Mama2c

Mama2c

czwartek, 12 lutego 2015

Taki czwartek...

Czwartek, to generalnie fajny dzień. Dla pracujących- weekend już tam gdzieś widać na horyzoncie, coraz bardziej wyraźnie. Dla niepracujących mam, takich jak ja- wizja tego, że już, już za momencik rodzinka będzie w komplecie... A jeśli trafi się tak, że już w czwartek jesteśmy wszyscy razem? To jest to pełnia szczęścia. A wszystko to, dzięki... wadzie zgryzu Elizy :)

Jakiś czas temu, pisałam Wam, że Eliza zaczęła swoją przygodę z aparatem ortodontycznym. No cóż- przygoda życia to to nie jest, ale trudno się dziecku dziwić. Niby rozumie nasze argumenty, niby wie, że trzeba... ale jak tylko uda się "zapomnieć" założyć go w ciągu dnia, to jest super.

Tak czy siak- ząbki, mimo tak krótkiego czasu użytkowania, całkiem ładnie współpracują. Tyle, że poza w miarę regularnym noszeniem, raz w miesiącu, musimy pokazać się pani ortodontce. I właśnie tydzień temu, w czwartek, mieliśmy termin wizyty przypadający w lutym. Zazwyczaj Marcin jeździł sam z Elizą, bo tak układaliśmy to pod szkołę, żeby Eliza nie opuszczała lekcji. Jednak kiedy zapisywali się w styczniu na wizytę, nie wiedzieli, że wraz z końcem ferii zmieni się plan lekcji.

Wizyty nie było sensu przekładać, tata wziął wolny dzień, mama umówiła dodatkowo Elizę do fryzjera w tym dniu ( Jak się mieszka na obrzeżach, to wizytę w mieście wykorzystuje się maksymalnie :p), zadzwoniła do babci zaanonsować nas na obiad, wspomniała tacie, że ma ochotę na kawkę w Jego towarzystwie.... i ruszyliśmy do miasta :)

Kiedy Eliza była w gabinecie, Lila nawiązywała bliższą znajomość z panią rejestratorką... Swoją drogą- Lila wyjątkowo szybko nawiązuje te znajomości. Z jednej strony fajnie, ale jeśli Jej to nie przejdzie, to pewnie czeka nas jeszcze więcej pogadanek o bezpieczeństwie i ostrożności, niż z Elizą, która raczej trzymała i trzyma obcych na dystans. Wracając do Lilki... Pani, z którą Mała rozmawiała, była zachwycona Jej mową, a my rośliśmy, rośliśmy i rośliśmy :) I mimo, że "ortodontka" to trudne słowo, i nie powiem, że Lila wypowiada je perfekcyjnie, ale rozmówczyni bez problemu zrozumiała je w wykonaniu Lilki, więc nie jest źle :)

Po kontroli przyszedł czas na fryzjera. Zachwycacie się namiętnie Elizy włosami... to może zaczniecie Ją też czesać? Za mnie... Co rano... :) Nie wiem jaki rodzaj włosów ma moje dziecko, ale bezproblemowo uczesać mogę Ją tylko zaraz po myciu głowy, kiedy nałożę Jej sporo odżywki... A potem, z każdym dniem, jest coraz gorzej. Tym razem podcięłyśmy trochę więcej, niż tylko końcówki, a po komunii, zetniemy jeszcze więcej. I muszę przyznać, że po tym ostatnim podcięciu jest odrobinę lepiej z czesaniem.

Lila, która pare dni wcześniej, na wiadomość, że jedziemy z Elizą do fryzjera zareagowała płaczem, na miejscu zmieniła diametralnie zdanie i jako pierwsza wskoczyła na fotel, dając się uczesać :)



A kiedy nasza zaprzyjaźniona pani Justyna obcinała Elizę, Lila... zagadywała panią, która też była w salonie. Usiadła koło Niej na kanapie, i komentowała co dzieje się z Elizą :p



Kiedy Dziewczyny były już po swojej dawce relaksu (Bo wierzę, że to był dla Nich relaks :)), przyszła pora na przyjemności dla nas wszystkich!

Jak już nie raz wspominałam- jestem fanką sieci kawiarni Columbus, i nie przepuszczę żadnej okazji, żeby napić się ich kawy :) Ostatnio trochę rzadziej zamawiam moje dwa ulubione smaki: Cinnapple Latte i Spicy Mample Latte, na rzecz nowości... I nie żałuję, choć faworyci pozostają bez zmian :) Aaaaa. nie pisałam za to, że kiedy w czerwcu ubiegłego roku, leżałyśmy z Lilą w szpitalu, tatuś co rano przywoził mi taką pyszną kawkę. Kochany!

Tym razem poszaleliśmy na całego, a "siedziało" nam się tam wyjątkowo przyjemnie- Lila, o dziwo, znalazła chwilę, żeby usiąść z nami i napić się kawy, spienionego mleka z syropem waniliowym i czekoladową posypką (No tak... czekolada. Byłabym zdziwiona, gdyby na takie przyjemności nie znalazła czasu :), a kiedy nie siedziała z nami przy stoliku- zachowywała się niczym ułożony mały bywalec takich miejsc. Co nie jest absolutnie prawdą- ani nie jest ułożona, ani nie jest stałym bywalcem :)

Taka ze mnie matka, że jak już mi się zdarzy wyjść, to najczęściej dbam o komfort swój i... innych. Sama, wykradając tą chwilę na własne przyjemności, niekoniecznie chciałabym mieć przy swoim stoliku wyjątkowo niesfornego malucha. Jednak temat stref wolnych od dzieci był już szeroko komentowany jakiś czas temu, a ja absolutnie nie mam zamiar go odgrzewać, także na tym dyplomatycznie zakończę mój wywód ;) Bo w tym temacie można dyskutować, i dyskutować :)

Lila trochę pochodziła, trochę posiedziała na schodkach, i nikogo nie zagadywała :) A my z Marcinem, co chwilę wzdychaliśmy, że może nasze wyjścia w czwórkę ( Bo przecież takie też się zdarzają) zyskają w końcu inny wymiar, i nową (lepszą) jakość... W końcu to średnia przyjemność połykać w KFC pięć frytek na raz, wycierać tłuste od kurczaka ręce w spodnie, bo na złapanie chusteczki nie ma już czasu, i udawanie się w pogoń za Lilką, która dziesiąty raz chce zmieniać stolik...





Eh, aż mnie samej miło popatrzeć :p Nie miałabym nic przeciwko, żeby częściej robić sobie takie wypady, no ale...

Mimo, że Eliza zapomniała zabrać od fryzjera kamizelkę, zdecydowaliśmy się choć na chwilę pojechać do Parku Kasprowicza. Szkoda, że mamy tam tak daleko. Uwielbiam to miejsce o każdej porze roku! 









Długo tam nie zabawiliśmy, bo jednak był to chyba jeden z mroźniejszych dni tej zimy, także po godzinie mieliśmy już dość. I przyznaję- wizja gorącej zupy u babci, była bardzo, bardzo kusząca. Najedliśmy się jak mopsy :) Serio, ciężko było podnieść się z kanapy, chociaż babcia, jak później wyznała, była przekonana, że zjemy więcej- także nie wiem, co Ona o nas sobie myśli :) 

Wykorzystaliśmy wizytę u babci, i na chwilę zostawiliśmy bawiącą się w najlepsze Lilkę, a sami skoczyliśmy do sklepu. Nie ma to jak poszaleć w... Pepco :) Potem szybko podjechaliśmy do mojej małej chrześnicy- okazało się, że przekazując Jej fotelik do karmienia, zapomnieliśmy o jednym pasie :)

I tak, ten nasz wspólny, dość intensywny czwartek, dobiegł końca... W aucie jeszcze powalczyłam z Lilą, żaby nam nie usnęła, bo wizja wieczoru spędzonego z mężem, a nie na usypianiu wyspanej Lilki, wydawała mi się bardziej nęcąca :p 

A dzisiejszy czwartek? Poranna walka o wstanie o czasie, czyli: Dziś masz do szkoły na 8, a nie na 11! Trzy pączki w tą, czy w tamtą... Fasolka po bretońsku, zamiast jogurtu... na kolację (gwóźdź do trumny :p), sto pięćdziesiąt tysięcy razy powtórzone: W tej chwili idź sprzątać pokój (pobojowisko- to jedyne określenie, jakie przychodzi mi na myśl, kiedy myślę o pokoju Elizy!), Lila skandująca niczym rasowa nastolatka przed koncertem Biebiera: Daj cyca, właśnie wtedy, kiedy siadam z pączkiem i z kawą... Kawa wylana przez Elizę na moją nową tacę... i odrabianie lekcji o 21.30, bo: No jak ten tata sprawdzał! 
Dom wariatów, lub... Dzień jak co dzień... 
Ach, no i najważniejsze! Lila zbojkotowała jedzenie pączków- obrzydził Ją... lukier :) 







A Wam jak minął dzień?




38 komentarzy:

  1. To ogólnie fajny dzień. U Was z Marcinem chyba idzie ku dobremu? Tak myślę, co napiszesz w walentynki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajny dzień, Ewa. Tak, myślę, że tak. I mam nadzieję, że to dobre, będzie już na dłużej.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam edytować, żeby coś dopisać i masz ci babo placek, zeżarło wszystko!
      Więc od nowa :)
      Eeee no prawdziwe kobiety, obie na fryzjerskim fotelu! Super! :)
      Jakie Licia ma długie włosy!! Szok!
      Elizka to już w ogóle.
      Pamiętam jak ja zapuszczałam na komunię :)
      Loki miałam, wtedy taka moda była :P chociaż teraz chyba powraca :P
      Dziewczynki obie wyglądają pięknie! :)
      Super dzień! :)
      Co do czesania mam ten sam problem z Zuzą.
      A co do pączków...no zjadłam kurka wodna i teraz zdycham :(
      Udanych walentynek! :****

      Usuń
    2. Ja też zapuszczałam na komunię! I też miałam loki- takie spiralki :)
      Monia, ja wieczorem też się średnio czułam, ale chyba ta fasolka mnie dobiła :(
      Lila ma faktycznie długie włosy- Elizie w Jej wieku dopiero zaczynały rosnąć :)

      Usuń
  3. Noo nie dziwie sie ze tak Wam dobrze w tej kawiarni wszystko wyglada pysznie.a Lila faktycznie wyglada nad tym kubkiem jak staly bywalec...fajne te Twoje dzieciaki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne, fajne. A Lila umie zrobić wrażenie :)

      Usuń
  4. Jako kura domowa zawsze z utęsknieniem czekam na weekend. Wszystkich mam w kupie, nierozproszonych ;}. Moja starsza bardzo by chciała mieć aparat, co jakiś czas pokazuje mi jak krzywo jej zęby rosną. Moda teraz jakaś czy cóś ;}}}. Pięknie sobie dzień spędziliście. Mamuśko widać że Twoje Gwiazdeczki były szczęśliwe podczas przyjemności kobiecych- fryzjerskich. Niby normalne wyjście ale dzieciaki mają z tego super radochę , nie trzeba wymyślnych atrakcji żeby sprawić całej rodzince uśmiech na buzi . Na pączki tylko delikatnie rzucę okiem . Dieta i koniec kropka ;}. Język nie powiem gdzie ucieka ;}}}.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Eliza może Jej oddać swój- byłaby na pewno wdzięczna, gdyby ktoś go chciał :p
      To prawa- małe radości, a jak cieszą!

      Usuń
  5. piekne włosy, piękne zdjęcia, pięknie i intensywnie spędzony dzień :) Też wyjazd "na miasto" wykorzystuję na maksa - załatwiam wtedy wszystko co się da :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, taki już nasz los- nie jeździ się w końcu codziennie do miasta :)

      Usuń
  6. oj oj jaki intensywny dzień miałaś !!!!ale jak uroczo wyglądacie pijąc kawkę we trzy no no;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Brakuje nam do te kawki czwartej- tak, żeby było parzyście :) Musisz przyjechać i udać się z nami na taki wypad!

      Usuń
  7. Wiesz co.. te ostatnie muffinki, a jeszcze wcześniej krewetki, curry i dynie gotowa byłam Ci wybaczyć, ale tych pączków, sorryI no nie jestem w stanieno:) Aaaaaa! I jeszcze tyle zdjęć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, wybacz! Plissss :)
      A pączki- z cukierni. Nie wyrobiłam się, żeby upiec :(

      Usuń
  8. zwykły, a jednak niezwykły dzień :)
    ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! My też ściskamy.

      Usuń
  9. Świetnie, że wypad do miasta udany. Kawusie i spienione mleko to smakowitości, na które sama chętnie bym się skusiła. ;)
    Zapraszam do mnie na konkurs, Eliza z jej wielkim talentem plastycznym może się skusi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Kasiu, zajrzę na pewno, ale chyba bardziej, żeby pokibicować innym- Eliza ma już pytania do nauczenia się przed komunią, a w szkole zasuwają z materiałem- czasu na wszystko Jej brakuje.
      Pozdrawiamy

      Usuń
  10. Pierwszy raz się odzywam... polubiłam Twój sposób pisania i od jakiegoś czasu goszczę tu cichaczem, ale w końcu muszę napisać :) Przede wszystkim to, że dziewczynki są cudne! :) Śliczne obie, a Lila jest po prostu do schrupania :)
    I podziwiam Twoje zdolności kulinarne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Furszulina!
      Miło, że się ujawniłaś :)
      No nieskromnie napiszę- udały nam się te dziewczyny :)
      Co do zdolności... to ja tylko korzystam z czyiś gotowych przepisów. Niestety- sama nie mam daru do pomysłów na łączenie smaków, a szkoda- bo to na pewno fajna i ciekawa "zabawa".
      Dziękuję za miłe słowa.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  11. Nam minął imprezowo ;) Rano objadaliśmy się pączkami, a popołudniu bawiliśmy się na balu :)

    Ale Eliza ma te włosy.. Ja w jej wieku przez wiele lat miałam do pasa, ale ona to chyba ma dłuższe.. Szkoda, że chcecie obciąć..

    No i takie kawki pyszne i deserki to ja też lubię. Bardzo chętnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym miała gwarancję, że mi się to nie odłoży tu i tam, i że mi serce nie stanie- to mogłabym codziennie chodzić na takie kawki, desery :)

      Eliza nie miała jeszcze do pasa- już prawie. Niestety, jakieś 5ostatnich centymetrów to była masakra- strasznie już zniszczone, postrzępione. Na razie planujemy ściąć, ale nie na krótko, jednak tak, żeby była różnica!

      Usuń
  12. Ja z Patrycji włosami miałam to samo, bo miała podobną długość co Eliza i dopiero jak jej w grudniu ciachnęłam ok. 10 cm z długości i do tego zaczęłam używać tak jak Wy odżywkę to jest o niebo lepiej. Za to z czesaniem to mamy luz, bo w przedszkolu jedna ciocia codziennie takie dzieła sztuli na głowie mojego dziecka robi, źe ja tylko się okopuję ze wstydu, źe to nie ja.
    Ja mam do jakiegokolwiek parku daleko i zawsze tego żałowałam, bo zawsze oczami wyobraźni widziałam się na ławeczce z książką. Ale zima u Was! U nas nie ma grama śniegu i było raczej wiosennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mnie rozumiesz z tymi włosami... My od dawna używamy odżywki, ale tak jak pisałam- udawało się je rozczesać tak normalnie, tylko na mokro, zaraz po odżywce. Ja do czesania fryzur mam dwie lewe ręce :( I też ubolewam, bo Elizy nie ma kto czesać, a tu zaraz komunia...

      Mia, czy Ty żartujesz?! Na ławeczce w parku?! Chyba na emeryturze! :) Mi by dzieci nie dały na 5minut usiąść :) No na pewno Lila by nie dała, bo Eliza już prędzej :)

      Usuń
  13. Ja zjadłam 1 pączka, którego spalam na siłowni 1.5h! masakra...
    za to dzisiaj mam zamontowaną półeczkę i mogę się kreatywnie "wyżywac" :)))
    buśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosia...
      Ja Ciebie lubię. Nawet bardzo. Ale czy Ty naprawdę sugerujesz, że miałabym 4,5godziny "jechać" na siłowni?! No way Kochana!
      Czekam na efekty- zrób dużo zdjęć.
      Buziaki

      Usuń
  14. lepsza i zdrowsza ta kawiarnia niż KFC;)))) u mnie rekordzistą byl mlodszy - 4 pączki. ( nie wiem jak on je zmieścił w swoim malutkim żłoptimelku;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepsza na pewno- ja za KFC nie przepadam. Tylko, czy zdrowsza? Chyba jedno i drugie średnio zdrowe :)
      4pączki? Niezły jest :) Szacun!

      Usuń
  15. Wcale nie dziwię się Elizie, że "zapomina" o aparacie. Też tak miałam i byłam starsza od Twojej córci. I niestety zaniedbałam zgryz i wróciłam do aparatu już jako dorosła osoba. Mało tego był moment, że nosiliśmy równolegle z Mężem. I tym razem się nie udało. NIestety nie potrafiliśmy siebie zmotywować. Mam nadzieję, że Eliza będzie dzielniejsza od nas.
    Dziewczynki u fryzjera i w kawiarni czuły się chyba jak ryba w wodzie. Małe kobietki :) Oby więcej takich rodzinnych dni.
    Żałuję, że mnie lukier nie obrzydził. Nie będę się chwaliła ile pączków zjadła. Chociaż Mężuś był dużo lepszy. Mało teo wyliczył średnią małżeńską i wyszło, że zjadłam 5. Spryciarz.
    Słonecznego weekendu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak- ja co prawda nosić aparatu nigdy nie musiałam, ale mogę się domyślać, że to nic przyjemnego.
      A wiesz, że na mnie lukier też tak nie podziałał? Co ciekawe- ja aż tak za pączkami nie przepadam... Dziwię się więc, jak doszłam do tej magicznej trójki, i że nie skończyło się jak co roku- na jednym :)
      Pozdrawiamy i Wam również- wypoczynku i miłych chwil!

      Usuń
  16. Piękne dziewczyny, cudne fryzury i piękny, zimowy dzień :). Mam nadzieję, ze to szczęście i optymizm, które widzę na zdjęciach zostaną z Wami na zawsze. Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  17. No takie dni przy ciasteczku i kawie to ja uwielbiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Fajny blog, świetne dziewczyny - ile mają lat? ja również mam 2 córki, ale młodsze - 2,5 roku i 3 miesiące... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć! Dziękuję.
      Starsza ma teraz 8,5 a Młodsza 2,4.
      Pozdrawiam

      Usuń
  19. Jaki fantastyczny RELAX!!!! fajnie jest mieć córkę a co dopiero dwie :-)
    uwielbiam na Was patrzeć :-))

    pożyczcie śniegu :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!