Mama2c

Mama2c

wtorek, 17 marca 2015

Czasami bywa i tak...

Po średnio udanym weekendzie, przyszedł czas na równie nieciekawy i przytłaczający tydzień... Tak dla równowagi, bo jak widać- za dobrze chyba (nam) było.

W niedzielę, w ramach atrakcji, pojechaliśmy do babci na obiad... Fakt faktem- długo już się u mamusi nie stołowaliśmy, ale jeśli mam być szczera- wolałabym jakiś wypad za miasto. Nic nie poradzę, że ta wiosna w powietrzu budzi we mnie Jasia wędrowniczka...

Mocno u nas wiało, także Lila została uziemiona u babci i dziadka z tatą, a my- trzy pokolenia kobiet, poszłyśmy na kawę. Lubię takie wyjścia. Widzę, że Eliza także...
W ogóle całkiem sympatycznie było na tym obiadku. Był także mój brat i wstępnie umówiliśmy się na przyszłą sobotę, ale zobaczymy co z tego wyjdzie...

W drodze do domu Lila nie usnęła w aucie, czym bardzo nas zaskoczyła, bo tego dnia wstała przed 7! Jednak w domu miała już ewidentne spadki formy, także po szybkiej kolacji i kąpieli, poszłam Ją położyć...  I kolejne zaskoczenie- Mała nie padła jak zawsze, ale jeszcze dobrą chwilę mi w tym łóżku wojowała... Dzieci są niezniszczalne, serio!

Jednak mój wolny czas wieczorową porą, przerwała pobudka Lilki koło godziny 22... Myślałam, że to tylko alarm "na cyca" (kolacji nie zjadła zbyt obfitej, a obiad u babci też tak sobie), ale nie... Przebudziła się, bo miała temperaturę :( I tu już się podłamałam, bo kurczę- jak nie chorowaliśmy, to nie chorowaliśmy, a teraz?! Chyba z miesiąc ciągnie się już to ustrojstwo, i końca nie widać!

Co do Lilki, to byłam przekonana, że złapała coś od Marcina, bo przecież On był ostatnim chorującym w naszym domu. Po 8 napisałam do naszego pana doktora, i umówiliśmy się na wizytę. I tak miałam zamiar się do Niego odezwać tego dnia, ponieważ cały poprzedni tydzień Mała mówiła, że boli Ją brzuszek. Pierwsze 2-3dni myślałam, że to może jeszcze skutki przebytej jelitówki, no ale kiedy i w piątek i w sobotę nadal narzekała, postanowiłam, że w poniedziałek zadzwonię do lekarza i zapytam Go, jakie badania powinniśmy Jej w związku z tymi bólami zrobić. 

Nie spanikowałam jakoś szczególnie z tym brzuszkiem, bo nic nie wskazywała na to, że to coś poważnego- Lila nie gorączkowała, miała świetny apetyt, wypróżniała się normalnie, i poza tym, że w biegu zakomunikowała mi ze 3razy dziennie o tym bolącym brzuszku, to w ogóle nie wpływało to na Jej zachowanie, czy aktywność... Nie mniej jednak- za długo to już trwało, i myślałam nawet o tym, że może trzeba będzie zrobić Jej usg.

Pan doktor Ją osłuchał i obejrzał- żadnej infekcji nie ma, ale... Brzuszek jest bardzo niespokojny, mocno wszystko się w nim przelewa, i jest nieco wzdęty. Diagnoza? Na dwoje babka wróżyła- albo mamy kolejny epizod jelitówki (mogą też być takie bez wymiotów i gorszej kupy), albo (NIESTETY) to zakażenie układu moczowego. I ta druga opcja przeraża mnie szczególnie, bo przecież już to przerabialiśmy... Dziś rano złapaliśmy mocz na badanie, i w czwartek albo w piątek będziemy już wiedzieli, czy jest się czym martwić. To znaczy wróć- ja martwię się oczywiście już- tak na zapas. I wiem, że to irracjonalne, bezsensowne, i tak dalej... No ale- ułomna ze mnie kobieta, i mam swoje prawa...

I nie wiem, co przeraża mnie bardziej- czy wspomnienie pobytu w szpitalu, choć absolutnie nie mogę narzekać- ani na warunki, ani na ludzi, którzy wtedy się nami zajmowali- no może poza małomówną i mało wylewną panią doktor, która prowadziła Lilę, czy fakt, że to będzie już druga infekcja- myślę o nerkach, o jakiś dodatkowych badaniach...
No nic- muszę czekać na wynik posiewu.

Eliza od wczoraj znowu mocno irytująca... Była już chwila spokoju z Jej "zaciachami", a teraz od nowa to samo... Teksty, sposób odzywania się, postawa... Wiem, że wychowanie to między innymi powtarzanie do skutku, ale... Czasami zastanawiam się ile można, i czy aby 9latka nie powinna jakoś szybciej przyswajać wiedzy i zasad... Bywają takie dni, że autentycznie, mam ochotę wywiesić flagę z napisem: PODDAJĘ SIĘ! Nie wiem jak do Niej dotrzeć- prośbą nie działa, groźbą tym bardziej... O, choćby sytuacja z dzisiaj. Wychowawczyni na zebraniu rozdała sprawdziany dzieci z lutego i z marca. Wszystkie ok- Eliza ma dobrą pamięć, i naprawdę- niewiele nauki w domu Jej trzeba, żeby "jechać" na samych piątkach. No ale- dziś były i czwórki, jednak nie o to chodzi. Bardziej o to- za co te czwórki dostała. Jedno z zadań polegało na tym, że dzieci miały przepisać zdanie, które miały podane w tekście. I co? I Eliza zrobiła w tym (krótkim) zdaniu dwa błędy!

I nie- nie mam problemu z tym, że Ona dostała czwórkę. Jasne, to też dobra ocena, tylko... Co innego, jeśli dziecko czegoś do końca nie rozumie, i nauczy się na tą czwórkę. A co innego, jeśli dostaje ją przez swoje roztrzepanie i nieuwagę.

Jednak tekst, jakim uraczyło nas nasze dziecko, pobił chyba wszystko: "Ja nie mam z tym problemu, że dostałam czwórkę"... Świetnie. Teraz mamy drugą klasę i czwórki nie robią na Niej wrażenia... Zaraz będą klasy wyżej i okaże się, że trójki też są super...

Nie wiem, co mnie bardziej wkurza- to, że Eliza nie ma chyba tak naprawdę ambicji, czy to, że jest tak różna w tej kwestii od nas? Chodzi mi konkretnie o lata szkolne, bo wiadomo- z czasem i u mnie z tą ambicją "nieco" się pozmieniało...

Do tego dzień w dzień męczy mnie z tematem pod tytułem: "pies". Nie, nie o to, czy może go mieć, bo na to zgodę już ma. To znaczy- pan tata się zgodził. I pewnie wydaje Mu się, że to taki akt łaski z Jego strony, że już nic więcej może Go nie obchodzić. A ja, dzień w dzień, zostaję zasypywana pytaniami: "A możemy kupić takiego?"...

Naprawdę rozumiem Jej podekscytowanie, niecierpliwość... Rozumiem nawet to, że Ona (nadal) nie rozumie, że nie każdego psa możemy kupić, ale... Jestem już tym trochę zmęczona. Co najmniej trzy razy dziennie tłumaczę, dlaczego pies myśliwski to nie jest najlepszy pomysł. Z pięć razy dziennie uświadamiam, że rasa na którą się zdecydujemy, musi spełniać określone warunki, i że jeśli wczoraj mówiłam, że nie możemy wziąć dużego psa, to dziś, nic się w tej kwestii nie zmieniło... Ze cztery razy dziennie przypominam, że fajnie by jednak było, żeby ten piesek podobał się nam wszystkim...

A już najbardziej męczy mnie chyba to, że niemal codziennie Eliza zdecydowana jest na inną rasę. I tak, pewnikiem w ostatnich trzech dnia był już: cocker spaniel czarny, albo czarno-biały, samojed, buldożek francuski... Dziś wymyśliła... białego owczarka szwajcarskiego... Pies piękny- to fakt. Zwłaszcza ten długowłosy... Tyle, że... no może jest mniejszy od wymarzonego berneńczyka, ale... niedużo.

Psa mamy zamiar kupić po wakacjach... Ras, do wyboru, jest jeszcze wiele... Aż sama jestem ciekawa na jaką ostatecznie się zdecydujemy :)

Jeśli macie jakieś pomysły na średniej wielkości pieska, przyjaznego dzieciakom i lubiącego długie spacery, to dajcie znać- może podsunę Elizie pomysł...Zanim, sama pomyśli o jakiś krzyżówkach, bo ostatnio zabiła mnie tekstem, że właściwie cocker spaniel byłby ok, ale musiałby mieć krótsze uszy...

Lila, jeśli chodzi o psa, jest już zdecydowana. Ona chce pieska... małego, bo ma małą smycz :) Logiczne, prawda? I to są autentycznie Jej słowa, i Jej własna dedukcja. Babcia przywiozła Im kiedyś taką wyciąganą smycz do zabawy z maskotkami, i teraz głównie Lila używa Jej do poskramiania pluszowego bernardyna...

Dziewczyny! Bardzo dziękujemy za wszystkie gratulacje dla Elizy. Chciałabym Wam wszystkim odpisać, ale dzisiejsza noc z ponad godzinną przerwą w spaniu z powodu gorączki u Liki, swoje zrobiła, a dwa... Znowu mamy ciche dni z panem tatą, i zwyczajnie nie jestem w najlepszej kondycji. Nasze małżeństwo zaczyna ostatnio przypominać sinusoidę... Albo- rewelacyjnie, albo -równie źle.

A, i jeszcze mi się przypomniało. Pytanie dotyczące psa, zadane mi ostatnio przez Elizę: "Mamo, a czy psy często miewają jelitówki?" I, jak sądzę, nie ma ono nic wspólnego z tym, że w poniedziałkowy poranek, pierwsze co zobaczyła Eliza po przebudzeniu, to mnie latającą z zabrudzoną przez Lilkę pościelą... Także- nie wiem jak często psy miewają dolegliwości gastryczne, ale... wiem, że jeśli takowe się pojawią- ktoś będzie musiał je posprzątać. Chyba zaczniemy ciągnąć losy :)

I już na sam koniec- uwaga, uwaga- drugi dzień nie jem słodyczy! Tak, tak- imponujący rezultat póki co, ale... Każdy kiedyś zaczynał, prawda?
Dieta?! Nie no skądże! Ja już nawet pokochałam te moje fałdki, wałeczki, te masywne uda... I jak zwykle, coś, a raczej- ktoś, musiał zmącić mój błogi spokój. I to właśnie wtedy, kiedy jadłam kolejnego wafelka! "Mamoooo, a ty się wciśniesz w jakąś sukienkę na moją komunię?"
Pewnie córciu, przecież w rozmiarze L i większym, też szyją sukienki- to była moja pierwsza myśl. A kolejna: "Ja?! Ja się nie wcisnę? No chyba żart"
Także- zamierzam nie tylko "się wcisnąć", ale normalnie ubrać sukienkę w rozmiarze M :)

A tak na marginesie- zawsze mam problem z określeniem kształtu własnej sylwetki... Jabłko? Gruszka? Klepsydra? Cholera wie... Jakieś podpowiedzi?  Ten grubszy wyraźniejszy cień to ja ;)





47 komentarzy:

  1. Chyba gruszka ale w ubraniach typu kurtka ciężko ocenić.moje życie z męźem to też sinusoida,podejrzewam u niego schizifrenie;)i jako, że to można dziedziczyć to dziewczyny też mają;)jak można tak płynnie przejść z dobrego humoru do wybuchu złości....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, no można, można...
      Współczuję, bo u nas coraz gorzej.
      Buziaki

      Usuń
  2. trudno mi powiedzieć jaki średni piesek byłby naprawdę odpowiedni, a może sheltie - uszy ma postawione, jest energiczny, nieduży - sierść sierścią, ale jest przyjazny dla dzieci

    bo maltańczyki są kochane, ale wściekle szczekają, westy? westy są świetne, ale zależy na jakiego się trafi - niszczyciela albo kanapowca, beagle mają tendencję do ucieczek no i też kłapouszki niestety

    jeszcze z mniejszych, ale nie najmniejszych shih tzu - ma włosy nie sierść, jest ponoć przyjazny dzieciom, no ale tutaj kłania się pielęgnacja włosa i krótka kufa

    border collie jest cudny, dla bardzo energicznych ludzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O borderku sama myślałam, i zobaczymy :) Shih tzu odpada- Eliza jakoś nie bardzo chętna na tą rasę, a muszę brać pod uwagę Jej zdanie.

      Usuń
  3. co do chorób- życzę zdrowia, nie ma nic gorszego niz ciągnące się tygodniami diabelstwo :( do do psa - cocker spaniel : kocha dzieci, jest przyjazny, ale musi duuuuuzo biegać :) no i jest średniej wielkości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam cocker spaniela i biegać to mu sie nie chce. Kocha poduszki miłością pierwszą. No ale cocker spaniel to albo sierść wszędzie albo piasek który wnosi albo strzyżenie raz na trzy miesiące za ok 100zł. Do tego jak mokry wróci ze spaceru to muszę polnieać żeby łóżek nie pobrudził. Zdecydowanie pies z krótką sierścią to mniejszy kłopot. No a pies duży to chyba nie dla Was bo Eliza sama nie da rady wyprowadzić np owczarka.

      Usuń
    2. No zdecydowanie nie da rady sama... I widzisz- z każdą rasą coś :) A ta ogólna charakterystyka ras, to też mi się wydaje taka trochę naciągana, bo to jednak wszystko od tego danego psa zależy.

      Usuń
  4. Ja polecam jamniki miniaturki. Małe, niewymagajace, przyjazne i TANIE. Tylko koniecznie suczka, bo psy mają jakis nadrozwiniety zmysł myśliwski - to tak w kontekście Waszych świń ;-)

    No ja trochę rozumiem Elizke i jej podekscytowanie zakupem psa :)) to są prawa dziecięcego świata i nic na to nie poradzisz :)) przecież dla Niej zakup psa to tak jak dla nas zakup Birkin :-P

    Kurde, niefajnie z tymi chorobskami. Trzymam kciuki by jednak okazalo się, że martwisz się na wyrost.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja polecam jamniki miniaturki. Małe, niewymagajace, przyjazne i TANIE. Tylko koniecznie suczka, bo psy mają jakis nadrozwiniety zmysł myśliwski - to tak w kontekście Waszych świń ;-)

    No ja trochę rozumiem Elizke i jej podekscytowanie zakupem psa :)) to są prawa dziecięcego świata i nic na to nie poradzisz :)) przecież dla Niej zakup psa to tak jak dla nas zakup Birkin :-P

    Kurde, niefajnie z tymi chorobskami. Trzymam kciuki by jednak okazalo się, że martwisz się na wyrost.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja polecam kundelki! Najlepiej, ze schroniska. Są świetne, bo nigdy do końca nie wiadomo, co z nich wyrośnie poza tym są bardziej wytrzymałe niż psy rasowe (większa zmienność genetyczna). No i jakoś tak ciepło się robi na sercu, na myśl, że komuś, kto domu nie miał, zapewniło się dach nad głową i michę ciepłego jedzenia.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację- to wdzięczne pieski, i ta świadomość pomocy... Tyle, że raz, że córcia chce rasowego (a to Ona będzie go kupowała), a dwa- ja już miałam kiedyś pieska, z którego wyrosło coś innego, niż miało wyrosnąć :) Także ten... :)
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  7. Psa nie polece bo Ja na psa się nie zgodziłam. Rozważamy za to..królika..ale tez nie wcześniej niż po remoncie..chociaż tez pod znakiem zapytanie bo się okazało, że mimo że mieszkanie mamy własnościowe to przenoszenie kuchni do Salonu (bez gazu, my na prądzie) społdzielnia musi wyrazić zgodę ..paranoja...więc ogólnie nastrój do dupy...
    nas choroby omijają i niech tak zostanie, nie licząc L4 mojego małża i jego złamanego palca..u nogi :P
    .. ja szykuję się na "wrześniową batalię" z wirusami jak młoda ruszy do przedszkola..
    Pyskówka jest u Nas na porządku dziennym. choć Ja z młodym daję radę, za to małż co chwila kłótnia...bo nie ma dla Taty tzw. respect...ale na to chyba trzeba zapracować, także tego w tym temacie...u nas tez były ciche dni, szczególnie gdy jest nerwowo, chorobowo, my jakoś w stresie się nie jednoczymy wręcz przeciwnie, potęgujemy jego poziom...ale na szczęście udało nam się go rozładować w niedzielę...(nie pytaj :PP)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to trzymam kciuki, żeby tą zgodę dali, i żebyście mogli zrealizować swoje plany, bez proszenia się i chodzenia wokół tej sprawy. Królik też fajny.

      Wiesz, z tym szacunkiem to jednak chyba różnie bywa. To znacz ja jestem zdecydowanie przeciwna temu, że dzieci mają z gruntu szanować rodziców- bo tak jak piszesz- kurczę! Na to trzeba sobie zasłużyć, tak? Czy Ty szanowałaś swojego ojca? No ja nie... Bałam się Go, ale to nie jest szacunek przecież. Tyle, że... Mam świadomość naszych błędów, ale jednak wydaje mi się, że zasługujemy na ten szacunek. A w moim odczuciu, ani ja, ani mąż, go nie otrzymujemy :( I to jednak boli.

      U nas to już jest taki stan, że chyba nic nie pomoże, a już najmniej seks...

      Usuń
  8. No to pięknie z tym brzuszkiem - oby to nic z układem moczowym, niech choroby nereczek trzymają się do Was z daleka. Też to przerabialiśmy, za kilka dni mamy kolejna kontrolę na nefrologii..

    Elizka - wchodzicie powoli w trudny wiek, choc ja z moją Zuza najtrudniejszy miałam chyba ok 15-16 roku życia, to ten okres ok 10 lat też jakoś wspominam czasami z takim mini nerwem ;) Piszesz, ze ona wszystko łapie w lot i łatwo jej idzie to jechanie na piątkach - może poziom w szkole jest dla niej zbyt niski i najwyraźniej ją to nudzi, stąd to roztrzepanie i przeoczanie niektórych rzeczy, bo jej geniusz nie pozwala na skupianie się aż tak nad tym wszystkim :)

    A z mężem... no cóż, raz na wozie raz pod wozem. Życie, ale lepsza chyba taka sinusoida niż nudna rutyna. Choć sama nie wiem. Mam już jedno za sobą małżeństwo, wiec pewnie expertem nie jestm najlepszym :)

    A pies? tez zawsze jako dziecko chciałam miec.... nie miałam :( Potem jak już miec mogłam, to nie do końca chciałam, ale dziecko równie mocno naciskało no i mamy ku mojemu niezadowoleniu trochę. Tyle, że nie kupowaliśmy, daleka jestem do tego, moje wszystkie zwierzaki zawsze, to przygarnięte bidy i z psem jest tak samo. Wyrzucony szczeniak z jadącego auta na oczach naszych sąsiadów, wyratowany przez nich trafił do nas. No kochana psina, ale mam nerwy czasami na niego. Wszyscy go kochają oprócz chyba mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety- u nas te nerwy to nie mini, a czasem mega...
      Muszę działać, bo będzie coraz gorzej.
      Oj zdecydowanie ani sinusoida, ani nudna rutyna nie są chyba jednak dobre.
      Ja też się liczę z tym, że przy psie pewnie nerwy będą, ale... jakoś na razie optymistycznie patrzę na to wszystko :)
      Trzymam kciuki za kontrolę. Oby wszystko było ok.

      Usuń
  9. My tez intensywnie myslimy o piesku wlasnie po wakacjach. U Nas jest jednak trudniej poniewaz dom wynajmujemy, a wlasciciel nie zyczy sobie psow (do kotow nic nie ma). My prawdopodobnie bedziemy adoptowac psa ze schroniska (szczeniaczka). Wczoraj widzialam 7 szczeniakow mieszanca labradora z cockiel spanielem. Sliczne! A co ciekawe?
    Chlopcy wybrali z siedmiu tego samego pieska !!!! (Najpierw "wybieral" Starszak, potem Mlody).
    Jesli chodzi o chorobska to I u Nas nieciekawie. Brzydkie kupy, Mlody mial goraczke, nic nie je dwa dni, Starszy ma taki kaszel, ze prawie sie udusi... no , ale ratuje ich swoimi sposobami... a na Elize nie ma chyba sposobu..az strach sie bac jak moi chlopcy beda sie zachowywac jak "dorosna".
    Trzymam kciuki za dobre wyniki Lili!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to super, że byli tacy zgodni- jakaś telepatia braterska :) Może właściciel się jednak zgodzi, skoro koty mu nie przeszkadzają, to może pieska też wynegocjujecie :)
      Kurczę, no wszędzie te choroby :(
      Na Elizę muszę znaleźć sposób, bo przecież Ona dorasta i będzie coraz trudnej.

      Usuń
  10. Wiesz co my ponad miesiąc walczyłyśmy z moją Zojką , dwa wirusy wymiotno- kupkowe . Szok. Nie wiem co z dwojga złego lepsze dla Lilci. Jedno i drugie to paskudne cholerstwo. Wiesz co może te przelewajki w brzuszku to jakiś następny jelitowy wirus. Trzymam kciuki mocno;} oby wszystko nie było poważne.
    Ja mam chwilowy spokój ze starszą i jej odzywkami. Cisza przed burzą;}}}. Nie wiem czy to działanie młodszej i zazdrość czy tak wredziuchowaty okres dojrzewania. Zyce mamusiek bywa trudne.
    Ja mam dobry argument z psem. Zadaje pytanie jak wyobrażają sobie podróż do Polski z psiakiem i mam chwilowy luzik.
    Moc buziaków i zobaczysz wszystko będzie dobrze. Ściskam Cie mamuśko
    aaaa z tego cieniowego zarysu nie mam pojęcia. Proporcjonalnie wyglądasz wiec ani gruszka ani jabłko mi jakoś nie pasuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj bywa trudne, bywa!
      A powiem Ci, że mamy znajomych w Norwegii, i Oni dwa razy w roku przyjeżdżają tu z psem :) Ona z dziećmi lecą samolotem, a On z psem jedzie autem. I wtedy w to auto zabiera Ich rzeczy, z Polski jedzenie do Norwegii- głównie mięso.
      Także wiesz- lepiej, żeby dziewczyny nie przeczytały tego co napisałam :)

      Usuń
  11. Nie znam się na psach i rasach, wiec nie pomoge. A dla Lilki zdrowia życze, oby to nie zapalenie pęcherza jednak!

    Ja też nie jem od kilku dni słodyczy i chcę trochę schudnąć. Także trzymam kciuki za nas obie ;) Trzymaj się i nie poddawaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inesko, super- będzie mi raźniej. No na razie dzielnie się trzymam.
      Z Lilcią już lepiej, także dziękujemy.

      Usuń
  12. Jesli chodzi o przypadlosci gastryczne psiakow, to raczej nie pociesze. Nasze obie suczki bez przerwy mialy/maja, delikatnie mowiac, luzne stolce. Bella wymiotowala tez bardzo czesto, na szczescie zazwyczaj na dworze, jak nazarla sie trawska... Ale w domu niestety tez sie zdarzalo... Maya ma ogolnie slaby zoladek i szybko sie przekonalismy, ze wszelkie przysmaki, typu kosteczka po schabowym, czy stara wedlinka, to nie dla niej. ;) Inna sprawa, ze nasze psy lataja luzem po ogrodzie, a ogrod spory, wiec czesto udaje im sie zapewne dorwac cos, czego psy jesc nie powinny. ;)

    Mam nadzieje, ze u Lilci to jednak jakis "brzuszkowy" wirus. Moze to byc zreszta pozostalosc lub nawrot jelitowki, ktora w koncu dopiero co przeszla. Oby nie kolejne zakazenie ukladu moczowego, bo takie nawracajace zapalenia moga byc oznaka powazniejszego problemu... :(

    Jesli o Elize chodzi, to tutaj niestety nie poradze nic, bo jak wiesz, moje dzieciaki sa znacznie mlodsze, wiec jeszcze tego nie przerabialam. Pomyslalam jednak, ze jesli pogorszenie jej zachowania zbieglo sie z nawrotem choroby Lilci, to moze ona jest zwyczajnie zazdrosna o zwiekszona uwage poswiecona siostrze? Oczywiscie tylko zgaduje, nie widze przeciez zachowania Elizki i sytuacji w ktorych sie ono uaktywnia. :) A co do ambicji, to podejrzewam, ze Eliza moze zgrywac "twardziela" i nie chciec przyznac sie, ze rowniez jej wstyd z powodu gorszej oceny przez taka glupotke. :)

    Ze Elizka nie moze sie doczekac psa, wcale jej sie nie dziwie. Ja cale dziecinstwo o tym marzylam i nigdy nie dostalam. ;) A tak w ogole, to Bi od kilku dni meczy mnie, ze ona chce... kota! Dostajemy regularnie katalog z akcesoriami dla czworonogow i na kazdym zdjeciu obowiazkowo musi byc uroczy szczeniaczek lub kociak. Bi namietnie go przeglada i psy ma w powazniu, ale upodobala sobie kotki i meczy mnie, zebym kupila jej kota! Poszlam jednak na latwizne i odpowiadam, ze musi przekonac tate, ktory kotow nie znosi. ;) To ja "zamyka". Na jakies pol godziny... ;)

    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje psiaki też czasami miały sensacje jelitowo- żołądkowe, ale tam w miarę rzadko. A trawa oczyszcza, i psy często same w ten sposób się leczą. Elizie się wcale nie dziwię- sama już czekam na tego psa, bo je uwielbiam. I chociaż trochę przerażają mnie dodatkowe obowiązki, to jednak patrzę na te bardziej pozytywne aspekty. Także, czekam i podniecam się razem z Elizą, chyba, że naprawdę mam już dosyć, kiedy "truje" cały dzień :)
      Mój mąż tak samo "kocha" koty jak Twój M.

      Co do Elizy, to naprawdę nie wiem. Czuję, że powinniśmy już poradzić się kogoś bardziej kompetentnego...

      Wiesz, wstyd to mówić, bo wydaje mi się, że to my musieliśmy gdzieś zawalić, ale u Niej naprawdę średnio z tymi ambicjami. Jest b. dobrą uczennicą, ale... bez żadnego wysiłku.

      Usuń
  13. Nie, no musiałabym Cię jednak nago zobaczyć ;) Albo chociaż w szarych leginsach i T-shircie - wiesz, jak u Trinny i Susannah ;)
    A poważnie - to życzę zdrówka kolejny raz! Kiedy się te cholerne infekcje skończą...
    (ja chyba mam powrót anginy, bo tak mi gardło nawala... a w poniedziałek skończyłam antybiotyk :((( )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no coś Ty Juti, na taki striptiz to nie nie ma szans :)
      No mi już ręce opadają, bo teraz na mnie przyszła pora, ale może dlatego, że teraz muszę wszystko sama ogarniać, to jakoś się trzymam, na tyle, na ile można się trzymać, kiedy głowa pęka, i człowieka telepie... Eliza tak kiedyś miała z anginą, ale jednak przerwa była dłuższa- jakieś 2-3tygodnie, i nawrót. Współczuję. Zdrowiej.

      Usuń
  14. Wygląda na to że mamy podobne figury mój typ to,,dupiasta,, kiedyś takie określenie słyszałam.Co do psa co kol wiek by to nie była za rasa i tak ty będziesz sprzątać,szczepić, karmić, wyprowadzać . Bo niby kto mąż pracuje córka do szkoły? Z chorowaniem tak jest czarna seria u was Lilka na brzuszek u nas krtań za krtanią. Byle do wiosny zdrowia życzę.
    .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! O! Bingo, Ewa- to jest mój typ figury. Niestety. Bo szczerze go nie lubię :(
      Z psem to pewnie tak, ale ja to lubię, więc czekam na to z niecierpliwością. Zawsze miałam psy, i były one chyba najlepiej wybieganymi psami na osiedlu :)
      Zdrowiejcie!
      Buziaki

      Usuń
  15. Jakbyś mniej ciuchów miała na sobie można by było pokombinować ;)
    Psy mają jelitowki i to w najgorszej postaci i często po nieodpowiednim pokarmie...a co do psa to może lepiej odwiedzić parę hodowli i dowiedzieć się o tych pieskach i ich potrzebach, przynajmniej starsza córka będzie miała głowę pełną informacji o idealnym psie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety na takie jeżdżenie nie mamy czasu, zresztą tu w Szczecinie mam wrażenie, że jakoś mało ich jest. Moje psy miały oczywiście czasami przeboje gastryczne, ale na szczęście jakoś nie za często.
      Pozdrawiamy

      Usuń
  16. Martus to chyba shar-pei odpada😓 ale naprawde kochana Rasa. Tylko problematyczna zddrowotnie. Mialam nadzieje ze ze zdrowkiem u Was juz bedzie dobrze a Tu mala Nagle wyskakuje. Co do szkoly to powiedz jej ze za zle zavhowanie moze wyleciec z niej moze poskutkuje. A oceny no coz moze system mobilizacyjny wprowadz? Dobre stopniie to przyjemnosci. No nie wiem.
    Ja naraxie szukam kogos kto mi ADHD zdiagnoxuje u Tomka albo to obali Bo nie wyrabiam juz.
    Buziaki I 3mam kciuki
    Ps.Moze pan tata tez juz zmeczony I tak odreagowuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No teraz dla odmiany mnie wzięło :(
      Z Elizą coś muszę pomyśleć, ale póki co- muszę liczyć sama na siebie. Tata aktualnie jest w fazie, kiedy pozwala Jej na wszystko :) To chyba na złość mnie...
      Kurczę, to z Tomkiem, aż tak? Pewnie jakiś dobry neurolog by się Wam przydał, albo nie wiem- psycholog?
      Tata? Tata ma swoje odpały, po prostu.

      Usuń
  17. Co do psa, to mi marzył się Golden. Co do kształtu, to chyba gruszka. Wrzuć cień bez kurtki. ;)
    U mnie z dietą gorzej. W ogóle mam ostatnio kiepskie dni. Rozważam ucieczkę w książki albo naukę i odcięcie się od blogowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdjęcia wrzuciłam specjalnie, tak trochę dla śmiechu :)
      A skąd takie myśli? Mam nadzieję, że zostaniesz z nami.
      Pozdrawiamy

      Usuń
    2. W sumie to nawet nie wiem skąd, ale coraz cześciej o tym myślę. Pewnie nawet jakbym już się zdecydowala zostawić blogowanie to okazałoby się, że wcale nie jest to takie proste.

      Usuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  19. Niedobrze z tym brzuszkiem. Znam ten strach. Niech już perełka zdrowieje.
    Pieska mieliśmy i się wyleczyłam jak zniszczył ogrodzenie, podwórko i w domu. Ale taki ze schroniska byłby lepszy. Też można małego wybrać i po oczach poznać czy będzie łagodny i grzeczny ;)
    Dobre małżeństwa nie tylko schodzą z góry :) Razem wchodzą pod wzniesienia. Najwazniejsze dojść do szczytu razem, a tam może być pięknie i widok na wszystko jest :) To takie Tatry życia małżeńskiego :*
    Bedziesz super wyglądać w tej kiecy :D Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowieje już, całe szczęście. Ojej, to faktycznie- niszczyciel Wam się trafił :(
      Dzięki Ulcia za każde dobre słowo!
      Ściskam.

      Usuń
  20. Zdrówka życzę! My cały marzec walczymy z choróbskami, masakra po prostu! Co do pieska - cocker spaniel jest przepiękny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u nas to samo! Jak się zaczęło, to końca nie widać!
      Cockery też mi się podobają, zwłaszcza te czarno-białe.

      Usuń
  21. Mam nadzieje, ze juz wiesz, znasz diagnoze? Oby wszystko bylo dobrze!!
    Ja slodyczy nie jem juz kilka tygodni- waga ruszyla- minimalnie ale jednak 2kg mniej cieszy bardzo i motywuje- ale latwo nie jest. A Ty prosze nie przesadzaj... ciuchow jest wystarczajaco duzo- wez niemiecka m- jest polska L ;) wiec zawsze to jakies rozwiazanie :)))
    Psa mialam- maltanczyka- piekny i posluszny- tylko wlosie i jego pielegnacja, potem byl jamnik szorstkowlosy- madre psisko, Menzon mial owczarka niemieckiego ;) dostojny piekny, madry pies, Mloda chce mopsa...wiec jak widzisz wybor naprawde urozmaicony...ale pies to tez obowiazek, praca, koszta no i dla mnie chyba wazne- zapach- mam bardzo wrazliwy nos i zapach psa...hmmm no nie odpowiada mi- a ze Menzon ma alergie wiec- sprawa sama sie rypla :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że znajdę :) Słodyczy nie jem dalej, i mam nadzieję, że znajdę dla siebie super kieckę!
      Lila me jelitówkę, wynik posiewu ok- więc kamień z serca.
      Ja zawsze miałam psy, także zapach mi nie straszny :) A reszta- no mam nadzieję, że podołamy.
      Ps. Jamniki szorstkowłose bardzo mi się podobają, ale trochę bym się chyba martwiła o jego kręgosłup.

      Usuń
  22. Martuś! Dużo, dużo zdrówka dla Lilci!!!
    Niech wraca Kruszynka do zdrówka!
    Mam nadzieję, że to nic poważnego.
    Ja też marzę o psie, ale póki co nie mamy warunków.
    Golden retriever bardzo mi się podoba :)
    Buziaki i spokojnego weekendu! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Goldenki takie bardzo zwariowane mi się wydają :) Dużo w nich energii i radości. Wam też udanego weekendu.
      Pozdrawiamy

      Usuń
  23. Kurcze z tym psem to ja bym chyba przygarnęła jakiegoś ze schroniska. Ja zawsze przygarniam jakieś psy i nie ma wdzięczniejszego przyjaciela.
    Tam też są rasowe psy. I zaoszczędzisz kasę. Poza tym dziecko będzie miało dobry przykład. W ogóle to jeśli macie gdzieś blisko schronisko to zaprowadziłabym Elizę na kilka godzin, może żeby pomagała w ramach wolontariatu. Te pieski potrzebują miłości a Eliza zobaczy, że piesek to nie zabawka. Bo wydaje mi się, że dużo rodziców kupuje te pieski a potem nikt nie ma dla niego czasu.
    Co do chorób-my też chorujemy. Moja mama wyszła ze szpitala i kilka dni później dostała grypę. Myślałam, że nas ominie. Ale wzięło wszystkich domowników i mnie również. Jak na razie tylko M i Jaś się trzymają. A ja mam kaszel i zawalone gardło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także zdrówka dla Was i dla nas!

      Usuń
    2. Jak to powiedział nasz pan doktor o chorowaniu: "Przednówek ma swoje prawa"- mało to pocieszające, ale mam nadzieję, że zaraz to chorowanie się jednak skończy. Wy też zdrowiejcie, bo to nic przyjemnego...
      W naszym przypadku decyzja o psie jest przemyślana. Nosimy się z nią już tak długo, że rozważaliśmy wszystkie aspekty...
      To prawda, pieski ze schroniska są bardzo wdzięczne. Eliza jednak chce bardzo rasowego, a piesek będzie kupiony za Jej pieniądze.
      Wolontariat w schronisku to niezły pomysł. Chociaż z drugiej strony, nie wiem, jak Eliza by to udźwignęła psychicznie. Ja byłam tam raz, i ciężkie przeżycie to dla mnie było.

      Usuń
    3. No ja zdecydowanie też polecam schronisko. Myślę, że odbyłoby się to z dużą korzyścią dla Elizy. Jeśli obawiasz się schroniska, to istnieją też fundacje dla porzuconych zwierzaków, które np organizują domy zastępcze. Sama wzięłam psiaka z takiej fundacji. Znalazłam ją w internecie i jak tylko zobaczyłam jej foto i przeczytałam opis, wiedziałam, że to musi być mój pies. Moim zdaniem, abstrahując od tego, że sama tak zrobiłam, jest to po prostu dużo bardziej wartościowe, szczególnie dla dziecka. No i przede wszystkim dla psa!

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!