Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 18 maja 2015

Spieszę donieść...

No nie wiem- albo będziecie rozczarowane, albo odetchniecie z ulgą (jak ja), ale cyrku/szopki/festiwalu prezentów nie było. I dobrze! Rodzice, bo raczej nie sądzę, żeby dzieci, podeszli do sprawy raczej z dużą dozą rozsądku, i owszem, ktoś tam przyprowadził rower, ktoś przyniósł telefon, ale w większości święcone były pamiątki i medaliki.

I tak sobie tylko myślę, bo po piątkowym zagotowaniu się, straciłam chyba chwilowo zdolność trzeźwej oceny sytuacji- przecież cały ten pomysł zupełnie nie pasuje mi do naszego proboszcza! Nie, nie- daleka jestem od stawania w Jego obronie (bardzo specyficzna postać), ale taka inicjatywa to naprawdę mocno nie w Jego stylu. A, że ja zazwyczaj nie lubię nie wiedzieć, no to stworzyłam sobie własną teorię tej tradycji :) Czy jest ona prawdziwa? To akurat zamierzam sprawdzić w najbliższym czasie. Mianowicie, wymyśliłam, że skoro większość mam (bo z wrodzoną dociekliwością przepytałam na tę okoliczność jeszcze kilka z Nich) jako jedyny słuszny argument podało mi ten, traktujący o tym, że "tak zawsze tu było", a my mieszkamy tu raptem niecałe 10lat (proboszcz "urzęduje" tu dłużej niż my mieszkamy), czyli ta tradycja musiała narodzić się dużo wcześniej. A co dzieci wtedy dostawały na Komunię? No pewnie znacznie częściej niż teraz, właśnie medaliki, Pismo Święte itp... Z czasem te prezenty zaczęły się zmieniać, a zwyczaj ich święcenia pozostał... Tak to widzę :)

Pewnie, że jeżeli mam rację, to proboszcz mógłby zaznaczyć, że jeśli ktoś ma ochotę poświęcić medalik, biblię czy jakąś pamiątkę, to może ją przynieść tego i tego dnia, bo jak wiemy- niektórzy biorą wszystko dosłownie, i jeśli pada hasło: przynosimy prezenty do poświęcenia, no to przynosimy je... wszystkie.

W każdym razie- to już za nami. Podobnie jak biały tydzień. Teraz pora żebym skoncentrowała się na czymś innym... na przykład na działce :) Bo mimo, że owszem- regularnie tam z Lilą bywałyśmy, i fotki również tu "wrzucałam", to zrobienie ich tak, żeby nie ujawniać (całego) stanu faktycznego- było już nie lada wyzwaniem... A sytuacja na działce w rzeczywistości wygląda tak, że trawy nawet jeszcze w tym roku nie skosiliśmy... Nowa beczka na wodę leży gdzieś pod płotem... Chwasty rosną sobie w najlepsze... Kwiaty, które miałam poprzesadzać, nadal rosną tam, gdzie rosnąć nie powinny...

Tulipany późne pełne- moje zeszłoroczne odkrycie... mój hit :)





Ewa, Ania- Wasze zeszłoroczne przesyłki mają się świetnie, co (mam nadzieję) dobrze widać :)


Jednak od dzisiaj- pełna mobilizacja :)
W weekend mieliśmy jeszcze gości ze Skierniewic- moją chrzestną z wnuczką, także miło spędziliśmy czas. Powiedziałabym nawet, że miło i pożytecznie, ponieważ akurat w weekend odbywał się na Wałach Chrobrego kolejny już kiermasz "Pamiętajcie o ogrodach", na który w końcu udało mi się dotrzeć. Co roku coś stawało na przeszkodzie- a to Marcina nie było w Szczecinie, a to wszyscy wyjechaliśmy... I nie powiem- zawsze jakiś tam żal czułam, bo uwielbiam takie imprezy: z jednej strony kwiaty/drzewka/krzewy, które kocham, z drugiej: stragany z regionalnym jedzeniem, dobra kawa, atrakcje dla dzieci... Cóż- tym razem udało nam się tylko tam być i nawet kupić to, na czym mi zależało (dalie, mieczyki, lilie, hortensje), Eliza zjadła w biegu oscypka, Lila dostała balonika i... już musieliśmy uciekać, bo raz, że Marcin musiał jechać na sędziowanie (tak, tak :P), dwa- pogoda, a konkretnie wiatr nie sprzyjał dłuższemu chodzeniu, a trzy- tyle ludzi kontra mała Lilka- kiepska sprawa.

"Moi" nadciągają :)



Także w sobotę obkupiłam się w cebule, kłącza i inne zielsko- jak to skwitował mój brat, a w niedzielę już tylko się gościliśmy. Miło było, jednak przy gościach zawsze jest tak jakoś inaczej- fajna odskocznia jednym słowem :)

Mam też kilka pomysłów co do balkonu, ale że to wymaga już zaangażowania pana Marcina, to może w przyszłym roku pokażę Wam efekty :) Chyba, że któraś z Was nauczy mnie kłaść kafelki na balkonie, bo materiały mam- leżą sobie spokojnie, zajmują miejsce, i czekają na swoją kolej :) Marzy mi się też drabina na kwiaty. Biała, z kolorowymi doniczkami... A w tych doniczkach koniecznie (między innymi) maciejka, żeby mi wieczorem pachniała, jak usiądę sobie przy moim balkonowym stoliku... Ach, no tak... Stolik to też na razie w sferze marzeń i planów ;)

Z nowości jeszcze tylko dodam- potyczki językowe Lilki. Nasza gaduła, którą się tak zachwycałyście, ma od jakiegoś czasu problem z czasami. To podobnie jak ja w angielskim :)
I tak na przykład brzmią Jej rozmowy z tatą:

"Będziesz jadłeś z nami obiadek?"
"Będziesz jechałeś do babci autem?"

Gdzie najlepiej smakuje serek? Wiadomo- na działce :)




16 komentarzy:

  1. Co ty narzekasz tyle na stan waszej działki?? Przeciez ładnie macie i kwiatki super, a bedzie wkrotce (jestem pewna) jeszcze ładniej i kolorowo :-) Cierpliwosci nie wszystko od razu. My tez mamy jeszcze sporo do zrobienia i sporo planow, ale wszystkiego nie damy rady zrobic/kupic w tym roku.

    OdpowiedzUsuń
  2. :D :D
    Mój mąż też fajnie kombinuje zdania:
    - Ja ci to powieł! = ja ci to mówiłem
    - Ta programa jest najciekawa = ten program jest najciekawszy
    - Wieh to! = wiedziałem o tym

    (i on jest przekonany, że mówi po polsku :D :D :D )

    OdpowiedzUsuń
  3. Drabinka z kwiatkami to super pomysł. Fajnie, ze macie takie miejsce gdzie możecie sie porelaksować. Daleko to od Was?

    OdpowiedzUsuń
  4. fantastycznie masz na działce :) ta ilość kolorów nastraja optymistycznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. O, to widzę, że Lilcia osiągnęła poziom H. ;-) Nie, no dobra, nie będę umniejszać mężowskich umiejętności, bo jeszcze wyczai gdzieś z toalety mój komentarz i opierdal gotowy ;-)

    Uff... jak dobrze, że komunijny armagedon już za Wami. Normalnie czuję ulgę razem z Tobą :) A powiedz, Martuś, faktycznie zdarzyły się quady albo kucyki? :) Tak z ciekawosci pytam, bo choć wiem, że głupota ludzka nie zna granic to jednak tak trudno uwierzyć :D
    Kwiaty fenomenalne. Pomysł na drabinkę również. Aż ze smutkiem spoglądam na mój naprawdę spory balkon, na którym stoi nawet całkiem duża donica. Ale obiecałam już sobie, że dopóki nie przeprowadzimy się pod "adres ostateczny" koniec z urządzaniem jakiegokolwiek balkonu! Za każdym razem, gdy w pocie czoła (a nawet i z ciążowym brzucholem) urządzę, posprzątam, posadzę, popodlewam i wszystko ładnie wyrośnie to nadchodzi przeprowadzka i zostawiam komuś obcemu taki fajny prezent...

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepięknie u Ciebie wiosenka się rozwija na działce. Co tam trawa nieskoszona, pięknie kwiatki rosną i cieszą oko;}. Teraz będę jędzą;}}}- huura nie jestem sama z niezrobionym balkonem;}}}. Póki co w słoneczny dzień siadam na tej paskudzie i udaje że mam pałacyk balkonowy;}}.
    Jeżeli chodzi o święcenie prezentów to myślę że rodzice wykazali się rozsądkiem. U mojej starszej ksiądz zapowiadał że jeśli dzieci dostaną medaliki to w dzień komunii będzie święcił.
    Mnie się podobają takie zdania pokręcone. Pokićkane ale wiecie o co chodzi;}}

    OdpowiedzUsuń
  7. To ja odetchnęłam z ulgą. Jak dobrze, że rodzice zachowali się jak należy. A rowery, rolki i inne sprzęty jeżdżące można poświęcić na świętego Krzysztofa.
    A działeczkę macie piękną. Lila może być na świeżym powietrzu, a Ty masz okazję się zrelaksować. Dla mnie dłubanie w ziemi to opdoczynek. Jakiś czas mieliśmy kawałek działki, ale z warzywakami. Teraz byłyby jak znalazł dla Maluszka. Niestety 50 km robi swoje, a mama już sama nie da rady.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak już mówiłam u mnie ogród też w sferze marzeń ;) także trzymam kciuki za nas obie:) jak nas przenocujecie to mój mąż Ci położy kafelki ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. A u nas w ogole serek ostatnio nie smakuje i nie wiem, co się odwiedziało :(
    Pięknie masz na działce :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Martuś masz cudna działkę:-) Co do komunii to dobrze, że już wszystko za Tobą, ale i tak napiszę: nie stresuj się tak wszystkim. Szkoda zdrowia:-) Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że ta tradycja z prezentami do poświęcenia to tak jak mówisz. U nas też święci się po komunii medaliki :)
    Lili jest słodka! Zjadło by się tą malutką Przytulankę! :*
    Zdjęcia cudowne jak zwykle :)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  12. Moje 7 letnie dziecko do dzisiaj mówi ze idzie,,śpić,, albo się,,wyśpiłem.Podziwiam zapał do pracy na działce moje zaangażowanie w tym temacie to skoszenie trawy jeśli cokolwiek posadzę i tak mi nie rośnie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo mi miło, że rośnie! To najważniejsze.
    To jak się tak obkupiłaś to ja czekam na rewanż w postaci kwiatków.
    Co do układania płytek, powiem Ci, że to nie żadna logika. Mieszasz klej i układasz równo. Jakbyś na prawdę chciała to zobacz sobie na YT jest pełno filmików instruktażowych.
    I może zaskoczysz swojego Pana jak zobaczy położone płytki.
    Ja to muszę się nauczyć obchodzić z piłą motorową to sobie sama altankę zbiję! Bo nie wiadomo kiedy M się za to weźmie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I zapraszam do mnie na konkurs, bo aż wstyd Marta! Czy moje zadanie aby za trudne?

      Usuń
  14. Pieknie musi wyglądać wasza działeczka :)

    OdpowiedzUsuń
  15. A wiesz, ze i ja tak potem sobie na spokojnie pomyslałam, że z tym prezentami to jakiaś zaszła tradycja, kiedy to jeszcze głównym upominkiem był medalik czy pismo święte, tylko, że rodzice przestali myśleć i zaczęli brac pod uwagę te inne prezenty również. Tylko, tak jak piszesz, czemu ksiądz wyraźnie tego nie podkreśla, o co chodzi. No nie ważne, dobrze, że nie było festynu na mszy, Ci co przyszli z rowerem, może choć trochę zrozumieli jaki był zamysł ;)

    Życzę i czekam na fotki z pięknego balkonu :) Działeczka z czasem napewno wypięknieje, już swa naturalnością zachwyca, tyle tam pięknych kwitnień, no i serek najlepszy tylko tam ;)

    Gadułka przesłodka - w końcu język polski do łatwych nie należy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!