Mama2c

Mama2c

wtorek, 3 lutego 2015

Rozpusta

To jedno słowo najlepiej oddaje moje odczucia odnośnie tego, jak spędziliśmy ostatni dzień ferii. Co prawda, ja ową "rozpustę" odchorowywałam cały poniedziałek, ale cóż- coś za coś :)

Jak nam minęła ostatnia niedziela?
Fantastycznie :)
Począwszy od tego, że obiad mieliśmy zaklepany u Babci (Jupi! Przy mojej całej miłości do "stania przy garach", lubię te rzadkie chwile, kiedy to ktoś dla mnie gotuje...), po wypad na kawkę tylko z Elizą, a skończywszy na super fajnym spacerze...

Obiadki u Babci lubimy wszyscy z prostej przyczyny- zawsze poprzedzone są pytaniem: "A co chcielibyście zjeść?"... I chociaż Mama doskonale wie co lubimy, i taki niedzielny obiad, mogłaby przygotować bez konsultacji z nami, ale... Czasami faktycznie mamy ochotę na coś, czego dawno nie jedliśmy, a o czym zapomniała nawet Babcia B :)

Zanim jednak usiedliśmy do stołu, zostawiliśmy Babcię i dziadka z Lilką, a sami "porwaliśmy" Elizę na deser. Może trochę wbrew logice, i zasadom zdrowego żywienia, ale... Rodzice też czasami mogą mieć fantazję :)

I w ten oto sposób, mieliśmy ucztę nie tylko dla ciała (Ach te latte- jaką ja mam do nich słabość!!!), ale i dla ducha... Niestety, Lila ma ostatnio jakiś gorszy okres. Nie wiem- czy to bunt dwulatka w natarciu, czy wychodzą Jej kolejne piątki (ślina Jej leci na potęgę!), ale daje nam popalić. Dlatego, ten drugi tydzień ferii, minął nam w dość nerwowej atmosferze. Widzę po Elizie, że momentami ma po prostu dość Małej, i... Nie dziwię się Jej. Jednak o wybrykach panny Lili- innym razem.




Śmiałam się do Elizki, że ma jeszcze kilka lat na to, żeby polubić kawę- przecież musimy na nią kiedyś chodzić razem! Nad Lilą w tej kwestii pracować nie trzeba- kiedy tylko Marcin zrobi mi nasze domowe latte- Lila jest pierwsza do spijania pianki i nie tylko :) 

Także- po dwóch latte, poprawiłam babcinym obiadkiem... Dla mnie, osoby żyjącej od 10lat bez woreczka żółciowego, okazało się to lekką przesadą. I mimo, że efektów nie poczułam od razu (i całe szczęście- lepiej cierpieć w poniedziałek, niż w niedzielę :p), to dzień następny miałam "z głowy"...

Po obiadku poszliśmy na spacer. 
Spacer jak spacer- dla nas to nic nowego. Jednak miejsce... Piękne wspomnienia odżyły... W końcu to do tamtego parku zabierałam mojego przyszłego męża na pierwsze randki w asyście... psa :) 
Naprawdę się wzruszyłam na myśl, że to już tyle lat, że tacy inni wtedy byliśmy, że wciąż razem trwamy, mimo, że bywa różnie... 




A największą atrakcją w "parku rodziców" okazało się... Nie, nie- nie zjeżdżanie na sankach! Zbieganie z górki- to jest to :) Rechot Lilki? Do pół godziny po zbiegnięciu :D 



No i powiem Wam, że osobiście czuję się już zimą nasycona :) 
Zdecydowanie, podobnie jak Lux, tęsknię już za bardziej wiosennym jedzonkiem, okazjami do większej aktywności fizycznej, do zrzucenia tych wszystkich ubrań... 

Dlatego, delektuję się widokiem moich biedronkowych hiacyntów :) Tyle radości ze 3zeta :) 


Jednak u nas za oknem, póki co, zima panoszy się w najlepsze...




A póki co... uciekam na randkę z Mężem :) Musimy nadrobić "milczący styczeń"...




30 komentarzy:

  1. Martuś jak ja się cieszę, że tak tu dziś u Ciebie ciepło i optymistycznie mimo śniegu za oknem :)
    Dzisiejszą randką odbijcie sobie wszystkie te gorsze chwile! :)
    Na zdjęciu wyglądacie na bardzo szczęśliwych, niech tak już zostanie! :)
    A obiadki u Mamy :) mmmm, cud, miód :D Też je uwielbiam :)
    Chociaż przyznaję bez bicia, że moja teściowa jaka jest taka jest, ale gotuje wybornie :) No, ale nie będę jej zbytnio słodzić, bo obrośnie baba w piórka :P
    Ściskam mocno! :* i oby już Ci nic nie dokuczało chorobowego!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooo, i ja też się cieszę, że już dobrze u Was! I randki zazdraszczam:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo sie ciesze, ze pogodziliscie sie z Marcinem!!! :)

    Zobacze, czy mojego M. uda mi sie wyciagnac na jakas randke. Tesciowie melduja sie juz w poniedz... Ciekawe czy istnieje jakis swiety od cierpliwosci? Nawet wyjatkowo bym sie do niego pomodlila w tej intencji... ;)

    Obiadku u mamy zazdroszcze, szczegolnie, ze moja gotowala, choc niezle, ale zawsze z wielkim fochem i drac sie, ze moze bysmy ruszyly swoje cztery litery i jej pomogly. Gdybym mieszkala blizej, to raczej ona wpraszalaby sie do mnie na obiady... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale Wam dobrze.... My jesteśmy z mężem umówieni na randkę w piątek, dzieci do dziadków :). I taka fantastyczną kawkę planujemy wypić, a co! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. :))) bardzo ucieszyl mnie Twoj dzisiejszy wpis!! Super, ze sie dogadaliscie- szkoda takiej pary, rodziny, Was- warto walczyc!!
    Zdjecia super- radosc dziecka niezaplacalna!
    Powiem Ci, ze moje hiacynty sa nadal w formie a stoja juz tak dlugo- a jak oblednie pachna!! gdy tylko padna kupie nowe- odrobina takiego "luxusu" musi byc :)))
    Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepiekne chwile za Wami, wspaniale wspomnienia w zdjeciach zatrzymane. Jak najbardziej fajnie, cieplusio tam u Was. Randka z mezem na pewno bedzie udana, moze taki rytual miesieczny sobie zrobcie? Ten czas sam na sam jest Wam bardzo potrzebny, tak samo jak czas poswiecony tylko dla Elizy. Pozdrawiam z zasniezonego swiata :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ah i zapomnialam dodac, sliczne te biedronkowe hiacynty!

    OdpowiedzUsuń
  8. No proszę jak tu słodko i miło i tak... romantycznie :)) Fajnie, że ciche dni za Wami i gorsze chwile minęły- oby bezpowrotnie!

    Piękna zima u Was, u nas była ale tylko do południa.. także kiepsko na razie. Ty masz już dosyć zimy, a ja jej jeszcze nie poczułam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak w życiu takie banale powiedzenie ,,kto się lubi ten się czubi,, a jakie prawdziwe.ŻYCZĘ WAM MIESIĄCA MIODOWEGO. Hahaha tylko nie wiem kto z dziećmi w tym czasie zostanie. Pozdrawiam ewa.

    OdpowiedzUsuń
  10. Uciekaj,uciekaj I korzystajcie ile mozecie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Martuś, jakie piękne zdjęcia i jaki pozytywny post! No widzisz, wszystko zmierza ku dobremu, a takie gorsze chwile to wszyscy mamy w małżeństwie. Smigaj więc na randkę z mężem i planujcie następne!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja po ostatniej latte cierpiałam tak, ze całkowicie odstawiłam kawę :( teraz pijam zieloną herbatę i jestem z tego powodu głeboko nieszczęśliwa :(

    Zazdroszczę randki i cieszę się, ze po milczącym styczniu przyszedł randkowy luty :)

    OdpowiedzUsuń
  13. No i wiosna zagościła u was oby na stałe :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozpusta i radość w Waszych ślepiach ;}}. Marta rozpusta musi być właśnie taka "do odchorowania" wtedy jest najsmaczniejsza ;}}. Na deser- park i wspomnienia- dzień idealny. Kobietko jak najwięcej takich serduszkowych rozpustnych dni ;}}}. Ty promieniejesz, dziewczynki szczęśliwie- przepiękny obrazek. Dobra koniec kadzenia :}}}}}

    OdpowiedzUsuń
  15. Randkę?!?!?! Ale fajnie, no i oczywista oczywistość zazdroszczę, bo my widzimy się oststnio tylko pół godziny rano i godzinkę wieczorem. No, ale nie narzekam, bi jakaś spokojniejsza się od tego stałam :) Śniegu widzę macie mniej więcej tyle co i my, czyli prawie nic. Ja też już mu podziękuję i poproszę wiosnę. Ach ta śmietanka na kawce, rozmarzyłam się. No ake pisz nam tu jak tam układziki z umiłowanym, dagadani mam nadzieję jako tako?

    OdpowiedzUsuń
  16. O, ja też bez woreczka!
    I mam w sumie powikłania po usunięciu - 2 lata leczenia. Obecnie remisja - pytanie jak długo.
    Mogę podpytać, czy bierzesz jakieś prochy?

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak trzymać hehe, miłego randkowania i nadrabiajcie stracone chwile ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Faktycznie niezła rozpusta - słodkości, obiadki, kawki, ale najważniejsze te chwile bliskości. Cieszę się, że między Wami lepiej. Randka. Hmmm.... Chyba lasek obudził wspomnienia :) I bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  19. Kurde z tymi komentarzami. Piszę już któryś raz i zawsze jakiś błąd.
    Ale pięknie widzieć że u Was dobrze. Nawet troszkę zazdraszczam. U nas ostatnio nawet ok i boję się, że jak gdzieś się pochwalę to za chwilę znów będzie źle. Już nie raz tak miałam

    OdpowiedzUsuń
  20. Wspaniale widzieć takie szczęśliwe zdjęcia:)
    Bardzo się cieszę Marta:))))

    OdpowiedzUsuń
  21. no proszę :) same pyszności i randka ho ho :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Życzę udanej randki!:) I ja na taką czekam:) Podobnie, jak Ty nie przepadam za zimą, ale jednak chciałabym choć z trzy dni doświadczyć śniegu z dziećmi i bardzo bym chciała, by ten śnieg jeszcze spadł i najlepiej, by w tym czasie wszyscy byli zdrowi:)
    Ja kawy nie pijam, ale na Waszą ze stołu bym się na pewno skusiła:)

    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Oj taka randka po milczacym miesiacu to na pewno lepiej smakuje:)))

    OdpowiedzUsuń
  24. Chwilę rozpusty można spalić na spacerze, a a latte....ach jak ja cię rozumiem ! tez nie potrafię się jej oprzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Cudowny dzień, oby było takich jak najwięcej. :)
    Tworzycie wspaniała rodzinę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Niech będzie i żyje rozpusta i radość z życia :)))
    Widać na zdjęciach, że cieszysz się feriami i rodziną, tak trzymaj naładowane baterie!! :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Naprawdę mocno sobie cenię takie chwile spędzone w kawiarni przy kawie... to takie oderwanie od codzienności :)

    OdpowiedzUsuń
  28. No dobra, ja może zbyt "śniegowa" nie jestem, ale taki jeden tydzień sankowy by nam się przydał. Bo prezent od chrzestnego już drugi rok kurzy się w piwnicy :(

    OdpowiedzUsuń
  29. to teraz mi narobiłaś ochoty na TAKĄ rozpustę :P
    zazdroszczę śniegu bo u nas go brak a połowa ferii za nami :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!