Mama2c

Mama2c

środa, 6 maja 2015

Mobilizacja

Jestem.
Fizycznie... wciąż jestem.
Dużo gorzej sypiam, więcej jem, wszystko mnie tak potwornie wku...
Nie lubię siebie takiej, ale... To minie, prawda?

I wiem jak to zabrzmi, ale... Najzwyczajniej w świecie chciałabym, żeby było już po tej Komunii.
Z różnych względów moje podejście jest takie, a nie inne, ale to nie czas i miejsce, żeby o tym pisać/mówić...

Chciałabym, żeby było jak dawniej... Żebym ja była taka jak dawniej. Nie chcę już smucić, dołować się. Za chwilę moje urodziny... Chciałabym wrócić do świata żywych.
O, taki prezent mi się marzy.

Ten ostatni przedkomunijny tydzień, to jakaś masakra. Tylko jutro jesteśmy w domu. Trochę na własne życzenie, a trochę za sprawą siły wyższej... zwanej brakiem kasy. Dla mam, dla których Komunia to jeszcze odległy temat (czyli pewnie dla większości :p)- cenna rada: jeśli możecie, to nie zostawiajcie tego, co da się zrobić wcześniej, na ostatnią chwilę. My, właśnie dzięki temu, zafundowaliśmy sobie cyrk i wariatkowo w jednym. No i oczywiście stres, czy zdążymy ze wszystkim na czas...

Co do stresu, to osiągnęłam już chyba najwyższy poziom. Choć do Komunii jeszcze parę dni, to może jeszcze zmienię zdanie, i w sobotę wieczorem, z kardiologii, napiszę Wam, że jednak mogło być gorzej. Albo inni zrobią to za mnie...

Czym się stresuję? A bo ja tam wiem?! :) Serio- nie wiem czym. Niczym konkretnym, co ciekawe...  Czuję po prostu jakieś takie spore wewnętrzne napięcie. Być może nie ma ono nic wspólnego z Komunią, nie mniej jednak- uprzykrza mi życie.

Muszę pochwalić Marcina, bo podziękowania dla gości ze zdjęciem Elizy, zrobił świetne. Pomagał Mu co prawda kolega, ale razem- fakt faktem- zrobili kawał dobrej roboty. Pewnie uda mi się zrobić fotkę, to Wam je pokażę. Tylko, że właśnie takie podziękowania, to jest coś, co można zrobić/kupić  naprawdę dużo wcześniej. Pamiętajcie o tym :p

Co poza tym? Generalnie nic nowego... Majówka minęła, i może od razu tu zdementuję pewne pogłoski :) Malwinko i Kasiu- my nigdy nie mieliśmy żadnej spinki z "majówką". Z Sylwestrem może faktycznie tak, ale... do czasu. Wystarczyło, że zostaliśmy rodzicami i wewnętrzny przymus, że musimy gdzieś pójść, minął nam, jak ręką odjął. Co się zaś tyczy majowego długiego weekendu, to właśnie- tylko i wyłącznie ze względu na fakt, że jest on zazwyczaj dłuższy, niż każdy inny weekend maja/czerwca czy sierpnia, jest mi zwyczajnie żal, kiedy nie możemy go spędzić całą rodziną. I rozumiem osoby, które na ten czas planują wyjazdy, ponieważ sama, odkąd jestem mamą- wyznaję filozofię, że jeśli mam ciągnąć dziecko "ileś tam set" kilometrów od domu, to wolę to robić na przykład na 4 czy 5dni, a nie na 2. I pewnie, że co innego jeśli jedziemy gdzieś bliskiego domu- powiedzmy godzinkę drogi. Przyznacie jednak, że kiedy jest to już dłuższa trasa, to jednak zmienia postać rzeczy. Przynajmniej moim skromnym zdaniem, bo jak wiadomo- ile mam, tyle podejść, dzieci też są różne- z jednymi można podróżować bez problemu po całej Europie, z innymi droga do dziadków na niedzielny obiad, to już wyzwanie... Powiem tak- z Elizą nie było źle (poza Jej chorobą lokomocyjną, no ale to inna historia), ale z Lilką ciężko jedzie się gdzieś dalej... I nie powiem- droga do Zakopanego, im bliżej wyjazdu, zaczyna powoli spędzać mi sen z powiek.

Co się zaś tyczy Lilci (przy okazji bardzo dziękuję Wam za wszystkie życzenia powrotu do zdrowia) to ufff, odpukać- przeszło. I tak naprawdę nie mam pojęcia skąd ta temperatura. Żem matka nadgorliwa, to oczywiście spotkaliśmy się 1maja z naszym kochanym doktorem Pawłem (jestem niewymownie wdzięczna, że ten człowiek stanął na naszej drodze prawie 3lata temu!), ale nie widział u Lilki nic niepokojącego. Wszędzie czysto, brzuszek spokojny, dziąsła ok, więc to również nie zęby... I wiecie co? Pewnie, że z jednej strony się cieszę... Ba! Ja się bardzo, bardzo cieszę, że Mała jest zdrowa, ale mimo wszystko nie lubię takich wysokich temperatur bez znalezienia przyczyny. Skrzywiona jestem po naszej Elizie, i mi to już chyba nie przejdzie.

Lilka niezmiennie trzyma mnie w jako takim pionie, bo to dziecko, to kwintesencja radości w najczystszej postaci. Poza chwilami, kiedy się psuje, oczywiście. Podczas majówki, po raz pierwszy usłyszałam takie niesamowicie ekspresyjne i spontaniczne: "Kocham cię mamo", wykrzyczane w moich ramionach, kiedy wpadła w nie po biegu przez całe mieszkanie. I to są chwile, które pamięta się do końca życia. Bo "kocham" było już wcześniej, ale to "kocham" było zupełnie inne...

Zielony to podobno kolor nadziei, a że ja żyję nadzieją, że wszystko nam się jednak dobrze poukłada, to mam dla Was kilka naszych "zielonych zdjęć" :)


















No i powiem Wam, że prawdą jest, że im człowiek ma więcej zajęć, tym jest lepiej zorganizowany... Okazuje się, że w ten nasz napięty harmonogram, wciskamy bez problemu badania Elizy z karate, czyszczenie Marcina spodni od garnituru, nieplanowany wyjazd po Elizy bolerko, na drugi koniec miasta...

Jedyne, czego aktualnie nie zdołam zrobić, to odpowiedzieć Wam wszystkim na komentarze.
Witam serdecznie Iskrę- fajnie, że się ujawniłaś. Napisz tylko, czy i Ty masz tu jakiś swój kawałek podłogi w tym blogowym światku, bo póki co szukałam- i nie znalazłam. Wszystkim Wam, które chcą mnie gościć- odezwę się bliżej wakacji- mam nadzieję, że Wasze zaproszenia będą wciąż aktualne :) Mój stan psychiczny do tego czasu pewnie niewiele się zmieni, a depresyjne posty opanuję już do perfekcji, także szykujcie pokoje...
Tym z Was, które chciały ze mną porozmawiać- zaoszczędzę rozczarowania- osobiście średnio lubię swój głos, więc zakładam, że i Wy go nie polubicie.
A tak na poważnie- dziękuję Dziewczynki. Bardzo Wam dziękuję. I Tobie Ania- również :*

35 komentarzy:

  1. Kochana Ty to tak nie możesz dołować się. Fajna babka jesteś i widać, że silna też. Wiadome, że każdy ma swoje gorsze dni, np. teraz ja osobiście.. ale przecież to przejdzie, nie obejrzysz się kiedy, zobaczysz. :)
    Lila jest słodka. Wiadome, że dzieciaki mają swoje humory i czasem są "męczące" - tu nie chcę, by to źle zabrzmiało :) Po prostu różnie przecież bywa, a my jesteśmy też tylko ludźmi :)
    Komunia też przeleci, to tylko jeden dzień ale najgorsze te przygotowania wstrętne.
    Jeszcze nie jadłam tego ciasta ale co mam je zrobić to odwlekam. Muszę się w końcu zdecydować! :)
    Buziaki, pozdrowienia i WRACAJ DO ŚWIATA ŻYWYCH! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Silna? Nie no... To już prędzej fajna :)
      Ciasto dobre, warto zrobić.
      Wrócę, wrócę... Kurna, no mam nadzieję, że wrócę.

      Usuń
  2. Ja rozumiem doskonale Twoje pidejście do wyjaxdów i też mi trochę żal,że ludzie wyjeżdźają/świętują a ja obstawiam dyżur...ale nie rozumiem też fenomenu,że w majówkę musi być impreza choćby lało i było 5stopni.dostosowuje wszystko do dzieci. Niby z Paulą nie było problemu ale gdy miała 8mcy pojechaliśmy do Wisły na wycueczkę jednodniową i była strasznie wymęczona i spasowałam z takimi wypadami.A ten Wasz doktor super-a mogę się dowiedzieć ile bierze za wizytę?pytam tak orientacyjnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, no właśnie... Powiem Ci, że zwyczajnie przykro mi było, że my nie możemy sobie zrobić grilla podczas majówki- wiem, głupie to trochę, ale tak- tak czułam. I nie dla samego grilla może, ale jak mijałam w drodze na naszą działkę całe rodziny, siedzące, śmiejące się... No to sorry, przykro mi jednak było.

      Nasz pan doktor przez prawie 2lata brał 100zł, potem bardzo długo u nas nie był- dobrych kilka miesięcy, bo dziewczynki były zdrowe, no i teraz bierze 150zł.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Co mam Ci moja droga napisac? U mnie jak sie wala to wszystko - I wlasnie sie zwalilo, samochod padl, tablet roczny padl, zamiast zwrotu z podatku mamy do zaplaty 600 euro ... ale ja sie nie zalamuje,bo widze swiatelko w tunelu : bo znalezlismy samochod w dobrej cenie,a I odebralam wazny telefon,ktory moze zmienic nasza rzeczywistosc,wiec reasumujac... wez gleboki oddech I pomysl,ze moze byc zawsze gorzej. I postaraj sie myslec pozytywnie... to duzo daje...

    Najwazniejsze,ze zdrowi jestescie,a reszta... jakos sie ulozy :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Od czego by tu zacząć.... Moja przyjaciółka Gosia ma cudowny dom, małego synka i kochającego męża , mogłoby się wydawać sielanka... A tak nie jest jej synek jest bardzo chory, leży w szpitalu i umiera na ich oczach.nic ich nie cieszy ten cały majątek można sobie w tyłek wsadzić...lekarze rozkładają ręce, w tym momencie podjęli się eksperymentalnego leczenia jeszcze nigdy w Polsce nie było takiego przypadku. Mały rozchorował się przez antybiotyki. Boże ta bezsilność zabija... Kochana wiem, że jest Ci ciężko, smutno i pewnie czasem myślisz, ze nie tak sobie życie wymarzyłaś ale uwierz mi, ze jest wiele osób które chciałabym być w twojej skórze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszę Ci to bo czasem narzekamy nie mając powodu( nie sugeruje , że ty go nie masz, też przechodziłam kryzys po 10 latach związku i to był najgorszy okres w moim życiu) a kiedy naprawdę dosięgnie nas tragedia to wtedy uświadamiamy sobie, ze to co kiedyś było końcem świata okazuje się pikusiem.... Marto myślę, ze jesteś jak moja mama, ona też zawsze się nakręca i jest straszną pesymistką. Martuś masz cudowne, zdrowe dzieci to wielkie szczęście a nad związkiem musicie oby dwoje ciężko popracować , wierzę że wam się uda... My mieliśmy taką akcje, ze na dwa miesiące przed ślubem rozstaliśmy się....no i to nas uratowało, bo oby dwoje zobaczyliśmy co tracimy... Teraz jestesmy 3 lata po weselu i jestem szczęśliwa że w porę się ogarnęliśmy. Życzę Ci aby wszystko się ułożyło aby w twoim sercu zagościł spokój.... Uściski

      Usuń
  5. Marta zobaczysz że minie to napięcie komunijne i wrócisz do ludzi Ja już to przerabiałam i znam to zabieganie. Moim zdaniem połowa wymysłów jest niepotrzebna, no ale...
    Mam nadzieję że wyskok temperaturowy u Lilki to tylko chwilowe i nic się za tym nie kryje.
    Kochana nieskończonych momentów z "kocham Cię mamo" które dodadzą Ci skrzydeł i uśmiech na buziaku.
    Ja też mam fajny pokoik dla gości;}}}


    OdpowiedzUsuń
  6. Bedzie dobrze zobaczysz!! Trzymam za to kciuki!

    Widze, ze na dzialeczce macie piekna wiosne- tak jak u nas :-) Przykro ji, ze majowka nie wyszla, ale za rok na pewno sie uda :-)

    A komunia Juniora to ja zaczne sie chyba rok naprzod stresowac, wiec roumiem rwoje nerwy.. trzymaj sie dasz rade!

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć Marta 😊 nie mam bloga ,dużo czytam i tak trafiłam też tutaj. Mam juz nastoletnie dzieci ( to jest dopiero jazda haha) 17 ,15 chłopaki i 14prawie córka. Także jak czytam o przygotowaniach do komuni to mnie dreszcze przechodzą 😊 . Komunie robiłam wszystkie w domu,masakra na okolo 30 osób. Nie dziwię się że już chcesz żeby bylo po wszystkim. Mój 15 latek ma w sobotę egzamin do bierzmowania. To jest wyższa szkolą jazdy zmusić nastolatka do nauczenia sie 150 pytań ale ja już troche odpuszczam,jak sobie pościeli tak sie wyśpi.
    Dasz radę haa bo musisz ,będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlatego ja planuję bardzo skromną komunię dla moich dzieci:) I najlepiej wcześniejszą, bez tej całej pompy:) Trzymaj się:*

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam twoje dwa posty...
    Pewnie zauważyłaś, że zmieniło się "moje blogowanie" - zmieniłam się ja, zmieniły się moje "problemy", moje nastawienie...oczywiście wciąż jestem tą samą osobą, ale pewne rzeczy postrzegam już inaczej (to już starość czy dojrzałość? hehe)...choć wciąż jest we mnie ta zadziorna, ironiczna, czasem skrajna Gosia...nie mam potrzeby tłumaczenia się z tego, że moje "pisanie" jest inne...za to wciąż trzymam archiwum bo to jednak jest część "mnie"...i przyznam szczerze - dziwnie się na początku czułam gdy wstawiałam optymistyczne posty...
    Co do Komunii - stres jest normalny - zastanów się skąd się bierze - może najzwyczajniej w świecie przeżywasz ten moment. pozwól sobie na dojście prawdziwych uczuć...ja ryczałam w kościele, a jednocześnie byłam szczęśliwa, że młodsze dziecie było pod dobrą opieką i mogłam przeżyć w pełni tą wielką chwilę Syna, a nie ganiać i stresować się niepotrzebnie...
    Co do męża...i tu nie powinno być żadnej rady...bo nawet jak ja poskarżę się przyjaciółce na swojego to i tak tylko Ja wiem jak z nim rozmawiać... i ty też wiesz...dużo zależy od tego czego oczekujesz i czy ma to pokrycie w waszej rzeczywistości...tych problemów na blogu nie rozwiążesz...wiesz o tym...bo każda rada to strzał w stopę...nikt tak jak Ty nie zna waszego związku, waszych pięknych chwil...łatwo w szarej, zabieganej codzienności wejść w skorupę i czuć się źle...
    Wiesz..kiedyś brałam taki lek na B. mówią o nim pigułka szczęścia...do dziś pamiętam jakie cudowne uczucia i pusta głowa od problemów mi wtedy towarzyszyły...wtedy zaszłam w ciąże..przestałam je brać...ale gdy tylko miałam kryzys trzymało mnie przy życiu, że kiedyś do nich wróce...najpierw ciąża, potem karmienie - nie było okazji - wtedy też trafiłam na świetną terapeutką...2 lata do niej chodziłam...nieraz było mi ciężko - wtedy znów marzyłam o tabletce B. i wiesz...mimo, że nieraz było husteczkowo..sama świadomość, ze mogę do nich wrócić podnosiła mnie na duchu i dawała kopa do tego by się uśmiechać i stawić czoła swoim lękom i pesymizmowi...dziś straszę męża, że jak zacznę brać to chyba pęknę ze szczęścia - to bo skoro teraz sobie radzę - to co by się stało jak do nich bym wróciła...
    Po co to piszę? Po to abyś szukała "swojego szczęścia" - bo Ja ani nikt z Nas nie wie co to może być i czym jest poczucie szczęścia dla Ciebie...i nie farmazony typu "inni mają gorzej" - to raczej nie stawia na nogi, a jeszcze bardziej dołuje, że nam się nie udaje choć mamy "lepiej"...
    no dobra, dziś chyba przesadziłam w kompciem...ale sama wiem, ze nic nie jest czarno-białe..choć jako DDA była to dla mnie wygodna wymówka...ściskam

    OdpowiedzUsuń
  10. Przede wszystkim super, że z Lilcia już lepiej. Pisalam już wcześniej, ze tego komunijnego armagedonu to Ci serdecznie współczuję, w szczególności dla kogoś kto ma zdroworozsadkowe podejście do tematu trudno przetrwać to zamieszanie. Ale ale! Komunia wyprawia się tylko raz więc uszy do góry - aż do czasów Lilki będziesz miała spokój, a i mądrzejsza będziesz jak to wszystko sprawnie ogarnąć :) trzymam kciuki by wszystko się udało. Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj, muszę zaprzeczyć ;) Mój mąż ma tysiące zdjęć i owszem one są uporządkowane, ale on w życiu ani trochę :P chyba że Twoja teoria tyczy się tylko kobiet ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam nadzieję kochana, że szybko zleci i w końcu Twoje nerwy odetchną. Przydałoby się porządnie zrelaksować :*
    Ja jestem właśnie z takich co wszystko na ostatnią chwilę :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Moim zdaniem co by wcześniej nie było zrobione i tak nerwówka nieunikniona i coś zostanie na ostatnią chwilę.Myślę ze jak wszyscy zdrowi będziecie to będzie sukces, a reszta sama z siebie się ułoży. Fakt jest niestety taki że jest masę durnot powymyślanych na siłę i z tak pięknego wydarzenia zrobiona jest szopka ,niestety mnie też to czeka za dwa lata. Trzymam kciuki i powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wytrwasz to w końcu nie jeden cyrk już przeszłaś :)
    Mnie czeka za dwa lata druga i chyba pójde prostą droga i zamówię miejsce w resteuracji bo na impreze w domu się nie piszę, w ciąży robiłam Daśkowi i nogi mi do d...y wchodziły...

    OdpowiedzUsuń
  15. Dużo spokoju Wam życzę, naprawdę!
    A ciacho już chodzi za mną od pół roku, muszę podziałać :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zdjęcia jak zwykle piękne. Zazdroszczę Wam ogródka i Twoich smakowitości. ;)
    Co do komunii to chyba wszystkie tego typu imprezy wiążą się ze wzmożonym napięciem, stresem i problemami.
    Cieszę się, że z Lilą już lepiej. Oby choróbsko już nie wracało. ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. O u mnie też serduszka już pięknie kwitnie! A Ty jak zwykle kusisz smakołykami-pamiętaj, że jedni nie mogą i wleźli by najchętniej w komputer!

    OdpowiedzUsuń
  18. Zaintrygowało mnie to zdjęcie, co jak tort z mchem na wierzchu wygląda i czymś czerwonym. Co to? :)
    Będzie dobrze, oddychaj :* Mnie też zawsze stresują takie imprezy ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Obojetne jaki glos... czy Ty lubisz, czy nie- moja oferta nadal aktualna :)
    Pamietaj!!! Sciskam :*

    OdpowiedzUsuń
  20. Marta, ja wszystko rozumiem, ale mam nadzieję, że dorożkę dla Elizy wynajęłaś! ;)
    http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35235,17879324,Pierwsza_komunia_swieta__Wazny_sakrament__duze_wydatki.html#BoxLokBialLink

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorożka? To jest teraz na topie w Białystoku?! Bez urazy, ale wielkie PHIIIII. Kochana! Ty nie zapominaj, że my graniczymy z Berlinem. U nas dorożką to się jeździło pewnie z 5lat temu. Nasza wedding planner, to znaczy przepraszam- komunia planner sugerowała coś bardziej spektakularnego, na przykład helikopter. My jednak nie lubimy szokować, skromni z nas ludzie... Elizę podwiezie ekipa Nocnych Wilków, a my z Marcinem pójdziemy z buta- blisko mamy.

      Usuń
  21. Dziś już pewnie jesteś na wdechu i wyczekujesz TEGO dnia jak na szpilkach :) Nerwówka jest zawsze, ale za chwilkę będzie już po wszystkim i odetchniesz, wrócisz do żywych, wszystko się wyciszy, aż zaczniesz się nudzić ;) Kochana, post bardzo przyjemny i jak zawsze smaczny :) Choć czuć to napięcie to i tak chyba już ciut mniej w nim smutku niż ostatnio, mam nadzieję, że to nie tylko moje złudzenie.
    Kochana, życzę Wam jak najwięcej radości, miłości i pięknie przeżytego Swięta Waszego Dziecka.
    A Wasze problemy, żeby zelżały, żeby wszystko wróciło do normy, żebyście mieli mnóstwo wspólnych powodów do radości. I nie porównuj sobie, Waszych problemów do problemów innych - bo każdego problemy są dla niego najważniejsze i największe, a mówienie sobie, ze ktoś ma gorzej, a ja narzekam na to czy tamto w niczym nie pomaga, wręc przeciwnie. Życzę sił i pięknej komunii.

    Lilunia jak zwykle słodka :) :*

    OdpowiedzUsuń
  22. Martus, wszystko minie, zobaczysz! A ja trzymam kciuki, zeby ten wazny dla Elizy i Ciebie (bo przeciez to swieto rodzcow tez!) dzien minal tak, jak to sobie wymarzylas! :)

    Swoja droga to ciesze sie, ze tutaj Komunia nie kojarzy sie z taka "pompa". Z racji tego, ze tyle jest tutaj wyznan, traktuje sie ja jako skromna, rodzinna uroczystosc. No chyba, ze ktos ma na miejscu wielka rodzine, oczywiscie. :) Nasza parafia w ogole jest malenka i jednorazowo idzie do Komunii 6-8 dzieci. :)
    U nas, juz na zapas mam nadzieje, ze proboszcz zgodzi sie, zeby Bi i Nik podeszli do Komunii jednoczesnie. Za jednym zamachem odfajkowac obydwoje i zabrac ich w ramach prezentu na jakas fajna wycieczke, np. do Disney Landu, o! Tak to sobie wyobrazam. ;)
    Buzka Martus, wszystko napewno odbedzie sie wspaniale! :*

    OdpowiedzUsuń
  23. Dziewczynki melduję się :) Jeszcze żyję. Eliza również.... Dziękuję za Wasze komentarze- mniej lub bardziej trafione próby postawienia mnie do pionu :) Dziękuję za życzenia dla nas i dla Elizy...
    Na razie jak mantrę powtarzam: TYLKO SPOKÓJ MOŻE NAS URATOWAĆ. A że jestem jak ten niewierny Tomasz, i guzik tam wierzę, że ten spokój faktycznie mnie uratuje, także tak- stresuję się... Raz mniej, raz bardziej...
    Pompy komunijnej u nas nie będzie- znacie mnie- umiar i prostota to moje hasła przewodnie* także nie wiem, czy chcecie ten post o naszej Komunii, czy nie? Bo to pewnie flaki z olejem będą :)
    Trzymajcie kciuki i pomyślcie ciepło o cioci Marcie w niedzielę przed 10...

    *nie dotyczą jedzenia i picia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcemy! :) Będę czerpać inspiracje na przyszłość:) Mi bardziej chodziło o tą kościelną pompę, niezliczoną ilość prób, przygotowań, spotkań, zdjęć, filmów, brrr... Okropnie wspominam swoją komunię. Tutaj w sąsiedniej parafii jest możliwość przyjęcia komunii wcześniej, w Wielki Czwartek, tylko kilkoro dzieci wtedy jest, skromnie.... Marzy mi się tak dla moich chłopaków ale to nie moja parafia kurka:(

      Usuń
    2. Ok, to napiszę jak to wyglądało w naszej parafii. Wiem, że w każdej jest trochę inaczej, ponieważ rok wcześniej do Komunii szedł syn mojego brata, i jednak Ich przygotowania, finanse, wyglądały inaczej niż u nas.
      Co do przyjęcia Komunii w innej parafii, to nie mam pojęcia jak wygląda to od strony formalnej- być może jest tak, jak z zawarciem związku małżeńskiego- u nas często odbywa się to w kościele, który nie jest parafią żadnego z narzeczonych. Tu chyba chodzi o dobrą wolę proboszcza. Z naszym to by nie przeszło :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  24. Koniecznie musisz zdać relację;}}. Mimo tych nerwów i stresu bliskiego wybuchu zobaczysz jaki to piękny i wzruszający dzień;}. Mocno trzymam kciuki i myślę. Wypas komunijny nie znaczy lepiej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, wiem, wiem. Mnie próby już wzruszają, jutra pod tym względem sobie nie wyobrażam :)

      Usuń
  25. Marta, przed Wami ważny dzień. Mam nadzieję, że stres Ci odpuścił i w spokoju oczekujesz jutra, chociaż jak to Mama dopinasz pewnie jeszcze to i owo. W końcu koszule same się nie wyprasują :)
    A tak poważnie - niech to będzie dla Elizy wyjątkowy, niezapomniany dzień. A dla Ciebie przyniesie wzruszające chwile.
    Przesyłam dobre myśli

    OdpowiedzUsuń
  26. I już PO. Emocje opadły? Mam nadzieję, ze było pięknie, uroczyście i wzruszająco, a deszcz był tylko u nas, bo do Was zawitało od rana piękne słonko, prawda?
    Teraz czas na wyciszenie, pierwsze wspomnienia i powrót do spokojnej codzienności :)
    Ściskam i moc pozytywnej energii posyłam!

    OdpowiedzUsuń
  27. trzymam kciuki obyś wytrwała w tym gorączkowym komunijnym ferworze. kupę siły przesyłam. piękne zdjęcia. chciałabym mieć choć jedną dziesiątą twojego talentu

    OdpowiedzUsuń
  28. Opowiadaj...:) Jestem mega ciekawa;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!