Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 16 lutego 2015

Dwie niedziele...

Tydzień temu, niedziela, była dniem przestoju w domu. Eliza, po zaproszeniu Jej na domowe urodziny koleżanki z klasy, sama zapragnęła zrobić podobny spęd u nas, tyle, że bez okazji :) Nie mieliśmy nic przeciwko. A, kiedy ogarnęła pokój na błysk, byłam gotowa powiedzieć Jej, że koleżanki mogą odwiedzać Ją co niedzielę :p

Nie no... Tak dobrze to nie będzie- często niedziela jest jedynym dniem, który możemy spędzić w całości razem (w sezonie Marcin prawie co sobotę ma sędziowania, a to oznacza większość dnia poza domem) i wtedy- jeśli pogoda, zdrowie i inne niezależne od nas czynniki sprzyjają- dajemy dyla z osiedla :)

Cieszę się, że Eliza zaprasza do siebie koleżanki. Niby to takie naturalne i oczywiste, prawda? My, współcześni rodzice, wiele byśmy dali, żeby nasze dzieciaki jak najdłużej przyprowadzały swoich znajomych do domu... Niepokój rodziców rośnie wprost proporcjonalnie do zmniejszenia się częstotliwości tych odwiedzin... To ciekawe- bo na przykład mój ojciec nigdy nie miał tego typu problemów- dla Niego nasze mieszkanie było azylem, w którym nikt nie miał prawa zakłócić Mu spokoju- łącznie z nami. Do dziś pamiętam, jaki był zawsze "szczęśliwy", kiedy zaraz po wyprowadzce od Babci, już na nowym mieszkaniu, odwiedzał nas Jego brat, czy siostra... Jego nieopisana "radość" z tych odwiedzin szybko i skutecznie zniechęciły całą bliższą i dalszą rodzinę, tak, że byliśmy jak te odludki... Ku wielkiej uciesze pana taty.

Wychowywani w przeświadczeniu, że taty lepiej nie denerwować, nie mieliśmy nigdy tak szalonych pomysłów, żeby do domu przyprowadzić koleżankę lub kolegę. Na palcach jednej ręki, mogę policzyć razy, kiedy pod nieobecność ojca wpuściłam kogoś do domu... Wolałam nie ryzykować.
Oczywiście, kiedy podrosłam, i zaczęłam buntować się przeciwko takim, a nie innym porządkom w naszym domu, dalej długo nikogo do nas nie przyprowadzałam- wizja wstydu, jakiego może narobić mi ojciec, skutecznie mnie zniechęcała...

A to, "kilka" migawek z przygotowań, do odwiedzin koleżanek:








A co stanowiło największy problem podczas wizyty dziewczynek? Ano to, czym w tym czasie zająć Lilę... I niech mi nikt więcej nie mówi, że nie jestem optymistką! Jestem! I to tak wielką, że optymistycznie, założyłam sobie, że wilczą część czasu, kiedy Eliza będzie miała gości, któreś z nas spędzi z Lilą na dworze. W sensie- mieliśmy się wymieniać, w końcu to luty, i w przeciwieństwie do Małej, my już po niespełna godzinie na dworze, marzymy o kubku gorącej herbaty...
Taaaak, planować, to ja sobie mogę... Wiało tak, że mało człowiekowi głowy nie urwało, do tego wyjątkowa zimna ta niedziela była. I w ten sposób wyciągnęliśmy nieśmiertelne klocki, i "walczyliśmy"... Bo Lila, jak chyba większość młodszego rodzeństwa, żyje w głębokim przeświadczeniu, że koleżanki Elizy, to także Jej koleżanki...

Z początku, Eliza jeszcze jakoś tolerowała wpadającą do dużego pokoju, Lilę... Jednak w miarę upływu czasu, musieliśmy wzmóc czujność, i wzmocnić ochronę, bo jeszcze z kilka takich lilkowych wejść smoka, i jak przypuszczam, wyleciałaby w końcu stamtąd  z wielkim hukiem i... głośnym płaczem.




Tak było tydzień temu...
Za to wczoraj, postanowiliśmy, że nie ma zmiłuj- wsiadamy w auto i jedziemy. Plany były różne. Od randki rodziców, po eskapadę całą rodziną, a skończyło się na... czasie rodziców tylko dla Elizy. I wiem, że ten "projekt" może wydawać się dość dziwny, może budzić mieszane uczucia (sama w tej kwestii takie miewam...), to jednak kiedy widzimy radość Elizy, czuję, że to ma sens. Nie wiem, czy to jest regułą w przypadku dzieci, które wilczą część swojego dotychczasowego życia miały rodziców tylko dla siebie, czy to nasza wina, jednak Eliza ewidentnie potrzebuje nas, bez towarzystwa w postaci swojej młodszej siostry. Mam oczywiście świadomość, że mimo świetnego przygotowania teoretycznego, popełniliśmy masę błędów, które popełnia większość rodziców, kiedy rodzi się młodsze dziecko. Ba! My pewnie popełniliśmy błędy, których jeszcze nikt nie uwzględnił na kartkach podręczników psychologii rozwojowej dziecka, czy psychologii rodziny...
W każdym razie... Błędy mają to do siebie, że odbijają się dość mocno na życiu tych, którzy je popełniają. I- chciał nie chciał- trzeba je naprawiać. Szczęście w nieszczęściu, że nasz projekt naprawczy jest w zasadzie bardzo przyjemny. Mamy cudowną, wręcz fantastyczną Babcię, z którą nie zawahałabym się zostawić nawet trojaczków, gdyby je miała. Babcia, jeśli tylko nie pracuje, i nie ma innych planów, zawsze jest chętna do pomocy, z czego- nie powiem- chętnie czasami korzystamy.
I tak, wczoraj, zostawiliśmy Lilę, chłopaków i Babcię, a sami ruszyliśmy... nad wodę :)

Kamień Pomorski <3
Uwielbiamy oboje.
Właśnie odkryłam, że nie mogę, z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu, wrzucić Wam zdjęcia latte z solonym karmelem, które zamówił mój mąż... No cóż- może to i lepiej :p








A tu już Dziwnów... Na plaży strasznie wiało, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że zostawienie Lilki w domu (de facto większość czasu spędziła nie w domu, a na działce), to był dobry pomysł.

Odwiedziliśmy także znajomych z nadmorskiej okolicy, z którymi widujemy się raz, może dwa razy do roku...








Dziwnów zimą, jak większość nadmorskich miejscowości, jest po prostu wyludniony. I za to uwielbiam zimowe/wiosenne/jesienne wyjazdy nad morze :p Oczywiście, zimą ludzi jest najmniej, ale wiosną oraz jesienią, turyści są w ilości przez nas akceptowanej :)
Dlatego, Drogie Córki, jeśli to czytacie, i przypomnicie sobie każdy jeden wyjazd nad morze "w sezonie", to zapłaczcie głośno, bo to wielkie poświęcenie ze strony Waszych staruszków było...

Wszystko co dobre... i przyszedł czas na powrót do domu. Przede mną mega stresujący czwartek- jak go przeżyję, to... wszyscy na tym zyskamy :) Na razie żyję w takim dziwnym zawieszeniu pt. "Chciałabym, żeby już było po..." Niestety- póki co, jeszcze "po" nie jest, a ja... sparaliżowana nerwami tkwię w niemocy. Zajadam stresy (dlatego mam dla Was masę zdjęć kanapek, sałatek i kaszy- a to wszystko już niebawem :p), piję hektolitry kawy, którą już dziś zamierzam zamienić na melisę, źle sypiam, i "truję" w kółko Marcinowi o tym, jak się stresuję. Domyślam się, że to pewnie Jemu bardziej zależy na tym, żeby było już piątek, niż mnie :)

Miłego tygodnia i... oby do piątku...

34 komentarze:

  1. Ale imprezkę miały dziewczyny :) Ja zawsze byłam młodszą wścibską siostrą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skąd ja to znam...zawsze bałam się przyprowadzać kogokolwiek do domu, bo nigdy nie wiedziałam jaki ojciec będzie miał humor...
    Często, kiedy już zdecydowałam się na wyprawianie urodzin w domu i kiedy ojciec wyraził na to zgodę, zawsze w dniu imprezki słyszałam: "zapomnij, że ktoś do ciebie przyjdzie", albo "właśnie się odmyśliłem i już się nie zgadzam"...
    Możesz sobie wyobrazić mój strach...
    W liceum miałam zgarną paczkę, która była wtajemniczona w wybryki jakie serwuje mój ojciec i nie mieli oni pretensji, kiedy stawali się świadkami "darcia paszczy" ojca, albo kiedy odprawiał ich z kwitkiem mówiąc, że mnie nie ma mimo, że na nich czekałam i byliśmy umówieni...
    Najgorsze było, kiedy weszłam w okres pierwszych miłości i zapragnęłam zapraszać chłopaków do domu...
    Dziś pozostał żal i wstyd...
    Dlatego wychodzę z takiego założenia jak Ty.
    W naszym domu drzwi są otwarte dla każdego.
    Morze...aż się wzruszyłam, kocham je i morze jest miejscem, gdzie odpoczywam tak naprawdę.
    Martuś nie wiem o co chodzi, chociaż kilka myśli chodzi mi po głowie...ale wiedz, że myślami będę z Tobą i mocno zaciskam kciuki!
    Przytulam! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja tę Lilkę rozumiem! jestem młodszą siostrą:) Buziaki, trzymaj się dzielnie do tego czwartku-i on minie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Morza blisko zazdraszczam, tego talenta i chęci do pichcenia słodyczy również. Martuś, wpadnij do mnie z czymś pysznym kiedyś, co?

    OdpowiedzUsuń
  5. Najfajniej tam gdzie najmniej tłoczno. My dorośli uczymy się z własnych doświadczeń u mnie to raczej było skąpstwo mamy że znajomych nie zapraszałam. Klocki wadera u nas do dziś to najfajniejsza zabawka .To kwestia czasu aż Lilka będzie miała swoje koleżanki tylko dla siebie . Jedno muszę przyznać nudzić to się nie nudzicie z dziewczynkami. Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudnie spędzona niedziela :)
    Ja też pozwalam chłopcom na zapraszanie gości choć u mnie w domu rodzinnym było z tym różnie, często na klatkach siedzieliśmy...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak tam u Was pięknie na Twoich zdjęciach!
    Uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. fantastycznie mieszkac na tyle blisko morza by móc robic takie fajne wypady nawet w zimie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gdybym była koleżanką Elizy chętnie bym do Was wpadała częściej :)
    Moja siostra zawsze chciała coś pożyczyć, gdy ktoś u mnie był. I oczywiście latała za mną ciągle, a rodzice niestety dość często na to pozwalali. Ale z drugiej strony byli dzielni, bo w czasach licealnych przewalały się przez nasze mieszkanie rzesze znajomych.
    Tak sobie myślę, że gdybym miała na wyciągnięcie dłoni/samochodu takie okoliczności przyrody chyba polubiłabym spacery.
    Buźka

    OdpowiedzUsuń
  10. Trzymam kciuki.przede mna tez ciezki tydzien...co do przyprowadzania znajomych mialam tak samo,jak ja szlam raz na sto lat do kogos to bylevym przypadkiem nic nie jadla....ja uwielbiqm jak ktos nas odwiedza i doczekac sie nie moge kiedy dziewczyny zaczna spraszac kolezanki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zazdroszcze ci tego morza o kazdej porze roku.. tez bym chciala mieszkac tak blisko i robic sobie takie wypady i spacerki z rodzina..

    Ciekawe co bedzie w czwartek?? Nie wiem, ale trzymam kciuki ;-) Powodzenia na pewno dasz rade!

    OdpowiedzUsuń
  12. Moja Droga- super!! Na imprezke tez bym sie pisala :) i na babskie spacery i wypad nad morze i na kawke i na rodzinny dzien :)
    Trzymam kciuki w ciemno- ma byc dobrze- myslami bede przy Tobie!!
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytając tego posta miałam tyle pomysłów na komentarz, a teraz wszystkie gdzieś uleciały...Mam problemy z koncentracją, szlag!

    W każdym razie będę mocno trzymać za Ciebie kciuki :) Pamiętaj, nie taki diabeł straszny...

    Fajnie, że udało Wam się tak rodzinnie spędzić te niedziele. Że Wy jako rodzice daliście tyle radości Waszej straszej latorośli...strasznie miło się czytało ten wpis :)

    Ach, no i przepiękne zdjęcia! Głównie te z Kamienia Pomorskiego, aż człek chciałby się tam przenieść :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Szkoda, że jestem za stara na koleżankę Elizy ;) i doskonale Ją rozumiem, że chce być sama ze swoimi koleżankami, bo sama miałam młodszą siostre, która zawsze walila do mojego pokoju drzwiami i oknami, ale mimo wszystko zrobiło mi się Lilki żal... Dobrze, że wkrótce gdy pójdzie do przedszkola będzie miała już swoje własne "osobiste" koleżanki. A co do dalszej części posta - nie wiem o co chodzi, ale trzymam kciuki z całych sil i życzę powodzenia. I nie stresuj się tak, kobieto, cokolwiek by to było!

    OdpowiedzUsuń
  15. Myślę że Elizce takie spotkania dziewczyńskie zostaną w pamięci na zawsze. A poza tym odwaliłaś kawał dobrej wychowawczej roboty ponieważ nie wszystkie dzieciaki chcą swoich znajomych zapraszać do domu. Moja starsza buntuje się i nie chce koleżanek w domu ponieważ całą uwagę przejęłaby młodsza gwiazda. Oj trzeba się napracować nad prywatnością dla starszej ;}}. Uważam że w takim okresie wypad nad morze to rewelacja- bez tłoku, kramów, kramików. Super! Strzelę- może to chodzi o pracę:}- właściwie nie ważne o co ale mocno jak się tylko da trzymam kciuki ;}

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajne takie imprezki z koleżankami w domu :)) Eliza długo będzie je pamiętać na pewno :)
    Co prawda nie mam dzieci ale myślę, że takie spędzanie czasu z jednym z rodzeństwa, to bardzo fajny pomysł. Zacieśnianie więzi, miłe wspomnienia :)
    Zdjęcia świetne :)
    Powodzenia w czwartek! Trzymam kciuki, żeby poszło po Waszej myśli! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Super, ze Eliza zaprosila kolezanki do domu I, ze tak ladnie je ugoscila.
    A polskie morze ? Mam strasznh sentyment... uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. świetna impreza a wypad nad morze jeszcze lepszy. ;)
    Piękne zdjęcia. Uwielbiam morze, to prawda poza sezonem można odkryć jego drugą twarz i rozkoszować się bezmiarem przestrzeni w ciszy i spokoju. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Przy tych waszych wypadach to ja normalnie wysiadam. My nigdzie ostatnio nie jeździmy, nawet na spacer M ze mną nie pójdzie. Z wielką łaską uda mi się go wyciągnąć do Kościoła.

    OdpowiedzUsuń
  20. Hehe...możemy sobie rączkę podać...och jak to podobni tatusiowie zbliżają :))
    Mój awanturnik że strach było kogokolwiek zapraszać...Ja też wolę kiedy do młodego przychodzą koledzy, ale jest mały problem..ciężko utrzymać 2letnią siostrę w drugim pokoju. mam nadzieje, że remont dojdzie do skutku i drugi pokoj będzie niebawem...choć marzy mi się sypialnia , ale cóż takie warunki lokalowe...
    jaki czwartek?..o co chodzi?..cholera, znów nic nie wiem :/

    OdpowiedzUsuń
  21. Ale fajne zdjęcia robicie, napatrzeć się nie mogę!
    U nas też dom otwarty, prawie codziennie mam jakąś koleżankę Ł (zwykle zasmarkaną, a potem się dziwię, skąd F ma wciąż katar ;) ).
    Ja ogólnie jakoś w koncepcji domu otwartego żyję... kiedy jeszcze nie mieszkałam pod miastem, a w mieście (zatem więcej znajomych miało do mnie bliżej, dwa przystanki tramwajem), to mieli nawet swoje klucze do naszego mieszkania.
    Jakoś bez ludzi ciężko mi żyć. I choć - wiadomo - teraz inaczej, jednak dzieci też sporo zmieniają, to często odbieram ze szkoły nie tylko Ł, ale i jeszcze kogoś do kompletu i zgarniam do siebie na obiad i do wieczora ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam nadzieje, ze moje dzieciaki beda rownie towarzyskie (mam pewne watpliwosci co do Bi, ale to sie okaze z wiekiem ;p) co Eliza! Ja sama w dziecinstwie mialam niewiele kolezanek, a tych ktore mialam nie wolno mi bylo zapraszac do domu. Moja matka, jak Twoj ojciec traktowala swoj dom jak azyl i nie zyczyla sobie bandy biegajacych dzieciakow. :( W liceum zas wstydzilam sie kogokolwiek zapraszac. Moja matka byla slodka jak miod, tylko ze zawsze przy moich znajomych glaskala mnie po glowie opowiadajac jaka jestem ciota. I prosila, zeby kolezanki sie mna zaopiekowaly, brrr... Obciach pelna geba! ;) Nie mowiac juz o tym, ze miala zupelnie inne podejscie niz Wy co do przebywania w tym samym pokoju mlodszej siostry. "Przeciez to tez jej pokoj, a poza tym ona taaak lubi Twoje kolezanki..." - zawsze slyszalam. :(

    Wypad cudny! Uwielbiam widok wzburzonego, zimowego morza, ale... tylko na zdjeciach! :) Pamietam ten przeszywajacy na wskros wiatr... Stanowczo wole morze latem. ;) A w Kamieniu Pomorskim nawet kiedys bylam... Jak mialam moze z 7-8 lat. ;)

    Nie wiem co szykuje sie na czwartek, chociaz mam kilka domyslow. W kazdym razie trzymam wielkie kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tam czwartkowe przezycia Martus? Ja tu z mrowkami w tylku czekam na relacje i pewnie nie ja jedna... ;)))

      Usuń
  23. Dopiero widzę, że Dziwnów! Mam wielki sentyment, kiedyś jeździliśmy tam co roku, bardzo tęsknię, ale fajna baza nam odpadła....
    Rybkę mamy tam obcykany, market chiński, gorące ciasto/drożdżówki/pączki przy plaży...
    Ech... :)

    OdpowiedzUsuń
  24. ja z poślizgiem aż mi głupio że dopiero teraz:/ trzymam kciuki za czwartek to już jutro :*
    a dziewczynki mają cudownych rodziców wiesz o tym ????

    OdpowiedzUsuń
  25. Trzymam kciuki za jutro. Cokolwiek to jest - uda się. :)
    Smakowite zdjęcia, piękne spacery, radość aż od Was bije.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ale extra :) zazdroszczę tych waszych "aktywności", a latte pewnie było wspaniałe - kocham :)
    i trzymam kciuki za czwartek, wstrzymuję oddech i czekam na wiesci poczwartkowe :)
    pozdrawiam
    ps: jak obiecałam, stałam się stałą czytelniczką ;) i w gronie obserwatorów już się też znalazłam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. sama bym na taką smaczną imprezkę wpaadła :D

    zazdroszczę morza! okropnie zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
  28. Cokolwiek ma sie odbyc czwartkiem to trzymam kciuki za pomyslnosc!!!
    Taki wypad z Eliza sam na sam na pewno dziala poniekad terapeutycznie na Was troje. Zas odwiedziny kolezanek sa swietnym pomyslem, Lile trzeba tylko zajac jak pisalas i sumie beda to przyjemne spotkania.
    buziaki:-*

    OdpowiedzUsuń
  29. i ja Martuś trzymam kciuki, na pewno wszystko się uda! :*

    OdpowiedzUsuń
  30. Bardzo dawno nie byłam nad morzem. Dla nas to wyprawa życia:) Kiedyś wsiadałam w pociąg nocny, rano byłam na miejscu. Teraz wole siedzieć w domu z dwoma bobasami niż jezdziź pociągiem. Po ostatniej awanturze Tomka w pociągu mam dość. A morze chętnie bym zobaczyła. Dziwnów bardzo mi się podobał i oczywiście rybki były pyszne... Och jak Wam tam było cudnie:) Piękne zdjęcia i piękna pogoda:)

    Ciekawe, jak było wczoraj:)?
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Mam pytanko co to za pyszność w tych szklankach? Prosze o dokładny przepis i przygotowanie:) Z góry dzięki:) Pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć. Będziesz potrzebowała mrożone truskawki (nie jestem w stanie powiedzieć ile ja ich miała- może 30- 40dag), 2galaretki truskawkowe, śmietana kremówka (moja była z Lidla- 200gram, dobrze schłodzona), ciastka czekoladowe (kruche) i do ozdoby czekoladowe serduszka (Kauffland). Galaretki (każdą osobno) rozpuściłam w połowie podanej na opakowaniu wody (chociaż jedną możesz zrobić według oryginalnej instrukcji, czyli na pół litra wody)- wystudziłam. Truskawki lekko rozmroziłam i zmiksowałam. Najlepiej byłoby gdyby galaretka, którą będziesz dodawała do ubitej kremówki, lekko już tężała- możesz włożyć ją do lodówki i kontrolować. Ubijasz na sztywno kremówkę, dodajesz tężejącą galaretkę miksujesz na najwolniejszych obrotach miksera i dodajesz mus truskawkowy. Do szklaneczek/pucharków kruszysz ciasta kruche czekoladowe (u mnie wyszło po jednym na spód), na to wylewasz masę śmietano-truskawkową i chowasz do lodówki. Kiedy lekko się zetnie wylewasz tą drugą galaretkę i z powrotem do lodówki na kilka godzin. Smacznego. Jeśli coś pogmatwałam, to pisz śmiało :) Pozdrawiam

      Usuń
  32. Nie ma nic w tym złego, że ze starszym dzieckiem spędza się czas. Młodsze zadowolone z innego towarzystwa i nowych przygód. Na pewno nie bedzie smutne z tego powodu. Chociaż w druga stronę starszak nie zawsze rozumie samotne spędzanie czasu z maluszkiem. Razem we troje gdy msma poświęca się młodszemu to jest maks wytrzymałości. Ale też nie należy generalizować ;)

    Poznaję most w Kamieniu Pomorskim i ratusz! I plażę w Dziwnówku też. Najpiękniejsze wakacje jakie spędziłam
    to właśnie tam. Bylismy dwa lata temu w Pobierowie i tak spacerowalismy brzegiem od Pobierowa do kamienistej plaży, a najpierw była muszelkowa plaża :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!