Mama2c

Mama2c

środa, 25 lutego 2015

A żeby było śmieszniej...

Wszystko zaczęło się w sobotę...
Tak, to było w sobotę. Lila przeczołgała mnie po całości. Nie Kochane- Ona nie była niegrzeczna! Ona była sobą. Po prostu...

Dziecko- wulkan. Już prawie przywykłam. Trafiają się jednak (jeszcze) takie dni, kiedy wieczorem nie wiem jak się nazywam. Nie wiem- czy to zależy od mojej kondycji, a raczej jej braku, od chwilowego spadku formy, od mniejszej wydajności- jednak takie dni nadal mi się przytrafiają.

Żeby było śmieszniej- w sobotę "do pomocy" miałam babcię. I wiecie co? Ona też była tego dnia, a raczej- tego wieczora, ledwo żywa.

A żeby było jeszcze śmieszniej, kiedy w końcu po 22-giej wrócił Marcin, i uraczyłam Go opowieściami o energii, która roznosiła Lilę, On- nie wiem- świadomie albo i nie, rzucił tylko: " W czwartek jadę na cztery dni do Świnoujścia"... Gościu ma wyczucie, że hej! Miałam ochotę usiąść i się rozpłakać. Taaaak, wiem- marzę się teraz strasznie, ale to był po prostu  kiepski moment na taką wiadomość.

W niedzielę skoro świt tata pojechał do Gdańska (została Mu to wybaczone- "winę" odkupił nowymi lampionami i szklarnią z Ikei), a my powitałyśmy dzień z temperaturą u Elizy. Szczęście w nieszczęściu, że tego dnia Lila trochę się uspokoiła- co mniej więcej oznacza tyle, że energia roznosiła Ją nadal, ale tym razem- działała bezkolizyjnie...

Gorączka okazała się być jednorazowym incydentem, za to w poniedziałek rano Eliza kaszlała już tak, że siekając (dosłownie!) cebulę, zastanawiałam się czy nie zadzwonić do sanepidu i nie zapytać o epidemię gruźlicy, ewentualnie zgłosić pierwszy przypadek.

I tak jak wierna i oddana jestem domowym metodom leczenia, tak nie zamierzałam czekać, aż Eliza się udusi, a my ogłuchniemy. Najzabawniejsza była w tym wszystkim Lilka, która po każdej salwie Elizy, biegła mi donieść: "Eliza kasle"... Nie no ja wiem- siwy włos się ostatnio mocniej u matki sypnął, ale słuch- póki co- funkcjonuje bez zarzutu. Choć czasami- nie powiem- wolałabym aż tak dobrze wszystkiego nie słyszeć. Zwłaszcza, kiedy Eliza zaczyna swoje pogadanki z cyklu: "Jajko mądrzejsze od kury"...

Także Eliza radośnie kaszlała nam do 18-tej, kiedy to przyjechał nasz pan doktor i zalecił włączenie pulmicortu. Trzeba Mu to oddać- jakość kaszlu zmieniła się diametralnie- z duszenia przeszło na przynoszące ulgę odkrztuszanie. Muzyka dla uszu- chciałoby się napisać... Mimo głośnych protestów Lili- Ona także została zbadana. Póki co- pan doktor- nie stwierdził niczego niepokojącego. Niby matka odetchnęła- raz, że u Elizy udało się bez antybiotyku, a dwa- Lila na razie zdrowa. Z naciskiem na "na razie" bo mama głupia nie jest (tak jej się przynajmniej wydaje)- Eliza kaszlała tak, że prątki unosiły się pewnie cztery piętra w górę, nie wspominając o tych, które osiadały na wiecznie asystującej Jej Lilce, bo przecież powiedzieć dwulatce: Nie siadaj koło Elizy, i masz jak w banku, że nie tylko będzie siadała jak najbliżej siostry, ba! Ona właduje się Jej z milion razy na kolana...

Przeszło mi oczywiście przez myśl, bo jak wiecie- mój optymizm to bardzo zmienna cecha, żeby tylko Lilka nie rozłożyła się na sam wyjazd Marcina. No i muszę przyznać- wczoraj nic nie zapowiadało katastrofy. Eliza "wkuwała" pytania na religię, a my z Lilką dreptałyśmy przed blokiem. Ach, jak pięknie u nas wczoraj było! To się chyba nazywa przedwiośnie, choć w związku z anomaliami w przyrodzie i brakiem zimy/lata, to już właściwie pewności nie mam- co to za pora roku, którą aktualnie mamy. Zresztą- mało istotne. Grunt, że Lila wentylowała się długo i radośnie.

Równie radośnie, we trzy, powitałyśmy dzisiejszy poranek. Co prawda- cień rzucił na niego kaszel Lilki, ale taki jednak mało niepokojący, bo zupełnie inny niż u Elizy... Każda z nas oddała się porannym rutynowym czynnościom- mama szykowaniu śniadania, a dziewczyny- tradycyjnie, demolowały chatę robiły nowy porządek po nocy... Chwilę po 8 nastąpiła zbiórka przy stole w jadalni- kuchnia wydała śniadanie. Hrabiny się rozsiadły, po czym Lila wzięła kęs chleba, i...
Tak, zwymiotowała prosto na stół. Eliza, której wymioty były kiedyś specjalnością (no niestety- refluks nie wybiera), oświadczyła, że ona właśnie skończyła jeść. No dobra- ja też jakoś straciłam apetyt...

Od kiedy Marcin sam sobie zdiagnozował gangrenę, ja Mu konkurencji nie robię, i w zgadywanie co komu dolega, już się zwyczajnie nie bawię. Co poradzić- oczyma wyobraźni widziałam już u Lilki na zmianę: zapalenie płuc i anginę, także poprosiłam pana doktora na kolejną wizytę... Lila w międzyczasie zaczęła się pokładać, kazała mówić na siebie "Basia" (Czy ja pisałam, że moja chrześnica często ulewa? Widać nie uszło to uwadze Lilki.), zwymiotowała drugi raz, usnęła, i... wstała z gorączką...

Po osłuchaniu i zbadaniu Lilki, pan doktor przekazał nam dwie wiadomości- tak, tak- dobrą i złą. Płuca, oskrzela, gardło- idealnie czyste. Natomiast przyplątała się "jelitówka", którą- musimy się z tym liczyć- może poczęstować nas wszystkich... Na dzień przed Marcina wyjazdem- to tak, żeby było śmieszniej. Nie wiem- czy to siła sugestii, ale już po godzinie, od kiedy dowiedziałam się z jakim przeciwnikiem walczymy- miałam połowę objawów Lilki... Marcin w drodze do domu zdiagnozował u siebie, charakterystyczny dla "jelitówki" ból brzucha, który... okazał się jednak fałszywym sygnałem. Podobnie- jak kiedyś gangrena :)

Na chwilę obecną sytuacja wygląda tak, że obstawiona probiotykami, colą i słonymi paluszkami, czekam na rozwój wypadków... Na tablicy korkowej w kuchni wisi ulotka z najbliższej pizzerii- jeśli polegnę ja- dzieci z głodu nie poumierają. Żal mi tylko Marcina- do Świnoujścia jedzie sędziować turniej siatkówki... Jakoś nie widzę, żeby co chwilę zeskakiwał z słupka, goniąc do toalety... Także ten, jak to było? Trzymaj się ramy, to się... :)


Aaaaaa! No i chwalić się będę- a jakże! Pamiętacie zdjęcia Elizy pracy na konkurs "Ogrody pływające- czyli Szczecin 2050"? Udało się! Elizy praca, po raz drugi, została zauważona. Tym razem, co prawda, jest to "tylko" trzecie miejsce, ale i tak pękamy z dumy!





No i jeszcze na koniec- perełka! Odnalazłam zdjęcia Elizy, z czasów, kiedy była dokładnie w takim wieku, w jakim jest teraz Lika- 2lata i 4miesiące.
Taaaa-dam, ktoś widzi podobieństwo?




I panna Lila:


19 komentarzy:

  1. Łooo Chrystusie Dziewczyny, ale Was rozłożyło!
    Jelitówka to jest najgorsze paskudztwo świata, sto razy bardziej wolę anginę.
    Współczuję i Małej i Starszej! Niech się kurują Dziewczyny i szybko wracają do formy! A Ty Mamo nie wiem jak to zrobisz, ale May potrafią cuda, chroń się przed tymi chorobami! :) W końcu ktoś musi stać na straży!! :)
    Ogromne gratulacje dla Elizy, przepiękna praca!!!!!! :*
    A na zdjęciach kropka w kropkę, takie same :)
    Dużo, dużo zdrówka!!!
    Buziaki :*****

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej jakie kloniki:)praca cudna-gratulacje. A pisalam juz ze kocham szczecin?zawszw jak wudze w twoim poscie nazwe tej cudnej miejscowosci to zazdroszcze...co do chorob-bez komentarza,tylko zdrowka.a tekst o gangrenie cudowny,ach ci faceci

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj trzymajcie się dziewczynki. Niech Twoje gwiazdeczki szybko do zdrowia wrócą. Praca Elizki prześliczne, ma magiczne łapki dziewczyna. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurcze współczuje.. Oby cie nie wzięło! I zdrowia dla dziewczynek!

    Gratulacje dla Elizy zdolna jest mozecie byc dumni :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. z tymi chorobami i tegoroczną zimą to jakiś horror.....Taki wulkan energii sama mam w domu, więc doskonale Cię rozumiem!!!! Ja właśnie zaczynam podejrzewać , że córkę dopadła świnka.....obym nie miała racji.......popołudniu wizyta u lekarza!ZDROWIEJCIE!!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdrowia, zdrowia, zdrowia oraz sił i niekończących się pokładów cierpliwości.
    Wiosna już blisko, a z nią wszystko będzie jakieś łatwiejsze.

    OdpowiedzUsuń
  7. ło kurde ..... Martuś cierpliwości:*

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja już poprzednio pisałam o podobieństwie, te zdjęcia jeszcze bardziej mnie w tym utwierdzają ;)
    Zdrowia, zdrowia, zdrowia wszystkim! :)
    I oczywiście, gratulacje ogromne dla Elizy! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ożesz... Biedaki... Zdrowiejcie :*
    Ja widzę mega podobieństwo! Te słodkie noski i iskierki w oczach, ech :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdrówka ale teraz paskudztwo panuje, masakra. Leżcie w łóżku i nie dajcie się wirusom...
    Panny jak dwie krople wody :)

    OdpowiedzUsuń
  11. u nass groprinosin w akcji. katar kilometrowy. i w sumie sama nie wiem skąd przylazło. rozmiem i wspolczuje. na szczescie z malzem mamy zmiany tym bardziej podziwiam i duzooo sily przesylam...

    OdpowiedzUsuń
  12. O matko jezusowa, czysty armagedon! Jak tylko słyszę hasło "jelitowka" mam ochotę spieprzac,gdzie pieprz rośnie, brrr... Nie wiem czy jest to możliwe (życze Ci by było), ale trzymam z całych sił kciuki by w miarę możliwości paskudztwo oszczedzilo Ciebie i Elizke. Marcinem się nie martwię, bo w razie W chłop będzie miał tylko swój tyłek do ogarnięcia. :)

    A dziewczyny faktycznie podobne ale ja i tak obstawiam przy tym, że Lilka to skóra zdarta z babci :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Z jelitowka meczylismy sie wszyscy. Ja ze Starszakiem wymiotowalismy, Mlody z Tata nie dali sie, chociaz dwa dni nic nie jedli.
    Jedyne dobre w tym wirusie jest to, ze trzymal nas dwa dni I zniknal bez sladu.
    Duzo zdrowka!
    Praca Elizy piekna, a dziewczyny podobne do siebie bardzo!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Noo jak się wali to się wali :) "Wesoło" tam u Was że hej :)
    Zdrowiejecie szybko i bezboleśnie - próbowałam sobie wyobrazić to sędziowanie w Twojej wersji jaką opisałaś hahaha ;)

    Ogromne gratulacje - mówiłam, ze twoje dziecię ma ogromny talent! Yupi :)

    A podobieństwo uderzające :) uwielbiam takie porównania zdjęć.

    Zdróweczka!!

    OdpowiedzUsuń
  15. O matko, ale u Was się dzieje. U nas jak w dwa lata temu była jelitówka to nie oszczędziła nikogo także pij tą colę na legalu jako profilaktyka :)

    OdpowiedzUsuń
  16. No dziewczynki jakby identyczne. Tylko Lila ma bardziej "chytrawy" wyraz twarzy. Tak mi się wydaje. Jakby mówiła myślami "Co by tu teraz zbroić?"
    A co do jelitówki to nie zazdroszczę. U nas też przedwiośnie i szalejemy na dworze już prawie cały dzień, bo pracy masa w lesie i na działce.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wow! Dziewczyny jak dwie krople wody. ;)
    Oj Was to te choróbska wymęczą, nie ma co. Spróbujcie pić czystek, może i Wam pomoże. ;)

    Zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  18. Wiedziałam, że praca Elizy zostanie zauważona. NIe mogło być inaczej. Gratulacje.

    OdpowiedzUsuń
  19. Martula! Tak to napisałaś, że zamiast współczuć to ja się co chwilę śmiałam jak głupia do telefonu ;)
    W trudnych chwilach humor chyba chroni od obłędu no chyba, że my matki to już i tak jesteśmy szalone :D
    Praca konkursowa Elizy megastyczna. Zdolna Dziewczynka!
    Eliza taka malunia? No powiedz kiedy?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!