Mama2c

Mama2c

niedziela, 1 marca 2015

Post... z tęsknoty napisany

Jak to było? "Nie chwal dnia przed zachodem słońca"?
Noooo...
To widać za szybko obwieściłam, że u nas na pokładzie wszystko ok.
Wstałyśmy dziś z Lilą chwilę po 7. To znaczy nie- Ona wstała, a raczej obudziła się, bo wstać, to nie wstała jeszcze długo... Tradycyjnie, przykleiła się do mnie, żądając mleka... Już kiedy zaczęła ssać (wybaczcie, że tak obrazowo, ale inaczej się nie da...) miała wrażenie, że jakoś tak... dziwnie ciepły ma oddech i całą buźkę w środku. Dotknęłam czoła i konsternacja- rozpalona nie jest, może jedynie troszkę cieplejsza? Za niecałe pół godziny miałam okazję przekonać się, że ręką, to można różne rzeczy robić, ale nie mierzyć dziecku temperaturę. Przyrząd, który do tego służy, zwany termometrem, pokazał... 39stopni. I tego ranka, już nie potrzebowałam kawy, żeby się obudzić. Z trudem wytrzymałam do 9, żeby napisać do naszego lekarza... Oczywiście, w smsie zwrotnym otrzymałam informację, że może przyjechać dopiero jutro, i żeby... nie panikować, bo przy obecnych infekcjach, gorączka lubi wracać. Jasne... nie panikować, i temperatura, która lubi wracać. Ostatnim razem, kiedy tak właśnie wracała, skończyło się na dwóch tygodniach w szpitalu z zaawansowanym zakażeniem układu moczowego... Tym razem obstawiam jednak infekcję w oskrzelach- Eliza w końcu ją miała, teraz ja zaczęłam kaszleć... Pewnie dopadło i Lilkę- a jakby nie było- Mała kaszle od kilku dni. Lekarz co prawda osłuchiwał Ją dwa razy, i poza inhalacjami z soli i podawaniem syropu "Prospan" nie zalecił nic innego, twierdząc, że żadnych niepokojących zmian tam nie słyszy. Tyle, że to się przecież mogło zmienić.

I kurczę, tak jak tą jelitówkę jakoś spokojnie przeżyłam, tak dziś ta temperatura mnie jednak osłabiła. Ciężko jest patrzeć na swoje dziecko, takie zmaltretowane, bez sił, bez energii, pokładające się... Jeśli Lilka, po przebudzeniu spędziła 1,5godziny w łóżku, to już nie jest dobrze. Z całą pewnością.

A chciałoby się dziś, zapominając, że Polacy nie gęsi..., rzec: "Hello Spring"! Przecież mamy 1marca! Już, już- wiosna jest tuż za rogiem. Choć u nas od rana ponuro, kropi i wieje wiatr- czyli, wiosna idzie :)

I tym bardziej tęskno mi dziś do lata... Do tego czasu, mam nadzieję, kiedy nawet katar się nie przyplącze... Kiedy będziemy uskuteczniać nasze podróże małe i duże, już z bardziej "kumatą" Lilką, która- jak sądzę, będzie w te wakacje niemal równorzędnym kompanem, to przeżywania wszystkiego tak jak my.

Macie swoje magiczne miejsca na ziemi, do których wracacie? Takie, za którymi tęsknicie, i którym jesteście wierni od lat?

Mamy w klatce obok sąsiadkę- mniej więcej nasza równolatka, dzieci też mamy w podobnym wieku. Kiedyś dziwiła się, że my tylko w te góry i w te góry... Przemilczę fakt, że sama chyba z 4lata pod rząd latała z rodziną do jednego, modnego ostatnio, kraju...




A my?
My dokładnie tak- tylko w te góry i nigdzie więcej :) No- może poza pierwszymi wakacjami Lilki, kiedy wyskoczyliśmy tylko na krótki urlop nad morze, i Jej drugimi wakacjami, kiedy w rezultacie nie pojechaliśmy nigdzie...


Przeglądałam wczoraj zdjęcia z naszych wyjazdów do Zakopanego... Ach- wszystkie wspomnienia odżyły. I patrząc na tak małą Elizę, wzruszałam się jeszcze bardziej. A już to, że kiedyś tak sobie żyliśmy w trójkę, bez Lilci, że nawet Jej w planach nie było... Wydało mi się to z jednej strony tak niesamowite- bo przecież takie zgrane z nas trio było, a z drugiej tak dziwne- jak to?! Lilki kiedyś nie było?! Niemożliwe...






Podobnie, jak niemożliwe wydaje mi się, że będąc jeszcze parą, a później narzeczeństwem, żadne z nas nie miało przebłysku, że na wakacje, na weekend, na te wszystkie majówki, które spędziliśmy nad morzem, można było przecież w góry jechać! Przecież to był idealny czas na górskie eskapady- bez dzieci, więc i możliwości większe... Wygód nam wtedy nie było trzeba :) To i bardziej ekonomiczne byłyby te wyjazdy...


I jeśli mam jakieś marzenia, to pragnę (między innymi) aby jeszcze było przed nami wiele wspólnych wypadów w góry... Tych z dziećmi- nie mogę się wprost doczekać, kiedy Lila będzie taką 5-6latką, i tych tylko we dwoje... Tak, okropna jestem, ale... Chce mi się tak po prostu zrobić właśnie to, czego (przez własną głupotę) nie zrobiliśmy zanim nie było jeszcze dzieci- pojechać z mężem w góry. Łazić od samego, bardzo wczesnego rana z plecakiem... Wybierać szlaki pod nas, a nie po dzieci, nie mieć z tyłu głowy myśli, za ile dojdziemy do jakiegoś schroniska, bo dobrze byłoby, żeby zjadły już coś ciepłego, wejść właśnie do schroniska, i bez skrępowania piwko kupić, a potem wypić je jednym duszkiem :) A kiedy leje i się błyska- trząść się tylko o własny tyłek, a nie dostawać zawału, bo przecież dzieci z nami idą...
To tak z przymrużeniem oka, oczywiście :)

Chociaż nie powiem- przyjemnie było z Elizą na szlaku. Choć w górach zachwyca mnie wszystko, dzieci i tak zawsze znajdą coś, czego dorosły nie dostrzeże! I mimo, że wolniej, mimo, że spokojniej- to też fajnie. 



Jednak, pewne spotkanie, utwierdziło nas w przekonaniu, że my też... My też tak chcemy. Szliśmy wtedy na Grzesia, pogoda była paskudna- niesamowicie duszno. To była nasza pierwsza wyprawa po przyjeździe do Zakopanego, więc jeszcze nie rozgrzani, nie rozchodzeni... Do tego Eliza nie bardzo chętna do współpracy. I wtedy spotkaliśmy Ich- małżeństwo- na oko w wieku naszych rodziców. Szli sami, bez dzieci. Bardzo sympatyczni i otwarci ludzie. Pomogli nam bardzo z Elizą- motywując Ją do dalszej drogi- jak kiedyś pewna Pani, w drodze na Czarny Staw Gąsienicowy... I wtedy obiecaliśmy sobie z Marcinem, że jak Eliza podrośnie (bo przecież Lilki jeszcze nawet w planach nie było), to też tak sami będziemy w te nasze ukochane Tatry przyjeżdżać...



Chociaż... Mam taką cichą nadzieję, że nie zabraknie nam fantazji, i odwagi... i może zanim dzieci podrosną, zdecydujemy się zostawić Je pod opieką babci, i wyskoczyć choć na 3-4dni...
Eh, gdyby te nasze piękne Tatry były trochę bliżej...

Tymczasem... Lila śpi, Marcin wraca ze Świnoujścia, Elizka u koleżanki, a ja dumam- co przyniosą nam najbliższe godziny... I co powie jutro lekarz...

21 komentarzy:

  1. Przepiękne wspomnienia i widoki! Ja też uwielbiam góry i jak narazie 2 razy byliśmy sami w Tatrach- w Zakopanem, a raz w Karpaczu. Bardzo bym chciała znów tam pojechać, ale tym razem z Synem tylko, że narazie jest za mały. Tak jak piszesz jak będzie miał 5-6 lat to spróbujemy ;-)

    A z Lilką oby to nic poważnego nie było i gorączka szybko przeszła. Te wirusy są wstrętne, wszyscy naokoło chorują masakra! Zdrówka życzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrowka:)aaaa ja tez czasem mysle idac z paula-kurcze jaka ona duza,tyle mozliwosci,a tu malutka i tyle wyrzeczen,ale jakby to bylo gdyby jej nie bylo....

    OdpowiedzUsuń
  3. Rety..... w takich chwilach zdjęcia to super sprawa, tak pooglądać , powspominać :) A z tymi choróbskami to juz naprawdę przesada!! Życ nie dają i nie dają o sobie zapomnieć choćby na kilka tygodni! Zdrowia zyczę malutkiej bezbronnej dziecinie i całej rodzinie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdzie się nie obrócę to choróbska. Obyście jak najszybciej się wygrzebały. Posiłki w osobie taty już blisko.
    A nasze miejsce to też góry. Oj... Gdybyśmy wygrali w totka. Tylko najpierw trzeba zacząć grać.
    Zdrówka

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja Królewna oj boli wyobrażenie spokojnej Lilki leżącej w łóżku...;(
    Co do górskich wypraw wiesz jak by się dziewczyny zaklimatyzowały u nas to ja nie wiedze problemu żeby zostały ze mną a Wy w góry wysokie. Weźmiecie sobie mojego W. bo ja raczej na takie wyprawy się nie piszę a ja zostanę z naszymi pociechami:* Wiadomo wszystko do obgadania wszak dzieci całe życie małe nie będą;* A ciocia Ania vel ja ma dar przejednywania sobie dzieciaczków hi hi

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię jeździć w nowe miejsca, ale powracanie do tych starych ma swój własny urok... Dla mnie takim adresem jest pewna miejscowość nad Bałtykiem, dokąd w dzieciństwie jeździłam co roku z rodzicami na wakacje. Rodzice mieli paczkę swpich znajomych rozsianych po całej Polsce, z którymi co roku tam się spotykali. Kilka lat temu udało nam się wszystkim tam spotkać. Super jest przeżywac wszystkie te wspomnienia od nowa, dlatego tez absolutnie nie dziwię Wam się, że wciąż wracacie w to samo miejsce. A Tatry są przepiękne bez dwóch zdań.

    Kochana, trzymam kciuki by Lilcia szybko doszła do siebie :-*

    OdpowiedzUsuń
  7. No to życzę, fantazji i odwagi. A może jednak wybierzecie się razem? Zawsze możecie po drodze zrobić u nas postój w połowie trasy :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Duzo zdrowka! Nie martw sie Mamuska. To tylko wirus, zaraz przejdzie.
    Zycze zeby wspolny wypad bez dzieci sie udal.. mi tez sie marzy... chociaz jedna noc, bo dwie juz za bardzo bym tesknila ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie byłam w polskich górach, ale planujemy wyjazd już dwa lata. Ponad 700 km w jedną stronę nie ułatwia sprawy.
    Oby szybciej Lilci przeszło niż przyszło.
    Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia, no i oczywiście oby w tym roku wypalił wypad w góry. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. zdrowka dla Lilci;-) a tymi zdjeciami i marzeniami lejesz miod na moje serce... tez marzymy czasem by pojechac po staremu w Tatry,tesknimy czasem bardzo,ale gory musza poczekac....

    OdpowiedzUsuń
  11. Oglądając zdjęcia i patrząc na Wasze uśmiechnięte buzie utwierdzam się tylko w przekonaniu, że w górach mogę zakochać się równie mocno jak w morzu :) Byłam kilka razy, ale nigdy nie z D. Marzy mi się taki rodzinny wyjazd w tamte strony :)
    Kochana ogromu zdrówka!!!
    Serce mi pęka na samą myśl o chorej Lilce, przecież to taki wulkan energii. Oby szybko wróciła do formy i zdrówka! :*
    To co się teraz dzieje z tymi chorobami to jest masakra jakaś:/
    Byle do wiosny!!! :**
    Uściski dla Was! :***

    OdpowiedzUsuń
  12. Spora gorączka i jakże nie lubię jak tak lekarze niepotrzebnie uspokajają, mnie tez taki jeden kiedyś uspokajał i podobnie jak Wy, wylądaowaliśmy w szpitalu o chorymi nerkami - zycie wtedy do góry nogami nam się przewróciło, a mogło być zupełnie inaczej, gdyby lekarzowi się chciało... Ech, am nadzieję, ze u Was tymrazem będzie ok, trzymam kciuki!! Dawaj znac.

    Piękne te wspomnienia. Też mam takich znajomych, że nie mogą zrozumiec że my tylko nad to morze i to zawsze w to samo miejsce i zimą w te góry też w to samo miejsce.. oni wolą "modniej", nieważne że zawsze też tylko tam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Życzę zdówka dla córuni. Biedna dziewczynka :*

    Na szczęście Marto całe życie przed Wami i jak jest cel, to zdążycie pojechać jeszcze całą rodziną w góry i sami w góry. Przyjdzie czas :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam takie miejsce na polskiej ziemi :)
    Na Mazurach koło Ostródy, Miłomłyna, leży Winiec!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam nadzieje, ze dzis juz u Was zdrowiej? Takie pechowe przypadki czesto zdarzaja sie wlasnie jak jednego rodzica brak- normalnie pech jakis...
    Ciesze sie, ze macie plany urlopowe- to jakos tak zawsze cieszy - to odliczanie, planowanie a potem wspomnienia :)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Przede wszystkim dużo zdrowia dla Lili. U mnie również ciągle choroby i także z utęsknieniem czekam na wiosnę. Także z nadzieją, że cieplejszy klimat zapobiegnie chorobom. Mam już dość przeziębień, katarów etc.

    Podobnie, jak Ty kocham Tatry i góry. W Tatrach byłam chyba z setkę razy i nie nudzi mi się wchodzenie po raz wtóry na tą samą górę:) My w tym roku chyba jeszce nie pojedziemy na urlop. Może w przyszłym. No chyba, że stanie się jakiś cud i będziemy chcieli pojechać z dziećmi. Żal było by mi ich zostawiać nawet u babci, bo są jeszcze małe i mogłby by bardzo tęsknić. Dlatego poczekamy jeszcze i pojedziemy także w nasze Tatry, gdy dzieci będą większe:))))
    Trzymam kciuki za Lilkę i za Was:) Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  17. wpadam z doskoku, bo u nas też zaraza...
    Dużo zdrówka Wam i nam życzę!

    OdpowiedzUsuń
  18. Zdrówka u nas też choroba się przyplątała...
    My w tym roku też w góry ale na krótkie wycieczki :(

    OdpowiedzUsuń
  19. Zdrówka dla Lilunki! A się wymęczy Dzieciątko.

    Bożesz! Takie piękne te zdjęcia gór macie. Też kocham gory i chodzenie po nich to wielka przyjemność, ale morze to ja też kocham :)

    OdpowiedzUsuń
  20. I jak Lilcia? Mam nadzieje, ze juz lepiej i to tylko uparty wirus!!!

    Ja, jak wiesz, wychowana nad morzem i cale dziecinstwo i wiek nastoletni przezylam bez widoku gor. Nieraz bylam ciekawa jak tam jest, ale dla moich rodzicow istnieja tylko jeziora i morze. Moja matka byla w mlodosci kilka razy w gorach jako opiekun na koloniach. Znienawidzila je i przysiegla, ze wiecej nie wraca. ;) Poraz pierwszy wyladowalam wiec w Szczyrku jako 22-latka. W Tatry zawitalam dopiero po poznaniu mojego M. ;) Z miejsca sie zakochalam, chociaz chyba darze rownym uczuciem i gory i morze. Dlatego tez podoba mi sie miejsce gdzie mieszkamy. Mamy godzinke na poludnie nad ocean oraz jakies 2 godzinki na polnoc w gory. Niech no tylko dzieciaki podrosna! ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!