Mama2c

Mama2c

czwartek, 30 kwietnia 2015

Optymizmu nie zaplanujesz....

Nie każdy rodzi się optymistą... Każdy może jednak (s)próbować się nim stać. No, może w moim przypadku o takim optymizmie z prawdziwego zdarzenia, nigdy nie będzie mowy, ale... Staram się- naprawdę. I widzę pierwsze zmiany, choć są one małe, i dla wielu pewnie niezauważalne.

Czego te zmiany dotyczą? Choćby moich postów... Kiedyś, mimo, że nie było wtedy jeszcze tak źle, jak jest teraz, znacznie bardziej lubiłam koncentrować się na tym co mnie irytuje, z czym mi źle, co u nas nie gra... Dziś już wiem, że takie posty zwyczajnie mi nie pomagają... To znaczy nie- może i pomagają, ale na krótką chwilę. Faktycznie, może to i dobrze, móc te wszystkie (??) emocje z siebie tu wyrzucić, zwłaszcza wtedy, kiedy nie ma obok kogoś, kto by nas wysłuchał...
Można ten post później przeczytać, i jeszcze raz przeczytać... Czasami przyjdzie coś do głowy, jakaś myśl, refleksja...

No i Wasze komentarze- bezcenne. Już to pisałam- jesteście najlepszą grupą wsparcia. Czy mi jednak lepiej, wiedząc, że części z Was jest równie źle jak mnie? NIE. Czy choremu na raka pomaga fakt, że sąsiadka z piętra niżej też choruje? Nie sądzę... Jest... jest po prostu raźniej, ale nie pociesza mnie fakt, że gdzieś tam- na drugim końcu Polski, jest kobieta równie samotna jak ja. Nie jest mi lepiej, kiedy wiem, że wieczorem, gdy dziewczyny już śpią, nie tylko ja nie mam z kim pogadać... To tak nie działa. Przynajmniej nie u mnie.

A jednak właśnie- komentarze... Mimo, że wymieniając doświadczenia z innymi Dziewczynami (która czuje się urażona, nie użyciem określenia "blogerka"- od razu przepraszam :)), wiem, że i tak mam masę szczęścia, bo naprawdę- nie mam tu żadnego maniakalnego hejtera, trolla, czy jak tam ich jeszcze zwał, to fakt faktem- było kilka komentarzy, które "wyleczyły" mnie ze szczerości, takiej "do końca"... Przynajmniej  do czasu, kiedy ten blog jest blogiem otwartym.

Przyznacie, że ktoś kto już leży, nie potrzebuje jeszcze kopniaków od kogoś, kto jest tutaj albo pierwszy raz, albo brakuje mu empatii i wyobraźni, albo nie stać go na minimum delikatności i wyczucia... Czym innym jest inny punkt widzenia, inne spojrzenie na cały problem, wreszcie- czym innym jest motywacyjny kopniak w tyłek, od kogoś, kto tu zagląda co jakiś czas, a czym innym zwykłe chamstwo i bezczelność zupełnie przypadkowej osoby. Dziękuję, tego mi teraz naprawdę nie potrzeba...

No ale do brzegu, bo odbiegłam od tematu...
Poprzedni post... Nie wiem, po co go napisałam. Może z irracjonalnego- jak dziś to widzę- przekonania, że muszę coś napisać, bo dawno nie pisałam. Blogowanie/pisanie to nie przymus, nie obowiązek... No, a że nastrój mam taki, jaki mam, i dzieje się to, co się dzieje- powstał więc taki, a nie inny post. Nie, nie żałuję, że go napisałam. Tyle, że zaraz po tym jak powstał, pomyślałam sobie, że dość tego użalania się, to przecież niczego nie zmienia, i pora żeby miejsce poświęcone z założenia głównie dziewczynkom, wreszcie zaczęło kipieć optymizmem. O! Tak sobie właśnie pomyślałam... I wybrałam sobie nawet zdjęcia z działki, które chciałam Wam pokazać, bo te z Was, które już mnie znają, wiedzą, że mam dwa zboczenia- fotografowanie jedzenia i kwiatów :) A potem przyszedł wczorajszy poranek i... całe optymistyczne założenie o epatowaniu właśnie optymizmem w moim wydaniu- szlag jasny trafił.

Lila wstała z bólem zęba, co wpłynęło na Jej samopoczucie ogólne, i przełożyło się na dźwięki, które z siebie wydawała, a panna Eliza wstała chwilę po Niej, zdecydowanie lewą nogą.
Po godzinie... Po godzinie, kiedy poszłam siku, chciało mi się płakać. Wyć. Łkać. Chciałam zapaść się do środka tej muszli, i sama się spłukać...

W godzinach rannych odbyłam jeszcze rozmowę z mężem, za pomocą komunikatora GG (czy ktoś jeszcze z niego korzysta?), po której stwierdziłam, że bez wątpienia któreś z nas jest nienormalne, pytanie tylko które... Albo inaczej- kobiety są z Wenus, mężczyźni z Marsa, a mój mąż jest z jakiejś trzeciej planety, na której psychika osobników ją zamieszkujących nie została jeszcze zbadana, także wskazówek jak z tą formą życia postępować- brak. I nie- nie śmiejcie się, bo ja to teraz naprawdę próbuje obrócić w żart, ale śmiać się nie ma z czego- uwierzcie mi na słowo.

Po południu Eliza urządziła mi istny cyrk, właśnie w sprawie... cyrku, do którego chciała pójść zamiast treningu karate. Niestety- matka jest nieugięta, i za lat 8-9, kiedy zaczną się pierwsze wyjścia na dyskoteki, ja chcę spać spokojnie, wiedząc, że moje dziecko z półobrotu, prawym sierpowym i co tam jeszcze oni ćwiczą (:p) jest w stanie się obronić przed jakimś "dresem" albo mało Jej przychylną koleżanką... A tak serio- dzieciaki w czerwcu mają kolejny egzamin, a Elizę ominą treningi podczas białego tygodnia, także starczy tych nieobecności...

Jeśli wczoraj choć przez chwilę myślałam, że gorzej już być nie może, to tak- myliłam się jak zwykle... Dzisiaj przed 11 Lilka nie mając żadnych objawów jakiejkolwiek infekcji, miała 38,2...

Część z Was dziś już zacznie majówkę... Ja też... z chorym dzieckiem, i bez męża, który wyjeżdża dziś po pracy na sędziowanie. Wróci, wróci... W niedzielę wieczorem. I tak- On to robi dla nas- wiem to. Naprawdę...

A zdjęcia z działki i tak Wam pokażę :)









Mimo wszystko... Miłej majówki Wam życzę! Niech to będzie przede wszystkim rodzinny czas... Czas na bliskość, śmiech, żarty, wspólną kawę... Czas na ważne i mniej ważne rozmowy, na wspólne milczenie, które nie oznacza nic niepokojącego... Grillujcie, idźcie na spacer, pijcie wino... Zróbcie to wszystko, czego my w tym roku nie zrobimy.
Odpocznijcie!




33 komentarze:

  1. Takie przyjemności jak lenistwo to nie dla mnie grille tym bardziej bo dbam o figurę piwska nie lubię.Moje dziecko na antybiotyku uraz oka też nie wesoło ..Fajny sposób na komunikację wszystko przed nami. Mimo wszystko życzę wam udanego wypoczynku. Pozdrawiam ewa

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jeszcze mam gg 8131665 jak u Ciebie pora do spania u mnie jest wieczor "zagadaj " prosze jak bedziesz miala ochote
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  3. To za nas też to róbcie, co się na długim weekendzie majowym robi, bo się zapowiada nieciekawy, także tego... ja mam gg :D 4959141 to ewentualnie możesz do mnie też pisać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ostatnią rzeczą o jakiej bym teraz miała ochotę mysleć to majowka. ostatbio tak bardzo skupiłam się na innych sprawach że.....zapomniałam o życiu jego pozytywach i tych małych drogiagach.

    pisz pisz jak źle.....ja też czesto czuję się totalnie osamotniona więc razem raźniej. mnie życie nie pieści wręcz przeciwnie bardzo daje w kość i tez myślę jak tu chociaż spróbować być optymistą....przynajmniej w jednym procencie

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślałam że tylko ja czuję się taka osamotniona. Co jest z tymi facetami? Czy może faktycznie to my jesteśmy do bani? Szkoda że życie to nie taka prosta sprawa:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj podpisuję się pod tym. My i faceci to zdecydowanie inne planety. Juztrl 1 maja a mój mąż zamiast cieszyć się na wspólny czas z nami to się cueszy, że wziął dyżur domowy i dobrze za to ju zapłacą. No a ja znowu sama pozajmuję się dziećmi, w końcu to ja mam większe w tym doświadczenie .

      Usuń
  6. Marto, masz numer telefonu stacjonarny?? Napisz mi na mejla- zadzwonie, pogadamy i bedzie nam lepiej :) ( abonament mam na stacjonarne, wiec bez kosztow)
    Sciskam mocno :****, a gg tez jeszcze mam, a moze masz smartfona i aplikacje Whats App???

    OdpowiedzUsuń
  7. Mim, że Cię to nie pocieszy ;P my też nie spędzimy razem Majówki , bo ja 1 i 3 mam dniówkę...takie życie :/ kiedyś widziałamwpis na fb "masz czas to nie masz za co żyć, masz za co żyć to nie masz czasu"-coś w tym jest. udanej girlsmajówki i zdrówka dla Lilki

    OdpowiedzUsuń
  8. Cały wieczór zachodzę w głowę, jak nazywają się niebieskie kwiatki, które Lila ma w ręku. Nareszcie przypomniałam - szafirki. Pięknie macie na działce. Mnie nastroiła optymistycznie. Szkoda, że nie czuć zapachów. Mam nadzieję, że obejdzie się bez infekcji, humor starszej pociechy się poprawi, a dzięki temu i Twój i będziecie korzystać z uroków działeczki we trzy. My mamy tylko jedno życzenie - dobra pogoda, żeby spacerować i nie kisić się w mieszkaniu.
    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj... nie zaplanujesz optymizmu, ale wiesz MArto, kto powiedział, że jak jest majówka, to od razu musi być szałowo. Ja właśnie dlatego nie lubię majówki ani Sylwestra. Pewnie dlatego, że nigdy niczego odjazdowego nie robilam ani na majówce ani w Sylwestra, a przeciez non stop sie slyszy wnerwiające pytania - Co planujsze na majówkę? Co planujesz na Sylwestra?
    Jak okoliczności nie sprzyjają, by grillować do rana, albo chociaż z radością i uśmiechem spędzać miło czas, bo akurat mąż wyjechał, dziecko chore i w ogóle proza życia wygrywa z szałem i świętowaniem, no to trudno. Na majówkach świat się nie kończy. Przyjdą inne dni, dobre dni, a to czy one będą 1-3 maja, czy 28-30 sierpnia czy może w lutym, czy za 5 dni, to nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Nie ma co się udzielać presji otoczenia (znajomi, reklamy kielbas w tv, itp) ani ograniczac datami. Głowa do góry Marto :)

    OdpowiedzUsuń
  10. GG nie uzywalam sto lat. Ja tam czasami lubie sie wyzalic, jakos lzej na sercu... a zdjecia z dzialki cudowne... przypominaja mi od razu dziecinstwo..
    A Maz wyjezdza na weekend? Znowu sam? :/ egh...

    OdpowiedzUsuń
  11. ja to bym najchętniej Was zapakowała do mnie na weekend majowy sąsiadka ma cud miód kwiatki w ogrodzie coś byś pod osłona nocy porwała :D ;)
    a tak na poważnie Matuś to sama nie wiem co napisać.... jestem*
    ps: żeby tak dało się spłukać w muszli i przypłynąć do nas ja bym cię już wyłowiła, nakarmiła i napoiła ....

    OdpowiedzUsuń
  12. Aj Kochana szkoda, że tak daleko siebie wszystkie mieszkamy :) Fajnie by było wspólnie spędzić czas. Ja też spędzam majówkowy weekend sama, bo mąż pracuje, a po pracy wędkuje, bo rozpoczyna się sezon na szczupaka, nie odbieram mu tych przyjemności, bo lubię sama czasem zjeść.
    Z gg ja korzystam ;) czasami ale rzadko.
    Ty to jesteś kurdele taka perfekcyjna pani domu dla mnie, piękne kwiatuszki, słodko ubrane, zadbane dziewczynki, dobra żona co by nie było! uwielbiam Twoje zdjęcia, a mała jest cudowna! :)
    Z tymi komentarzami masz rację, że to nie fajnie jak ktoś nie zna i pisze coś bez sensu. Później ciężko otwarcie pisać. Ja sama wiele chciałabym Wam czasem napisać ale nie wiem, kto i po co mnie czyta i czy czasem przypadkiem nie zna mnie i się nie domyśla, że to właśnie ja..
    Miłej majówki mimo wszystko Kochana.! ;*
    Buziaków duuużo :)
    Aaa.. nie dziwię się młodej, że chciała do cyrku.. sama lubiłam bardzo i reagowałam jak ona ;) :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Przepięknie już u Was na działce... każda roślina olśniewa... Czekam aż i u nas pojawią się te cudowne tulipany które tak bardzo kradną moje serce... ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Martuś, nie chcę krytykować Twojego małżonka, ale między nami kobietami napiszę Ci, że gdy tylko na Twoim blogu pojawi się hasło "sędziowanie" cierpnie mi skóra :-] se hobby facet znalazł :>>>
    My też zostaliśmy w domu, także majówkowe szaleństwo przejdzie nam koło nosa, ale tak jak Malwina napisała powyżej, w Polsce panuje jakieś okropne ciśnienie (podobnie zresztą jak na Sylwestra) by w tym czasie koniecznie COŚ robić, GDZIEŚ jechać itp.. A przecież jeżeli nie planuje się dalszego wyjazdu, gdzie ten dodatkowy dzień urlopu miałby większe znaczenie, to co za różnica czy te atrakcje zafundujemy sobie teraz czy np. za tydzień? Poza tym jak to z naszą złośliwą polską aurą bywa i tym razem mamy deszcz więc luzik, można sobie z politowaniem pomyśleć o tych dzikich tłumach majówkowiczów smażących kiełbaski pod parasolem :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochana, przede wszystkim zdrówka dla małej, bo na tym wszyscy skorzystacie :) Po drugie, dobra inwestycja z tym karate, muszę pomyśleć, czy bardziej opłaca mi się zainwestować w zajęcia czy ładunek dynamitu by wysadzić w powietrze tancbudę najbliżej domu. GG już nie używam, po tym jak pisały do mnie zboczki proponujące obejrzenie siusiaków :D Macie pięknie na działce :)

    OdpowiedzUsuń
  16. tak samo jak ty wiem, że on torobi dla Was, jednak gdy w grę wchodzi samotne spędzenie weekendu z chorym dzieckiem na dodatek to jakoś tak trochę o tym się zapomina, bo chce się być razem , prawda??? przytulić, wesprzeć, pogadać, na zmianę podawać leki i tulic dziecko do snu.....TRZYMAJ się :) nie wiem czy mój weekend będzie udany bo nędznie się zaczłą, ale.....buziaki dla ciebie dzielna matko :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Cześć 😊 muszę się w końcu odezwać bo mi kiedyś zablokujesz a ja tak po cichu to juz chwile Cię czytam. Problemy ,skąd ja to znam ,życie kazdemu chyba daje popalić i można sie znudzić swoimi rolami,niestety . Ale trzeba być dobrej myśli . Powodzenia życzę,Aga

    OdpowiedzUsuń
  18. Martulka, najgorsza jest samotność przy bliskiej nam osobie! Niby wszystko mamy. To co pokazujemy mogą być to tylko pozory. Czasem opisujemy tylko dobre rzeczy... może to sposób żeby dalej oszukiwać się, że jesteśmy szczęśliwe, żeby wbijać sobie do głowy ile to nie mamy szczęścia. Zycie z jednym facetem od lat młodości, kiedy nie sprawdziło się innego życia, a w chwilach szczególnego zakochania i przypuszczeń, że tak będzie już zawsze zakładamy rodziny, budujemy ognisko, staramy się, a ta druga strona nagle po latach okazuje się być zupełnie z innej planety. Wystarczyłoby, że nas docenią, powiedzą miłe słowo i optymizm wraca. Gdy oni milczą, nie rozumieją, nie starają się zrobić nic innego jak fochem strzelić tracimy grunt pod nogami. Nienawidzę podcinania skrzydeł, zabijania radości, która w nas kobietach jest tak zależna od ich uznania. Czasem wydaje mi się, że to na cholerę wszystko i nic nie warte! Przeważnie wciskam sobie ten kit o tym wchodzeniu na szczyt i oglądaniu widoku. Może to nie kit tylko wiara i nadzieja, że ten Pan i Władca i Mąż w jednym wejdzie tam ze mną i niezadowolenie zmieni się w jego uśmiech, który przyniesie mi optymizm. Tylko za cholerę nie rozumiem dlaczego to ja muszę go wnosić na plecach na te góry, ciągnąć za rękę. Oczywiście kiedy już zabierze całą tą nadzieję i mam dość, on robi coś co mnie uszczęśliwia, ratuje, a jego utwierdza o jego własnej wspaniałomyślności. Póżniej znowu góra i to ja kobieta muszę go wciągać. Gdy powiem sobie dość całe to szczęście runie jak domek z kart. Nie będzie co łatać. O ile byłoby prościej i przyjemniej wbiegać pod te szczyty z rozwianymi włosami przez wiatr, uśmiechnięci, trzymający się za ręce? Czasami nakopałabym do d...y tym facetom. Mają nie po kolei w głowie i sami nie wiedzą czego chcą.
    Bardzo Cię pozdrawiam i wpełni rozumiem. Dzisiaj daję sobie przyzwolenie na publiczne narzekanie :D

    OdpowiedzUsuń
  19. U nas cała trójka chora :) ale za oknem i tak zimno i mokro, także nic straconego... Odpocznijcie tam :))

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie jestem w temacie co u Ciebie kobietko [brak netu] ale smutne są Twoje literki. Gdybym mieszkała bliżej wyściskałabym Cie babeczko.Wiem że to tylko słowa- trzymaj się Martuś kiedyś zawsze wychodzi słoneczko. Moc buziaków

    OdpowiedzUsuń
  21. Pięknie masz na tej działce...a z dziećmi niestety takie cyrki wychodzą, ja to mówię że nie jesteśmy matkami tylko treserami lwów albo lew nas zje albo go ułożymy odpowiednio...

    OdpowiedzUsuń
  22. Kochana przytulam Cię mocno i z całego serducha życzę, aby Twoje samopoczucie, relacje i cała reszta problemów, która na chwilę obecną ciosa Ci kołki na głowie zamieniła się w szczęście i spokój jakie płyną ze zdjęć, które nam pokazujesz!
    Pamiętaj, że mimo odległości rzadko, bo rzadko ale bywam dostępna wirtualnie. Mam też telefon pod którym czuwam 24 godziny na dobę!
    No dobra zasięg mi czasami ucieka, bo mieszkam na takim wipizdowie, ale jak łeb wystawię za okno to nawet mogę gadać godzinę bez przerw!
    Kochana nie jesteś sama, jeśli będziesz miała tylko czas i ochotę na rozmowę wal śmiało! Czasem lepiej jest się wygadać niż dusić wszystko w sobie!
    Ściskam mocno i przesyłam buziaki! :****

    OdpowiedzUsuń
  23. Kurcze Marta naprawde żałuje, ze mieszkasz tak daleko, bo fajnie by bylo sie spotkac i spedzic razem kawałek tej majówki.. Moj Junior dogadalby sie na pewno z twoja Lillka, a my poplotkowalybysmy sobie ;-)

    Kwiatki masz cudne! Tez musze dzis popstrykac pare zdjec na dzialce, zebu uchwycic tą piekna wiosne. A auto Lila ma superowe- Junior bylby zachwycony :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha no i zdrowia dla Lilki!! Jak ona sie dzis czuje?

      Usuń
  24. Hej, nam co prawda się udało mieć tatę na weekend majowy, ale po pierwsze - w drodze wyjątku, po drugie - dopiero w sobotę rano się okazało, że jednak zostanie, po trzecie - i tak były jakieś mecze w TV, więc nad jezioro, na które pojechaliśmy wczoraj poszliśmy we trójkę, a m został przed ekranem ;) Niemniej pogoda była piękna i naprawdę jakoś dobrze i to zrobiło.
    Z facetami lekko nie jest jednak.
    Kochana, kasuj trollowe komentarze (kasujesz?) Twój blog - Twój teren, śmieci wyrzucaj ;)
    Napisałabym - nie przejmuj się, ale ja sama z gatunku tych przejmujących się aż za bardzo, więc mało praktyczna byłaby to rada ;)
    Ściskam mocno - pakuj panny i zapraszam do nas. Często siedzimy sami, możemy posiedzieć w piątkę.
    Sałatek sobie narobimy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i zdrowia oczywiście dla Księżniczki!

      Usuń
  25. Jesteś tak miłą, sympatyczną i dobrą osobą, że chyba ktoś musiałby stracić głowę żeby tu tryskać jadem.
    Co do pisania. Niestety, wydaje mi się, że większość mam pisze z samotności, bo gdyby było z kim spędzać wolny czas lub choć porozmawiać, nawet przez telefon, to po co człowiek siedziałby w sieci...
    Oby Lili szybko przeszła temperatura i problemy z zębem, a Elizie z czasem przejdą fochy, choć niestety może to trochę potrwać, wiem to sama po sobie. ;P
    Cudnie macie na działce, a zdjęcia robisz coraz lepsze. Wrzucaj więcej. ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Faceci i te ich zainteresowania... Mimo,ze ja na M.na razie nie narzekam,to tez jak slysze "na ryby",to juz jestem chora.Zawsze sie to odbywa w weekend i nie dosc,ze nie ma go caly dzien,to przyjedzie po 8 piwach i nim ja docieram do lozka z nadzieja,ze chociaz wieczorem cos skorzystam z zycia,to on juz chrapie. Nie wspomne o nockach na rybach,bo jak z nocka,to wiadomo,ze do poniedzialku w ogole nie bedzie z kim gadac. I jestem pewna,ze pewnie ta majowke najchetniej wlasnie tak by spedzil,ale zgodzilam sie tylko na jedno popoludnie... natomiast za pare lat obawiam sie,ze juz sila mej sugesti nie bedzie miala az takiej mocy :p

    OdpowiedzUsuń
  27. Martus, kochana... To chyba jednak ten "mars" przez Marcina przemawia... Moj malzonek tez zaczal sie ostatnio rozgladac za jakas dorywcza, weekendowa robota. Na moje argumenty, ze jakos przeciez ciagniemy, a jesli bedzie pracowal w sobote i niedziele, to mnie i dzieci nie bedzie praktycznie widywal, albo wzrusza ramionami, albo sie od razu najeza i awantura wisi w powietrzu... :(

    Mam nadzieje, ze temperatura Lilci nie przerodzila sie w nic powazniejszego? Pamietam, ze Bi, kiedy byla w jej wieku i nieco mlodsza, czesto miala takie goraczki bez zadnych innych objawow. Same przechodzily po 1-2 dniach.

    OdpowiedzUsuń
  28. Kochana... kolejny smutny post :( Czytałam i na zdjęcia Lilci zerkałam i jeszcze bardziej smutno mi się zrobiło. Ona jest taka cudna, taka niewinna i wiem jak bardzo starasz się być choćby własnie dla niej tą optymistką to i tak jest ciężko.. Chciałabym umieć dać ten optymizm, pocieszyć i coś mądrego poradzić. Ale nie umiem :( Pisz jak tylko będziesz mogła dalej na maila, spokojnie poczekam - wiem ile masz teraz na głowie. Oby wszystko Wam się na czas komunii choć poukładało, aby Eliza mogła pięknie zapamiętać ten dzień no i Lilcia, aby zdrówko szybko przyszło. Ściskam Marta!

    ps: jak zwykle zdjęcia nastrajają!

    OdpowiedzUsuń
  29. No to nie tak źle Marta!
    Jak mi jest źle i narzekam to myślę o osobach na całym świecie, które nie mają wody do picia, środków do życia i stwierdzam wtedy, że ja to jednak mam szczęście. Pomyśl o dzieciach niepełnosprawnych, które wiele by dały, żeby żyć tak jak Ty z plusami i minusami tego życia!
    Wiem, że się wymądrzam a sama sobie nie radzę ale choć tak staram się Cie pocieszyć. A działka pięknieje. Może postaraj się uciec w pracę, choćby w ogrodzie lub jakieś samokształcenie, czy własne przyjemności. Każdy ma inne. Ja uwielbiam pracować i patrzeć na efekty swojej pracy. Ty też znajdź coś zanim stres przejmie kontrolę nad Twoim życiem. A może i mężu zacznie Cię dostrzegać w momencie jak znajdziesz swoje jakieś hobby.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!