Mama2c

Mama2c

wtorek, 10 marca 2015

Jak się nie ma co się lubi...

... to się jeździ nad morze :p
A właśnie tak! Jednak- po kolei...

Można powiedzieć, że w tym roku, z okazji dnia kobiet, rozpieściłam się sama- od a do z. Począwszy od zaproszenia do nas wiosny:





Po przygotowanie nam czegoś wielokrotnie już sprawdzonego, ale jakże smacznego: 



A skończywszy na błyskotliwym pomyśle na krótką wycieczkę w niedzielny poranek:


I w tym miejscu dochodzimy do tytułowego- jak się nie ma co się lubi...
Eh, ileż to razy pomstowałam w myślach: "... dlaczego nie Wrocław?! Toć to rzut beretem, i co weekend jedlibyśmy najlepszą kwaśnicę ever w Strzesze Akademickiej. Albo jeszcze lepiej- Kraków! I nasze ukochane Tatry już niemal na wyciągnięcie ręki!"
Ileż to razy, niczym sadomasochistka, znęcałam się sama nad sobą, wyobrażeniami, jak to właśnie w tym Krakowie, w piątkowe popołudnie, zaraz po pracy, wsiadamy w auto, i sru... I już nawet nie musi być to Zakopane.
Murzasichle...
Małe Ciche...
Wszystko jedno gdzie, byleby te Tatry mieć bliżej!
Ile razy, zipiąc niczym husky w upalne szczecińskie lato, gramoliliśmy się z Marcinem, na jakiś śmiesznie wysoki dla wytrawnych taterników szczyt, i zastanawialiśmy się, jak często i jak wielu mieszkańców Zakopanego chodzi po górach...
Tak, lubimy się nad sobą znęcać :)
Fakty są takie, że jesteśmy zakotwiczeni (jakże wspaniale to słowo pasuje, w kontekście tego, co za chwilę napiszę) tu- w Szczecinie- mieście, według niektórych, leżącym nad morzem...





Godzina jazdy... to prawie jakbyśmy faktycznie mieszkali nad morzem :p
Wiem, że są osoby, które wiele by za ten "luksus" oddały... Ale nie my :) O naszej wątpliwej miłości do morza już pisałam, także powtarzać się nie będę. Co nas zatem przygnało tam po raz kolejny, w tak krótkim czasie? Chyba brak fantazji, bo jakbyśmy tak o 4 nad ranem wystartowali do tego Karpacza... :) A tak serio? No a gdzie my możemy jechać- las mamy przed blokiem- dosłownie. Zbiornik wodny w postaci części Zalewu Szczecińskiego- jakieś 15minut jazdy autem... Na takie jednodniowe eskapady pozostaje więc tylko morze, a że pogoda w niedzielę była na taką wycieczkę wymarzona, to grzechem byłoby z niej nie skorzystać. Zwłaszcza, że babcia i Lila miały w planach urzędowanie na działce...

Po kościele ruszyliśmy więc w stronę Kamienia Pomorskiego, bo lody jakie tam teraz serwują... No nie można przejechać koło nich obojętnie :)


  

Następnie obraliśmy kierunek Międzyzdroje, a że Eliza nam zaniemogła (witaj z powrotem chorobo lokomocyjna), to szybko stawaliśmy w Dziwnowie... 

Jednak szczęśliwie dojechaliśmy do miejsca przeznaczenia, a tam... Tłoczno od takich jak my- jednodniowych turystów. I fajnie, choć miny nam zrzedły, kiedy szukaliśmy miejsca, żeby coś zjeść... Uratowała nas restauracja, której wcześniej nie znałam, i to tylko dlatego, że miała dwa stoliki wystawione też na zewnątrz- z jednego korzystało małżeństwo z maluszkiem w wózku, z drugiego- my, z trochę większym, ale równie głodnym, maluszkiem...


Cały wypad naprawdę udany, pogoda nas rozpieściła i rozochociła, bo kiedy w poniedziałkowy poranek przywitało nas znaczne ochłodzenie, jakiś taki żal mnie ścisnął, że jak to?! To nie będzie już teraz z każdym dniem coraz cieplej?!

Niestety- już w drodze powrotnej zaczęłam się jakoś dziwnie czuć, gdzie "dziwnie" jest naprawdę jedynym słusznym określeniem... Nie bolała mnie głowa, a jednak jakoś dziwnie ją czułam. Nie chciało mi się wymiotować, a jednak żołądek jakiś taki... dziwnie niespokojny. Lila stęskniona, co prawda nie wiem, czy bardziej za mną, czy za mlekiem... Zajęłam się Nią, czując się jednocześnie coraz gorzej, ale że Mała nie spała w dzień (chociaż podobno... próbowała namówić babcię na drzemkę, i na to, żeby... dała Jej cyca :)), to wiedziałam, że już za chwilę będę mogła się też położyć. I tak też zrobiłam. I wtedy się zaczęło :( Szczegóły zostawię jednak dla siebie, ale Dziewczyny, serio- był moment, że naprawdę się wystraszyłam. W ciąży bardzo często bolała mnie głowa. Potwornie- jak mi się wtedy wydawało. I to jest prawda- wydawało mi się, że bardzo mnie boli głowa. To, co przeżyłam w ten niedzielny wieczór, to jakiś kosmos, apokalipsa i cholera wie, co jeszcze... I co ciekawe- nie mam pojęcia co to było. Co nie zmienia faktu, że wstałam rano jak z krzyża zdjęta, nieprzytomna, i średnio kojarząca to, co się wokół dzieje. A działo się, działo... Bo tak na marginesie, to po tej nocy z piekła rodem, obudził mnie Marcina kaszel. Byłam tak zakręcona, że nie wiedziałam co się dzieje- gdzieś tam mi kołatało z tyłu głowy, że przecież On powinien być w pracy... Potem miałam problem, żeby uświadomić sobie, jaki naprawdę mamy dzień tygodnia, bo... może ma wolne? Co się okazało? Rozłożyła Go grypa, i nie poszedł do pracy... Także- wyjazd udany, ale skutki bolesne :p 

A co nowego, bo nie wiem, kiedy się tu znów pojawię... Dziś dzielą nas dokładnie 2 miesiące od komunii Elizy... Bardzo mocno musiałam się powstrzymywać, żeby z tej okazji nie machnąć jakiegoś mocno ckliwego postu, o tym, jak szybko te dzieci rosną... No zresztą same zobaczcie- dopiero co tą księżniczkę chrzciliśmy:


I w zasadzie, to dzięki tej właśnie księżniczce, w końcu tego rzewnego postu nie napisałam, bo... Nasze dziecko wróciło dziś do domu z połową kropki w kolorze pomarańczowym, co znaczy mniej więcej tyle, że Jej zachowanie w szkole nie było idealne... I może ten dzisiejszy kolor, aż tak by mnie z tego rozrzewnienia nie wyleczył, gdyby nie fakt, jakie zachowanie Elizy zanim stało... Otóż nasza Elizka... groziła koleżance z klasy. Tak, dokładnie- groziła. W zasadzie, to mogłabym napisać na ten temat osobny post, o wiele mówiącym tytule: Od ofiary do kata... 

Mimo, że wcale mnie to nie cieszy, to prawda jest taka, że dzisiejsze zachowanie Elizy, to efekt "ciężkiej pracy" koleżanki, której Eliza groziła. Najpierw Jej dokuczała, wyzywała Ją, buntowała dziewczynki przeciwko Niej, potem zaczęły się poszturchiwania, popychania.... A dziś... Dziś moje dziecko od dawna nie jest ofiarą, a ja momentami (serio!!!) zastanawiam się, co było lepsze. O ile "lepsze" jest tu właściwym określeniem. 

Do tego, chyba na złość, podczas dzisiejszego popołudniowego spaceru w lesie, spotkaliśmy mamę tamtej dziewczynki, i ucięłyśmy sobie "miłą" pogawędkę, także... Muszę się z tym wszystkim przespać i ochłonąć, bo jak to mówią: Małe dzieci- mały kłopot... I im dalej w las, tym ja się pod tym coraz wyraźniej podpisuję.

Tam gdzie mnie jeszcze nie było- zaległości niedługo nadrobię, a Wam tradycyjnie dziękuję, że tu zaglądacie. Ściskamy, i mam nadzieję, że u Was bardziej wiosennie niż u nas!


57 komentarzy:

  1. Zazdroszczę wam tych wypadów nad może czy gdziekolwiek....my chyba nie umiemy spędzać czasu razem:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zazdroszcze bo i u nas ciężko o takie wspólne chwile:(

      Usuń
    2. Kurczę, Dziewczyny... Przykro mi :( I nie wiem, co Wam napisać. Dobić Was? Że my lubimy i to bardzo... Nie mam serca. Współczuć? Pewnie nie tego oczekujecie....
      Pytanie, na ile jest szansa, żeby zmienić Waszą sytuację...
      Pozdrawiam i trzymam kciuki za zmiany na lepsze.

      Usuń
  2. Cudna ta Księżniczka, do wycałowania wtedy, a teraz grozi :) Ale rozumiem Cię doskonale, to nie są sytuacje do śmiechu. Przeszłam to z Zuzą w gimnazjum, tyle, że moja reakcja stanowcza już była, kiedy Zuza była jeszcze ofiarą...Ale rodzice kata mocno sfochowani sytuacją i tym, że zareagowałam, odwrócili się na pięcie, pokazując swoje całe wątpliwe oblicze.. no cóż, wyszło szydło z worka, szkoda tylko, ze nie wytłumaczyli swojej córce, co źle zrobiła, a jedynie to, że przez to co zrobiła, oni mają obciach..

    I ja też ci bardzo zazdroszczę tego morza tak blisko. Możemy się zamienic, mam tyle samo do morza co do gór pewnie ;) więc zawsze byś już miała bliżej, a ja do swojego ukochanego morza.

    Ściskam i przyjemnych przygotowań do komuni życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tu też jest dodatkowo problem z mamą tej dziewczynki... Najdelikatniej mówiąc- sama ma chyba poważne zaburzenia, i jak tu się dziwić dziecku, że zachowuje się tak, a nie inaczej?

      Dziękujemy, buziaki!

      Usuń
  3. W malopolsce iście wiosennie . Dzis temperatura sięgnęła 15 stopni .
    Ja sie zaliczam do grona tych , którzy bliskości morza zazdroszczą . Choć nie powiem - góry tez uwielbiam . Ale przyznam szczerze , że choć dzieli mnie od nich rzut beretem - nie często z ich uroku korzystam .
    Ale zamierzam to zmienić . Juz wkrótce

    Moze nawet jakiś urlopik sobie zafunduje . W maju na przykład ...
    Nie wybieracie się przypadkiem ? W kupie raźniej !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 15stopni?! Błagaaaaaam. Tu wiosna się wycofała :)

      O, super- widzę, że plany są, a to dobrze! My Anetko będziemy w Zakopanem w sierpniu, także w maju niestety już sobie nie możemy pozwolić. Ale może uda się wtedy nam spotkać?

      Usuń
    2. Oczywiście , że się uda . Dajcie tylko znać kiedy będziecie - godzinkę póżniej będę i ja ! Moze nawet uda mi się Noelkę namówić na wspólny wypad . I wypijemy wspólnie kawkę , pogadamy , powdychamy górskiego powietrza !

      Usuń
  4. Ja mieszkam na górze Kotoń do Zakopanego mam godzinkę ,i marzę żeby mieć blisko morze tak jak wy. Współczuje mężowi miałam grypę,podła choroba. Ja mam migreny ból głowy nie do wytrzymania przy tym ból żołądka światłowstręt nie dam rady mówić paraliż mnie łapie a po, czuję się jak by po mnie pociąg przejechał.(może masz to samo)Moje dziecko nie bije i niestety też często było ofiarą aż zaczął oddawać po naszych namowach i ironia taka że to on ma uwagi że bije,ponieważ nie skarży .Temat rzeka ale wolę że się broni niż tylko ciosy dostaje.
    Pozdrawiam ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mąż nie za dobrze, męczy się okropnie, podobno jakiś taki wirus paskudny, no ale zobaczymy...

      Mogłabym Ewo elaborat napisać o skarżeniu i nie skarżeniu... My z tych, co to uczyli, że brzydko jest skarżyć, no ale szybko musieliśmy zweryfikować nasze poglądy...

      Usuń
  5. Kochana jakże tam pięknie :) ale osobiście kocham tak samo mocno góry jak i Ty... więc wiecznie ciągnie mnie do Zakopanego albo i na Słowację.. czuję się tam cudownie i jak u siebie, jak w domu.. nie ważne czy turystów są miliony, czy jest sezon czy nie ma.. ważne, że jest Zakopane i Ja <3 :D
    Pięknie wyglądacie! :*
    Trzeba korzystać z pięknej pogody więc nie uważam tego za głupi pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My na Słowacji jeszcze nie byliśmy... Może kiedyś :)
      Dziękujemy, buziaki!

      Usuń
  6. Moje kochane Międzyzdroje!!! Uwielbiam... Choć góry też uwielbiam i rozumiem twoją tęsknotę.

    A z Eliza i tą koleżanką ciekawa historia. Czym jej Elizka groziła- co sie stało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Międzyzdroje mają swój urok, a ja mam z nimi masę pięknych wspomnień!
      O Elizie osobny post napiszę.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Dzieci rosną zdecydowanie za szybko :) piękna wycieczkę mieliście!

    OdpowiedzUsuń
  8. Koleżanka Elizy naważyła sobie piwa. Teraz tylko Eliza musi "wrzucić" na luz. Dała jej już nauczkę i nie musi utrwalać w sobie instynktu kata ;) Będzie dobrze, bo to bardzo mądra dziewczynka, a w razie czego możesz Kochana postraszyć Córkę brakiem uzyskania rozgrzeszenia przy pierwszej spowiedzi :D

    Co do tego morza... Marta, morze to ja kocham i góry też, ale Ty to już słyszałaś :) Na naszej norwedziowej dzielnicy mieszka bardzo dużo Polaków ze Szczecina i niech mi ktoś powie: "O co wam Ludziki chodzi z tą niechęcią do morza?" ;) ;) ;) Podejrzewam, że to przez turystów.
    Z naszej rodzinnej miejscowości w Tatry mamy 2,5 godziny, ale tak często nie robiliśmy nigdy wypraw jak Wy. Mój mąż chyba nie kocha tak gór jak ja.
    Kraków bardzo mi się podoba, nawet zaręczyłam się tam i spędzałam pierwszą rocznicę ślubu, ale tak naprawdę to najbardziej zanieczyszczone i niezdrowe miasto, nie tylko w skali Polski, ale miast europejskich. Wrocław? Wrocław to taki bliźniak Krakowa tylko chyba dla młodych, prężnych i ambitnych, a nie dla takiej kury domowej jak ja :D

    Dużo zdrówka dla Męża. A teścik robiłaś? :D Dla Ciebie też zdrówka. Aaaa no i piękne zdjęcia jak zwykle! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula, bardzo dobrze z tym katem napisane. Muszę Jej to codziennie powtarzać, bo mimo, że już Jej to mówiliśmy, to czasami mam wrażenie, że o tym zapomina...

      Wiesz co, to może nawet nie jest niechęć do morza. Fakt- w sezonie my się na plażę nie nadajemy- raz, że leżeć godzinami nie lubimy, dwa- tyle ludzi nas trochę jednak męczy :) Ale wiosną i jesienią, dla relaksu, lubimy skoczyć nad morze- może nie za często, ale raz na jakiś czas :)

      Ulcia, teścik? No coś Ty :) Nie ma takiej potrzeby. Ale z tym bólem głowy, to normalnie piekło ujrzałam!

      Usuń
  9. Zdrowiejcie szybko kochani, może pierwsze oznaki wiosny wypędzą wszelkie paskudy chorobowe;}. Marta ale u Ciebie pięknie przytulnie i faktycznie wiosna pełną gębą w domku. Troszkę zazdroszczę ponieważ my mamy do czerwca w planach zmianę mieszkania i szaleństwa wnętrzarskie muszę zostawić na później. Fajnie że spędzacie wspólnie czas, wasze dziewczyny będą miały wspomnienia na całe życie. Życzę Tobie z całego serducha wakacji w górach ;}}. Wiesz co nie dziwię się Elizce, ile można być "kopanym", może to mało pedagogiczne ale myślę ze dobrze zrobiła. Ja wtłaczam moim dziewczynom że trzeba być miłym i grzecznym a w razie problemów nie wiedzą jak się zachować - przecież mamusia nie pozwala być niegrzecznym. Ściskam mocno i przesyłam zdrowe norweskie fluidy:}}}

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, ale za to jak już się przeprowadzicie, to sobie poszalejesz! Akurat fajnie- lato!

      Ja też oczywiście uważam, że dobrze, że przestała być ofiarą, tylko- to nie jest takie proste, ale o tym może w końcu napiszę osobny post. Pozdrawiam

      Usuń
  10. Cieszę się Marta, że u Ciebie wszystko dobrze:) Co do morza to doskonale Cię rozumiem. Bardzo lubię morze, ale to tylko lubię, bo góry kocham ponad życie i podobnie, jak Ty chciałam zawsze mieszkać bliżej nich. Teraz razem z mężem mamy takie marzenia i liczymy, że kiedyś się spełnią. W Warszawie mieszkamy ze względu na pracę, a że wcześniej mieszkałam we Wrocławiu, to zawsze wracam myślmi do tego, jak miałam wszędzie blisko:) Na pocieszenie napiszę Ci, że z Warszawy mam daleko i w góry i nad morze:(
    Piękne kwiatki, ja musiałam z moich zrezygnować. Mój Tomek uwielbia obrywać listki, pączki z kwiatków, więc nie mam obecnie zadnych kwiatków doniczkowych w domku:(

    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamilko, oj i my mamy takie marzenie, ale... Chyba na marzeniu się skończy. Lila też miewa zapędy do obrywania, ale coraz rzadziej, jakoś w tej kwestii tłumaczenie pomogło.
      No tak, masz rację- ze stolicy macie daleko i tu, i tu.
      Pozdrawiamy serdecznie!

      Usuń
  11. To chyba mamy podobne uczucia tylko w odwrotna stronę, bo ja mieszkam blisko gór a w ogóle mnie one nie bawią i zawsze marzyłam o bliskiej odległości do morza ;)

    Na temat bólu głowy to ja bym się mogła doktoryzować, niestety :( takie potężne, z mdłościami itd. to takie migrenowe, czasem na zmianę pogody ...

    Może to nie wychowawcze ale wg mnie bardzo dobrze, że Eliza w końcu się odgryzła tej koleżance. Bo ileż można pozwolić sobą pomiatać?? Mamą tamta się nie przejmuj, skoro teraz nie reaguje na zachowanie swojej córki względem innych, to się nie zdziwię jak sama go kiedyś doświadczy z jej strony...

    Komunie macie 10 maja? Ja mam wtedy komunię chrześnicy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no wychodzi, że tak- to podobnie jak z włosami- te z prostymi marzą o kręconych i na odwrót :)

      U mnie też, podejrzewam, że wiążą się one ze zmianą pogody, a co za tym idzie- ciśnienia. Na szczęście takich jazd jak ta niedzielna nie miewam, choć parę razy naprawdę mocno mnie głowa bolała. Jednak niedzielny wieczór i noc przebiły wszystko :(

      Tamta mama- hmm... jest trochę specyficzna, i oczywiście- nie przejmuję się, ale to, że jest jaka jest nie ułatwia dialogu i podjęcia jakiś sensownych kroków, żeby to się w końcu zmieniło, bo ciągnie się już ta sytuacja 2lata.

      Tak, tak- komunia 10maja :) Już, już... :)

      Usuń
  12. U Nas w IE podobno jest bardzo wysoki poziom bulingu w szkolach, dlatego kazdy Irlandczym mi powtarza, ze super , ze chlopcy rok po roku beda sie nawzajem chronic.
    Kiedys takiego czegos nie bglo..swiat schodzi na psy.

    A wypad mieliscie cudowny... uwielbiam morze, wode ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w szkolach, szczegolnie w High School, podobno dzieje sie to samo... Ja tez ciesze sie, ze Niko bedzie tylko klase nizej niz Bi. Mam nadzieje, ze w razie czego, beda za soba stali murem...

      Usuń
    2. Eh, no u nas te 6lat różnicy nie wróży niczego pozytywnego- przynajmniej na pewnym etapie.

      Usuń
  13. Oj współczuję takich nocnych rewelacji i nieco zazdroszczę tego Morza, choć zawsze wolałam wędrówki... Ale z drugiej strony, chciałoby sięczasem tej rybki i powietrza... No nic. Może nam się też uda wybrać niedługo. Plany są ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plany są po to, żeby je realizować! Buziaki

      Usuń
  14. Marta! Jeszcze jedno żarcie na tym blogu w porze obiadowej i nie wrócę!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak wiesz, ja też górska, nie morska, ale powiem Ci - pojechałabym nad to morze sobie...
    A co dobrego w tej szklaneczce zrobiłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juti, ten deserek to tiramisu dyniowe. Uwielbiamy je :)

      Usuń
  16. W Trojmiescie mialam morze w takiej samej odleglosci jak Wy - nad smierdzaca Zatoke Gdanska jakies 20 min., natomiast nad "otwarte" morze, jakas godzina jazdy. W sumie to tutaj mam jeszcze gorzej. Niby godzina nad ocean, ale ten "ocean" to tak naprawde zatoka. Spora, ale zatoka. Nad prawdziwy ocean, najblizej okolo 2 godziny. Tyle samo w gory, chociaz one sie do Tatr akurat nie umywaja. Blizej im do nizszych Karkonoszy. ;)

    Sytuacji z Elizka nie zazdroszcze, ale pisalas juz wczesniej o tej dziewczynce (zakladam, ze to ta sama) i uwazam, ze nagrabila sobie przez swoja (i rodzicow) glupote. Mimo wszystko zdaje sobie sprawe, ze jest nieciekawie. Ja sama jako dziecko czesto stawalam sie "ofiara" i zawsze powtarzalam, ze wole juz zeby moje dzieci byly "katami", bo przynajmniej beda umialy sie bronic. Ale tak naprawde to nie ma tutaj dobrego wyboru. Nie wiem czy wole, zeby ktores z moich pociech nabawilo sie nerwicy i nie chcialo chodzic do szkoly, czy byc wzywanym na dywanik do dyrektora i zmuszanym do wyslania dziecka na terapie agresji, lub cos w ten desen. Mam nadzieje, ze moje dzieciaki uplasuja sie gdzies po srodku... No i pociesza mnie, ze przy tak malej roznicy wieku, wiekszosc edukacji spedza w tych samych szkolach, wiec w razie czego beda sie nawzajem bronic i wspierac...

    Mialam Cie zawiadomic o nominacji, ale mnie uprzedzilas! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to ta sama dziewczynka, i powiem Ci Agata, że mam już dość. To jest naprawdę męczące... Właśnie- też bym chciała, żeby Eliza była gdzieś po środku...

      Haha- no ja jestem już tak zdesperowana, że dziś nawet Karkonoszami bym nie wzgardziła :)

      Usuń
  17. Ojj ile ja bym dała za taką wycieczkę :):):)
    Oglądam zdjęcia i aż zaniemówiłam, bo całkiem niedawno jedna blogowa koleżanka zamieściła na fb zdjęcie molo po którym spacerujecie :)
    Z tym, że było to zdjęcie wieczorową porą :)
    U nas wiosna płata nam figla:/
    Ja w poniedziałek wyciągnęłam adidaski i wiosenną kurtkę, a wczoraj znowu przyodziałam się w zimowy płaszcz :P
    Dobrze, że chociaż zdążyłam umyć okna, kiedy słońce ostro dawało po oczach :P Dziś owszem daje, ale szarość i deszcz!
    Tradycyjnie zakochałam się w zdjęciach kwiatów! :D
    Boziu jakie cudeńka kolorowe :)
    O jedzeniu nawet nie wspomnę, bo mimo jelitówki oczy mało mi z orbit nie wyskoczyły :P:P
    Może mało wychowawcze będzie to co teraz napiszę, ale "koleżanka" Elizki sama sobie na tę groźbę zapracowała!
    Dzieciaki są okropne, ja już się boję co to będzie, jak Zuza pójdzie do szkoły! Skoro teraz 3latka potrafi nazwać moje dziecko "głupkiem", to co powie w wieku lat ośmiu?
    Masakra!
    Trzymam kciuki, aby sytuacja szybko się wyjaśniła, i żeby Elizka nie była już nękana przez tą niesforną dziewuchę!!!
    Buziaki dla Was Kochani! :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też wiosna się wycofała, a okna... Nawet nie pisz, moje już błagają o umycie!
      Ja to wiem Monika, że Ona teraz dostaje to, na co pracowała, ale w oczach wychowawcy, to już nie jest tak oczywiste, choć absolutnie żadnej nagonki na Elizę nie ma ze strony wychowawczyni... Ja już jestem tym zwyczajnie zmęczona...

      Usuń
  18. Co to za pyszności w tych pucharkach? Na sam ich widok zrobiłam się głodna. :D
    Z dwojga złego, wolałabym, żeby Oli nie był ofiarą i żeby inni nim nie poniewierali.
    Nad morze mam daleko, w góry jeszcze dalej. Pozostaje tylko cieszyć się Mazurami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Mazurach jeszcze mnie nie było :)
      Tiramisu dyniowe- pyszneeeee!

      Usuń
  19. Ja tam nadal twierdzę że lepiej się tłumaczyć niż prosić o to by dziecka nie maltretowali...

    OdpowiedzUsuń
  20. aaa...może jelitówka jaja cię dorwała. kurdę gdzie nie nie zajrze wszyscy źle sie czują

    wracaj szybko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście jelitówkę zaliczyłam wcześniej... Eh taki ciulowy czas, że wszędzie coś.

      Usuń
  21. Czy juz zdrowi??
    Dobrze, ze przez komputer nie mozna sie zarazic ;) na kazdym blogu ta "cholera"....
    My w tym roku morza nie uwidzimy- jak ja to przezyje?? Dlatego zazdroszcze- tak normalnie zazdroszcze tych wypadow- ot tak, do fal i piachu, rybki i wiatru...
    Komunia juz prawie w progu- czas leci naprawde bardzo szybko :) ani sie nie obejrzysz a bedzie bierzmowanie ;)- my juz mamy to za soba- i chwala Bogu ;)
    Pozdrawiam i sil zycze!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie- też gdzie nie czytam tam jakiś wirus, albo sraczka :)

      My na razie żyjemy komunią, ale masz rację- ani się obejrzymy....

      Usuń
  22. Hmmm... ja chyba też wolę góry niż morze. A z innej beczki - zdjęcie z mała Elizką rozkoszne... jaka słodziutka Ona była!!! Daj spokój, przejmujesz się taką nawiedzoną mamuśką??? Mam nadzieję, że powiedziałaś jej tak, że w pięty poszło!
    A ten dziwny ból głowy to nie migrena czasem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że słodziaczek?
      Przejmować to się może nie przejmuję, ale jak matka nawiedzona, to ciężko oczekiwać od dziecka, żeby było normalne... A to już się odbija znowu na Elizie, także wiesz...

      Cholera wie- ale powiem Ci Kasia, że mnie przeczołgało...

      Usuń
  23. ooo jak ja zazdroszczę!!! pozytywnie oczywiście i tego morza.....
    a jeśli chodzi o Elize to aż strach pomyśleć co będzie u nas za parę lat////
    przytulam:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie stresuj się na zapas- może nie będzie tak źle jednak :)

      Usuń
  24. Ja też mam ok 100 km do morza ale jak jedziemy raz w roku to dobrze. A ja uwielbiam morze. Z nim wiążą się miłe wspomnienia. W szczególności z Łebą. Byliśmy raz na weekend i to był taki weekend który będę pamiętać długo. A tak to jeździmy w wakacje na kilka godzin.
    Oj z tymi ofiarami i katami to jest ciężko. Nie mów mi. Ja już się martwię co to będzie jak Jaś pójdzie do przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam masę cudownych wspomnień z morzem... Takich, eh- naprawdę, że aż łezka...

      No ciężki temat, u nas w przedszkolu było jednak zupełnie ok. W szkole się zaczęło...

      Usuń
  25. A kysz, a kysz z tymi choróbskami u Was!!! Tfu tfu!

    A Elizka... Rośnie Wam córeczka, rośnie. Na zdjęciu z chrzcin nie widać podobieństwa. Wiem, wiem, maleńka była.
    Ale mimo wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malwinko, ja też nie widzę- żadnego! :)
      A chorobom mówimy już stanowcze NIE :)

      Usuń
  26. Martus ten wirus to kreci sie po calym zachodnim. Ja z mlodym is tygodnia zakatarzona. Maly mial goraczke 3dni I mnie prawie tez rozlozylo. Jeszcze katat meczy nas.
    A Eliza? No kurde poszlaby do wychowawczyni to byloby ze kapus i tez zle. No coz i takie princeski Sa. Ale nievh mloda wie ze moze sie bronic.
    Ps.wybacz na mails niechce mi sie logowac zeby byl moj podpis.
    Buziaki
    Ewa Denys
    Ps2.potem mails Ci napisze.

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo chętnie zamienię się z Tobą miejscem zamieszkania, chociaż na tydzień. Ja mieszkam na południu Polski i nad morzem nie byłam nigdy ;(
    Co do Dnia Kobiet to chyba też muszę zacząć rozpieszczać się sama bo jakoś na męża nie mam ostatnio co liczyć.

    OdpowiedzUsuń
  28. morze - jak ja za nim tęsknie !!! ehhhh :-)

    OdpowiedzUsuń
  29. Martuś to tak na gorąco odnośnie Elizy...znam z własnego podwórka...
    polecam dwie lektury :
    http://www.nishka.pl/dlaczego-moja-corka-nie-bedzie-ofiara-mobbingu-molestowania/
    http://podaj.to/post/1029,1,oto-co-zrobia-dziewczynka-po-tym-jak-chopiec-w-szkole-strzeli-jej-ze-stanika-to-co-stao-si-potem-jest-niesamowite.html
    ....
    To tyle w sprawie ofiara-kat...
    A po drugie...cholernie Ci zazdroszczę MORZAAA...
    Ja mieszkam w czarnej dupie, w najstarszym mieście Polski, w którym nie ma nic...a do morza i gór mam tyle samo pierdylion kilometrów...ehhh
    także...zazdroszczę..znów...
    buśka

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!