Mama2c

Mama2c

piątek, 17 kwietnia 2015

Mam szansę...

... na naprawdę fajny weekend, także trzymajcie kciuki!
A! No i żeby Was przypadkiem fantazja nie poniosła co to za FAJNE rzeczy/wydarzenia mnie czekają :)

Ten tydzień przeczołgał mnie niemiłosiernie. Fizycznie też, ale znacznie bardziej od strony emocjonalnej. Kilka razy porządnie się zagotowałam (ach te komunijne klimaty...), przekonałam się, że na moje dzieci zawsze mogę liczyć, i wtedy, kiedy potrzebowałabym, żeby chociaż One nie dokładały mi do pieca, to zawsze odwiną coś takiego, że dziękuję bardzo, i po pewnym dość spektakularnym sukcesie, odniosłam sromotną porażkę, ale o tym napiszę Wam za jakiś czas...

Co się zaś tyczy dzieci...
Lilka od świąt odstawia takie cyrki, że jeszcze dzień, dwa i będzie o nas głośno w Interwencjach, Uwadze i Dlaczego Ja... I nie- naprawdę nie jest mi do śmiechu. Poziom mojej frustracji, wynikającej z Jej nastrojów, przybiera bardzo niebezpieczne rozmiary. Mam wrażenie, że ktoś mi dziecko podmienił. Lilka, która była zawsze taką radosną iskierką mojego życia, teraz całe dnie albo się drze (DOSŁOWNIE), albo wyje- też DOSŁOWNIE. A wyje o wszystko... Przypomina mi moją mamę z okresu przekwitania- Ona też płakała na zawołanie... Bo świeci słońce, bo deszcz pada, bo (rzekomo) źle się spojrzałam... Nie, nie- nie ironizuję teraz, ale tak to właśnie u Lilki wygląda- ten sam mechanizm...

Eliza...
Właściwie nie wiem po co Jej my- rodzice, skoro Ona wszystko już wie (of kors- lepiej od nas), nasze ustalenia, zasady przepuszcza przez jakieś własne sito, dostosowując się tylko do tych, które Jej odpowiadają... A dziś odstawiła taki numer w związku z powrotem ze szkoły z tatą Jej kolegi z klasy (który na zmianę z Marcinem wozi i odbiera dzieciaki), że miałam ochotę Ją powiesić. A Marcin prawie to zrobił...

Ten pośpiech, totalny brak czasu, nieobecność Marcina nikomu nie wychodzą na dobre... Mam nadzieję, że się w tym do końca nie pogubimy, bo mam wrażenie, że jesteśmy już blisko sytuacji, że każdy sobie...

Dlatego, przez "fajny weekend" rozumiem obecność męża w domu przez całe długie dwa dni- wspólne śniadania, obiady, spacery, wspólne decyzje odnośnie komunii, wyjście na działkę... Tak niewiele, a dla mnie to ostatnio szczyt marzeń... Nawet nie mam kiedy się z Nim pokłócić :p

I mimo wszystko, kończę ten post pozytywnie :) Jakoś tak czuję, że przez te dwa dni może nie do końca się zresetuję, ale może choć trochę odpocznę? A potem to już znowu mogę walczyć z demonami, to znaczy z potwor(k)ami...







 Ps. Mam nadzieję, że te fotki oddały moje pozytywne nastawienie? :)


31 komentarzy:

  1. Nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem.
    Ja odnoszę wrażenie, że Zuza przechodzi jakiś gigantyczny bunt trzylatka! Na pewno na Jej zachowanie wpływa brak przedszkola, no ale jak wiesz o nim póki co musimy zapomnieć. Zdrowie najważniejsze.
    Ach...bez zbędnych słów, życzę Ci Kochana aby ten weekend był cudownym lekiem na wszystkie smutki, zmartwienia i zmęczenie. Oby był zapowiedzią lepszego tygodnia i nadzieją na lepsze jutro! :)
    Duże buziaki i uściski dla Ciebie i reszty Rodzinki! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. To chyba jakiś okres, bo moja Mila tak daje popalić, że wysiadam. Jeśli chciałabyś zawitać do mnie na blog (nie książkowy :P ) napisz mi na maila (asia.szaranska@gmail.com)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam kciuki za spokojny ,normalny weekend

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam kciuki za spokojny ,normalny weekend

    OdpowiedzUsuń
  5. fotki bardzo oddają twoje nastawienie i życzę by wszystko się udawało - ZAWSZE ;) a co do dzieci...one zawsze uważają, że maja rację i wiedzą lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas chyba minął bunt dwulatka... bo u nas emocjonalnie to bardzo do przodu jest, więc już wypatruję kolejnego ;)
    A zdjęcia pozytywne :)
    Udanego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak już coś będzie w tv to obejrzę a póki co jest dobrze. Dzieci niestety zawsze coś wymyślą moje dzieciątko z koleżanką naskarżyli na panią woźną bo podobno na nich w szatni krzyczała szybciej się ubierali. Najzabawniejsze jest to że te potwory małe ze łzami w oczach to mówiły. My matki myślałyśmy że nie wiadomo co się dzieje . I co się okazuje porozmawiałam z panią woźną przy tych ,,pokrzywdzonych,, . I nic dzieci bardzo mocno podkoloryzowały.Pani ich owszem pogania bo bus w nieskończoność czekał na nich nie będzie a taka jej rola.Fotki ładne jak zawsze. Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie przejmuj sie, trudy rodzicielstwa wynagradzaja wnuki.
    Troche dlugo sie na to czeka ale warto.
    Wyobraz sobie swoje corki w roli matek. Taki widok, one szamotaja sie nad jakims 2-3 latkiem, zeby ubrac, a toto drze paszcze w nieboglosy i rzuca sie tak, ze cztery osoby nie moga utrzymac.
    Ty jestes babcia, wiec sie nie odzywasz, bo babcie nie powinny sie wtracac, tym bardziej, ze babcie sa od rozpieszczania a nie wychowywania. Siedzisz wiec sobie w glebokim fotelu z lampka ulubionego wina, patrzysz na ten obrazek i sie w sobie usmiechasz.
    Mysle, ze dziadkowie wlasnie za to tak bardzo kochaja swoje wnuki, bo te male brzdace splacaja dlugi rodzicow.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam nadzieję, że właśnie mija ci spokojny, radosny weekend i że odpoczywasz.. ;) Czekam na relacje z tego rodzinnego, wiosennego weekendowania!

    OdpowiedzUsuń
  10. To dziewczynki Cię nieźle przeciągały. Weeknd trwa. Mam nadzieję, że upływa w miłej rodzinnej atmosferze.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tzn. przeczołgały :) Zmęczenie chyba bierze górę. Chociaż to nic w porównaniu do tego, że ostatnio zapomniałam włożyć rurę od pralki do sedesu. Oj, działo się :)

      Usuń
  11. Oj mnie też takiego czasu brakuje.Przez szkołę i pracę w większość weekendów nie pamiętam już co to weekend:( Cieszcie się sobą:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziewczynki obie najwidoczniej mają jakiś taki okres i muszą to przejść. Będzie dobrze Kochana, głowa do góry. Miłej niedzieli :) Zdjęcia piękne jak zawsze!:)

    OdpowiedzUsuń
  13. No ta masz nie szczególnie wesoło :-( Czasami myślę, że nasze dzieci mają i będą miały jazdy przez całe życie. Jak nie jazdy to szczególne okresy lub buntu. Czy my także możemy się buntować? - NIE! My musimy być silne, zdrowe, i pomysłowe, bo coś trzeba na wszystko zaradzić :-) Udanego weekendu Martuś, a ja gonię do pracy:-(

    OdpowiedzUsuń
  14. Tymon przechodzi takie okresy buntu i chwile wyciszenia od dłuższego czasu... Za każdym razem jak się uspokaja to się trzymam nadziei, że już ostatni wrzaskunkowy czas minęliśmy...

    OdpowiedzUsuń
  15. I jak zawsze cudownie smacznie u Was :)
    Czasami te nasze małe Potwor(k)i potrafią dopiec, to prawda. Myślę, że każdemu z Was udziela się juz ten cały pęd i stres zwiazany z przygotowaniami do komunii, plus mało taty w ostatnim czasie, potęguje to wszystko. Ale jeszcze chwilka i powróci normalna codzienność, a wtedy własnie jak już sama zauważyłaś, docenia się jeszcze bardziej te jakże wielkie drobiazgi z naszego życia :)
    Spokoju jak najwięcej Wam życzę i obiecuję nadrobić korespondencję :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Mi jak na razie doskwiera to, że Oli wiecznie na mnie wisi, nie odstępuje mnie na krok, nawet do łazienki nie mogę iść sama.
    Aż się boje na sama myśl, że kiedyś przyjdzie mi przeżywać to samo co Ty teraz. Oby nastroje dziewczyn się ustabilizowały i wszystko wróciło do normy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Martus, mam nadzieje, ze ten weekend byl taki, o jakim marzylas! Ze i odpoczelas i zrelaksowalas sie!

    Wiem cos o dwuletnich placzkach i histerykach z wlasnego podworka. Jakbym widziala Nika! W piatek wieczorem znowu prawie zemdlal - brakowalo mu juz bardzo, bardzo niewiele. O co? Nie chcial sie rozebrac. Po 15 minutach negocjacji, tlumaczenia, rozsmieszania, itd. stwierdzilam, ze kurna, nie bede sie cackac z dwulatkiem i zaczelam go rozbierac na sile. No i prawie zemdlal. Ale za to potem, jak juz sie porzadnie wyryczal, dal sie przebrac w pizame i nawet pomogl. ;)

    Nie wiem czy te nasze dzieci to taki rocznik, czy co? Bo szczerze to nie kojarze az takich awantur z Bi. Tzn. pamietam, ze plakala, ze histeryzowala, ale mam wrazenie, ze nie w takim stopniu. I teraz nie wiem, czy pamiec mnie zawodzi, czy po prostu, majac w domu kilkumiesieczne niemowle po prostu nie zwracalam na jej humory az takiej uwagi?

    OdpowiedzUsuń
  18. Późno tu zajrzałam i pozostaje mi być pełna nadziei, że ten weekend był Wasz i że było super ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. I jak weekend? Mam nadzieję, że udany :)
    Fotki baaardzo pozytywne :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Piękne, pozytywne myśli - mimo wszystko :). Mam nadzieję, że Cię nie opuszczają. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  21. My w jednym półroczu zrobiliśmy chrzciny i 2 mce później komunię. "Jedyny" stres mieliśmy z garniturem. co kupić "na raz" ładne i nie za drogie...tydzień przed komunią nam się udało...młoda była z ciocią we wózeczku...dzięki temu mogłam przeżywać komunię syna w spokoju...sorry, ale z Hanką by się nie dało...i to normalne bo małe dzieci są absorbujące a chciałam aby to był JEGO dzień...więc rozumiem twoje dylematy..może uda się coś wymyśleć...?
    pzdr ciepło Gosia

    OdpowiedzUsuń
  22. Kochana! Już trydzień prawie od weekendu? Tak Cię dziewczyny przetyrały?

    OdpowiedzUsuń
  23. Fotki bardzooo pozytywne :-) wytrzymaj jeszcze troche, moja mamcia zawsze mówi : wyrośnie z takiego zachowania :-) jesli chodzi o Komunie to zobaczysz uroczystosc wynagrodzi Wam cały trud jaki włożyliście w przygotowania :-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Chcialabym jakos pocieszyc a wlasciwie chyba sie nie da. Mam nadzieje, ze mimo wszystko weekend bedzie udany.
    Oczami zjadam pierwsze foto, moge przepis na maila prosze :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Chcialabym jakos pocieszyc a wlasciwie chyba sie nie da. Mam nadzieje, ze mimo wszystko weekend bedzie udany.
    Oczami zjadam pierwsze foto, moge przepis na maila prosze :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!