Mama2c

Mama2c

wtorek, 3 marca 2015

Dialogi rodzinne cz.1

Poniedziałkowy poranek to idealny czas, żeby wstać w złym humorze. No dobrze- Lila jest usprawiedliwiona, bo noc miałyśmy ciężką...

Lila: Eliza, gdzie tata?
Mama: Lilciu, tatuś jest w pracy.
L: (krzycząc): Mama nie mów! Eliza ty mów- gdzie tata?
E: (zblazowana) W pracy, a gdzie ma być.

Uuuu, bez kija nie podchodź! A ty, mamo, nie wtrącaj się, kiedy nie ciebie pytają!

Po chwili...

L: Mama... Boli brzuch.
M: Brzuszek cię boli?
L: Taaaaa.... I cyce. (podciąga bluzkę, tak, żebym nie miała wątpliwości, o których "cycach" mówimy)
E: (filozoficznie) Może ci rosną.

Padłam, i naprawdę długo nie mogłam powstać!

Obieram rano kiełbasę ze skóry. Lila, który uwielbia takie filozoficzno- egzystencjonalne rozważania, stwierdza:

"Lila jest mała. Nie mogę jeść ze skórą. Rodzice mogą."
M: Tak, rodzice są dorośli.
L: Eliza też jest stara. Może jeść ze skórą.

Też?! Stara?!
Łaaaaaa! Litości dziecko!

A co u nas? Uffff- lepiej!
Wczoraj rano, prawie skoro świt, napisałam do doktorka, że nie ze mną te numery o panice i tak dalej, i że życzymy Go sobie dzisiaj widzieć, najlepiej zaraz! No dobra- miałam ochotę tak napisać, ale się powstrzymałam. O 9 poinformowałam Go jak wygląda sytuacja, i wyraziłam opinię, że w naszym odczuciu warto Lilę ponownie osłuchać. Na co pan doktor napisał mi, że w porządku, i że będzie o... 18.

O 18?! Ludzie, przecież od niedzielnego poranku, kiedy to ujrzeliśmy na termometrze 39stopni, to prawie dwa dni! Dwa dni, kiedy poza syropami na zbicie temperatury, Lila nie dostaje nic więcej. Przyznaję- podłamałam się trochę, bo byłam przekonana, że Mała dostanie antybiotyk, i tak- miałaby już prawie dwa dni kuracji za sobą.
Dwa dni na plusie do powrotu NASZEJ Lili. Tego żywego srebra, małego tajfunu, trzpiotki najdroższej...

Na szczęście, w poniedziałek, Lila wstała bez temperatury, chociaż o północy mieliśmy akcje: gorączka-kaszel-wymioty. I jakoś tak w miarę spokojnie doczekaliśmy do wizyty. Na jakąś godzinę przed przyjazdem pana doktora, pojawiło się 37,8 na termometrze, ale takiej temperatury- jak wiadomo- nie zbijamy.

Lekarz osłuchał Lilę dokładnie, Mała pięknie otworzyła buzię- tak, że żaden patyczek nie był potrzebny, wariowała i kokietowała pana doktora bez końca. Na szczęście- nic nowego się nie dzieje. To niestety taki typ wirusa, że kiedy wydaje się, że jest już lepiej- temperatura wraca. Zostaliśmy uspokojeni, że dokładnie taki sam przebieg choroby pan doktor i Jego żona (neonatolog, pediatra) odnotowują u większości pacjentów. Na szczęście antybiotyk w ogóle nie był brany pod uwagę. Jedynie, zamiast inhalacji z soli fizjologicznej, mamy robić je z pulmicortu.

Nie będę ukrywała- naprawdę mi ulżyło. Po tej ilości antybiotyków, które wzięła w swoim życiu Elizka, mam do nich potężną awersję. Zawsze, ale to zawsze bronimy się przed nimi jak możemy. Są oczywiście sytuacje, kiedy nawet nie ma co dyskutować, i trzeba mieć nadzieję, żeby ten nieszczęsny antybiotyk jak najszybciej zadziałał. Tak było w czerwcu- kiedy z mało swoistych objawów (czyli dla zumu to norma) zrobiło nam się CRP 100, a w szpitalu okazało się, że nasza córcia ma już bardzo zaawansowane zakażenie układu moczowego.

Teraz pozostaje nam czekać, aż choroba odpuści na dobre. Zmagamy się jeszcze z pozostałościami po "jelitówce"- nieco gorsze kupki, i brak apetytu, ale... Na wszystko trzeba czasu.
Także ten... Po raz kolejny ćwiczę swoją cierpliwość, i odliczam dni, aż będziemy mogły wyjść z domu. Póki co- typowe o tej porze roku wiatry hulają za oknami, a my... męczymy "Słonia Trąbalskiego" i "Grzesia kłamczucha", a także bawimy się drewnianymi puzzlami z Biedronki- dzięki Madzi, która dała cynk, że są takowe do kupienia.

Lila idzie w ślady siostry, i bardzo chętnie rysuje i maluje. Dziś po śniadaniu, narysowała... naleśniki :) Tak, tak- nie pomyliłam się- naleśniki! Zielone, to te ze szpinakiem. Jeszcze nie miałam okazji ich zrobić, ale to tylko kwestia czasu. Przepis TU, gdyby któraś z Was miała ochotę. Lila sugerowała się właśnie tymi ze zdjęcia, rysując swoje :)
Czekoladowe, to te z ulubionego bloga. Robione przez nas już dwukrotnie- są obłędne! Niestety, ja robiłam je na kolację, także zdjęć nie mam- bo raz, że czasu mało, a dwa- światło wtedy mam do bani.

Dziewczyny, wybaczcie chwilowy poślizg z odpowiedziami na komentarze- ale "się nie wyrabiam"... Nadrobię- obiecuję! Jakoś te ostatnie dni mam tak rozbite, i mimo, że cały czas jesteśmy w domu, to czasu mi zwyczajnie na wszystko brakuje...

A tu- mój chorowitek:






19 komentarzy:

  1. Moja kochana zarumieniona Lilenka ♡♡♡
    Wybacz Marta ale ja jestem w niej zakochana wrecz!
    Swoja droga to teksty ma powalajace w swej mlodosci hihi, no ale ma po kim sie uczyc ;-)
    Ciesze sie, ze obylo sie bez lekow, szpitala i ze Lilenka wlasciwie dochodzi do zdrowia. Myslalam, ze akcentem jej malowania bedzie zalaczona focia, pokazesz moze te wspaniale nalesniki w roli Lili :-)?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dialogi pierwsza klasa ;}}. Masz rezolutne córki no i takimi tekstami potrafią wywołać uśmiech;}}. Trzymajcie się dziewczynki mimo tych paskudnych chorób. Ja mam tydzień przerwy po półtoramiesięcznym szaleństwie chorobowym. Kiedy wyszłam po tak długim czasie na dwór czułam się dziwnie ;}}. Lilcia na fotkach wygląda ślicznie. Patrząc na Twoją ślicznotkę przypomniało mi się jak marzyłam żeby jedna z moich córek była blondynką a złapały geny ciemnowłose tatusia :}}}

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, ze to nic powaznego. Zdrówka dla Lilci zycze! A dialogi super :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem która bardziej mnie rozśmieszyla - lilka-tyran czy Elizka w roli komentatora :))

    Antybiotyki to koszmar u nas w Turcji, bo przepisuje się je przy każdej możliwej okazji,a czasem nawet zapobiegawczo! W dodatku wszystkie są bez recepty. No i nikt nie słyszal o lekach oslonowych, tylko każą jogurt wcinać, hue hue...

    OdpowiedzUsuń
  5. stara matka adwokatka ;)
    hehehe, to Cię dziecko podsumowało :)
    Ja pieszczotliwie mówię do mojego Tomka "Stary, staruszku itd", kiedyś zapytany Tymon, jak tata ma na imię odparł bez wahania "Staly"..

    Dobrze, ze gorączka niczego groźnego nie zwiastowała, pulmicort powienien pomóc, to nasz od kilku lat częsty przyjaciel. Pamiętaj, aby zawsze przepłukać buźkę po inhalacji nim, ale to pewnie wiesz :)

    Zdrówka jak naszybciej i najwięcej Wam życzę, a z naleśnikami znowu podkusiłaś, ślinka mi już leci :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Swietne te wasze rozmowki..z cyckami mnie rozbroila :)

    U Nas kaza chodzic do lekarza kiedy goraczka utrzymuje sie powyzej 5 dni, a nawet tygodnia.
    W ogole na wyspach wszystko to wirusy I pomagaj sobie sam.
    Powiem szczerze , ze otworzylo mi to oczy I, ze nie panikuje tak szybko.
    Staramy sie racjonalnie podchodzic do chorob I chodzic do lekarza tylko wtedy, gdy zauwazamy, ze dziecko naprawde musi pojsc.
    Chlopcom podaje czasami Sambucol Kids na uodpornienie.
    Ostatnio odkrylam naturalne syropki solbaby.
    Duzo spacerujemy, jemy owoce...

    Trzeba sobie jakos radzic! :)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze, że już lepiej!
    A dialogi bezcenne ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdrowiejcie...ten wirus i do nas dotarł :/

    OdpowiedzUsuń
  9. Byle do wiosny!! zdrowka dziewczyny Wam zycze !! No i jak najmniej bolesci cyckow :)))) ahahhahahahaaaaaaahhhh :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Teksty powalają na kolana. Nic się nie dziwię, że długo nie mogłaś powstać. ;)
    Zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  11. Dialogi pierwsza klasa! :D Ale się uśmiałam :D :D :D
    U nas też szaleje wirus, już kilka dzieciaków z przedszkola leży w szpitalu zakaźnym:/Strach się bać!
    Byle do wiosny!
    Ogromu zdrówka dla Was i duże buziaki! :****

    OdpowiedzUsuń
  12. zdrowia i dla was! u nas tez choroba,mlody wczoraj goraczka 39.4, lekarz,i syropki bez antybiotyku,najgorzej,ze i mnie łamie. A teksty dziewczyn.. ! "cyce"buhaha:-))

    OdpowiedzUsuń
  13. Ojej! Jaka Lilcia do taty podobna! :D Już mogłaby przestać chorować. :(
    Marciu dużo siły życzę i pięknej pogody za oknami :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Marta pamiętaj BYLE DO WIOSNY! My również walczymy z choróbskami więc Wam życzę DUŻO zdrówka !!!!!!!
    Buźka :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudowne są te Wasze dialogi :). A choroby szaleją teraz po prostu, u nas wirus powalił cała rodzinę... Byle do wiosny :). Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Hahahahah dialogi cudowne :D Uwielbiam czytać takie dzieciowe mądrości ;))
    I niech Was choroby omijają szerokim łukiem!

    OdpowiedzUsuń
  17. Marta, pamiętaj że pulmicort to steryd. Niech mała zawsze po inhalacji opłucze buzię, aby nie dostać grzybicy...
    Moja nie wymiotowała, więc zostaliśmy przy Groprinosinie..sama nie rozumiem jak to się dzieje, że ten lek przeciwwirusowy rok temu był na receptę, a dziś skład ten sam, ale opis jako lek wzmacniający odporność i bez recepty...cuda na wianku, cholera...

    OdpowiedzUsuń
  18. W koncu pare dialogow dziewczyn! Zapisuj Martus te perelki, bo one tak szybko umykaja! :)

    Moje Potwory tez uwielbiaja dyrygowac. Rozkazuja kto ma im podac kubek, podetrzec tylek czy nawet zapalic swiatlo w lazience! Parodia!
    Bi jest o 1.5 roku starsza od Lilci, a tez we wszystkim sie upewnia: to dla doroslych, nie dla dzieci. Ja tego nie moge jesc/dotykac. Kokus nie moze. Mama moze, bo jest duza. Tata tez moze. Po czym najczesciej oznajmia, ze jak BYLA duza, to tez to jadla/robila. :p

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!