Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Parę słów...

Może tym razem się uda...
Chyba z piąty raz zaczynam pisać ten post.
I nie, to nie perfekcjonizm każe mi wszystko kasować, i zaczynać od początku.
To także nie kryzys twórczy, ani nie brak weny.
To nie potrzeba przerwy od blogosfery...

Są tematy, które warto "ugryźć" na gorąco, i takie, do których lepiej zabrać się, kiedy ostygną...
Są sprawy, o których trudno pisać bez względu na upływ czasu.

Moja "sprawa" wciąż jest świeża. Wciąż za bardzo boli, żeby pisać wprost. Zresztą... Nie wiem, czy kiedykolwiek będę chciała to zrobić. Dla postronnego czytającego, to pewnie "nic takiego"...
Nie chcę też ułatwiać innym zadania...
Czytanie bloga, to nie rozmowa.
A jeśli nie ma potrzeby rozmowy w realnym świecie, to... To po co odsłaniać się tu?

Założenie było (chyba) proste:
Decyzja.
Wykonanie.
Po problemie.

PO PROBLEMIE?!

Można też inaczej, w myśl zasady, że jeśli o czymś nie rozmawiamy, to tego czegoś nie ma.
Czyli, że: PO PROBLEMIE?!

A co poza tym? Po mistrzowsku bawimy się w normalność. Przecież nic się nie dzieje, życie toczy się dalej...
Każde z nas ma swoją rolę, w końcu sami się w nich obsadziliśmy, choć pewnie oboje jesteśmy już nimi znudzeni.

Na wycieczkę nawet ostatnio pojechaliśmy. Tak jest "normalnie"...
I całkiem fajnie było.
Latem na urlop pojedziemy... Chyba.
I pewnie też będzie fajnie.

Komunia Elizy już za niecałe dwa tygodnie...
Spektakl, który trzeba będzie odegrać przed szerszą publicznością.
Damy radę- dobrzy z nas aktorzy.
Od lat na scenie...























 

Do Ogrodu Dendrologicznego w Przelewicach wybieraliśmy się już od dawna... Tyle, że zawsze budziliśmy się po czasie, czyli wtedy, kiedy magnolie, dla których chcieliśmy tam jechać, zrzucały już kwiaty... Tym razem- dzięki tacie, przybyliśmy w samą porę, co miałyście okazję zobaczyć na zdjęciach powyżej. Sama wycieczka, jak wspomniałam- całkiem fajna, jednak... No cóż- z dzieckiem w wieku podobnym do tego, w jakim jest Eliza- polecam jak najbardziej, ale już z takim w wieku Lilki- niekoniecznie. I nie ma się oczywiście co dziwić- kiedy początkowo próbowałam rozbudzić w Lilce wrażliwość na piękno, okazywało się, że i owszem- Mała jest zainteresowana, ale tym, żeby przesadzić roślinki w inne miejsce na przykład... Także- szybko odpuściłam, i puściłam dziecię wolno, co było dużo lepszym rozwiązaniem, niż tłumaczenie, że tu gdzie jesteśmy, to nie działka, i tu na pewno nikt nie będzie przyklaskiwał Jej pomysłom rodem z pierwszego roku architektury krajobrazu... Zaliczyliśmy także kilka ryków w niebo głosy, ponieważ młodsze dziecko nie wierzyło nam na słowo, że w tych stawach może być głęboko, a że stawów było trzy albo cztery- także rozumiecie :p No i wyjątkowo zgodnie stwierdziliśmy, że wyjazd w góry może być nie lada wyzwaniem emocjonalnym dla nas wszystkich. 
 
A w temacie młodszego dziecka- następnym razem, kiedy usiądę do pisania, napiszę Wam dlaczego zawsze preferowałam zakupy bez dzieci, czyli "O siarze w Rossmannie"...

U Was staram się bywać regularnie, może czasem nie skomentuje... Miewam stany pustki w głowie, a wtedy chyba lepiej nic nie pisać...

69 komentarzy:

  1. Nawet nie wiesz jak cholernie bliskie są mi Twoje słowa...
    Dziś nie napiszę za wiele, czasem nie potrzeba długich elaboratów.
    "Cza­sami słowa są zbędne, gdy ko­muś dos­kwiera czys­ta sa­mot­ność.
    Wte­dy wys­tar­czy być. Być, i dać to od­czuć jak naj­mocniej, tej dru­giej oso­bie".
    Ściskam Cię mocno! :*:*

    P.S Kocham magnolie, są magiczne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monia, ja wiem, że Ty wiesz, i że jesteś...
      Ściskam.

      Magnolie wymiatają. Też kiedyś będę taką mieć! :)

      Usuń
  2. Duzo dumania w twojej glowie, duzo mysli klebiacych... a moze tak przeczekac, odsapnac! ! odpoczac?

    trzymaj sie...

    OdpowiedzUsuń
  3. "Dobrzy z nas aktorzy . Od lat na scenie " , " jeśli o czymś nie rozmawiamy , to tego czegoś nie ma "...
    Samo życie ... Tylko czy naprawdę takiego chciałyśmy ?
    Czy można to zmienić ?
    Jak ...
    Czy aktor moze kiedyś się wypalić ? Znudzić swoją rola ? Poprosić o zmianę scenariusza ?
    Jakie to wszystko trudne ...
    Ile jeszcze scen do odegrania ?
    Ile problemów do przemilczenia ?
    Samotność w tłumie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko, Ty wiesz...
      Pewnie, że nie tego chciałyśmy.
      Mój mąż też pewnie pewne sprawy inaczej sobie wyobrażał, i też pewnie czuje się (słusznie) zawiedziony- biorę to pod uwagę, i staram się nie myśleć w tym wszystkim tylko o sobie, o moim zranionym, zawiedzionym "ja"...
      Czy można to zmienić... Pewnie tak. Tylko, nie wiem, czy mnie zrozumiesz... To nie tak, że ja nie chcę. To też nie tak, że wierzę, że "samo się"... Nie! Tylko... My się już tak mijamy, że ciężko... Ciężko się przełamać. Do tego są tematy, bardzo istotne, w których wiem, że nie dojdziemy do kompromisu, i tu się pojawia pytanie- co dalej. Czy dalej chcemy udawać, że niby jest ok? Nie wiem... Czasami mam wrażenie, że nie wiem nic. I pal licho, gdybyśmy byli sami. Ale są dzieci... Jedno już całkiem "kumate"...
      Eh, do bani z tym wszystkim.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ urokliwe miejsce po prostu cudne a magnolie ech dosłownie patrzyć na nie i patrzyć . My też ostatnio z mężem tak sobie gramy przy znajomych a potem usta zaciśnięte no cóż i powiem ci że na chwile obecną to niewiedzę końca tej sytuacji każdy ma swoje racje i koniec. Tez uważam że to nasza sprawa i nie widzę powodu tego rozgłaszać. Póki zgodnie gramy. Marta będzie lepiej zobaczysz kiedyś. A teraz napisz co tam będziesz pichcić na komunię Elizki ,co u was dzieci maja ubrać alby? Czy wszystkie sukienki te same? A może co kto chce. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magnolie są niesamowite, co roku zachwycają mnie chyba bardziej. Ostatnio widziałam gdzieś taką o kremowych kwiatach- była przepiękna. Niestety, nie pamiętam gdzie, i pewnie zdjęć nie uda mi się jej zrobić.

      No właśnie- swoje racje. Znam to aż za dobrze. I niby to normalne, bo każdy ma prawo do tych swoich racji, swojego zdania... Tyle, że ja mam wrażenie, że my się chyba już nigdy w punkcie wspólnym nie spotkamy.
      Wiesz, my się nawet nie kłócimy. Jesteśmy po prostu gdzieś obok siebie... Zdarza nam się nawet razem śmiać, i wtedy można mieć wrażenie, że jest normalnie. Ale tak- to tylko wrażenie.

      Wiesz co, o Komunii napiszę osobny post, bo tego trochę jest :)
      Przyjęcie robimy w lokalu, ja upiekę tylko ciasta, niestety- raczej nie poszaleję, bo muszą to być takie wypieki, które postoją dłużej na zewnątrz, także żadne ciasta z kremem raczej nie wchodzą w grę. Myślałam o babce, szarlotce i serniku- jak myślisz, sprawdzi się to?
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ciasta jak najbardziej z pewnością dłużej posiedzą i polecam ciasto marchewkowe z przyprawą do piernika zajadałam się ostatnio nim u znajomej mam przepis w sobotę pichcę. Niestety też mam wrażenie ze się już nie spotkamy tak samo czasem gdzieś pojedziemy niby rozmawiamy ostatnio ,ale nie ma jak na razie tego czegoś co powinno być nawet nie wiem czy chcę żeby było. Pozdrawiam

      Usuń
    3. Ewa, ciasto marchewkowe znam z bloga Moje Wypieki- bardzo nam smakowało. Tyle, że ono jest z kremem- Ty też masz taki przepis? W sumie można przecież upiec ciasto i go nie przekładać- też dobry pomysł.

      Co do reszty... Otóż to... przychodzi niestety taki moment, kiedy coś czego byłaś pewna jeszcze pół roku, rok wcześniej, już nie jest takie oczywiste... Ja bym chciała się spotkać. Ale z tym facetem, którego poznałam, a nie z tym, który jest obok mnie.

      Usuń
  6. Chyba każdy z nas czasami czuje sie jak aktor na scenie z której ma ochotę zejść. Ja ostatnio miałam takie chwile i jedyne o czym bym mogła pisać to o bezsilności na wiele spraw. Zdjęcia cudne, jeszcze zajrzę nie raz w ten post nacieszyć oko. No i matko trzymaj się bo ktoś musi to wszystko ogarniać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezsilność... Znam, z różnych powodów...
      Wiesz, tak naprawdę to nie chciałam pisać takiego posta. Ciężko mi pisać o tym, jak mi... ciężko. Nie lubię takich postów u siebie. One nic nie zmieniają, może przez chwilę trochę mi lepiej, ale przecież wystarczy, że się odwrócę i dalej jest moje, realne życie...
      Ano, trzeba, trzeba- wziąć się w garść.
      Ty też się Madziu trzymaj. I napisz coś tam u siebie.

      Usuń
  7. Po tygodniu, badz dluzej Twojej abstynencji pomyslalam, ze cos tu nie gra... taka zabiegana Marta zawsze znajduje chwilke na post... intuicja matki mnie nie zmylila... coz moge powiedziec... zwiazek to falowanie i wzloty i upadki... wiem, ze juz to kiedys pisalam i tylko powtorze- ciezka praca, ktora musza wykonywac obydwoje... czesto dzieci, ktore kochamy nad zycie czasami sprawiaja, ze cos nie gra...czasami brak "kilku drobnych" dobija ... to tylko takie moje obserwacje... odczucia na wlasnej skorze... Kochana nie dam rady, nie uzdrowie - ale mysle o Tobie i trzymam kciuki- zycze tylko dobrego :****

    Zdjecia cudowne, tak jak jak uwielbiam- wiosna :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo, bardzo lubię wionę, choć moja ukochana pora roku to jesień. Jednak w tym roku jakoś zachwyca mnie szalenie ta wiosna, może na więcej rzeczy zaczynam zwracać uwagę?

      Dziękuję Ci, że jesteś... Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Gdybym miała nic u Ciebie nie czytać, tylko oglądać zdjęcia to bym pomyślała, że masz sielskie i bardzo udane życie bez zmartwień i jakiś scysji z mężem. Tymczasem u Ciebie bywa różnie i chciałabym Ci jakoś pomóc, a to nie jest łatwe. Może dobrze czasami spotkać się z jakimiś koleżankami i po prostu porozmawiać... Ja mam kochane sąsiadki i często spotykamy się na herbatkę gdy dzieci już śpią, a mężowie wlepiaja gały w internet... Wówczas gadamy, skrżymy się sobie i narzekamy. Czasami coś razem uradzimy i przede wszystkim sobie pomagamy i wymieniamy się doświadczeniami... To bardzo fajna sprawa, takie wspólne spotkania. Polecam również Tobie i mocno trzymam kciuki za Ciebie :-) Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz Kamilko, że ja już tak w tym domowym kołowrotku biegam, że do głowy by mi nie przyszło, żeby z niego tak po prostu wyjść, zadzwonić do koleżanki i pójść na kawę?! Tylko... No właśnie- do kogo miałabym zadzwonić, skoro z nikim od dawna się nie umawiałam, bo dom, bo dzieci, bo mąż wiecznie w pracy, a jak już jest, to szkoda mi naszego czasu razem...
      Pogubiłam się w tym wszystkim.
      Dzięki Kamilko, pozdrawiam!

      Usuń
    2. Marta proszę choć raz na dwa tygodnie umów się z jakąś koleżanka. Postaram się odświeżyć znajomości - dla Siebie same, dla dzieci i dla męża... Gorąco Cię pozdrawiam! I bardzo mocno trzymam kciuki!

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. ja tez od pewnego czasu odgrywam "szopkę" przed niektórymi ludźmi, wymagaja ode mnie radości, której w sobie nie mam.....chyba wiem z czym masz kłopot, ale nie o to chodzi....jeśli to ci pomoże to wiedz jedno - jestem z Tobą myslami :) TRZYMAJ SIĘ!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kochana!
      Trudno jest udawać radość... Zazwyczaj, jeśli jesteśmy szczęśliwi i radości, to to po prostu po nas widać...
      Ściskam!

      Usuń
    2. i radośni- miało być :)

      Usuń
  12. Od tygodnia mieszkam w wymarzonym domu. Mam wymarzone dziecko. Jesteśmy zdrowi, odpukać. Kasy ciągle brak, bo to trzeba kupić do domu, to tamto dla dziecka, tu taka opłata tu siaki wydatek. Ale to nic w porównaniu z brakiem czasu dla siebie w związku. I powinnam być mega szczęśliwa, a jestem... smutna i nie wiem jak przerwać to błędne koło frustracji. Mam nadzieję, że i Wam i nam się uda!Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie mi to bliskie... Też często łapię się na tym, że rugam samą siebie: no czego Ty jeszcze chcesz, Marta?! Jesteśmy zdrowi, mamy zdrowe dzieci, mieszkamy sami, jesteśmy niezależni... Więc czego ja jeszcze chcę?! Do tego, u nas, dochodzi fakt, że ja nie pracuję, także wszelkie moje pretensje i zażalenia mogą być dla kogoś niewtajemniczonego, albo kogoś komu brakuje wyobraźni i empatii, odbierane hmmm różnie... Najczęściej jako bycie niewdzięczną, jako niedocenianie... A to przecież nie tak! Doceniam, i widzę jak mój mąż się stara. Doceniam wszystko co mamy. Jestem za to niewymownie wdzięczna. Jestem także bardzo samotna i czasami po prostu nieszczęśliwa. Tylko tyle...
      Isa, Wasz Synuś, z tego co się orientuję po wpisach u Promesy, jest jeszcze malutki. Może próbuj działać, póki jeszcze problemy się nie nawarstwiają. Wiem, że łatwo powiedzieć. Wiem, naprawdę wiem jak to jest... Nie zawsze ma się z kim zostawić ukochane dziecko, nie zawsze ma się w ogóle potrzebę Jej zostawiać, mąż też przychodzi zmęczony, i często gęsto nawet jeśli jest możliwość- to On nie ma siły i ochoty, żeby gdzieś wychodzić... Niby to wszystko jest takie proste, oczywiste... A jednak... No jednak nie do końca.
      Pozdrawiamy również, i też trzymam mocno kciuki.

      Usuń
    2. A Ty nie masz dostępu do mojego bloga? Jeśli chcesz, to z przyjemnością zaproszę :)

      Usuń
    3. Isa, nie- niestety nie mam. Przegapiłam moment, kiedy zamykałaś bloga. Z przyjemnością do Was wrócę. Mój mail: mwk815@gmail.com

      Usuń
  13. Martuś.. życzę końca spektaklu i życia na serio, razem. Bo dzieci może teraz nie widzą, ale wyczuwają pewnie, że coś jest nie tak. Nie ma takiego focha, z którego się na da wyjść na prostą :)
    I dobrego czasu Komunii. Bez szopek rodzinnych. Dla dziecka to może być bardzo ważny czas spotkania z Bogiem - o ile nie zostanie cynicznie spłycony przez dorosłych i przysypany prezentami. Dla mnie był to bardzo piękny dzień...
    A zdjęcia super!!! Kocham magnolie i właśnie się wzruszam, bo u mnie w ogrodzie zakwitła po raz pierwszy moja! Duma mnie rozpiera i co chwilę zerkam przez okno :D
    Powodzenia i oby Wasza relacja rozkwitła jak te magnolie - całą zimę marne badyle, a potem jaaaki widok ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, jasne, że wyczuwają- odczuwam to codziennie, i czuję totalne przybicie, że Im to fundujemy. Niestety- momentami to już błędne koło.

      Szopek na Komunii (nigdy nie wiem, czy pisać to małą, czy dużą literą) nie przewiduję. To znaczy- nie jakiś wielkich, spektakularnych... Bardziej miałam na myśli, że my w tym wspólnym życiu jesteśmy gdzieś obok siebie, a nie razem.
      Nie wyobrażam sobie, żeby spłycać w jakikolwiek sposób to ważne dla Elizy i dla nas wydarzenie. Prezenty oczywiście będą, ale nasze dziecko ma do nich bardzo zdrowe podejście. Cieszy mnie to bardzo.

      Masz u siebie magnolię? Zazdroszczę. Jakieś wskazówki- gdzie ją sadzić, jak pielęgnować? Mnie się marzy na działce magnolia...

      Usuń
    2. Magnolia lubi sloneczne ale osloniete od wiatru miejsce. Moje obie maja slonce do ok 13-14 i tez cudnie kwitna :) Ale zadbalam aby wiatry im nie dokuczaly.

      Usuń
  14. .... jak zacząć? Może zacznę od przyjemniejszych rzeczy, pozachwycam się miejscem które odwiedziliście, bo jest tak jak w bajce, czasami chyba z takich własnie miejsc ilustratorzy biorą inspiracje do tworzenia obrazków w książeczkach dla dzieci. Ja kiedyś bardzo dużo takich miejsc odwiedzałam, z racji wyuczonego zawodu, ale wtedy jeszcze się go uczyłam, jeździliśmy na zajęcia tam z rokiem, jak byłam jeszcze studentką, a teraz... zawsze cwłasnie tak jak piszesz coś, a pojechałabym popodziwiać, bo takie miejsca dobrze nastrajają, choć tak jak wspomniałaś, z takim dwulatkiem zapewne tak do końca rozmarzyć się nie da ;) Śliczne masz te dziewczynki, pasują do tej bajki tam idealnie :)
    A teraz ten smutniejszy temat.. Wasza "scena życia"... na zdjęciach wyglądacie pięknie, z tego o czym piszesz między wierszami, aż tak kolorowo jednak nie jest :( Trudną rolę teraz odgrywacie, bardzo trudną... nawet sobie nie wyobrażasz jak doskonale Cię rozumiem, bardzo dawno temu byłam obsadzona w identycznej roli.. w życiu tak się nie zmęczyłam, w życiu tyle nie przepłakałam, w życiu nie byłam tak nieszczęśliwa jak wtedy... Ale pojednanie było niewykonalne, a po latach utwierdziłam się w przekonaniu, że podjęłam wtedy słuszną decyzję.. Dziś moje najstarsze dziecko za to mi dziękuje. Zatem wyobraź sobie, jakże trudna to była rola :( Mam jednak ogromną nadzieję, że u Was jest inaczej, że to "tylko" brak komunikacji ikiedy ona powróci, bo jest szalenie istotna, to wybuchnie wszystko na nowo, przestaniecie udawać i zaczniecie znowu żyć pełnią życia razem. Tego Ci z całego serca życzę!!! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwosiu, to jestem ciekawa Twojego zawodu w takim razie :)
      A o całej reszcie napiszę w mailu, ok?
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Oczywiscie, czekam jak na szpilkach :*

      Architekt krajobrazu - zawod wyuczony, ale jak to w zyciu bywa, pracuje w innej branzy. Upust zamilowaniu daje w swoim ogrodzie :)

      Sciskam Kochana!!!!!!!

      Usuń
    3. Iwosiu, w wolnej chwili siadam i piszę.
      O, a jak wspominasz studia? Ciekawy zawód?

      Usuń
    4. Bardzo ciekawy Martus, choc jak to czesto bywa, kilka przedmiotow potrafilo podciac skrzydla i przytlumic zamilowanie.. ale ciesze sie, ze ten kierunek studiowalam :)

      Usuń
  15. Tak mi przykro Martuś, że u Ciebie niewesoło, naprawdę :( Szkoda, że nie możesz pisać "co ci w duszy gra".. A może pomyślisz o zamkniętym blogu tylko na zaproszenia dla stałych czytelniczek/koleżanek blogowych? :) Wtedy mogłabyś się wyżalić i być szczera do bólu! I nikt niepowołany, by tego nie przeczytał. Zastanów się.

    a zdjęcia piękne, super miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O zamknięciu bloga myślę już od dłuższego czasu, ale to nie takie proste Inesko. Chyba, że dałabym dostęp dosłownie paru dziewczynom, bo przecież nie jestem w stanie sprawdzić każdego adresu mailowego, który ktoś mi poda, a wiesz- nigdy nie wiem, kto się za nim może kryć. I źle mi z tym, bo sama mam ochotę wywalić to wszystko z siebie, chociaż tutaj, skoro nigdzie indziej nie mogę, no ale...

      Miejsce piękne. Można się zrelaksować. Nam dodatkowo trafiła się piękna pogoda. Szkoda tylko, że Lilce tak szybko się znudziło...

      Usuń
  16. Od dłuższego czasu czytam, ale po cichu, bo bloga nie prowadzę. Jeszcze niedawno Twoje posty były zupełnie inne, od jakichś dwóch miesięcy czuć, że coś jest nie tak :( rozumiem, że nie chcesz o tym pisać, bo ja sama też nie mam bloga. Mam nadzieję, że jakoś się ułoży, że uda się Wam dojść do porozumienia, bo wyglądacie na fajną rodzinkę. Po zdjęciach nic nie da się poznać i gdyby nie teksty pomiędzy nimi, to wyglądalibyście na cudowną rodzinę. Może komunia córy jakoś wpłynie na Wasze relacje? Szczerze w to wierzę. Trzymaj się,
    An.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz An, w sumie uświadomiłaś mi, że nawet jeśli się mocno staramy, to pewnych rzeczy się nie ukryje... To fakt, od jakiegoś czasu jest kiepsko, z przerwami na to, że jest super, ale generalnie dobrze nie jest, i nie wiem, kiedy znów będzie. Samo się nie zrobi, a każde z nas ma chyba jakąś blokadę. Wzajemne żale i pretensje narastają, ciężko się przełamać...
      Czas pokaże to co będzie, ale na pewno chciałabym móc pisać tak jak kiedyś, bo mnie samej tego brakuje.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  17. No szkoda. Ja wiem coś na ten temat, gdy nie można tu nic napisać a wyżalić też nie ma zbytnio komu.
    Co do zdjęć- najpierw przeglądam je i pomyślałam, że to u Ciebie w ogrodzie! A potem doczytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, to ja musiałabym mieć duży ten ogród :) A nasza działeczka, to wiesz- taki standard :) No ale nie powiem- fajnie by było mieć takie okazy!

      Sama prawda- pogadać nie ma z kim, tu by się chciało napisać, ale nie do końca można...

      Usuń
  18. Kochana! Jestem w Tobą, z Wami! Dziewczyny, trzymajcie się. Ani siara w Rossmannie ani inne nie są w stanie zepsuć Waszych więzi i relacji! Trzymaj się, dla siebie, dla dziewczynek <3 A ja zawsze ciepło o Was myślę. Jeśli miałabyś ochotę wyskoczyć z dziewczynami, to pamiętasz, że ze Szczecina pociągi kursują?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Werka, dzięki :* To naprawdę dużo dla mnie znaczy, wiesz?

      A siara w Rossmannie, to akurat rozbawiła nas oboje :)

      Usuń
  19. Kurde, zdjęcia i Twój tekst to jakby dwa zupełne światy - na obrazkach idealna rodzina, no ale wszyscy wiemy, że takie nie istnieją i w każdym związku bywają zgrzyty. Martuś, życzę Ci dużo siły by przetrwać ten gorszy okres i by komunia minęła w miarę spokojnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, no właśnie- te zdjęcia. U nas jeszcze nie jest tak najgorzej, ale czasami sobie myślę, jak mało widzimy patrząc na zdjęcia... Czasami poza fotkami rozgrywają się prawdziwe dramaty, których nie uchwyci obiektyw...
      Pewnie, że w każdym związku jest raz lepiej, raz gorzej- tego się trzymam :)
      Buziaki!

      Usuń
  20. Przykro, myślę, że nie trzeba dużej wyobraźni, by odgadnąć o czym piszesz. Życzę Ci dużo sił, Martuś, mam nadzieję, że jeszcze odnajdziecie siebie a nie tylko swoje role :*
    Zdjęcia wspaniałe, ale masz rację, to nie wycieczka dla małych dzieci, moja Mila też by tam dała do wiwatu i zamiast relaksu miałabym podwójną adrenalinę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety- to są jednak specyficzne miejsca, i my ze względu na Lilę skróciliśmy nasz pobyt, bo już przyznam, że nieźle dawała "czadu" :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  21. Martuniu, kochana, tak mi przykro, ze nie moge zaoferowac niczego oprocz wirtualnego przytulenia... :( Bardzo tu u Ciebie smutno i to juz od dluzszego czasu. W ktoryms z niedawnych postow zatlila sie iskierka nadziei, ze juz jest lepiej, ale szybciutko zostala zgaszona...

    Mam nadzieje Martus, ze moze sami sobie z tego nie zdajecie sprawy, ale odbija sie na Was stres i nawal obowiazkow zwiazanych z Komunia Elizki... Kiedy to minie, bedziecie miec duzo wiecej czasu zeby po prostu BYC razem. Zycze Ci tego z calego serca. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stres na pewno nie pomaga, ale to nie jedyny powód naszych kłopotów małżeńskich...
      No tak- smutno... Nie da się niestety tego ukryć, choć staram się, żeby nie wiało tu smutkiem takim, jaki czasami czuję, bo to chyba stałby się blog dla samobójców i ludzi cierpiących na depresję...

      Usuń
  22. Piekne to miejsce, ja ciągne męża w podobne, ale chłopcy i kwiaty, może jakby były z metalu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może chłopców zostawcie na te parę godzin z dziadkami? Im się krzywda nie stanie, a Wam chwila wytchnienia dobrze zrobi :)

      Usuń
  23. Ech jakoś ostatnio trudniejsze klimaty obserwuję dokoła. U siebie też.
    Ale wiesz co? Może to ta nerwówa przed komunią u Was?
    Przytulam.
    A na zdjęciach pięknie u Was wszystko kwitnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Juti, nerwówka przed komunijna to tylko margines naszych kłopotów. Nasze małżeńskie kłopoty to sięgają 10lat wstecz... No nic- życie...

      Fakt, teraz jest cudownie! Czekam jeszcze na bzy. A potem na jesień, bo lato to nie jest moja ulubiona pora roku :)

      Usuń
    2. Też, tak jak Juti, obserwuję ostatnio jakieś masakry w związkach. Trudny czas. A jesli zbiera się - tak jak piszesz - już od 10 lat... to już mega-masakra. Nie wiem jak Cię pocieszyć, w naszym związku też teraz pracujemy i orzemy-jak-możemy, bo dziwne klimaty wiszą w powietrzu.
      Buziaki!!!

      Usuń
    3. Marta - ech, no tak jest, moje małżeńskie kłopoty to sięgają w sumie 15 lat wstecz, jak nie więcej.
      Ale teraz to ciężki czas jakiś ogólnie, naprawdę.
      W maju będzie lepiej! ;)

      Usuń
    4. Promesa, racja: mega- masakra. Dlatego odgońcie szybko to dziwne klimaty, bo jak widzisz- różnie się to może kończyć...

      Juti... U nas przez ostatnie 3lata był spokój, a teraz wracają "echa przeszłości", że tak to ujmę... No nic, trzymam się wersji, że maj przyniesie zmiany na lepsze :) Byłoby miło, w końcu w maju są moje urodziny... Bzy i kasztany zakwitną...

      Usuń
  24. troszkę smutno to czytać....cos złego się dziee między wami....coś sie wypaliło może rutyna wkrada się powoli w związek??


    piękne zdjęcia....aż się ma ochotę zawlec tam swoje 4 litery

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rutyna, brak czasu dla nas jako pary, brak rozmowy, zamiatanie problemów pod dywan, co jakiś czas problemy finansowe, trochę nudy- czyli pewnie jak u każdego czasem...

      A wizytę w ogrodzie polecam- warto się ruszyć :)
      Buźka!

      Usuń
  25. Martuśku,wielki smutek ogarnął me płoche serduszko czytając Twojego posta.Trzymam mocno za Was kciuki! i przytulam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Aniu, to miłe... Jak remont? Na jakim etapie jesteście?

      Usuń
  26. znowu coś nie tak z mężem? widzę, że u Ciebie wzloty i upadki jak i u mnie....tzn jak zapewne u kożdego, ale u nas to takie mega albo dobrze, albo bardzo źle :/ yh faceci....
    zdjęcia przepiękne jak zawsze.
    pd. powiem szczerze, że ja naszego urlopu się bardzo obawiam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwia, dokładnie tak u nas jest- albo hiper mega świetnie, albo od razu dół jak ch... Tyle, że to trochę bardziej skomplikowane, niż mogę tu to opisać.

      Co do urlopu to też zaczynam mieć poważne wątpliwości- od początku do końca... Najpierw droga z Lilką mnie trochę zaczyna martwić, a także to, co nam zafunduje na miejscu... Mam jednak nadzieję, że uda nam się wyluzować, i nie wiem- nie zwracać na wszystko uwagi? :P

      Usuń
  27. Marta, naprawdę bardzo mi przykro. Mimo, że znamy się tylko w wirtualnym świecie, jakoś mi smutno. Ze względu na Ciebie, na dziewczynki i Męża. Wierzę, że się odnajdziecie na nowo. Może Komunia Elizy jest okazją, żeby poukładać Wasze sprawy.
    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
  28. Ehhh Marta smutne jest to co piszesz, i bliskie mi.

    OdpowiedzUsuń
  29. Magnolie kocham! Piękne, wspaniałe!
    Teatr...? Dzisiejszy nastrój trwający od dłuższego czasu i powtarzający się mniej więcej jak u Ciebie powiem szczerze, że czasami mój włsny małżeński teatr, obsadzenie w rolach napawa mnie obrzydzeniem, złością, furią, płaczem i skorzystałabym z opcji: spuścić się w kiblu. Mam wiarę, że to wszystko przechodzi. Przechodzi... prawda? Tyle razy przechodziło. Sprawiłaś, że bardziej chce mi się wyć.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!