Mama2c

Mama2c

środa, 7 stycznia 2015

No to jesteśmy z powrotem...

... czyli post o tym, że milczenie naprawdę (niekiedy) jest złotem.
Jeśli ktoś jest ciekawy dlaczego nas tu tak długo nie było (tak, wiem- mam już naleciałości gwiazdy, bo poza Agatką i Anią, nikt naszej nieobecności nie zauważył), to powody mogły być różne:

1) Tak zabalowałam w okresie okołosylwestrowym, że dopiero dzisiaj mogłam bezpiecznie usiąść przed klawiaturą... No cóż, byłoby może i pięknie (chociaż tego kaca to nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić), ale jest to tak nierealne przy dwójce dzieci w takim wieku, że nawet nie będę próbowała Wam wmówić, że to rzeczywisty powód naszej nieobecności.

2) Równie dobrze, mogłam od 1stycznia wpaść w wir ćwiczeń z Ewą Ch., i na nic innego nie mieć już czasu. O sile nie wspominając, ale o tym będzie osobny post, bo już nawet mam gotowy scenariusz na to, co się stanie, kiedy faktycznie zrobię swój pierwszy skalpel.
Zejdę, oczywiście. I się pożegnamy :p

3) Mogło być też tak, że w przypływie fantazji, postanowiłam sprawdzić, ile wytrzymam bez pisania... Nie wiem czy Wy też, ale sama miałam ostatnio okazję, całkiem przypadkiem- jak sądzę, wejść na kilka blogów, gdzie trwał taki detoks od pisania... Hm, no ok... Tak, pewnie, że lubię tu pisać, lubię zerknąć i poczytać co u Was, sprawdzam co jakiś czas pocztę, ale... Mimo wszystko- tak, tak, nie czuję się uzależniona, i nie sądzę, żebym miała problem z tym, żeby spędzić dzień, tydzień, miesiąc bez "lapcia"...

No to w końcu jaki jest ten powód naszej nieobecności? Ano całkiem prozaiczny- życie... Takie zwykłe, momentami bardzo szare i zwyczajne życie. Miałam, przez ten tydzień, kilka razy ochotę napisać post, ale... Tyle we mnie ostatnio różnych emocji, często nawet dla mnie zaskakujących, że postanowiłam trzymać się kurczowo tej prawdy o milczeniu i złocie.

Miałam, jak prawie cała blogosfera, zrobić podsumowanie minionego roku, i nie, nie- nie szukajcie w tym ironicznego tonu... Podsumowania są dobre- jak napisałam u naszej Dzielnej Mamy... I ja takie podsumowanie sobie zrobiłam. W głowie. Między Świętami a Sylwestrem. Z bardzo dużą pokorą, do tej postawy, którą miałam jeszcze pod koniec wakacji, że to był ciulowy rok i w ogóle do bani.
To był dobry rok. Wszyscy jesteśmy zdrowi. Dziewczynki rozwijają się fantastycznie. My dalej razem... Jeszcze.

Był taki moment, że niemal zalała mnie fala tej niewymownej wdzięczności- że mimo wszystko jest tak dobrze. A potem przyszedł 1stycznia, i z dnia na dzień, niczym na równi pochyłej, zaczęłam spadać w dół, krzycząc, że guzik prawda- wcale nie jest dobrze.

Bo był to też ciężki rok. Ciężki finansowo. A to z kolei odbiło się rykoszetem na wszystkich. No może poza Lilą, bo Jej niewiele do szczęścia potrzeba. Oczywiście nadal mamy na czas popłacone rachunki, Eliza chodzi na kółka zainteresowań (niestety nie są one nieodpłatne), ja od czasu do czasu kupię coś na internetowych wyprzedażach w C&A, w zamrażarce wala się paczka krewetek z Biedronki, za całe 7.50, ale... Standard życia obniżył nam się na tyle, że zaczęło się to odbijać na naszych relacjach. Niestety.

Dziś mam ochotę gorzko i głośno się zaśmiać, bo wiecie, był taki czas, kiedy my z Księciuniem czuliśmy się lepsi, od tych wszystkich niedojrzałych ludzi (naszych znajomych), którzy kłócili się o kasę. Bo przecież my, mimo trudności finansowych (teraz wiem, że wtedy nie mieliśmy po prostu trudności finansowych :)), zawsze potrafiliśmy dogadać się w temacie finansów, i być ponad to... No to jak widać, mało jeszcze o sobie wiemy, oj mało...

Dziś czuję wewnętrzny, emocjonalny rozpierdziel między resztkami wdzięczności, a uczuciami, które mnie zaskakują. I to zaskakują w taki niefajny sposób. Jednocześnie czuję wdzięczność za to co mam, i tęsknotę, za życiem, które toczy się gdzieś obok, a które nie jest, i pewnie nigdy nie będzie moim udziałem... Czuję zazdrość, która była mi tak obca... I to jest chyba najgorsza dla mnie prawda o mnie samej. Długo, naprawdę długo walczyłam z tym, żeby przyznać się sama przed sobą: Tak- zazdroszczę. I źle mi z tym bardzo. Nie chcę taka być. Na szczęście (chociaż nie wiem co będzie dalej) ta zazdrość mnie nie zżera... Może nawet to bardziej jakiś taki żal, a nie zazdrość... I uwierzcie- są takie chwile, że mam ochotę sama sobie nawrzucać, że co ja właściwie pieprzę- jestem zdrowa, mam męża, dzieci... Tyle, że gdzieś tam w środku, pojawia się pytanie, czy to nie jest jednak normalne, i takie ludzkie, że jednak wciąż pragniemy więcej? Choć trochę. Bo moje marzenia/pragnienia/oczekiwania (sama mam problem z nazwaniem tego, co czuję) wcale nie są wygórowane... Myślę, że dla wielu, nawet w tej naszej szanownej blogosferze, byłyby one bardzo przyziemne, wręcz banalne.

Żeby zdołować się jeszcze bardziej- w końcu jak szaleć, to szaleć, wraz z początkiem roku, podsumowałam... samą siebie. No i tutaj to już porażka na całej linii. Kolejny rok minął, a ja? Ja stoję w miejscu, tak jak stałam rok temu, dwa lata temu, i 5lat temu. Tyle, że teraz jestem mamą dwójki dzieci. I poza tym- żadnych zmian. Nie wykorzystałam tego czasu w domu, nie rozwijałam się, nie posiadłam żadnych nowych umiejętności... Nie podszkoliłam się w prowadzeniu auta, bo na jazdy doszkalające finansów brak, a mąż, mimo odgrażania się, że ze mną pojeździ, nie kwapi się do tego w ogóle. Przebąknęłam kilka razy o nauce programów komputerowych, w końcu nie używam ich na co dzień (mogłabym pewnie robić exelu jadłospis na cały tydzień), a informatykę miałam ostatni raz w liceum, ale- bez echa...

Jak część z Was wie, w tym roku czeka mnie pójście do pracy. Po bardzo, bardzo długiej przerwie. Zdecydowanie za długiej, ale teraz to już musztarda po obiedzie i mądry Polak po szkodzie, a także- nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Może kiedyś napiszę post, a raczej- cały cykl postów o tym, jak to jest być tyyyyyyle lat w domu z dzieckiem, ale to za jakiś czas, żeby mnie nikt nie posądził, że pisałam pod wpływem emocji. Zresztą, czy my kobiety piszemy kiedyś nie będąc pod wpływem emocji?! Oto jest pytanie...
Wracając jednak do tematu pracy- jednocześnie marzę o tym, żeby już do niej chodzić, a z drugiej- ogarnia mnie paniczne wręcz przerażenie na samą myśl. I to jest właśnie jedna z pułapek za długiego przestoju w życiu zawodowym. Nie wspominając o tym, że moje poczucie własnej wartości, czołga się gdzieś kilometr za mną... Momentami mam już tego typu fazy, że nawet ogarnięcie kasy fiskalnej w Biedronce, jest poza możliwościami mojego umysłu... Także to by było na tyle, jeśli chodzi o wiarę we własne możliwości :) Mój wrodzony realizm nie ułatwia mi tutaj zadania, bo fakty są takie, jakie są- dyplom z moich studiów nic nie znaczy, doświadczenie zawodowe- prawie zerowe, języki- baaaaaardzo podstawowy angielski, komputer- no poza obsługą blogera, fb i allegro, to niewiele, naprawdę niewiele więcej potrafię, prawo jazdy- jest, ale de facto nie jeżdżę...
Tak... Do pracy rodacy!

I co jeszcze? Ano może to, że od Nowego Roku mamy z mężem ciche dni. Tak, wiem- wytrwali jesteśmy bardzo... Jeszcze bardziej dziecinni, i o zgrozo- dobrze, że teściowa bloga nie czyta, ale pierwszy raz muszę przyznać Jej rację (a nie "chcem" bardzo, oj bardzo), że bawimy się w ten dom. Coraz bardziej nieudolnie, ale szczęśliwie- Ona tego nie widzi.

Wiecie co? Trochę mnie ten 2015rok przeraża...

Dziękuję Wam wszystkim za życzenia- jak widzicie- bardzo mi się przydadzą.
Mam nadzieję, że stosunkowo szybko uda mi się streścić zaległe chrzciny małej Basi i Sylwestra, a potem- wrócić do naszych zmagań z codziennością.
Trzymajcie się Kochane!

Ps. Inesko- "popsułaś" mi statystyki :) Teraz, to już jednak mam pełne prawo gwiazdorzyć.
Dziękuję Dziewczyny!


49 komentarzy:

  1. Kochana Marto, bardzo smutny jest Twój dzisiejszy post. Może nie powinnam tak pisać, ale żal mi troszkę Ciebie i bardzo ubolewam nad tym, że nie mieszkasz gdzieś blisko mnie. Zdajesz sie być cudowną kobietą, bardzo inteligentną babą i do tego zdolną bestią, tylko - no właśnie brak Ci tego, o czym sama piszesz - brak Ci poczucia własnej wartości i wiary we własną moc i we własne siły. Proszę nie poddawaj się tak łatwo. Szkoda życia, w którym czasami mamy bardzo złe dni, ale w gruncie rzeczy to piękna rzecz - żyć. Wiele razy w życiu dostałam w dupę i bywało ciężko, a nawet bardzo ciężko, ale zawsze marzyłam i zawsze wiedziałam, że z tego wyjdę i zawsze wierzyłam, że będzie lepiej. Zawsze miałam pogodne usposobienie i choć bywały dni, że ciężko było, głodowałam, nie miałam, co na siebie włożyć, nie miałam pieniędzy, miewałam długi i wiele różnych problemów, jednak nigdy nie traciłam optymizmu. Proszę nie trać swojego optymizmu, bo na pewno, coś jeszcze z niego Ci zostało. Masz wspaniałe córki, rodzinę, jesteście zdrowi. Masz na pewno marzenia. To jest cenne, a kłótnie i przejściowe problemy, mogą być tylko przejsciowe. To my decydujemy, czy coś jest przejściowe, czy coś zmieniamy, czy może jednak nie robimy nic i się będziemy umartwiać nad sobą. Bardzo chętnie bym Ci pomogła i nie chodzi tu o pomaganie finansowe, ale raczej rozmową, motywacją, pomocą w stworzeniu czegoś lub znalezieniu czegoś dla Siebie, by mieć z tego coś także dla Siebie i przy okazji dochód. To by zmieniło na pewno Ciebie i dało by Ci więcej wiary i optymizmu. Bardzo chciłabym CIę w jakiś sposób wesprzeć.

    Ciekawe, czy będziesz szukać nowej pracy? Czy będziesz wracać do czegoś starego? Długo byłaś w domu. Ja tylko trzy lata i wiem, że to długo. Twoje pięć lat to jeszcze więcej, ale to nic, bo nie jesteś starą babcią, a prężną i mającą cięty język do pisania Kobietą. Może brakuje Ci tylko jakiegoś pomysłu na Siebie, albo nie chcesz sobie głośno powiedzieć, co jednak chciałabyś robić?

    Szkoda tylko, że i tak pewnie nie pogadamy, a na spotkanie także są marne szanse:( No chyba, że przyjadę na kurs do Szczecina;))), na który namawia mnie koleżanka, hmmm... może powinnam to przemyśleć.

    Tymczasem serdecznie pozdrawiam i mimo wszystko mam nadzieję, że kiedyś jeszcze zamienimy słowo lub może przegadamy nie jeden wieczór:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamilko, to ja Cię w takim razie gorąco na ten kurs w Szczecinie namawiam. Byłoby cudownie móc się spotkać. Ja głęboko wierzę, że kiedy już pójdę do pracy, wiele rzeczy zmieni się na plus. Nie tylko sytuacja finansowa, ale wszystko, co dotyczy mnie. I oczekuję tylko zmian na lepsze!

      Zawsze wiedziałam, że jesteś silną kobietą Kamilko! I podziwiam Cię, za to Twoje przeżycia, i za to, że teraz jesteś tu, gdzie jesteś!
      Pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję za wszystkie ciepłe słowa!

      Usuń
    2. Dam znać jeżeli kurs dojdzie do skutku:) Serdecznie pozdrawiam i mocno trzymam kciuki:)

      Usuń
  2. Martus... Nawet nie wiem jak zaczac... Strasznie, strasznie mnie Twoj post zasmucil. Nie tego sie spodziewalam... Szczerze mowiac myslalam, ze Twoja cisza wynika z bujnego zycia towarzyskiego (w koncu minione 2-3 tygodnie to taki rodzinno-imprezowy czas). Mocno obawialam sie, ze moze ktoras z dziewczyn powazniej zachorowala (tfu tfu przez lewe ramie!)... Ale nie tego... :(

    No dobrze... Postaram sie rozgrzac Twoje serducho dawka optymizmu. Taaa, ja - skorpion i jesli chodzi o nastawienie do zycia, ksiazkowa przedstawicielka swojego znaku, JA bede tryskac pozytywnym mysleniem! Ha ha! Ale ciiii, cos mi sie tam uda wykrzesac... Bo ja sie nie zgadzam z tym postem i koniec! Nie godze sie, zeby tak ciepla i zwykle pogodna osoba jak Ty, pelna blyskotliwego poczucia humoru, pozostala zdolowana w takim stopniu!

    Po pierwsze: ostatnich 5 lat wcale nie zmarnowalas! Nie "siedzialas" w domu bo nie chcialo Ci sie pracowac, Ty wychowywalas corki! I patrzac na to jak bystra i zdolna dziewczynka jest Eliza, jak wspaniala, wesola trzpiotka jest Lila - odwalilas kawal dobrej roboty! Tak, tak czesc tych zaslug to geny, ale rownie spora wg. mnie zalezy od rodzicow i ich podejscia do dzieci. A u Was, z racji przebywania w domu, to Ty wywierasz na nie najwiekszy wplyw i to Tobie naleza sie najwieksze brawa za to jak swietnymi sa dzieciakami!

    Po drugie: word i excel nie sa takie trudne. ;) Jesli Marcin nie ma czasu, zeby nauczyc Cie tego czy owego, nie przejmuj sie. W pracy pokaza Ci raz, drugi i zaraz zalapiesz. Malo kiedy na typowych stanowiskach korzysta sie ze wszystkich opcji danego programu. Zazwyczaj opanowuje sie tylko to co jest na biezaco potrzebne.

    Po trzecie: jazda autem. Tu tez nie martw sie na zapas. W najgorszym wypadku zaczniesz jezdzic jak ja i Juti - najpierw opanujesz droge do i z pracy. Zobaczysz, ze potem juz szybko pojdzie... ;)

    Po czwarte: praca ogolnie. Martus, wiem ze latwo mi mowic bo ja pracuje i to w tej samej firmie od wielu lat... Jestes bardzo inteligentna, a przy tym przemila osoba. Nawet jesli masz niewielkie doswiadczenie zawodowe i brak Ci umiejetnosci "sprzedania sie", jestem pewna ze i bez tego jestes w stanie zrobic swietne wrazenie. A jak juz prace dostaniesz, zobaczysz ze migiem sie wdrozysz!

    Czytajac tego posta naszla mnie tez mysl, ze moze dobrze sie zlozylo, ze i tak planowalas na ten rok powrot do pracy? Skoro borykacie sie z problemami finansowymi, Twoja praca moze je wlasnie rozwiazac. Nawet jesli zarobki to grosze, zawsze sa to dodatkowe grosze do domowego budzetu. A jak podreperujesz domowe finanse, wtedy znikna (miejmy nadzieje) rowniez problem malzenskie... :)

    A na koniec pociesze Cie porownaniem (przy okazji dolujac sama siebie). Wraz z Twoim powrotem do pracy jest nadzieja, ze polepszy sie Wasz standard zycia i wszystko wroci na odpowiedni tor. My z M. juz pracujemy oboje i ledwie wiazemy koniec z koncem. I to w Hameryce, to dopiero ironia, co? ;)

    Glowa do gory Martus, wierze ze nie przez takie problem przeszliscie z Marcinem, przejdziecie i przez ten!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli, że skorpiony nie mają wpisanego optymizmu w swój życiorys? Kurczę, a ja mam wrażenie, że Lilka to najbardziej optymistyczne i pozytywne dziecko, jakie znam :)

      Agatko, dziękuję Ci. Za każde słowo. Teraz naprawdę trzeba mi takiego "podtrzymania na duchu"...
      Czas pokaże, co to będzie, ale mam nadzieję, że będzie dobrze, i że jak to mówią: strach ma wielkie oczy. I nic więcej :)

      Usuń
  3. Ja zauważyłam że Ciebie nie ma Gwiazdo :}}. Oj zdołowana jesteś babeczko i to na maksa. Jeżeli o samoocenę siebie to miałam takie same myśli jak Ty i w dobrym momencie pozwoliłam zabrać głos :}}}} mojemu mężusiowi. Napiszę Tobie co zostało mi uświadomione - masz swoją pracę w domu, dbasz o swoje gwiazdeczki, jesteś cierpliwa kiedy czasami chce się wybuchnąć i udusić ferajnę, wysłuchujesz i radzisz w trudnych sytuacjach, dbasz o to żeby cała rodzinka miała pełne brzuchy a i przyjemności u Ciebie można znaleźć- takie miłe rozpieszczacze podniebienia, ogarniasz bajzel domowy, wspierasz mężusia kiedy przychodzi skopany z pracy[ciche dni dopadają każdego ;} ] , po prostu trzymasz wszystko w pionie. Kobieto odwalasz codziennie niezłą robotę ;}. W części o braku kasy przypomniałaś mi dlaczego jestem tutaj gdzie jestem. Tak sobie myślę że my byliśmy już w niezłej czarnej dziurze kiedy podjęliśmy jedną z najtrudniejszych decyzji. Wiesz co żyliśmy sobie sielsko anielsko- ja miałam swoją pracę, mąż miał firmę budowlaną i tak sobie dostatnio byliśmy.... Do czasu- człowiek podejmuje jedną głupią decyzję i wszystko się sypie. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to że staliśmy się niewidzialni, nic nie znaczący dla najbliższych. Kiedy potrzebuje się jakiegoś słownego wsparcia, najgłupszej porady dostajesz - no właśnie nic. Przestaliśmy być zauważani, wytykano nam tylko błędy, byliśmy jak trędowaci. Smutne to jest ale ludzie widzą tylko zasobność portfela. Szkoda że niektórzy zapomnieli jaką fajną Kasią jestem i to nawet kiedy mam mało pieniędzy ;}}}}. Dobra koniec smutasów. Martusia możesz się bać jak cholerka pracy ale wiem że Ci się uda - pamiętaj strach ma wielkie oczy A tak na marginesie taka fajna babka jak Ty szybko się pięknie sprzeda :}} i

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety Kasiu, interesownych ludzi wokół nas nie brakuje, i tym ciężej przyjąć to do wiadomości, jeśli samemu się takim nie jest. Tyle, że ludzie naprawdę bywają okrutni. Sama, jak widzę, przekonałaś się o tym bardzo boleśnie.
      Dzięki Kasiu za dobre słowo!
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Marta mnie też rok 2015 przeraża i wiele z tego co napisałaś jest też i naszym udziałem, ale życie potrafi zaskakwać i miejmy nadzieję tym razem pozytywnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tak się właśnie stało w naszym przypadku, i w przypadku każdego, kto dziś myśli, że to będzie kiepski rok!
      Ściskam!

      Usuń
  5. Co do pracy i do tego, że siedziałaś w domu tyle lat a nic w sobie nie zmieniłaś, nie udoskonaliłaś itp itd....nie łam sie!!! Mam to samo :)ale to tak do końca nieprawda, ten czas nie jest w żaden sposób zmarnowany bo to, że byłas przy swoich dzieciach na okrągło jest po prostu niezastapione i bezcenne!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie uważałam, że to był czas zmarnowany. Co to, to nie- absolutnie, tyle, że ma to też swoje mało optymistyczne konsekwencje. Niestety!

      Usuń
  6. Chciałabym się odnieść do każdego akapitu, ale mam taki rozpiździew we łbie, że nawet nie wiem od czego zacząć.
    Boże coraz gorzej ze mną...
    Zacznę od przesłania Ci wirtualnych uścisków :*
    Oj Kochana jakoś tak kiepsko wkroczyłaś w ten Nowy Rok. Tak mi się wydaje czytając ten post, który optymizmem mimo wszystko nie powiewa.
    Może od związku zacznę, choć chyba nie powinnam się wypowiadać w tym temacie, bo sama kuleję gorzej niż babuszka emerytka bez kul.
    Ciągle powtarzam, że związek to droga bardzo wyboista i kręta.
    Ja mimo wszystko mam poczucie, że to tylko chwilowy "kryzys", w takim paskudnym wydaniu, że przed Wami jeszcze wiele dobrego!
    Po prostu problemy dnia codziennego rzucają często gęsto gorsze światło na nasze związki! No i tak to :)
    Dogadacie się, bo fajną parą jesteście i myślę, że nie ma dla Was rzeczy niemożliwych!!! Uszy do góry Martucha!!! Będzie git zobaczysz! :*
    Aaaa i jeszcze jeśli o zabawę w dom chodzi to ja też kiedyś usłyszałam coś takiego. Początkowo wyłam jak kojot, a potem śmiałam się jak głupi do sera, bo ktoś kto mówi takie rzeczy bankowo ma nierówno pod kopułą!

    Praca...łooo panie mój temat rzeka!
    Marta uwierz mi, że ja mimo że po studiach jestem kilka miesięcy, i że tak na dobrą sprawę tej cholernej pracy szukam od niedawna mam poczucie, że do żadnej się nie nadaję! Serio!
    Ostatnio miałam taką myśl, że polezę na kasę do żabki, i nagle zapaliła mi się czerwona lampka i sto tysięcy znaków zapytania: " a czy ty Młłooniko będziesz umiała obsłużyć terminal?"
    Ano właśnie kurna, nie wiem...
    Kasa fiskalna...yyyy....
    Czy resztę dobrze wydam jakby się nie daj Panie Bóg jakiś cud techniki zawiesił i trzeba będzie liczyć na piechotę...yyyy...
    No i komputer...ja pitole. Ja nawet z allegro mam problem :P Za to olx mam w małym palcu :P
    Angielski i u mnie ubolewa, nadrabiam niemieckim, ale po takiej przerwie to chyba nic poza "Ich weiß nicht" nie powiem...czyli kaplica...
    Ale Marta nie łammy się!!!! W końcu każda z nas znajdzie coś odpowiedniego dla siebie! Jesteśmy młode i wcale nie głupsze od innych!!!!
    Tylko kurna wiary w siebie nam brakuje i jakiegoś motywacyjnego kopa!
    Więc Kobieto Ty kopnij mnie, ja Ciebie i dawaj do roboty!!!!
    Kochana Ty masz łeb jak sklep, jesteś mądra, inteligentna, masz masę pomysłów, w kuchni robisz rewolucje na miarę Magdy G.
    Może warto pomyśleć o tym, co?
    Może odnalazłabyś się w tym kierunku??
    Jesteś świetną Mamą, Żoną i kumpelą zapewne też! :D
    W blogosferze wszyscy Cię uwielbiamy i z niecierpliwością oczekujemy na Twoje posty, przy których nie raz płakałam ze śmiechu!!!!
    Dasz radę! Obie damy! I zobaczysz lada chwila, lada moment nasze finanse podskoczą o kilka oczek w górę!!!!
    Mocno trzymam za Ciebie kciuki i wierzę, że wszystko się poukłada!!!

    Kochana ściskam, przesyłam buziaki i zastrzyk pozytywnej energii w pakiecie z pozytywnym myśleniem!!!!
    Głowa do góry, uszy do góry i jak to mówiła moja trenerka cyc też do góry!!!
    Będzie git, nie ma innej opcji!!!
    BUZIAKI! :*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Młooooniko! Naprawdę takie słowa dodają otuchy, chociaż z tym terminalem to mnie dobiłaś- zapomniałam o nim na śmierć. Teraz już wiem, że na bank do sklepu się nie nadaję :)
      Wiara w siebie? No u mnie leży i kwiczy. Bardzo głośno :)
      Ściskam Kochana!

      Usuń
  7. No masz szczescie, ze mnie wymienilas na koncu, bo juz chcialam sie obrazic ;-) A ja tu sie martwilam o Ciebie.. I widze, ze slusznie, bo smutno u ciebie.. Szkoda, ze nie mieszkamy blisko siebie, bo juz wyciagnelabym cie na kawe i dobty deser na poprawe humoru..

    Dobrze, ze chcesz wrocic do pracy. Bo skoro masz dosc bycia w domu i zajmowania sie dzieckiem, sprzataniem itd. to na pewno dobrze ci to zrobi. Wyjdziesz do ludzi i zarobisz wlasna kase :-) Bedzie Wam lzej finansowo i skoncza sie Wasze problemy. Miedzy Wami tez zacznie sie lepiej ukladac i wszystko bedzie git :-) Przed toba nowe wyzwania i nowy poczatek! Zobaczysz to bedzie dobry rok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta kawa i deser zdecydowanie by się przydało Inesko!
      Mam nadzieję, że będzie właśnie tak, jak piszesz!
      Ściskam i dziękuję za troskę!

      Usuń
  8. Martuś, przestań!!! Co to w ogóle za post! Ty, taka przebojowa, inteligentna babka i tak niska samoocena! No wiesz?! Uszy do góry, dupa w troki i co tam jeszcze.. i działać. Rozumiem, że boisz się powrotu do pracy. Ja też boję się zmian. Ale jestem gotowa dać sobie rękę odciąć, że bardzo szybko się w tej pracy odnajdziesz. A kasę fiskalna to Ty nie tylko ogarniesz, ale i zaprojektujesz jej ulepszoną wersje :) zobaczysz, że będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, bo ja przebojowa jestem tylko tu :) Generalnie, to prędzej powiedziałabym o sobie, że bliżej mi do nieśmiałości. Serio.
      Haha, no raczej z tą kasą to nie, bo myśl techniczna jest mi zupełnie obca ;)

      Usuń
  9. Twoja nieobecność pokryła się niemalże z moją nieobecnością, ale gdy nadrobiłam posty i sprawdziłam kiedy powstał ostatni, zaczęłam się trochę martwić.

    Co do problemów finansowych. Gdyby nie ciąża, a potem dzieci, problemy finansowe zabiłyby nasz związek i nawet nie doszlibyśmy do etapu małżeństwa. Dopiero teraz, gdy jesteśmy ze sobą 4,5 roku, a sytuacja zaczyna się powoli normować (acz krewetek w zamrażalniku nie mam ;)), między nami zaczyna być spokojniej. I ta zazdrość, żal, są moim zdaniem czymś normalnym. Bo powiedz mi - jak nie czuć żalu, gdy Twojemu kuzynowi pracę załatwi teściowa, do kredytu mieszkaniowego dołożą się rodzice, a Twój mąż zapier**a 16 godzin na dobę i ledwo starcza Ci na rachunki i pieluchy. On jest zmęczony i sfrustrowany, Ty tak samo... I siłą rzeczy zaczynasz myśleć o tym, że inni mają łatwiejszy start, a i życie jakoś lżej ich niesie...

    Co do cichych dni - ja nie potrafię. Zbyt ekspresyjna jestem. No nie umiem dzioba zamkniętego trzymać.

    Mam nadzieję, że niedługo się ułoży. Zobacz. Ja wychodzę z błocka. Ty też dasz radę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ewa, chciałabym już chociaż widzieć to światełko w tunelu pod nazwą "praca", bo to by naprawdę wiele, wiele zmieniło.

      Masz rację- to normalne, że widzimy te niesprawiedliwości, i fakt, że innym jest po prostu łatwiej, i żadna w tym Ich zasługa. Mieć czystą pensję- bez żadnego kredytu? Dla nas to byłby już prawie raj...

      I nikt mi nie powie, że pieniądze szczęścia nie dają. Owszem, ale bardzo, bardzo temu szczęściu pomagają. Nawet choruje się "łatwiej", bo brakuje mi tu słowa, bogatym niż biednym.

      Usuń
  10. Oj oj tam...podobne podsumowanie do mojego....bycie w domu z dzieckiem to z pewnoscia czas dobrze wykorzystany i nie mow ze nic nie osiagnelas-osiagnelas!ja np chcialabym byc z Oliwka w domu ale sytuacja finansowa nie pozwala na to...
    Co do finansow hm...coz ciezkie czasy wszystkie ceny rosna a pensje stoja w miejsci...bynajmniej moje i meza...
    Nie badz surowa dla siebie,masz tu jak widze ogromne wsparcie-mnostwo "psiapsiolek"(chcialabym miec chociaz 3takie komentarze u siebie).jestes wspaniala matka i kazda matka cie zrozumie,wszystkie emocje,trudnosci i problemy,niejedna z nas ma to samo:)powodzenia:)ja tez wracam do pracy za miesiac:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba pensje wszystkich utknęły, i ani myślą się ruszyć do przodu. Niestety, bo jest coraz ciężej. Sylwia, podaj mi proszę adres swojego bloga, bo jak wchodzę na sylwianna1985 to nic mi się niestety nie wyświetla.

      Usuń
  11. Wow,liczbe wyswietlen Marto masz imponujaca...

    Kochana, mam nadzieje,ze znajdziesz prace jaka tylko bedziesz chciala. Wierz mi,ze nie taki Diabel straszny I powrocisz szybko do trybu praca + dom.

    Ja od kiedy mamy dzieci - nie potrafie miec cichych dni. Wrecz przeciwnie - wtedy jest burza. Blyskaja blyskawice I lataja gromy - taka jestem zla I tyle mam do powiedzenia.

    Oby szybko minely!

    Trzymaj sie cieplo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miniu, akurat tego, że odnajdę się w tym trybie praca-dom, to się nie boję. Byleby tylko ta praca była...
      Gdybym się odezwała do pana męża, to też by latały- gromy, błyskawice, i jeszcze mięso :)
      Dzięki Kochana, Ściskam!

      Usuń
  12. Martuś piszesz jakby o nas sprzed roku. Już od stycznia wiedziałam że pójdę do pracy, bo choć z głodu nie przymiera,iśmy to mój mąż dał mi odczuć, że czas się ruszyć z domu i podreperować budżet. Raz to sugerował, raz rzucal w kłótkni więc i cichych dni u nas nie brakowało. Ja wtedy marzyłam o tym, żeby już do tej pracy iść i mieć spokój z tym gadaniem. Tylko że myśl o szukaniu pracy, o braku wielu umiejętności mnie paraliżowała. Wyslałam wiele CV ale nikt mnie nawet na rozmowę kwalifikacyjną nie zaprosił. Mąż widząc że aktywnie szukam pracy się zdecydowanie uspokoił i ale wtedy mnie dopadły doły, że ja w życiu pracy nie znajdę. Znalazłam, ale po znajomości. Pracuję, jestem zadowolona i widzę jak bardzo wpłynęło to na poprawę samopoczucia mojego męża. Otwarcie tego nie mówi, ale to widać jak się z tego cieszy. Mnie było dobrze w domu, ale co poradzić jak druga połowa jest z tego niezadowolona. Ja się dopasowałam i w sumie widzę z tego wiele korzyści ale dołuje mnie myśl, że o godzinie siedemnastej wchodzę z dziećmi do domu i dopiero zaczynamy nasz wspólny czas. Ja wolałam skromniej żyć i jeszcze pobyć z dziecmi, mój mąż woli dostatniej nie widząc jaką cenę za to płacimy jako rodzina.
    A masz jakąś wizję pracy? Znajomych ci by pomogli? Pytam, bo sama wiem jak mnie było ciężko po czterech latach w domu. Może jak już zaczniesz coś szukać to zgłoś się do swojego Urzędu Pracy, bo tam czasami proponują kursy doszkalające no z komputera czy językowe za darmo.
    No i nieprawdą jest, że sie i Ciebie nie martwiłyśmy, bo codziennie wchodzilam patrzeć czy nie napisałaś czegoś. Tak nas przyzwyczaiłaś do częstych wpisów, że bez tego już ani rusz. No i klapa masz w pupsko, że nie dałaś cynku o tuch tanich krewetkach!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu, ja we wrześniu będę w domu 9lat!!! I choć nie żałuję tego czasu, oczywiście, że nie, to jednak to już za długo. Zresztą pociągnęło to dla mnie samej dużo konsekwencji, ale może kiedyś o tym sklecę osobny post. Mój mąż nigdy mnie do pracy "nie wyganiał", i chwała Mu za to, bo ja potrzebowałam tego czasu z dziećmi. Owszem, były też już momenty, kiedy powinnam iść do pracy dla własnego dobra, ale czy mogę mieć do męża pretensje, że On tego nie widział? Chyba nie...
      Też oczywiście liczę na jakoś pracę po znajomości, bo tak jak pisałam- jestem realistką i wiem dokładnie na czym stoję.
      Dzięki Kochana za miłe i dobre słowo! Tego mi trzeba.

      Usuń
  13. Hej! Marta dał Bóg dzień to i radę w nim da. Tak mówi moja ciotka. Albo co nas nie zabije co nas wzmocni. No własnie. Ty się ciesz, że jesteś zdrowa. Jakiś problemów większych też nie macie. A swojego chłopa weź kopnij w dupsko i wytłumacz mu to zachowanie jego i swoje i spytaj czy to ma sens? Jak u nas jest źle mówię M. czy zapomniał dlaczego ze mną jest? Niech przypomni sobie czasy jak się poznaliśmy i postanowiliśmy być razem na dobre i złe. Wiem, że chłopy to oporne bestie ale trzeba próbować. Ja wiem, że my kobiety jesteśmy mądrzejsze i to dlatego nam jest dane utrzymywać to ciepło ogniska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie Ewa, że się cieszę, i naprawdę to zdrowie doceniam. Nie marzy mi się bycie krezusem, chciałabym po prostu nie musieć odmawiać sobie normalności, że tak to ujmę. A z mężem, to szkoda słów i czasu, za skomplikowane to na pisanie w komentarzu :)

      Usuń
  14. nie przejmuje się....u mnie też z kasą krucho....innym zazdrosz\czę jak widzę ile kupują a ja wszystkiego muszę sobie odmawiać choć oboje pracujemy.....przyjdą lepsze czasy raz jest lepiej raz gorzej.

    prawka nie moge zdać bo choć po kursie jestem nie stać mnie na pokrycie kosztów egzaminu i koło sie zamyka;)))


    praca - tak to nasze być albo nie być. życzę ci szybkiego znalezienia pracy i nie miej pretensji do siebie bo to co czuejsz jest normalne. zupełnie.


    facet - no niestety tu nie pomogę. czasem lepiej siedzieć samemu niż cał żcie użeraćsię i cierpieć. a faceta się nie przyiwąże - chce to i tak odejdzie.


    mój rok 2014 to też był rok strat ale mam cichą nadzieję że następny będzie choć ciut lepszy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego się właśnie trzymam- że przecież nie może być cały czas źle, i kiedyś w końcu musi być lepiej.
      Z facetami to prawda, czasami lepiej, żeby poszedł w cholerę. A życzenia co do pracy bardzo się przydadzą.
      Dziękuję!

      Usuń
  15. Martuś, co ja Ci tu będę ściemniać - czytałam to co napisałaś i miałam wrażenie, że czytam o sobie. w tym roku też pewnie będę szukała pracy i już na samą myśl jest mi słabo. jednak 4 lata w domu z dzieckiem swoje robią.. człowiek przebywając non stop z dzieckiem uwstecznia się trochę, do tego (nie oszukujmy się) dupsko przyzwyczaja się do tego 'siedzenia' w domku i dlatego później ciężko się przestawić na inny tryb funkcjonowania.. nie żałuję tego czasu, bo wiem, że Lilka tego potrzebowała,ale wiem, że będzie mi ciężko się przestawić (że nie wspomnę o znalezieniu pracy, bo wiadomo jak to teraz z pracą jest).
    co do żalu i zazdrości to te uczucia są jak najbardziej normalne. przynajmniej dla mnie... czasem żal mi dupę ściska, kiedy znajomym wszystko idzie łatwo, kasa im prawie z nieba leci, a my się bujamy co miesiąc i kombinujemy, żeby starczyło..
    całuję Cię mocno i ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :**** Kasiu, ściskam, TY wiesz za co!

      To prawda- im człowiek dłużej w domu, tym ciężej ze wszystkim- i z przestawieniem się, i z ruszeniem w ogóle, i z samym znalezieniem pracy. Ciesz się, że u Ciebie to tylko 4lata, bo u mnie znacznie dłużej :)

      Oj jak ja to rozumie, czasami to poczucie niesprawiedliwości mnie dobija. I nie, nie- nie chciałabym żeby ktoś dawał mi kasę za nic. Tyle, że innym naprawdę nadzwyczaj łatwo idzie to "dorabianie się".

      Usuń
  16. No ja czułam że moja bratnia dusza pomocy potrzebuje po prostu. Kochana jak ja cie dobrze rozumie. Praca niestety nie czeka na nas a siedzenie w domu dołuje. Do tego maz , codzienność i deprecha gotowa. Ale pamietaj masz nas a my ciebie. Pamietasz ile razy Ty stawiałaś nas do pionu? Marta spinamy pośladki i głowa do gory musi być lepiej.... Ps: ja tez zazdrszcze i wcale sie tego nie wstdze ale staram sobie wtedy wmowic ze sa rzeczy ktorych zazdrodzcza mi inni. Sprobuj moze i na Ciebie zadziała taki myk☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz Aniu, telepatia po prostu :)
      Wiem, że to w sumie normalne odczucia, że komuś czegoś zazdrościmy, tyle, że... No w niczym nam to nie pomaga, więc ja jednak będę tępić te myśli w zarodku :)
      Wiem, oczywiście wiem, że są ludzie, którzy mi zazdroszczą. Teraz to mi się śmiać chce, bo mam takich osób wokół siebie kilka, którym naprawdę wydaje się, że mamy sporo kasy :) Gdyby wiedzieli, w jakim są błędzie! :)

      Usuń
  17. Też zauważyłam, że długo nie piszesz (bo zwykle leci post za postem :P), ale czekałam cierpliwie, aż wrócisz ;)
    I niestety tylko wirtualnie, ale przytulam. I życzę pomyślnego roku, oby ten kryzys zamienił się w coś dobrego. A przede wszystkim to 1. dogadania się z mężem i 2. znalezienia pracy - nawet nie dla kasy, ale dla własnej satysfakcji.
    A tak btw... to można NIE mieć problemow finansowych? ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, masz rację- produkcja masowa :)
      Otóż to- praca to naprawdę nie tylko finanse, to coś znacznie więcej.
      Ps. Można, można. Oj, uwierz, że można :)

      Usuń
  18. Mam nadzieję, że kryzys szybko minie, życzę dobrego 2015 dla Ciebie - żeby udało się plany zrealizować (a.może.zarobkowy.blog.cukierniczo-kulimarny na początek?grono.czytelniczek juz masz :)), dla Dziewczynek, dla całej Waszej Rodziny, pozdrowienia ze szczesnej-polany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Isko!
      Z tym blogiem, to pewnie pomysł dobry, tyle, że ja wbrew pozorom nie jestem w kuchni kreatywna :) Wszystkie potrawy/ciasta, które Wam tu pokazuję, to moje odtwarzanie czyiś przepisów. Sama jakoś nie mam talentu, ani zapału do komponowania nowych smaków, połączeń itd :)

      Usuń
  19. Lepiej wytrwale pomilczeć nic palnąć o słowo za dużo.Z pracą wiadomo znajmy poleca znajomemu w biedronce sami inżynierowi wykładają hemie na półki ech . Dołączę się do piszących tu ze zdrowie najważniejsze jest a reszta się musi ułożyć.(ciesz się ze z Chodakowską nie ćwiczyłaś ja spróbowałam i o mało nie zeszłam z tego świata a kręgosłup mnie już dwa tygodnie boli). Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, czasami to może być naprawdę o słowo za dużo. A z pracą masz rację- żadna nie hańbi, i jakaś powinna się znaleźć. Ściskam.
      Ps. To już mnie nikt do Chodakowskiej nie przekona :)

      Usuń
  20. Martuś. Nie wiem, co napisać, żeby nie zabrzmiało banalnie. Wiem jedno jesteś wyjątkową osobą. Przez ten czas, który spędziłaś w domu ogarniałaś znacznie więcej niż niejdna osoba przez 8 godzin w pracy. Zarządzanie domem, finansami zwłaszcza gdy nie ma ich za dużo, wychowanie dziewczynek i cała masa innych rzeczy... I Ty masz nie dać rady w pracy? A jeśli nawet coś na początku nie będzie wychodziło (bo tego, że szybko wszystkiego się nauczysz jestem pewna) to rozbroisz sytuację swoim wyjatkowym poczuciem humoru. A i grupę wsparcia masz niezłą.
    To będzie dobry rok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Mówcie tak do mnie jeszcze. Może to dziwne, ale to naprawdę pomaga!

      Usuń
  21. To życzę aby ten Rok jednak był po Twojej myśli i żeby ta praca nie była taka straszna, ja mam zamiar wrócić za rok i jakoś tego nie widzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, z jednej strony masz cały rok, żeby się oswoić :) A z drugiej- ja chciałabym, żeby już było po tym szukaniu i pierwszych dniach w pracy, bo teraz czuję się jakby czekała na mega stres, i to już samo w sobie mnie stresuje :)

      Usuń
  22. Kochana, problemy o których piszesz dotykają nas wszystkich. Brak finansów (nawet nie wiesz, jak dobrze to znamy), poczucie, że się nic nie robi, stoi w miejscu a czas ucieka. Ale to wszystko tylko subiektywne odczucia (no może poza kasą ;) ). Co dzień się zmieniamy, rozwijamy, doskonalimy, a że to nie komputer i języki - cóż, przyjdzie pora i na to! Podobno szczęście to suma nieszczęść, które nas nie spotkały, tak więc - głowa do góry, dasz radę z tym 2015, bo świetna z Ciebie dziewczyna :). Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Pewnie, że dam. W końcu nie mam wyjścia :)

      Usuń
  23. Martuś ja patrze na kwestię pracy trochę z innej strony . Na rekrutacjach siedzę po tej drugiej stronie biurka . I uwierz mi - doświadczenie zawodowe nie zawsze jest najwazniejsze ! W dzisiejszych czasach bardziej stawiamy na predyspozycje danego Kandydata . Na chęci , zapał , zaangażowanie . A takie rzeczy naprawdę " wychodzą " juz w praniu . I nie jest przeszkodą to , że dany kandydat nie zna obsługi danego programu , technik sprzedaży , czy tez jakiejś terminologii . Z doświadczenia wiemy , że nie ma nic gorszego niż " zle nawyki " . Bo choć moze i one nie są zle , to trudno ich oduczyć danego Kandydata ...
    A Człowiek nie jest taki żeby się nowego nie nauczył ...
    Trzeba pamietać , że kazdy z nas nawet chodzić się uczył ...
    Ja lubię " świeżynki " . Takie osoby chłoną wiedzę jak gąbki . Są mocno zaangażowane . Owszem trzeba im poświęcić wiecej czasu na naukę , ale to potem procentuje . I ludzie po drugiej stronie biurka o tym wiedzą !
    Głowa do góry !
    Ja bym brała pracę nawet w Żabce . Bo każda praca uczy czegoś nowego . Chociażby kontaktu z Klientem .
    Nie martw się na zapas !

    Ja trzymam mocno , mocno kciuki .
    A gdybys potrzebowała pomocy w przygotowaniu do rozmowy - jestem !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko, odpisałam już częściowo u Ciebie, ale i z tego miejsca raz jeszcze Ci podziękuję! Twój komentarz dał mi nadzieję, że może moja sytuacja nie wygląda tak tragicznie, jak mi się wydaje. No i wiesz, dzięki Tobie, przez chwilę poczułam się znacznie młodziej :) Świeżynka to mi się kojarzy z kimś zaraz po studiach, a ja... Ekhm, w tym roku minie 10lat jak je skończyłam :)

      Ps. Pracę z klientem trochę znam :) Punkt dla mnie!

      Usuń
  24. Podobne sytuacje spotyka się na każdym kroku. Niestety. Sama też w takiej kiedyś byłam. Teraz jest trochę lepiej, jednak nie do końca.
    Życzę Ci żeby los się dla Ciebie odmienił i obyś odnalazła w życiu szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kasiu, Tobie również życzę wszystkiego dobrego, żeby wszystko było tak, jak powinno być.

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!