Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Atrakcje ostatnich dni (i jednej nocy)

Cóż... Teraz widzę, jak bardzo naiwna byłam wierząc, że po Komunii Elizy to już będzie luz totalny i zbijanie bąków, tylko kawka, opalanie na działce... Po pierwsze- stwierdzenie: "na nic nie mam czasu" uważam w przypadku mam za ponadczasowe, zawsze i wszędzie aktualne... Po drugie... Opalanie?! To może posłużę się dowodem rzeczowym, że opalanie, ba! zdjęcie kurtek- na razie na pewno nam nie grozi. Oto zdjęcie z minionej soboty, i dodam jeszcze tylko, że naprawdę nie mam zwyczaju, ani tendencji do przegrzewania dzieci:


Tiaaa- kurtka jesienna, cienka czapka i apaszka. Co ciekawe- zdążyliśmy dojść na działkę i lunęło tak, że była "akcja-ewakuacja" z którą zawsze kojarzy mi się nasza ucieczka z Morskiego Oka z małą Elizką- tamtej ulewy nic jednak nie przebije :)

No dobrze- a teraz: "ku pamięci"...
W niedzielę, 24maja mieliśmy rocznicę Komunii u Dawida. Tak, to jedna z tych chwil, kiedy człowiek myśli: "Ale serio? Już rok?!"



Niestety, dla mojej figury, zdrowia, nie wiem czego jeszcze- rachunku za prąd... "rozpiekłam się" znów na całego...




     
Każdy poradnik traktujący o tym jak postępować z Marsjaninem, mówi, żeby chwalić, chwalić i jeszcze raz chwalić... No to chwalę! Kiedy ja oddawałam się pieczeniu ciast, mój mąż poczuł zew działkowca. Nie, nie- do tego, żeby sam grzebał w ziemi, sadził marchewkę, przycinał drzewka i tak dalej, to jeszcze lata świetlne, ale... Wziął się facet do roboty, i w ten sposób mam na działce dwie pergole- jednąstojącą (oczywiście-pochwalę się nią Wam) a drugą o taką:


Tak się chłopak wczuł, że na kolanach malował... Po fakcie, odkryliśmy, że kolor "nieznacznie" odbiega od tego, w którym jest płotek... ale, że my akurat pod tym względem mamy luz, stwierdziliśmy zgodnie, że kiedyś się przemaluje i już.

W sobotę była u nas moja kuzynka z dziećmi. Spotkanie całkiem przyjemne, wymieniłyśmy poglądy o macierzyństwie, doświadczenia... Lila miała w końcu towarzystwo do zabawy na mniej więcej swoim poziomie (zabawy ze starszą o ponad 6lat siostrą różnie się jednak kończą- jeśli nie urazem, to zasłyszeniem jakiegoś "genialnego" tekstu...) i skwapliwie z tego korzystała. Na tyle skwapliwie, że kiedy zamknęłam za naszymi Gośćmi drzwi, to naszła mnie taka dogłębna refleksja, że już naprawdę wiem, dlaczego nigdy nie ciągnęło mnie aby kontynuować rodzinne tradycje i zostać nauczycielką.



Ostatni dzień maja minął nam w zasadzie nijak, za to już w nocy...
I tu mała dygresja- dziś miał w zasadzie powstać zupełnie inny post. Może niekoniecznie wpisujący się w ideę święta naszych dzieci, ale tak- ponarzekać miałam zamiar. Poskarżyć się, wyżalić... Ostrzec może nawet przed konsekwencjami długiego karmienia piersią... Tak, ja wiem- w tej kwestii pojęcie "długie karmienie" nie jest jednoznaczne. Dla mnie nasze równo dwa lata i siedem miesięcy, to jednak długo. I jestem już tym mega zmęczona. Wstyd się przyznać, ale ta duża dziewczynka z powyższych zdjęć, znowu budzi się w nocy na pierś... M-A-S-A-K-R-A!

Tak, tak- tak sobie myślałam, że to właśnie masakra jakaś z tymi nocami, że ja już nie mam siły, i w ogóle dość tego, że chyba zaraz padnę i nie wstanę...

A teraz odwołuję, odszczekuję, przepraszam, i kajam się, że w ogóle pomyślałam o jakimś skarżeniu się, narzekaniu... Pobudki na pierś w nocy to jest NIC. Nic w porównaniu do nocy, kiedy mąż non stop wymiotuje, a od 3 nad ranem dołącza do Niego właśnie Lilka... Ale żeby było "śmieszniej"- Lilka między jednym zwymiotowanie a drugim... domaga się piersi, twierdząc (jakże rozczulająco- zważywszy na porę, i stan w jakim jest Mała), że tylko cycuś Jej pomoże... I tak Dzień Dziecka przywitaliśmy jakimś paskudnym wirusem. Teraz tata śpi w jednym pokoju, Lila w drugim, a ja ziewając zastanawiam się czy my z Elizą też załapiemy to ustrojstwo :(

Za oknem chmury, zimnica i deszcz- pogoda zdecydowanie nie dostosowała się do dzisiejszego święta, no ale- kto by się tam przejmował. Czego życzę dziś wszystkim, w tym również moim, dzieciom? Przede wszystkim zdrowia i mnóstwo radości... Żeby kiedyś, kiedyś zawsze wspominały okres swojego dzieciństwa z uśmiechem na ustach i poczuciem, że były to naprawdę beztroskie lata.

A skoro dziś Dzień Dziecka, to może to dobra pora, żeby przedstawić Wam nasze trzecie dziecko...


Nasz adoptuś Misiek. I chociaż psim dzieckiem już nie jest (ma około 5lat) to zdecydowanie skradł serca nas wszystkich. Niektóre z Was (Anetka, Martusia) znają już historię Miśka, ale nie martwcie się- pewnie najbliższych 48postów będzie właśnie o Miśku, także i Wy wszystkiego się dowiecie :)

23 komentarze:

  1. Zdrowia dla Lilki i męża a dla Ciebie wytrwałości.Wiem co to znaczy taka maskara - jak lila była chora to tylko cycek mógł zaspokoić absolutne każde złe chwile w nocy a jakże... ja mam już dość, zrewidowałam nocne karmienie do jednego, mam bidon z cherbatą/kaszą przy łóżku zamiast i jak się uda to daję. A jak nie bo ma być: "tio daj, tio mniam" i awantura to daję. I jeszcze - o zgrozo jak jesteśmy w dzień w domu, to do zasypiania musi być przez dosłownie 3 minuty ale jednak... jak jesteśmy poza domem to zasypia bez w wózku najczęściej.
    Wytrwałości Martusia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Herbata napisałam przez "ch" o matko... :D to chyba z emocji...

      Usuń
  2. Moj na piersi nie byl, a budzil sie na mleko/picie i nie wiadomo czemu do 3r.ż. ;-) Wymiory przerabialismy niedawno (masakra) ale tylko u Młodego. Zdrowia dla twoich choruszków życze, oby szybko przeszło!

    A jeśli chodzi o pogode to u nas tez dziwna jakas. Co prawda nie jest zimno, bo ok 20stopni, ale pochmurno i zero słońca od rana :-\ Wszystkiego najlepszego dla twoich dziewczyn w dniu ich święta :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, jak fajnie że adoptowaliście psa! Bardzo dobra decyzja, mam nadzieję, że Misiek wprowadzi do Waszego życia dużo radości!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdrówka , zdrówka i jeszcze raz zdrówka dla Was wszystkich !
    Misiek - witaj na blogu .
    A z tą pogoda to jakoś tak dziwnie i nie sprawiedliwie. Ja się dziś lekko opaliłam choć zupełnie tego nie planowałam . Liczę , że i do Was słonko dotrze !

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdrówka , zdrówka i jeszcze raz zdrówka dla Was wszystkich !
    Misiek - witaj na blogu .
    A z tą pogoda to jakoś tak dziwnie i nie sprawiedliwie. Ja się dziś lekko opaliłam choć zupełnie tego nie planowałam . Liczę , że i do Was słonko dotrze !

    OdpowiedzUsuń
  6. Jaka psinka słodka :)) Ech zdrowiejcie tam, wiem jak to jest zarywać nocki... Łączę się w bólu. A co do karmienia to respect, ja się właśnie przymierzam do odstawienia. Jednak lubię się wysypiać od czasu do czasu (raz na te dwa lata...). Pozdr :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej przede wszystkim dużo zdrowia :*
    Dziewczynki pewnie piskiem zachwycone. Fajnie, że adoptowaliście, aż serce się raduje.

    OdpowiedzUsuń
  8. zdrówka:! i przepis na to ciemne ciacho poproszę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój synek też ma psa Miśka jest rudy i niewyobrażalnie głupi.Wirus panował i u nas ale wygląda ze nas ominęło.Na pogodę nie narzekam u nas dopisała.
    Ja karmiłam w nocy butelka do 6 roku życia to dopiero był koszmar wiem jak to jest nie tak łatwo przestać a im dziecko większe tym trudniej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Oby to paskudztwo jak najszybciej poszło w niepamięć. Trzymajcie się i oby i Was nie dopadło. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No i jestem nieproszona :]
    Beztroskiego życia dla Twoich dziewczynek!niech nam dzieciaczki zrowo i szczęśliwie rosną! A na czas obecny to tego zdrówka jeszcze więcej,żeby młodsza wyzdrowiała a starsza nie podłapała.
    O kurcze,to ja karmię prawie rok i wydawało mi się,że to dużo,tzn wszyscy tak komentują..

    OdpowiedzUsuń
  12. U nas dziś iście upalnie, dzień dziecka w pełnym słońcu. Zdrowia Wam życzę Kochani! Pies cudowny, niech się równie zdrowo chowa. A te ciasta.... kiedyś Cię uduszę za to kuszenie, jest prawie północ a ja marzę aby coś takiego zjeść ;)
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
  13. Marta, dużo zdrowia dla Męża i Córeczki :-) Co do pieska to gratuluję odwagi. Nam byłoby ciężko jeszcze z psem... Podziwiam Cie też z nocnym karmieniem. To bardzo uciążliwe. Nasz Tomek przestał w nocy jeść w wieku 16 miesięcy. Karinka jeszcze je, ale ona w ogóle mało je, wiec nie chcemy jej odmawiać nocnego mleka, ale już nie z piersi. Z piersi przestałam ja karmić świadomie po 10 miesiącu. Po tym odpoczęłam.

    Twoje ciasta wyglądają obłędnie!!
    Serdecznie pozdrawiam i życzę dużo cierpliwości :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zdrowka kochana!!! Mam nadzieje, ze was nie dopadlo???
    Ja taka skrzyneczke- pergolke chetnie przyjme- nawet jesli kolor nie ten :)

    OdpowiedzUsuń
  15. To się porobiło. Zdrowia dla Męża i młodszej pociechy. A pozostałą część rodziny niech to paskudztwo ominie.
    Cudny nowy czonek rodziny. Jak to adoptuś :)
    A u nas od wczoraj upały. Z domu nie wychodzimy, bo tak grzeje, a nasz Maluch raczej zimnolubny.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  16. Cieszyłam się gdy karmiłam piersią bo to taka wygoda...Nie płakałam gdy przestałam bo w końcu nie musiałam karmić w nocy. co nie zmienia faktu, ze moje nadziej na przespane noce były płonne. Młoda regularnie budzi w nocy i...wędruje do Nas...mam cichą nadzieję, że po remoncie gdy będzie miała swój pokój, swoje łóżko (na razie wciąż śpi na dwóch materacach) będzie przychodzić do Nas ale...rano... Bo moje marzenia o sypialnie chyba pal licho...
    Ja umierałam tydzień temu na zapalenie zatok - za późno wzięłam leki na alergię i się zawaliłam...oczywiście zaraziłam całą rodzinę..ogolnie jest "bosko"...

    OdpowiedzUsuń
  17. Wracam z wieksza iloscia czasu na zostawienie "porzadnego" komentarza. Bo posta przeczytalam zaraz po pojawieniu sie. :)
    Jak zobaczylam zdjecie Elizy z Miskiem, malo z krzesla nie spadlam! Szok! :) Myslalam, ze raczej wezmiecie szczeniaczka i to bardziej na jesien! Ale to pieknie, ze Misiek jest adoptowany. Ja zawsze w pierwszej kolejnosci sklanialam sie ku przygarnieciu psiaka ze schroniska, ale M. jest przeciwny. Twierdzi, ze taki piesek, raz juz porzucony, jest niewiadomego pochodzenia i z niewiadomymi przezyciami i do domu z malymi dziecmi sie nie nadaje. :/ Kiedy zdecydowalismy sie na Maye mu uleglam, ale ciagle sie odgrazam, ze kiedys, jak dzieci podrosna, to tego wymarzonego jamniczka wezme ze schroniska i mnie nie powstrzyma! :D A taki 5-letni psiak przynajmniej jest juz nieco spokojniejszy, bo nasza Maya to wariatka. Lata, skacze, zrywa sie znienacka i ciagle zwala dzieciaki z nog. :)
    Patrzac na zdjecie Lili na rowerku, zrobilo mi sie zimno. Szczegolnie, ze dzis rano sama ubralam Potworkom nie tylko bluzy, ale i pikowane kamizelki, bo mielismy zawrotne 8 stopni...
    Patrz jakie te dzieciaki solidarne! W niedziele w nocy Nik urzadzil nam maraton co-godzinnych pobudek. Do 2 nad ranem... Powod? Katarek... Slowo daje, ze chlopcy juz od malego choruja jak na prawdziwego mezczyzne przystalo. Czyli zdychaja przy byle przeziebieniu... ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Odpowiedzi
    1. Malwinko, Misiek jest adoptusiem, kundelkiem- w schronisku tak go obstrzygli a'la sznaucer, ale prawda, że fajnie, i że mu pasuje? :)
      Malwinko- zaproszenie do Twojego bloga poproszę!!! :)

      Usuń
    2. :) Super z niego piesek! :) Bardziej przypomina sznaucera, niż mój rodowity sznaucer z krwi i kości :D
      Nie mogę się doczekać więcej psich opowieści, bo ja psy darzę jakimś szczególnym uwielbieniem i uwielbiam na nie patrzeć, o nich czytać, a przytulać, głaskać i bawić się to już w ogóle ubóstwiam. To zdecydowanie moje ulubione hobby - zabawa z psem :D

      (problem dostępu do mojego bloga już rozwiązany ;) )

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!