Mama2c

Mama2c

sobota, 27 grudnia 2014

Towarzysko...

No to dla odmiany- u mnie dziś o Świętach nie będzie. Jeszcze nie, bo pisać oczywiście mam o czym, a i o kim, również :)

Chronologia musi jednak zostać zachowana, także dziś słów parę o okresie przedświątecznym. A ten był bogaty w spotkania towarzyskie. Począwszy od przyjazdu mojej kuzynki z Basią- już oficjalnie moją chrześnicą, po nasze rodzinne wyjście z domu...

Z Anią i z Basią widujemy się ostatnio bardzo regularnie, bo moja kuzynka- w przeciwieństwie do mnie, nie zamyka się w domu z niemowlakiem. I bardzo dobrze. Dzięki temu, ja i Lila, mamy teraz jakieś życie towarzyskie. Chociaż sprostuję- etap domowej izolacji, mamy już z Lilą za sobą :) Właściwie to momentami (nie, nie- nie momentami, a bardzo często) sama siebie nie rozumiem. Osobiście i z Elizą i z Lilą potrzebowałam tego czasu tylko dla nas. I nie był to miesiąc, czy dwa... Roztaczałam nad dziewczynkami jakiś dziwny parasol ochronny, sztywno tłumacząc się tak potrzebnym dziecku stałym rytmem dnia, specyficznymi potrzebami małego człowieka, dawkowaniem Mu ilości bodźców, przy jednoczesnej nutce zazdrości wobec mam, które potrafiły pogodzić i potrzeby niemowlaka i swoje własne. Chociaż to też nie tak. Przecież nie zżymałam się tutaj, że nie mogę wyjść z domu, a tak bym chciała. Może to wszystko rozchodziło się o to, że ja przestawałam chcieć, a jakaś cząstka mnie, pytała, czy to aby na pewno normalne?

W każdym razie, Basię widujemy regularnie niemal od urodzenia, i dzięki temu widzę, jak ewoluuje podejście Lilki do Niej. Początkowo był niemal bezgraniczny zachwyt i uwielbienie. Teraz, po blisko pół roku, mam wrażenie, że Lila zaczyna dostrzegać w Basi... zagrożenie, konkurencję... I to nie w stosunku do nas- rodziców, bo na chrzcinach nosiliśmy Basię oboje, i z tym Lila nie miała żadnego problemu. Natomiast kiedy Basia zbliżała się do zabawek... Hm, no i tu zaczynają pojawiać się problemy. Lila ma jakiś zaborczy etap w swoim życiu. Mam nadzieję, że tłumaczenie pomoże, bo zaczęło dochodzić do tego, że Lila wyrywa Malutkiej zabawki z rąk.

W ogóle to bardzo się cieszę, że wznowiłyśmy z Anią kontakt. Moja kuzynka to rodzina od strony ojca, a ten sukcesywnie robił wszystko, żebyśmy nie mieli z Nimi żadnego kontaktu. Pomijając fakt, że nigdy (poza okresem kiedy miałam 2-3lata) nie jeździliśmy do tamtej rodziny na wakacje/w odwiedziny, to Jego stosunki z rodziną mieszkającą tu- w Szczecinie, były co najmniej dziwne. Na szczęście, nie zaważyło to na tym, że jako dorośli i sami odpowiadający za siebie ludzie, dobrze się rozumiemy i dogadujemy. I oby tak już zostało :)

W niedzielę przed Świętami, odwiedziła nas chrzestna Elizy z rodziną. Jej mąż jest marynarzem, także wszyscy razem widujemy się rzadko, ale mam nadzieję, że i to się niebawem zmieni. No właśnie- skoro jesteśmy przy Filipie, to jedna z najbardziej pozytywnych i wyluzowanych osób jakie znam. Nie wiem, czy jest ktoś, kto Go nie lubi. A jednak- Lila na Jego widok dostała niemal histerii. Pierwszy raz widzieliśmy, żeby tak bardzo się kogoś bała. Na szczęście ilość dzieciaków sprawiła, że nie domagała się cały czas mojej obecności (nie było mowy, żeby odważyła się wejść do pokoju, w którym my siedzieliśmy) i nawet fajnie się z Nimi bawiła:


A dla nas, do kawy, upiekłam sernik cytrynowy. Mój debiut, jeśli chodzi i o serniki pieczone w kąpieli wodnej, i o lemon curd. Nie byłabym sobą, gdybym w związku z tym nie miała pewnych uwag. No i tak- kąpiel wodna- rewelacyjna sprawa. Sernik był naprawdę niesamowicie kremowy. Tyle, że miałam dość rzadki ser z wiaderka, i niestety- na mój rozum, to jego konsystencja jest tu istotna. Co się zaś tyczy lemon curd... Ach... No może i jest przy nim trochę stania (i mieszania), ale warto, oj warto... I potwierdzam (niestety, bo na pewno nie jest to fakt korzystny dla mojej figury), że można go wyjadać prosto z miseczki/słoiczka...



Następnego dnia pojechaliśmy spotkać się z naszymi dobrymi znajomymi, którzy "uciekli" nam do Norwegii. Bardzo lubię te spotkania, choć widzimy się przy dobrych wiatrach, tylko dwa razy w roku. No ale już obiecałam mężowi, że jak pójdę do pracy, to Go zabiorę do Norwegii, także może zwiększymy liczbę tych spotkań do trzech :)

Choć był to 22grudnia, to lało jak z cebra. Było po prostu okropnie! Do tego Dziewczyny dolały oliwy do ognia, bo o ile Lila jedynie nie chciała siedzieć przy stoliku (co akurat w Jej wieku i z Jej temperamentem, jest całkowicie zrozumiałe), to już Eliza dała popis swoich możliwości na całego... Nie chcę się na nowo denerwować, bo dzisiaj od rana znów z Nią "walczę", także nie będę się wdawać w szczegóły... Na szczęście udało nam się chwilę porozmawiać, mimo tego, że Eliza strzelała fochy, Lila biegała po całej kawiarni, a Alex- rówieśnik naszej Małej, marudził na całego (brak drzemki w ciągu dnia) i w końcu usnął (tak, tak :)), i umówić się na Sylwestra u nas. Westchnęliśmy tylko solidarnie, jak fajnie byłoby spotkać się tylko w czwórkę, bez tego dziecięcego "majdanu", ale każde z nas zdaje sobie sprawę, że to nie takie proste. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży, i spędzimy razem ostatni dzień starego, i pierwszy nowego roku... A potem my, będziemy regularnie latać do Norwegii :)



39 komentarzy:

  1. Świetnie, że utrzymujecie kontakt ze "światem dorosłych". To ważne, bo kiedy człowieka pochłonął sprawy tylko dziecięce - trudno się później odnaleźć w innych (wiem z własnego przykładu). Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Dla mnie te powroty choć tak potrzebne, bywają właśnie i trudne. Ot taki paradoks :)

      Usuń
  2. I dooobrze, że się wyrwaliście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja! Czasami trzeba :)

      Usuń
    2. Należy dla zdrowia... psychicznego :)

      Usuń
  3. To widać że u Was też było wesoło :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja żałuje że moje kuzynki są takie nie bardzo chętne do spotkań w życiu dorosłym:/ ciesz się tym że Ty masz fajne i rodzinne;)
    ps; jak było na chrzcinach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, mam jedną :) Najwyraźniej Anie, to fajne osoby :) I kontaktowe i towarzyskie :)

      O chrzcinach niebawem :)

      Usuń
  5. Wiesz co my też mieliśmy moment że spotkanie ze znajomymi ograniczyliśmy przy małych dziewczynach ponieważ kiedy nie miały swojego porządku dnia głupiały i były marudne jak licho ;}}}. Teraz wszystko wróciło do normy czyli do ludzi :} Mam małe pytanko[ jak to ciekawska baba] w jaki rejon Norwegii chcesz sobie fruwać ? :}}

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jessheim- tam mamy naszych znajomych :) Mam nadzieję, że to w miarę blisko Was :)

      Ja też najbardziej lubię te powroty do ludzi, bo to jednak ważne mieć jakąś namiastkę życia towarzyskiego, zwłaszcza jeśli się nie pracuje- tak jak ja.

      Usuń
  6. To bardzo ważne mieć kogoś znajomego "obok" i móc się z nim spotkać choć od czasu do czasu.

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja też jestem z tych, co to szanują aż zanadto potrzeby i rytm dnia niemowlaka. Ale nie narzekam - z Zofią wyszło nam na dobre organizowanie np wyjazdów pod nią... :-) za 2 lata będziemy już całkowicie oderwani :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa lata... Zleci :) Ja też generalnie nie narzekam, bo to najbardziej chyba ja potrzebowałam tej świadomości, że tak ma być i już :)

      Usuń
  8. No i super, takie spotkania są szalenie ważne!
    U nas było podobnie, i przez ojca relacje z rodziną od jego strony były mocno ograniczone. Przykre to, bo nawet po latach w dorosłym życiu ciężko jest nam ten dobry kontakt odbudować. Cieszę się, że u Was jest inaczej.
    Ściskam mocno :*

    P.S Sernik robi wrażenie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika, ja mam w zasadzie kontakt tylko z tą Anią, bo o istnieniu jednej z kuzynek, dowiedziałam się na przykład 5lat temu... Inne widziałam, kiedy miałam te 2-3lata... No niestety- nasi rodzice podejmują pewne decyzję, w ogóle nie myśląc o nas. Ja jestem bardzo rodzinna, i mocno nad tym ubolewam, że mam od strony ojca dużą rodzinę, a jednak Ich nie znam...

      Usuń
  9. Ja tez jakoś dziwnie wolalam z dziecmi w domu byc zamast wychodzić do ludzi tłumacząc się właśnie drzemką. Spotkania bez dzieci to już przeszłość a mnie też się marzą, prawie tak samo jak wakacje z ciepłych krajach które szyko mi nie grożą. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, człowiek tęskni do dobrego. Chociaż powiem Ci Madziu, że ja to mam zawsze problem przyznawać się do takich rzeczy. Bo przecież chciałam te moje Dziewczyny, i zdecydowałam się na dzieci z całą świadomością i odpowiedzialnością, ale... Ale czasem ta chwila, no powiedzmy godzinka, popołudnie całe, bez tego "Mamooooo..." jest mi niezmiernie potrzebne.

      Usuń
    2. Ja się dzisiaj zamknęłam w garderobie, żeby poprasować w ciszy :) uszy mi odpoczęły a przy okazji dusza też.

      Usuń
    3. Kurka... Pomijajac, ze nie mam garderoby, to zdecydowanie nie lubie prasowac :)

      Usuń
  10. Utrzymywanie więzi rodzinnych jest ważne dla nas, dorosłych, ale dzięki temu nasze dzieci uczą się tego samego!! A wyrwać się z domu to ZAWSZE genialny pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No i tak trzymać! Życie towarzyskie jest potrzebne i ważne nie można zamknąć sie w domu z dzieckiem ns a kilka lat, bo można zwariowac ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no to chyba bliska jestem/byłam tego stanu :)

      Usuń
  12. U Nas ostatnio właśnie się zamykamy w sobie! hehe! Stronimy od spotkań ze znajomymi i boję się że wiele znajomości nie pójdzie odbudować. M mówi, że mu nie zależy, bo dlaczego my musimy tylko się starać a jak kogoś do Nas zapraszamy to nikt nie przyjeżdża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, ja doskonale rozumiem o czym piszesz. U nas też był taki moment, kiedy to my się zamknęliśmy w naszych czterech ścianach. Dłuższa to jednak historia, ciężko ją będzie streścić w dwóch zdaniach. Generalnie kiedy robiliśmy u nas imprezy, zawsze byli chętni- nawet to, że do nas jest naprawdę daleko, wielu osobom nie przeszkadzało. Kiedy jednak skończyły się imprezki, a zaczęła proza życia, jakoś okazało się, że niektórym już do nas nie po drodze- nawet na kawę. A może dlatego, że właśnie tylko na kawę?

      Usuń
  13. Towarzysko - super! Też lubię i zamierzam także w tym kierunku zmierzać ;) W związku z tym robię wielkiego sylwestra ;)
    Lemon curd jest (albo był) w Marks&Spencer jakby co. Dobry. Gotowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci Juti, że mnie zaczął przerażać ten nasz Sylwester... Czwórka dzieci, w tym dwoje dwuletnich, a pokoje tylko trzy... Jak tu Ich położyć, żeby uszanować potrzeby i prawa wszystkich? No nic, będę jak mantrę powtarzać, że to tylko jedna noc :)
      Natomiast odkąd Eliza skończyła się trzy lata, to w tą noc, nasze mieszkanie zawsze było pełne ludzi, i bardzo dobrze wspominam te czasy. Jednak człowiek, to istota stadna :)

      O widzisz, a ja nawet nie wiem, czy ten sklep jest w Szczecinie...

      Usuń
  14. Takie spotkania są potrzebne, oddech od zwykłych spraw :)

    OdpowiedzUsuń
  15. ehh rodzinka;) ale fajnie że udałó się relacje odbudować.

    może Lilka temu rak reaguje na Basie bo są w podobnym wieku i dziecięca rywalizacja daje o sobie znać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę, jednak fajnie jest mieć kontakt z rodzinką :)
      Co do rywalizacji, to pewnie racja, choć Basia jednak jest sporo młodsza od naszej Lilci.

      Usuń
  16. Jesli o sernik chodzi,to najbardziej lubię taki,gdzie w przepisie jest mleko skondensowane z puszki,a lemon curd-muszę w końcu zrobić,bo obiecuję sobie od dawna.
    W święta w Twoim Szczecinie ,może gdzieś tam mijałaś moją córę na ulicy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, jaki ten świat jednak mały :)
      Ja jeszcze takiego z mlekiem skondensowanym nie robiłam, ale gdzieś mi to mleko już "mignęło" w przepisie. Lemon curd naprawdę polecam. Sama przymierzam się już do jego pomarańczowej wersji, a latem do malinowej- bo i taką widziałam :)

      Usuń
  17. No i pięknie! Tak, trzeba wychodzić do ludzi pomimo, że jest dziecko i potrafi wszystkie plany pokrzyzowac. Ja po takim wyjściu czuję, że żyję, mam od razu dobry humor i więcej cierpliwości do dziecka. A lemon curd... Ojej... Przypomniałaś mi smak lata...tarta z mascarpone i na to lemon curd :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ach te fiordy norweskie... Jestem nieduża, może zmieściłabym się w walizkę :)
    My kilka lat temu, jak zaczęły się nasze problemy, odsunęliśmy się od ludzi. I teraz trudno wrócić. Ale pracujemy nad tym. Jutro gościmy moją kuzynkę z mężem i córcią.

    OdpowiedzUsuń
  19. Hanka tez ma syndrom moja zabawka, ale jak się wytłumaczy to się podzieli lub przyniesie podobną...za to jej kuzyn (starszy o 9 mcy) jest tak zazdrosny o swoje zabawki, że po prostu oprócz tego, że jej wyrywa to jeszcze jej się obrywa...i tak jest na każdym rodzinnym spotkaniu. jak pomyślę, że będą w jednej grupie w przedszkolu to zaczynam się
    martwić :( .
    A spotkania towarzyskie bez dzieci to moje marzenie..na razie realizuje zostawiając dzieci z ... małżem, hehe...

    OdpowiedzUsuń
  20. Patrząc na Tymona i Agnieszkę - tego etapu wyrywania chyba nie da się uniknąć. Na początku Tymon dzielił się z Agą zabawkami, potem (ok 2 urodzin) zaczął je jej wyrywać, co trwało prawie rok. Teraz Agusia ma półtora roku (dziś dziś!) i wyrywa jemu, więc się tłuką :/

    Chociaż pocieszam się tym, że żadne drugiemu nie wmawia, że zostalo adoptowane - w przychodni mi się pani skarżyła, że musi młodszej córce pokazywać akt urodzenia, bo starsza jej wmawia, że jest z domu dziecka...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!