Mama2c

Mama2c

sobota, 10 stycznia 2015

Lekarstwo

Tegoroczna przerwa świąteczna była najdłuższą, jaką pamiętam nie tylko jako mama uczennicy, ale również jako ja: Marta W.
Calutkie 18dni...
Długa, bardzo długa przerwa od szkolnych, i poza szkolnych obowiązków. Elizie najbardziej żal było zajęć karate, najmniej (oczywiście) lekcji w szkole :)

Wypatrywałam tej pauzy z taką samą niecierpliwością i radością, jak i lekką trwogą...
Fakt faktem, byłam już zmęczona tym tempem, zwłaszcza, że poniedziałki, które generalnie powinny być jeszcze trochę leniwe, były u nas zabójcze- dosłownie. O 8.30 dodatkowy angielski, kolejno: lekcje w szkole, ze szkoły prosto na kółko plastyczne, a z kółka- na karate... Kosmos. To jakiś cud, że czasowo jakoś się to wszystko ładnie układało, i nigdzie się nie spóźnialiśmy, ani też nigdzie nie musieliśmy czekać, w poczucie, że oto cenne minuty nam upływają.

Wszyscy potrzebowaliśmy odpoczynku. Jednak... Te 18dni, 24godziny na dobę z dwójką dzieci, dzień po dniu... Przeklnijcie mnie, ale miałam obawy. Dziewczynki, owszem, są kochane. Rozkoszne i zabawne. Cudowne. Mądre. I oczywiście piękne. Tyle, że kiedy są dłużej we dwie... "Witaj psychiatryku, mamusia już jest w drodze"- i tyle na ten temat :)

I nie- naprawdę nie przesadzam, ale temat interakcji Dziewczynek, zostawię sobie na osobny post. Jedynie napomknę, tak, żeby siebie trochę usprawiedliwić, że moje dwa Szczęścia, weszły w taki radosny okres, kiedy najlepszą zabawą jest- robienie sobie na złość. Oczywiście prym widzie (póki co- jak mniemam) Eliza, ale ale- Lila wcale nie jest gorsza. Powiem więcej- bardzo szybko goni mistrza, także otwierajcie te drzwi na oddział psychiatryczny bardzo szeroooooooko :)

Muszę jednak przyznać, że nie było tak źle. Oczywiście- zdarzyły się i takie dni, kiedy już pół godziny po wstaniu, w mojej głowie słychać było najczęściej tylko "pip, pip, pip...", ale patrząc z perspektywy czasu- tylko dwa dni przeczołgały mnie tak, że aż sięgnęłam do statystyk mówiących o tym, ile dzieci rocznie zostaje zamienionych w szpitalach. Bo patrząc na te dwa Potwory, byłam pewna, że to nie mogą być moje dzieci :)

Tyle, że... Bycie mamą zobowiązuje. Czasami trzeba dać marchewkę, czasami kijek, a czasami... Czasami trzeba znaleźć cudowne lekarstwo dla samej siebie- żeby nie zwariować. Kiedy moje Dziewczyny dostawały w domu palmy, brałam się na sposób i... zabierałam Je na dwór. Banalne? Owszem. A, i dodam tylko, że kiedy pogoda sprzyja, na dworze jesteśmy codziennie. Niestety, akurat w te dni, kiedy Eliza i Lila przechodziły same siebie, pogoda- delikatnie mówiąc- no nie zachęcała do spacerów.

Co ciekawe- tak niedaleko siebie w kalendarzu były te dni, a tak skrajnie różne się okazały. Pierwszym razem, założyłam, że spacer w tęgim mrozie wybije Im głupoty z głowy. I nie pomyliłam się :)






Zimno było, oj zimno. Lodowato wręcz. A jednocześnie słonecznie i bezwietrznie. Dla skołatanych matczynych nerwów- idealnie. Z tej idyllicznej sielanki wyrwał mnie tylko drgający podbródek Lilki, dając tym samym sygnał, że (niestety) pora wracać do domu. I co ciekawe, po spacerze, Dziewczyny zgodnie ogrzewały się w jednym łóżku, pod jednym kocem i ani razu nie usłyszałam: "Mamoooooo".

Decyzja o drugim spacerze, była równie spontaniczna, jak ta pierwsza, a poprzedzona myślą: "Ja Im zaraz pokaże wygłupy". I nawet siąpiący deszcze mnie nie powstrzymał :) Jak na złość, bo przecież miał to być karny spacer, zaraz jak wyszłyśmy- padać przestało. Żałowałam, że jedyny aparat jaki posiadam, to ten w telefonie, bo deszczowy krajobraz tez potrafi być piękny:



 

Uwielbiam chodzić, spacerować. Szybko. Wolno też. Sama. Z kimś. Lubię chodzić po górach. I brzegiem plaży. Spacery w lesie też mnie cieszą. Zwłaszcza, jeśli ten las, w górach jest :) Ile problemów tak już "wychodziłam"... I tylko mi szkoda, że tak rzadko mogę teraz sama pochodzić. Swoim tempem, trasą, którą ja wybiorę... No nic, może wiosną.

A jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Dajecie radę? Moje świetnie...




Nie, nie Kochane- mylicie się, sądząc, że już 10stycznia moje noworoczne postanowienia szlag trafił. Otóż nie :) Takimi słodkościami delektowaliśmy się w Sylwestra i Nowy Rok. A dziś? Dziś wiem, że znowu potrafię upiec na imprezę rodzinną jedno z ulubionych ciast (Agatko! Twój pyszny chlebek bananowy) i go nie tknąć!!! Jestem wielka! Ale spokojnie- będzie mnie ubywać :) Wierzę w to.

Chciałam również wszystkim Wam podziękować za komentarze pod ostatnim postem. Niemal przy każdym sobie zdrowo popłakałam... Nie, nie- nie ze wzruszenia. Skądże! Tylko jak pomyślę, że Wy nie macie w swoich zamrażarkach krewetek...W jakich czasach przyszło nam żyć!

Dziewczyny! Dziękuję Wam. Jesteście nieocenione. Jeśli kiedyś, przed rozmową o pracę, poczuję, że zżera mnie strach, to szybko wydrukuję te oto właśnie komentarze, wręczę potencjalnemu przyszłemu pracodawcy i powiem: "Panie, to jest moja najlepsza rekomendacja"... Chociaż, jak myślicie- może lepsza byłaby szefowa? Odpowiem na Wasze komentarze jutro, zbyt wiele czasu mi poświęciłyście, żebym potraktowała Was tak "gromadnie" :)
Ściskam!

Ps. Może moje samopoczucie niewiele się zmieniło, ale wypięty do przodu cyc zobowiązuje, nie? :)

Ps.2 A dziś na noc, i jutro na śniadaniu, będziemy mieć Julcię! Ależ się cieszę. Już widzę radość Lilki, kiedy się rano obudzi.

22 komentarze:

  1. Błagam o przepis na to z galaretką ��

    OdpowiedzUsuń
  2. http://durszlak.pl/przepis/galaretkowiec-na-jogurcie-greckim?c=tag&t=sernik-z-jogurtow-greckich

    Oto i on :)
    Ja użyłam do jogurtu galaretki ananasowej- stąd jasny kolor u mnie, a w oryginalnym przepisie- lekko różowy.
    Pozdrawiam, i smacznego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alez mi smaka zrobilas tym galaretkowcem :-)
      Musze nadrobic straty bo dlugo mnie tu nie bylo.
      Calusy Wam!

      Usuń
    2. oooo musze zrobić taką galaretkę :-)) :D może właśnie taki tort zrobię Norbusiowi na przyjęcie z dziadkami ?? :-)))

      Usuń
  3. Czasami mam ochotę wyrzucić laptopa przez okno, a zwłąszcza w takich momentach, kiedy napiszę coś i nagle to coś znika... Tak było przed chwilą, gdy napisałąm komentarz u Ciebie... No nic to tylko powtórzę, że dziewczynki rosną, jak na drożdżach:)

    ...i bardzo się cieszę, że napisałaś, bo się martwiłam, czy po ostatnim poście jeszcze tu wrócisz:(

    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też się bałam tak długiego pobytu córki w domu....ale jak sie człowiek źle nastawi to na ogół bywa lepiej! Takie dni, że ma się ochotę udusić własne dziecko to są dopisane w umowie na bycie matką chyba :) spacer na mrozie to bardzo dobry pomysł na rozładowanie złej energii :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha ha u mnie nie raz pojawia się w głowie "pip pip" kiedy dziewczyny dłużej są razem :}} . Oj potrafią pokazać pazurki ale w momentach przegięcia nadrabiają przepięknie. Mam dokładnie taki sam sposób jak Ty- spacer działa cuda i wypędza gderacza z ich główek :}. Ślicznie Twoje laseczki wyglądają na zdjęciach i ani trochę nie widać że potrafią dopiec mamusi. Dwa aniołki :}}}}. Marta może powinnaś pomyśleć żeby jakąs malutką cukierenkę otworzyć. Twoje wypieki zawsze mega smakowicie wyglądają :}

    OdpowiedzUsuń
  6. To fakt przerwa byla dłuuuga, ale minęła szybko i już wróciliśmy do normalnej codzienniści i swoich obowiązków. Teraz czekamy na ferie i kolejną dłuuugą przerwę- już nie mogę się wprost doczekać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. To teraz wiem, co przeżywała latami moja mama. Oj... Ostro było nieraz między mną a młodą. Na słowa oczywiście. Cieszę się, że nie wpadła na ten sam pomysł co Ty, bo jestem straszny zmarźluch :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. hej Martuś, chcę powiedzieć że ja też się martwiłam czemu Ciebie tak długo nie ma. Ale co ja chciałam.... Jeśli chcesz się odchudzać to tylko z tym blogiem. Przeczytaj, pomyśl, może coś Ci się przyda:)
    http://qchenne-inspiracje.blogspot.com/
    pozdrawiam Aszka

    OdpowiedzUsuń
  9. O ja cię kręcę! To galaretkowate coś wyglada bosko! Ale chyba to niskokaloryczny deser, to mozna sobie pozwolic.
    Zrobię na urodziny corki.
    Ja sie tryzmam postnaowień i cwicze ostro z Chodakowska od 2. stycznia. Schudlam 1 kg, wiec wierze w to, ze bedzie dobrze.

    Trzymam kciuki i za Ciebie! Za te postnaowienia i za konsekwencję

    OdpowiedzUsuń
  10. Aaaa... To cudo z galaretkami to mój sentyment z dzieciństwa! Kurde, ale mi smaku narobiłaś a akurat nie mam w domu nawet cholernych herbatników!
    Moje jedyne postanowienie to przetrwać ten rok i powiem Ci, że idzie mi coraz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja tez kiedy widze, ze chlopcy lobuzuja to w miare mozliwosci ubieramy sie I idziemy na spacer. A to z galaretka ciacho wyglada pysznie. Jestes przeswietna pichnisia! Zazdroszcze talentu..

    OdpowiedzUsuń
  12. Krewetki! Właśnie! Przez Ciebie nabrałam na nie takiej ochoty, że wczoraj w meksykańskiej knajpie zamiast burrito czy innego cudu żarłam krewetki :)
    Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  13. Oczywiście wypiekami powalasz i na galaretkowca zdecydowanie się skuszę. ;)
    Cieszę się, że ten wpis już bardzie optymistyczny. :)
    U nas spacery to obowiązkowa rozrywka, więc spacer w karnym charakterze by się nie sprawdził. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jezuuuu, ale ciacha... nie wytrzymam zaraz i po coś pójdę.. :)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudne zdjęcia, a te ciacho aż ślinka cieknie...

    OdpowiedzUsuń
  16. Jakże Ci zazdroszczę takiej pogody! U nas plucha, dmucha (cały czas prawie od świąt) i w ogóle nie fajnie, a trzymać się musimy bez chorób, bo już jutro do szpitala.
    Ja z synal siedzę 24/24 7 dni w tygodniu i oczywiście przy mnie syn "może być sobą" (tak sobie mówię, gdy po raz eNty nie chce się ubrać, a przy tacie robi to w trymiga!)
    Ciężkie jest życie mamy, oj ciężkie, niech szerzej otworzą drzwi tego specjalistycznego szpitala, może razem do pokoju trafimy?! :D

    OdpowiedzUsuń
  17. przepiękne zdjęcia :-))
    u nas przerwa świąteczna też długa tylko Matka w pracy siedziała nawet 24 grudnia .... Czasem żałuję ze pracuję ..... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudowne zdjęcia:) A z rodzeństwem tak już chyba musi być, że ciągłe kłótnie i złośliwości to norma. Sama mam starszą siostrę, z którą darłam koty, a teraz traktujemy się jak najlepsze przyjaciółki. Dlatego musisz zacisnąć zęby i nie dać zamknąć w psychiatryku;) A "karne spacery" jak dla mnie brzmią fajowo:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mniam mniam, to galaretkowe ciasto musze koniecznie wyprobowac! Czasem kupujemy takie w piekarni i Bi je uwielbia, ale domowe jest pewnie 100x lepsze!

    Spacer (czy u nas w ogole wyjscie na dwor) to lekarstwo tak proste, a jednoczesnie tak skuteczne... Podczas mojego wolnego, w dni kiedy M. pracowal, obowiazkowo wyprowadzalam towarzystwo chociaz na pol godziny na swieze powietrze. Kiedy nie pozwalala na to pogoda, bylam po prostu chora. Moze i ja sie zalapie na ten psychiatryk? ;) A tak w ogole, kiedy moje Potwory daja "czadu", czasem przychodzi mi na mysl, ze doskonale rozumiem macochy/ ojczymow mordujacych swoich pasierbow. Toz to rodzonym rodzicom trudno jest nie chwycic pasa i nie zaczac okladac gagatkow na oslep, a co dopiero obcemu! ;)

    Dziewczyny jak zwykle sliczne, a z Lilci to taki smieszek, ze blogowa ciotka mialaby ochote ja zlapac i wycalowac! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Uwielbiam Twój przekąsny żarcik o dzieciach :D
    Wiesz, że ja w Krainie Lodu mam 5 munut do szpitala psychiatrycznego? HIHI ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!