Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 19 stycznia 2015

O wszystkim i o niczym, czyli: jest źle i nie wiadomo jak będzie (dalej)

Nie wiem nawet od czego zacząć.
Nie o wszystkim mogę napisać. Nie o wszystkim chcę pisać.
W każdym razie- nie jest dobrze, nie wiem co dalej, i naprawdę, bardzo chciałabym w tym momencie dramatyzować.

Ciche dni trwają sobie w najlepsze, choć de facto- nie są do końca takie ciche. Po pierwsze- skonfrontować nasze młodsze dziecko ze słowem "ciche", udaje się mniej więcej tak, jak Titanicowi przestawić górę lodową, z którą się zderzył. Po drugie- co kilka dni upuszczamy sobie trochę żółci, wymieniając "uprzejmości"...

Uprzejmości te są różne- od lekko złośliwych, po te najcięższego kalibru. W końcu jesteśmy już ze sobą tyle lat, że wiemy dokładnie, co zaboli najbardziej.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ta cisza między nami mi nie przeszkadza. Mało tego, co jakiś czas mam przebłysk, że najchętniej zabrałabym dziewczyny, i wyjechała gdzieś "w pizdu". Najlepiej do Zakopanego:







Jednocześnie odkrywam, że mojego męża rozumiem aktualnie dużo gorzej, niż 10lat temu, czyli- w ogóle Go nie rozumiem. To głównie kobiety posądza się o zachowania irracjonalne, ale to co On momentami robi i czym się kieruje w swoim postępowaniu, nawet dla mnie- kobiety, stanowi zagadkę.

Co do tego, co ja myślę i co czuję, to mam wrażenie, że się zacięłam. I nie wiem co dalej. Burza mózgu trwa w najlepsze. Z różnym skutkiem. Czasami widzę (jeszcze) światełko w tunelu, czasami myślę, że już dawno trzeba to było wszystko rzucić w cholerę... Tyle, że wtedy patrzę na Lilkę, i na samą myśl, że mogłoby Jej nie być, robi mi się słabo. Choć to przecież idiotyczne, bo gdybyśmy rozwiedli się wtedy, kiedy faktycznie wszystko miało się ku temu, to nie wiedziałabym jak to jest mieć Lilę, być Jej mamą...
Ale dziś już wiem <3

I tak mi mija dzień za dniem. I dziwne są to dni. Z jednej strony- pełne energii, bo w końcu pogoda dopisała tak, że mogę porządnie "przewietrzyć" dziewczyny, a z drugiej- mam jakieś takie dziwne poczucie beznadziejności, nic mi się nie chce... W nocy- albo śpię jak zabita, albo nie mogę spać, wiercę się, śnią mi się jakieś bzdury...
Zaległości mi się u Was robią.
Nadrobię.
Taką mam nadzieję.

Oficjalnie mamy ferie. Niestety, dla Elizy będzie to czas spędzony w mieście. Żeby Jej to choć trochę zrekompensować, wpadłam na pomysł, że pojedziemy sobie "na miasto" tylko we dwie- jakieś drobne zakupy, lody, kawa- to akurat dla mnie. Na co mąż, słysząc, że Eliza już planuje co będziemy wtedy robiły, wyjeżdża do mnie z tekstem (of kors- przy Niej) czy mam na takie wypady pieniądze... Także z tego miejsca, chciałabym odnieść się do Waszych komentarzy odnośnie tego, że mój pobyt z dziećmi w domu, nie był czasem straconym: Owszem, nie był, i nigdy nie napiszę, że był, ale... Same widzicie, że choć minimalna niezależność finansowa, to jednak bardzo ważna kwestia. Choćby wtedy, kiedy chodzi o głupi wypad na miasto z dzieckiem...

Także nie pytajcie, jak się po takim tekście poczułam, bo to raczej trudno opisać.

No nic- co ma być, to będzie.
A tymczasem- migawki ostatnich dni. Niech żyją aparaty w telefonach komórkowych!

Lila na nowo odkrywa uroki naszego osiedlowego placu zabaw...





Sobotni spacer w lesie i spotkanie z Florkiem i jego przemiłą właścicielką, które utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie bez powodu tą wymarzoną rasą był zawsze Berneński Pies Pasterski. Dla mnie- pies idealny. I kiedyś go sobie kupię. Dokładnie tak!




Dziewczyny nie mogły rozstać się z Florkiem, a on także nie spieszył się do domu. A potem była mniej więcej godzina ochów i achów Elizy nad tą wielką, pocieszną psiną!
 

Ps. Jeśli jednym z Waszych postanowień noworocznych było zrzucenie paru kilogramów, albo zmiana nawyków żywieniowych, to gorąco Was zachęcam, żebyście zajrzały TU!!!!
Świetny blog, pisany bez przejawów żywieniowego fanatyzmu :) Zachęcam głównie tych, którzy chcieliby na diecie jeść jajka na bekonie (tak, tak), a w niedziele móc bez wyrzutów sumienia zjeść kawałek ciasta albo lody. No i prawdopodobnie nigdzie indziej nie dostaniecie (za darmo) gotowego jadłospisu na cały rok z wyliczoną kalorycznością każdej potrawy. Warto także czytać na bieżąco komentarze pod postami- masa ciekawych i wartościowych informacji się tam pojawia :)

Ps.2 Jutro znowu zamierzam zaskoczyć Elizę domową pizzą, także niebawem przepis- obiecuję.
Na blogu, do którego link Wam zostawiłam, także pojawia się pizza :) Która z nas nie marzy o takiej diecie :)


107 komentarzy:

  1. Widzę Marta, że siedziemy o tej samej porze przed kompem. Ja lubię te nocne siedzenie, bo wówczas jest spokój wszyscy śpią i muzyka w tle gra. Cisza idealna:)

    Wspomniany przez Ciebie blog zna i także go śledzę. Jest w nim wiele pasji. Podziwiam autorkę za jej pracowitość i to jak wspaniale pracę połączyła z hobby...
    A u Ciebie nieciekawie. U mnie także bywają gorsze chwile, ale nie ma cichych dni, więc nie do końca wiem, co to znaczy. Ja i mąż nie potrafimy być cicho lub się do SIebie nie oddzywać. Może to dlatego, że są dzieci? ie wiem. Współczuję CI tego, co masz teraz, bo jesteś w takiej "czarnej dupie", z której dobrze by było, byś wyszła:( Tylko należy znaleźć na to sposób.
    Trzymam za Ciebie mocno kciuki...
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Kamilko, ja bardzo lubię te tylko moje wieczory. Chociaż nie powiem- czasami zmęczenie i zdrowy rozsądek biorą górę, i kładę się wcześniej do łóżka.

      To prawda- również podziwiam autorkę tego bloga za to, co na nim robi. Jestem pod nieustającym wrażeniem, bo widać tam i pasję i serce i mnóstwo zaangażowania.

      W czarnej dupie? Nie no- tak źle nie jest :) W czarnej dupie to byłabym wtedy, gdybym nie widziała wyjścia z sytuacji, a ja widzę, i wierzę, że będzie dobrze- cokolwiek to znaczy :)
      Pozdrawiam Was serdecznie!

      Usuń
  2. Twoj malzonek to powinien sie ugryzc w jezor nim takie opinie bedzie wydawal kolejnym razem. Kiedys tez bylam zona, kura domowa, obiadki sratki, sprzatanko, gotowanie pranie i zero slowa dziekuje. Zrownanie mnie do powierzchni ziemi czasem, bo co ja na codzien wlasciwie wtedy robilam? Oczami exa nic! Kasa to temat morze, bo skoro samodzielnie nie zarabialam to i samodzielnie wydawac nie powinnam. Faceci maja w glowie pstro, mysla prosto i czesto bez zadnego sentymentu walna cos nic sobie z tego nie robiac.
    Przykro mi, ze macie te ciche dni, bo one oddalaja. Nie sztuka jest sie rozwiesc, sztuka jest razem zyc. Trzymam za Was kciuki. Niebawem Lila bedzie na tyle duza, ze moze nawet na pol etatu gdzies sie zalapiesz. Zas Marcinowi powinnas wylac wiadro pomyj na glowe najlepiej kiedy spi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Uwielbiam Twoja Lile. Te jej policzusie bym wycalowala tak, ze hej hehe ;)

      Usuń
    2. Podpisuję się pod komentarzem Abby jedną i drugą ręką!!!
      Szlag mnie trafia na prostej drodze, kiedy słyszę takie teksty!
      Tak, tak, bo ja je również słyszę notorycznie i nie tylko z ust męża, ale i teściowej i jej zakichanej córki!
      To, że nie zarabiam to jedno, a to że według rodziny D. ciągnę od niego kasę to drugie! Kurna ciągnę kasę! Nie kupuję nic sobie, a żyć trzeba! Lodówkę zapełnić, dziecko ubrać, itd. itp.
      Mój Małżonek Ukochany to nawet przez te wszystkie lata małżeństwa nie dorobił mi karty do konta! Ja dostaję coś na wzór kieszonkowego...Raz po raz daje mi kartę (swoją) ale wtedy wręcz drukowanymi dodaje "NIE ROZRZUCAJ SIĘ"
      No, kuźwa nie rozrzucaj się mi powie! Rzeczywiście poszaleć mogę w dziale z warzywami, albo mrożonkami! Nie ma co!
      A jak już zapłacę tą jego kartą, to potem osioł jeden sprawdza przez internet w jakim sklepie ile wydałam!!!! Czujesz!
      Ale jak mu wprost powiedziałam, że zachowuje się parszywie to odwraca kota ogonem i twierdzi, że:
      PRZESADZAM
      WYMYŚLAM
      KOMBINUJĘ
      SZUKAM PROBLEMÓW
      KONTO JEST WSPÓLNE
      PIENIĄDZE RÓWNIEŻ NALEŻĄ DO MNIE
      Yhm, srał pies kule!!!! Gówno prawda, teoria mija się z praktyką!
      Więc idę na łatwiznę i zabieram go na wszelkie zakupy ze sobą, abo wysyłam z listą! Niech lezie i zobaczy ile co kosztuje!
      No, ale ostatnio to mnie w ogóle zastrzelił tekstem:
      "jakbym tak siedział w domu to też by mi w końcu odpierdoliło"
      Nooo, bo my to siedzimy w domu, leżymy, pierdzimy w stołek i pachniemy. A obiad robi się sam, pranie, sprzątanie i gotowanie robią za nas kuźwa krasnoludki ze Śnieżką! No chłopy mają kuku na muniu!
      Dlatego ja uważam, że kobieta mimo wszystko musi iść do jakiejkolwiek pracy i mieć parę groszy swoich przy tyłku, bo proszenie się o każdy grosz jest poniżej pasa. A jak się nie prosisz, a weźmiesz to potem słyszysz takie cudne epizodziki!
      Ale kurna mimo wszelkich kryzysów, cichych dni i całej masie innych cudów sztuką jest zakasać rękawy i walczyć o związek, małżeństwo. Nie sztuką jest rzucić to wszystko w cholerę, sztuką jest umieć się dogadać mimo wszelkich przeciwności!!!
      Ja wierzę, że z każdego bagna można wyjść! Mocno trzymam za Was kciuki, i kibicuję z całego serducha!
      Wzloty i upadki są wpisane w żywot każdego małżeństwa. Dziś jest nieciekawie, ale ja wiem i czuję, że szczęście czai się za rogiem!!!
      Głowa do góry Kochana! :******
      Przytulam!

      Usuń
    3. mala czarna jak Cie czytam to mi banan wyskakuje, bo nawet z taki obrot sprawy przedstawiasz w sposob z humorem. oj udana Ty :-)

      Usuń
    4. Abby, Młooooonika to taka nasza dobra blogowa dusza :) Nawet pod moim histeryczno-dramatycznym poście napisze taki komentarz, że boli idzie zrywać. Chociaż tak naprawdę to taki śmiech przez łzy. Tyle, że zrozumie to tylko ktoś, kto tego doświadczył, bo z wszechwiedzącymi anonimami to raczej nie podyskutujesz :p

      Usuń
    5. "postem" miało być :)

      Usuń
  3. No cóż.. Mąż Twój walnął jak gajowy o sosne... Nie wiem co bym w takiej sytuacji zrobiła. Taki tekst to chyba każdego wcina w ziemię. Marta, na ten rok planujesz powrót do pracy i myślę, że to podreperuje nie tylko Wasze finanse, ale też małżeństwo. I z pewnością Twoją samoocenę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, taką mam nadzieję, i niecierpliwie na to czekam.
      Buziaki

      Usuń
  4. Ciężko jest żyć z tymi facetami ... A najgorsze jest to , że już po prostu czasem nie wiadomo jak z nimi postępować ... Gadać do nich ? Nie gadać ? ...
    A ten tekst odnośnie wypadu na miasto pozostawię bez komentarza !
    Mam tylko nadzieję , że wkrotce zdobędziesz pracę . I niezależność . Mocno Ci tego życzę ...
    Może to tez by trochę pozwoliło na poprawe stosunków miedzy Wami ...

    Trzymaj się Martus ! Mysle o Tobie ciepło !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Anetko!
      Masz rację- co tu komentować. Tyle, że mam to na własne życzenie, i już.
      Ściskam mocno!

      Usuń
  5. W dzisiejszych czasach niezależność finansowa kobiety to naprawdę mega ważna sprawa. zresztą widzisz sama...

    Faceci naprawdę są dziwni. W ogóle nie doceniają tego, co mają i myślą, że tylko oni ciężko pracują i zarabiają kasę, a że my w domu odwalamy jeszcze większy kawał roboty, to tego już nie widzą...bo za to nikt nam nie płaci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to- może gdyby za to "siedzenie" w domu była najniższa krajowa, to by się tak nie umniejszało tej pracy, którą ktoś w ten dom wkłada, ale to wielopłaszczyznowy i skomplikowany problem, bo zaraz tu anonimy podniosą larum, że za leżenie na kanapie chciałabym jeszcze kasę dostawać :)

      Usuń
  6. A ja mam nadzieje, ze się między Wami ułoży. Sama mam za sobą chwile, kiedy myślałam, że doszliśmy z mężem do ściany za którą już tylko czarna przepaść, ale udało się od niej odbić na szczęście - i to nie raz. Przykre słowa, przykre gesty, milczenie - to wszystko boli, ale niech nie zabije tego co między Wami. Kto między Wami. A pieniądze dają nam wszystkim w kość, niestety. Trzymam za Was kciuki. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, trzymaj mocno- przydadzą się.

      Usuń
  7. Robię już drugie podejście do napisania komentarza i nie wiem co napisać. Napisałaś zdołowanego posta, takiego w którym nie chcę się wymądrzać i prawić morały, napisać coś z przymrużeniem oka, albo opierdzielać Twojego męża. Tak sobie kombinuję może Twój facet w ten sposób się broni. Wie że masz jakieś niby normalne oczekiwania ale nie zawsze możecie zaszaleć i czuje się głupio ponieważ nie jest w stanie zapewnić wam przysłowiowego ptasiego mleczka. My siebie wzajemnie raniliśmy - ja bo czegoś oczekiwałam [ nie jestem typem żonki pijawki materialistki ;}} ]- mężuś ponieważ nie był w stanie spełnić oczekiwań. Kręciliśmy się w kółko dość długo. Teraz wiem że raniąc mnie bronił się przed wyrzutami sumienia.Trzymam mocno kciuki żebyście się dogadali .
    Wiem jak się czujesz bez pracy ponieważ ja mam to samo. Miałabym lepsze poczucie własnej wartości zarabiając. Z całego serducha ściskam :}

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedomówienia i brak rozmowy na pewno nam nie pomagają.
      Mam nadzieję, że niedługo obie będziemy mogły wypowiadać się z pozycji kobiet pracujących :)

      Usuń
  8. Wiesz, ja całą ciąże pierwszą, okres siedzenia w domu po narodzinach Tymona i drugą ciążę z lekkim hakiem słyszałam non stop "Jak Ci się coś nie podoba, to zasuwaj do roboty". Grubszymi słowy. Raz się nawet spakowałam w celu powrotu do domu rodzinnego, ale daliśmy sobie szansę i czas. Wymagało to od nas obojga mnóstwa walki, ze sobą głównie, i schowania dumy do kieszeni. To bolało chyba najbardziej, bo jak to - mam odpuścić i wyciągnąć rękę, gdy mnie zranił?

    Trzymałam się myśli o facecie, którego pokochałam. Przecież on nie zniknął. Nie wyparował. Po prostu był zmęczony, sfrustrowany, przerażony, tym, czy zdoła nas utrzymać, czy nie będziemy chodzi głodni i brudni.. To, że jesteśmy razem uważam za największy sukces naszego związku i największy, poza dziećmi, dar od losu.

    Trzymam za Was kciuki. Albo za Ciebie. Zależy co wybierzesz. Bo to przecież Twoje życie i tylko Ty wiesz, czego Ci naprawdę potrzeba. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie mam to samo. To na pewno nie ułatwia nam porozumienia- ta moja duma. I żal, który czuję, oczywiście też.
      Ewa, gratuluję Wam, że jednak jako para wyszliście na prostą i trzymam kciuki, żeby teraz było już tylko lepiej. I łatwiej.
      Dziękuję.

      Usuń
  9. Mogę zrozumieć co wtedy czułaś.
    bo ja czasem usłyszę taki tekst mimo, że pracuje...i nie wierze, że nie znajdzie się kasa aby ze starszym Synem trochę pobyć i jechać z nim na pizze... Młody jest spragniony kontaktu z nami. widać to szczególnie po narodzinach Hanki...Mój małż, nie rozumie, że spędzony z nim fajnie czas to najlepsza inwestycja. Łobuzuje bo chce zwrócić na siebie uwagę. I choć czasem mnie też nerwy poniosą ja to rozumiem...
    dlatego tak walczę o te pół godziny dla rodziny...ale jak ktoś woli komputer, tv , telefon...też mamy na pieńku bo naszą sytuację podkręca jeszcze nie spanie córy. a dokładniej jej zasypianie bo wyczerpującym wieczorze ok. 22!! wszystkiego już próbowaliśmy...i po takiej walce łatwo o iskrę zapalną między nami bo oboje jesteśmy wykończeni... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosia, nie mam kiedy, ale mogłabym spokojnie post machnąć o tym, jak po Elizie nadal widać szok i zazdrość jakim jest posiadanie młodszej siostry. Ostatnio, jak Lila Jej w czymś przeszkadzała, powiedziała niemal z płaczem do mojej mamy: "Widzisz babciu, co ja tu muszę z nią przeżywać". Powiem Ci, że zapaliła mi się czerwona lampka...

      No i właśnie- mnie w tym cały wyżaleniu się, chodziło tylko o to, że to wyjście z Elizą to nie była kwestia "stówek", które chciałam wydać. Poza tym, pomijając anonimowych narwańców, to boli mnie, że mój własny mąż nie zna mnie na tyle, żeby nie wiedzieć, że ja naprawdę wiem jaka jest nasza sytuacja, i chodziło mi jedynie o głupie lody!!! No ale- łatwiej w sytuacji, kiedy nie ma kasy, dać dziecku karę na... wszelkie wyjścia przez ferie. To trzeba mieć fantazję, co?

      Ja wielokrotnie wychodzę z usypiania Lilki niczym bomba zegarowa. A tylko ja Ją mogę położyć, bo nadal usypia przy piersi.

      Usuń
  10. wiesz co Marta macie ferie jeśli marzy Ci się choć trochę gór, no do Zakopanego niedaleko to zapraszam:)
    Wiem że takie teksty bolą nawet wypowiedziane żartem a co dopiero z pełna powagą w kłótni bo wtedy wiadomo że się mówi całą prawdę prosto z mostu w nerwach. Martuś więc jeśli potrzebujesz chwili wytchnienia obiecuję Ci mieszkanko, zabawek mam multum więc Lilka będzie miała co robić, a dla Elizy typowo wiejskie atrakcje, króliki mam u siebie , Frytke wpuścimy do domu nawet, i do baranów do teścia nawet ją zaprowadzę. A my się nagadamy pospacerujemy.... Pindolino działa i jeździ dość szybko w nasze strony!
    Trzymaj się kochana u mnie w sumie podobne nastroje ale to jak dotrzesz do mnie to sobie poczytasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, jak ja tam w końcu do Was przyjadę, to uwierz- będziesz miała już mnie dosyć :)
      Dziękuję Ci Kochana za wszystko!

      Usuń
  11. Ci faceci chyba już tak mają, może nie wszyscy, ale mój niestety też czasami coś podobnego walnie i mam wrażenie, że nie docenia a jak coś jest nie tak to zawsze znajdzie winnego, czyli mnie... życzę żeby wszystko Wam się poukładało :*
    Pozdrawiam serdecznie!

    A zdjęcia cudne i dzięki za linka, zapiszę sobie :)

    KM.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój (w moim odczuciu, bo On się pewnie będzie zarzekał, że nie) zawsze robi to samo- jak jest problem, to tak będzie robił, żeby wyszło, że to ja nie umiem/nie chcę rozmawiać/nie interesuję się. No i On biedny sam na polu walki...
      Dziękuję!
      Ps. Link zapisz koniecznie- fantastyczny blog!

      Usuń
  12. Nie za bardzo wiem jak wygladaja ciche dni, bo u Nas od pojawienia sie chlopcow po prostu nie istnieja. Ja nie potrafie trzymac jezyka za zebami, wiec czesto rzucam za duzo slow na wiatr..potem Maz sie nie zostaje bierny I tak wyglada nasza klotnia.

    Wierze, ze jesli dwie osoby sie kochaja to jakos zawsze dojda do porozumienia.
    Gorzej jesli do zwiazku wdarla sie obojetnosc....

    Dziewczynki jak zwykle urocze. Piesek takze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też w to wierzę Miniu, dlatego widzę jeszcze to światełko w tunelu, choć czasem coraz słabiej świeci- że się tak wyrażę :)

      Usuń
  13. W naszym małżeństwie mieliśmy kiedyś trzy miesiące milczenia,to była taka nauczka na przyszłość żeby raczej się dogadać. Tego i Wam życzę.Jetem nie pracująca i niestety też nieraz odczułam ze jetem bardzo zależna finansowo tak że wiem o co chodzi. Blog przeglądnęłam hmmmmm ja jednodniowe głodówki raz tygodniu stosuje od paru lat nie w celu schudnięcia bo faktycznie nic w ten sposób nie schudłam ale oczyszczam organizm a następnego ranka mam siły i energii mnóstwo i cera ładniejsza. Co chodzi o efekt jo-jo, to chyba logiczne ze to tylko nadmiar spożywanych kalorii go wywołuje i niema takiej diety po której byśmy nie przytyli jeśli wrócimy do takiego odżywiania jak przed dietą. Ja wole określenie zmiana sposobu żywienia.Pozdrawiam serdecznie Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, to uczucie, że nie ma się własnej kasy na waciki, podpaski, czy na bilet bywa bardzo przykre. Zwłaszcza kiedy są takie spięcia.
      Pozdrawiam.

      ps. też wolę myśleć, że zmieniam sposób odżywiania :)

      Usuń
  14. Marta, tak bardzo mi przykro. Chciałabym napisać, że na pewno wszystko będzie dobrze. Ale tego nie wiem, bo to zależy tylko od Was.
    Na pewno tego Wam życzę.
    Jedno wiem - nic nie trwa wiecznie. Kto czeka na tęczę, ten najpierw musi przecierpieć deszcz.

    OdpowiedzUsuń
  15. Juz sie martwilam...cos mi tu nie gralo bo przeciez i przepis na pizze obiecywalas i ciekawa jestem wynikow konkursu matematycznego a tu... cisza :O
    Powodow Twojego milczenia jest zapewne wiecej - nie wszystko przeciez trzeba pisaca aby to wyczuc... po raz kolejny powiem, ze dobrej rady nie dam- bo kazdy zwiazek jest inny. Jedyne co powtarzam, to fakt, ze my nie umiemy milczec- jesli foch trzyma 2 dni to juz jest bardzo dlugo... a im dluzej tak bedzie u Was tym ciezej bedzie sie przelamac...moze to Ty musisz byc ta madrzejsza? Mowia "pieniadze szczescia nie daja.." to prawda ale z nimi latwiej zyc- prawda stara jak swiat. Na odrobine "luxusu", luzu potrzeba te pare groszy, a majac juz dzieci tym bardziej...pamietam, ze po przeprowadzce dobre pol roku bylismy w takiej czarnej d....pie, ze myslalm, ze nigdy juz z tego nie wyjdziemy... moja mozolna walka z menu, z rozmowa przy stole, z oszczednoscia na wszystkim wyszlismy z tego- a nie pytaj jak Menzon reagowal- wszystko spadalo na mnie... bylam naprawde krok od....konca..A teraz? ogarnelismy sie i jakos leci... sama w to nie moge uwierzyc, ze przez chwile myslalam, ze z nas juz nic nie bedzie :O
    Moja droga mysle, ze zawsze jest jakies wyjscie- sciskam mocno i zycze dobrych decyzji :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My po dwóch dniach to się dopiero rozkręcamy z cichymi dniami... Przykre, smutne, dziecinne.
      Cieszę się, że Wam udało się tak wyjść na prostą pod każdym względem.
      dziękuję Kochana!

      Usuń
  16. I ja mam ostatnio spięcia z mężem. Oboje się nie rozumiemy a czasem po prostu szukamy dziury w całym.
    Ja za to całe życie marze o goldenie. Może kiedyś marzenie się spełni.
    Czekam z niecierpliwością na przepis na domową pizzę. Uwielbiam pizzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo lubię, ale ostatnio dzielnie się trzymam i jej nie jem. No w każdym związku są czasem gorsze dni. W takim razie trzymam kciuki, żebyście się dogadali, i żeby marzenie o psie się spełniło.

      Usuń
  17. Pizza na diecie? Nie może być! Już patrzę :)
    Przykro mi, że usłyszałaś taki tekst, wyobrażam sobie, jak się musiałaś poczuć... Mężczyźni na prawdę są z innej planety! Mam nadzieję, że uda Wam się dojść do porozumienia, może jakaś terapia by pomogła? Dla Was obojga, małżeńska. No bo co? Tyle lat i to wszystko do śmieci? Przecież macie cudowne córki i to co się teraz dzieje, to z pewnością nieporozumienie, nie dogadanie. Może "trzecie oko" w postaci terapeuty pomoże Wam spojrzeć na to zupełnie inaczej?
    Powodzenia!
    Trzymam kciuki!
    ps. zdjęcia z Zakopanego cudne!!
    ps. pies berneński jest cudowną rasą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można powiedzieć, że terapię mamy za sobą. Efekt? Jak widać.
      Ściskam

      Usuń
  18. Szkoda, że nie ma diet dla kobiet w ciąży ;), dietetyk uznał ze pierw musze nadrobić stracone kg a potem można pomyśleć o racjonalnym odżywianiu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to Cię zaskoczę- na tym blogu jest dieta na każdy trymestr :) Zajrzyj.

      Usuń
  19. Echhh, gdybym miała chłopa, to bym Ci doradziła... Ale że nie mam, to tylko powiem tak: trzymam za was kciuki!
    Może właśnie wyjazd, chwilowa rozłąka coś zmieni?
    Jak już pojedziesz do tego Zakopca to wiesz kogo masz po drodze... :P

    PS też będę mieć kiedyś berneńskiego! < 3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj, trzymaj Kochana! To zrobimy tak- kup go pierwsza, potem zacznij rozmnażać, a ja się we właściwym momencie zjawię prosto z Zakopca po szczeniaczka :)

      Usuń
  20. U nas też nie za wesoło. Pies piekny a na stronę zajrzę jak mi neta włącza. Na razie z tel czytam ile się da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niedobrze Ewa, mam nadzieję, że niedługo napiszesz co się dzieje. No psisko boskie!

      Usuń
  21. Ściskam Cię bardzo,bardzo mocno ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ania, my też ściskamy mocno!

      Usuń
  22. Oj z pewnością zajrzę i poczytam. A co do Twoich przemyśleń i rozterek, to powiem tyle, że facetom w pewnym wieku po prostu odpierdala. I albo to przebolejecie, albo dupa. Mój ojciec zaczął "szaleć" około 37 lat? i na 40 już byli oddzielnie. ja wtedy już byłam teoretycznie dojrzała, ale nie było łatwo, choć nie wiem, czy lepiej było w trakcie, czy po... Teraz jest dobrze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczytaj, naprawdę fajny blog, z fajnymi prostymi przepisami, bez jakiś wyszukanych składników, kosmicznych proporcji i tak dalej. No mam nadzieję, że u Marcina to jeszcze nie kryzys wieku średniego...

      Usuń
    2. hmm... A może lepiej, żeby to już był ten czas, odbębnić i będzie już z górki :D

      Usuń
    3. Werka, mówisz, że każdy facet MUSI przez to przejść? Maaaatko- zaczynam się bać :)

      Usuń
  23. Weż się kobieto do roboty a nie jęcz tylko że mąż nie daje .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Nie ma to jak sie podpisac aninomem prawda. Do tego pewnie jestes stala/stalym czytelnikiem tego bloga. Zenada!!!!!

      Usuń
    3. Mąż nie daje?! Matko i córko!!! Komu?! To straszneeeee.
      A tak serio- "weź się do roboty"? A cóż to znaczy? Czekaj, czekaj- pomyślę o tym, tylko pozmywam podłogi, wstawię ze dwa prania, wyszoruję kibel i łazienkę, ugotuję obiad, zmienię pościel i jeszcze zajmę się tą szarańczą, która plącze mi się od rana pod nogami... A! Już wiem... Że niby do pracy mam iść...
      Marcin, jak już komentujesz, to się podpisuj :)

      Usuń
    4. Ps. Dzięki Abby. No z takimi "mózgami" to nie wygrasz :) Tak się spina, żeby wbić szpilę, że własnego imienia zapomina :)

      Usuń
  24. Może przydałby ci się taki wyjazd gdzieś faktycznie.. Odpoczęlibyście od siebie, przemyśleli wszystko, mąż by zatęsknił, zobaczył i docenił ile robisz w domu na co dzień. Myślę, że to najlepsze wyjście, pomyśl o tym. Ciche dni tak długo?? To nie jest normalne i na pewno nie jest dobre dla związku, dla Waszych dzieci, dla rodziny.

    Współczuję ci Martuś, tak bym chciała się z Tobą spotkać, pogadać w cztery oczy, pocieszyć.. Nieładnie postępuje Twój mąż, aż brak mi słów. Ja tego nie znam choć też nie pracuje, zajmuję się domem, wychowuję dziecko- to też praca, ciężka praca i mój mąż to docenia. Wie, że nie poradziłby sobie beze mnie, nie ogarnąłby wszystkiego, nie dałby rady pracować jak teraz, zająć się synem i prowadzić domu.

    Przecież, gdyby teraz Ciebie zabrakło Marta to co zrobiłby Twój mąż z dziećmi? Musiałby zatrudnić nianie, sprzątaczkę- zapłacić im+ więcej zajmować się dziećmi, gotować itd. itp. To wszystko sporo kosztuje. Stać by go było na to? Miałby na te dodatkowe rzeczy/zajęcia czas?? Przecież to, że nie pracujemy to nie znaczy, że nic nie robimy. Gdyby wycenić naszą "pracę" to niezła wypłata by była ;) To niesprawiedliwe, że kobiet niepracujących się nie docenia, wyśmiewa, ignoruje itd. Smutne to :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I widzisz Inesko- piszesz o tym, o czy się często nie mówi, zapomina, albo specjalnie- pomija. Otóż to- niania, sprzątaczka, kucharka- kogo stać by było na zatrudnienie tych trzech osób? Na pewno nie mojego męża. Dlatego w chwilach, kiedy udowadnia mi swoją wyższość, bo On zarabia, to uwierz- mam ochotę wyjść z dziećmi tak jak stoję. I naprawdę niewykluczone, że kiedyś to zrobię, tyle, że wtedy już tam nie wrócę.

      Mój mąż myślę, że w jakimś tam stopniu też widzi ile robię w domu, i docenia to... Tyle, że w sytuacjach konfliktowych co innego jednak wychodzi na wierzch...

      Dziękuję Ci za ten komentarz. Dobrze, że są jeszcze takie osoby które mówią o tym głośno, czym jest to nasze bycie w domu.

      Usuń
    2. To dlaczego jeszcze nie wyszłaś? Gdzie pójdziesz? Z czego będziesz żyła? Gdzie zamieszkasz? Nie pracujesz od 9, 10 lat? Twoja starsza córka ma 8, nie wróciłaś do pracy po jej urodzeniu, prawda? Wypadłaś zupełnie z rynku pracy. Otwórz oczy kobieto i zobacz na czym naprawdę stoisz, bo do tej pory dbałaś o wszystkich, tylko nie o siebie. To ty nauczyłaś swojego męża że wszystko jest zrobione, naszykowane, podane pod nos, upieczone, ugotowane - przyjął to za standard. I dziwisz się, że Cię nie docenia? No proszę Cię, sama na własne życzenie zamknęłaś się w domu na blisko 10 lat z dziećmi - jakie kursy w tym czasie zrobiłaś? Jakie dodatkowe studia? Języki? No właśnie... Więc jak chcesz - wyjdź tak jak stoisz, proszę bardzo, zobaczymy jak daleko zajdziesz... Goha

      Usuń
  25. Martus... Przytulam, choc tylko wirtualnie... Smutno tu ostatnio u Ciebie, bardzo smutno... :(

    Oczywiscie nie znajac szczegolow trudno mi napisac cos konkretnego, ale mam nadzieje, ze dojdziecie do porozumienia i nie dacie satysfakcji Twojej tesciowej! :)

    Przykre bardzo, ze Marcin nie potrafi powstrzymac sie od takich komentarzy przy Elizie... Ona jest juz przeciez duza, napewno wyczuwa samo napiecie miedzy Wami, szkoda ze musi byc swiatkiem otwartych zlosliwosci... :(
    A tak w ogole, to ja niby pracuje, a slysze czasem podobne teksty ze strony malzonka... Ze moglabym poszukac lepiej platnej pracy, to byloby nam latwiej. Tyle, ze moj malzonek sie zazwyczaj opamietuje - kiedy dzieci sa chore i trzeba zostac z nimi w domu. Wtedy przyznaje, ze jednak moja praca ma swoje zalety - jak to, ze moge w kazdej chwili bez problemu wyjsc, albo zadzwonic z rana, ze mnie nie bedzie...

    Martus, mam jedna mysl, chociaz wiem, ze to na zasadzie latwiej powiedziec niz zrobic... Wiem, ze planujecie zapisac Lile od wrzesnia do przedszkola. A moze warto zrobic to wczesniej? Wiem, ze w przedszkolach gdzie pracowala moja rodzicielka zawsze przyjmowali 2.5 latki pod warunkiem, ze sa odpieluchowane. A wiele prywatnych przedszkoli nie wymaga nawet umiejetnosci zalatwiania sie na nocnik... Lilcia 2 i pol roku bedzie miala w maju. Moze zapiszecie ja do przedszkola juz wtedy, a Ty zaczniesz rozsylac CV i szukac etatu? Mysle, ze Twoje rozpoczecie poszukiwan pracy na powaznie, powinno skutecznie pozbawic Marcina argumentow...

    Oczywiscie to tylko malutka sugestia. To Wy wiecie najlepiej co powoduje, ze juz tyle czasu nie mozecie znalezc porozumienia... I tylko Wy mozecie to rozwiazac. Czego Wam goraco zycze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Agatko. Wiesz, z tym przedszkolem to jest myśl, tyle, że no właśnie- w grę wchodziłoby tylko prywatne, bo ja jako mama niepracująca, nie mam szans na przedszkole dla Lilki ot tak, a już tym bardziej- nie w połowie roku szkolnego. Tyle, że jak patrzę na to globalnie, to myślę sobie, czy jednak nie warto zacisnąć zęby do września, bo czy opiekunka, czy przedszkole prywatne, to jednak sporo kasy kosztuje, i czy jest sens. Wytrzymałam już tyle, to do września też dam radę.

      No tak jak pisałam- nie wszystko mogę ( i chcę, bo mi zwyczajnie wstyd za pana męża) napisać tu wprost, także nasze problemy to trochę bardziej skomplikowana sprawa.
      Dzięki za troskę, ściskamy.

      Usuń
    2. A skąd wiesz, że nie masz szans na przedszkole? Pytałaś? Zadzwoniłaś? W tym roku było wyjątkowo dużo miejsc, bo odpadło 1,5 rocznika - dzieci poszły do szkoły. W wielu przedszkolach w moim mieście nie utworzono oddziałów ... z barku dzieci. Może zanim powiesz, że nie masz szans na przedszkole dla Lili, to zadzwonisz i zapytasz? Możesz się zdziwić, zwłaszcza teraz w połowie roku, kiedy duuużo dzieci odpada z powodu notorycznych chorób - u mojego syna zrezygnowało w ciągu 4 miesięcy 5 dzieci. Goha

      Usuń
    3. No coś Ty, Goha! Jestem na to zbyt wygodna i zbyt leniwa :)

      Usuń
  26. A zostałby chłop sam z dziećmi na miesiąc i ogarniał sam to wszystko, sprzątanie, gotowanie, dyrygowanie córkami... Może by w końcu docenił żonę... Tobie w tym czasie polecam "ciężką pracę" - najlepiej gdzieś w hotelu na Kanarach ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, na Kanary to ja sobie muszę najpierw zarobić :) Także jak tylko zacznę moją karierę w Biedronce- zaczynam odkładać. I zobaczymy jak po miesiącu będzie śpiewał :)

      Usuń
    2. Heh miałam na myśli pracę w hotelu, moja znajoma tak pracowała ;) ale tak generalnie to chociaż nie mam czasu tyle pisać - Rafałek chce bajkę :P - to podpisuje się pod mądrymi słowami Mamy Zochulka. Mimo wszystko spróbujcie walczyć o siebie, przebaczać, wyciągać rękę jako pierwszy/a (nawet kiedy krew zalewa)... Dla waszych dzieci, ale też dla siebie. Szkoda by było przegrać taką sprawę, jaka jest rodzina. Macie teraz kryzys, ale macie też siebie i możecie jeszcze z tego zrobić dużo dobrego. Tylko niestety prawda jest taka, że zmiany najlepiej zacząć od siebie. A wiem, jak trudno jest czasem się ugiąć i pierwszej przeprosić irytującego męża ;)
      A tak poza tym to w waszym mieście jest coś takiego jak katechezy neokatechumenalne - nawet jeśli kościół Was wkurza i czasem Wam do niego daleko, to to polecam mocno. Już niejedno małżeństwo się uratowało dzięki temu :) A jak mąż nie chce iść to spróbuj sama. Na pewno teraz na wiosnę gdzieś będą, szukaj baneru z ikoną i napisem "katechezy dla dorosłych i młodzieży" ;)
      Nas Bóg dzięki tym katechezom i Drodze skleił i skleja cały czas. Bo charakterki i zachcianki też mamy zupełnie różne, wiadomo...

      Usuń
    3. Dzięki Riv!
      No właśnie- najtrudniej zrobić ten pierwszy krok, kiedy ma się w sobie tyle żalu, zwłaszcza jeśli zalega on w człowieku od lat... No ale- miejmy nadzieję, że jednak dojdziemy do porozumienia.

      Usuń
  27. Marta.Bardzo mi przykro. Daleko ta sytuacja między Wami zabrnęła. Trzymam kciuki, żeby sytuacja się poprawiła. Mam nadzieję, że szanowny małżonek da coś z siebie, bo sama nic nie zdziałasz. Najbardziej przykre jest to, że obciąża Waszymi problemami Elizę.
    Mimo wszystko niech to będą fajne, dziewczyńskie ferie.
    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oboje musimy dać, tyle, że żadne z nas nie dąży do tego, żeby zacząć. A obciążanie Elizy to norma, ostatnio wysłuchała całej litanii o wzroście franka... Według mnie dzieciom trzeba oczywiście mówić, tłumaczyć, ale... Ona nie ma jeszcze 9lat, a mój mąż czasami oczekuje od Niej, że to Ona sama wyjdzie z propozycją: "Ja nic nie chcę, bo nie mamy pieniędzy"...
      Pozdrawiam Was serdecznie.

      Usuń
  28. No wkurzyłam się, bo najlepiej to zabrać tyłek w troki i sobie pójść do pracy a służącą zostawić z dziećmi, domem. Po pracy pęknąć z dumy, że zarabiam kasę i wszyscy są ode mnie zależni. Jeśli to czytasz męźu naszej koleżanki to przeczytaj co pisze Rivulet i spróbuj pobyć z dziećmi sam i to nie w stly, że obiad w lodówce bo żona go tam zostawiła, tylko zrób go sam, posprzątaj, pozmywaj pdłogi, popierz, potem to poprasuj NO i jeszcze nie zapomnij o kreatywnym pobawieniu się z dziećmi.
    Łatwo jest dołować i nie szanować kogoś kto nie przynosi do domu gotówki, tylko zastanów się kto więcej z siebie daje WASZEJ rodzinie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Madziu! Nie myślałaś może o karierze w polityce? Czuję, że mogłabyś tam zawalczyć o takie "siedzące" w domu kury domowe jak ja :)

      To prawda, panom zdaje się, że kiedy zostają w domu z dzieckiem, mając wszystko przygotowane, to jest to bułka z masłem i czysta przyjemność. No- na co dzień to jednak wygląda to trochę mnie różowo. Mimo wszystko- ja tam lubię być tą "kurą domową". Tyle, że nie jest to wdzięczne zajęcie w kategorii tego, jak jesteśmy postrzegane my i to, co robimy.

      Usuń
    2. Ja też lubiłam i wpieniało mnie dokladnie to samo, podtrzeganie że jakbym to była na wczasach a Ci co chodzą do pracy to dopiero są umęczeni. Od trzech miesięcy poznaję drugą stronę medalu i wyjazd do pracy gdzie w domu zostawiam męża wyszykowującego dzieci do przedszkola a ja kawusia w rękę i PA to jak codzienne wakacje. No a w pracy nikt mi nie płacze, nie katmię nikogo, nie wycieram nosa, nie gotuję i nie latam z odkurzaczem więc czuję się prawie mak w SPA. Niech mi nikt nie mowi jak to ciężko jedt chodzić do pracy. Ciężko to jest siedzieć z dziećmi w domu.

      Usuń
    3. Mój mąż otwarcie mówi, że On by w domu z dziećmi nie wytrzymał :) A ja nie tylko wytrzymuję, ale zwyczajnie to lubię. Do pracy mam zamiar pójść tylko i wyłącznie dla tych "paru groszy" do domowego budżetu, no i ze względu na zdrowy rozsądek- owszem- teraz bardzo czuję się dzieciom potrzebna, ale czas leci, One tak szybko rosną, jeszcze chwila i będą miały swoje życia, a ja co?

      Usuń
  29. Ja też mam nadzieję, że się jednak dogadacie, Twoja chęć rzucenia wszystkiego w cholerę jest jak najbardziej zrozumiała, może obydwoje jesteście na tym etapie.. ale jak tak usiąść i pomyśleć na chłodno: macie dwoje wspaniałych dzieci, a i też razem się do niedawna fajnie dogadywaliście... szkoda by było to stracić i jeszcze skomplikować sobie życie, bo jak nie razem to co dalej?

    Wszystkiemu chyba winne te ciche dni, oj nie ma to jak bluzgnąć raz a dobrze... choć rozumiem, że czasem się już i tego nie chce. My na początku małżeństwa przyjęliśmy zasadę "niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce", i rzeczywiście przez pierwsze lata udawało się bez problemów ją zachować. Teraz im dalej, tym paradoksalnie trudniej przejść do porządku nad tym co drażni najbardziej, i już nie raz szłam spać z myślą, że chrzanię to i godzić się na pewno nie będę.
    Na szczęście wtedy reflektował się mój mąż.

    I tak sobie myślę (może się mylę), żeście się strasznie zapętlili tymi cichymi dniami, które przecież nigdy nie polepszą sytuacji :( do tego jak sama piszesz po latach potraficie wbijać sobie celnie te szpile. Tekst Twojego Męża - no poniżej krytyki, natomiast jak czytam wyżej w komentarzach nie tylko on potrafi rzucić czymś takim, zresztą mojemu zdarzało się też. Wiesz tak między wierszami, gdy narzekałam, że mi nie pomaga w domu, odzywał się, że owszem proszę bardzo, on może pomagać, tylko czy ja wtedy pojadę rozwiązywać jego firmowe problemy?

    Ostatnio byłyśmy w szpitalu, nie było mnie kilka dni, no ale dzielnie zastępowała mnie moja mama... Natomiast sam mąż zaskoczył sam z siebie twierdzeniem, że on teraz widzi, że w domu to jest ciągła orka i on osobiście nie jest w stanie tego ogarnąć, i chyli czoła przed mamą, i przede mną... ho ho:)

    Oby i Twój Marcin oprzytomniał i się choć trochę zreflektował...
    Ściskam Cię, trzymaj się.
    Zawalczcie o siebie Martuś, wbrew wszystkiemu.. warto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że szkoda. Zresztą daleka jestem od podejmowania tak poważnych decyzji pod wpływem impulsu, czy chwilowego, za przeproszeniem- wkurwienia. Tyle, że pisałam już wcześniej, i chyba w wiadomości do Ciebie również- ja jestem już po prostu zmęczona. Nie tym, że ostatnio na nic nie ma kasy itd. To jestem w stanie przeżyć, bo w życiu różnie bywa, zresztą- żeby nie zabrzmiało to teraz tak, że byłam i jestem z moim mężem dla kasy. Jestem zmęczona tym, że podczas każdej poważniejszej awantury jest tak samo, że On się niczego nie uczy, że nigdy nie przyzna się do swoich błędów. Tego mam już serdecznie dość. I nie wiem, czy mam siłę, a przede wszystkim ochotę przerabiać to samo za 5, 10 i 15lat.
      Dziękuję mimo wszystko za ciepłe słowa i wsparcie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  30. fajnie poczytać blog o prawdziwym życiu....nie sztuką jest pisać o tym jakie żcie jest cudowne, jakie to piekne ciuszki kupiło się dla dzieci, jaki mąż jest cudowny bo kupił bez okazji drogi upominek....cudownie czytać o tej szarej codzienności. Przykre jedynie, że jak widać o komentarzach faceci są tacy płytcy i niewdzięczni. Czasem myślę, że jestem jedyna, która ma takiego s*****(przepraszam,nerwy), a jak widać oni po prostu tacy są, tak zaprogramowani i myślą tak samo....albo nie myślą tylko gadają bez sensu. Trzymam kciuki za wszystkie komentatorki i autorkę bloga i....za siebie :) Głowa do góry dziewczyny:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra- to ja też pojadę tym luksusowym tandetnym życiem- wczoraj "jarałam" się jak głupia, kiedy udało mi się kupić Lilce bluzkę w Smyku za całe 12zł :) Ale drogi upominek bez okazji? Czekaj, czekaj... Nie przypominam sobie :)

      A tak serio, to sytuacja moja i męża, jest trochę bardziej skomplikowana, niż zarysowałam to w poście. O niektórych rzeczach nie chcę nawet pisać, bo po prostu mi wstyd, choć generalnie- mnie nie powinno być.

      Mój Marcin może nie jest niewdzięczny tak dosłownie. Oczywiście zdarza Mu się mówić, że docenia i takie tam, tyle, że w sytuacjach konfliktowych mam wrażenie, że Jego praca i starania urastają do rangi Bóg wie jakiej, i ja jestem tą niewdzięczną suką, która może "siedzieć" sobie beztrosko w domu. Tylko, "hello"- ja też nie słyszę codziennie, że super, że ugotowałam obiad, że naprawdę świetnie, że cały dzień zajmowałam się dziećmi, że naprawdę te podłogi umyłam tak, że hohoho, to czy ja mam codziennie mówić jaka jestem wdzięczna, że On pracuje?! Tak się podzieliliśmy rolami, i ani ja nie oczekuję hołdów i pokłonów, i nie zamierzam ich składać Jemu.

      A to, że te różnice w zachowaniu i postrzeganiu świata przez kobiety i mężczyzn, to prawda stara jak świat. Nie jesteśmy tacy sami, nigdy nie będziemy (i może i dobrze, bo w końcu tak ten świat jest stworzony) i różnie patrzymy/reagujemy/oceniamy. Tyle, że mam wrażenie, że Oni się w niektórych kwestiach zatrzymali na epoce kamienia łupanego, i tablet, pilot, komórka w ręce, nie czyni Ich bardziej cywilizowanymi :)
      Sylwia podaj mi adres swojego bloga.
      Pozdrawiam, i głowa do góry. Trzeba iść do przodu :)

      Usuń
  31. dacie radę nie zawsze w związku jest łatwo czasem kryzysy trwają dłużej niż byśmy chcieli. bądź silna dla dziewczynek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. O dziwo jakoś całkiem dobrze się trzymam. To się może oczywiście zmienić, ale oby nie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  32. Wiem dobrze co to znaczy kryzys w zwiazku...niestety... Ja mam do tego takie podejście: albo rozwod, albo znów będzie wspaniale. Trzymaj się kochana :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie większość z nas wie, w końcu życie we dwoje nie zawsze jest idealne. Powiem więcej- rzadko kiedy jest :)

      Usuń
  33. sciskam, Marta...po prostu zyczliwie sciskam:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ania. Ściskam Was również. A, że zazdroszczę Ci sąsiedztwa Elki i reszty królewskiej familii, to na razie nie czytam, bo mnie jeszcze skręci z tej zazdrości na całego :) Ale nadrobię wszystko!

      Usuń
  34. W końcu ktoś coś szczerze pisze, niedobrze mi się robi od tych wszystkich słodkopierdzących blogów. Ja już w ogóle nie piszę o życiu prywatnym, choć jak byłam młodsza to pisałam, teraz mi czasem zwyczajnie wstyd. Ale pocieszam się, że tak naprawdę u każdego jest coś nie halo, a nikt o tym nie pisze. Chociaż może by było warto czasem to z siebie wyrzucić, tylko to ryzyko z anonimowością jest.
    Kasa jest potrzebna jak woda, mój mąż w ogóle nie chce słyszeć o drugim dziecku, a ja chciałabym żeby mała miała rodzeństwo z niewielką różnicą wieku, bo duża różnica to pomyłka. A co do pracy to do jesieni muszę coś znaleźć, chociaż chętnie bym z Małą pobyła, ale jak mówisz wysłuchiwać potem bredni męża też bym nie chciała. Żałuję że w naszym kraju nie możemy żyć godnie, a wypad na lody to zakichany luksus :( to strasznie dołujące. Trzymaj się ciepło, najgorsze są kłótnie o kasę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że niejedno fajne i dobre małżeństwo "potyka" się o tą nieszczęsną kasę. Jednak dużo łatwiej i przyjemniej żyć, kiedy nie trzeba sobie wszystkiego żałować, i rozliczać się z głupich lodów.

      Nie wiem w jakim wieku jest Wasza Córcia, ale między naszymi Dziewczynami jest ponad 6lat różnicy, i ja odbieram to jako za duży odstęp. Teraz, z perspektywy czasu widzę dużo więcej minusów takiej różnicy wieku, i przyznam- nie sądziłam, że czasami będzie aż tak ciężko.

      Usuń
    2. Myślałam o różnicy max do 5 lat więc 6 nie jest aż takim odstępstwem, ale z pewnością mała przepaść między dziewczynkami jest i być może będzie. Mam jednak nadzieję że zawsze będą mogły na siebie liczyć. Tak przeglądam Wasze archiwum i widziałam, że myśleliście też o 3 dzieciaczku. Chciałabym, żebyście na nowo finansowo stanęli na nogach i spełnili swoje marzenie :* Cieszę się, że tu trafiłam.

      Usuń
  35. W sumie na swoim blogu pisałam, że nie czuję się gotowa na drugie dziecko, szukałam opcji na nie, ale tak na dobrą sprawę Ty wszystko tak to opisałaś, że wiem doskonale czego się boję, właśnie tego chronicznego braku kasy, frustracji, obwiniania siebie wzajemnie. Chyba to jest jedyny argument na nie, bo w sumie wolałabym żeby nasza córka jedynaczką nie była, bo widzę że już ma twardy charakter, a co będzie kiedyś, jak wszystko będzie tylko jej i z nikim nie będzie musiała się dzielić?
    Kurcze dzięki Tobie coś we mnie pękło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, kiedy my decydowaliśmy się na drugie dziecko, główną kwestią, którą omawialiśmy był mój ewentualny powrót do pracy, i to- czy podołamy finansowo, tak, żeby jakiś tam standard, do którego przywykliśmy nie obniżył nam się nie wiadomo jak. Pytałam wielokrotnie męża czy damy radę... Dziś wiem, że mam do czynienia z wielkim optymistą, bo czy dajemy radę? Ledwo, ledwo. Nie ma porównania, co do tego, jak żyliśmy, kiedy jeszcze byłam w ciąży, a teraz. Jednak nigdy nie żałowałam- Lila jest absolutnie fantastyczna, i wynagradza mi wszystko. Nawet ten brak kawioru na śniadanie :)
      Tyle, że jak myślę o tym z perspektywy czasu, to mamy po prostu szczęście, bo urodziło nam się zdrowe, fajne, wesołe i bardzo mądre dziecko. Gdyby była dzieckiem chorym, albo trudniejszym w obsłudze- wtedy nie wiem jak by było między nami, i czy w ogóle by coś jeszcze było. Bo brak kasy plus inne problemy, to już "czarna dupa" na całego...

      Niestety, nie poradzę Ci, jaką decyzję podjąć. To zbyt trudny temat, zbyt indywidualna sprawa...
      W każdym razie- życzę powodzenia.

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź, wiem że w takich sprawach nie da się doradzić, zresztą taką decyzję musimy podjąć tylko my bo wiemy na co nas stać i czego oczekujemy od siebie. Ściskam :*

      Usuń
  36. Naszym chlopakom czasami strzeli coś do głowy i powiedzą coś przykrego, a wcale tak do końca nie myślą :(
    Te ciężkie chwile w małżeństwie przychodzą i odchodzą. Będzie dobrze za chwilę przecież wiesz! W ogole nie wiem o co z tym chodzi. .. też tak mam, że czasem patrzę, patrzę i nie widzę w moim mężu chłopaka, ktorego poznałam. Czasem wydaje mi się, że my im po prostu dodajemy uroku i ich sobie zmyślamy takich idealnych, pracowitych. Mam nadzieje, że jednak się mylę i są prawdziwi :/
    Ściskam Cię Marciu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ula, ja jestem świadoma, że On też pewnie coraz częściej nie widzie we mnie tamtej Marty... No porobiło się :(
      Ściskam Was mocno!

      Usuń
  37. Podczytuję Twojego bloga od dawna, nigdy nie komentowałam - ale stwierdziłam, że nie zdzierżę i się odezwę. Po pierwsze - ty się naprawdę do swojego męża dopierdalasz, jak to kiedyś Ci powiedział, bodajże w kłótni o wakacje. Zgadzam się z nim w zupełności - dmuchasz jakieś pierdoły do rangi problemów nie wiem jakich, wypłakujesz się na otwartym blogu, a potem jak gdyby nigdy nic, publikujesz zdjęcia męża. Pomyślałaś o tym przez moment, jaką bekę mogą mieć z niego koledzy w pracy, którzy przypadkiem tu trafią? Ośmieszasz go. Nie pamiętam kiedy napisałaś o nim coś pozytywnego. Ciągle narzekasz i wyrzekasz, masz nieustające, nieistniejące problemy - a bo córka pyskuje, a bo mąż powiedział to, powiedział tamto, doczepisz się do każdego zdania, słowa, gestu. Dziwię się, że jeszcze z Tobą wytrzymuje, jak codziennie wraca do takiej jęczybuły. Piszesz o tym, jak zajmujesz się domem, dziewczynkami, pieczesz, sprzątasz i gotujesz - i tak od 10 lat. A co zrobiłaś dla siebie przez ten czas? Nic. Ciągle piszesz, że jesteś gruba, ale co chwila jakiś torcik, ciasteczko, słodka pokusa - no proszę Cię kobieto, ogarnij się w końcu, jak Ci nie odpowiada obecny układ, to go zmień, jak Ci nie odpowiada Twoja figura, to skończ narzekanie i weź się za siebie, mąż pyta Cię, czy masz kasę na wyjście - zarób ją sobie, żebyś nie musiała się o nią prosić, macie problemy finansowe - w sumie nie dziwię się, podziwiam Twojego męża, że od 10 lat łoży na całą gromadę, cierpliwie i w milczeniu - idź w końcu do pracy, nie jesteś matką dwójki niemowlaków. Piszesz, że Cię nie docenia - a co ma doceniać? Kiedy siedziałam w domu z dwójką dzieci (starsze było w przedszkolu, miało 2,5 roku jak poszło, gdy urodziłam drugie) - nudziłam się. Nie miałam co robić, o 12.00 miałam zrobione wszystko, do 16 czas dla siebie, zanim musiałam odebrać dziecko z przedszkola. Jest wiele kobiet, które łączą pracę zawodową z wychowaniem dzieci i prowadzeniem domu i powiem Ci, że to dopiero jest sztuka - nie masz o tym pojęcia, więc nie narzekaj, bo nie masz na co. Idź do pracy, to zrozumiesz, co to znaczy ogarnąć rano dzieci, zawieźć do szkoły i przedszkola jak w moim przypadku, pojechać do pracy, wyjść biegiem o 16, zgarnąć dwójkę, zrobić po południu obiad, także na kolejny dzień... Zawsze mnie zadziwiały takie kobiety jak ty - wiszące na mężu, z dwójką dzieci lub więcej, zajmujące się tylko nimi - kiedy ty zajęłaś się ostatnio sobą? Kiedy byłaś na jakimś kursie, kiedy nauczyłaś się czegoś dla siebie? Kiedy zrobiłaś cokolwiek dla siebie (pomijając ciasto)? No właśnie. Żyjesz życiem dzieci. Nie masz swojego. To zacznij je mieć, bo jeszcze trochę i się zdziwisz - dziewczyny podrosną i przestaniesz być im potrzebna, mężowi też, z przyjemnością wymieni Cię na chudszy, młodszy i nienarzekający ciągle model. Może uznać mój komentarz za hejt, ale wierz mi, nie jest nim - to spojrzenie kogoś z boku, kto też ma dójkę dzieci - (6 i 3,5 roku), pracuje, oboje pracujemy, zajmuje się domem i nie narzeka, tak jak Ty - ja nie mogę słuchać narzekania takich lasek, weź się w końcu za siebie kobieto, przestań wyrzekać, mąż Ci nie odpowiada - rzuć go, nie masz kasy - idź do pracy, nie masz z kim zostawić dzieci - zadzwoń do najbliższego przedszkola, tak jak Ci pisałam wcześniej. Przestań słuchać tego użalającego się nad Tobą chóru, jaka ty biedna, nieszczęśliwa, mąż Cię nie docenia, dzieci się kłócą, no straszne... Życie. Może być dużo trudniejsze. Obyś się nie zdziwiła jak w końcu po 10 latach postanowisz wyjść z ciepłego domku, gdzie mąż zapewnia Ci wszystko, ale podejrzewam, że się dziwisz... W sumie to ja to wiem. Goha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam Goha, że odkąd przeczytałam Twój komentarz na mailu, to miałam zgryz, co z nim zrobić. Pierwsza myśl- pewnie ta najmądrzejsza- zignorować. Tyle, że... No widzisz- jestem tak wielkoduszna, że skoro poświeciłaś tyle czasu na napisania komentarza lasce, której narzekania w realu nie mogłabyś już słuchać, to jednak udam, że nie słyszę głosu rozsądku, i odpiszę...

      W sumie, to brzydko mówiąc, wisi mi to, czy ten komentarz to hejt, czy nie hejt. Między nami- w dupie to mam :)

      Oczywiście, są w Twoim komentarzu zdania i racje, z którymi zgadzam się całkowicie i bezsprzecznie. I może często tu tego nie piszę, ale i bez pomocy takiej dobrej cioci jak Ty, widzę swoje życie z boku, i mam świadomość na czym stoję, i dzięki komu jest tak, a nie inaczej.

      Nie mniej jednak, Droga Gosiu, są tu też rzeczy, z którymi absolutnie nie mogę się zgodzić. Tyle, że cóż ja mogę?!

      No mogłabym na przykład współczuć Ci braku poczucia humoru, bo naprawdę serio traktowałaś te moje posty, o tym, że jestem gruba? Przecież, ja tu parę swoich zdjęć też wrzuciłam. Czy ja jestem na nich GRUBA?!

      Mogłabym również zapytać, czy nigdy nie zdarzyło Ci się upiec ciasta dla kogoś, tak po prostu. Czy naprawdę wierzysz, że wpierdalam pół blaszki każdego ciasta, które upiekę?

      Mogłabym Cię uświadomić, że dla jednych problemem jest zdradzający mąż, a dla innych to, że ten pieprzony lakier na paznokciach odpryskuje po dwóch dniach. Ot- życie. Każdy z nas ma swoje (inne) problemy.

      Mogłabym, całkiem serio, zapytać, czy naprawdę uważasz, że po przeczytaniu paru postów, już tak mnie dobrze znasz, że tak łatwo oceniasz? Pewnie przy Big Brotherze też Ci się wydawało, że znasz Gulczasa i resztę, bo widziałaś Ich po godzinie dziennie?

      Mogłabym, przejęta troską o mojego męża, zapewnić Cię, że to dorosły, normalny, nieubezwłasnowolniony facet, i jeśli jeszcze mnie nie zostawił, to pewnie dlatego, że zna mnie trochę lepiej, niż taka Goha, co to pięć postów na krzyż przeczytała.

      Mogłabym być tak dobra, i podrzucić tu paru tytułów postów, w których UWAGA, UWAGA piszę dobrze o moim mężu. Ale tego nie zrobię. Nie chce mi się :)

      Mogłabym, w tajemnicy, napisać Ci, że dopiero gdybym się nie gryzła w język (dziwnie by brzmiało- nie gryzła w klawiaturę) i pisała Tu o moim mężu wszystko jak leci, to by dopiero była BEKA! I On też pewnie o tym wie.

      Generalnie, mogłabym Ci podziękować za te wszystkie cenne i dobre rady, ale pozwól, że na własnym blogu, będę pisała o czym chcę i o kim chcę, i jeśli poproszę o radę, to będzie to zaznaczone tłustym drukiem.

      Usuń
    2. Natomiast na pewno mogę dla Ciebie Gosiu zrobić jedną rzecz- napisze Ci pewną historyjkę z własnego doświadczenia.
      Dawno, dawno temu, kiedy sama nawet nie myślałam o tym, że kiedyś założę bloga, podczytywałam chętnie różne blogi. Miałam na to czas, bo jak widać- nie Ty jedna jesteś drugą perfekcyjną panią domu, która w południe już tylko leży i pachnie :) Przez przypadek trafiłam na bloga pisanego przez młodą mamę. Zajrzałam raz, drugi, trzeci. Miała fajną córcię, robiła fajne zdjęcia. Jednak im dłużej tam zaglądałam- tym bardziej mnie ta kobieta mierziła. Różniłyśmy się wszystkim- podejściem do życia, wychowania dziecka, patrzeniem na świat. W końcu złapałam się na tym, że strasznie mnie irytowały Jej posty. I wiesz co zrobiłam? Goha, czytaj uważnie, bo nie będę powtarzać :) Przestałam tam zaglądać. No niby banał, ale po Twoim komentarzu u mnie, widzę, że nie każdy rozumie jakie to proste. Wkurwiają Cię moje posty? Jest tyle blogów w sieci- znajdziesz coś dla siebie :)

      Wiesz, tak sobie myślę, że gdybym teraz mogła pisać po raz drugi pracę magisterską, to na pewno wybrałabym inny temat, niż 10lat temu. Czytając Twój komentarz, i wiele podobnych na innych blogach, zaczynam myśleć, że eutanazja, o której pisałam, to temat nudny jak flaki z olejem. Blogowi komentatorzy- to jest dopiero fenomenalne zjawisko :)

      Nie mniej jednak, mimo, że dziwię się, że Ci się chciało- dziękuję za Twój komentarz, i za czas, który na niego poświeciłaś.
      Marta

      Usuń
    3. Marta jestes moim mistrzem cietej riposty. AJLOWJU :D

      Usuń
    4. Gocha To Ty leniwa po prostu byłaś jak dziecko do przedszkola dałaś, a sama się nudziłaś w domu, no ale wszyscy wiemy że opieka nad 2,5 latkiem to wyzwanie w porównaniu do noworodka. Dziwne, że w tym czasie nie skończyłaś licznych kursów, tudzież kilkoma językami biegle nie nauczyłaś się władać, tylko tak siedziałaś i się nudziłaś od godziny 12... W sumie to się nie dziwię, że mąż Ci do pracy wysłał, bo nie ma nic gorszego niż znudzona baba w domu - a teraz swój żal i jad na innych wylewasz. Zdrówka życzę i większego dystansu do siebie i innych.

      Usuń
    5. No, Goha, mam nadzieje, ze ulzylas sobie tym komentarzem! Witamy na blogu opisujacym PRAWDZIWE zycie. Gdzie radosc i humor przeplataja sie z szaroscia i smutkiem. Lubisz czytac tylko blogi gdzie dzieci sa zawsze czyste i grzeczne, tatus usmiechniety i skory do zabawy, a mamusia biega na spacery w szpilkach i od rana ma pelen makijaz, ktory pieczolowicie nakladala przez pol godziny, w czasie kiedy potomstwo cichutko sie bawilo? No, to nie tutaj. Tutaj dowiesz sie, ze dzieci bywaja zlosliwe i pyskuja. Ze buntuja sie, brudza, balagania i urzadzaja maratony placzu. A maz bywa zmeczony, opryskliwy i niechetny do zajecia sie wlasnym potomstwem... Matka zas czesto nie ma czasu, za przeproszeniem, pierdnac. Jezeli przeraza Cie wizja, ze tak moze wygladac TWOJE zycie za kolejnych 5 lat, nie funduj sobie takiego katarsis i po prostu tu nie wchodz...
      A tak poza tym. Twoj komentarz swiadczy o tym, ze zupelnie tego bloga nie znasz. Marta bowiem pisze duzo i czesto o tym jakie wspaniale ma corki i jakiego fajnego posiada meza. Oraz nie wiem skad wywnioskowalas, ze autorka jest GRUBA?
      Opisalas swoje zycie jako takie idealne i bez skazy, tymczasem nie zauwazylas, ze przeczysz sama sobie, a wiec najwyrazniej mijasz sie z prawda. Piszesz, ze pierwsze dziecko wyslalas do przedszkola kiedy urodzilas drugie? A potem odstawialas starsze do placowki, do poludnia wszystko ogarnialas i przez reszte dnia juz lezalas do gory brzuchem? A co z dzieckiem mlodszym? Zamykalas je w piwnicy, zeby nie przeszkadzalo Ci w porzadkach i pozniejszym rzekomym zbijaniu bakow? Jakos tez zapomnialas napisac ile to doksztalcajacych kursow TY skonczylas kiedy opiekowalas sie jeszcze tylko starszym dzieckiem? Bo rzeczywiscie, male dziecko i maz pracujacy dlugie godziny sprzyja jak cholera doksztalcaniu sie...
      Ponadto, mam wrazenie, ze zazdroscisz Marcie, ze ona ma czas na ugotowanie wykwintnego obiadu i upieczenie ciasta. Ty najwyrazniej tak skoncentrowalas sie na trudach pracujacej matki, ze zpomnialas juz jak to jest dogadzac rodzinie, jesli w ogole kiedys to robilas, sadzac po tym, ze kiedy nie pracowalas, cale popoludnia sie nudzilas...
      Jak widzisz, zlosliwe komentarze i czepianie sie wyrywkowych szczegolow to zadna sztuka, mozna je wyprodukowac w kilka minut.
      Wiesz, blog jest jak ksiazka. Jesli trafi ci sie chlam, rzucasz go w kat, albo uzywasz jako rozpalke w piecu. Nie podoba ci sie tresc bloga, nie wchodz...

      Usuń
    6. Tak sobie czytam archiwum bloga, bo polubiłam autorkę i warto zajrzeć i przeczytać ten post http://mama2c.blogspot.com/2013/11/o-i-do-komentujacych-czyli-czego-nie.html.

      Usuń
    7. No nie Dziewczyny. Teraz to powinnam zaprotestować! Goha napisała to pewnie z troski o mnie, o mój rozwój, o rozwój mojej kariery zawodowej, o moje zdrowie- w końcu wszyscy wiemy, że otyłość jest niezdrowa, a cukier, który sypię kilogramami do ciast to biała śmierć, o mój związek, wreszcie- o moją emeryturę, tudzież rentę, bo przecież jak mnie ten mój idealny mąż zostawi dla jakiejś idealnej laski, to nic tylko psychiatryk, a tam, to chyba tylko renta... A Wy tak po Gośce pojechałyście...

      No nic- Gosi życzymy powodzenia, w końcu po Jej komentarzu widać gołym okiem, że drzemie w Niej niesamowity potencjał- zdecydowanie powinna go wykorzystać, tylko chwilowo nie potrafię przypomnieć w jakim zawodzie idealnie sprawdzi się ocenianie ludzie, których w ogóle się nie zna. A my Kochane- cieszmy się i dziękujmy, że mamy ten dystans do siebie i specyficzne poczucie humoru. Jak widać- ludzie go pozbawienie muszą być potwornie nieszczęśliwi.

      Ps. DZIĘKUJĘ WAM :*********************
      ANETKO- Tobie również. Jeśli w każdej sytuacji warto dostrzegać te pozytywne strony, to Wasze komentarze właśnie nimi są.

      Usuń
    8. Przeczytałam blog od początku do końca, od deski do deski, Goha sorry ale nie wiem skąd wysnułaś takie żenujące wnioski.
      Ostatecznie po kilkudniowej lekturze powiem jedno - Marta dla mnie jesteś wielka (bo szczerość to odwaga)!
      Jesteś sobą, nie owijasz w bawełnę, jesteś prawdziwa, tak trzymaj!

      Usuń
  38. Goha i ja do Ciebie napiszę . Martuś wybacz - to Twoje miejsce , ale Bóg mi świadkiem - kopara mi opadła po tym komentarzu . I jak staram się nie komentować wpisów , które mnie nie dotyczą , tak teraz nie mogę !
    Goha ja Cie po prostu proszę - zanim zostawisz komentarz naucz się czytać ze zrozumieniem . Naprawde nie wyczułaś dystansu jaki Marta ma do siebie i do życia ??? Często żartuje sama z siebie - jak np z tym odchudzaniem . To nie jest blog słodko - pierdzący , tylko blog o zyciu ! A tak wlasnie wyglada zwykle życie . Kazdy ma jakieś problemy , bolączki . Większe lub mniejsze . I o nich Marta pisze . No dobra - moze to ja mam problem z czytaniem ze zrozumieniem . Bo wiesz , ja wszystko widzę nieco inaczej . Widzę Kochającą Mamę, która chce pamietać o ważnych wydarzeniach z życia swoich Dzieci . To miejsce jest poniekąd dla Nich . W moim odczuciu to nie ma nic wspólnego z życiem życiem innych . Ale gdybys nie zauważyła Dziewczynki są całym życiem Marty i kocha Je nad życie !
    Nie zauważyłam rownież , aby " poniżała " Męża . Jak w każdym małzeństwie , tak i w tym pojawiają się problemy . A skoro pojawiają się one w życiu - są i na blogu . Bo to takie miejsce wiesz , gdzie Człowiek moze przelać swoje emocje ... I uwierz mi - niektórzy tego bardzo potrzebują ...
    Super , że jestes taką zaradną , pracującą Mamą . Szacun ! Zanim jednak ocenisz kogos - spróbuj Go moze najpierw poznać !
    Tak - ja Marty rownież nie znam osobiscie . Ale wiesz co ? To nie ma żadnego znaczenia . Bo czuję jakbym Ją znała od lat ! Czytam Jej bloga od początku . Z własnej , nieprzymuszonej woli . I jestem pewna , że gdybyśmy się spotkały face to face - nie mogłybyśmy się nagadać . Pomimo tego , że nasze życie jest bardzo rożne . I dotykają nas inne problemy .
    Empatia - polecam zapoznać się ze znaczeniem tego słowa .
    Twój komentarz bardzo mnie zabolał wiesz ? Bo bardzo polubiłam Martę i po prostu na Niego nie zasłużyła !
    A skoro nie odpowiada Ci Jej " wieczne narzekanie " - nie czytaj . Po prostu ...
    Ja rownież " opuściłam " blogi kilku osób . Odchodząc nie zostawiłam jednak komentarza hmmmm jak by to nazwać " kopiącego " . Bo przecież ludzie są różni . Mamy prawo nie zgadzać sie z czyimis poglądami . I nie ma w tym nic złego . Nie koniecznie jednak musimy im " dokopać " ...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co Anetka? Dla takich słów od Ciebie warto było być workiem treningowym dla Gosi. Ściskam. I liczę na "face to face"!

      Usuń
  39. Ja w Was wierzę Marto:)))
    I trzymam kciuki... :*
    A pieniądze w małżeństwie, gdzie tylko mąż pracuje, to temat rzeka;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, trzymaj mocno, tych życzliwych osób nigdy dość.
      No tak- temat rzeka, w dodatku momentami bardzo rwąca :)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Jestem pani Rose z ROSE SPELL CASTER świątyni i mam pomóc ludziom na świecie z tam problemu np below(1) Jeśli chcesz, aby twój ex kochanka z powrotem do Ciebie w 24 godziny. może pomóc Ci z mojego potężne zaklęcia.(2) czy masz problemy z zajściem w ciążę? może pomóc Ci z mojego potężne zaklęcia.(3) Jeśli chcesz żonie męża kochać na zawsze pomogę ci z mojego potężne zaklęcie.(4) Jeśli potrzebujesz pomocy finansowej. może pomóc Ci z mojego potężne zaklęcia.(5) Jeśli chcesz firmy rozwijać się i pomoże Ci z mojego potężne zaklęcia.(6) Jeśli ty potrzeba wobec zatykać twój rozwód lub chcesz rozwodu z problem.(7) Jeśli potrzebujesz szczęście zaklęcie na wygranie loterii. może pomóc Ci z mojego potężne zaklęcia.(8) Jeśli masz jakiejkolwiek choroby jak H I V, (raka) lub inne choroby mogę pomóc z moim potężne zaklęcia.(9) Jeśli chcesz być promowane w biurze pomogę ci z mojego potężne zaklęcia.(10) Jeśli chcesz, aby słuchać słowa, i tak Twoje życzenie pomogę ci z moich powerful(11), jeśli chcesz być przewodniczący samorządu, gubernator lub prezydent w swoim kraju i pomoże Ci z mojego potężne zaklęcia.(12) stop małżeństwo lub związek z rozdzielanie może pomóc z moim potężne zaklęcia.(13) czy trzeba potężne zaklęcie bardzo bardzo dobre i płacenia pracy może pomóc Ci.Te są przykładem co może zrobić dla Ciebie z moim potężne zaklęcia.Wszystko co musisz zrobić, to aby skontaktować się ze mną poprzez e-mail: v.spellcaster@aol.com dzięki pani Rose e-mail: v.spellcaster@aol.com

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!