Mama2c

Mama2c

piątek, 20 lutego 2015

Uffff....

Piątek.
Tak na niego czekałam.
Pierwsza, od jakiegoś czasu, w całości przespana noc... Chciałoby się napisać- bezcenne.
Nocne pobudki (poza tymi, które standardowo funduje mi Lila), kiedy powracają natrętne myśli, nie są niczyim marzeniem. Przecież rano, jak co dzień, trzeba wstać...
Wstałam jakieś 15kilo lżejsza. Tak mentalnie- dla jasności, bo w związku z tym, że mam jakiś nienazwany jak dotąd defekt (ja podejrzewam mutację jakiegoś genu :p) i w przeciwieństwie do normalnych ludzi, którzy w stresujących sytuacjach nie potrafią nic przełknąć, ja najchętniej przełykałabym (jedzenie) non stop.

Nie, nie będę trzymała Was dłużej w niepewności. Budowanie napięcia nie było moim celem... Nie miałam natomiast potrzeby przetrawienia tego tutaj, w tym miejscu. Zresztą dziś- nadal nie jestem pewna, czy mam. Raz, że cała sprawa nie dotyczy tak zupełnie bezpośrednio nas, a dwa- mimo, że ten blog to mój kawałek podłogi, czuję się jednak zobowiązana (mimo, że nikt ze znajomych o blogu nie wie) do uszanowania prywatności innych osób...

Dlatego, dziś napiszę bardzo ogólnikowo, bo gdyby wdawać się w szczegóły, i maglować temat tak, jak na to zasługuje- mogłabym go "ugryźć" na tyle sposobów, że nie jedna rozprawka by mi z tego wyszła.

Rozwód...

Definitywne rozstanie kolejnych znajomych...

I choć zabrzmi to jak czarny humor, to do śmiechu wcale mi nie jest, ale mam dziś ochotę spytać: Kto następny?

Tak, tylu naszych znajomych, i nie tylko- rodzina wcale nie jest "gorsza", już się rozstało.

Czy ja jestem zwolenniczką rozwodów?
Nie, ale...
Jako ktoś, kto pół swojego życia zastanawia się, dlaczego moi rodzice nigdy nie zdecydowali się na ten krok, nie jestem tez ich przeciwniczką.
Tak, uważam, że czasem tak jest właśnie lepiej. Nawet jeśli są dzieci. Może to właśnie ze względu na nie, czasem warto podjąć tą, jak się domyślam- jedną z trudniejszych, życiowych decyzji. Moja mama nigdy na to nie wpadła... Nie, dziś już nie mam Jej tego za złe... Dziś, mimo, że to bardzo trudne (o ile w ogóle możliwe) staram się Ją jednak zrozumieć...
Ojca rozumiem dużo lepiej... Kto by rezygnował z darmowej kucharki, sprzątaczki, praczki i niańki w jednym? Zwłaszcza, jeśli można było, od czasu do czasu, wyładować na niej swoje frustracje...

Do brzegu...
Tak, jak napisałam- na rozstania znajomych już się napatrzeliśmy. Nie jest to na pewno przyjemny widok. Równie nieprzyjemnie jest słuchać, kiedy gruchająca dotąd para, próbuje Cię przekonać kto jest bardziej winny, kto bardziej pokrzywdzony i tak dalej... Zazwyczaj nie daję się w takie zwierzenia wciągać. I mimo, że jako socjolog rozumiem ten mechanizm doskonale, to ja- Marta, chcę nadal móc szanować i lubić Ich oboje, nie musieć wybierać, opowiadać się po jednej ze stron... I udaje mi się to- jak choćby z moim kuzynem i Jego byłą żoną. Bardzo lubię Ich oboje- świetni ludzie. Powiem więcej- według mnie byli fantastyczną parą. No ale- albo kiepski ze mnie obserwator, albo- czasami widzimy to, co chcemy widzieć... Ich rozwód był dla mnie zaskoczeniem. Tyle, że jako jedni z nielicznych, mimo początkowych żali, rozstali się z prawdziwą klasą. I oboje zgodnie twierdzą, że po rozwodzie dogadują się dużo lepiej, niż przed...

Jednak, nie zawsze można pozostać bezstronnym, i nie zawsze- jest mi dane, mieć nadal dwoje znajomych. Tak właśnie jest z parą, dzięki której miałam kilka nocy z głowy, i mam... kilka kilo do przodu...

Ten post, równie dobrze, mógłby nosić tytuł: Między lojalnością, a powinnością... Tak, dokładnie z takimi dylematami borykałam się w ostatnim czasie. To znaczy nie- w zasadzie nie miałam dylematu, czy powinnam pozostać lojalna, czy powinnam powiedzieć prawdę. Odkąd z opłakanym skutkiem próbowałam chyba w 3klasie podstawówki, okłamać mamę, że zjadłam kanapkę (dałam ją bezdomnemu psu)- wiedziałam, że nie tylko rację mają ci, którzy twierdzą, że kłamstwo ma krótkie nogi, ale że ja- kłamać nie potrafię. To tak z przymrużeniem oka oczywiście, bo choć nie czuję się w obowiązku, to jednak dla jasności to napiszę- nie wyobrażam sobie pójść do sądu, i kłamać w żywe oczy. W jakiejkolwiek sprawie. 

Powiecie: Wielka afera i takie nerwy, a to tylko zeznania w sądzie.
Niby tak...
Tyle, że...
Nie samymi zeznaniami się denerwowałam. Ktoś, kto idzie z zamiarem mówienia prawdy, nie ma się czym stresować.
Mnie przygniotło zupełnie co innego.

Ona- dziewczyna, którą znam prawie 30lat. Niemal całe moje życie... Miała być chrzestną Lilki... Moja bliska koleżanka.

On- Jej mąż. Jeden z bardziej w porządku facetów, jakich znam. Pomocny, uczynny, dobry ojciec, fajny kumpel- taki do tańca, i do różańca...

I teraz wyobraźcie sobie sytuację, że to Ona jest tą stroną "nie w porządku", a prosi mnie, żebym zeznawała przeciwko Niemu...

Jak dla mnie- absurd, na który nie mam zamiaru się godzić. Odmawiam, tłumacząc jednocześnie dlaczego. Naiwnie myślę, że Ona to zrozumie. Nie rozumie. Obraża się śmiertelnie, i tym samym- kończy się nasza wieloletnia znajomość.

W międzyczasie, mój mąż godzi się zostać Jego świadkiem, bo widział i słyszał niejedno, może tym samym zaświadczyć, że- jak to się mówi, kolega nie jest wielbłądem...

I kiedy ja przetrawiam to, co się stało, dostaję... wezwanie w charakterze świadka. Tak, człowiek uczy się całe życie, i właśnie wtedy odkryłam, że można powołać mnie na świadka, mimo mojej wyraźnej odmowy. Akurat działanie prawa w tej kwestii jestem w stanie zrozumieć. Tupetu i bezczelności koleżanki- już nie.

Nie powiem- trudne to było dla mnie tak z czysto emocjonalnych pobudek, ale...
Byłam.
Przeżyłam.
Mam czyste sumienie.
Dziś rano mogłam spokojnie spojrzeć w lustro.
To dla mnie ważne. 

Tak, straciłam koleżankę...
To jest cena, którą "zapłaciłam".
Czy wysoka?
Nie wiem, pewnie nie...
Trochę jednak boli to wszystko...
A niesmak jaki czuję, to rzecz trudna i do nazwania i do opisania.

Jest mi wstyd.
Tak- mnie jest wstyd!
Za Nią.
Za to co robiła...
Za to, co zrobiła Jemu i Ich dziecku...
I mam dziś żal do siebie- bo owszem, wczoraj niczego nie zataiłam. Powiedziałam wszystko, tak jak było...
Ale wiedziałam wcześniej.
Słuchałam. 
Nigdy do końca nie zareagowałam tak, jak powinnam.
I z tym jest mi źle.
Czy moja reakcja coś by zmieniła? Pewnie w Jej zachowaniach, i tym co robiła- nie.
Tyle, że dziś czułabym się dużo lepiej.

Agatko... Dziękuję za zainteresowanie :*




43 komentarze:

  1. Sama zeznawałam jako świadek na sprawie rozwodowej moich rodziców. Nie należy to do przyjemności. Podobnie jak ty przez lata zastanawiałam się po co oni ze sobą żyją zamiast się rozejść. Tylko u mnie to nie ojciec a matka jest powodem do wstydu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie- nic przyjemnego, te zeznania... Przykro mi z powodu Twojej mamy- na pewno było Ci ciężko.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Sytuacja nie do pozazdroszczenia :( Musiała Cię kosztować ogrom nerwów, współczuję ... i rozumiem całkowicie...i wspieram.
    Postaraj się teraz zrelaksować i miło spędzić weekend z rodzinką :)

    A z podjadaniem z nerwów mam tak samo! :) Słonecznych dni ***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie życzę nikomu takich atrakcji w sądzie- nic przyjemnego. No chyba, że ktoś to lubi :)
      Mnie to podjadanie kiedyś zgubi. Tak czuję :)

      Usuń
  3. Kochana ja też w stresie pochłaniam wszystko co jadalne, ale ostatnio wolę wyjść na kijki:) Nie zarzucaj sobie czegoś czego nie powinnaś - nie rozstali się z twojego powodu!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na pewno zdrowszy sposób na emocje, niż zajadanie ich :)
      Nie zarzucam sobie tego, po prostu- przykro mi, i myślę o tym.

      Usuń
  4. O matko przykra sprawa.. współczuję takiej sytuacji i takiej koleżanki.. Ale postąpiłaś słusznie. Nie zadręczaj się zachowaniem koleżanki nie miałaś na to wpływu. Niech każdy odpowiada za swoje czyny..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, paskudna sprawa. I dobrze, jak dobrze! że już po.

      Usuń
  5. Bardzo, bardzo przykre :(( Nienawidzę rozwodów i tego, że ludzie o siebie nie walczą, że jedno (lub oboje) nagle się odwracają od siebie i zaczynają atakować... Masakra :/
    A Tobie gratuluję... To musiało być strasznie bolesne, ale postąpiłaś super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym atakowaniem to jest chyba właśnie najgorsze. Bo dopuszczam do siebie fakt, że czasami ten rozwód to jedyne wyjście. Ale czy nie można zachować przy tym szacunku do samej siebie nawet... Chociaż, myślę sobie, że może nie powinnam się wypowiadać- nie przeżyłam tego, nie doświadczyłam tych emocji...
      Eh, i obym nigdy nie musiała!
      Pozdrawiam i dzięki!

      Usuń
  6. Przykre to wszystko :(
    Myślałam raczej, że ten stres wynika z czego innego. Do głowy przyszła mi myśl o rozmowie w sprawie pracy. Ale to co opisujesz jest czymś o wiele gorszym :( Nie dziwię się, że tak to przeżyłaś.
    Dzielna babka z Ciebie i dobrze postąpiłaś!
    Staraj się już nie denerwować, choć wiem że nie jest to łatwe.
    Przytulam mocno :*

    P.S Ja też zajadam stres. Zazwyczaj słodkim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też najlepiej słodkim, ale potem to już leci co popadnie...
      Z każdym dniem jest coraz lepiej. Mam nadzieję, że wkrótce już zupełnie przestanę o tym myśleć.
      Buziaki

      Usuń
  7. Nieciekawa sytuacja...ale przynajmniej pokazala prawdziwe oblicze Twojej kolezanki...szkoda ze cena taka wysoka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda. Mówię sobie, że tak miało być.

      Usuń
  8. Także myślałam, że to coś związanego z pracą, z rozmową kwalifikacyjną, albo z założeniem własnej firmy. Rozwód jest przykry i stresujący. Z drugiej strony w obecnych czasach to takie normalne, że czasami ma się wrażenie, że jak ktoś jest razem 20 lat i nie planuje rozwodu to jest jakiś inny. Ach ten dziwny świat... Marto nie denerwuj się, bo szkoda Twoich sił. Pomyśl o tym, że teraz może będą już szczęśliwi - osobno...
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maz rację Kamilko- na pewno będą szczęśliwi, tylko myślę, że po tym co Ona Jemu zrobiła, zdecydowanie będzie Mu trudniej znaleźć to szczęście ponownie.
      Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  9. Dobrze zrobilas. Prykre ze stracilas koleżankę ale wiesz lepiej ze tak się stało bo nie wiadomo co by moglo się Tobie przytrafić z jej strony.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego cieszę się, że mam już to wszystko za sobą. Żal tylko dziecka i faceta.

      Usuń
  10. Dobrze zrobiłaś, szczerość na pierwszym miejscu może koleżanka kiedyś to zrozumie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątpię, to nie ten typ. Cieszę się, że już po. To naprawdę ulga.

      Usuń
  11. Co za bzdura, ze pomimo odmowy to jednak musialas isc I zeznawac.
    Widocznie tak musialo jednak byc Marto I zycie toczy sie dalej...
    Przykro mi, ze tak duzo osob sie rozchodzi zamiast probowac odnalezc siebie ... na nowo....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, dla mnie to też w pierwszej chwili było szokujące, ale z drugiej strony- jeśli ktoś może zeznać coś konkretnego w sprawie (nie piszę tu tylko o tej, w której ja byłam świadkiem), to musi być jakiś paragraf, żeby taką osobą móc przesłuchać. Można być przecież świadkiem wypadku/napadu/zabójstwa...

      Z jednej strony masz rację, i ja się z tym zgadzam- czasami ludzie zbyt łatwo odpuszczają, ale... Czasami nie ma już odwrotu, i tyle.

      Usuń
  12. ja myslałam że masz rozmowe o prace i sie stresujesz a tu takie cos... No nie powiem koleżanka ''bła'' nie fer postapiła z tobą oj nie za fajnie... ale jak to mówią co nas nie zabije to nas wzmocni i tej wersi się trzymajmy:* przttulam:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmowę o pracę to bym tu pewnie przemaglowała :)
      Dzięki Aniu, trzymajcie się również!

      Usuń
  13. Kurcze, czuje sie teraz jak stara, wscibska ciotka! ;)

    Musze przyznac, ze az swierzbilo mnie z ciekawosci co bylo przyczyna Twojego przed-czwartkowego stresu. Ale w zyciu nie pomyslalam, ze powod jest tak... przykry. Wiesz jakie byly moje zgadywanki? Usmiejesz sie... Pierwsza, to przyszlo mi do glowy, ze masz rozmowe o prace. A druga... tu wiedzialam, ze raczej malo prawdopodobne, ale kto wie... uwaga... Pomyslalam, ze moze masz wizyte u lekarza potwierdzajaca trzecia ciaze!!! No wiem, mozesz juz spasc ze stolka ze smiechu! :p

    A co do kolezanki... Wydaje mi sie, ze przyjaciolka, ktora stawia Cie w takiej pozycji, szczegolnie po Twojej wyraznej odmowie, nie jest warta przyjazni...

    I tez jestem przerazona iloscia rozwodzacych sie par. Co i rusz slysze o jakis znajomych, krewnych, itd. ktorym "nie wyszlo"... I martwie sie o wlasny zwiazek, kroremu do idealu daleko i nic nie zapowiada poprawy, bo M. nie widzi problemu... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My z Marcinem zaliczyliśmy już i osobne mieszkanie i stan, kiedy dzielił nas krok od rozwodu... I powiem Ci, że to jest okropne doświadczenie. Ale jednocześnie- bardzo pouczające. Bo już wiemy, że więcej nie chcemy tego przechodzić. I wiemy także- jak dużo możemy stracić. Choć idealnie nie jest, i pewnie nigdy nie będzie. Zresztą- ja w te idealne, cukierkowe pary to średnio wierzę. Ale ilość rozwodów i rozstań przeraża- to fakt.

      Agatko- jak widzisz- nie Ty jedna tak pomyślałaś, więc spoko :) Nie, nie- o ile rozmowa o pracę jak najbardziej tak, o tyle trzecia ciąża to raczej abstrakcja. Nie, żebym nie chciała. Ale finansowo, to chyba zęby w ścianę wtedy...

      Usuń
  14. Kochana, bardzo Ci współczuję. Znalazłaś się w mało komfortowej sytuacji i to, o tyle bardziej przykrej, że zafundowała Ci ja koleżanka. Najważniejsze, że możesz spojrzeć w lustro.
    A na poprawę humoru zapraszam do siebie :)
    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochani, byłam, widziałam, i jestem bardzo, bardzo szczęśliwa. I dumna, że mogłam być z Wami przez cały ten czas. Jeszcze raz gratuluję.

      Usuń
  15. Powiem Ci, że żadne rozprawy w sądach nie są miłe. Ja 10 lat temu miałam ich kilkanaście z ojcem. Niedługo czeka mnie z rodzeństwem. I za każdym razem jest to dla mnie bardzo duży stres. I też wtedy myślę po nocach. Ale wtedy akurat nie zajadam tylko nic nie mogę przełknąć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, ja w dniu rozprawy musiałam wmusić w siebie kanapkę, bo nie wiedziałam ile czasu mi tam zejdzie (świadków było sporo), i naprawdę miałam ściśnięty żołądek... Ale na kilka dni przed- jadłam co mi wpadło w ręce...
      A to, że to za każdym razem stres, to wierzę, i współczuję.

      Usuń
  16. Nie jestem pewna czy po starciu z taką bezczelnością koleżanki wciąż potrafiłabym zachować bezstronność... Ufff.. - jak w tytule - masz już to za sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezstronna nie jestem, ale tam- w sądzie- pozostałam obiektywna, i nie stanęłam po żadnej ze stron. Po prostu- powiedziałam to, co wiedziałam. Ale to co sobie myślę, to już zupełnie inna bajka.

      Usuń
  17. Przykre ale najwidoczniej tak właśnie musiało się stać. Sama sobie właściwie zawiniła jak piszesz. Szkoda tylko dziecka, męża, bo skoro fajny jest to po prostu. no. szkoda.
    Szkoda też Ciebie, że teraz przez nią czujesz niesmak i źle czujesz się z czymś co mogło wyglądać inaczej w końcu.. tylko, że jak napisałam zdaje się, że pewnie tak to miało być.
    Głowa do góry. Koleżanki szkoda, a raczej znajomości, bo tyle lat trwała ale życie jest tylko życiem, nie zdziwiła bym się, gdyby jednak kiedyś zdała sobie sprawę z tego, że zrobiłaś jednak dobrze albo chciałaś dobrze i przyszła do Ciebie po prostu znów jak koleżanka ;)
    :* pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to nie ten typ, co to przemyśli i jednak zrozumie. Ona zawsze była zapatrzona w siebie i przekonana, że Ona jedyna ma rację i monopol na "właściwe rozumowanie". Nie mniej jednak- lubiłam Ją jako koleżankę. No i tyle lat... Szkoda. Niczego nie można być w życiu pewnym.
      Jego i Ich córki żal mi najbardziej... O Nią jestem spokojna- z tego co wiem, to na nudę nie narzeka i bawi się świetnie.
      Pozdrawiamy!

      Usuń
  18. Rozwody to nieprzyjemna sprawa. Współczuję udziału w takiej sytuacji, zwłaszcza po 'akcji' koleżanki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, to prawda. Na szczęście- to już za mną. I oby nigdy więcej.

      Usuń
  19. to ona powinna się wstydzić. nie była tego warta nie była uczciwa.

    nie cierpię nieuczciwości w pewnych dziedzinach życia i nie potrafiłabym odnalźć się w sytuacji takiej jak ty.

    zachowałaś się z klasą. ona nie była warta twojej przyjaźni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie masz rację, ale niesmak i w ogóle- takie niefajne uczucie, pozostaną. Dlatego mam jednak trochę pretensji do samej siebie. Tyle, że teraz już za późno, żeby to naprawić.

      Usuń
  20. Chyba wszystkie tu myslalysmy o czyms innym :)))
    Z rozwodami nie mam kontaktu- w rodzinie Menzona nigdy nikt sie nie rozwodzil a w mojej tylko moja Imprezowiczowa Babcia- ta od motoru i kapelusza ;) a to w tamtych czasach byl ewenement. :O Nasi znajomi tutaj trzymaja sie razem- mysle, ze wyjazd cementuje, albo stara szkola i wychowanie :))
    Nie zazdroszcze - dobrze, ze masz to juz za soba...a kobieta no coz zachowala sie - no brak slow!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie- brak słów, ale niektórym tupetu nie brakuje. I wstydu. To przykre, niestety.

      Usuń
  21. Może koleżanka myślała, że zmienisz zdanie i pomożesz się jej bronić. Dobrze jednak, że pozostałaś w zgodzie ze swoim sumieniem. Jesli straciłaś ją znaczy, że nigdy nie była prawdziwa. Czasem choć żal trzeba niektórych zostawić i iść swoją drogą.

    Ja dziecko rozwiedzionych rodziców zawsze będę szukać punktu zaczepienia żeby budować trwałe fundamenty, a jak coś będzie się walić będę złe wyciągać i nowym lepszym zalewać :) W to wierzę. Dla mnie zdrada i przyznanie się do niej oznacza koniec małżeństwa - tylko i wyłącznie odnośnie mojego związku. Pozdrawiam ciepło :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!