Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Pierniki i pierniczki

Tytułowe pierniki to my- rodzice, wypuszczeni z domu, niczym z buszu... I bynajmniej nie na randkę, bo towarzyszyło nam starsze dziecko. W zasadzie, to dzięki Niej i Jej nowej pasji, od niepamiętnych czasów, wyszłam z domu w piątkowy (prawie) wieczór... Takie to czasy nastały.

W każdym razie, o wynikach egzaminu z karate, który Eliza zdawała w Mikołajki, dowiedzieliśmy się z oficjalnej strony klubu. Jednak dowiedzieć się, a mieć zaszczyt wziąć udział w uroczystym rozdaniu certyfikatów- to dwie różne bajki.

Jednak jak na klub sportowy przystało- impreza była na świeżym powietrzu i z aktywnością fizyczną w tle. Nawet jeśli dla niektórych, jedynym wysiłkiem fizycznym tego wieczoru, było trzymanie kija z kiełbaską :) I nie o mnie tu mowa. Ja nie zrobiłam nawet tyle :p


Dla dzieci- młodych husarzy, zorganizowane było ognisko i łyżwy. W pierwszej wersji, miałam nie jechać, bo cała impreza swój początek miała o godzinie 18, a przewidziane były 4godziny zabawy... W związku z czym- nie widziałam możliwości, aby Lilka jechała z nami. Na szczęście babci udało się dogadać z koleżanką z pracy, i pełniła wartę przy Małej, a my ruszyliśmy w miasto :)

No cóż- powiem tak- bawiliśmy się świetnie. Chyba nawet za dobrze :p Do tego samego klubu, tylko w innym oddziale, chodzi mój chrześniak, także spotkaliśmy się tam z Jego rodzicami. Była też mama Alka, dzięki któremu, Eliza w ogóle zaczęła chodzić na karate. No i w piątkę stworzyliśmy takie kółeczko wzajemnej adoracji, że reszta towarzystwa mogła mieć poważne obawy co do tego, czy to na pewno była impreza bezalkoholowa. A była na bank. Chociaż ja sama momentami miałam wrażenie, że Marcin musiał mi dolać czegoś do herbaty :)



Co tu dużo pisać- głupawki dostaliśmy takiej, że kiedy następnym razem, nie będę mogła uspokoić Elizy, to zdecydowanie przypomnę sobie po kim Ona to ma. Cała rozmowa przypominała jeden wielki wywód erotomana-gawędziarza, no ale tak to jest, kiedy "starych" wypuści się z domu...
I może na łyżwach nie pojeździliśmy, ale mięśniom twarzy i brzucha zafundowałam lepszy trening niż skalpel.

W sobotę natomiast zrobiłam z dziewczynkami powtórkę z pierniczków, bo tamte- mimo, że kiepskie, cudownie wyparowały... Marcin twierdzi, że nawet nie spróbował, i co najgorsze- to może być prawda, Eliza to wiadomo, też nie tknęła. Także co? My z Lilą, tak po prostu- wszystkie zjadłyśmy? Nie jest dobrze, nie jest dobrze... :)

Obiecałam Lili, że kiedy wstanie i zje obiad- weźmiemy się do pracy. Już przed drzemką, cały czas mówiła, że będzie robiła pierniczki, i pierwsze co powiedziała po wstaniu, również było na ten sam temat: Mama robimy piernićki...

No to wzięłyśmy się do pracy... Tyle, że mimo szumnych zapowiedzi i obietnic- Lila zainteresowana była tylko próbowaniem ciasta, a nie wykrawaniem... W końcu, kiedy złapałam Ją na tym, że próbowała wpakować do buzi dość spory kawał ciasta (zwinęła kawałek, który dałam Jej do wycinania), musiałam przerwać konsumpcje, ale Lila jakoś szczególnie nad tym nie ubolewała...

"Ściema w trzech aktach"

1) Udawanie, że robię, to co miałam robić:


2) Silną wolę mam po mamie- czyli jak uległam piernikowemu (surowemu) ciastu:


3) Udawane zaskoczenie: Ja? Ja nic nie jadłam!


Na szczęście na Elizkę zawsze można liczyć, no i jako, że jest byłym niejadkiem, można mieć pewność, że nic nie ubędzie z ciasta, które dostała- taka solidna firma :P





I przysięgam, chociaż pierniczki lubię, to już moje ostatnie do nich podejście... Teraz już tylko świąteczne (choć w moim przypadku mało kojarzące się ze Świętami) wypieki.
A póki co, potrzebuję na gwałt jakiegoś "nastrojopoprawiacza", bo mimo wszechobecnych w całym domu, świątecznych akcentów, nastrój jakoś przygasł...





16 komentarzy:

  1. Dziewczynki jak pracowite mróweczki wyglądają, choć Lilka ma w oczach diabelskie błyski ;}}}. Mamuśko kochana jak człowiek raz na jakiś czas wyskoczy z domu bez najmłodszej pociechy to dostaje głupawki ze szczęścia że nie trzeba mieć z każdej strony oczu. Najważniejsze że złapałaś relaksik i odsapnęłaś. Fajny świąteczny klimat macie robaczki ;}}

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja Cię kulinarnie uwielbiam!!!
    Tak poza kulinarnie również :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale zyrany team, jedna rcórcia robi, druga zjada i rachunek się wyrównuje. Mamo my tu czekamy na pomysły na świąteczne wypieki!

    OdpowiedzUsuń
  4. fajowe masz kozaczki :) dobrze że udało się mamie załatwić zamianę i została z Lilka taki wypad potrzebny jest każdemu:* a pierniczki boskie;* tak jak i panie zjadająca, robiąca i fotografująca:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale extra pierniki Wam wychodzą! Zazdroszczę, ja za pieczenie się nie biorę kupuję ciasta i pierniczki gotowe..

    Ozdoby też cudne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "ja nic nie jadlam" - zdjecie SUPER!!! zaraz przypomina mi sie "czy te oczy moga klamac" :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Marta Chudzino Tyyy! Wyglądasz rewelacyjnie!!! :)
    Pierniki pierwsza klasa! :D
    Ozdoby rewelacyjne! Klimat czuję przez kable! :)
    Ja pieczenie zaczynam od rana :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No proszę ile pierniczków i to nawet po uszczupleniu materialow przez Lilke :) Martuś, zaserwuj sobie kolędy albo jakieś piosnki świąteczne a wkrecisz się w świąteczny nastrój :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Podoba mi sie pasja starszej córki:-) a zdjecia robisz magiczne, btw mam taka sama latarenke czerwona:-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wesołych Świąt! Dużo wypoczynku i radości wśród bliskich! Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  11. O! I też masz te kulki z cottonovelove.pl? Czy sama zrobiłaś?

    OdpowiedzUsuń
  12. O, pierniczki to ja lubię. :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Też zawsze ulegam surowemu ciastu :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!