie, w którym pracowała wtedy moja mama. I robiłam to przez cały okres liceum. Fantastyczna sprawa- nie tylko poznałam wartość samodzielnie zarobionych pieniędzy, ale... w jakimś sensie dobrze się też bawiłam. I dowartościowywałam jednocześnie. Wiecie, dzieci z dysfunkcyjnych rodzin, zazwyczaj są mniej lub bardziej łase na akceptację, sympatię... Do różnych sytuacji może to prowadzić, ja miałam to szczęście, że jakoś nachalnie tego jednak nie szukałam. Nie mniej jednak- wszelkie dowody sympatii, zawsze bardzo mnie cieszyły. W szkole byłam raczej lubiana, ale tam mnie przecież dobrze znali. Do pracy przyszłam z zupełnie czystą kartą, a że ani w tej pierwszej, ani w drugiej (w firmie, gdzie pracował mój ojciec) nie byłam córką prezesa/dyrektora, to nikt nie był zobligowany do bycia dla miłym wbrew sobie :) Takie sytuacje budowały, bo kiedy całe dzieciństwo namiętnie słuchałam jaka jestem do niczego, a przy okazji głupia i brzydka, to nagle, kiedy okazało się, że potrafię ukroić ser żółty, a koleżanka ze stoiska mnie lubi, było mi po prostu dobrze. Ze sobą. To chyba punkt wyjścia do tego, żeby innym było dobrze z nami...
I tak jak w sklepie, w większości była to raczej praca fizyczna, tak w wakacje- między pierwszym a drugim rokiem studiów, zastępowałam sekretarkę w firmie, w której pracował ojciec. To było bardzo odkrywcze doświadczenie, nie tylko pod względem samej pracy- nawet powiedziałabym, że pod tym względem najmniej, ale głównie w kontekście pracy z ojcem... Może kiedyś o tym napiszę, bo dziś nie o tym jest ten post- w końcu to nominacja DOBRYCH myśli... 

W każdym razie- tam też przekonałam się, że ludzie mnie po prostu lubią, że jednak na moim czole nie widnieje slogan, który jeszcze wtedy dość mocno dźwięczał mi w uszach: głupia krowa...

Myśl 7: JAK ZOSTAŁAM MATKĄ CHRZESTNĄ
No cóż- z pewnością i tą myśl, to wspomnienie, mogę zaszufladkować, jako echa przeszłości- nie ukrywam, że fakt wyboru mnie na chrzestną, był nie tylko przyjemny, ale i dowartościowujący. Tym bardziej, że Osoby, które mnie o to prosiły, znają dobrze mój stan posiadania, więc mam niezbity dowód na to, że z całą pewnością chodziło Im tylko i wyłącznie o moją (skromną) osobę :) 

Myśl 8: LUDZIE 
To niewątpliwie z Nimi wiąże się wiele wspomnień, których nie da się tu przywołać, bo jest ich po prostu za dużo. Czasami były to Osoby, które zaistniały w moim życiu tylko na chwilę (jak choćby położna, z którą rodziłam Lilę, a której nigdy nie zapomnę, cudowna pani Stasia- pomoc w grupie przedszkolnej Elizy), Osoby, których nigdy nie spotkałam w realnym świecie (i tu już mogłabym wymieniać wiele), Osoby, których dziś nie ma już wśród z nas... 
Ludzie... To Oni nas uczą, zmieniają, rozbawiają, wzruszają... Otwierają nam oczy, pokazują swój świat, czasami do niego wpuszczają, i kiedy wiemy, że nie każdy dostępuje tego zaszczytu, czujemy się wyróżnieni. Mnie kilka razy to spotkało, ostatnio całkiem niedawno- dzięki wymienionym mailom, i poczułam się dokładnie tak: wyróżniona. Po prostu... Nie wiem tylko, czy Ona, ten "ludź" o tym na pewno wie. 

I teraz, tradycyjnie w tego typu zabawach, pora na moje nominacje :) Gotowe? To szukajcie siebie :

Agata- mama Potworków
Gosia Skrajna
Kobieta na szpilkach
Strzyga
Gdzie jest bocian
Anetka 
Ineska
Noelka

Gdyby Któraś z Was miała jeszcze ochotę odświeżyć swoje najmilsze wspomnienia, a nie wymieniłam Jej tu- serdecznie zapraszam- idealna zabawa w grudniu. 

Ja tymczasem uciekam, i zastanawiam się tylko- co "wrzucić" Wam jutro: moje dyniowe wariacje, czy post o tym, jak dowiedziałam się o dwóch kolejnych niepokalanych poczęciach. I nie, to nie jest (głupi) żart. Wybór należy do Was- głosujcie :) 

Niestety, nie posiadam selfie z kuzynostwem na huśtawce, na której odbywały się nasze mini recitale, tym bardziej z ogródka cioci, z którego uciekaliśmy z kolejną porcją groszku, ani z obory wujka, gdzie rechotaliśmy w głos ze świń, że są takie gruuuuube, ale mam zdjęcie Babci i... gór:







15 komentarzy:

  1. I kiedy Ja mam znaleźc na to czas???
    A tak serio, dziękuje za wyzwanie...
    A twoje wbiły mnie w poduszkę...zazdroszczę babci...mnie w mojej dysfunkcyjnej rodzinie, brakowało takiej ciepłej duszy i odskoczni od "epitetów" tatusia...
    A obrus-bieżnik w gwiazdki z Pepco....jeszcze są :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowna ta Twoja babcia :)

    Przeczytałam z ogromną przyjemnością i Twoje dobre myśli sprawiły, że pomyślalam o Tobie wiele dobrego (nie! nigdy nie myslalam niczego zlego, ale zrobilo się milo i przyjemnie czytając takie pozytywne mysli)

    Tylko trochę żal, że Twój ojciec taki gbur i prostak?? To przykre.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziekuje za nominacje! Ale Martus - JA do nominacji DOBRYCH mysli?! To dopiero bedzie wyzwanie zycia dla mojej pesymistycznej mentalnosci! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja chcę niepokalane poczęcia :))) brzmi ciekawie... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale fajnie, ale fajnie :) Dałas mi temat na posta :) I idealny czas na przywoływanie dobrych wspomnień :)

    Poprosze o niepokalane poczęcia ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Babcie zawsze są The Best! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak sie zastanawiam ,co ja bym mianowała...raczej niczego z przeszlosci,nie bylo w niej nic - co by zasługiwało..,moze poza Babcią ,Mamą i Przyjaciołką...ale teraz jako mama i zona czuje sie szczesliwa,mimo tego ze nie zawsze jest miło ...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja głosuję za niepokalanym poczęciem:)
    dziękuję za nominację na pewno się rozwinę i otworze niebawem:*
    zazdroszczę wspomnień i takiej babci:*

    OdpowiedzUsuń
  9. Twoje myśli otworzyły u mnie niektóre szufladki z okresu dorastania. Niektóre fajne , niektóre nie. Dobrze czasami przypomnieć sobie dawne ;} czasy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję za nominację. Już przywołuję dobre myśli i wkrótce przeleję je na... Hmmm na co? To może inaczej... Wrzucę w sieć.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne zdjęcia i cudowne wspomnienia :)
    Cieszę się, że wzięłaś udział w zabawie! :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Marta dopiero doczytałam, że mnie nominowałaś.. wszystko czytam z opóźnieniem i na raty... Na pewno się wywiąże z zadania, jak tylko znajdę czas :) Buźka!

    OdpowiedzUsuń
  13. cudowne wspomnienia i piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!