Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 15 czerwca 2015

A po szpitalu...

... wszystko wróciło do normy. Niestety. Odzyskałam moją wiecznie naburmuszoną, pyskatą i nadąsaną córkę. W zasadzie to już w czwartek w szpitalu, na kilka godzin przed wyjściem, zaczęło się: "Po co tu w ogóle jestem?", "Przecież ja jestem zdrowa!" i tak dalej, i tak dalej... Rozumiem... naprawdę rozumiem, że Jej się nudziło, tylko, że jak zwykle, jak we wszystkim, musiała być najmądrzejsza. Ile można tłumaczyć, że skoro wylądowała w szpitalu, to z jakiegoś konkretnego powodu, a nie dlatego, że ktoś chciał Jej zrobić na złość!!!

W każdym razie...
W czwartek, tak jak Wam pisałam, wypisali nas do domu. Trafiliśmy na bardzo fajną doktor prowadzącą. Wszystko zależało od wyniku czwartkowego usg, na którym udało mi się być z Elizą. Pani doktor dla pewności, kiedy sama obejrzała już płuca Elizy, poprosiła jeszcze koleżankę o zweryfikowanie Jej diagnozy, i tym sposobem obie orzekły, że mieliśmy do czynienia z wirusowym zapaleniem oskrzeli. Ufff...

Eliza dostała pozwolenie na wychodzenie z psem, z zaznaczeniem, żeby to nie było wspólne bieganie :) I o dziwo, pani doktor pozwoliła Jej także przystąpić do sobotniego egzaminu z karate. Ja co prawda spisałam już ten egzamin na straty- no bo jak to- w niespełna dwa dni po wyjściu ze szpitala? 1,5godziny ćwiczeń? W dodatku Eliza z różnych powodów sporo zajęć opuściła w ostatnim czasie, także zastanawiałam się, jak by Jej ewentualnie poszło...


Szczęśliwie okazało się, że egzamin nie wyczerpał Elizy, a poszło Jej doskonale! Jestem z Niej taka dumna <3 I co ciekawe, w ostatniej chwili, nasze dziecko jednak zdecydowało się na wyjazd na obóz karate... Miała farta, bo jeden z chłopców zrezygnował. A do mnie to jeszcze nie dociera, i obawiam się, że jak już dotrze, to będzie pozamiatane...

Wspominane spacery z Miśkiem odbywaliśmy tylko na działkę- pech chciał, że Elizy wyjście ze szpitala zbiegło się z upałami, także pogoda średnio dobra i dla Elizy, i dla Miśka. Korzystając z faktu, że na działce mamy trochę cienia, oddawaliśmy się błogiemu lenistwu- do południa same, popołudniu z tatą, a w weekend grillując z resztą rodziny :)





Uwielbiam tą ostatnią fotkę :)

A tu już popołudnie z tatą...




I wiecie co? Tego dnia, siedząc sobie po obiedzie na działce, poczułam niewyobrażalną wdzięczność za to, że ją mamy. Tak blisko domu! Tak jeszcze nieidealną, i z tyloma rzeczami do zrobienia... Jednak sam fakt, że w każdej chwili możemy właśnie wziąć koc, arbuza, nie wiem- kawę w termos, ciasto i pójść sobie posiedzieć... Normalnie: tyyyyyyyle wygrać!

W sobotę po egzaminie z karate zapadła spontaniczna decyzja o grillu. Podjechaliśmy jeszcze na chwilę na regaty, które w ten weekend odbywały się w Szczecinie, a potem biegiem- na działkę :)




Zdjęcie pt. "Znajdź psa"... A ja myślałam, że on tak z nami na działkę lubi chodzić... Że to dla nas...
Całe popołudnie spędził na pilnowaniu grilla i żebraniu :P


W związku z tym, że tak jak wspominałam, w naszym mieście odbywały się akurat regaty, mieliśmy z Marcinem wyskoczyć sobie na nie jeszcze wieczorem... Normalnie prawie randka- ja i mąż w jednym czasie na mieście, po zmroku... Szok w trampkach.

Na planach się skończyło, bo... Po pierwsze- tata jednak uległ Elizie i pojechała z nami (miał być pokaz fajerwerków), po drugie- mniej więcej w połowie drogi zaczęło mocno padać i grzmieć. Szybki telefon do mojego brata, z którym byliśmy umówieni, a który był już bliżej Wałów niż my- leje, błyska się, ogólnie masakra i oni wracają do domu...No to my też zawróciliśmy... A to był tylko przedsmak feralnej niedzieli, ale o tym następnym razem...

49 komentarzy:

  1. Masz racje działki są fantastyczne. Ja też zawsze chętnie jadę na działkę do moich rodziców. Tam jest po prostu nieziemsko.
    ps zdrówka dla Elizki zyczę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy!
      Oj tak, taki relaks to ja lubię :)

      Usuń
  2. Kurcze a wszystko się tak sielsko zapowiadało .
    Koniec szpitala, egzamin i to zdany , piękna pogoda , działeczka , arbuz , grill...

    Zdjecia dziewczynek obłędne. Zwłaszcza te z plecakami !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, też mi się ono podoba. No widzisz Anetka, nie może być za fajnie chyba...
      Buziaki!

      Usuń
  3. Ależ ten Misiek słodki :) Nie mogę się napatrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, słodziak nasz. Ale charakter ma :)

      Usuń
  4. Te bloki tam na zdjęciach to tam mieszkacie? To faktycznie bardzo bliziutko działki. Bardzo fajnie,bo wiesz, jak ktoś mieszka w bloku to często czuje się zamknięty, że ma ograniczoną przestrzeń. A tak jak można wyjść na swoją działkę to naprawdę wielki skarb.
    My też mamy działkę. Mieszkamy w bloku w mieście, ale poza miastem mamy dom, wprawdzie stary jak świat, ale ma ogromny ogródek. Mój mąż to straszny działkowicz i codziennie coś tam dłubie przy krzaczkach i warzywach. Mamy całe mnóstwo warzywek, owoców, posadził też różne drzewa, granaty, kiwi, czereśnie. Zrobił mi też "polski zakątek" - mianowicie zasadził 2 lata temu (w tym roku zbieramy plony!) truskawki, borówki, agrest i porzeczki. A to w Bułgarii strasznie egzotyczne owoce. Takie z północy. Nikt nie ma, ale też nikt nie lubi za bardzo. Takiego sząłu truskawkowego tu nie ma (tu jest szał arbuzowo-melonowy), a z kolei porzeczki nikomu nie smakują, mówią że kwaśne. Ja tam się cieszę, bo uwielbiam i jest to coś, za czym nie muszę tęsknić :) Poza tym mamy tam nasze ogromne psy :) No... to tyle o naszej działce, do tej pory Ci chyba o niej nie opowiadałam...

    Cieszę się, że wsyzstko wracado normy, że Eliza miała dobre wyniki badań, że wszystko skonczylo się pomyślnie :)
    Tego Wam życzę jak najwięcej - spokoju i zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Malwinko, to dokładnie nasz blok, także naprawdę rzut beretem.
      Taki dom z ogrodem to musi być bajka, nawet jeśli stary, to jednak stwarza tyle możliwości na przyszłość! I na pewno ma jakąś swoją historię.
      Co do Hristo to super. U nas też bardzo dużo panów bierze się za sadzenie i w ogóle bardzo się w te kwestie roślinne, że tak to ujmę, angażuje. Mój Marcin do tego nigdy nie dojrzeje :) On by chciał mieć samą trawę, ewentualnie jakieś drzewko owocowe, grilla, wędzarnie i tyle :)
      Bardzo fajnie, że Hristo i o Tobie pomyślał! Cieszę się, że mi o tym napisałaś!
      O tak- zdrówka i spokoju nam wszystkim!

      Usuń
  5. Z przyjemnoscia obejrzalam super zdjecia :) Dziewczynki wymiataja- Lilcia zmienia sie z bobasa na tzw. " male dziecko", dorosleja panienki :)
    Dzialeczki zazdroszcze, mam ogrod przed domem, przychodzi ogrodnik, za ktorego place grube pieniadze....ale tych wypielegnowanych trawnikow nawet nie depcze :(
    Piesiu super- caly czas czekam jeszcze na post- jak on do was trafil?? Przegapilam cos???
    Usciski :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda Kochana, Marcin też ostatnio mówił, że Ona jest już takim przedszkolakiem, a nie maluszkiem :( I tylko mi trochę żal.
      Nie, nie- jeszcze nie pisałam jak Misiek się u nas znalazł, ale zrobię to, na pewno! Tylko, że to długa historia, więc muszę mieć czas :)
      Buziaki

      Usuń
  6. Ale u Was sie pozmienialo, macie psiaka wspaniale. Moj syn poki co pyta co rusz czy mozemy miec psa, niewiem kiedy wymiekne i w kocu sie zgodze ;)
    Fajna ta wasza dzialka, relaks rodzinny na lonie natury jest jak najbardziej wskazany.
    Sciskam Was! Zdrowia dla Elizy.
    Apropos randki mam nadzieje, ze wypali nastepnym razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Anetko, mamy, prawie miesiąc, niedługo napiszę jak się u nas znalazł.
      Na kolejną możliwość randki, to pewnie wieki przyjdzie mi znowu czekać... Ach, już nawet nie komentuję, bo co to zmieni. Tylko dom, dzieci, i ja-mama.
      Buziaki!

      Usuń
  7. Oj działo się u was. Gratulacje dla Elizy.Obóz karate a cóż to takiego opcja na wakacje i beż rodziców?? W końcu było parę ładnych dni na grilowanie ja mam dwa takie psy głodomory też pilnują aż im coś spadnie i nie ważne ze przed chwila jadły. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! Tak, to wyjazd bez rodziców. Eliza jedzie z moją mamą dopiero w drugiej połowie sierpnia, także siedziała by całe wakacje na osiedlu... A tak, chociaż 10dni minie Jej fajnie- mam nadzieję :)
      No ten nasz Misiek to wszystko zje, muszę go pilnować, bo masakra z tym jego apetytem... A już na spacerach, to w ogóle :(

      Usuń
  8. Lubilam jezdzic na dzialke jak bylam mloda. Gratulacje dla Elizy!dobrze,ze zdrowa ! Mialas opisac historie z pieskiem... napisz jak znajdzissz czas. Ciekawa jestem jak sie u Was znalazl..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miniu napiszę, ale to jest długa historia, także muszę mieć czas, a że cały czas dzieje się coś nowego, no to widzisz- nie mam póki co kiedy. Ale napiszę- na pewno.

      Usuń
  9. Prawie randka hehe aura za Was zdecydowała nawet jakbyście się rodzice pozbyli na ten czas Elizy. No i weź tu planuj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu, ja uważałam, że powinna zostać w domu, bo tego dnia i tak miała sporo wrażeń: egzamin, grill... a to jednak zaraz po szpitalu. No ale tata jest za miękki wafel :)
      Planuj przy dzieciach? Nie ma szans...

      Usuń
  10. Fajnie, że Eliza już w domu - i że obyło się bez dłuższego pobytu w szpitalnych murach :) A karate też super sprawa - Córa na pewno nie da sobie w kaszę nadmuchać i będzie potrafiła się obronić, jeśli zajdzie taka potrzeba :) Pozdrowienia dla Działkowiczów :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą myślą w ogóle Ją na karate zapisaliśmy, bo to był bardziej nasz pomysł niż Jej, ale wciągnęła się, podoba się Jej, więc mam nadzieję, że i w większą pasję z czasem to się przerodzi. Oby :)
      Oj tak- szpitalom już naprawdę dziękujemy!
      Buziaki

      Usuń
  11. zdjęcia jak zawsze cudne. A taki kawałek zieleni to raj :) dobrze że Psiurek się znalazł:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Ania, nic mi nie mów- mało zawału nie dostałam :(
      Za nic w świecie bym już tego kawałka zieleni nie oddała :)
      Buziaki Kochana!

      Usuń
  12. Działki są fajne . Ja mieszkam na wsi cale życie i mam olbrzymią dzialke no tak prawie hektar. Jest troche pracy ale nie zamienilabym wsi na miasto. Pomidory u Ciebie chyba widzę ,ja tez sądzę,pielęgnuje. Cieszy mnie to. Psa tez mam podobnego nawet do Twojego,takie 4 dziecko nasze . No ale bliskości morza to naprawdę zazdroszczę .Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do ślubu mieszkałam w centrum miasta, od 10lat jesteśmy na obrzeżach i w życiu nie wyobrażam sobie powrotu do centrum, także chyba rozumiem ten mechanizm :)
      No fakt- przy takiej powierzchni masz co robić, ale ile przy tym radości, jak ktoś lubi!
      Tak, mamy pomidorki- zwykłe i cherry, ale to mojej mamy robota :)
      Bliskość morza... Hmmm, pisałam już kiedyś- ja bym się zamieniła na bliskość gór. Nad morze w sezonie to dojechać od nas- koszmar :)
      Pozdrawiam
      P.s. Co do psa to się zgadzam- jak kolejne dziecko :)

      Usuń
    2. To jeszcze z mężem to mam 5 dzieci hehe,a to mozemy sie zamienić bo ja bliżej gór właśnie a nad morze to jadę z przyczepą kampingową nawet 14 godzin z przerwami oczywiście,masakra

      Usuń
    3. To ja sie chętnie zamienię do zakopca mam 210 km a nad morze z przyczepą kampingową to nawet 14 godzin z przerwami jedziemy,masakra ale wolimy teraz morze bo dawniej ( znaczy 20 lat temu) chodziliśmy troche po górach.Teraz niestety ogladam czasem śpiącego rycerza z okien kliniki ortopedii bo z córką tam bywam. A pies no i hm..mąż to dzieci 😉dodatkowe :)

      Usuń
    4. O raaaany, 14godzin to rzeczywiście brzmi przerażająco! A co wakacje jeździcie nad polskie morze?

      Usuń
    5. W tamtym roku nigdzie nie byliśmy niestety,a tak to raczej co rok nasze morze. Teraz będziemy jechać krócej bo znajomi zarezerwowali domek i nie targamy przyczepy. Co roku zmieniamy miejsce,wybieramy te mniejsze miejscowości bo tańsze kapie. Teraz w planach Trzęsacz

      Usuń
  13. Ta wasza działka to cud malina :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do cud malina to Gosiu daleko, ale z tymi działkami to jest dłuższa historia... W każdym razie u nas największym problemem jest ziemia- w większości u nas mamy po prostu piach i to jest masakra. No ale- wszystko z czasem.
      Pozdrawiamy

      Usuń
  14. Taaak działka to jest to! :-) Super, ze Eliza juz zdrowa i gratulacje dla niej zdanego egzaminu. Czekam na ciag dalszy opowiesci o weekendzie, bo zapowiada sie ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Inesko. No tak jak pisałam- niedziela była okropna, ale o tym niedługo- w wolnej chwili.
      Buziaki

      Usuń
  15. Zazdroszcze dzialeczki:-):-) kiedys to bym nawet o dzialce nie pomyslala, ale teraz chetnie bym cos porobila, posadzila, zadbala... mam troche kwiatow na blkonie,taka namiastka,ale marzy mi sie dzialka:-) moze kiedys ,aby niedlugo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy czytałaś Madziu, ale ja kiedyś kiedyś była pewna, że działki to ja NIGDY mieć nie będę- pisałam o tym nie dawno :) A teraz? Nie wyobrażam sobie, żeby jej nie było. Masz rację- balkon zawsze będzie tylko namiastką, ale ja się właśnie na nim długo realizowałam :)
      Jeśli macie jakieś oszczędności to może spróbujcie się rozejrzeć, albo puść wici, że szukacie. My szukaliśmy 3lata temu i jak na złość nie było takich, które pasowałyby nam ze względu na lokalizację. A jak były, to niebotycznie drogie.

      Usuń
  16. W wieku Elizy też chciałam trenować karate! Skończyło się na tańcu, ale tego karate do dzisiaj żałuję.
    Dobrze, że zdróweczko wróciło :-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy ja byłam w wieku Elizy, to nawet nie wiem, czy u mnie w mieście była jakaś szkółka karate :) Pewnie tak, ale wtedy to było jakieś takie niedostępne dla mnie. Moim rodzicom jakoś specjalnie nie zależało, żeby rozwijać moje pasje i zainteresowania. Mama to chyba nawet wiedziała, że takie mam, bo ojca nic nie interesowało. Wybrałam siatkówkę, bo była u nas w szkole- nikt nie musiał mnie na nią prowadzać itd...
      Pozdrawiamy serdecznie!
      Ciekawe co Czupury będą trenować :) I czy w jednym czasie nie będziecie np. w dwóch różnych końcach Krakowa, bo jeden będzie kopał piłkę, a drugi grał np. na pianinie :)

      Usuń
    2. Hehehe, rzeczywiście u nas zapowiada się na zupełnie odmienne zainteresowania. Sami wybiorą, ale karate do tej pory mnie kręci :-)
      Pozdrawiam!
      :-*

      Usuń
  17. Ej, no na tym zdjęciu ewidentnie dziewczyny Ci się z domu wyprowadzają! :)
    Tobołek na plecy i w świat! :)
    Dużo zdrówka! I SPOKOJU!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no można i tak to zdjęcie interpretować, aczkolwiek zważywszy na fakt, że zmierzają prosto w stronę domu, to mam jednak wątpliwości :)
      Ale, ale- przypomniała mi się moja i brata "ucieczka" z domu... do babci mieszkającej w tym samym mieście. A tacy byliśmy dobrze wychowani, że rodzicom nawet list zostawiliśmy, w którym poinformowaliśmy Ich, że uciekamy z domu do babci :)
      Taaaak, spokoju przede wszystkim!

      Usuń
  18. Moje łobuzy też ostatnio wszędzie z plecaczkami :D I nie muszę ich zabawek dźwigać <3

    OdpowiedzUsuń
  19. My dopiero będziemy tworzyć nasz zielony azyl. Na początek muszę się zorientować w cenie ziemi ogrodowej. Potrzebne nam będzie kilka wywrotek. :) Już nie mogę się doczekać planowania sadu, warzywniaka, budowania szklarni. Eh, dobrze jest pomarzyć...
    Zawsze lubię Twoje wpisy z działką w tle. Widać ile radości Wam ona sprawia. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Słodkie te Twoje dziewczyny. Działki blisko domu są fajne. Może też kiedyś pomyśle jak nie wyjdzie z własnym domem czy coś. Pieso słodki z tym arbuzem :D i oczywiście grill dla niego nr 1 nie ma co się dziwić! :)
    Zdjęcie jak dziewczyny idą z plecakami jest świetne! Ma w sobie to coś nad czym można przez chwilę zatrzymać się i pomyśleć - tak o, po prostu.
    Dobrze, że z Elizą już ok. Inni znajomi też są na zapalenie oskrzeli w szpitalu - chyba taka"moda" tego lata :P hehe ;)
    Żeś zakończyła- teraz czekam na ciąg dalszy! Czuję się jakbym czytała książkę :D buziaki! ;***

    OdpowiedzUsuń
  21. Ty tak narzekałaś na tą działkę a ja widzę, że u Ciebie lepiej niż u mnie! Szkoda, że nie zrobiłaś jakoś zdjęcia całości. Arbuzy, mniam. My też codziennie zajadamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, to nie tak, że narzekam, ale no właśnie- musiałabym zrobić zdjęcie całości. Spróbuję. Tam jest masa roboty jeszcze, ale to normalne, no nic samo się nie zrobi, a jak się nie ma kupy kasy, to wszystko trwa. No to czekam :) My tam mamy problem z ziemią- prawie wszędzie piach. Tu po tej stronie, gdzie robiłam fotki, to chociaż trawa jakoś rośnie, bo już po drugiej to masakra.
      Dziewczyny arbuza uwielbiają. Ja też lubię, ale dla nas zazwyczaj już nie starcza :)

      Usuń
    2. Piękne funkie!Daj mi!

      Usuń
    3. Dam, dam- tylko poczytam kiedy je rozsadzać. Gdzieś chyba czytałam, że jak się je rozsadzi, to trzeba ściąć je do wielkości 10cm, żeby korzenie mogły wykarmić roślinę, ale to muszę jeszcze poszukać. A bergenię masz? Bo ona też mi się ładnie rozrosła.

      Usuń
  22. Martuś, po raz kolejny jestem pod wrażeniem działki - pięknie tam macie! Tak sielsko - tu kwiatek, tam piesek, tu uśmiechnięte dziewczyny, tu pachnąca kiełbaska :) też tak chcę :))

    OdpowiedzUsuń
  23. Ach ten bunt :) Dobrze, ze już zdrowo, niech pyskuje, to oznaka zdrowia ;)

    Własny kawałek ziemi a nad nim nieba... nie ma nic lepszego :) Wiem co czujesz, znam tą wdzięczność :)

    Gdybyś nie wspomniała, że na zdjęciu jest pies, nie znalazłabym ;)

    Gratuluję zdanego egzaminu!

    OdpowiedzUsuń
  24. Kobieto, ale mi narobiłaś ochotę na tego grilla :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!