Mama2c

Mama2c

piątek, 23 stycznia 2015

PRZEKICHANE

Nie, nie- to nie o życiu kury domowej :D

Skończył się w naszym domu beztroski, i zarazem wyjątkowo długi czas bez chorób. Pomna wczesnego dzieciństwa Elizy, kiedy każde wypowiedziane na głos: "O, jak długo nie miała już kataru", kończyło się zapaleniem oskrzeli w dniu następnym, nawet o tym tu nie wspominałam, ale... Nie pamiętam, kiedy ostatni raz Dziewczyny miały katar. Lila? Chyba podczas czerwcowego pobytu w szpitalu. A Eliza? Chyba wiosną zeszłego roku...

Nie dowierzałam kiedy zaczęła się szkoła, minął wrzesień, październik, listopad i... nic. W grudniu zaczęłam myśleć, że to nienormalne :) No a teraz proszę- poległy, i to Obie jednocześnie. Bo tak, moje Drogie, o ciastko to się mało nie pozabijają, o Elizy buty*- również. Za to takim katarkiem, jelitówką, kaszlem- dzielą się szczodrze.

Na szczęście- na razie- walczymy tylko z katarem. I oby już tak pozostało. Choć, nie powiem- wszystkie trzy mamy już go dość. Lila, na szczęście, jest w doskonałej kondycji. Tak dobrej, że mimo braku drzemki w ciągu dnia- ciężko Ją było wieczorem położyć. Zapchany nos w tym nie pomagał, niestety. Tyle, że naszej córce w ogóle nie chciało się spać :)

Eliza- motywację do szybkiego wyzdrowienia ma niezwykle silną. W końcu ten tydzień ferii Julcia spędza u taty. A dziewczynki, wczoraj, właśnie przez ten nieszczęsny katar, zostały rozdzielone. Bo jeszcze do południa, spacerowałyśmy sobie w najlepsze.




No nic- przed nami weekend z odgłosami inhalatora w tle (wczoraj wieczorem prawie się pokłóciły, która pierwsza zrobi inhalację :)), o smaku wody z miodem, i z fridą w ręku. Śmiać mi się chce, bo Lila chichra się jak szalona, kiedy czyszczę Jej nos. Pewnie Ją to łaskocze :)

A tak z innej beczki...
Nie wiem jak to wygląda u Was, ale u nas zimy jako takiej- brak. Co prawda, Ania- kobieta na szpilkach, wspominała coś o -18stopniach, ale coś Jej się pewnie pomyliło :)
I kiedy ostatnio u nas tylko lało, wiało, albo lało i wiało jednocześnie, stała się rzecz niesamowita: Ja, mama dwóch córek, anty-zimowa odkąd wyrosłam z sanek, zatęskniłam za... zimą. Taką prawdziwą- z lekkim mrozem, masą skrzypiącego pod nogami śniegu, z tak denerwująco odbijającym się od niego słońcem... Fuck! Czy naprawdę tej zimy ani razu nie wezmę Lilki na sanki?! Nie ulepimy z Elizą bałwana?! Nie ma szans na kulig w stadninie, w której jeździ Eliza?!
Nie no... wolne żarty!

A, no i jeszcze o mojej ostatniej wizycie na naszej działce, warto by wspomnieć. Leciałam tam, niczym kot z pęcherzem... ratować moje hiacynty, narcyzy, tulipany i żonkile. To się nazywa być blondynką :) Pisałam Wam, że mamy pod balkonami ogródki. My co prawda minionego lata nasz "zaoraliśmy", ale nasza sąsiadka- nie. No i chodzę tak chyba w poniedziałek z Lilą po dworze, zerkam na ogródek pani Eli, a tam- wybrane miejsca pookrywane czym popadnie. Jako osoba nad wyraz inteligentna, z dobre dziesięć minut dumałam, co też to może oznaczać. Przebłysk nastąpił momentalnie, a brzmiał mniej więcej tak: O ja pier..., moje cebulki! Panika nie była bezpodstawna, jak się okazało. Na działeczce, chyba wszystkie cebule które wsadziłam, radośnie machały do mnie zielonymi listkami znad ziemi... Nie żeby powychodziły całe- ale tak z 2-3centymetry nowej roślinki, już widać. I chociaż nikt nie wie, czy zima do nas przyjdzie, wolałabym nie pluć sobie potem w brodę, że moje jesienne prace poszły na marne.

Z balkonu wniosłam do domu także dwie donice, które natchniona niesamowitym blogiem Green Canoe, obsadziłam, żeby wczesną wiosną, cieszyły moje oko. I w ten oto sposób- czekam na... hiacynty w styczniu :) No może na początku lutego. Swoją drogą, tak sobie pomyślałam- jeśli one mi faktycznie urosną i zakwitną, to będę już tak zawsze robić- w październiku do doniczek, przy sprzyjającej pogodzie- do grudnia/stycznia na balkonie, a potem... do domu- rosnąć i pachnieć :)

A tak swoją drogą- mimo, że chciałabym sprawić Dziewczynkom trochę typowo zimowej frajdy z sankami, bałwanem, bitwą na śnieżki, to całkiem na poważnie zaczynam marzyć o wiośnie! O ćwierkaniu ptaków, o pierwszych pączkach na drzewach, o balkonie, który zaraz w marcu obsadzę bratkami, o piknikach na działce, które w tym roku zamierzam robić regularnie... Eh, oczami wyobraźni już to wszystko widzę :) A smak marchewkowych babeczek jedzonych na kocu, rozłożonym pod drzewkiem na naszej działce, to nawet czuję :)

Miłego weekendu Dziewczyny!



21 komentarzy:

  1. Oj mnie tez teskni sie taka zima prawdziwa... Tu w Szkocji podobno ich nie ma. Myslalam, ze nawet śniegu tu nie zobacze, ale był :-) padal kilka razy, a było nawet tak, ze się ostał do dnia nastepnego :-) troche mi szkoda, bo znow jakos tych swiat nie poczulam, tym bardziej, ze bylismy tylko we trójkę, ale w sumie czasem i o takich swietach niektorzy marza. Ciekawa jestem jestem tez wiosny tutaj... My katarek mamy za sobą w zasadzie katarek, miesiac przerwy i znow katarek :-\ na szczęście Marysia tez lubi inhalacje, dźwięk inhalatora usypia ja ;-) Pozdrawiam i życzę szybciutkiego rozprawienia sie z katarkiem :-*

    OdpowiedzUsuń
  2. chyba każdy w tym roku tęskni za śniegiem :) a co do chorowania.......znajomo to brzmi, na szczęście omijają nas wszelkie poważne sprawy, ale jakoś tak żeby choć tydzień był bez jakichkolwiek dolegliwości........

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj tak ja tez tesknie juz za wiosna nasza dzialka i piknikami.. bedzie super :-) Jeszcze troche!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dosłownie przekichane. My już 3 miesiąc walczymy z powracającą anginą i katarem. Tutaj hula huragan z deszczem, gradem . Ja już nawet omijam temat śniegu. Marzy mi się troszkę ciepełka. Myślę że to pogoda taka byle jaka, wilgotna powoduje to "dosłownie przekichane"..
    Udanego weekendu i dużo zdrówka dla Twoich dziewczynek :}

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojj ja też marzę o wiośnie :)
    A na glutki polecam aspirator katarek pod odkurzacz (do którego zupełnie nie byłam przekonana, ale jak już frida nie dawała rady to zmusiłam się do kupienia i nie żałuję, bo ta metoda jest rewelacyjna).
    Zdrówka Dziewczyny :*

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas właśnie sypie śnieg całkiem sporo już jest, i też kichamy wszyscy a niestety Kuba ma do tego zapalenie ucha każdy katar tak się u niego kończy. Ja nie cierpię kwiatków które trzeba chować przed zimnem mam z 4 cebulowe kwiatki i wystarczy a i tak nie jestem pewna czy już nie przemarzły. A więc życzę dużo zdrowia małym zasmarkańcom . Pozdrawiam ewa

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja Wam życzę zdrówka, i tej pogody, bo stanowczo za dużo chorób u Was było ostatnio... :)

    www.MartynaG.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Kobieta na szpilkach zawsze prawdę Ci powie dowody niebawem u mnie na blogu:P
    Kochana zdrówka dla Was:*

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdrówka!!!
    U nas też zero zimy... :(
    Się zaraza nie majak wybić...

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas śnieg pada i się topi a bym na sankach podjeżdżała, niech ta pogoda idzie w prawo albo w lewo a nie w kratkę... Zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
  11. U nas szaro, buro i ponuro. Temperatura od -1 do 0 i tak wkoło. Jak tylko spadnie śnieg, zaraz spływa z deszczem. A mróz by się przydał, żeby wybić bakcyle. Zdrówka Wam życzę. Niech dziewczynki korzystają z ferii, szczególnie Eliza.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdrówka dla dziewczynek i uważaj żeby Ciebie nie złapało.
    U nas śnieg leży od dwóch dni i zapowiadają przez tydzień dalsze opady. Wreszcie się udało i wczoraj wyruszyliśmy pierwszy raz na sanki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziewczyny dużo, dużo zdrówka dla Was!!! :*
    U nas Zuza chora na całego od tygodnia:/
    Ja straciłam głos:/ a dziś D. skarży się na katar i ból gardła.
    Domowy szpital:/
    Zuza jak widzi fridę to tak się drze jakby Ją ze skóry obdzierali! No masakra jakaś! Nie ma mowy żebym ją użyła. Chwała Bogu nauczyła się sama opróżniać nosek.
    U nas zimy ani nie widać, ani nie słychać. Szczerze mówiąc straciłam nadzieję na bałwana i sanki.
    Uściski! :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdrówka chorowitkom.

      moje dzieci też za sankami bałwanem i bitwą na snieżki oraz jazdą z górki na dupce płaczą.....a tu zimy mi ma....

      Usuń
  14. Zdrowka dla Was!!! Ja juz wiosny wyczekuje- zima dzis znowu nas nawiedzila - oddam bez zalu!

    OdpowiedzUsuń
  15. U nas też troszkę powychodziło. Głównie tulipany, krokusy hiacynty i przebiśniegi powystawiały "łepki" jak poczuły troszkę ciepła. Ale ja ich jakoś specjalnie nie okrywałam. Ale ostatnie wiatry pozrywały mi chochoły z hortensji i zanim ja poszłam na działkę i to zauważyłam to boję się, żeby mi nie przymarzły trochę. Oby nie! Zobaczymy! U nas tak samo z chorowaniem. Jaś miał jakiś tam katar, ale też długo przedtem nie miał i pochwaliłam się bratowej M a za dwa dni Jaś miał katar! No sraczka normalnie. My chodzimy codziennie na godzinny spacer a jak było ciepło to nawet pół dnia na dworze, w lesie. Więc Jaś zahartowany-odpukać jak na razie!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja tez czekam na zime, na pontony sniezne i na narty, na ktore mialam zabrac syna poraz pierwszy. Sanki, z naszych juz Pysiek wyrosl zapewne, ja to na 100%:-P bo doopka sie nie miescila jak pamietam he he.
    A choroby to czasem wystarczy pisnac tylko slowko i juz leca jak na zamowienie. Kurujcie sie dziewczyny. Milion calusow!!!
    Pijcie mleczko z czosnkiem, maselkiem i miodkiem.

    OdpowiedzUsuń
  18. Kochana, zdrówka dla całej familii! I śniegu, o którym marzycie! I koniecznie w takiej właśnie kolejności :) powiedz, jak to robisz, że Lilka chichra się przy fridowaniu? Laura jak tylko zobaczy aparat zaczyna wić się jak piskorz.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zdrówka życzę i tej zimy mimo wszystko, chociaż trochę...
    Chociaż nie, zaraz, zaraz, mojemu młodemu zimowe buty się rozwaliły, to może lepiej już niech ta wiosna przychodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Moje dzieciaki dużo młodsze, ale walczymy z wirusowym zapaleniem gardła :( dużo zdrowia!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!