Mama2c

Mama2c

środa, 24 czerwca 2015

Wtorek, środa...

Miniony weekend, pod względem aktywności towarzyskiej, oraz jakiejkolwiek mobilności, był jak te flaki z olejem... Tata w pracy, auto z tatą, pogoda tragiczna... Nawet wychodzenie z Miśkiem przypominało wspinaczkę na Mount Everest, bo podobnie jak atakujący szczyt, ja również łapałam korzystne okno pogodowe. I nie, nie- nie chodziło o mnie, że moknąć nie lubię. Oczywiście- nie lubię, ale okazuje się, że pan Misiek nie lubi bardziej. O jakież było moje zdziwienie, kiedy wyszłam z nim pierwszy raz w deszczu... Wychodzimy- pada. Daję krok na przód, potem drugi, o... jakiś opór czuję- smycz się skończyła! Hrabia ani drgnął. Stoi..., nie- on się zapiera! Nie będzie w deszczu chodził i koniec.

Także weekend do jak najszybszego zapomnienia... A zważywszy na atrakcje fundowane mi przez dziewczynki, to w ogóle do wykreślenia z pamięci. Poniedziałek był dniem łapania (a raczej prób łapania) równowagi psychicznej. Za to wtorek zapowiadał się całkiem przyjemnie i dość intensywnie.

Jednak zanim przejdę do konkretów, nie mogę nie wspomnieć, że właśnie we wtorek minął miesiąc odkąd jest z nami Misiek! Bilans zysków i strat? Zdecydowanie same zyski, póki co- strat nie odnotowaliśmy. Póki co... Ale, ale- no aż tak pięknie nie jest. Oczywiście, Misiek wprowadził pewne ograniczenia- nadal nie zostawiamy go samego w domu. Na razie oswajamy jazdę autem, tak, żeby Misiek mógł nam towarzyszyć, kiedy wychodzimy.  Na resztę przyjdzie czas...





O 16 u Elizy w szkole odbywały się występy z okazji dnia rodziny.  Zważywszy na fakt, że występowały dwie klasy, a czas trwania imprezy przewidziany był na pół godziny (!!!) byliśmy z Marcinem trochę zdumieni... Co równie zadziwiające- faktycznie wszystko zamknęło się w tych 30minutach...  I taka mnie jeszcze tylko refleksja naszła, że ci ojcowie to faktycznie są dyskryminowani. U Elizy w klasie jest taki zwyczaj, że jeśli jednego roku obchodzony jest dzień mamy, to w kolejnym świętowany jest dzień rodziny... Typowego dnia taty... nie obchodzi się...





Po szkole szybko wróciliśmy do domu, zjedliśmy obiad, przebraliśmy się i pojechaliśmy na rozdanie certyfikatów z karate. Poprzednie było w grudniu, i było bardzo fajnie- ognisko, lodogryf- Eliza była zachwycona. Tym razem pogoda nas przerażała- każda strona internetowa do sprawdzania pogody, zapowiadała deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz. Czekaliśmy na informację o odwołaniu spotkania, ale... nie doczekaliśmy się jej. No to pojechaliśmy... Ognisko w deszczu? Czemu nie... 





Tak- Julcia, moja trzecia córcia, pojechała z nami :) To ostatnie przed wakacjami spotkanie dziewczynek, także chcieliśmy, żeby się sobą nacieszyły! Na zdjęciach z ogniska widoczny jest sensei Radek- czarny pas i trzeci dan... Strach się bać- dosłownie. Chociaż facet szalenie sympatyczny i wesoły.


A tu nasz tata- bohater ogniska- w deszczu piekł kiełbaski dla trzech głodnych dziewczyn :)

A po powrocie- szaleństwa dziewczynek w domu. Jak widać- motyw deszczu towarzyszył Im do końca dnia :)


Były też letnie akcenty- dziewczynki nic się nie zmieniają- nadal uwielbiają się przebierać!



A co poza tym? Zacznę od pogody, bo ta irytuje mnie chyba nawet bardziej niż dzieci :) Ja, proszę państwa, protestuję. Deszcz? Ok, trudno. W końcu i on bywa potrzebny... Ale 14stopni?! O tej porze roku? No to już jest jakaś farsa. 

I w związku z tą "fantastyczną" pogodą urlop taty, póki co, mija nam w domu :( A, że dłuższe siedzenie w domu, przy takiej pogodzie nie wróży niczego dobrego... To już się boję, co to będzie dalej. 

Dziewczyny na każdym kroku przypominają mi, że jestem mamą dwóch rozdarciuchów, ale od wczoraj prym wiedzie chyba Lila... Klasyczny bunt dwulatka... Tak klasyczny, że ja chyba klasycznie zwariuję. I chociaż na ogół pomaga mi przypomnienie sobie w myślach, że ten mały człowiek, męczy się może nawet bardziej niż my, bo zupełnie nie ogarnia tych targających nim emocji, to jednak przychodzi taka chwila jak dzisiaj, kiedy krzyczę w środku: DOŚĆ!!! I kiedy Eliza oświadczyła mi w ciągu dnia, że to ze mną chce iść dzisiaj do kościoła (zakończenie roku szkolnego)- no przyznaję- średnio się z tego wyróżnienia ucieszyłam. Miałam niecny plan oddelegowania Marcina... No ale ok, mamusia pójdzie, no problem... Natomiast, kiedy zbliżała się godzina wyjścia, a Lila była w epicentrum swojego: "NIE, NIE, NIE, WSZYSTKO NIE I <NIE> TEŻ NIE" myślałam, że do tego kościoła pobiegnę w podskokach, a po mszy zaliczę jeszcze różaniec, czerwcowe, wszystkie możliwie litanie i spowiedź życia... I kto wie, czy z rozpędu nie pójdę na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. 

Eliza oczywiście nie pomaga, bo choć miewa ludzko-siostrzane odruchu ("No nie rycz już", "Chodź ci te gluty wytrę"), najczęściej dolewa oliwy do ognia, warcząc: "Czy ona kiedyś skończy ryczeć?!", "Zamkniesz się w końcu", "Ja pierniczę, zabierzcie ją stąd"...  I niech mi tylko jeszcze raz ktoś powie, albo napisze, że kiedyś będę się z tego śmiała, to serio- zaproszę na wakacje do nas :) W programie emocjonalny survival :)

Żeby jednak nie było, że TYLKO narzekam (no dobra- sama wiem, że ostatnio naprawdę TYLKO narzekam, no ale co zrobić- taki czas), dodam, że Lila nawet w trakcie mega jazdy z siostrą, odzywa się do niej nie inaczej, jak "Elizko". Słodka jest przy tym niesamowicie, szczególnie, kiedy deklaruje: "Ty jedna Elizko, zaraz cie ubije i polecisz". Co do deklaracji, że "polecisz", to już wszyscy mamy ten bliżej niezdefiniowany lot obiecany...

Także, "lecę bo chcę" i do następnego :)







34 komentarze:

  1. Eh, Martuś, ja tam jednak myślę, że kiedyś będziesz się z tego śmiała, a przynajmniej śmiała z tego, że to już za Wami ;) Swoją drogą, czy przy Julce, Eliza też tak bryka? Nie jest jej wstyd? Czy wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej pokazuje rogi żeby się popisać??
    A wiesz, my dziś z przyjaciółką znalazłyśmy psiaka, cudowna młodziutka sunia, gdybyśmy tylko miały warunki to moje serce było gotowe... ale zaniosłam ją do samochodu straży miejskiej i odjechała do bidula :(
    Co do Dnia Ojca ( u nas w przedszkolu też był taki łączony), to myślę że po prostu niektórym dzieciom z rozbitych rodzin byłoby przykro, gdyby nikt nie przyszedł do nich na przedstawienie, bo wciąż jest przecież bardzo mało przypadków, kiedy to tacie zostaje powierzona opieka. A mama zawsze przyjdzie i najwyżej dostanie oprócz naszyjnika z makaronu, także kartonowy krawat ;)
    Ps. Eliza cudnie wyszła na zdjęciu z dyplomem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bunt malucha i okres dojrzewania to mieszanka wybuchowa i człowiek ma czasami wyjść z domu i nie wiadomo kiedy wrócić;}. Wszystkie akcje opisane przez Ciebie są mi baaardzo dobrze znane. Podziwiam mamuśki które nigdy nie wychodzą z siebie, podobno;}}}.
    Pogoda norweska przeszła do Polski , jeszcze niedawno taka koszmarna deszczówa była u mnie , brrr. Kiedy moja starsza chodziła do przedszkola i szkoły w Polsce to nie przypominam sobie Dnia Ojca. To jest trochę nie w porządku . Ja wpajam moim potworkom ten dzień i staramy się co roku wymyślić jakiś miły akcencik dla tatuśka;}.
    Zdjęcia jak zwykle super i gratulacje dla Elizki. Ognicho zawsze jest fajne i ma swój klimat niezależnie od pogody

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne jesteście dziewczyny!

    Pamiętam na studiach mówiono nam, żeby nie stawiać dzieci w niezręcznej sytuacji, że takie przykrości, jakie mogą odczuć w szkole, wśród kolegów i koleżanek, zapamiętuje się już na zawsze i żeby je minimalizować. Mam na myśli, że odbiega się od tego (przynajmniej młodzi nauczyciele uczeni są, by odbiegać), by np. nie zadawać dzieciom po wakacjach wypracowania pt. "Gdzie byłam na wakacjach", tylko zatytułować je "Moja największa wakacyjna przygoda". Z tego względu, że nie wszystkie dzieci jeżdżą gdzieś na wakacje i żeby nie było im przykro. Podobnie mówiono nam o dniu taty, że dziś jest dużo więcej rozbitych rodzin i samotnych matek, niż kiedyś i właśnie dlatego dzień taty można zastąpić dniem rodziny, aby dzieciom nie było przykro...

    Co ja o tym myślę? Ma to duże plusy i duży sens, ale cierpią na tym ci dobrzy tatusiowie, którzy też przecież SĄ.

    To tak apropo dyskryminacji tatusiów :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczyny są kochane i uwielbiam jak o nich piszesz! :) Lila jest prze słodka! :) Kobieta silną jest, a Ty Marta w szczególności! :)
    Misiu to taki pieszczoch :D widać, że dobrze mu z Wami! :)
    Ale straszny Hrabia z niego! Jednak moja Beti jeszcze lepsza- chodzi tylko chodnikiem - czasem ja ucinam drogę i idę trawą, a pies jak dama dookoła - bo musi chodnikiem! :D dopiero wygląda to dziwnie z boku! :D
    Buziaki! ;**

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozbawiła mnie ta siostrzana miłość :) ("No nie rycz już", "Chodź ci te gluty wytrę"), prawie że usłayszłam jak to Elizka mówi, hehe. Wiem jak jest, u nas tez czasami picentrum wulkanu między Maluchami i szlag człowieka trafia jak to widzi i słyszy, ale potem jak nadchodzi miły czas, to się tylko rozpływam nad nimi, wpatruje, zachwycam i wierzyć mi się nie chce, że to takie łobuzy są ;)
    W ogóle to masz prześliczne dziewczyny, na tym wspólnym zdjęciu jesteście wszystkie do siebie tak podobne :) Eliza ma taką szalenie delikatna, słodką urodę, niczym porcelanowa laleczka, śliczna jest naprawda, a w Lilci jest mega dużo dziecięcej, słodkiej rozkoszy - prześliczne łobuzy :)
    No i Misiek - wiedzie prym widzę ;)
    W naszym przedszkolu jest równoczesnie dzień ojca i matki co bardzo mi się podoba, i mimo, ze już przedstawienie i przyjęcie były, to w dniu ojca i tak Tymuś przyniósł tacie serduszko z przedszkola :) A osobną atrakcją jest tzw piknik rodzinny, ale on bardziej zalicza się do dnia dziecka, choć 1 czerwca i tak przedszkole organizuje wewnętrzny dzień dziecka dla dzieciaków :)
    A Wasz tata wspaniały ogniskowy bohater ;)
    Pozdrawiam i sił wraz ze spokojem błogim życzę, a upały podobno w natarciu.. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jaśnie pan Misiu ma wspaniała służbę a i tron odpowiedni czerwony haha .Tak pogoda mnie do szału doprowadza z tym że u nas po 9 st .Ten certyfikat to za umiejętności czy przepustka dalej. Fajnie że chce na karate chodzić ja Kubę nie namówiłam.A tak w ogóle to czytając pośmiałam się. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale ci ladnie w tej sukience w kwiaty. Cudnie. Co do dziewczynek to w koncu sie musza nauczyc jako tako dogadywać. Przytulam i dużo pozytywnej energi przesyłam

    OdpowiedzUsuń
  8. I mi się marzy ognisko, a nawet w deszczu i słocie. To też ma swoje uroki, no i potem cudne wspomnienia... Śliczne zdjęcia, piękne córki a Ty wyglądasz rewelacyjnie!!!!!!! Serdecznie pozdrawiam Ciebie, Miska, dziewczyny i męża ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ha, ha... Ja mało nie poleciałam z fotela :) Na szczęście za wysoko nie miałam.
    Dziewczynki są prześliczne. Małę gwiazdy :) Lila ma chyba dłuższe włoski, a ta różowa (a jakże) torebka wymiata. A mama... Wyglądasz świetnie. Przechodzę na sałatki :)
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajny ten wasz piesek. Marta podziwiam cie dwójka dzieci + pies i dajesz rade, a nie masz łatwo- szacun.

    Ślicznie wyglądasz na tych zdj.

    A na ognisku to nie byłam dobrych kilka lat!

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj będziesz gdy tylko dom opuszczą, a jak będą miały swoje dzieci to im przypomnisz ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiesz co, ja Ci tego na pewno nie powiem. Ja chwilami mam ochotę zamknąć się w łazience i wrzeszczeć do lustra. Albo ryczeć. A moje łobuzy są młodsze...

    OdpowiedzUsuń
  13. Hahaha... Moja Megi też bała się deszczu. Ją wyciągnąć na deszcz to graniczyło z cudem. A jak sie zaparła (20kg ważyła) to cieżko było ją ruszyć. Normalnie tragedia.
    A dziewczyny no cóż odmów zdrowaśki i może będzsie lepiej. My z młodym już faze 3 latka przeszliśmy. 2 miesiące to trwało albo i 3. Już nie pamiętam;) Ale ponoć gdy jest frustracja to jest rozwój tzw skok rozwojowy u Tomka to widać. Z mało mówiącego dziecka rozgadał się nam tak , że mi szczeka opada(głowa też) Noi grzeczniejszy i bardziej rozumny się zrobił. A Elizie możesz powiedzieć , że ona też taka była. Ciekawe jak zareaguje;D
    A zdjęcia fajne. Gdzie to ognisko było?
    Denys Ewa

    Ps. Pogody też mam dość. Wychodzę między deszczami z młodym. Bo nie wyrabiam. Skończy padać to szybko się ubieramy i wychodzimy. Bo ja zwariuje z nim w domu przez to gadulstwo.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  14. Przepraszam, ale musiałam tu napisać...jestem w szoku, ze cora jeszcze w pieluchach?!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja może jeszcze doniedawna możliwe, że też lekko byłabym w szoku, ale dziś już wiem, że to naprawdę nie jest łatwe całe to odpieluchowanie, mimo, że jestem w pełni doświadczoną mamą - moje doświadczenie nauczyło mnie, że dzieci są szalenie różne i jedno nauczy się czegoś bezproblemowo szybciej, drugie z oporami znacznie później, ale za to na innym polu "prześcignie" to pierwsze.
      Dwoje swoich dzieci odpieluchowałam bez większych problemów, z obecnym mam spory problem i co zrobić? Moja siostra pierwszą córkę bardzo szybko odpieluchowała, a obecnie ma prawie trzylatkę i od ponad roku walczy z pieluchą zatwardziale i niestety przegrywa.. i co począć. Dopóki nie spotkał mnie podobny problem, też święcie wierzyłam, że odpieluchowanie to prosta sprawa i wystarczy tylko chcieć... jakże się myliłam :/

      Usuń
    2. Nie przepraszaj- wolne prawo być zszokowanym :) Tylko właściwie, moje pytanie brzmi- co jest takiego szokującego w tej kwestii :) Osobiście się nie natknęłam, ale może to moje przeoczenie- jest jakiś odgórnie przyjęty wiek, w którym dziecko MUSI być już bez pieluchy? Pozdrawiam

      Usuń
    3. Iwosiu, my Elizę odpieluchowaliśmy, kiedy miała 2lata i 7miesięcy, Lila będzie ciut starsza... Martwi mnie trochę to, że Ona nie chce słyszeć o nocniku- Eliza nie była aż tak na "NIE", dlatego obawiam się, że przekonanie Lilki zajmie nam trochę więcej czasu. Jestem jednak dobrej myśli :) Żadne dziecko nie chodzi w pieluchach do 18-stki :) A tak na dobrą sprawę- my za Lilki odpieluchowanie jeszcze się tak na poważnie nie zabraliśmy, bo zawsze "coś"- w maju i na początku czerwca to były choroby, potem trochę naszego lenistwa i zimnica, jaka nastała, no ale- teraz nie będzie już odwrotu, także- witamy serdecznie nocniczek na salonach :)
      Buziaki

      Usuń
    4. Moj syn tez nie odpieluchowany. Chyba czas zaczac sie biczowac! :D

      Usuń
    5. Dokładnie, w końcu dorośnie do tego, ze chce na nocniczek, nic na siłę, mój np nie chce jeść, i też mysle ze do 18tki nie bedzie jadł jak niemowlę i w końcu zacznie jeść jak facet:D

      Usuń
    6. Mój nadal dostaje na noc. Bo 3 noce mamy bez wpadki a potem juz lóżko zalane.
      Nie wiem jak go odzwyczaić. On pieluch nie nosil jakos jak miał 2,5 to w dzień juz nie nosil. Tylko te noce to tragedia.
      Buzka Martuś.
      PS. Jak ktos ma jakiś pomysl z nocami to mi podrzućcie bo moje gadanie i tłumaczenie nic nie daje.
      Ewa Denys

      Usuń
    7. Otóż to, przedziwna presja otoczenia na to odpieluchowanie, a fakt faktem, do matury zdążymy ;) jak ze wszystkim, przyjdzie odpowiedni czas i każde z dzieci zrezygnuje samo ze smoczka, z pieluszki, z piersi, z przychodzenia do łóżka rodziców itd itp nic na siłę. Ja temat odpieluchowania dopiero co poruszyłam u siebie, myśląc, że to moja porażka, że moja 2,4 letnia córeczka nie chce współpracowac ze mną przy odpieluchowaniu. Ale dostałam same pozytywne komentarze, budujące i potwierdzajace, że nie ma reguły, że nic na siłę, ze podobny "problem" ma prawie każda mama i skąd własnie ta presja, że to JUŻ. Tylko dlaczego to musi być JUŻ. Martuś, przyjdzie taki moment i zapomnimy o sprawie :) A jak nie nocnik, to może z nakładka na sedes próbujcie, może to Ją bardziej przekona? Powodzenia i bez stresu :)

      Usuń
  15. Eehhg u nas też pogoda do bani, przez cały czas pada albo jest jakby za chwilę miało padać i zimno... A Laurencja coraz bardziej desperacko ząbkuje więc ostatnio bywam tak przeczolgywana, ze wieczorem nogi się pode mną uginają ze zmęczenia. Na laurowe spazmy reaguję natomiast tak jak Eliza - czasem z czułością, a w końcu już mega wkurwem. Niestety, matka też tylko człowiek. Lilcia strasznie pociesza jest w tych swoich akcjach :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kochana jesteś coraz piękniejsza, córeczki coraz starsze...
    Ja,Wracam: stara – kubernusiowaszafa.blogspot.com na nowy blog – http://salusiowo.blogspot.com/
    wiem, że wytrwam – zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  17. Fajny masz styl pisania :) Wyobrażam sobie jak świetnie jest Cię słuchać na żywo.

    A piesek Wasz zachwyca mnie za każdym razem :) całuśny taki na oko :) i przytulas pewnie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Moje psy też stawiają opór kiedy pada . Takie małe pyrtki , ale jak się zaprą to koniec ! Nie będą książątka chodzić po deszczu i juz . No chyba , że jedziemy na Kopiec Kościuszki - tam im deszcz nie przeszkadza ! Tyle , że po takim spacerze mam zawsze podwójne pranie ręczne z użyciem wybielacza , bez wykręcania ...

    Ognisko - to jest to ! Klimat i kiełbaska jakos tak inaczej smakuje :-)

    No a bunt dwulatka plus bunt nastolatki to Kobierzyn dla Matki !
    Oj wierzę że mozna mieć dość przy takiej kumulacji . Na szczescie te bunty kiedys miną . Miejmy tylko nadzieję , że przed całkowitym osiwieniem .
    A z drugiej strony patrząc na buźki Twoich trzech córek - istne Aniołki !


    No i niech to lato w końcu nadejdzie ! Kalendarz mowi , że już jest , a termometr , że wciąż rządzi wiosna . Albo jesień nawet . Ja ostatnio ciagle marznę . Nawet spie w piżamie z długimi rękawami . Latem !

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziekuje pieknie za zaproszenie na wakacje, ale nie skorzystam! Mam takie akcje na codzien, ale bez dodatkowego buntu dziecka w wieku przed-nastoletnim, wiec byloby to dla mnie niczym wpadniecie z deszczu pod rynne. Dziekuje, postoje! :D

    Wiesz co? Przystojniak z tego Miska! Jak to sie w ogole stalo, ze taki piekny pies, ulozony, lubiacy dzieci, wyladowal w schronisku? Znacie jego historie?
    Maya ma w nosie czy pada czy nie, otworzy sie drzwi i leeeeci! O tej porze roku u nas w ogrodzie ma tyle zapachow i bodzcow, ze najchetniej do domu by nie wracala. Ale nasza poprzednia suczka nie znosila mokrej pogody. Kiedy otwieralam drzwi, z przyzwyczajenia brala 2 kroki, a ja wtedy musialam pamietac, zeby przyblokowac wejscie noga, bo jak tylko kapnelo jej na nos, natychmiast zaliczala odwrot! Nieraz M. musial ja za tylek wypychac na dwor! :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale mi ochoty narobiłaś na kiełbaskę. Uwielbiam! :D
    Co do dnia ojca to naprawdę nie fajnie to w szkole organizują. :/

    OdpowiedzUsuń
  21. A tak w ogóle to u Was ciągle się coś dzieje! A piesio przeslodki (mimo, ze wolę koty widzę w Waszym to coś w oczach;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Martuś czy dziewczynki mają jeden pokój, śpią razem czy każda osobno? Pytam bo u nas bedzie taka sama różnica między dziećmi jak między Waszymi dziewczynkami i zastanawiam sie jak to będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamo Tosi, na razie Lila nadal jest z nami w dużym pokoju. Ona do niedawna budziła się w nocy. A to, czy pokój będzie wspólny, czy nie, to nadal się wahamy. Tak byłoby dla nas na pewno wygodniej. Jeśli Lila miałaby mieć swój pokój, to kosztem jadalni, w której teraz toczy się nasze rodzinne życie. Z drugiej strony- między Nimi tak szybko wybuchają kłótnie, że nie wiem, czy to miałoby sens- jednym słowem- czy nie szkoda naszych nerwów. Obawiam się, że między Nimi nigdy nie będzie na tyle dobrze, żeby ten wspólny pokój był dobrym rozwiązaniem. Mają skrajnie różne charaktery, ale łączy Je jedna cecha- Obie są potwornie uparte, i żadna nie odpuści.

      Usuń
  23. Fajny ten Wasz piesek :)) I ogniiiiskooo mi się zamarzyło, takie z kiełbaskami - może być nawet w deszczu!
    Dobrych wakacji dziewczynki, odpocznijcie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Takiego ognicha z patykiem nie zaliczyłam chyba od 15 lat ;D
    Sanczez ma tak samo z deszczem, haha, a jak był mróz to wychodził na trzech łapach, tylko potem nie wiedział, jak podnieść jeszcze jedną, żeby wysikać się :P

    OdpowiedzUsuń
  25. Prawdziwe modelki z tych Twoich córeczek.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!