Mama2c

Mama2c

piątek, 22 maja 2015

O przygotowaniach do Pierwszej Komunii słów kilka...

Obiecałam Wam te posty komunijne... No obiecałam- wiem. Tylko... Jakoś tak nie bardzo chce mi się je pisać :) I kurczę- no sama nie wiem dlaczego, bo nie mam żadnej traumy, nie uruchomiłam mechanizmu wyparcia...
Myślami, sercem jestem teraz na działce :) I już.
No ale słowo się rzekło, także proszę bardzo... Rozsiądźcie się wygodnie :)

Nie, nie- elaborat to to nie będzie- z całą pewnością. I pamiętajcie, że piszę tylko i wyłącznie o naszej parafii, bo z rozmów z innymi mamami wiem, że nawet na terenie tego samego miasta, te przygotowania mogą wyglądać inaczej.

Z początkiem roku szkolnego, na jednej z mszy świętych proboszcz ustalił mszę o 10.30 mszą dla dzieci przygotowujących się do Pierwszej Komunii. No cóż- w naszej parafii mogłaby to być równie dobrze każda inna msza, ponieważ do tej pory nie było i nie ma u nas mszy typowo dla dzieci. I z całą pewnością jest to coś, nad czym ubolewam, i co chciałabym, żeby zostało zmienione. I prawdopodobnie wkrótce tak się stanie, no ale- czas przygotowań do Komunii upłynął dzieciakom wielokrotnie na słuchaniu rzeczy, których totalnie nie rozumiały. Ba! Powiem więcej- w wielu przypadkach uważam, że mimo swoich cały zawrotnych prawie 9lat- słuchać nie powinny.

Sama pamiętam msze dziecięce ze swojej parafii- krótsze, z udziałem dzieci, księdza grającego na gitarze, dzieciaki śpiewające, język i tematy- proste i przystępne dla dzieci... Nie no- nie oszukujmy się- nie ma w ogóle o czym mówić. Owszem, 9latkowi można już wiele rzeczy wytłumaczyć. Tylko, czy wszystkie trzeba, i czy każdy z problemów poruszonych na mszy, takie dziecko zrozumie? Dla mnie dodatkowo był to problem natury osobistej, bo z wieloma stanowiskami księży się nie zgadzam, co uważam, wcale nie dyskredytuje mnie jako katoliczki.I niejednokrotnie zastanawiałam się, czy aby na pewno dany temat/problem powinien w ogóle być roztrząsany w kościele... No ale to już refleksje na zupełnie inne posty.

W każdym razie- zostaliśmy poinformowani, że po tej właśnie mszy, proboszcz będzie sprawdzał obecność, i to jest chyba praktyka stosowana w każdej parafii.

Oczywiście, jeśli z jakiś względów nie mogliśmy być w kościele o 10.30, to nie byliśmy, i szliśmy na tą godzinę, na którą akurat mogliśmy, i tu problemu żadnego nie było.

Od października zaczęły się dla dzieci przygotowania do Komunii w kościele, podczas co tygodniowych spotkań z księdzem. Rodzice, jeśli chcieli, mogli w nich również uczestniczyć. U nas te spotkania odbywały się w każdą środę o 16.30 i trwały różnie- od 30 do 45minut. Wiele z tych spotkań nie doszło do skutku- z różnych względów: proboszcz miał kilka wyjazdów m.in. do Kurii, sporo także chorował, łącznie z dwoma lub trzema pobytami w szpitalu...

Jednocześnie, dzieci miały w szkole lekcje religii w liczbie dwóch godzin tygodniowo, na których pani katechetka również przygotowywała Ich do tego sakramentu. Zaraz na początku roku szkolnego, dzieciaki dostały wykaz modlitw, których zdanie miało być warunkiem przystąpienia do Komunii. Trochę ich było, ale przyznaję- z pamięci ich Wam nie wymienię. Oczywiście były tam takie podstawy jak: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, 10 Przykazań Bożych... Tak jak wspomniałam- dzieciaki miały czego się uczyć, ale... miały na to prawie cały rok szkolny, także każde dziecko- nawet to najmniej zdolne, uważam, że miało wystarczająco dużo czasu, żeby tak sobie rozłożyć te zaliczenia, żeby podołać im we własnym tempie. Eliza, pamiętam, że większość z tych modlitw zaliczyła dość szybko, ale były też takie, przy których więcej się myliła- i te zostawiła sobie na sam koniec, także zdawała je chyba zaraz po Świętach Wielkanocnych.

Przed feriami zimowymi, dzieci dostały od pani katechetki listę pytań- trzydzieści, albo trzydzieści parę ich było, do zaliczenia. Termin- chyba do końca kwietnia, także znowu to powtórzę- było naprawdę sporo czasu, aby się ich nauczyć. Zwłaszcza, że owszem- przy paru z nich odpowiedź składała się z całych dwóch zdań, ale w większość to były pytania, na które Lilka nauczyłaby się szybko odpowiedzi. 

Nie wiem skąd ta zmiana, przypuszczam, że rodzice oponowali, ale jeszcze dwa lata temu, tych pytań było prawie trzy razy więcej...

Także nie powiem- mając tą świadomość, że jeszcze dwa lata wcześnie tych pytań było tak dużo, wiedząc także ile czasu na przygotowanie się miały nasze dzieci, wkurwiało mnie to rozczulanie się i biadolenie, jakie One są biedne. No, i że te spotkania raz w tygodniu, no i co jeszcze...
Nie! Rzadko kiedy bronię kościoła i księży, choć uogólnień też nie lubię, bo wśród tych wszystkich czarnych owiec, są i zawsze będą porządni księża, z prawdziwym czystym powołaniem, ale nie lubię też takiego bezsensownego gadania. Po pierwsze- każdy z nas chyba wiedział do czego się zobowiązuje, kiedy chrzcił dziecko? Wiedzieliśmy. Pierwsza Komunia Święta wynika niejako z naszej decyzji o chrzcie, tak? A jeśli gdzieś tam po drodze zmieniliśmy zdanie, odwidziało nam się, zwątpiliśmy, to było to pierwsze spotkanie z księdzem, na którym On sam powiedział, że nikogo nie zmusza, że to decyzja rodziców, że zawsze można za rok, jeśli z jakiś powodów uznamy, że tak będzie lepiej...

Nie wiem, czy dość jasno udaje mi się wyrazić to, co myślę i co chciałabym Wam przekazać. Bo to nawet można wyjaśnić abstrahując od kościoła, wiary itd. Załóżmy, że dziecko chce zdawać na kartę rowerową, albo chce się nauczyć nurkować. Musi się do tego przygotować, prawda? Musi się czegoś nauczyć, musi poświęcić swój czas, dać coś z siebie... Ma swój jasno określony cel, ma obraną drogę, którą musi pójść, aby go osiągnąć. I to jest ok, prawda? I my tak samo podchodziliśmy do kwestii Komunii. Zwłaszcza, że zaraz na początku roku szkolnego dużo z Elizą na ten temat rozmawialiśmy, upewnialiśmy się, czy na pewno tego chce, czy wie, co z tego wynika...
Irytowały mnie więc niemiłosiernie te gadki, że te dzieci takie biedne... No serio? Biedne maluszki? Bez przesady. Może to był też dobry moment, żeby pokazać dzieciom, że nie ma nic za darmo?
A te spotkania- raz w tygodniu... To naprawdę, aż takie poświęcenie, i taki wyczyn ze strony dzieci, i nas rodziców również? Owszem, ostatnie 2-3 tygodnie przed Komunią to był armagedon, bo w pewnym momencie były trzy próby w tygodniu, no ale jak to się ma do całego roku luzu?
Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi :)

Zdaje się, że na miesiąc przed zaczęły się próby w kościele, które prowadziła pani katechetka. Dzieci dostały swoje teksty i zadania. Bardzo, ale to bardzo podobało nam się to, że każde dziecko- bez wyjątków, miało swój wkład w całą uroczystość. Nie było takiego wybierania, że ktoś ładnie czyta, ktoś ładnie śpiewa, a jeszcze ktoś inny ładnie wygląda i na pewno ładnie dygnie przed proboszczem. Wszystkie dzieci czuły się ważne, docenione i zaangażowane.

Rodzice też dostali do wyboru teksty do czytania i pewne zadania (jak na przykład wręczanie słynnego już kosza z darami)- ale tutaj- to już się podzieliliśmy, bo wiadomo nie od dziś- jedni lubią błyszczeć i brylować, inni absolutnie nie, a jeszcze inni uwielbiają kokietować, że oni wcale nie chcieli, no ale jak już nikt nie chce tego czytać, no to oni już to zrobią... Ja zdecydowanie byłam w obozie "nie udzielającym się i nie wychylającym się" :) I dobrze mi z tym :)

W październiku, kiedy zaczęły się te spotkanie w kościele, została także poruszona kwestia finansowa, bo jak pewnie większość z Was już wie, albo się domyśla- Komunia z całą pewnością nie jest za darmo :) Jednak pozwólcie, że zagadnienie: "Ile kosztuje Pierwsza Komunia Święta" zostawię sobie na osobny post :) Zdradzę tylko, że u nas od lat praktykuje się co miesięczne składki. A na koniec i tak zawsze okazuje się, że na coś tam brakuje...

W międzyczasie został nam wręczony katalog z albami, opatrzony uwagą, że do wyboru mamy tylko wzory od 1 do 5... No cóż- tu mogłabym właściwie osobny post napisać co ja o tym sądzę... I nie- generalnie nie mam nic przeciwko albom. Nie mam też nic przeciwko temu, aby wszystkie dzieci wyglądały tak samo... I tak- jestem też za tym, żeby z dwojga złego stawiać na skromność, niż na przepych, ale... Z drugiej strony- dlaczego sugeruje się, że jeżeli dziewczynka pójdzie ubrana w ładną sukienkę, to nie przyjmie Pana Jezusa do serca z taką samą powagą i świadomością, jak jej koleżanka ubrana w albę? Dlaczego, gdzieś tam między wierszami, czuję, że to będzie uważane za mniej wartościowe? Czy to nie jest robienie z takiej 9latki pustej, infantylnej lali, która już z założenia nie może ładnie wyglądać i być jednocześnie mądrą, dojrzałą do tego sakramentu dziewczynką? Przesadzam? Być może, ale tak to właśnie wszystko odebrałam.

I tak- gdyby któraś z tych alb zaproponowanych w tym konkretnym katalogu nam się spodobała, to nie byłoby problemu- kupilibyśmy ją. No ale niestety. Dla mnie były one paskudne, a naprawdę nie widziałam żadnego powodu, dla którego moja córka nie miałaby w tym dniu wyglądać ładnie. Powiem więcej- uważam, że nawet gdyby poszła w sukni wysadzanej diamentami, to także niczego by nie zmieniało- Eliza wiedziała co i kto jest w tym dniu najważniejszy. Była bardzo dobrze przygotowana do tego sakramentu, i żaden strój, fryzura, czy buty na minimalnym obcasiku tego nie umniejszały.

Tak, wyłamaliśmy się i kupiliśmy Jej sukienkę. Do bólu prostą, z hostią na klatce piersiowej, skromną i jednocześnie bardzo dziewczęcą.

I jak się okazało- nie my jedni. Czasami warto mieć swoje zdanie. A ja, szczególnie nie lubię, gdy mi się coś narzuca. Chociaż- jak czas pokazał, ksiądz nie robił żadnego problemu z powodu ubioru dzieci, więc może warto było poszukać gdzieś dalej, niż poza tym jednym katalogiem...

W ostatnim tygodniu przed Komunią ksiądz umawiał się indywidualnie z każdym dzieckiem i Jego rodzicami, i odpytywał z tych pytań, które dzieci dostały do nauczenia. Były też do nich pytania dodatkowe- takie trochę ma myślenie, i sprawdzenie, czy dzieci aby na pewno rozumieją sens tego wszystkiego. Z Elizą na to spotkanie poszedł Marcin, i tak jak On ma naprawdę duży dystans do naszego proboszcza, tak wrócił bardzo zadowolony i mile zaskoczony atmosferą, podejściem księdza...

W piątek przed Komunią odbyło się sprzątanie kościoła przez rodziców dzieci komunijnych, i przez same dzieci również, bo zaczęło się od jednej dziewczynki, która przyszła z mamą, i już po chwili były prawie wszystkie dzieciaki :) Fajne i miłe to było. No i dzieci czuły się takie ważne, zaangażowane, bo to przecież dla Nich to sprzątanie, to Ich święto...

W sobotę z samego rana była próba generalna z udziałem dzieci i rodziców, a po niej pierwsza spowiedź. A potem wielkie oczekiwanie na niedzielę ;)

Ufff- no to w skrócie to by było na tyle :)







15 komentarzy:

  1. Uff, to ja przyznam, że u nas tych przygotowań było zdecydowanie mniej. Mieliśmy może z 5 prób przed samą komunią i tylko modlitwy do zaliczenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe jak to bedzie u nas? Za rok Komunie ma starszy syn mojej przyjaciółki M. więc dowiem sie jak to wygłąda teraz w naszej parafii. Ale wiem, że dzieci przygotowują sie 2lata naprzód, bo Mateusz już od września chodzi raz w tyg. na nauki i przygotowanie do Komunii, a to wydarzenie dopiero ma za rok (od teraz) także nieźle..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Eliza wyglądała ślicznie :-) A przyjęcie komunijne robiliście w domu u siebie czy w lokalu?

      Usuń
  3. Ślicznie wyglądacie :)
    Ja pamiętam że tych pytań uczyliśmy się mnóstwo i tak teraz po latach zastanawiam się po co, bo nic nie pamiętam :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Super bucikowe zdjecie :))
    Dobrze, ze to jednak juz za Wami- do Lilci moze sie jeszcze duzo zmienic,a Ty juz na luzie, jako wprawiona mama podejdziesz do tematu.
    Pokoleniowe zdjecie kobietek- super!!
    Ps. widze, ze znalazlas pasujaca sukienke? ;) Pieknie!!
    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Eliza wyglądała skromnie, a zarazem pięknie.
    Mama, babcia i siostra też śliczne.
    Czytając o przygotowaniach aż się zmęczyłam. Podejrzewam, że dawno temu u mnie było podobnie. Wzięło mnie na wspomnienia. Modlitw było sporo. Poległam na 5 przykazaniach kościelnych. Teraz też bym miała problem, bo z tego, co kojarzę to się nieco zmieniły. Najgorszy probem moja mama miała z sukienką dla mnie. Byłam tak drobna, że nie było szansy kupić. Ostatecznie miałąm sukienkę przeszytą z sukienki ślubnej mojej cioci. Najbardziej cierpiałam, że nie mam koła na dole, jak inne dziewczynki. Ale chyba wyglądałam dobrze.
    Dobrej pogody do działkowania

    OdpowiedzUsuń
  6. Wyczytałam od deski do deski! Ważne to informacje :) wiadome, ze bywa inaczej ale info i tak przydatne:)
    Co do ubioru zgadzam się z Tobą. I najważniejsze - nauka wszystkiego - myślę, że to bardzo ważne, bo to nie piękne wyglądanie jest najważniejsze, choć równie ważne ale właśnie przygotowanie , zrozumienie.. :)
    Czekam na Kosztorys :D buziaki Kochana.
    Ślicznie wyglądałyście! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja siostrzenica ma 31.05 przyjęcie i moja siostra już od początku na coś ciągle narzeka. Najlepiej, żeby nic nie musiała robić, nigdzie chodzić. I taki przykład daje małej. Bo przy niej wypowiada się na te tematy. A mnie szlag trafia jak to słyszę. Niektóre matki to same nie dojrzały a co dopiero dzieci prowadzić w dojrzałość

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepięknie Elizka wyglądała. Mamuśko Ty chyba jakąś szybko kuracje na pozbycie się przemęczenia przeszłaś ponieważ wyglądasz że hoho tak cudnie. Wiesz co faktycznie co kościół to inny obyczaj. U nas najwięcej biegania było krótko przed komunią co ominęło moją córkę ponieważ wyruszyłyśmy do Norwegii i przyjechałyśmy na samą uroczystość. Z albami nie było wiele problemu. Matki sprawnie [ szok! ;}} ] uzgodniły jaki wzór i już. Pytań też żadnych nie było i rozmów z księdzem. Pani katechetka w fajny , przyjazny sposób uczyła modlitw i wyjaśniała istotę komunii. Rodzice sami wyrażali chęć co kto chce pomóc.
    Moja gwiazda miała albę ale pod nią kupiłam jej prostą do bólu białą sukienkę. A w dzień uroczystości mamusia Kasiunia ryczała jak bór;}}.
    Martuś teraz zasłużyłaś na mega odpoczynek więc zasuwaj na swoją działeczkę;}}}

    OdpowiedzUsuń
  9. Wyglądała ślicznie :)
    Niedługo Cie przerośnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale pieknie wygladalas ta sukinka, ten usmiech😊cudo....Eliza taka dojrzala w tej sukince komunijniej

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdjęcie butów kapitalne. ;)
    Eliza wyglądał pięknie. Oj będą się za nią chłopaki uganiać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdjęcie butów po prostu genialne - idealnie oddaje podnioslosc chwili ;) Widze,ze u Was przygotowania do komunii to naprawdę poważna sprawa... Za moich czasów też były próby itp. ale chyba jednak nie aż tyle...

    OdpowiedzUsuń
  13. Przepięknie wyglądała - naprawdę!

    OdpowiedzUsuń
  14. Przerazilas mnie tymi wszystkimi przygotowaniami, akcjami i cała organizacją. Doskonale pamiętam swoją komunię i mojej siostry 10 lat pozniej i zawsze mi się zdawało, że tak będą wyglądać zawsze wszystkie komunie i przygotowania do nich :-) A to widzę, że być może nic z tego:-) Nie wiem, jak jest u nas w parafii i by się dowiedzieć mam jeszcze kilka lat, więc mam nadzieję, że będzie prościej ;-) Dziewczyny przepiękne! serdeczne pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!